(625). Bez tytułu, ale za to z treścią (nie żołądkową) albo: nie żołądkuj się.

Doskonała niedoskonałość,doskonała, dookoła doniosłość (to drugie tylko na obrazach Pana Baryłki) szeleści mi w słowie, przyczynku uczynku i… Nie wypowiem, które nabiera ciała, wagi, i po wagi, strug światła, w plamce cienia się cieni i popopowiela to turkocze łakociami łaskotek mnie pod podeszwą myśli, który fanta fan fantasmagorią się ziści mgnieniem- istnieniem imieniem.

Sączy

się matematycznie styczną majestatyczny zmierzch pochłaaania wszystkie kształty zamszem, nie mydlmy się koncertem wzgard, i nie dzielmy się, czy w dzień powszedni, czy niedzieli godzin łykiem krwi gorzkiej argumentu resentymentem wykrzyczanym do ostatniej kropli w kantacie szczekliwej i krótkiej popopopwtarztarztarztarzantarzanej w kanapce dobrych rad, rad jak wiemy, z histerii, historii jest dotykalnie nieprzewidywalny, albo: wprost na przeciw nie jak najgorzej.

Zaciśnięta pięść nie obejmie świata, on się wtedy skurczy, kurczy skruszy, czy do ziarenek kilku, czy do jednego głazu, łazu, który zamyka nienowoplatońską już jaskinię, w której gniesz zginiesz, zaschniesz. Miniesz, bez powietrza, bez oddechu, bez falowań, bez drgań choćby błędu traw. Draniu nie drap. Nie rań rumieńców dnia, szurając po dnie, wciągając myśli i spodnie kosztując to co spadło na koszulę i na wyprasowany jeszcze wczoraj mankiet gdzie spisu treści ułożone są do etykietek aż do początku metek.

Zaciśnięta myśl nie zrozumie świata, nie rozwinie znaków, nie wyśpiewa pieśni. Mamy dość dysharmonii wijącej się naciekająco chcąco pleśni. Nie wyćwiczysz mięśni krytycznego mylenia z zmyślenia i nadawania znaczenia, sensu, dostrzegania piękna, i piętna w pęknięciu chodnika, co z tego wynika, mijam znikam strzegę źrenicy oka mego, wewnętrznego, choćby i trzeciego, choćby i zezowatego- i co z tego?

Tylko w szkole trzeba odpowiadać, pełnymi zdaniami, tyle, że nie z pełnymi ustami, ale może pełnymi ustami. składnie liżąc słowa nie tylko po podniebieniu znaczenia, ale przeżuwając i przeżywając i otwierając je- w znaku znak ku światłu tu się mnoży rozkwitając. Tając zmysły oddając zmysły uff pstryk tyk tyk tyk tyk do tyk tyk do tyk tyk tyk tyk dot, czyli kropka dotyk tryptyk: myśl, myśl myśl. Wystrzela w drogi gotyk, tyk tyk tyk tyk tyk tyk. Pyk.

Z regału przedostatnich tchnień, ścigam gram gam ściągam pod ręcznik zawinięty podręczny słownik mowy ptaków wydana pismem Brajla. Takie to przekleństwo liczb pierwszych czy tych urojonych kolej na kolejne: licz nim wypełni się płomienia znicz, nie milcz. Mem. Przemian. Głód i jedwab. Książki nie są już nośnikiem idei. Powab szkicowany gdzie indziej strzelistą zapomnianą katedrą, albo zamysłem ujętym i temperę, która nie gaśnie przez wieki, pozwalaj. Książka z obrazkami księga z obrazami. Nie, album tchnień bum. Bach Jan Sebastian czy może nazwiska mnożę Wolfgang Amadeus uszy zmróź, niepewność zmroź z drogi zdróż włóczykijąc się po niepamięci gimnastyce i kalejdoskopu estetyce. Muzyka łagodzi oby czaj, więc nie tylko kawa ziarno reguł wskazuje drogowskaz jutro rodzące się bez skaz u dalekich, daleko bliskich wybrzeży ciszy. Zmruż uszy może usłyszysz…

*** *** ***

Ucz się samotności i rytmu bicia serca pod dotykiem ciepła krwi unosząc zdziwień ryt i kreska brwi, rozluźniając barki, kołysząc barki na kałuż kropli oddechem spokojnym choćby wspomnieniem przedwczorajszego dzieciństwa, które murszeje mierzejami marzeń, które marzną w brązowym brulionie wspomnień, czkawką napomknięć napomnień, zgagą niespełnień i uwagami na marginesie gasną. Namakam tęsknoty nutami znajomymi w śmiechu kąciku ust daje upust. Oznajmiam się ze zdaniami i zadaniami i równoważę sny. Wyciągając nitki tłumaczeń symultanicznie stycznych. Zrobić miejsce, mieć, pod bliższą ciału koszulą przestrzeń i spokój, co ukoi, rozbudzi to co uśpione i pozwoli na wyrażenie się w czynie wolnej woli macając opuszkami palców Tajemnicę, która nabiera kształtu tu pod skórą. Ziarenko?

