[441]. Ciemno to widzę…Czyli jasno o czerwonym olbrzymie białym i czarnym karle). I…W końcu o końcu.

Aaale od początku. Na początku był śmiech os, podobno, czyli  ha ha! Os.A co jeśli zgaśnie nasza gwiazda, i nie chodzi o (urodzenie się pod) szczęśliwą, mniej lub bardziej, czy w ogóle, ale o przydziałową w gęstwinie przypadłą przypadkowi. Jasne! Jasne jak słońce. Tak? Czy oby na pewno? Czy wiesz, że słońce naprawdę jest innej barwy? I dlaczego widzimy je właśnie na żółto, skoro jest białe? A to dlatego, że w widmie słonecznym żółta barwa dominuje, ale przecież nie jest jedyna, bo jest i błękit, i to sporo, zieleń, czy czerwień. I te wszystkie barwy razem, nasz galaretowaty organ (mam na myśli mózg) interpretuje jako barwę białą. (Tak osoby zajmujące się fizyką powiedzą, że nie ma koloru białego tak samo jak czarnego).

Czytaj Dalej „[441]. Ciemno to widzę…Czyli jasno o czerwonym olbrzymie białym i czarnym karle). I…W końcu o końcu.”

Reklamy

(237+2)+1. [Prze i po i na, czyli (nie) o przy-imkach. ((Szczelin w szczegółach dalszy ciąg.(5)). #Pytaniewpiątek

Wiadomo nie od dziś,no chyba, że to pierwszy artykuł, który czytasz na tym blogu, wiadomo że lubię kawę. Sposób jej picia, zmieniał się przez lata. Wiem, wiem, zabrzmiało to jakbym miała lat sto. Chociaż… Jeśli miałabym Wam coś polecać, to z pewnością eksperymentowanie ze smakami. Nie mam jednego ulubionego przepisu. No nie mam. Najważniejsza kwestia to rodzaj ziarna, lepiej mniej, a lepsze (niż dużo i gorsze). Dobra kawa wcale nie musi być wcale gorzka, to znaczy nigdy nie jest. A jeśli takie zdarzenie ma miejsce, to znaczy, że cóż, jest przepalone… Owo ziarno.

Przepis: zaparzamy kawę w kawiarce, albo areopressie (polecam metodę  odwróconą). Można też ugotować sobie kawę, w garnuszku, tak więc nie potrzeba specjalnych przyrządów. (Można też, o ile kto/sia ma możliwość sprawdzenia trzech). Do tego spieniamy mleko, ciepłe lub zimne, jak kto/sia woli.  Nie potrzeba wyposażać się w specjalne akcesorium do spieniania mleka, można mieć tylko  słoiczek do którego nalewamy biały płyn, i energicznie mieszamy, tak by je napowietrzyć to doprawiamy kurkumą i cynamonem. Jak już i kawa i mleko będą gotowe pozostaje nam tylko wlać mleko do kawy, po ściance naczynia pomału, po wielkiemu mału ozdobić możemy listkiem stewii, mięty i pokruszoną gorzką czekoladą, jeśli będzie ona trzymana w temperaturze pokojowej to lepiej się będzie kruszyła. Smacznego eksperymentowania. A Twoja ulubiona kawa? Albo herbata? Ta, czy ta? Jaka? A może woda urody (d)oda?

Już wiem, że w przyszłym roku nie kupię żadnej książki. (Chyba, że  na prezent, ale nie dla siebie). Jeśli już jesteśmy przy czytaniu, to zastanawia mnie jedna kwestia, czy lektury zapomniane uznajemy za przeczytane? Łechtają czy chichoczą [?] neurony, (jeśli chciałbyś, chciałabyś wpis o neuronaliach, to daj znać, pod tym wpisem). To zadziwiające, że już tak dawno temu wylądowaliśmy na księżycu (niektóre osoby jeszcze dalej, ale to zostawmy) a nie znamy tego co mamy pod ręką, nogą, albo łopatkami. Nie ma nic bardziej zdumiewającego, nieznanego i poznawanego. Mechanika, fizjologia ruchu, zdolność rozumienia, poznawania świata, dotykania go, wąchania, smakowania, zmieniania. W ciągu zaledwie jednego dnia, dziesięć tysięcy razy mrugamy. A dokładnie(j) rzecz ujmując sprawa ma się następująco:

Podczas mrugania powieki zwilżają powierzchnię oka, tak oto mamy prywatną ekipę sprzątającą, która oczyszcza oko z zalegającego  kurzu,czy zaraz pojawiających się zarazków. Człowiek mruga średnio 1-2 razy co 1dziejęć  sekund, jeśli przyjąć, że  każde z nich trwa około jednej trzeciej sekundy.W ciągu dwunastu godzin na samo mruganie przeznaczamy pół godziny, no dobrze  około dwudziestu pięciu minut. Z tym zastrzeżeniem, że noworodki mrugają rzadziej, 1-4 razy na minutę, tak dzieje się do około szóstego miesiąca życia…

Dwadzieścia tysięcy oddechów, sto tysięcy uderzeń serca. Z tym zastrzeżeniem, że u noworodka bije z częstością stu dwudziestu uderzeń na minutę, a u dorosłego osobnika, bądź osobniczki, siedemdziesiąt  uderzeń na minutę. A to zaledwie wycinek arytmetyki. Chociaż gramatyka połączeń i położeń będzie obecna. Jak chociażby zaczerpnięcie, zaczepienie o fakt ten, że bohaterka dzisiejszego artykułu   jest ona unerwiana przez nerw szyjny a dokładniej rzecz ujmując  nerw przeponowy, mierzący sobie do trzydziestu centymetrów. Jeśli by opisać jej wygląd to ma kształt nerkowatej kopuły (jak to się często określa), która (jeśli chodzi geografię meldunkową, a raczej umiejscowienie) oddziela  narządy wewnętrzne od układu krążeniowo – oddechowego. 

W zależności od przyczepów, czyli miejsca umocowania, dzielimy ją na  częśc(i) – lędźwiową, żebrową oraz mostkową. Nie będziemy się zbytnio zagłębiać w szczegóły anatomiczne, to warto wspomnieć o jednym fakcie, to, że wspomniane wcześniej serce pracuje bez ustanku, jest kwestią powszechnie wiadomą, i nikogo specjalnie nie dziwi, tak rozpowszechnioną, że się nad tym nie zastanawiamy, jeśli kogoś nie przymusi do tego życie, ale to, że przepona, bo o niej mowa jest drugim takim narządem, to już mało która osoba wie, ale zaraz, zaraz (i nie chodzi tu o wielgachną bakterię 🙂 dobra wiem, że bakteria, to nie wirus). Jaka jest każdy/każda widzi, albo może zobaczyć:

[Przepona widziana od strony brzusznej, H.Grey, Anatomy of the Human Body, źródło zdjęcia]. Oddziela jamę brzuszną od jamy klatki piersiowej i stanowi jej ścianę dolną.

Nie wiem jak Tobie, ale mnie powyższa ilustracja się bardzo podoba, przywodzi na myśl, Nettera. No dobrze, koniec dygresji. Kobiety jeśli chcą oddychać przeponowo, co jest przydatne nie tylko podczas porodu, muszą (w odróżnieniu od mężczyzn i dzieci do czwartego roku życia) się tego nauczyć.

Ooddech jest bardzo płytki. Nie tylko w chwilach zmorzonego stresu, czy wysiłku fizycznego. Zresztą jeśli wziąć pod uwagę kwestie językowe to nawet potocznie mówi się wziąć głęboki oddech odetchnąć. No chyba, że mamy czka, czka, czka w kę, kę. Powodują ją silne skurcze diaphragmy, odruch obronnym organizmu. Tacy pogranicznicy, to znaczy, że jeśli pożywienie utknie w  łyk łyk i w przełyku, czkawka, ma za zadanie usunąć. Coś nam to przypomina? Nie? A wymioty? Znieść czy Wymieść? Oto jest pytanie!(niepotrzebny pokarm z organizmu) to także praca przepony, nie tylko parcie porodowe. Poprzez zmniejszenie ciśnienia w żołądku, w wyniku tego następuje  zassanie do jego wnętrza pokarmu, ale najczęściej czkawka to wynik uboczny, mechanizm, który uruchamia się niepotrzebnie, przez pomyłkę. I jeszcze jedno, mimowolny, powtarzający się skurcz przepony, to dziedzictwo, czy też spadek kijanek,chociaż naukowcy i naukowczynie nie są co do tego faktu zgodni/ zgodne, to i takie głosy można znaleźć. Woda przepływająca przez gardło  w kierunku do skrzeli nie może przedostać się dalej (może ale skutki zostaną opłakane, może nie przez kijankę no, ale…). W celu ochrony zostaje zamknięta głośnia i następuje wdech, co przypomina czkawkę. U homo czasami sapię, mechanizm jest podobny, kiedy występuje ucisk na kontrolujące oddychanie nerwy biegnące od czaszki do przepony.

 

Mówi się, że oddychanie przeponowe to takie zafundowanie masażu narządom wewnętrznym jeśli popatrzymy pierwszy lepszy schemat, to zorientujemy się, że przepona nie tylko łączy się z wieloma narządami, co one na niej po prostu wiszą. I stanowi dla tych narządów rodzaj amortyzatora. (Taki tumiwisizm, albo tamwisizm). Przepona łączy się z płucami, dwunastnicą, sercem, lewym zagięciem okrężnicy, śledzioną, żołądkiem, czy wątrobą. Co prawda na przeponę nie można oddziaływać bezpośrednio, ale za pomocą mięśni, takiego garnituru człowieka, w jaki sposób, jeśli nie oddychaniem, cóż, jeśli mówi się, że ktos/ia śpiewa odsetkami, a nie kapitałem,to jest to właśnie śpiewanie przeponowe. Można oczywiście relaksować się, czy medytować…

Jeśli rehabilitujemy przeponę to najważniejsza jest regularność wykonywania ćwiczeń(oprócz prawidłowego ich wykonywania- co oczywiste). Atomy, cząsteczki, komórki, tkanki, narządy, zespoły narządów, nasz własny organizm. Weź teraz głęboki wdech przez nos i wydech ustami, świadomie, zobacz jak czujesz przepływ powietrza… Co słyszysz? W jaki sposób pracuje Twoje ciało?

To zdumiewające jak mało jeszcze o nim wiemy. Jak bardzo nauczyliśmy się na nim polegać, nawet gdy leżymy, czy stoimy, zawsze warto trzymać poziom nawet gdy przyjmujemy pion. Jeśli zdecydujesz się na filiżankę herbaty, kawy, czy wody, nie tylko pobaw się w czasie przygotowania płynu, ale i w czasie spożywania, a co! Tak się zastanawiam dlaczego filiżanka kawy ma być pita w sposób odświętny tylko gdy ma to miejsce poza domem? Użyj swojego ulubionego naczynia, powąchaj, potrzymaj w ustach, poczuj ciężar, nie tylko temperaturę, a co! Dlaczego nie? #Pytaniewpiątek

I chociaż o wielu kwestiach możemy zapomnieć, tak jak o przeczytanych książkach, to mechanizm także blogo, czy błogo-sławieństwo, ale można sobie przypomnieć, jak robimy wdech gdy poczujemy zapach, który dla nas jest atrakcyjny, przywołuje dobre wspomnienia, albo właśnie tworzy nowe, zostawiając ślad pamięciowy, zapach świeżo skoszonej trawy, wspomnianej kawy, czy… czy zupełnie inny. Warto wziąć głęboki wdech, i przypomnieć, albo się nauczyć, jak to się robi…

#s3gt_translate_tooltip_mini { display: none !important; }

[3+1].[76+1]. To jest świat.

[Bicycle Race, Queen, źródło nagrania].

„Ruch” -powtarzałem sobie. (…) Dopóty byłem w ruchu, dopóty byłem zdrowy.

[Lance Armstrong: Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie,  Sally Jenkins,Studio Emka, Warszawa, 2000r. s.108].

Sądził, ba, nie zawahał się o tym nawet napisać,a ja  (już daaawno wspomnieć) On w prasie a zważywszy na czasy, w których żył, i kim był,  i czym się parał, miał rzesze czytelników i czytelniczek. Ja skromnie na blogu. On: Napisał, że to najznakomitsza maszyna wieku XIX.Jedyne co uznawał, to właśnie rower. Może ze względu na klaustrofobię na którą cierpiał, czy też, na inne choroby towarzyszące? Od pary, paro i innych wozów wolał kółka dwa.  Kolej  na kolej to  o wiele za wiele. Określał tę ostatnią jako: latające więzienie, a to dlatego,  dzieli się z towarzystwem, które nie zawsze przystaje do naszego smaku. Osiem wiorst szybkości, narzędzie oswajania przestrzeni, i uniezależniającym  pośrednio również ekonomicznie również człowieka od niej.Oto można i podróżować tanio, i odwiedzać krewnych mieszających nawet poza miastem, dojeżdzać do pracy, zażywać ruchu na (jeszcze wtedy świeżym) powietrzu. Wybór, oto co się tli  nie tak znowu w oddali. Oddali nam konstruktorzy tegoż wehikułu wybór.

Rower cenili także państwo Curie, którzy zaraz po udzieleniu sobie ślubu w ogrodzie wyruszyli w podróż poślubną, takie to sprzęty dostali bowiem w prezencie, zażyczywszy sobie je wcześniej. Maria, jak już wiemy, była do bólu praktyczna, zawsze.

Nie chodzi, a nawet nie jeździ, o rozstrzygnięcie dylematu:  zapłacić za bilet uprawniający do podróżowania komunikacją (pod) miejską (a szykują się podwyżki)! Warto zauważyć, że kiedyś,  lokowano robotników blisko fabryk, a to rodziło problemy różnej natury. Nie tylko powstawania gett, podwyższenia opłat czynszowych, czy też problem z rozrastaniem się aglomeracji. Nie bez znaczenia był też fakt, że rower, w produkcji był stosunkowo tani, jak i w eksploatacji, co więcej nie trzeba było specjalnych uprawnień, do tego by nim kierować,a poza tym, można było się nim dzielić. Kto/sia z podwórka nie zna tego zawołania: Ej, daj się kolnąć.  I nie jeźdź, tu, znaczy nie chodzi tutaj o połączenia telefoniczne. Chociaż element wspólny jest, gdyby się tak zastanowić: dzwonek, który powinien był teraz dać znać, gdyż ponieważ, jak również ,i jak krzywo, biegniemy w dygresje. 

Rower miał i tę zaletę, że mógł być, przynajmniej ten wynaleziony w 1885, określany jako bezpieczny, mógł być używany powszechnie, a ten przymiotnik oznaczał, że mogły nim poruszać się także kobiety. (Ach te XIX wieczne suknie! I tutaj dojeżdżamy do wniosku wpływ dziejów na modę kobiecą (ale to całkowicie inny temat, więc czynimy objazd).

A trzy lata później pewien lekarz weterynarii wynalazł był doń oponę  (inna sprawa, ciekawe czynili wynalazki medycy, ale to na inny artykuł, znowu).  John Boyd Dunlop, poszedł (sic!) za radą kolegi po fachu, ponieważ lekarz zalecił jego dziewięcioletniemu synowi,dużo ruchu, i tak się składa, że rower byłby świetnym instrumentem do zastosowania gdyby nie to, że nie można zamortyzować wstrząsów… Kto by pomysłał, że tak dalekosiężne będą skutki tego zalecenia. Ba można by napisać więcej, kto by sięgając dalej, głębiej w historię, kto/sia by pomyśłał/a że, takie będą skutki wynalezienia przez barona Karla von Draisa drezyny! (1817 roku). A samo określenie rower pojawiło się… Nie tak znowu dawno bo w 1860 roku! Dla porównania uznawane już za legendarne siodełko Brooks B17 produkowane jest w niezmienionej formie od blisko stu dwudziestu lat. Taka mobilna mapa myśli.

 

 

[Rower, Lech Janerka, źródło nagrania].

Drzewiej, jak  był Wyścig Pokoju, to pustoszały ulice. Cicho wszędzie, głucho wszędzie co to będzie, co to będzie.Mało kto/sia pamięta, że jeszcze w 1931 trasa wyścigu Tour de France liczyła nawet 5000 kilometrów. Bagatela. Dzisiaj mamy wersję krótszą o 30 do 40% tego dystansu.  Największy sukces odniósł  we wspomnianej rywalizacji Zenon Jaskuła, zdobywca trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej (1993 roku).

John Urry w jednym ze swych artykułów, pisze o tym jak wynalezienie aut, podróżowanie właśnie tym środkiem lokomocji zmienia świat, przestrzeń i czas. I dziwi się, że u progu nowego wieku, nie ma zainteresowania socjologów i socjolożek rodzajami ruchu tak w mieście jak i na wsi. Ja jednak będę twierdził– pisał [wtrącenie 5000lib]- że: automobliność jest dla nowoczesności cechą równie konstytutywną co ogólniejsze procesy urbanizacji (w znaczeniu, w jakim rozumiał je w latach 20. XX e. Corbusier).  Do tego mówi o rodzajach czasu, przedefiniowaniu przestrzeni w XIX wieku, a przez to i funkcjonowanie społeczeństw(a). Można także żyć w samochodzie. I  to na różne sposoby. A gdyby tak zastanowić się jakie znaczenie miało a) wynalezienie roweru, b) jego upowszechnienie . Można by taką refleksję poczynić czytając refleksje Johna Urry’ego. * A jeśli czasu na tę akurat lekturę nie chce się poświęcać, może warto wsiąść na rower i obniżyć, tak przy okazji ryzyko chorób cywilizacyjnych? Już o tym wspominałam, że rower to instrument wskrzeszania czasu, ale i jego modelowania. I także uczestnictwa w wielu grupach społecznych. To nie tylko sposób na zgrabną sylwetkę i zdrowy styl życia. Rower, to jest świat. Jak śpiewa Lech Janerka. Tylko czyj świat? I kto do niego ma wstęp (wolny, szybki). I czy nie żyjemy równocześnie w kilku takich przecież inaczej odbieramy krajobrazy, dekoracje i ludzi poruszając się na dwóch nogach, a inaczej kółkach. A jeśli sprawę skomplikuję, i się spytam tak na koniec osoba poruszająca się za pomocą wózka (niekoniecznie z napędem elektrycznym) to po chodniku, czy po ścieżce rowerowej? A jak przestrzeń miejska jest zmieniona gdy posiada sieć dróg przeznaczonych dla rowerzystek i rowerzystów?

 

*John Urry (2000) Inhabiting the Car [w:] International Journal of Urban and Regional Research.

344.Trzy w jednym. Trzeci element, czyli REMedium (#12 poniedziałków), (#bo świat jest ciekawy!) [antystresow_nick3].

[Georges de La Tour, The Penitent Magdalene, 1625-1650, Metropolitan Museum of Art, źródło zdjęcia].

[Dla Renyi].

Niech się spełnią wyśnione marzenia, a przynajmniej, to najważniejsze.

Za górami, za lasami, za siedmioma do[linkami], czyli gdzieś w sieci, bardzo, baaardzo… Blisko, albo niesamowicie daleko…eko…eko…Eeee, tam! Tfu, A może już tu? Tu? Czy tam? Czytam.Czytajcie  a znajdziecie, znaczy się, znaczy się opowieścią, wieścią…

Mogłabym tak zacząć,ale gps zgubił trasę, brak zasięgu,  [lack of coverage, czy jakoś w takt] ale napiszę tylko, że [g]lubię  sposób wykorzystania światła i geometrii w obrazach de La Toura,  a opowieść się sama potoczy, toczy,toczy, to, czy to, wysypując worki słów,ów,ów i znaczenia zmęczenia, jak okruchy chleba sypane przez Jasia i Małgosię.

Skupienie i cielesność to wybija się na pierwszy plan, w którym kierunku spogląda kobieta? Czy sięga wzrokiem ponad ramę lustra? Czy w ogóle zdaje się gdzieś sięgać, a może wybiega myślami? Kiedyś, zanim poznałam sposób czytania obrazów, i ich historię bawiłam się także w skojarzenia. Oczywiście można też (do czego wrząco zachęcam) wykorzystać czynność przyglądania się nim jako sposobność do medytacji, rellaksacji. Im dłużej pobędziemy, z treścią jako wzbudzaczem neurlonaliów własnych, tym więcej uda nam się dostrzec i – co równie ważne, wędrówka nasza będzie również soczysta. W językach pochodzenia germańskiego sen i marzenie mają znaczenie synonimiczne i stosowało się je zamiennie. Spojrzenie, to także dziwne słowo,można coś nagle zobaczyć, czyli zdać sobie z tego sprawę, uświadomić, można mieć widzenie, kontakt z ukrytą (dotąd) częścią rzeczy, która staje się oczywistością. Rzeczy[oczy]wistość jawi się w całej [oka]załości. Przeobrażenia wyobrażeń, wrzenia skojarzeń. Obraz, zapach, przeczucie, czucie. Namacalność.Rzeczywist.ość.

Nie wiem, czy Maria, przebywa w przeszłości, przyszłości, czy teraźniejszości. Jest nieprzynależna do czasu i a(tra)kcji deko_racji, chociaż w niej zagnieżdżona, a może żegluje w stronę snu, może i tego na jawie? A może tego, który śniony był przez wiele epok, który hołubiono, ale także się obawiano tak jego jak i skutków. Gdyby spojrzeć na historię literatury holistyczne lwią część zajmuję tematyka śnienia, przywidzeń, wieszczeń. Także i w baśniach. Księżniczka na ziarnku grochu nie może wygodnie zażyć relaksu jaki daje chwila pożegnania się z tym, co przynosi dzienna aktywność,a więc pomyślnie przechodzi próbę, wiele dziewczyn zapada w letarg jest to synonim czasu dorastania, zachodzących przemian, intensywnego wzrostu (przecież nawet w śnie pojmowanym jako biologiczne zjawisko przybywa nam centymetrów). Zatem (a może przed_tem, a może:wtem),  Szekspir czy Salomon? Przykłady i przekłady można mnożyć. Opowiastki dla dzieci, czy liter tura dla dorosłych. (Chociaż te pierwsze są nie tylko dla progenitury).

Sen, krążenie krwi i czasu. Który upływa,niczym woda w kranie… Zużywa zmarszczki myśli i komórki ciała. Antonio de Pereda y Dalgado jest autorem obrazu, który nazywano na różne sposoby: Sen rycerza (albo: Sen kawalera),albo też: Życie jest snem… Ale jest też Śmierć i galant (Pedra de Camprobina), można by pisać, i pisać i pisać i zużywać niezliczone ilości czasu, pikseli, a i tak podobne by było to jak czerpanie wody przetakiem, nie zanurzylibyśmy się nawet po kostki w nurcie sztuki wariantywnej czy somnambulicznej nie zmoczylibyśmy nawet babcinych skarpet. Czas i sen, zestawienie dwóch rzeczywistości, czy dwa jej odbicia, wzajemnie się przenikające?

Albert Einstein powiedział, że czas istnieje tylko dlatego, żeby wszystko nie działo się na raz. Istnienie zarówno poza jak i w czasie, nie jest paradoksem.Osoby zajmujące się fizyką twierdzą, że postrzeganie tego zjawiska jako odcinków przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jest błędne, chociaż bywa i poręczne, bywa i mydlące, tfu, mylące. Na percepcję  i przeżywanie  zjawiska (jakim jest czas) wpływa zarówno koncentracja, emocje, poczucie przestrzeni, czy pamięć nie należy też zapominać, że zaangażowane są w ten proces różne obszary mózgu.Podobnie jak i inne kwestie, tak i on nie mają charakteru liniowego. Przykład? Proszę bardzo.

Liniowe pojmowanie muzyki zostało przypisane (sic!) tej dziedzinie dopiero gdy tworzyli tacy jak Haydn, Beethoven, czy Mozart. Miało to także ścisły związek z rozbudową teorii muzyki.  I to bywa nieoczywiste, choć zrośnięte w postrzeganiu, gdyby się temu przyjrzeć bliżej. Czas i jego pojmowanie bywa różne, zależy od epoki, i co z tym związane,  (w przypadku teorii względności) układu odniesienia. Zanurzenie w sztukę, czy to z bliska, czy z odDali. Skojarzenia są przejrzystooczywiste choć… Śmierć Prokris, już nie jest tak czytelnym przykładem. Czy czy widzimy kobietę, która ucięła sobie drzemkę? Jaki charakter ma owe władanie Tanatosa? Ułożenie ciała niektórych badaczy sztuki wskazuje na to, że nie jest to sen, kobieta się nie zbudzi, zapadła na sen wieczny, a to za sprawą morderstwa. Piero de Cosimo, jak wielu mu współczesnych, korzystał uwieczniając postaci ludzkie ze zwłok, i takowe zostały mu dostarczone, wzmacnia to (czy wpisuję się to w)  wymowę owidiuszowej opowieści, główny motyw to przecież tragiczna w skutkach historia miłosna. Co więcej możemy zobaczyć? Świadectwo czasów alchemicznych, poszukiwań kamienia filozoficznego, chociażby za sprawą pelikana. Faun inaczej zwany Luperkusem, czyli tym, który strzeże przed wilkami, nieobecny w historii literackiej a tu to nic innego jak wyraz dzikiej, nieskalanie czystej siły.  Drzewo to ruch w dwóch kierunkach: z martwych wstawania i nieśmiertelności. A czerwień płaszcza podkreślona także przez umieszczenie na obrazie psa, to odniesienie do Hermesa który był uosobieniem niezmąconej mądrości. To on włada materią, i to on może kreować jej przemiany (o czym świadczy  zarówno umieszczenie na płótnie ptaków i ich wielkość, perspektywa, to nic innego jak metafora lotnej materii). Ruch, wszechobecny ruch, chociaż prawie wszystkie postaci są statyczne. Ruch na i pod powierzchnią widzialności.Zdrapywanie znaczeń, odkrywanie i zakrywanie. Odczytywanie.  Podążanie śladem opowieści.

Również roślinność wydaje się być przerysowana, niejako doklejona, przyczepiona do rzeczy oczywistości, do rzeczywistości. Do  szkieletu ości nieuchronnych skutków. Gdy patrzę na ten obraz to widzę drogę, która wiedzie nie w przód, ani w tył, ale w głąb,a zarówno postaci fauna jak i psa, biorą rzeczywistość w nawias. Zwierzęta na drugim planie ukazują ruch, przemiany, materii. Głębię.

[Śmierć Prokris, Piero di Cosimo, olej na płótnie, National Gallery, źródło zdjęcia].
Zbieżność, czy synergia? Pierwsze z brzegu pytanie: Czy obrazy mogą być akustyczne? W jakiej mierze następuje przenikanie sztuk? I czy ma to coś wspólnego z oczytaniem osoby, która patrzy? I widzi, patrzy i dostrzega. I przeżywa. Czy charakter prywatnego dialogu z muzyką zmieni wiedza jaką posiadam o tym, czego dokonał Hermann von Helmholtz?  Badacz ucha wewnętrznego, a dokładnie uwagę skupił na błonie podstawnej. Dostrzegł, że ta złożona jest z ponad dwóch tysięcy różnej długości włókien, rozłożonych w taki sposób   że przypominają ułożenie strun w fortepianie, włókna te  są elastyczne. A ich zakończenia reagują na dźwięki niejako zbierając je otoczenia i doprowadzając do mózgu. I reagują tak jakbyśmy w uchu nosili harfę. Stąd działanie ucha często było metaforycznie tak właśnie przestawiane. To czego badacz nie dostrzegł to rola płynu, który wypełnia ucho wewnętrzne. To on transmituje drgania błony bębenkowej,oczywiście wiemy o roli jaką o d g r y w a j ą  (sic!) kosteczki (ossicula auditora) znajdujących się w uchu środkowym: młoteczek (malleus), kowadełko (incus) i strzemiączko (stapes).  Wkładają nam do głowy już w szkole, że to najmniejsze kości w ludzkim organizmie, ale nie często mówi się o tym, że  To także jedyne kości, które nie zmieniają swojego rozmiaru przez całe życie człowieka, dlatego, że w momencie gdy przychodzimy na świat są już ostatecznie ukształtowane. W okresie płodowym tworzą się poza „obrębem czaszki” (a dokładnie są ukształtowane z łuków skrzelowych). Skojarzenie z rybami jest tu jak najbardziej na miejscu, z tą różnicą, że u nich kostki podtrzymują skrzela, a u nas wędrują ku środkowi głowy, aby ostatecznie stać się częścią aparatu słuchowego ( złożonego z ucha zewnętrznego, ucha środkowego oraz ucha wewnętrznego). Powróćmy do tematu, przewodniego, chciało by się rzec (albo napisać, w tych okolicznościach przyrody) motywu.

O harmonii, wszelakiej, tej dotyczącej ciała, złotej proporcji, matematyki i dźwięku wspominał już Pitagoras. Skojarzenia, których doznał Helmholtz z fortepianem, pewnie dlatego podszepnął mu mózg, że gdy jako żak wyjeżdżał był by podjąć studia lekarskie,wziął ze sobą ten właśnie instrument, i pomimo obowiązków jakie wiązały się ze studiowaniem, grywał na nim  przynajmniej godzinę dziennie. Zauważył, że każdemu tonowi towarzyszą dźwięki wyższe (zwane harmonicznymi albo inaczej alikwotami).  To nie jest tak, że struna drga jednostajnym dźwiękiem, można powiedzieć (upraszczając kwestię) że mamy dźwięk podstawowy, on służy do określenia wysokości, i równocześnie możemy rozpoznać, dźwięki towarzyszące które nasączają wysokość dźwięku barwą. Przyjrzał, a może bardziej trafne określeniem było by przysłuchał się wszystkim alikwotom w które wyprodukowali ludzie grywający w orkiestrze. Sztuka i nauka splatają się niczym nerwy wzrokowe w organizmie człowieka. Warstwy. I wieczny ruch. Prospero w szekspirowskiej Burzy wypowiada kwestię Życie to chwila jawy między dwoma snami, tak więc i tu kolejna warstwa. Sen. Spójrz proszę, czy i Maria Magdalena nie śni? Czy to nie jest punkt, od którego zaczęliśmy opowieść wieść? Wejść do tego świat(ł)a…

[Noc. Grzegorz Turnau, Zbigniew Preisner, Głosy, źródło nagrania].

Czy wiesz, że nieprzerwany sen sławetne osiem godzin spoczywania w łóżku, to wynalazek bardzo świeży? Onegdaj sypiano inaczej, a wiązało się to z tym, że nie mieliśmy do dyspozycji sztucznego światła (Psyt, iskierka zgasła). I nie chodzi tylko o to, że chodzono spać z kurami, czy innymi owcami, ale o to, że zażywano snu na raty. W nocy urządzano np uczty, albo spotkania recytatorskie. Czy wiesz, co to jest podkurek, albo doświtek? To nic innego jak rodzaj posiłku nazwa określa porę spożywania (przed pierwszym pianiem koguta). Pierwsza transza snu trwała około trzech godzin, potem biesiadowano,albo modlono się, albo zacieśniano relacje (i tu mam na myśli wszelkiego rodzaju, od prowadzonych biesiad, po spółkowanie i płodzenie potomstwa, bardzo często w podręcznikach medycznych pisanych w  XVII wieku zalecana była ta pora płodzenia) przez około dwie godziny, by następnie znów pożegnać się z jawą, aż do świtu. Tyle, że tu nie chodzi o korzystanie, bądź nie prywatnie z wynalazku elektryczności. Jedna kwestia to stosowanie różnego natężenia i różnej barwy sztucznego światła, a druga, to oświetlenie miast. Przeszkadza ono nie tylko entuzjastkom i entuzjastom astronomii.  Bywało tak przed rewolucją przemysłową, a więc rozpatrując historię ludzkości jako continuum bardzo niedawno spano na raty.Tak jak ładowanie baterii w urządzeniach elektronicznych.

Oczywiście, jak to bywa z innymi przykładami czynności tak i w tym przypadku wraz z nią dostajemy cały pakiet wierzeń i przesądów i praktyk. Na Wawelu można zobaczyć (ale już nie dotknąć, jak to w muzeum bywa) bardzo maleńkie łóżka królów. Dlaczego, bynajmniej nie z racji braku funduszy, albo puszczenia z dymem zamku (co zdarzyło się Zygmuntowi Wazie) A dlatego, że władcy sypiali na siedząco. Tak, na siedząco (a Masajki Masajowie na stojąco). Ci pierwsi bali się bowiem, że gdy oni są we władaniu Tanatosa, rychło umrą. To przekonanie było bardzo powszechne: sen jako brat śmierci, nawet medycy tak ujmowali seans, sens rzeczy. Nie jest to dziwne, dlatego, że zachowanie pacjentki/ pacjenta w czasie snu naprawdę niewiele wnosi. To co najważniejsze ukryte jest dla oczu.

W 1869 roku została opublikowana książka  Cooke‚a pt: Siedem sióstr snu, autor przedstawia tam wyniki ówczesnych badań nad siedmioma głównymi narkotykami świata. (a były nimi, zależnie od regionu geograficznego,: tytoń, opium, konopie indyjskie, orzechy betelu, koka, bieluń,  i… Muchomor czerwony, nie pisał o alkoholu. Autorka tego blogu, jest przeciwna używkom (!) Bardzo często przywoływane są takie postaci jak Witkacy, czy Carroll jego Alicja w krainie Ciar_uff, czarów. Sen i widzenia, mary, czary, przywidzenia i powidoki to szeroki nurt literatury. Przez delikatność nie wspomnę o romantyzmie czy młodej polsce. W tym czasie jesteśmy sami ze sobą, do tego bez broni. Zwierzęta często śpią z przerwami (często te z nich, które są zagrożone ze strony drapieżników).

Teraz gdy dysponujemy techniką, owe znaki snu, jeśli występują, stały się dla nas czytelne, bardziej cielesne, namacalne, przejrzyste, niezaprzeczalne, oczywiste. Prawdziwą rewolucję w dziedzinie badań nad snem to cenzura jaką stanowi wynalezienie encefalografu (z języka greckiego enképhalos – mózg, gráphō – piszę) a więc i  metody,której użycie pozwala na zbadanie i/lub zdiagnozowanie bioelektrycznych czynności mózgu. Dlatego też odkryliśmy, że sen ze swej natury  jest zjawiskiem niejednorodnym, ale też jest  bardziej  skomplikowanym, niż to się wydawało na pierwszy rzut oka (sic!). Jednocześnie do dziś nie wiadomo, dlaczego tak naprawdę śnimy, jest wiele hipotez, wiele szkiców, ale żadnej wiążącej i ostatecznej odpowiedzi. Jedną z najbardziej popularnych jest to, że jako ludzie potrzebujemy czasu w którym następuje  konsolidacja nabytych umiejętności, tych, które opanowanie ćwiczyliśmy/ ćwiczyłyśmy poprzedniego dnia (dlatego tak ważne jest wysypianie się podczas sesji egzaminacyjnej na studiach), czy tworzenie wspomnień. Taki zapis na twardy dysk. Także jest jakieś czucie i wiara w uczeniu się przez sen, ale nie w takim kształcie jak to się propagowało (podkładanie książek pod poduszkę) albo/i używanie programów i taśm z nagraniami słówek w języku (tak samo jeszcze) obcym.

Cykl naszego funkcjonowania wyznacza zegar biologiczny,niektóre osoby zajmujące się nauką i badaniami nad snem twierdzą, że dysponujemy więcej niż jednym takim zegarem. Niezależnie od tego, którą z perspektyw przyjmiemy możemy być pewne i pewni, że zegar(y) połączony/e są z centralnym układem nerwowym, z mózgiem. W ten sposób następują regulacja procesów biologicznych a także układów wewnętrznych związanych z gospodarką hormonalną organizmu, temperaturą ciała, koncentracją, nastrojem, czy przemianą materii. Co więcej, nasz cykl snu i czuwania pokrywa się z ruchem ziemi. Inaczej przebiega u dzieci, u nastolatków (nie dziwne, że często spóźniają się na lekcje) i osób dorosłych,czy seniorów.

Na jego jakość wpływają czynniki zewnętrzne takie jak (nie)obecność światła naturalnego, nawyki wytworzone i wdrożone w cyklu życia. Nawyki, czyli czynności wykonywane rutynowo, które jednak pozostają pod naszą kontrolą. Zalecenia, odnoszące się do higieny snu mogą wydawać się proste, ale ich wdrożenie już takie nie jest.

Chociaż każda osoba ma określony chronotyp i wedle niego działa (jesteśmy skowronkami, sowami, albo posiadamy zestawienie ze sobą dwóch typów, czyli typ mieszany) to możemy zaobserwować, że najwyższe ciśnienie krwi mamy w okolicach godziny osiemnastej trzydzieści (nie wspominam o sytuacjach gdy to szef/owa, zwierzchniczka, zwierzchnik, lub inny osobnik homo sapiens przyczyni się do podwyższenia tegoż) najlepszą koordynację ruchową można zaobserwować około godziny czternastej. Mówimy tu o osobach dorosłych, i oczywiście godziny te mają charakter punktów orientacyjnych. Najlepiej jest więc pobyć przy sobie i poznać swój organizm. Niemniej,występują prawidłowości,i obserwując swój sposób funkcjonowania można zauważyć, że około godziny szóstej po południu do wpół do siódmej mamy najwyższe ciśnienie krwi, a o wpół do czwartej nad ranem mamy najniższą temperaturę ciała (nie dziwi ten fakt, gdyż najefektywniejszy sen mamy od drugiej w nocy, do właśnie, trzeciej). od szóstej trzydzieści ciśnienie krwi wzrasta, około ósmej organizm zaczyna produkować melatoninę około czternastej mamy najlepszą koordynację a o piętnastej trzydzieści najlepszy czas reakcji. Można odnaleźć prawidłowości, ale i tak należy słuchać siebie. Swojego chronotypu.

Tak naprawdę nie robimy się nagle senni nagle, potrzeba, chociażby zażycia drzemki narasta wraz z upływającym czasem, chociaż tak, możemy dostać nagły zastrzyk energii. I tak osoby, które mają nie normowany czas pracy, albo pracują na zmiany, mogą potwierdzić, że tak jak nie da się wyspać na zapas (raz niewyspana noc przepada), tak nie da się jej także odespać, trudno jest dlatego, że wtedy działamy w sprzeczności ze swoim zegarem biologicznym. Jeśli pracujemy rano i kładziemy się spać nocą możemy zaobserwować tworzenie się „okna snu” nocą najbardziej efektywny czas to między drugą a trzecią, tak jak pisałam, ale jest także drugie okno, jeśli odczuwasz senność wczesnym popołudniem (jeśli jesteś skowronkiem) albo nieco później (jeśli jesteś sową).

Kiedyś spędzano czas inaczej, zażywano więcej ruchu (albo po prostu, wskutek pracy, i /lub braku praw pracowniczych) było się do tego zmuszoną/zmuszonym, nie było technologii, nie było także produkowanego niebieskiego światła. Nie chodzi o to, że jest ono złe, chodzi o to, że zaburza ono naturalny rytm naszego organizmu, powoduje, że jesteśmy spięci/spięte, nasza uwaga ciągle w gotowości, jeśli śpimy to jest to sen śmieciowy. Tak jakbyśmy ciągle napychali swoje żołądki „jedzeniem” z fast foodu. Do tego jesteśmy tak z urządzeniami wszelakiej maści zrośnięci, że (chociażby) spacerując mamy telefon/tablet/komputer przy sobie, mało tego słuchawki na uszach, a przynajmniej zawsze gdzieś w pobliżu. Jeśli nauczymy się wychodzić bez urządzeń, wstawać przy analogowym (sic!) budziku, a nie WszystkomającymNiekoniecznieSmartAleFonie to jakość naszego życia wzrośnie. Jeśli korzystasz z urządzeń elektronicznych wieczorem, nie idź od razu spać, można to zrobić przed toaletą wieczorną, tak żeby nie pobudzać się do spirali myśli.

Chcąc zainwestować w swój sen, pomyśl o nim jako o następujących po sobie cyklach dziewięćdziesięciominutowych. (Taki jeden składa się z czterech do pięciu faz) jeśli musisz wstać wcześniej, to wstań dziewięćdziesiąt minut wcześniej, wtedy będzie to mniej uciążliwe. Mózg człowieka lubi rutynę. Pamiętasz gdzie ostatnio  położyłaś/ położyłeś klucze? Jak wychodzisz z domu to ubierasz najpierw prawy, czy lewy but? Zastanawiasz się, bo przecież robisz to odruchowo, a no właśnie tak samo z rytmami snu i przebudzenia, warto nauczyć się wyliczyć ile potrzebujemy cykli snu, by czuć się wyspanymi, i odmierzać czas właśnie cyklami, a nie godzinami przespanymi. Do tego zacząć przywiązywać wagę do tego jakie rytuały towarzyszą nam przed snem i po spaniu w ciągu magicznych dziewięćdziesięciu minut, tak to wymaga samoobserwacji i zaangażowania, możemy się o sobie wiele dowiedzieć. Jeśli jestem sową i nie lubię ani robić śniadań, ani nie odczuwam od razu głodu, jem coś co nie angażuje mnie na długi czas, wrzucam do blendera dwa banany, miętę, i mleko i popijam sobie koktajl, dopiero drugie śniadanie, gdy organizm się rozbudzi jest bardziej treściwe. Jeśli zauważam, że mam problem z zasypianiem, rezygnuję z angażujących emocje filmów i ciężkich rozmów (oczywiście, są wyjątki)  i kawy (wiem, wiem co pisałam o kawie nadal ją bardzo lubię- choć kofeina zostaje w organizmie sześć godzin po wypiciu filiżanki, a zaczyna działać pobudzająco dopiero po dwudziestu minutach od wypicia). Faza nRem snu, to ta w której organizm regeneruje zarówno tkanki jak i psychicznie odbudowuje, faza Rem dodatnio wpływa na kreatywność, ale nie zapominajmy, że sen jest z natury polifazowy i potrzebujemy przechodzenia od faz płytkiego snu, głębokiego i do wybudzenia, to jest system naczyń połączonych. Gdy noc trwa nasze cykle też zmieniają charakter coraz krótsze są te, w których doświadczamy płytkiego snu, coraz dłuższe w fazie REM.

[Kołysanka o niedoli, Wiedźmin 3 Dziki Gon, źródło nagrania].