*** *** ***

W średniowieczu artystki i artyści nie znali zasad poprawnie wykonanego rysunku, a to skutkowało swobodą dobierania, zawierania zdarzeń, ludzi w przestrzeni obrazu, to, do czego się przyzwyczaiłyśmy, to czego szukamy, zadanie wpisane w obraz, mianowicie takie, że ów ma odzwierciedlać rzeczywisty rzeczy stan datuje się około drugiej połowy XV wieku, ale to nie tylko szansa, to kwestia wagi wielkiej, to znaczy, że osoba tworząca dzieło według nowych prawideł musi zburzyć harmonię, i nie chodzi mi o dekonstrukcje akordeonu, chociaż akord, to właściwe słowo na miejscu takimże. Gdy przyjrzymy się temu w jaki sposób kształtowała się sztuka, jej rozumienie i kreacja i wyrażenie to możemy wyraźnie dostrzec, że we Florencji w połowie XV artystki i artyści współzawodniczyli z naturą. Próbowano wielokrotnie rozwiązać problem pogodzenia perspektywy i równocześnie: ukazania tego co jest w sensie ścisłym, tak czynił Sandro Botticelli chociażby w Narodzinach Wenus:

[rzeczone: Narodziny Wenus, Sandro Botticelli, źródło domena publiczna, Wikipedia, Sandro Botticelli, źródło].

Jeśli kojarzysz tę kreskę z tym, co jest w kaplicy Sykstyńskiej, to tak, to ten sam Autor. Tutaj Pan Baryłka, ukazuje nam nie tylko wczesny renesans, wyobrażenia i skojarzenia na temat sztuki antyku, akcja stylizacja! Wczesny renesans, rodzi sztukę grecką i rzymską na nowo, wołanie Apelles,a w odbiciu, Wenus ze zwichniętym ramieniem, wydłużonej szyi, i cóż, Wenus Wstydliwa jako siostra? Dmący wiatr przygina, woła ją do ziemi, a Hora, wita na stałym lądzie, przywołuje doń, czyli dwa drogowskazy, i dwie powinności. To neoplatońskie ucieleśnienie miłości, czystość i zmysłowość. Gest. Otwiera nowe źródło na dworze medyjskim powstał poemat autorstwa Angela Poliziano pt. Giostra, tam ujęte było narodzenie Wenus, Wenus znaczy humanitas.

Marsilio Ficino – który był nie tylko założycielem, kierownik iem Akademii florenckiej, ale w tym kontekście tłumaczem, czy komentatorem dzieł autorstwa Platona, wypowiada się na temat rzeczonej Wenus:

Wenus znaczy Humanitas (…), Humanitas jest bowiem nimfą znakomitej urody, zrodzoną z nieba i bardziej od innych ukochaną przez najwyższego Boga. Jej dusza i umysł to miłość i miłosierdzie, jej oczy to godność i wielkoduszność, ręce – liberalność i wspaniałość, stopy – przystojność i skromność, całość jest więc umiarkowaniem i uczciwością, czarem i okazałością.

[Fr. listu Marsiglia Ficino do Lorenza di Pierfrancesco w: Zygmunt Waźbiński, Malarstwo quattrocenta, Wyd. Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1972].

Kolory nie wpływają na siebie, nie mieszają się, nie ma tu cienia, tempera strzeże świeżości, która zatrzymuje. Na początku, a nawet na końcu przyglądania się rzeczonemu obrazowi nie musimy zdawać sobie sprawy z tego, co nas uderza, co jest nowego, bo przykrytego kolorem, linią, zmysłem, ugrzęźniętym w geometrii. Tylko jeszcze jedno, czy Marsilio objaśnia, czy interpretuje? Przecież Sandro złamał jeszcze jedną niepisaną zasadę, acz obowiązującą, zastosował reguły sztuki stosowane do przedstawiania innych tematów, sakralnych, do ujęcia, czy ucieleśnienia mitu. Tu postulowane równowaga i umiar są pozorne. A w tym czasie mit miał inną pozycję, niż dzisiaj, nie zapominajmy o tym, z drugiej strony ten temat kierowany był do osób wykształconych, one to miały ocalić od zapomnienia prawdę Imperium, jako nośnik wiedzy i ideałów. Polifonia i polichóralność, czy też wyjście przed orkiestrę? Wszędzie wpuszczenie powietrza, również instrumentarium na dworach, a nie tylko w karczmach, jako zakąska do chrzczonego mocno piwa, czy też trunków innych, bardziej winnych niż winnych. Zanurz dłoń w farbę dnia, nich się przyklei znaczeń wers, medytacji rewers. Myśl to forma odczuwania? Nie, Pani Sontag, to nie tak. Życie to nie film,a śmierć to nie fotografia.

Jak mawia Ralph (Waldo Emerson): Every hero becomes a bore at last, tak więc kończę, choć nie jestem bohaterką, ale mogę być nudziarką, nudy nuty miarki dla dziewiarki. Miarką czasu, człowiekiem nie z lasu uciekam wynalazkiem iście na iście średniowiecznym, wiecznym długo, bo windą gdzieś ku szczytowi AbsurdAwalium chilli chyli się ku uspokojeniu. Głębokich mięśni uwagi rozluźnienie Gojenie się ran i oddychanie równomiernie postuluję niezmiennie. Zaciśnięta pięść nie dotknie świata, nie rozwinie faktur, nie wyśpiewa pisma przestrzeni. Czy Wenus może coś zrobić? Z jasnego, koloru, który nie rzuca cienia, czy poza nie wzucia butów, czy zrzucenia ubrania, jeśli je kiedykolwiek miała, czy może coś zrobić, czy tylko być przywołaniem, czy interpretacją antycznych ideałów eteryczno-statyczną wizją? Czy ona trwa? (Wenus i emanacja) I co to właściwie znaczy?

Zaciśniętą dłonią nie muśniesz światła, nie ogrzejesz się, możesz się tylko sparzyć.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s