Co pomaga zasnąć (czyli oczywiste oczywistości na senne przypadłości):

Sen to nie wyabstrahowana przestrzeń i czas w rzeczywistości, to nie jest poświęcenie jednej trzeciej naszego życia na nieproduktywne działania.   Co pomaga zasnąć i dobrze wstać:

  • poznanie swojego chronotypu, i działanie w zgodzie z nim, nawet jeśli częściowo dostosujesz się to będzie to i tak dużo. Wiedząc, że jesteś sową możesz np w pracy przysunąć biurko bliżej naturalnego źródła światła, jeśli masz wybór za rzeczy bardziej wymagające nie brać się natychmiast po przyjściu, przygotować śniadania wcześniej. Jeśli jesteś skowronkiem odwrotnie, kwestie skomplikowane brać na warsztat jak najwcześniej. Umówić się z osobą, z którą jesteś w związku, że wolisz przygotowywać poranne posiłki, zamiast kolacji.
  • zadbaj o stałą godzinę pobudki, z zasadą pięciu (lub czterech- to zależy od preferencji) przespanych cykli snu
  • zadbaj o to, by łóżko kojarzyło się z dwoma rodzajami aktywności (obie zaczynają się na literę es :))  Łóżko także nie jest tak starym wynalazkiem jak się wydawać mogło, na początku spano, albo na podłodze, albo na ławach, które służyły także do (niewygodnego siedzenia) przy stole podczas posiłków, luksusem było posiadanie stodoły, ale Ad rem! Nie czytaj (chociaż z lekturą przed spaniem to sprawa sporna), nie roztrząsaj dnia następnego. Jeśli mieszkasz w kawalerce i nie możesz wydzielić innej przestrzeni do spania, a na przykład lubisz czytać przed snem, to po tym jak już skończysz obcować z tekstem, zgaś światło, wyjdź na chwilę np umyć zęby, do pomieszczenia łagodnie oświetlonego i wejdź znów do ciemnego pokoju, mózg odbywa podróż ze światła do ciemności, naturalny kierunek ku zapadnięciu w sen.
  • naucz się relaksować, medytować, wyciszać, zaproponuj sobie rytuał wyciszania (a może zaproponuj swój sposób?) możesz się rozciągać, ale z ćwiczeniami ostrożnie one pobudzają do działania, dlatego lepiej je wykonywać po przebudzeniu. Ważne jest pierwsze dziewięćdziesiąt minut po pobudce i dziewięćdziesiąt minut przed zaśnięciem.
  • ostatnią kawę pij do godziny siedemnastej jeśli ją w ogóle pijasz, jeśli cierpisz na bezsenność, zrezygnuj z tego napoju.
  • nie odsypiaj w weekendy, ani nie śpij dłużej to tylko rozstraja organizm,oczywiście można zafundować sobie piżamowy dzień, ale to co innego niż spanie do trzynastej. Można wstać o stałej porze, a potem znów powrócić do łóżka. Brzmi to być może kuriozalnie, ale pozwala uniknąć roztrojenia organizmu.
  • stosuj w ciągu dnia przerwę od technologii,choćby miało być to tylko pięć minut (potem stosownie wydłużaj ten czas). Ta już tak wrosła w nasze życie, że nawet jej nie zauważamy. Jeśli biegamy, dysponujemy elektroniką, która mierzy i podpowiada, mamy wszystko smart, ale coraz to mniej w życiu art, mniej sztuki życia, więcej sztuki przetrwania (a może tylko/ aż[?]trwania?);
  • jeśli korzystasz z drzemek to idealnym czasem będzie pół godziny, albo półtorej (chyba, że sypiasz nieregularnie to wtedy zrezygnuj z nich). Pamiętaj, że kofeina zawarta w kawie zaczyna działać dwadzieścia, albo nawet trzydzieści minut po tym jak jak ją się uraczymy;
  • dbaj o ciszę, stosuj dietę bogatą w przetwory mleczne, jedz w sposób regularny, lekkostrawne posiłki wieczorem, nie kładź się głodn-a/y ani z uczuciem przejedzenia
  • miej optymalną do spania temperaturę w pomieszczeniu do dwudziestu jeden stopni, w którym się kładziesz (może pomóc letni prysznic tuż przed snem), i przewietrzone pomieszczenie (uwaga na komary w okresie letnim, podczas okresowych upałów nie otwieraj okna popołudniu, tylko rano i wieczorem);
  • pracuj z ciałem, przede wszystkim go słuchaj, gdzie gromadzą się napięcia (gwarantuje Ci, że one się zbierają) ?
  • jedź śniadania, i pij wodę (mogą być też koktajle, zupy, czy inne mięty z cytryną) małymi łyczkami;
  • mózg lubi nawyki, zgodnie z cyklem dziewięćdziesięciominutowym snu określ swój czas pobudki, i trzymaj się tego, nawet w dni wolne od pracy;
  • Korzystaj z „analogowego” budzika, naucz się wstawać zaraz po tym jak zadzwoni. Nie korzystaj z zegarka wbudowanego w telefon, najlepiej gasić go na noc, jeśli nie korzystać z godzin ciszy, to włączyć wibrację i wynieść do innego pomieszczenia.
  • miej dobry materac, wietrz pościel i regularnie ją pierz;
  • jeśli nie potrafisz usnąć w przeciągu dwudziestu minut, wstań i zajmij się czymś, nie leż próbując usilnie zasnąć;

Wprowadzenie małych zmian, może znacząco wpłynąć na komfort snu, nie, nie na komfort życia, przecież sen jest także jego częścią, istotną. Tak np spisywanie „kwestii do załatwienia” i (oddzielnie) planowanie dnia następnego. Traktowanie tych dwóch kwestii rozdzielnie może wprowadzić ład i ujarzmić myśli, tak by nie kłaść się z dniem następnym do łóżka.

Tak naprawdę, choć rozczepiliśmy atom, byliśmy na księżycu, i odkryliśmy nie jedną Amerykę to nie wiemy dlaczego sen jest nam potrzebny. Jest niewiele kwestii które nas łączą nie tylko jako ludzi, śpią już organizmy bezkręgowe, to jak śpi to zależy jakiego rodzaju ma fotoperiod nocny, czy dzienny (tak jak np człowiek). Ciekawym przykładem jest przykładem ssaków morskich [sen delfinów używają do tego połowy mózgu, czy foki uchatki, które mogą spać dwadzieścia godzin na dobę].

Chociaż różnica między zapotrzebowaniem na sen się różni, autor teorii względności jeśli nie przespał dwunastu, no, jedenastu godzin czuł się źle, Napoleonowi, wystarczyło tylko kilka godzin. Fazowa aktywność spoczynkowa mózgu, to określenie czasu snu, można go podzielić na dwie fazy nonREM (regeneracja biologiczna, zasypianie, czas między snem, a czuwaniem, sen płytki) i stadium REM (jest to bardzo aktywny rodzaj snu, w którym aktywność mózgu można zmierzyć zużyciem tlenu i glukozy, i uwaga, jest ono momentami większe niż gdy jesteśmy na jawie zniesienie napięcia mięśniowego,pojawienie się marzeń sennych, następuje szybki ruch gałek ocznych, tutaj przeżywamy swoje doświadczenia, marzenia, pragnienia i lęki na poziomie neurobiologicznym bardzo mało wiemy o śnie wiemy, że następuje konsolidacja śladów pamięciowych).

Ze względu na udział fal wolnych sen podzielono na cztery podstawowe stadia. Pierwsze trzy wchodzą w skład fazy NREM, natomiast czwarta to faza REM (sen atawistyczny po przodkach):

  1. stadium pierwsze, w którym świadomość bodźców docierających ze środowiska stopniowo maleje, w zapisie EEG pojawiają się wolne ruchy gałek ocznych, znikają fale alfa, a dominują te o częstości 2–7 Hz o amplitudzie nie wyższej niż 75 μV
  2. stadium drugie, można rozpoznać po tym, że bodźce zostają bez odpowiedzi, można też zaobserwować występowanie  wrzecion snu  (czasami nazywane są falami sigma) i zespołów K;
  3. stadium trzecie, podczas badania polisomnograficznego, takim badaniem jest np EEG w od 20–50% czasu zajmują fale o częstości 2 Hz lub wolniejsze o amplitudzie nie mniejszej niż 75 μV;
  4. stadium czwarte, pięćdziesiąt procent jego treści to fale wolnych o amplitudzie powyżej 75 μV.

 

Nie da się wyspać na zapas. Po deprywacji snu (wymuszonej bezsenności) więcej jest stadium trzeciego i czwartego, sen nie jest dłuższy, ale jest inny (proporcje faz i ich kolejność). Sen to jestem nadal ja, ale w innym stanie. Nie mogę się za kogoś wyspać. Relaksuj mózg przed snem. Zrób swoisty masaż neuronnaliów.

Zadanie dla osób chętnych:

  1. Co dostrzegasz na obrazie de la Toura? Opisz, zobacz.
  2. Przyjrzyj się swojej higienie snu, co możesz zmienić? Wprowadź jedną zmianę, ale zrób to dzisiaj.

I tu zbiegły się wszystkie nitki naszej opowieści, uprzedzałam, że będzie długo

Smacznego, treściwego snu, życzę.

[338]. []Uwaga o wadze, czyli…Nie tylko o humorach.

Jeśli Ktoś/ia spodziewa się sążnistego artykułu, w rozwiązku z obietnicą, to nie tędy bieg (na orientację) co najwyżej na skróty, nie mylić ze skrótowcami, mamy grypoobieg, i zacieśnianie zażyłości i innych ości z łóżkiem, dlatego  plany zeszły na ten drugi, mniej widoczny kadr, w związku z tym nie mam zamiaru dać plamy. Ale by nieco sobie potańczyć na przykład taki wojskowy kadryl, i chociaż po chrzęści części zacząć wywiązywać się z (po)danego słowa będzie o nich właśnie mowa, czyli to i owo językowo. Z przymrożeniem czcionki. I wagi. Przywiązywania do tegoż. I uwagi, ależ, ależ…

Jeśli już jesteśmy przy niemocy, to zastanówmy się, czy mówi się kasłam, kaszlę, smarkam, czyli smarczę? Jeśli chodzi o odpowiedź na pierwsze pytanie: o trzech czasownikach oznaczających tę  czynność. Przestarzały mamy do wyboru:kaszlać, kasłać i kaszleć, wszystkie są poprawne, z zastrzeżeniem, w starannej polszczyźnie preferowany jest kaszleć. Kasłać odmienia się tak jak czasownik czytać, Inaczej ma się rzecz ze  smarczeniem, jest to forma niepoprawna, jeśli już określać inaczej wydmuchiwanie nosa, to tylko smarkać. Nie uświadczymy w słownikach bezokolicznika smarczeć. Jednak słowo smarkać możemy odmieniać na dwa sposoby. Wyboru nie mamy jeśli chodzi o udrażnianie i udrożenie np górnych dróg oddechowych. To już całkiem inna histeria, histeoria, teoria, znaczy…  Tak, tak, doskonale rozumiem, że można nie być w sosie, gdy zważymy na wszelkie reguły rządzące językiem. Zaraz, zaraz (i nie chodzi o bakterię, ani baterię)* czy wiemy skąd wzięło się to powiedzenie? Jeśli się przyjrzeć bliżej można zauważyć, że ma wiele wspólnego, z ludzkim ciałem, opisywanym przez Greków, następnie  wierzenia  przejęli ludzie żyjący w  średniowieczu. Drzewiej wierzono, że zdrowie człowiekowi zapewnia homeostaza czterech płynów- czyli humorów,które znajdują się w  ciele mianowicie: krwi, zażółci, czarnej żółci, i flegmy,tak uważał już Hipokrates, ( cenił sobie także praktykę lekarską, obserwację i zachowanie zdroworozsądkowego osądu, a nie tylko odwołanie do sił wyższych, czy nazwewnictwa) to on nazwał płyny humorami a że zauważono również podobieństwo między śluzem, a sosem, i przekonaniami, że humory (sic!)  oddziałują zarówno na nastrój człowieka jak i jego/ jej temperament, konotacja była logiczna.  Takie to mamy somatyczne rozprzestrzenienie i ślady w języku, o czym pewnie szerzej napiszę jak rozstanę się z choróbskiem. Język, cóż za fascynujący temat! Niemniej, teraz o innym języczku.

Języczek u wagi.    Chociaż bardzo często w Internecie można zauważyć błędną pisownię tego wyrażenia jako: języczek uwagi, to tylko ta pierwsza jest poprawna. Nie chodzi o uwagę, a o wagę, i to tę starą, szalkową, gdy spojrzymy w ten sposób na to wyrażenie, wtedy to jego znaczenie stanie się dla nas jasne. Mówimy o języczku u wagi,wtedy, kiedyy to pozornie nie znaczący czynnik może zyskać kluczowe znaczenie, to jest przechylić (nomen omen) szalę, Jak wiemy między dwoma takimi (szalami)* znajduje się strzałeczka, ona wskazuje przechylenie. Nici z szukania (i znajdowania) tu uwagi, no chyba, że w sposób niepoprawny użyjemy zwrotu, o którym mowa, wtedy możemy zyskać na uwadze, a raczej stracić, zostaniemy bowiem zapamiętane jako osoby, które w sposób niepoprawny posługują się językiem… Niezależnie od stażu, czy czynią to…

 

Rok czasu, miesiąc czasu, tydzień czasu, itd. To popularny (niestety!) pleonazm. Pleonazm to takie wyrażenie, które zawiera w sobie już definicję, inaczej pisząc, masło maślane. Przecież nie mówimy, kilometr odległości, a określenie tydzień, miesiąc, czy rok zawiera w sobie już przypisany czas, wiemy, że tydzień trawa siedem dni, a rok ( w zależności, czy jest przestępny, czy nie) trzysta sześćdziesiąt pięć, albo sześć.Jest jeszcze jeden hahahaczyk, są zwroty pleonastyczne, takie, których nie uważamy, na pierwszy rzut oka, lub ucha za błędne, a jednak! Używamy ich wtedy gdy chcemy zaakcentować sens tego, co mówimy przykładami są: cofnąć się do tyłu, zjechać windą na dół, iść na piechotę, krótka chwilka, wirus HIV,panaceum na wszystko, ale… Nie będę wskazywać palcem…. Przejdźmy do następnej kwestii.

Rożen, znany od szesnastego wieku, na początku oznaczał nic innego, jak palec (wskazujący) dopiero potem takie narzędzia jak szpadę, czy ostrokół, czy pręt na które nabijane zostało mięso. Niezależnie od zmieniającego się znaczenia, rożen zawsze był rodzaju męskiego, wyrażenie to rożno zatem jest błędne. Ale dlaczego tak się dzieje? Wyrażenie to znane z literatury, i to wcale nie najnowszej, zostało przeniesione i przy okazji zdeformowane. Kto/sia nie pamięta błędnego wyrażenia kiełbasa z rożna, tak popularnego w ubiegłym, już, wieku? Język jest tworem żywym, i pewnie za jakiś czas, używanie słowa rożno, stanie się normą, na razie tak nie jest… Psyt, to na tyle dziś opowiastek owych. Garść słów. Znaczeń i oglądów.

 

A Twoje ulubione powiedzenie, zwrot? A może o czymś Chciałabyś, Chciałbyś przeczytać?

*nie mylić z  garderoby, w liczbie mnogiej. 🙂

[168+1].[(237+1)+1]. Iść.

Owość_ Wielowymiarowość i wielowarstw_← konfitura i jeszcze jedna tu[i tam]_ra/ Jak usłyszałam tą piosenkę to pierwszy szmer który wzbudził łechtanie moich neuronaliów to kwestia ruchu. Ruchu o którym niejednokrotnie pisałam, nie tylko moje motoneurony pławiły się w endorfinach. I tak sobie zaczepię tę nutkę, by może i Tobie ją zaszczepić:

[Andrzej Zaucha i Anawa, 1973 rok, Abyś czuł, źródło nagrania].

Można sobie odczytywać jeszcze z innych poziomów i pionów, lecz następne moje skojawrzenie numer dwa (pierwsze p o m i n ę). Ruch. I przy tym pozwolisz,  zatrzymamy się na dłużej. Wpuszczeni zostajemy w kanał, i to nie byle jaki bo w kanał kręgowy, w którym znajduje się rdzeń kręgowy, który ułożony jest promieniście, otoczony płynem mózgowo rdzeniowym stanowi on ochronę przed wstrząsami wszelkiej natury np mechanicznej. Ten z kolei otoczony jest workiem opony twardej,  ale chciałabym, w tej krótkiej notatce dzisiejszej wspomnieć o jednym, mianowicie o krążku międzykręgowym, tak zwanym dysku. Składa się on z części: pierścienia włóknistego (który znajduje się w środku) i jądra miażdżystego (jest to od dwudziestu do trzydziestu warstw kolagenu). Prawda jest taka, że ów krążek (nie złoty) starzeje się od dwudziestego roku życia. A można po tym to poznać, że na obrazach jest coraz to mniej w nim wody. Tak wody. Elastyczność maleje. Krążków międzykręgowych mamy  dwadzieścia trzy, a segmentów ruchowych kręgosłupa jest dwadzieścia cztery, różnica ta wynika stąd, że między odcinkiem C1 a  C2 nie ma dysku.  Krążek ów odżywia się przez dyfuzję, można porównać ten mechanizm do gąbki. Co to oznacza? To, że krążek odżywia się przez ruch. Naprawdę, jeśli siedzisz długo to zaczynasz się wiercić, zmieniasz, pozycję, dlatego, że Twój kręgosłup domaga się odżywienia krążka międzykręgowego. Jeśli człowiek długo siedzi ów jest obciążony i nie ma możliwości poruszenia, nie można odciążyć, i nie może nabrać substancji jest ukrwiony z tętnicy rdzeniowej, ale nie o tym, wiadomo, że dyfuzja nie jest jedynym mechanizmem. Dlatego warto się ruszać. Albo siedzieć dynamicznie na poduszce sensomotorycznej, albo na piłce, albo chociaż na czymś miękkim. Z drugiej strony drastyczne zmiany ruchu to jest podjęcie jakieś wymagającej czynności po siedzeniu siedzeniu jest niezdrowe, tak jak ostatni wrzask mody na maratony i inne takie atrakcje. Wiem, wiem, że jest to medialne i w pewien sposób zanurzone w kulturze, ma doskonały PR. Jednak warto sobie zafundować pół lub godziny spacer, codziennie, niż nabawić się urazów, ale biegać by mieć mary na tony. I inne przewidzenia. Co jeszcze warto robić? Ustawiać sobie budzik w odstępach trzydziestominutowych, by natychmiast wstać przejść się, rozprostować, nawet gdy ma się pracę w charakterze siedzącym. Ruch tak, ale szyty na miarę i z rozmysłem. Ruch to też sposób bycia w ciele i bycia z ciałem. Ale to już historia na całkiem inny artykuł i to nie jeden…. 

[Nie rozdziobią nas kruki, SDM, źródło nagrania].

Nie lubię piwa, ale piosenkę można strawestować mając na myśli komfort krążków międzykręgowych, po prostu i po krzywu (raczej to drugie mając w pamięci stan naszych dróg i chłodników) się przejść, czasami (niegramatycznymi i nie dramatycznymi) by wrócić do Siebie.

Uczyń ten poniedziałek dobrym czasem. Smacznego!

[240 +1]. Wogle mi się nie podob[n]a.

Prometeusz śmieje się cicho. Jest to teraz jego jedyny sposób wyrażania niezgody na świat.

[Stary Prometeusz, [w:] Król mrówek, Zbigniew Herbert, Kraków, a5, s. 88].

Robię wielbłądy, wiele wielbłądów, uff, (jak gorrrąco) karawanę swoją widzę  monotonną, tfu, ogromną (i nie wskutek wad w(_)zroku). Całą karawan[n]ę, w dodatku, ona jedzie dalej. A im dalej w las (chociaż to ogary weń poszły, sa sa) w tym więcej drzew,ech. Jak to mówią, a nawet piszczą, piszą, znaczy się: niech drzewa na nasze trumny rosną jak najdłużej. A co tam! Już widzę swoje, sekwoje! O yeee. Ech, ech. Z drugiej, i kolejnych stron, nie mogę się pogodzić z niechlujstwem język [tym i] owym. Gdy słyszę wogle, albo… Inne kwiatki, to przekręcają mi się okulary na drugą stronę, i nie piszę tu tylko o soczewicy, to znaczy o innych ogniskowych i takich tam kap kap kap kapelusikach, to znaczy cylindrach… Kap, kap płyną łzy. Zgryzoty, tak, że można się odwodnić. Nić naprawdę nić nie pomoże, przyszyj to sam/a! Chociaż nie zamierzam tego udowodnić. Odwodnić. Wracając do tematu. Prometeusz już się nie śmieje. Nie wspomnę o (jego) żołądku.  Co prawda, dał ludziom Ogień, niósł sagan [o]świty, o zez ty, pewnie jemu też sposób prezentowania treści nie tylko leży na /w [w ą] t[o] r o b i e, ale w głowie się nie mieści.

Sadzenie wielbłądów, przyzwolenie na niechlujstwo, nieprzygotowanie, Albo o in tej gęncji. I rozum. I żołądek. Chociaż przez ten [d]ostatni do serca, to znaczy, że jednak kardio- mniej-ar  rytm[e]icznie, Anemicznie? Logicznie? Czy jakoś [w] takt:

[Bezbłędny, z albumu: Dorota Miśkiewicz. The best of, Dorota Miśkiewicz, o której już wspominałam przy różnych okazjach, źródło nagrania].

 Logicznie? Ale z pewnością nie gramatycznie, ale dramatycznie, tak że zęby swędzą i myśli dostają drgawek, czkawek i ogólnie jest nieszczególnie. Szlag mnie trafia, nadal, gdy oglądam vlogi, słucham (pseudo)audycji niby „wyluzowanych”, albo i nawet, co najgorsze, nie,  i merytorycznie  tak naprawdę nie przygotowanych ludzi, którzy dbają o wygląd, o ułożenie rąk (to nie jest prawda, że wieżyczka z dłoni, dodaje nam kompetencji)  ale takie pobieżne wypowiadanie (nie czytał_am/em ale się wypowiem, albo przeczytał/em przeczytałam kilka faktów wrzucę na mój fantastyczny blogostan, vlogostan, zajmę się lifestylem). To papugowanie po tym co jest wrzaskiem mody na Zachodzie. Ja rozumiem, że vlogi na youtube są antytezą teletrelewizji, ale do jasnej, ciemnej, i tej w cętki, cholery, to nie chodzi o to by właśnie takie postępowanie było usprawiedliwieniem, i do tego czymś co należy pielęgnować.

Nie chce mi się o tym pisać,
Ale nie da się nie pisać,
Chociaż mi powinno zwisać
Tak, jak wszystkim wkoło zwisa;
Skoro jednak mi nie zwisa,
No to muszę o tym pisać, tak, czy siak.

[Przyśpiewka byle jaka o europejskości Polaka, Jacek Kaczmarski].

Można się nie zgadzać, można kontestować, można polemizować, ale kurcze dostaję kurczy, myśl mi się kurczy. Mnie się to, mnie się to. to nie podoba! I  ja się nie zgadz[g]am.  Gdyby to jeszcze było marginalne zjawisko. I za taką jakość dostaje się pieniądze. I takie zachowania, wogle się upowszechniają. Cóż. :(. Od Sasanki do polanki!

Prometeusz pewnie jeszcze nie smętny, ale już smutny. I śmiech zasechł mu w nadwyrężonym gardle,zdechł[o] ech[o],  ale by tak miernie nie zakończyć oto garść maści na zmarszczki:

OD SASA DO LASA mylnym jest sądzić, że powiedzenie to  pochodzi od Sasów, czy nazwiska Stanisława Leszczyńskiego, tak wiem, wiem, tak drzewiej uczono! Może od początku, rozróżniamy dwa podobne powiedzenia, obok, tegoż, od którego zaczęłam,istnieje: jeden do sasa, drugi do lasa. Wiem, wiem, historia August: to II to III i rzeczony Stanisław, ale co gdy się tymże nie zadowolimy? W Przypowieściach polskich, autorstwa Salomona Rysińskiego (książki wydanej w 1618r!)  możemy przeczytać: Jedno sa sa, drugie do lasa. Owo sa sa to nic innego jak sposób przywołania zwierząt gospodarskich (coś jak kici kici gdy wołamy przydomowego tygrysasa). Jeśli tak spojrzymy na to zdanie, to znaczenie diametralnie się zmienia. To nic innego jak stwierdzenie pewnego stanu rzeczy, a raczej posłuchu zwierząt, jedno grzecznie podąża za wydaną komendą, drugie hasa niezależnie i spieszy się niespiesznie… Tak  więc należało by rozróżnić sa sa, od sasa, i nie powtarzać błędnie, powołując się na etymologię, którą nie istniała. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że język jest tworem żywym, a raczej, żywym organizmem (co uparcie powtarzam) i w wyniku zaistniałych zmian, i kontekstu kulturowo, społeczno, politycznego sa sa uległo przeistoczeniu w Sasa, co nie zmienia faktu, że powoływanie się na konflikt polityczny jako powstanie wyżej wymienionego powiedzenia jest błędem.  Chociaż wielu uchodzi on płazem… A właśnie jeśli już przy żabach jesteśmy…

[fragment programu: 50 Kabaretu OT.TO, Kabaret OT.TO, źródło nagrania].

można komuś, coś płazem puścić, albo coś komuś płazem może ujść, o chodzeniu już było [z serii: w[y]pisy dla osób wytrwałych], ale nie o żaby, nawet duże, nawet wielkie, nawet ropuchy tu chłodzi. Wiesz, co autor/ka powiedzenia miał/a na myśli? A no właśnie nie zażyłość z przyrodą. I inną brodą, brodzenie też nie było domeną, bredzenie tyż. Skacze tu o powierzchnie, ale nie akwenu, tylko płaską powierzchnię broni. (W takiej o[d]słonie powiedzenie się broni] tak, chodzi tu o narzędzie, za pomocą którego staczano pojedynki, i w wyniku których nie jedna szyja rozstawała się z głową. Takie oto płazy spotykamy na kartach XIX wiecznych ksiąg. Z jednej strony (i nie mam tu na myśli stronicy) płaz lub/i płaza służyła do pasowania chłopców na rycerzy, a z drugiej: do wymierzania kar/y. I nie znaczy to, że takie odpłacenie się nie bolało, ano bolało. I to znacznie, ale lepiej zyskać trochę sińców, niż rozstać się z życiem… Własnym. Doczesnym. Ale własnym. Nie dziwi, w tych okolicznościach przyrody, że płaz ma konotację z wyrazem płaski. I nie jest to omyłka. Tak więc płazem, mogło znaczyć (i znaczyło) płasko. Stąd mamy powiedzenie słać się płazem. Co znaczy, płaszczyć się. No tak, to zachowanie u ludzi, a co z żabami, dużymi żabami i innymi płozami? A no może tym razem zameldujmy się, znaczy, zatrzymajmy, przy pozie. Znaczy płozie. Tej u sań… Tak to jedno, ale jeśli chodzi o żaby, to one, przynajmniej drzewiej tak bywało, płazały i płozały, pełzać dopiero zaczęły dosyć niedawno na przełomach   XIX  i XX wieku… Wystarczy uchylić wieko, wytężyć wzrok by dowiedzieć się… Ale o tym, także już było. O zjawisku przejmowania znaczeń, tak by dane zjawisko (i jego nazwę) zneutralizować, pisałam dawniej wspominając o języku.

A co Ciebie drażni w języku? Polskim. Naszym? Albo: Co było dla Ciebie okryciem, wróć, odkryciem?

PS I.Od tego powinnam była zacząć. Tak tak podczytuje, i czasami trafiam na rzetelnie prowadzone blogi,żeby nie było i tutaj składam wielkie chapeau bas! I doceniam. Dzielenie się doświadczeniem, wiedzą, spostrzegam staranność i poświęcenie czasu i chęć uczenia się.I Dziękuję.

PSII. Wpis ukazuje się gdy leżę w łóżku i uskuteczniam moją zażyłość z przeziębieniem, dlatego na komentarze odpowiem w późniejszym terminie. Gdy zakończę ów romans, dziękuję za wyrozumiałość.

249.Instant? A może wszystko (w) płynie? Twierdzenie Ta, tam, tam, Talesa…a…A najpewniej o [w]laniu wody

Można by zacząć tak:

– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(…)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

[Mistrz i Małgorzata, Michaił Afanasjewicz Bułhakow].

albo tak:

Szukam wieczystej wody,/żadnej krynicy nie minę:/nie ma takiego źródła,/gdzie bym swą zmyła winę…

[ Hymny, Jan Kasprowicz, Hymn Marii Egipcjanki],

O nie tak, tak to nie. Raz, dwa, trzy. Do trzech razy sztuka. Stuka sztuka, dwie sztuki, sztuka stuka, ech. I nie chodzi ani o wpływy na rachunek, i o równowagę płynów, tak popularną w średniowiecznych wizjach życia i choroby, chociaż ta wizja już bliższa jest prawdy

Chociaż Liczebniki mają znaczenie, dziś nie o nich. Jest różnica między tym, czy określimy coś  mianem pierwszej wody, czy dziesiątej  (wtedy to woda po kisielu — i nie chodzi o koligacje rodzinne kompozytora, i krytyka w jednej osobie). Poza tym deko- mają znaczenie –racje, czyli kon_teksty bo przecież: i potrafi wzburzyć się w szklance, i utopić kogoś można w jej łyżce. Nie, nie leje już jej więcej. Chociaż lepiej ją lać, niż w niej mącić. Mam nadzieję, chociaż niektórzy wołają (daremnie) by ją porzucić, że nie piszę na wodzie. Woda. Ha!2! Dwa ha, ha- ha, OoooO. Można lać ją na szable, chociaż z pustego i Salamandra nie naleje, jak mawiali starożytni Eskimosi, ale przyrzekać można, ba! To wszakże przyjaźni dowód. Może o liczebnikach i innych nickach nie będzie, ale o sztuce, a i owszem.

Oprócz kolońskiej (której przepis miał stworzyć Włoch Giovanni Paola de Feminis, to on około roku 1690 osiadł był w Kolonii, gdzie parał się produkcją wespół w zespół z krewnym Johannem Marią Fariną mikstury złożonej z olejków wonnych, balsamów, żywic, ambry, piżma, cybetu i alkoholowego roztworu) jest i woda: anielska, i gregoriańska, i [prze] święcona,i żywa (chociażby ta,  której poszukiwał Jasio, z ballady Jacka Kaczmarskiego) woda, i Woda Tofany, i woda zazdrości,  a i ta nad którą siadywał Mickiewicz (Nad wodą wielką i czystą). I tam gdzie raki zimują (skorupiaki jak wiadomo zamieszkują tylko nieskazitelnie czyste akweny).

[Głupi Jasio, Jacek Kaczmarski, źródło nagrania].

Niech treść tej notki nie spłynie niczym woda po gęsi, niech połechce niech ponęci… Letejska woda, może nie z kranu, ale cóż…Może i  cicha woda brzegi rwie!Nawet jeśli to brzegi kartki, a czcionka stworzy potop.  Jest wszakże i próba wody (tak gorącej i ciepłej, jeszcze nie bieżącej), i Końce w wodę można wsadzać, ale zanim będziem wiązać i rozwiązywać i gmatwać i gramatyzować, i dramatyzować, jak miała powiedzieć księżna Radziwiłłównapo smacznym kąsku  i wody napić się nie wadzi! Ale nie będziem mówić tu ani o kochankach, ani o wodnicach, czyli stworach,które miały (wedle wierzeń ludowych)zamieszkiwać obszary Europy. Zaludniać? Zaduszniać? Zamieszkiwać miały zarówno jeziora jak i bagna, stawy i rzeki, to postać większa niźli uwieczniona przez Wieszcza Adama Rusałka! Czasami utożsamiane z duszami pokutującymi, duszami odmieńców, wisielców, samobójców, dusz pokutujących, niebezpiecznych dla żywych przed nastaniem nocy 24 czerwca.  Anton Dworak podjął temat wierzeń ludowych (w 1896 roku tworząc poemat symfoniczny,  pt. Wodnik). Odwołanie się do tego żywiołu, i jego znaczenia w sztuce i filozofii nie jest niczym nowym. Eric Zener uczynił właśnie z tego płynu temat przewodni swojej twórczości. Igor Mitoraj bardzo lubił deszcz, a swoje rzeźby najchętniej wystawiałby pod wodą.

[Bo wcale nie trawa, Anna Maria Jopek,  Nienasycenie,Universal Music Group, 2002, źródło nagrania].

Tsunami_by_hokusai_19th_century
[Hokusai Katsushika – Wielka fala w Kanagawa (1829-1832), źródło zdjęcia].

Potop(y) uwieczniali na swoich płótnach między innymi: Michał Anioł, Leonardo da Vinci (komplet rysunków widział wszak jak rzeka Arno wielokrotnie występuje z brzegów), holenderski malarz, nie znamy jego ani imienia ani nazwiska, namalował  także, znamy tytuł obrazu: Powódź świętej Elżbiety 1421 roku, Francis Danby także malował, (Potop rok 1840), Claude Monet – (Powódź 1896), albo: [kończąc już tę wyliczankę, wszak nie dobrniemy, nie wypłyniemy do końca, lecz możemy wypłynąć na głębię]   Wielka fala, w Kanagawa (1829-1832) autorstwa Hokusai Katsushiki. Od wody do wódki nie tylko rozum krótki, ale i droga nie długa, (nie długa, nie krótka lecz na raz!). A tylko jeden, apostrof nad o. O.Można by pisać o nadzwyczajnym napoju, którego właściwości wychwalał Jean de Roquetaille, mnich z Aurillac.  Ten napój miał mieć właściwości odmładzające, no ale nie o tym. No nic nie chodzi by przedstawić, ani przestawić zasadę świata, wyliczyć wszystkie dzieła… Bo uschnęlibyśmy nie tyle z tęsknoty, nie tyle byś my się mogli odwodnić (dlatego nie warto płakać). Co do przyczyny. Przyczyn nie warto rozpatrywać. Różni filozofowie upatrywali różnorakie. Tak dla przykładu: (no ład ma tu wiele do rzeczy, i ich obrotu): Pitagoras z Samos mówił o wędrówce dusz,o liczbach (no i znów te cholerne liczebnicki!) jako substancjach, z których bierze się świat, świat się stwarza, Anaksymanes, powietrze jest zasadą świata, a drugi facet też na A (aaale nie chodzi o Alcesta) Anaksymander zasadą świata jest bezkres. Dajmy kres tejże wyliczance! To Tales z Miletu, określany jako pierwszy  badacz  przybrody, nie nie chodzi o golibrodów, przyrody  upatrywał substancji nad substancjami wodę. Ten potrafił ją lać! I nie chodzi o bitwy wodne. (Czy ktoś/ia słyszała o filetach z zzznaczy się Twierdzeniu (z) Talesa?) Od wody do trójkątów całkiem niedaleko. I nie chodzi o delty rzek. Rzekłabym, że Tales jest jako pierwszy badacz przyrody (o laur pierwszeństwa walczył z Teofrastem), co więcej miał być podróżnikiem (piramidy, twierdzenia i pręty) ale również miał przewidzieć zaćmienie Słońca, które miało miejsce w 585 r. p.n.e. Twierdził, że Świat powstał z wody, ale mówił też że Ziemia jest płaska i unoszona przez tę ciecz… Wróćmy jednak do Acqua Tofana... Magnetyczno magiczne buteleczki z wizerunkiem świętego Mikołaja. O kobiecie, której przypisuje się, że „pomogła” rozstać się z życiem od sześciuset do tysiąca osób. Bułhakow uwiecznił ją w swoim (najbardziej popularnym) dziele. Teofana jest jedną z gościń balu u Wolanda. Michaił sportretował ją już nie tylko po pracy, zawodowe trucicielstwo, ale i po śmierci (własnej), o czym może świadczyć hiszpański sabot. Pantofelek, tylko jeden, czy drugi — jak u Kopciuszka zgubiony? :/

Kulejąc zbliżała się do Małgorzaty dama w dziwnym drewnianym sabocie na lewej nodze. Oczy miała spuszczone jak mniszka, była chudziutka, niepokaźna, a na szyi, nie wiedzieć czemu, miała szeroką zieloną przepaskę.

—Kto to jest, ta… Zielona? – machinalnie spytała Małgorzata.

— Nader czarująca i ogromnie solidna dama – szeptał Korowiow – polecam ją twojej uwadze. To signora Tofana. Była niezmiernie popularna wśród młodych, uroczych neapolitanek, a także mieszkanek Palermo, zwłaszcza tych, którym znudzili się ich mężowie. Przecież zdarza się tak, królowo, że żona ma dość męża…

Sabot to hiszpański but, czyli przyrząd do zadawania cierpień, przyrząd tortur. Co do egzekucji, jej daty, krążą różnego rodzaju podania, ale jedno co jest pewne, to to, że manna św. Mikołaja z Bari jak nazywano truciznę, sam dźwięk tej nazwy, budził dziki strach. Strach, co nie spał pod miedzą,  nie tylko o wielkich oczach, ale zupełnie namacalny. Niczym śmierć, która rychło nadchodziła po zażyciu wody. Co było tak groźne? Fakt, iż  trucizna ta, była wówczas nie do wykrycia.  Wlewało się kapkę do wody, czy wina i (niestety) gotowe… Ale o tym, też nie miało być.

[Woda Sodowa, Kabaret OT.TO, Faux-Pas, Pomaton 1992, źródło nagrania].

Aaaale temat mi się rozlał, a miałam pisać o tym, że ludzkie ciało w okresie tuż po narodzeniu składa się w ponad 80% z wody, gdy jesteśmy dziećmi, to tylko 75%, zaś gdy cień, numer buta, i kołnierzyka się zwiększa, tak, że ubrania nabywamy już w dziale dla dorosłych zawartość wody w organizmie waha się od 70 do 60%, u osób starszych zaledwie 50%, ale nie to jest najważniejsze. Zachłysnąwszy się procentami, nie nie chodzi o promile, zapominamy, że mózg, tak Twój, mój przydziałowy składa się w 4/5 z h20. No a mięśnie to już 70% płynu. Można przerzucać się statystykami i wyliczeniami, ale nie o to chodzi, by zaparło dech w piersiach. Wdech i wydech, a no właśnie, jeśli już przy tym jesteśmy to codziennie wydychamy około pół litra, wydalamy dodatkowo: — z moczem średnio: 1,2 litra, z kałem: 0,5. No a jeśli dodamy do tego pocenie się (600 mililitrów) no chyba, że jest upał, wtedy można pozbyć się z organizmu dwóch litrów. Wszystko płynie!  Nie martw się potem, martw się przedtem! Nie płacz Ewka, bo się odwodnisz! O ile bez jedzenia można podobno przeżyć około miesiąc bez wody podobno ledwie od trzech do pięciu dni. Także odwodnienie to nie przelewki. Czarne polewki. Chciałam napisać o wodzie, o tym, jak ważne jest racjonalne odżywianie się, i picie, czystej, i często, ale nie, nie nie chodzi o procenty i promile, o daty. Zupełnie bez żartów, po prostu picie wody i regularne uzupełnianie jej poziomu w organizmie. Zwłaszcza, że gdy jej potrzebujemy, nie musimy wcale odczuwać pragnienia. Racjonalnie, małymi łykami. Pić wodę. Mieć przy sobie zawsze małą butelkę. By nie mnożyć ilości plastiku można mieć termos, albo butelkę wielokrotnego użytku.

O wodzie i jej stężeniu na metr kwadratowy, było także tu, a zwłaszcza tam. Tu nie było, ale płytę polecam uwadze). Można powiedzieć, a raczej napisać, w tych okolicznościach przyrody, i czcionki, że  to właśnie woda symbolizuje życie, nie bez kozery szuka się wody na innych planetach, poza Układem Słonecznym, al i płodność i oczyszczenie, nie bez znaczenia jest także spotkanie młodzieńców i dziewczyn przy ujściach wody, strumieniach, czy studniach, ach. Woda jest częstym elementem mitów kosmogonicznych. Dawniej uważano, że jest także  medium, swoistym środkiem transportu między światami… W wielu religiach zanurzenie w wodzie symbolizuje oczyszczenie i odrodzenie, katharsis. I jak tu umiejętnie lać wodę? My tu gadu -gadu, piszu, piszu i myślu, a przyznać trzeba, że toczono bitwy o wodę, także o tą ciężką (HDO lub D2O ), ale to temat na całkiem inną dyskusję… Nie czerpmy wodę przetakiem, rozmowa o ciężkiej wodzie, to temat innego kalibru, to tak jakby przy okazji gdy mówić wodzie mówić o Wodanie, no niby podobne, i niby też z kręgu wojny, ale jednak nie to samo….Od zasady świata, o której mówił Tales,  do boga wojny, śmierci i zwycięstwa, całkiem długa droga. Mam nadzieję. Pozostaje wychylić szklanicę czystej, perlistej, i pić dwa litry dziennie…. Codziennie. I na tym poprzestańmy, bo zupełnie popłyniemy w dygresje, depresje, i inne mielizny.

 

Ni(c)k do tekstu: http://wp.me/p59KuC-R9

[Pijcie wodę,Svět podle Nohavici (Świat wg Nohavicy)  písní Jarka Nohavici śpiewają polskie artystki i artyści, źródło nagrania].

[Cytaty z Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa pochodzą z wydania audio, Agora, wydanie: 12 października 2012, lektor: Zbigniew Zborowski].

237. Szczeliny w szczegółach {albo:Zasmażka}.

[Organizm w dobrym nastroju, Monika Borzym i Łukasz Stasiak w Kampanii Ministerstwa Zdrowia, źródło].

A to rozbiliśmy atom, a to podróżowaliśmy na Księżyc, albo odkryliśmy nie jedną Amerykę, ale czy wiemy chociażby to kiedy Człowiek, po raz pierwszy się z a ch w y c i ł? I nie chodzi o chwyt, w szczególności owy marketingowy. Wielka jest nasza niewiedza, o chorobach autoimmunologicznych, o arteriach logicznych, o….

O! Wołacz o jak dawno został przez nas udomowiony ony zużyty, zakryty? Co wiemy o organizmach, zdecydowanie więcej o męskim, niż o żeńskim, bo to właśnie on stanowił przez wieki wzorzec. Kobiety bardzo często nie mogły być malarkami (chyba, że odziedziczyły niejako tę profesję) gdyż zakazywano im obecności w trakcie lekcji anatomii (oczywiście dotykamy tutaj także praw kobiet). Trudno czasami to strawić…

A no właśnie!

To zadziwiające, że przewód pokarmowy i kobiety i mężczyzny mieści się w tak małej przestrzeni, znajduje się w jednej z jam naszego ciała. To pod płucami zaczyna się układ pokarmowy, oddzielony od nich przeponą. Pod nią układa się wątroba, żołądek, jelito grube, i cienkie– te muszą mieć miejsce na wykonywanie ruchów robaczkowych, to za ich pomocą treść pokarmowa jest przepychana w dół, ale zanim to się zdarzy kęs (nie zawsze) pysznego jedzenia musi trafić do ust.

Ale, ale nie tak szybko,

najpierw oceniamy czy coś jest tego warte (np. czy się nie otrujemy) pierwszy raz oceniamy gdy widzimy, możemy dotknąć, czy też powąchać pokarm. Drugi raz w ustach, jeśli coś jest gorzkie (często wypluwamy, bo to np oznaczało truciznę bardzo często) Pamiętacie z dzieciństwa powiedzenie, że pyszny lek nie leczy? Albo, że lekarstwo musi być gorzkie? Czy Was wtedy nie uprzedzano (uwaga: gorzkie, można połykać) ale, ale zong, to nie tak, trawienie rozpoczyna się zanim pokarm trafi do ust, ba zanim ocenimy organoleptycznie jakość pokarmu, otóż! Czy nie zdarzyło Ci się pomyśleć o jedzeniu? O Twoim ulubionym daniu, czy to o zdrowym, pysznym wegetariańskim posiłku złożonym ze świeżo pachnących warzyw, czy to z dobrze wypieczonego kurczaka po chińsku, no i oczywiście z aromatycznym zapachem kawy… Albo czekolady?  Zdarzyło się? Pociekła Ci ślinka? Taak(a). Otóż, wydzielamy jej około pół litra dziennie.

usta

tam znajdują się ślinianki (ich praca nie tylko nawilżają pokarm, czyniąc go bardziej miękkim ale wytwarzają enzymy, który rozkłada skrobię,  gdy skończymy jeść, ślina natychmiast czyści zęby. Nie nie jest to argument by nie spotykać się ze szczotką i pastą,ale tak to coś w rodzaju naturalnego wspomagania taka pasta do zębów D.I,Y).  Warto zauważyć, że ślinę można podzielić na: surowiczą i śluzową to ta druga ułatwia formowanie się kęsów, ta pierwsza zawiera amylazę, czyli dzięki temu możemy strawić cukry, albo przynajmniej zacząć to robić. My jak my, ale nasz przydziałowy organizm… Nie pędźmy tak szybko zauważmy, że na języku (tym fascynującym organie) znajduje się dziesięć tysięcy kubków smakowych…A na każdym z nich pięćdziesiąt receptorów dają infomację zwrotną mózgowi co spożywamy. Zdarzyło Ci się je poparzyć… Wtedy język nieprzyjemnie drętwieje, ale po blisko dziesięciu dniach pojawia się nowiutki komplet, nówka…

To w ustach następuje rozdrobnienie pokarmu, jak wielu ludzi zastanawia się nad tym, że są one umięśnione? No dobrze ostatnio głośno jest o wstrzykiwaniu sobie botoksu, by były bardziej ponętne i atrakcyjne, ale nie o to mi chodziło. To ich kondycja sprawia, że  możliwe jest obracanie jedzenia, a język, ten niedoceniany język (często nazywany niewyparzonym, ten który warto trzymać za zębami (teraz już wiadomo z jakiego powodu!)) uff… Ów narząd jest najsilniejszym  w naszym organizmie. Tak wiem, wiele osób myślało o… Czymś innym.

Tym czasem to on umięśniony nie tylko miesza pokarm, tworzy kęsy pokarmu, ale spycha go do gardła rozdrobniony już w czym pomagają zęby,  zęby z przodu siekacze, z tyłu trzonowe, to ich zadaniem jest zmiażdżenie pokarmu. Dbajmy zatem i przedtem o nie, o przednie i tyknie… Bo trzeci komplet za darmo nie rośnie, o nie! To wszystko dzieje się jeszcze przed tym  zanim ten trafi do czynnościowego.

Gardło

także jest mocno umięśnione, musi sprostać przecież połykaniu jedzenia,choćby nie wiem jak było nasączone śliną, i  picia. Gdy pokarm znajduje się w gardle człowiek traci nad nim kontrolę, i pozostaje tylko i wyłącznie praca mięśni.To coś na kształt automatycznego pilota… Nasypuje wyciskanie pokarmu niczym pasty z tubki…

Grupa jednych z mięśni gdy połykamy kurczy się, jabłko Adama porusza się w górę i w dół (tak kobiety także mają grdykę, tyle, że jest ona umiejscowiona głębiej niż u mężczyzn, i mniejsza jeśli chodzi o rozmiar).

Nadłyk no dobra bez żartów, Przełyk

kolejna część przewodu pokarmowego, układa się za gardłem i tchawicą. Biegnie od gardła i układa się między prawym a lewym płucem łącząc z żołądkiem. Gdy jedzenie znajduje się w przełyku jego górnej części proces trawienia zachodzi bez udziału świadomości. Tak wiele robimy bez jej udziału, że to zdumiewające, zdumiewające, piękne i przerażające (np gdy doznamy wypadku, i nagle okazuje się jak wiele straciliśmy, albo widzimy człowieka doświadczającego niesprawności w jakimś obszarze funkcjonowania). Niemniej to co mnie zdziwiło to to, że nie jest on taki krótki.

Ale podróżujmy wraz z kęsem jedzenia:

wkładamy je do ust,po uprzednim sprawdzeniu, że to da się pożreć,  gdzie pokarm zostaje rozdrobnion on dzięki pracy wespół w zespół:ust, zębów i języka, stawu żuchwowo skroniowego…  Gdy minie zęby, przedostaje się do  gardła, przełykamy jedzenie, dalej wędruje ono wzdłuż korzenia języka, tuż nad nagłośnią (jej zadaniem jest zamykanie tchawicy gdy zachodzi proces przełykania, gdy się nie domknie i część jedzenia czy picia się tam dostanie krztuśmy się.  Kaszel pozwala sprowokować takie ruchy mięśni, które wypychają jedzenie z powrotem do gardła.  Nota bene: nagłośnia stanowi pamiątkę po tym jak przyjęliśmy postawę wyprostowaną, to spowodowało inne ułożenie płuc).

Pokarm dostaje się do przełyku, musi ominąć tchawice, to on  przełyk, niedoceniany, łączy jamę ustną z żołądkiem.

Gdy spojrzymy na ludzki organizm od środka tam wszystko jest szczelnie upakowane, jakbyśmy się wybierali na bezludną wyspę, i trzeba było kompletnie się spakować, tak by nie płacić za nadbagaż — uszkodzenie jednego organu, np w skutek choroby może spowodować uszkodzenie innego. Można zauważyć w jaki sposób organizm stanowi całość (nie używając wyświechtanych słów, o holistycznym podejściu, albo porównując go do maszyny) pracując na powięziach i tkankach). A przecież mówimy tylko o jednym układzie… Zgoda, gardło należy tak do pokarmowego jak i do oddechowego, ale to co dzieje się w organizmie to… Zapiera dech w piersiach. Sama psychosomatyka, o której wiedzieli już starożytni Grecy… Nie jest to bowiem myśl (ani koncepcja) nowa.

[Motorek, Marek Grechuta, muz. Marek Grechuta, Jan Kanty Pawluśkiewicz, sł. Józef Czechowicz, źródło].

Ale, ale wracając do przełyku pełnego gruczołów śluzowych (które to jeszcze bardziej rozmiękczają pokarm). Ów przełyk nie jest tak prostym narządem jak go się zwykło przedstawiać, chociażby na rysunkach poglądowych, które myślimy, mylimy z poglądowymi. Poza naturalnymi nawilżaczami muszą tam być mięśnie, których zdaniem jest przesuwanie pokarmu ku dołowi. Co prawda, co ma wisieć, nie utonie, ale nic samo nie spada…

Mamy tak:

Pokarm mija gardło, i zamkniętą nagłośnie, spychany jest mięśniami w dół, dostaje się do żołądka. Pokarm dostaje się do niego mniej niż sześć sekund licząc od połknięcia. (Podobno Internautki i Internauci w ciągu sześciu sekund potrafią wysłać240 miliony emaili- i nie chodzi o zamawianie farby). To w żołądku neutralizowana jest amylaza, która nie może funkcjonować  w środowisku kwaśnym (a z takim mamy do czynienia, bo działa kwas solny). W żołądku nie zachodzi trawienie cukrów. Ale po kolei (i nie chodzi o PeKaPe).

Wiadomo, że ten worek zwany żołądkiem magazynuje pokarm. Jest on bardzo elastyczny, jeśli następuje taka potrzeba, np. po bardzo obfitym posiłku rozszerza się. A co do pokarmu to wiadomo, że  tam następuje  oczyszczenie go z bakterii i grzybów. Nie chodzi o to, że nie myjemy pożywienia przed podaniem, ale o to że zawsze znajdą się baraterie tudzież grzyby które należy zwalczyć.  Gdyby mieć styczność z kwasem solnym tym,  wytwarzanym przez ludzki żołądek, to bez mała poparzylibyśmy skórę. Zaraz, zaraz (i nie chodzi o duuużą bakterię) można by zapytać: jak to się dzieje, że sam nie ulega degradacji? Prosto, jego ściany pokryte są grubą warstwą śluzu, produkuje go żołądek w celach ochronnych.(Umiesz liczyć, licz na siebie).

Tam rozkłada się pokarm przy tym procesie wytwarza się gaz, który uchodzi do dna żołądka (znajduje się ponad przełykiem. Gdy przepona się skurczy, wypychając treść dna żołądka i gaz wraca po przez przełyk do jamy ustnej, odbija nam się, czyli bekamy. No to tyle z ciekawostek, możemy być skrępowani, czy zakłopotane, ale bekanie też można postrzegać jako fascynujący mechanizm. Co więcej mówiono, że dawniej w innych kulturach, odbijanie, bekanie poczytane było jako komplement, kierowane w stronę gospodarza po dobrym posiłku.

Żołądek

taki worek w kształcie litery j_ot, zwykle ma wielkość pięści, ale spokojnie po obfitym posiłku potrafi powiększyć się ponad dwadzieścia razy.  Wytwarza pepsynę, to dzięki niej pokarm rozbity zostaje na cząsteczki. W ścianie żołądka znajdują się liczne komórki, których zadaniem jest wytwarzaniem hormonów, one to dostają się wraz z krwią do dalej położonych odcinków układu pokarmowego.

Rozkłada treść pokarmową, przez kilka godzin po posiłku to co zdecydowałyśmy się zjeść ulega trawieniu i ubijaniu na miazgę,w taki to sposób treść może podróżować z żołądka do jelit. Ale to nie koniec żołądek wyposażony jest w treść receptorów, one to oceniają treść pokarmu, jeśli jest ona dla naszego organizmu szkodliwa,bo na przykład ktoś wyszedł [wysz[ed]ł[a] i nie wrócił/a, z rozumem przynajmniej] z założenia: że zaprasza gości bo mu się kończy termin ważności, wtedy doznajemy skurczów żołądka, to dlatego treść może się cofnąć, do przełyku: tak poznaliśmy  mechanizm torsji, a inaczej pisząc: anatomię rzygania.  Gdy pokarm jednak był dobrej jakości przez kilka godzin kwasy wydzielane przez ściany żołądka a trawienie wstępne zostało zakończone, to treść przesunięta zostanie do dalej położonego końca żołądka. Dokładnie tam gdzie znajduje się odźwiernik inaczej pisząc to rodzaj takiego pierścienia, za pomocą którego żołądek połączony jest z dwunastnicą (a przekrój żołądka z zaznaczoną częścią odźwiernikową wygląda następująco :

629px-Gray1046_pl.svg[żołądek z zaznaczoną częścią odźwiernikową źródło].

Jest to rodzaj zaworu, który reguluje przepływ treści żołądkowej do jelita cienkiego. Takie „zgrubienie”(upraszczając),  pierwszy jego fragment można porównać do litery C nazywamy go dwunastnicą to właśnie w tym miejscu pokarm jest rozkładany totalnie dzięki czemu może być wchłonięty do krwi, ruch odbywa się  w dwóch kierunkach, co sprzyja wymieszaniu się pokarmu z enzymami.

Zatrzymajmy się jednak przy samym jelicie cienkim, jeśli zobaczyłybyśmy jego przekrój pozbawiony treści pokarmowej to można by było zauważyć, że ich powierzchnia jest pofałdowana (to zapewnia lepsze wchłanianie treści pokarmowej). To sprytny pomysł ewolucji, na zwiększenie powierzchni jelit, jak wiemy w ludzkim organizmie miejsca nie ma zbyt wiele.

Druga sprawa jest taka, że każda z fałd, jest wyposażona w mniejsze, na których to znajdują się kosmki jelitowe (inaczej pisząc jest to rodzaj wypustek znajdujących się w błonie jelita cienkiego) w ludzkim organizmie można by było naliczyć ich ok 10 milionów. To zwiększa powierzchnie jelita cienkiego o dwadzieścia trzy razy! Ach! To się nazywa rozmach!  Tkanka nabłonkowa kosmka jest tą z gatunku tych włoskowatych, co przekłada się na zwiększenie powierzchni. „Włoski” to mikrokosmki. wyposażone w naczynia: limfatyczne i krwionośne. Pierwsze z nich transportują kwasy tłuszczowe, a drugie  aminokwasy, niewielkie peptydy, czy też cukry, które trafiają do wątroby żyłą wrotną, ale zanim to jeszcze się zatrzymamy. Wiecie, że w przewodzie pokarmowym mamy dwa kilogramy bakterii? Odkrycie? Nie mniejsze jak to, że dostają się tam jeszcze przed naszym urodzeniem, w życiu płodowym.  To one, nazywane są dobrymi bakteriami, dlatego, że syntetyzują witaminy te których sami nie potrafimy wytworzyć i pomagają w procesach trawiennych.

Z zaskoczeń, mogę wymienić także to, że układ pokarmowy waży tyle samo co ludzki mózg, tak, tak. Tyle, że nie potrafimy (wyłączając proces żucia pokarmu) świadomie go strawić, nie panujemy nad procesami zachodzącymi, przełykamy, ale to nie znaczy, że wszystko po prostu dzieje się samo(istnie). Warto wspomnieć, że w różnych częściach przewodu pokarmowego możemy namierzyć sploty nerwowe  to one regulują ruch mięśni gładkich, a tym samym przesuwanie się pokarmu ku dołowi.

Jelito cienkie zaopatrywane jest w krew od tyłu przez duże tętnice, a te jak wiemy dzielą się na mniejsze i mniejsze naczynia, a koniec już znamy to włośniczki. Tętnice docierają do jelit na całej ich długości. To oczywiście sprawia też że jelito nie jest proste. Do niego uchodzą przewody żółciowe (ta wytwarzana jest jak wiemy przez wątrobę– która znajduje się po prawej stronie jamy brzusznej wysoko, pod łukiem żebrowym).Jelito cieńkie można przyrównać do sześciometrowej taśmy w fabryce. Przez pięć godzin cząsteczki treści pokarmowej zostają obrobione, nieustannemu przepychaniu, czy nasączonymi sokami trawiennymi i oczywiście wyciskaniu. To wszystko służy oddzielaniu istotnych składników treści pokarmowych, z których organizm ludzki może skorzystać. Ad vocem wątroby.

Spoglądając na nią w przekroju można zauważyć naczynia żylne i tętnicze wypełnione krwią.To jednolity narząd, to taka metaboliczne centrum dowodzenia, jej praca rozkłada już na czynniki pierwsze, drugie i kolejne. Zaczyna zachodzić synteza nowych substancji, tych, które budują nasze ciała. Wątroba może i stanowi monolit,ale to stanowi jej siłę co więcej,  gdyby ją przekroić, możemy zobaczyć, że  zaopatrzona jest aż  w cztery rodzaje przewodów ma własne tętnice i żyły, no i oczywiście, wspomnianą już żyłę wrotną, to za jej pomocą dostarczone są składniki odżywcze wchłonięte w jelicie cienkim. No a czwarty? No to wspomniane przewody żółciowe, to nimi uchodzi niewychlana przez wątrobę żółć. To ona w jelicie cienkim pomaga w rozpuszczeniu i trawieniu tłuszczów. Ponieważ ma odczyn zasadowy, neutralizuje kwas żołądkowy. Tym samym przewodem dostaje się wydzielina produkowana przez trzustkę (ją samą dzielimy na: głowę trzon i ogon trzustki) układa się w ten sposób, że jej głowa przylega do części górnej dwunastnicy, a  reszta znajduje się za żołądkiem w głębi jamy brzusznej.

To ona wytwarza różnego rodzaju enzymy, dzięki którym pokarm może zostać strawiony. Wiecie, że te enzymy mogą strawić własne tkanki organizmu? Dzieje się tak wtedy gdy ujście przewodu trzustkowego zostaje zamknięta przez kamienie żółciowe. Wtedy gdy następuje ostre zapalenie trzustki.  Znaczy zjeść nas od środka? Trzustka zbudowana jest z tkanki gruczołowej. Składa się z płatów, inaczej nazywanych zrazikami, wydzielina tych płatów dostaje się do przewodów, które mają ujście w jelicie cienkim. (Tam gdzie ono się zaczyna). Trzustka także uwalnia substancje do krwi no nie można wspomnieć o wytwarzaniu insuliny.

Nerki

znajdujące się z tyłu otoczone przez tkankę tłuszczową, to tacy sprzątacze organizmu. Nie bez kozery mówi się by pić dużo bo to pozwoli na przefiltrowanie organizmu. Co może zdziwić to nerki są wyżej niż się zwykło stereotypowo sądzić. Oczywiście są w głębi jamy brzusznej, tętnice nerkowe oddzielają się od aorty na wysokości mostka, a ściśle rzecz ujmując tam gdzie jest jego koniec. Przekrojowo nerki są wyposażone są w kłębuszki nerkowe w każdej z nerek można naliczyć około półtora miliona, to ich zadaniem jest przefiltrowanie osocza krwi, dostającej się przez coś, co można porównać do bibuły. Wszystkie zbędne substancje (te pochodzące z przemiany materii, jak i naddatek wody, czy soli) są filtrowane przez nerki i wydalane w postaci moczu.

Jelito cienkie uchodzi do jelita grubego, które układa się w jamie brzusznej na zasadzie obramowania okala jelito cienkie.

Możemy wyróżnić oczywiście jelito ślepe. Z którego wychodzi wyrostek robaczkowy, potem jelito biegnie w górę, w bok, w dół następnie zagina się i uchodzi na zewnątrz. Gdyby zobaczyć jego przekrój to zobaczymy zastawkę krętniczo -kątnicza  inaczej nazywana zastawką Bauhina jeśli pracuje skutecznie to zapobiega cofaniu się treści pokarmowej  do jelita cienkiego.

Po co nam jelito grube?

A no, to rodzaj magazynu, by nie powiedzieć kontenera, bo trafia tam wszystko to, co nie zostało strawione przez jelito cienkie, wraz z odchodami. Jeśli Ktoś lub Ktosia uważa to za mało przydatne to cóż, wystarczy wspomnieć, że dzięki temu nie musimy chodzić do toalety po każdym posiłku, albo po każdej wypitej kawie, czy herbacie.

A jeśli już przy wodzie, to drugą funkcją jelita (grubego) jest odzyskiwanie wody z treści pokarmowych,taki naturalny, by nie napisać organiczny recykling. Po przejściu przez jelito grube, treść pokarmowa dociera oczywiście do od_bytu. To taki rodzaj zaciśniętego pierścienia zaciśnięty przez zwieracz odbytu rozszerza się wtedy gdy odchody opuszczają organizm. Czasami odbyt może pęknąć, w skutek tego pojawia się szczelina odbytu, czasami po wygojeniu zostaje otwór i to nazywamy przetoką, na tę bardzo przykrą i bolesną przypadłość cierpiał Ludwik IV i on, i ludzie żyjący współcześnie zostali zoperowani.

Przewód pokarmowy zwykło się przedstawiać w ten sposób:

[Schemat układu pokarmowego człowieka- źródło zdjęcia].
[Schemat układu pokarmowego człowieka- źródło zdjęcia].

Brzuch:

Mięsień prosty brzucha, biegnie z góry w dół, stanowi pierwszą warstwę, za nim układają się dwa mięśnie skośne skierowane w przeciwne strony, a trzecia warstwa to nic innego jak mięsień poprzeczny brzucha. Dlaczego o nich wspominam pisząc o układzie pokarmowym? Dlatego, że pośród innych funkcji, które pełnią po prostu chronią narządy znajdujące się wewnątrz (w jamie brzusznej).

Gdy przyjrzymy się  człowiekowi od przodu, tak jakby stał na przeciwko nas. Widzimy najpierw warstwy mięśni, a potem: wątrobę, żołądek: okryty niby futrem (to nic innego jak tkanka łączna przyczepiona do jelita grubego, nazywana siecią większą: pełni dwie funkcje: to zbiornik tłuszczu to ile się go nagromadzi to cecha osobnicza, może być go bardzo mało, ale może być także osiem kilogramów: [co odczuwają przede wszystkim mężczyźni] druga to taka: gdy tkanki uległy by zakażeniu, stanowi coś w rodzaju izolatora, więc zakażenie nie będzie się rozprzestrzeniać. Sieć większa tworzy kilka warstw umiejscowiona jest w taki sposób, że gdyby chcieć ją umiejscowić to można by było powiedzieć tak:przed nią jest żołądek, u góry znajduje się wątroba,  nerki i trzustka nieco z tyłu). Pod jelitem grubym widać cienkie, aby uwidocznić wszystkie narządy trzeba było wyjąć najpierw jelita. Człowiek w istocie swej jest bardzo skomplikowany. No to co napijemy się? Niebanalnej wody mineralnej… No to odrobinę pośpiewajmy…

Hymn majówkowych i innych owych spotkań przy stole, grillu… [Raphacholin, Czyści jak łza, źródło] No bo przecież nie ma przebaczenia dla zdrowego jedzenia, trawestując powiedzenie Orkiestry Dni Naszych.

A może po prostu czas na deal czyli detal jak to wyśpiewywał kabaret OT. TO jeszcze w pierwszym składzie, tu z towarzyszeniem Orkiestry pod batutą Zbigniewa Górnego:

[Dieta, Kabaret OT.TO, Zbigniew Górny. źródło].

To zadziwiające jest, jak wiele i niewiele potrafimy (imożemy) wiedzieć o naszym ludzkim, przydziałowym organizmie. To co sądzimy, zależy od tego,czy możemy się cieszyć zdrowiem. Bo jeśli oczywiście naszym doświadczeniem jest również choroba, i to ta, z tych nieuleczalnych (jeszcze) to co możemy sądzić. Ile osób umarło za wcześnie, po prostu nie żyli we właściwych czasach, czyli tych, w których choroby, które były ich doświadczeniem, były śmiertelne. Na przykład w epoce średniowiecza nie zostały wynalezione antybiotyki…

Ale jest jeszcze coś. Zdrowie traktujemy jako coś należnego, przynależnego i oczywistego. A to przecież nieprawda! Nie chodzi o to by się nie leczyć, albo by ta możliwość była zależna od innych czynników, ale o tą świadomość, która (górnolotnie pisząc)  otwiera nas na wdzięczność i świadomość różnorodności. Brak zdrowia, nie dotyka ludzi starych,poniewieranych przez los i ludzi, którzy rychło pożegnają się z życiem, a i Ci, których doświadczeniem jest choroba, pragną żyć aktywnie. I jeszcze coś.

Wiesz,że w ciągu dnia, nie nie tygodnia, czy miesiąca, ale właśnie d n i a Twój  i mój organizm wykonuje:

  • dwadzieścia tysięcy oddechów z każdym pół litra powietrza wchłaniamy…
  • z każdym oddechem nasz nos może odróżnić dziesięć tysięcy zapachów, różnych zapachów
  • z każdym wdechem dostarczamy tlenu bilionom komórek organizmu
  • dziesięć tysięcy razy mrugasz okiem, tak po prostu.
  • sto tysięcy uderzeń serca.

Czyż to nie zdumiewające? Dla mnie tak.  I to działa! To wszystko, albo chociaż część działa…

I pomyśleć, że tyle wydarza się gdy jemy lub pijemy… I pomyśleć. I zrozumieć. I wiedzieć. I się z tego [u]cieszyć.

Smacznej niedzieli.

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Os

Tak oczywiście, ten tekst jest chroniony prawami autorskimi, jak każdy inny na tym blogu. Uwaga: nie jestem lekarką, nie wykonuje zawodu medycznego, więc tekst ten nie może stanowić i nie stanowi porady lekarskiej.

218. Jeszcze więcej pytań. I jeszcze więcej pytań. I… Tekst dla Cierpliwych i Wymagających. [Daję słowo. I to nie jedno. I znów o relacjach. I Akcj(aa![ch)].

Jeśli ktoś_ia myślał/a, że zniknę, to się grubo myśłał/a, wow, aua  myślał/a, mylił/a. Qrczę, skurczę, też się nie skruszę, skurczę tyż nie. Skruszę trochę czcionki, nie kopii, oryginał będzie O! OOO…O! UUuu!

U_waga (waga ciężka, nie cienka, i nie piórkowa, kto pisze w Internet_ach piórem?). Uwaga, uwaga, będę będę się powtarzać, po,po, po i tarzać i tarzać  i tarzać, i z tej, i innej, strony (wwwwymienionej) (chociaż to dobre, że nie ubrudzę się inkaustem, a łyk, kul_ i innej tury, chyba dobrze mi zrobi…):

Mam ambiwalentny stosunek do tych i owych zabaw blogowych. Szczególnie łańcuszków, tak, a i owszem, także tak, a jak , ten na szyi, a i to    n i e   często. Już pisałam o tym, że postrzeganie zabaw blogostanowioonych i stanowych, bywa różny, Ci Poważni Blogerzy i Te Poważne Blogerki, nie zabierają się za takie i inne gierki. To najnowszy wrzask mody, odmówić. Pokazać, że jest się ponad tę czcionkę, albo — e w e n t u a l n i e— udział wziąć, a l e nie podawać dalej…  Myślę sobie, tak,tak, czasami mi się zdarza, że warto od czasu do czasu, brać udział w takich inicjatywach, chociażby dlatego, by pokazać się sobie z innej, strony, chociaż dalej internetowej, to nieco odświeżonej, jeśli nie nowej. I dać się poznać. I nabrać w czarny kolor czcionki trochę dystansu zamiast lansu i luzu zamiast śluzu, balansu zamiast szklanki wody, dla urody. Nie nie nie, nie będzie żadnego lania…  Z próżnego w podróżne, puste, z pustego prozą i mnie wyniosą (zamiast zniosą. Znieść, ambiwalentne słowo… Albo wytrzymać: — Wytrzymacie? Wytrzymamy! Albo wy_ trzymacie? I Huk. Nie trzymali. To pewnie nie „ci”, tylko:  „tamci”. I to jeszcze tam.Troje małych…?].

Mam trzy,  (nie licząc tej) zaległe inicjatywy — uprasza się o cierpliwość, tak by słowo nie zostało obgryzione do ości— jeśli dałam słowo, na pewno go nie odbiorę. Bo kto daje i obiera (choćby do ości) odbiera,  je wypełnię (treścią- i to nie żołądkową, nie zwykłam też wywalać co mi leży na wątrobie, o tym też nie trąbie). Trąba, pożyteczny instrument kojarzony z władzą, a tak, już to kiedyś, gdzieś… Pisałam…

Z przy_je_(mnogością)_mnością przeczytałam, że zostałam zaproszona do zabawy, i to takiej, w której można zabrać głos (sic!), na podany temat, nie muzyczny, który będzie przewodnim uczyniony. Za Twoim przewodem, złączmy się z ...Spośród pięciu, podanych przez Ciebie, Renyu, wybrałam pierwszy. (Kto pamięta Wielką Grę: Który zestaw Pan/i wybiera? )… Oj…

Nie dawno obchodziliśmy (i to nie szerokim łukiem, z hukiem też nie) Światowy Dzień Języka Ojczystego (O czym już kiedyś pisałam i tu,i tam) – ważne, by nie obchodzić go z daleka, tak więc to kolejny pre_tekst by podjąć właśnie ten, a nie inny temat. Te i tamte maty:

[Opowiadaj, opowiadaj, Ryczące Dwudziestki Drake, źródło melodia tradycyjna, słowa: Artur Szczęsny]. Pieśń może by mogła się nie kończyć, ale wpis, a i owszem. Dziś post dla Cierpliwych. Proszę zapatrzeć się w bambosze, termos i kanapki, koniecznie z cebulą, dla odstraszenia, tych, którzy przyjdą konwersować. No dobrze, nie  żebym nie uprzedzała. . .

Pleśń pieśnią, znaczy, pieśń pięścią, znaczy pieśń pieśnią, ale zaraz (nie, nie o dużej bakterii będzie) zaraz, teraz— zaraz, albo: zarazpotem (bez krwi, potu i łez). Obraz, nie raz, nie dwa jest wart (podobnież) więcej niż tysiąc stów, słów.  Chociaż… Ta pierwsza wersja (skreślona) to bardziej dla takich twórczyń i twórców jak owa Boznańska, albo Tycjan, albo Manet! Et, Édouard Manet Chociaż wiadomym jest, że errare humanum est,on nie wielbłądził, nie wiele błądził.. Ten ostatni (malarz)miał doskonałe zaplecze finansowe, zupełnie inny start w życie niż wspomniana Olga, nie tylko dlatego, że terminował (i to aż pół dekady(z okładem) u jednego z najbardziej znanych malarzy akademickich [Thomasa Couture‚a), Paryżanin z dobrze sytuowanej rodziny urzędniczej. On od razu wiedział, że będzie ARTystą wystawiającym, a nie wystawionym onym do wiatru, albo walczących z wiatrakami (i innymi ratrakami). Co więcej, poznał wielu możnych, tak przecież podczas studiów można, tak i poczynił i ten i ów. Poznał wtedy EmilZolę (którego nakłonił do pisania) czy Charles‚a Baudelaire‚a, ale przecież nie tylko. Zupełnie odpłynęłam od tematów… A więc przypływ_am. Przepraszając za zbyt długą introdukcję.

 

[W]Tem(-)@:

————————-

Relacje międzyludzkie w czasach portali społecznościowych. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi? Czy faktycznie zubaża, a może właśnie wzbogaca? Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania?  Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem?

————————-

Na początku, wątp![li]_w_ość, mam jedną nierozmnożoną i nie rozmrożoną, jak na razie, czy pytania, a raczej odpowiedzi na nie mają charakter pomocniczy? Czy wyznaczają linię demarkacyjną tekstu? Nie wiem, ale postaram się pogodzić, moje, osobiste za i przed- pytania, ości, z wymienionymi powyżej.

Banał, znaczy: Ba! Jako wykrzyknienie, now– sami wiecie… Czyli zacznijmy od początku… Na początku był chaos, a nie, przepraszam (Anie, i inne Zośki też), chaos nastał wtedy gdy wyłączyli… ele_kry_krytyczność. Psyt. Iskierka zgasła. Może jednak nie sięgajmy tak daleko, chociaż warto tam, gdzie kończy się z a s i ę g ,   n a s z e g o    w z r o k u. (O czym, za dłuższą chwilę). Na początku, a nie to potem… Pocić będzie mi się czcionka. Mam nadzieję, że nie łuszczyć, mogę się po łudzić, po udzie potrudzić, ujdzie. Albo tak będzie leżał! O.

Ad rem! Teraz już poważnie[j].

Zygmunt Bauman, wspomina w jednym ze swoich esejów*,  o tym jak najmłodsze pokolenie nie potrafi uczestniczyć, doświadczać własnej tożsamości wspomina o funkcjonującym już uzależnieniu od narzędzi elektronicznych, które już dawno takimi być przestały. Jednocześnie nie sceduje winy za zaistniały s t a n  r z e c z y (sic!), ów stan jest skupiony, znaczy stały, a Bauman na nikogo, nie wskazuje jako jako osoby odpowiedzialnej za zaistniały stan, bo przecież nie o to chodzi. To odpowiedź na potrzeby.

Pierwszą moją uwagą, i spostrzeżeniem moim jest:  pisząc o urządzeniach elektronicznych i ich pożytkowaniu, mówimy tak naprawdę, o    s a m o t n o ś c i.  A sięgając w głąb, o B y c i u  p r z y   Sobie, ze Sobą – czyli, tak naprawdę o dwóch różnych, ale jakże podobnych, zazębiających się, w pewnym obszarze, kwestiach. Nie chodzi o osamotnienie, o uciekanie, ale o sposób na znajdowanie, nie tylko wlanego ja, własnego ja, czyli takiego, które za takowe uznamy, które najpierw trzeba stworzyć, może zgubić, a na pewno utytłać w aktywnościach, nie głaskać  stanem stand by, podłączonego do ładowarki, czy do  wi- fi, a przynajmniej nie tylko takich.

To o czym pisze Bauman, jest do bólu oczywistym. Nie chcę iść w ten nurt rozważań,. Jeszcze jest przynajmniej jeden fakt, o którym zapominamy, żyjemy,w w czasie gdy nie dotyka nas wojna, głód, plagi – inaczej niż nasze Babcie i Dziadkowie. Czas pokoju ma także swoje prawa, obowiązki i wymagania.

Uwaga druga, ale mam poczucie, że ta, od której powinniśmy, powinnyśmy zacząć, ja powinnam,czyli pokolenie. Najmłodsze, jest już scyfryzowane, to które żyje trochę dłużej, jest pomiędzy rzeczywistością, a światem wirtualnym. Jakie są różnice, i podobieństwa, pomiędzy życiem  ludzi należących do pierwszej, i drugiej generacji, jakie konsekwencje wejścia i uczestniczenia w świecie technologicznym począwszy od okresu dzieciństwa, dowiemy się dopiero po kilkunastu latach badań. Niektóre z wniosków będą chybione– czy to ze względu na wynik, czy ze względu na postawienie pewnych kwestii-  a, że jednego czynnika nie sposób wyabstrahować, bo  istnieją także takie zmienne jak chociażby: płeć, sprawność, status społecznoekonomiczny, wykształcenie, doświadczenie religijności (w tym: ateizm, agnostycyzm), miejsce życia (miasto, wieś, zagranica, kraj ojczysty/ emigracja)  że na tych poprzestanę wyliczywszy tylko kilka. Trudno jest trafnie odpowiedzieć, na powyższe pytania, zwłaszcza, że w moim osobistym poczuciu są jeszcze takie, których brakuje, a które ja chciałabym poruszyć, choćby zaznaczyć, nie mówiąc (przepraszam: nie pisząc) o nadgryzieniu, zależności, oddziaływania, natężenie, środowisko, kultura. Tak dyskusja na temat relacji, zależności i jakości tychże to temat na nie jedną dyskusję, nie nie jest to usprawiedliwienie. Chociaż, jest niebezpieczeństwo utknięcia na mieliźnie.

James Slevin² pisze o tym, że Internet sprzyja zwiększaniu zdolności do komunikacji zarówno jednostronnej jak i dwustronnej. Te nowe warunki wymagają, aby jednostki i organizacje poszukiwały nowych możliwości tworzenia się międzyludzkich więzi i współpracy oraz aby tworzyły takie możliwości,które uprzednio były związane z podzielaniem tego samego terytorium. Jednakże przyjęcie tych wymagań ujawnia skomplikowane problemy będące nieodłączną częścią prób pobudzenia aktywnego zauważania i jedności w związkach społecznych, w których wiedza jest coraz bardziej niepewna i w których coraz bardziej brakuje jednoczesnych rozwiązań problemów.

Nowe problemy? A może kontynuacja starych? To nie zaskoczenie, wpływ technologii na życie społeczne również. Na nowo trzeba zdefiniować takie kwestie jak chociażby wspomniane usytuowanie w terytorium, tak piszę ponieważ, jest to wyrażenie szersze niż zajmowanie, które kojarzy mi się z miejscem, a więc czymś stacjonarnym.

Slewin wspomina o konieczności redefiniowania takich pojęć jak wspólnota. Pojęć i zrozumienia i postrzegania. A ja dodaję pytanie, czym jest wykluczenie – w tym przypadku- natury cyfrowej, osób starszych, z niepełnosprawnościami, o niskim dochodzie ekonomicznym, albo tych, którzy po prostu w taki sposób wybrali — (czy można dokonać samo-wykluczenia?)

Czy w komunikacji zapośredniczonej przez Internet — jak pisze autor → wspólnoty zapośredniczone zyskują na znaczeniu? Jaka jest hierarchia symbolicznych narzędzi jaką się posługują członkinie i członkowie owych wspólnot i jakie tworzą związki za pomocą tychże? Na potrzeby tego wpisu ograniczmy się tylko do tych pytań, albo ściślej rzecz ujmując do tego aspektu.

John Gage w książce pod tytułem Kolor i znaczenie pisze:  Może się wydawać rzeczą dziwną, że rozumienie zjawiska, które dla większości z nas stanowi elementarne doznanie zmysłowe, i które interesowało tak wielu komentatorów, z różnych punktów widzenia, dalekie jest od całościowego”. Kolor” jak głosi użyteczna standardowa definicja to atrybut doznań wzrokowych, które można opisać przez posiadane przezeń , poddające się oznaczeniu ilościowemu natężenia odcienia intensywności oraz jasności. Definicja ta wprowadza subiektywny element doznania wzrokowego i obiektywne, określone ilościowo bodźce owo doznanie wywołujące, a zarazem wyjaśnia dlaczego kolor jest zarówno sztuce jak i w nauce od tak długiego czasu przedmiotem badań i eksperymentów

Dlaczego przywołałam ten cytat, nie, nie jako argument, że wszystko można skomplikować, ale jako ilustrację, kolorowankę, :), że nie ma pytań, ani nieważnych, ani za bardzo zużytych, są za to te, co do których się zanadto przyzwyczailiśmy się, i nawet nie szukamy odpowiedzi, bo jesteśmy przekonani, że znajdują się w zasięgu wzroku,klawiatury…Te mogą wydawać nam się zanadto znajome, i nie budzące nowych skojarzeń, te śpią w najlepsze (i to nie z byle kim) zwłaszcza, że czcionka nie przeciera się «w internetach», nawet w najbardziej zużytych miejscach. Pytania znajome, czyli często powtarzane, usypiają naszą ciekawość. Nie? Można przyjrzeć się temu w ten sposób, zadając sobie następujące pytanie: Jak często poznajemy s t a r y c h przyjaciół

Powróćmy zatem do pytania/kwestii, którym zamknęliśmy poprzedni akapit. O istotę wykluczenia i redefiniowanie pojęć, które wydawały się ugruntowane. 

[Przepakowalnia, Grzegorz Turnau (muzyka śpiew), słowa: Michał Zabłocki, album: Fabryka Klamek,2011], Zupełnie nie znam się na branży telekomunikacyjnej, ale powiadają, że piosenka tegoż dotyczy… Także jest jak najbardziej adekwatne odnotowanie jej w tymże wpisie: komu znaczenie słowa: komu_ komu ta_ i ten tor?

Skoro wspólnota staje się pojęciem szerszym niż ta, której ramy wyznacza np wspólne terytorium, jakie cechy są dla niej konstytutywne? Język? A raczej języki? Jaka przyszłość palimpsestów?(Do tego aspektu odniosę się za chwilę, bo jak wiemy sprawa jest bardziej skomplikowana, niżby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka….) A może nie języki i umiejętne nimi władanie? Może erudycja? Ale to pytanie nie ostre, i bardzo uznaniowe, zagnieżdżone w kulturze kulturach, zależne od regionu zamieszkania, jeśli spojrzymy na kwestie erudycji z tej perspektywy, zobaczymy, że różne cechy, kulturowo, w różnych regionach świata są wspierane, wzmacniane i promowane, także [dane cechy] zależne są od różnych czynników. Następne pytanie brzmi: Czy wobec tego potrafimy zbudować akontynentalny ruch, nazwany wspólnotą?  Kiedy, gdzie i w jaki sposób się ona rodzi? Jakie relacje są znamienne? I czy można swobodnie przenosić relacje pomiędzy światami: wirtualnym i realnym? A może to błąd, i nie ma dwóch światów,tylko jest ten, noszący znamiona hybrydy? A może wszystko co powyższe nosi znamiona błędu/ błędów?

(***)

Stefan Garczyński* pisze: w rozmowach, które mają do czegoś doprowadzić, częstym błędem jest zapominanie, o tym ich celu. Chcemy pozyskać poparcie dla naszego projektu, lecz o to na przeszkodzie staje czyś inny projekt, i cóż,zamiast jak najlepiej przedstawić zalety naszego, z całą złośliwością, na jaką nas stać, atakujemy „konkurencję”. W rezultacie budzimy wrogość(…)Być może popełniliśmy błąd jeszcze wcześniej, błąd zaniedbania. (…) Jakbyśmy idąc na ryby myśleli tylko o przynęcie, o tym, co sami najbardziej lubimy. 

I tak: chciałabym zwrócić na kilka kwestii uwagę:

Po pierwsze: jak pamiętać o celu rozmowy prowadząc dyskusje internetowo i interaktywnie, jeśli używamy komunikatorów, które działają na podobnej zasadzie co telefony, to jest łatwiej- chociażby ze względu na fakt, że już przywykliśmy do korzystania z tych pierwszych,mamy już pewien zasób doświadczeń.

Po wtóre: Jeśli zaś piszemy, sprawa się komplikuje. Oczy_wiście „sama”, chociaż samo pismo jest starsze niż komórka, (nie mm na myśli, ani tej przydziałowej: szarej, ani tej na węgiel). Chodzi o to, że  o naszą uwagę walczą jeszcze inni nadawcy i inne nadawczynie komunikatów (no kto ma kilka okien otwartych w przeglądarce? A może jakieś radio? Prowadzenie rozmowy… ), a może sami/ same pozwalamy się zwieść? Jeśli n a p r a w d ę  nam zależy… (A nie tylko leży i kweiczy, kwiczy, – byle kwiczało tak cicho, żeby nie przeszkadzało w czytaniu). Może jest tak, że choć narzekamy na szum informacyjny i wielość zadań, to tak naprawdę mamy kłopot ze skupieniem się na wykonywaniu jednej rzeczy? Wykonywaniu jej w sposób rzetelny, sumienny, by nie napisać rzemieślniczy?

W jaki sposób budujemy relacje w świecie blogowym? W jaki sposób uzewnętrznia i uwewnętrznia się ona w  sytuacji komunikacyjnej? I jeszcze przynajmniej jedno pytanie: w jaki sposób jesteśmy zobligowani inwestować w nasze kompetencje dotyczące tych obszarów, czy taka sytuacja jak prowadzenie/ uczestniczenie w blogu (poprzez czytanie, komentowanie, zaniechanie komentowania), jest różna od rozmowy tete a tete?
Ograniczam się do blogu, ponieważ, a) nie sposób poruszyć wszystkich aspektów, i to jeszcze w poście, który, jak wiadomo, powinien być krótki, zwięzły i treściwy (powinien być?)

Po trzecie: W  j a k i    s p o s ó b  (a nie czy) poruszać kwestie uważane za trudne? W taki sposób by mieć wizję wspólnego celu? W internecie (ograniczmy się tylko do blogu), szybciej można porzucić sytuację komunikacyjną, (chociażby nie odpowiadając na komentarz) albo w ogóle nie być zauważonym, zauważoną (możemy przeczytać, ale nie skomentować), albo pisać tylko to, co będzie miało szansę być dobrze zrozumiane, co będzie oczekiwane. Osoby, które prowadzą blog w moim poczuciu coraz to częściej robią to w sposób powierzchowny, oczywiście, nie wszyscy, nie wszędzie i nie zawsze. A co z intencjami osób biorących udział w dyskusji? I próbami ich zrozumienia, włączenia, przypisania znaczeń, których nie było i nie ma w komunikacie etc.

Kolejnym aspektem jest wspieranie (bądź nie) danego systemu komunikacji, tak technicznie, społecznie (np przez system wychowania: umożliwienie osobom, których doświadczeniem życiowym jest doświadczenie niepełnosprawności np różne języki Osób Głuchych- i wspieranie tego, sztucznego, wymyślonego przez osoby sprawne, o czym się mało mówi, nomen omen- ale o tym za chwilę) jak i socjalizację do pełnienia ról komunikacyjnych. Zajmijmy się na chwilę tym drugim aspektem, chociaż wspomniane w tym aspekcie czynniki oddziaływają wzajemnie na siebie, nie same rzecz jasna, nie są wolnymi elektronami.

Lingwistka Deborah Tannen (…) twierdzi, że kobiety i mężczyźni tworzą różne „społeczności mówców”. Według Tannen kobiety i mężczyźni mają zarówno różne style, jak i cele komunikacji. Po prostu tak jak ludzie z odrębnych kultur mówią odmiennymi dialektami, tak kobiety i mężczyźni mówią, odmiennymi genderlrctami (…) Kobiety, jak utrzymuje Tannen, mówią „językiem intymności” i wzajemnych relacji, są też zorientowane na „słuchanie” takiego właśnie języka, dla mężczyzny jest istotny język statusu i niezależności. W rezultacie konwersacja między kobietą i mężczyzną przypomina często rozmowę między ludźmi pochodzących z odmiennych kultur, i przynosi podobne rezultaty (…)*
Dzisiaj odchodzi się już od tego paradygmatu, nie tylko wiedząc jak wiele jest czynników, które wpływają na kształtowanie zdolności komunikacyjnych człowieka, ale i widząc jego błędne założenia (paradygmatu, nie człowieka). Przytoczony cytat, to tylko jeden z wielu punktów widzenia, jedne z badań wskazują, że różnice są niewielkie (jeśli w ogóle są, nie mają biologicznego podłoża), nie chodzi o to, że kobiety są bardziej empatyczne, i uwewnętrznione, ale chodzi o s o c j a l i z a c j ę  do pełnienia ról w społeczeństwie, także ról komunikacyjnych. O czym wspominają i autor i autorka książki znaczenie ma wiele czynników: takich jak: Zarówno w odniesieniu do kobiet i do mężczyzn, style oraz wzory komunikacji są zdeterminowane przez wiele czynników sytuacyjnych, w tym również płeć osoby, do której się mówi, kontekst rozmowy, oraz widoczny status- zarówno tego, kto mówi, jak i tego kto słucha.

Inne badania wskazują, że pracownicy (i pracowniczki), których doświadczenie zawodowe związane jest z szeroko pojętą służbą zdrowia, do osób z niepełnosprawnościami, do osób starszych niepotrzebnie zwracają się w sposób bardziej głośny, używając nagminnie zdrobnień,  w treści rozmowy, często pozwalają sobie na zwracanie się „po imieniu”. Czy struktura porozumiewania się, jego sposób nie zostaje przeniesiona do sytuacji cyfrowej? Zmienia się tylko dekoracja? Nie, nie ma przełożenia zero jedynkowego, pewne aspekty są widoczne bardziej, pewne procesy jak skrótowość języka i niechlujne się nim posługiwanie zostają wzmocnione, ale dajemy się także ponieść pewnej ułudzie, wiele kwestii zostaje przeniesonych do rzeczywistości cyfrowej.

 Renzetti i Curran można zakończyć  wysnuwając wniosek: codzienną komunikację społeczną charakteryzuje nierówność dotycząca płci, odzwierciedlająca różnicę, w doświadczeniach życiowych mężczyzn i kobiet oraz posiadanym przez nich statusie społecznym i władzy. Chodzi tu np. o częstsze udzielanie głosu mężczyznom na konferencjach, czy spotkaniach biznesowych, ci mają więcej okazji nie tylko do wypowiadania się, do skupiania uwagi na tym co mówią, ale również do trenowania wypowiedzi w sytuacjach publicznych (5). Czy zatem wszystko się zmienia? Czy stereotypy są wzmacniane przez technologię, przecież tą tworzą ludzie? Czy środki techniczne i technologiczne mogą pomóc w wyrównaniu szans komunikacyjnych? Jeśli tak, to w jakim zakresie? Czy w świetle tego, co napisane zostało powyżej relacje przez zawierane i podtrzymywane za pomocą Internetu są powierzchowne, bo np. ukierunkowane są na osiągnięcie różnych celów komunikacyjnych? Np zdobycie popularności, a nie zawiązania i rozwijania długiej relacji?

Z innej strony: może po prostu mylimy głębokość relacji i ich jakość od ukierunkowania na cel. Czy cele odbiorczyń i odbiorców komunikatów musi być/ jest taki sam? Mieszają się dwie kwestie, a ponieważ są w jakiś sposób związane, przenikają się wzajemnie, to łatwo potraktować je w sposób synonimiczny, czy symbiotyczny.

Faktem jest, że postrzeganie stereotypowo ról (chociażby poprzez takie trzy czynniki jak: płeć, wiek, czy stan zdrowia, pochodzenie) jest społecznie szkodliwe, ponieważ trzyma osoby w ryzach stereotypów (kobiety muszą mówić cichym tonem, być grzeczne i nie okazywać złości. Mężczyźni, ci prawdziwi oczywiście nie płaczą i płacą za to wysoką cenę). Chodzi o to by mieć wybór, w jaki sposób chcemy by z nami rozmawiano i jak chcemy rozmawiać, w jaki sposób ćwiczymy swoje umiejętności komunikacyjne, i czy robimy to (w jakim stopniu) w świadomy sposób. Możemy się nie zgadzać z powyższym wnioskiem, możemy go negować, możemy nie wiedzieć, że w ten sposób także patrzy się na aspekt komunikacji międzyludzkiej.

Warto w sposób świadomy podchodzić (podchodzić (sic!)) do komunikacji, ale sama nie tylko robiłam (i robię) błendy, ale generalnie przez długi czas nie zwracałam na ten aspekt uwagi, najmniejszej. Wartość słowa. Wspominam o tym, nie dlatego, by wzbudzić dyskusję, pokazać argumenty, czy też opowiedzieć się po któreś ze stron, chodzi mi o to, że kwestia komunikacji jest bardziej skomplikowana niż się przyjęło rozważać. Nie chodzi o to, co jest wrodzone, co przyjęte, a co narzucone kulturowo. Przecież podróżując i chcąc funkcjonować poza granicami Polski, w niepoznanym kulturowo kraju napotykamy przeszkody, takie, o których nawet nie zdawałyśmy i nie zdawaliśmy sobie sprawy. To co odczytujemy za „miejsca wspólne” takimi, po przyjrzeniu się bliżej nie są (wskutek posługiwania się odmiennymi kodami kulturowymi- np znaczenie przypisywane gestom). Chodzi o mnogość czynników i warunków. Mówiąc o sposobie komunikacji, często jako metaforę przyjmuje się górę lodową, której tylko czubek widać nad powierzchnią wody, wiele czynników nie jest nie tyle niedostrzegalnych, co niewidocznych. Komunikacja nie odbywa się zatem w kierunkach góra ↑ dół↓ czy też  w poziomie ↔ z różnym oznaczeniem wektorów, ale równocześnie w różnych.  Niech ten akapit, ze spojrzeniem na występowanie różnic, będzie wstępem do następnego…Idźmy głębiej.

Pokaż mi swój język, a powiem Ci…

Powiem Ci jeśli będę mieć szansę na to, że się wzajemnie usłyszymy i zrozumiemy. Internet to nie jest środowisko w różnym aspekcie nie równościowe, jak byś się czuł/a nie mogąc się porozumieć, np gdybyś stracił/a wzrok i nie miała specjalistycznego oprzyrządowania służącego do tego, by móc „p r z e g l ą d a ć” strony www? Jakby nie móc stawić sobie kontrastu strony? Jak będziesz się czuł/a będąc osobą w podeszłym wieku, gdy ręce będą ociężałe, mniej sprawne nie będziesz trafiała w te klawisze, które chcesz? Jak w końcu będziesz się czuł/a będąc osobą Głuchą, która jest zobligowana posługiwać się nie tylko językiem migowym sztucznie wymyślonym przez osoby słyszące, a Twój język naturalny migowy, byłby – tak jak to się dzieje- deprecjonowany. Przecież dla Osób Głuchych język polski, jego gramatyka, znaczenie jest językiem obcym, jeśli utrata słuchu nastąpiła w dzieciństwie.

Czy wiesz, że w językach mówionych taki wyraz jak mama jest skonstruowany tak samo w wielu językach? M specyficznie się wymmmawia, dzieci ucząc się gaworzenia na głosce ma,a mimo to, nabywanie języka rodzimego, jest dla nas trudne, a co jeśli kultura, w której żyjemy, sprawia, że nie jesteśmy u siebie? Co jeśli nie budujemy świata, który byłby sprawiedliwy? Nie, nie ma jednego języka migowego. Tak jeden podział przebiega w ten sposób, że są języki naturalne, stworzone przez Osoby Głuche, i języki  migowe sztuczne.

Są jeszcze języki narodowe. Przecież, my jako „Ogólnie Pojęta Ludzkość”, nie mówimy jednym językiem, (choć zdarza się, że przemawiamy jednym głosem). Dopiero w latach 70 ub. wieku narodził się Izraelski Język Migowy. Jeszcze jest jeden aspekt poza narzuceniem języka Sztucznego (Sztucznie Stworzony Migowy) do niedawna zabraniano osobom niedosłyszącym i niesłyszącym…. Migać.

Jeśli w języku migowym/ w językach migowych „środkiem transportowym znaczenia”jest gest, jego struktura i powtarzalność, mimikę to jakie znaczenie ma przestrzeń, w której one funkcjonują? Jeśli język polski jest językiem obcym, to w jaki sposób sprawić, bez cienia paternalistycznego podejścia, by zmienić tę sytuację, także w Internecie. W językach migowych czasowniki odmieniają się przez przestrzeń i ruch. Co wiemy o językach fonicznych? A o ich relacjach? A osoby posługujące się brajlem? Pierwszy tom przygód o małym czarodzieju z Hogwartu to cztery tomy, a to jedynie, w polskim tłumaczeniu, w druku dla osób widzących 250 stron. Jak przedstawić obraz Vermeera, albo opisać, koncepcje niebieskiego koloru, osobie, która nie wie, co to są barwy, ale chce jako kobieta/ mężczyzna wyglądać w przyszłości modnie? No, tak. Dla przykładu. Sytuacji jest wiele, i mają odniesienie do funkcjonowania w przestrzeni wirtualnej, nie chodzi tylko o aspekt niedostosowania tejże, albo socjalizacji, osób których doświadczeniem jest niepełnosprawność i osób, które takiego doświadczenia nie mają, i np czują lęk przed spotkaniem, funkcjonowaniem i uczeniem się społecznym, także jeśli chodzi o więzi społeczne. Łatwo popaść w ton, Internet ułatwia, ale to nie do końca prawda… Co i w jakim zakresie? Jeśli w ogóle? Które z barier przenosimy do rzeczywistości cyfrowej?

Co z przeniesieniem relacji, z widoczną perspektywą, partycypacją w rzeczywistości, obojętnie czy mówimy o Internecie czy nie.Czy sytuacja musi być zero – jedynkowa?

   W Moich córkach krowach, jest taka scena, jedna z lepszych, kiedy to sparaliżowana matka chce coś powiedzieć córce, rusza ustami, ale nie może nic powiedzieć, ta jej nie potrafi zrozumieć. A Hawking, gdyby nie był sławnym naukowcem, czy ktoś skonstruowałby dla niego syntezator mowy? Czy musiałby się porozumiewać inną metodą, tracąc czas, więcej czasu, dlaczego jego czas ma być mniej cenny, dlaczego ma go marnować na wykonanie z wysiłkiem czynności, których wykonanie można by było usprawnić? Za pytaniem: Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? Może warto zadać  następne: W jaki sposób warunkujemy swoje zaangażowanie w komunikację? W perspektywie kulturowej i osobistej. Mikro i makro. Na podorędziu mamy wiele wytłumaczeń, a to np takie:że język brajla został wdrożony dopiero (czy aby na pewno dopiero, jest adekwatnym słowem?)

W 1829 roku, jeśli chodzi o sytuację w Polsce to ślady posługiwania za pomocą brajla  datuje się na 1834 roku zaczął funkcjonować, pierwszą książę w tym języku w naszym (?) kraju. Kogo to jest kraj? Pięknych, młodych, atrakcyjnych, no tak, tyle, że wszyscy na tym tracimy, społecznie, przekłada się to na sytuację ekonomiczną i zadowolenie z życia, tak społecznego jak i w perspektywie osobistej.

[Lubię mówić z Tobą, Akurat, źródło].

Jeśli Ktosia lub Ktoś liczył/a na odpowiedzi, w tym tekście, to cóż… Chociaż… ad vocem liczenia, i tu nie tylko na siebie, ale też na innych, zarówno matematyka jak i metafora (meta_for[a]- nie nie zapętliłam się) są odrębnymi językami. Pojawia się więcej pytań, i więcej pytań, i więcej pytań… Tak, przede wszystkim moim celem jest zasygnalzowanie wielości i wielowarstwowości zagadnienia/ zagadnień.

Już Arystoteles twierdził, że w języku zawarta jest władza i wiedza o świecie, pomijając ten istotny fakt, a raczej tylko go sygnalizując, co z innymi kwestiami zawartymi w języku, np dostępności do (zrozumienia, posiadania) języka grup społecznych, sprawnego nim władania, to warunkuje nasze uczestnictwo w rzeczywistości. Co z językiem medycznym, albo/ i  takim aspektem jak błędy jatrogenne?

Dalej, w jaki sposób obcowanie z nowymi i nie nowymi technologiami wpływa na nasz język, na konstruowanie rzeczywistości na postrzeganie „bezczasowego czasu” i jak związana z tym jest strefa wpływów? Ufff. To pytanie także sygnalizuję, nie mam ambicji poruszenia, (a jednak się kręci!) wszelkich i wszystkich aspektów komunikacji, nie o wszystkich wiem. Nie sądzę, że by to było miejsce ku temu.Wiesz dlaczego zaczęłam przyglądać się tematowi z perspektywy języka? Ot, chociażby fakt…

Wiesz co zdarzyło się dziewiętnastego września 1982 roku o godzinie 11.44? Nie nie siedziałam na werandzie z kubkiem w ręce i nie patrzyłam na zegarek jednym okiem, a drugim na kalendarz. Scott Elliot Fahlman zmienił świat, wyposażając użytkowniczki i użytkowników sieci Internet w możliwość wyrażania emocji za pomocą dwóch emodikonek tak, tych: za pomocą kresek i kromek znaczy, kresek i kropek.  🙂 i 😦 . Tak, dokładnie. Były różne koncepcje, ale ta, się przyjęła.

Piktogramy i ideogramy to także języki, a znaki drogowe? A oznaczenie ubrań na metkach? A idiomy? A umiejętność uczenia i nauczenia się języków obcych? Albo nieumiejętność? A ma te i inna tyka, czyli języki nauk ścisłych. A może powinniśmy uzgodnić omówić(sic!) o jakiej komunikacji mówimy? A ku kulturze i inne turze języka, dbałość o poprawne wysławianie się, zastosowanie gier o gier, słomianych, znaczy słownych. Do słownych? A inteligencja? A właśnie! A dostrzeżenie tego« w internetach?»Ach, a ilość, czy jakość, wyrazistość,ość czy miałkość. A    e r u d y c j a ? Czy w internecie, w przestrzeni blogowej, jest potrzebna albo przydatna? Ułatwia, utrudnia? Dodaje atrakcyjności, czy wprost przycienienie, a może budzi kompleksy, (kompleks wypoczynkowy. „Budzi się we mnie zwierzę… Coś czuję, że to leniwiec”. Gdzie mogę spocząć, by odpocząć. Nie wiecznie, ale komfortowo i bezpiecznie?). Czego wymaga, nie leniwiec, a erudykcja (słowo stworzone na własny użytek)? Jeśli wymaga? Kto może być nazwany erudytką, erudytą? A właśnie- kończąc jeszcze trzy kwestie pokrótce:

Pierwsza: funkcjonowanie neologizmów w internecie? Co daje? Jakich umiejętności wymaga od nadawcy/nadawczyni komunikatu i odbiorcy/ odbiorczyni.

Druga: czy to źle, że słowa giną?

[Kampania społeczna, Ojczysty- dodaj do ulubionych, źródło].

 Trzecia: A co z mową nienawiści? Nie, z – jak to się teraz eufemistycznie nazywa hejtem, ale z mową nienawiści?

Zakończenie. Wcale nie tak, mi się wydawało, gdy pisałam ten tekst.

Każde z zadanych pytań:

  1. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi?
  2. Czy faktycznie zubaża, a może właśnie wzbogaca?
  3. Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? 
  4. Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem?

Może być podstawą osobnego wpisu i to nie jednego. Może  i to śmiało. I co więcej nie należało by poprzestać na tychże, są jak to często bywa punktem wyjścia (do dyskusji), albo punktem wejścia w nowe obszary, poza językowe. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi? Trzeba by było uzgodnić co mamy na myśli mówiąc wpływa, i co- w tej chwili rozumiemy przez wirtualny świat? Czy jest to gra interaktywna, podobno mają powstać takie książki, wspomagane elektroniką, przy których czytaniu będziemy przeżywali takie emocje jak wybrany bohater/ bohaterka… Czy to, co dla tzw. średniego pokolenia jest światem wirtualnym i światem realnym, wymaga rozróżnienia? W moim poczuciu wymaga. Oczywiście, że istnieje świat realny i wirtualny. Jestem ciekawa, czy z perspektywy lat spędzanie czasu przy komputerze, nie nie spowszednieje i jakie tego będą konsekwencje? Kiedy powstanie ruch, który będzie chciał żyć bez korzystania z Internetu,  czy i w jakim stopniu będzie to możliwe?

Czy uczestnictwo zubaża, czy wzbogaca? Po pierwsze: a co uważasz za wzbogacające? A co, za zubażające? Czy wiedza jest wzbogacająca? Czy wręcz przeciwnie? Czy jest bogactwem? Czy myślenie rzeczywiście nie boli? I co z jego skutkami później zrobić? Nie nie będę pisała, że to  pytanie (pierwsze) z cyklu: Do czego służy młotek? Jeśli wydaje Ci się proste, ze względu na oczywistość motka i młotka, to cóż, z mojej perspektywy, z którą (oczywiście) nie musisz się zgadzać, której nie musisz podzielać, jesteś w błędzie. Nie jest to błąd gramatyczny.Nie jest to szczeniacko niegrzeczna od, ot grzywka, odzywka.  Kiedyś popełnię tekst o młotku…:) Bo na motku (i władaniu nim) się nie znam  kompletnie i niekompletnie, niestety, ale prawda jest i taka, że nigdy nie byłam d o ś ć wytrwała by posiąść tę umiejętność… I została tylko ość. Pytania skonstruowane ogólnie, co -oczywiście – nie umniejsza ich wartości. Mam pytanie ilustrujące tę kwestię: Oglądam obraz Vermeera, np Ważącą perły, czy jeśli jestem historyczką/ historykiem sztuki, moja wiedza, czyni mój zachwyt bardziej wartościowym, od człowieka, który tej wiedzy nie posiada? A co z ukierunkowaniem mojej uwagi. Anna Chęćka -Gotkowicz, wspomina o  roli niewinności w słuchaniu muzyki, tej niewinności, którą człowiek posiadający doświadczenie kształcenia w szkole muzycznej,  m u s i  odzyskać.

Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne? A czy relacje realne są realnie głębokie i takie być muszą? Czy to zależy od jakości i sposobu funkcjonowania? Jaki cel jest takich relacji? Czy jest on uzgodniony z osobami pozostającymi w tychże? Przyjęło się sądzić, że to co mamy w zasięgu ręki, czyli nasze relacje w domu, pracy, w szkole, są – cóż powinny być [?] głębokie, a te zawierane poza tymi, które takimi nie są, nie wiem, czy są, czy nie są? Czy mają stworzone przez nas warunki by się rozwinąć, by je rozwijać? Pytania, podane przez Ciebie Renyu są dość ogólne. Co sprawia mi kłopot w udzieleniu odpowiedzi, zwłaszcza, że ta nie jest jedyna, a ja nie posiadam patentu na wyłączność.

I wreszcie ostatnie pytanie:

Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem? Już Helena Majdaniec (a zapewne nie tylko ona) wiedziała,  i wyśpiewała, że:

[Jutro będzie dobry dzień, Helena Majdaniec, 1963 rok, źródło].

A tak na poważniejsza nutę. Moim zdaniem nie. Swoją drogą, ciekawe kiedy będziemy mogły i mogli porozumiewać się z robotami, na takim poziomie logicznego porozumiewania się jak z ludźmi, ten czas nadchodzi… I podchodzi, czy to się komuś podoba, czy nie. Miało być o relacjach, a było o relacjach w aspekcie językowym, kulturowym. I to ledwie zaznaczone. Mam takie poczucie, że temat ledwie co, został dotknięty, muśnięty. Odkładając na dowolnie wybrany bo(o)k wszystko, co do tej pory zostało napisane, może temat warto by było potraktować z innej strony, bo to mogłaby być tylko warstwa wierzchnia? Warstwy wierzchnie są ważne, bo cóż robimy gdy zranimy się w palec? A jak funkcjonować bez skóry? Ona jest naszym największym narządem…

Jeśli nie język to co?

Dziękuję za uwagę, wytrwałość, i zaproszenie do zabawy.

[fragment programu pt. Wielka Gra, dotyczący chyba Bacha, Brahmsaźródło]. Tak, tak  to ad vocem, poradziłam sobie z odpowiedzią? Nie wątpię, że nie wyczerpałam tematu (nie miałam takich ambicji), ale czy wyczerpałam Czytaczki i Czytaczy, czy… ? Może nie? Może jakieś kropki, toczka w toczkę, znaczy kroplówki? Kofeina? Kawa, duża? Z mleczkiem? A może czekoladkę?

Aha jeszcze bym zapomniała, ale faux pas, bym popełniła, od tego powinnam była zacząć… No to jeszcze raz… Od początku: Chcę zaprosić kolejne osoby (a co niech też pomęczą czcionkę) i wymyślić tematy:

Te i tamte maty:

Te było mi trudno wymyślić. Chyba trudniej niż napisać ten wpis. O wiele trudniej. Generalnie skupiłam się na tym by próbować odpowiedzieć. Czy pytać, jak inne osoby o pkb, pkp, czy kolej gen_der? Hmm, ten blog nie bierze udziału we wszelakich dyskusjach nie tylko politycznych, bo tak wybrałam. O czym już wielokrotnie pisałam.  Świadomie też nie poruszam innych tematów, takich jak zdrowy styl życia, Wiara/ religia, wyszywanie., gotowanie… O tym też pisałam.

Nie wiem, czy mają być to zagadnienia związane z wprowadzeniem bloga? Czy zup, (a nie o zupach też nie będę pisać- żadnej gastronomii) czy zupełnie inne.

Chciałabym, by było to miejsce spotkania się i merytorycznej dyskusji,zarówno ten blog, jak i temat, który zaproponuję. Pytać o: dziesięć najważniejszych książek, albo zdarzeń, które stały się przyczynkiem Zmiany Osobistej? Po pierwsze, gdybym sama miała wymienić dziesięć ważnych dla mnie tytułów, to nie potrafiłabym tego zrobić…

To może zaproponuję dwa tematy:

Temat nr 1

Gdybym spotkał/a siebie taką jaką jestem, z bagażem lat i doświadczeń, z sobą gdy miałam/ miałem lat dwadzieścia, jakich rad i jakich lekcji bym sobie udzielił/a, jak wcielił/a bym je w życie, jakie zmiany wprowadził/a a co zostawiłabym niezmienione? Dlaczego? Na czym by one polegały?

Temat nr 2.

Moje pięć nawyków, które wprowadziłam/ wprowadziłem  czyniąc moje życie bardziej efektywnym? Na czym one polegały i jak to zrobiłem/ zrobiłam?

Dziękuję. I zapraszam:

Liter tura na te[n]_mat Literatura:

  1. 44 listy ze świata płynnej ponowoczesności, Z. Bauman, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2011r
  2. J.Slevin[ (2000) The Internet and forms of Human Association, [w;] The Internet and Society, Cambridge, Polity Press, s.90-177 tłumaczenie: Marta Juza. Dla poliskich czytelniczek i czytelników artykuł pt: Internet i formy związków ludzkich, [w:] Socjologia codzienności,pod red. P. Sztompki i M. Boguni -Borowskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków, 2008, s593;
  3. Kolor i znaczenie. Sztuka, nauka i symbolika, J. Gage, przekład Joanna Holzman, Anna Żakiewicz, Univeritas, Kraków, 2010 s. 11.
  4. O prowadzeniu rozmowy, S. Garczyński, Wydawnictwo Warta 1977, s. 28;
  5. Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, C. M.Renzetti, D. J. Curran, Wyd. PWN, Warszawa 2005 s.200-201;

213.O szwach, podeszwach, podszeptach, i podpatrywaniach, gubieniach i trwaniach. Chodzi o to, by na Brzeg Świata dotrzeć piecho[tą].

      Zazwyczaj po kolacji najpierw zmywam naczynia, a dopiero potem siadam, by napić się ze wszystkimi herbaty. Pewnego wieczoru Jim chciał mnie wyręczyć, więc powiedziałem: „Dobrze, ale jeśli chcesz zmywać, musisz wiedzieć jak to się robi”. Jim się obruszył. „Nie żartuj! Myślisz, że nie wiem, jak zmywa się naczynia?”Odparłem: ” Są dwa sposoby zmywania. Pierwszy  —to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi sposób: zmywanie dla zmywania.

[Cud uważności. Zen w sztuce codziennego życia prosty podręcznik medytacji, Thich Nnat Hanh, przełożyła  Grażyna Draheim, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa, 2008,   s.17-18].

      W  języku hebrajskim istneje litera, na temat, której powstają traktaty historiozoficzne,  filozoficzne, legendy dudnią poprzez wieki przetartymi głoskami i głosami, łuszczy się czcionka w niejednej tonacji atramentu i argumentu (tudzież piksel łaskawie zaświeci). Liter tura, to nie zawsze, i nie często (nawet) literatura. Nie będziemy jednej, jak i drugiej- kłopotać. Nadgryzać i kosztować. Nie będzie nas to nic kosztować.  Nie będziemy ich zużywać i nadużywać by przedstawiać (o zgrozo), i przestawiać choćby w zarysie jej historii. 

Litera, o której wspomniałam to  alef.

Nikt już nie pamięta jej dźwięku,  nie potrafi wymówić, a jednak skrzy się w meta pamięci. 

Problem istnieje, nie ze względu na skomplikowaną artykulację, jak można by przypuszczać, ale: z jednej strony: problem ten tkwi (jak zwykle) w szczególe:   a ten we skazaniu   na dźwięk,   z drugiej strony:  nie wiadomo jak nadgryźć kwestię ze względu na swą Prostotę, tę przez wiekie Pro.  I jeszcze, to Alef nie jest znakiem, albo przedstawieniem dźwięku, tak jak zwykło się to rozumieć. To rodzaj niemego wsparcia dla samogłosek, które współwystępują w jej towarzystwie.

Paradoks. Para i doks. (doks =doc). Para– wspomnienie kropli wody, dok[s]- fonetyczne zapożyczenie z angielskiego, plus chwilowa słowotwórczość?(*skojarzenie z dokumentem). A więc wspomnienie tego, co było… Zestawienie kilku rzeczywistości nadgryzających się wzajemnie. Albo para jako dwoistość, po_mnożenie, albo nadmnożenie… Przemożne żonglowanie znaczeniem. Znamieniem słowa, sumieniem rozumienia, mienia, mania, posiadania. Znania, kosztowania, używania. Bycia, tycia, doznawania. Pssssyt. Iskierka  g a s ł a, gusła,  gasła,  gusta…. zgasła.

Jednocześnie można powiedzieć, a nawet napisać (sic!) wcale nie minąwszy się z prawdą, że to najważniejsza z liter w hebrajskim alfabecie. Ostrość nieobecności, nieobecność niedogodności…

A stroniąc od metafor i neologizmów można powiedzieć, że to raczej takie przyłapanie go na gorącym, ba, wrzącym uczynku, dźwięku gdy  ten zaczyna dziać się w gardle. Spinoza wspominał o otwarciu się dźwięku w gardle.  Dlaczego wspominam o alef, dając jednocześnie na początek wpisu cytat o [nie] zmywaniu naczyń? Z kilku względów. Wglądów i wyglądów, też.

Po pierwsze, chcę zwrócić uwagę na ciekawą i wielowątkową historię tej litery.

Po wtóre- chcę musnąć nie oczywistości, i delikatności.  I podszewki zastanowienia. Niezależnie od tematu, przewodniego, i podwodnego, znaczy,zmywanego, zmywalnego, doświadczanego, czy tylko dotkniętego, muśniętego, tego i tamtego. Niezależnie czy jesteśmy w „tu” i „teraz”, czy „tam” i w  „potem”.

[***]

   To zastanowienie, prowadzi nas, albo prowadzimy siebie przez świat zastanowieniem ku kwestiom, które stawały pewnością w prze(-)ł y k u i oku. A po podejrzeniu i przejrzeniu, i przyjrzeniu się, już takie nie są. Jeśli zaś gra idzie o delikatnć to piszę się o niej w kontekście zwrócenia (nie tak jak się zwraca resztę, ale tak jak się daje i przyjmuje, ale nie tak jak się przejmuje, (czyli albo zanadto, albo bez namysłu. Jakiegokolwiek, gdziekolwiek i jakkolwiek, czyli równowaga).

Podejmuję więc temat delikatności także w kontekście zwrócenia :  s z c z e g ó l n e j  uwagi na kwestie, te, lub inne. Kto postuluje bycie delikatnym na co dzień? Wobec kogo? No i koniecznie m u s i  istnieć p o w ó d (nie chodzi o stronę procesową, ale o bycie w procesie [psychologiczny]).  Nie chodzi też o stapianie po wodzie, po wód kres. I nie chodzi o koniec rautu…

A delikatność b e z  okazji?

Co wzmacnia alef? Niewidoczna, a jednak pierwsza? Nie, nie taka znów niedostrzegalna,nie przeźroczysta, i -bynajmniej, nie stojąca na uboczu. 

K w e s t i a    d e l i k a t n o ś c i , nie w aspekcie s e n s u a l n o ś c i. Tylko głębiej, nie po wierzchu, nawet nie po wierzchołku. I nie (tylko) wobec osób, które postrzegane są (ogólnie- lub w danej sytuacji) jako wrażliwsze, słabsze? I — pytania nadprogramowe- gdzie znajduje się źródło siły? Czy okazywanie komuś delikatności może być środkiem do ustalenia hierarchii, narzędziem nacisku (ucisku)? Czy, wtedy (jeśli to nadal możliwe) jest to nadal delikatność? Czy z niej pozostają tylko ości, które stają w gardle? Czy wszystko można złapać, doświadczyć, przeżyć, dotknąć… Chociażby najnajnajdelikatniej? Czy potrafisz wziąć  w opuszki palców parę, jaki ma ona wtedy kształt? Czy alef nadal istnieje? I czym jest zmywanie naczyń?

[***]

       Jest jednym z tych Artystów, którzy umeblowali moją wrażliwość, dodawał swoje komentarze, wobec wymagań, które należy stawiać wykonawczyniom i wykonawcom, ale przecież nie tylko im, ogólnie uczestniczkom i uczestnikom kultur(y) niezależnie w jakiej roli występują i z jakich perspektyw doświadczają oglądu rzeczywistości. Jego twórczością pod i na_siąkałam po woli i powoli. Stopniowo.  Niespieszną konsekwencją. Dziwnie (czyli jak? Nieprzystająco, czy niekonsekwentnie? Czy może mętnie?)  to z a b r z m i, (sic!) ale co tam, (i tu też) pewności delikatności z jaką wszedł  ze swoimi propozycjami momentami była wstrząsająca, zabawna i  kojąca. Przykład zatem jak najbardziej na miejscu, swoim. Przecież to nie rozchwiane, niezdecydowane wibrato ale wsłuchanie się i Odkrycie tego co i w j a k i  sposób robi pozwoliło mi sięgnąć myślą, uczynkiem i (za)słuchaniem Dalej.I było mi bliżej. I ciężej i lżej. Jak w tyciu. Jak w życiu. Nie chodzi o efekt jojo, tylko o pewną gramatykę i gramaturę gramatyki rzeczywistości.

[Popołudnie, Michał Bajor, z trzeciego albumu].

}***{

     Myślę,  że to co mnie przekonuje  to kwestia smaku, inteligencji, i humoru, tego szukam również w sztuce,kul_turze  i w wśród innych tur i tam i nie tylko par_(czworokątów)[t]y_  (i innych tur) tur. Na umór? W mol, czy w dur? I bez i ze zwątpieniem, to mi zostało. Stało i leżało i gimnastykowało się przez lata. Gimnastykowało bo ruch, jak wiadomo — to zdrowie. Podobno.

Usprawiedliwienie (by nie podejmować trudu dyskusji) jest jedno, niepodzielne i zużyte do granic niemożliwości i nasuwa i zsuwa się samo (w skutek wy_tartych krawędzi czcionki): de gustibus non est disputandum. A pytam: dlaczego?  Nie, nie przepraszam,  i nie przepraszam, ale wciąż pytam. Pytam: dlaczego nie? Chodzi o dysku[r]sję a nie dyskredytowanie. Chodzi o pokazanie, by ktoś/ia mógł (lub mogła) dostrzec, zapoznać, posmakować. Przychodzi mi na myśl, przekład i przykład (nie bez związku, a ze związkiem, takie to o to ro-związki, podwiązki…). Ad rem! W odmianie ram, dam,  na razie.

Wiem, że nasiąknęliśmy wespół zespół  gramatyką, grawitacją i dydaktyką Bagnetu na broń, ale to zwodnicze i zasadniczo ugruntowane. Władeczek oprócz tego, że  rósł jadł rosół w niedzielne i inne dzielne popołudnia, chował się pod wielkim czarnym fortepianem by uniknąć żmudnie smędzonych, spędzanych godzin które miał spożytkować na  ćwiczenie gam, by kiedyś tam, czyli w odległej przyszłości mógł powiedzieć: „gram”. I nie było by to granie na nerwach, ani na strefach erogennych… Wizje występów solowych (mono_gram, ale nie dramatycznych: mono_dram) miała Babka, ale mieć przestała. Z czasem.

      Władeczek, pełen młodzieńczej egzaltacji, mężniał konsekwentnie, raz wyraźniej, a raz mętniej. Rósł i wzrastał środowisku kobiet, przez nie wychowywany (antenaci linii męskiej bardzo szybko zmarli). Biografowie i biografki pewnie napiszą jeszcze jak środowisko w którym został wychowany wpłynęło na jego przyszłość, ale dziś nie o tym.

Gdy powstały Legiony Władysław Broniewski, bo o nim mowa, uciekł walczyć, co ważne przebył drogę z Płocka (zabór rosyjski) obrzucany prawie że kamieniami, wcześniej pisał egzaltowane wiersze, wydawał gazetkę szkolną do której pod różnymi pseudonimami tworzył by zapełnić szpalty (Młodzi idą) nie dorósł jeszcze do wojny (jeśli kto/sia może kiedykolwiek dorosnąć), a już HISteoria i historia krzyknęła: „Baczność” i Władeczek z gorącym sercem nie bacząc na niesprawiedliwość i inne ości, pognał na pole nie jednej bitwy, i nie jednej wojny.   Brał udział w  Polsko- Bolszewickiej (tak, tak) — cóż niewygodny i nie godny był to fakt dla władz przyszłych, będą taić ten fakt, ale on od taje, tak jak i nastaną inne rzeczywistości by ukazać, choć przez mgnienie, rzeczy oczywistości, w innym świetle, i na odmiennym tle.

Tym, a raczej tamtym czasem, to on Broniewski (wy)rzuca rzeczywistość żakowską po trzech miesiącach, i rusza w bój. Dostaje Virtuti Militari i cztery Krzyże Walecznych, prawie dwudziestopięcioletni kapitan doskonały w walce, nie sprawdza się wśród raportów za biurkiem, ubrudzony, utrudzony i przestraszony wojenną rzeczywistością wychodzi do zewnętrznego świata, ale nie światła,  poeta z pokolenia Skamandrytów, wskutek tego co przeżył, nie przystaje do perspektywy jaką włada Książę Poezji . Jego ówczesne wiersze naznacza wojskowy dryl i rym i rytm. To w wojsku próbował zabić, a raczej zapić ból, to  zaczyna się jego choroba alkoholowa.

Zrzuca mundur, wraca na studia. Kocha na akord. Ba, uwodzi na akord. I czerpie garściami ze zmysłowych doświadczeń. W swoim diariuszu opisuje zarówno kochanki, kontakty z kobietami świadczącymi usługi seksualne, i choroby STD i STI, na które cierpiał. Wszystko z aptekarską dokładnością, nie przepisywał co prawda, jak Iwaszkiewicz swojego dziennika, lecz notował co do joty.

Gdy był w związku narzeczeńskim z pierwszą (liczebnik wskazuje, więc, że nie ostatnią) żoną pochwalił się, czy też podzielił się wiadomością, że będzie miał dziecko, z inną, i że ona ta przypadkowo poznana, kobieta, nie chce tego dziecka usunąć, a on, przecież ma się żenić, przecież nie wie co zrobić, i jak rozwiązać ów konflikt…

Broniewski zaczytuje się też tym, co pisał Majakowski, (mieli okazję się poznać później, jego fascynacja ostygła). Jego stosunek do władz był niejednoznaczny, i przekłamywany niejednokrotnie. Jak widać skutecznie. Cierpiał w więzieniach sowieckich, o czym się nie mówiło, nie wspomniawszy o pisaniu.Znana i powtarzana do bólu jest anegdota, o tym, jak odmówił napisania nowego hymnu Polski, o tym co wyśpiewywał będąc na rautach (i na rauszu) znane są jego rozmowy z Ireną Krzywicką, chociaż – tak, to prawda, znane od niedawna. Gdyż był to,  w powszechnej świadomości, poeta jednoznaczny, jakże krzywdząca to opinia.

Nie chodzi o to, żeby wspomnieć, iż  pomagał ludziom, a czynił to  bez względu na przekonania polityczne, społeczne, czy jakiekolwiek inne, chodzi o to, że zawładnęła pamięcią o nim władza PRLu,  a to człowiek o, jakże się mówi brzydko- wyższościowo, fascynującej biografii. Człowiek zagmatwany… Czy spełniony? Nie wiem, czy doceniony? Z pewnością nie. I jako człowiek, i jako Artysta. Nie we wszystkim można się z nim zgadzać lecz poprzestając na tym, co zwykło się nam mówić, lat temu kilkanaście, pozostaje — przede wszystkim- ze szkodą dla nas. In presja? In pasja? Nie, już nie. Każda osoba, czytająca ten blog, albo wręcz przeciwnie, głaszcząca tylko litery wzrokiem, albo jeszcze  bardziej przeciwnie, nie czytająca go wcale, czy też z niezgody, czy z niewiedzy, że istnieje (i ma się dobrze) potrafi się uczyć i potrafi się nauczyć. I gromadzić i zużywać i dzielić nie tylko skórę na niedźwiedziu, ale i się wiedzą.

Impresja— ledwie wspominam, o tym i owym, o pożegnaniach, opłakiwaniach, powrotach, zmartwychwstaniach (chociażby jego drugiej miłości, miłości Wielkiej, o której myślał, że  zmarła, wydana na porzarcie Historii, w najczarniejszej i najbardziej okrutnej wersji — w obozie zagłady, to dla niej porzucił emigrację, to ją już opłakał i z nią się pożegnał gdy schorowana śmiertelnie wróciła do kraju, to on płacił rachunki za jej pobyty w szwajcarskich prewentoriach, to jemu historia wystawiła słony rachunek, zacierając przydziałową biografię, przycinając ją do czasu przeszłego). Nie wspominam o tragicznej śmierci Córki Bzdurki, wtedy to utracił sens życia (miał epizod ubezwłasnowolnienia, i odosobnienia, co pozwoliło mu na przeżycie jeszcze kilku miesięcy). Zmarł na raka krtani. Straszna to śmierć.

Gdy o tym piszę, przypomina mi się fakt, jak Kafka, cierpiący z tego samego powodu błagał by lekarz wstrzykiwał mu morfinę prosto w tchawice (tchawica to rodzaj umięśnionej rurki), by pozwolił mu odejść, że jest w takim stanie,że zazdrości roślinom deszczu, samodzielności i samaku wody… Straszna śmierć. Głodowa. Gdy nie można wymówić, wyszeptać, wypowiedzieć słowa, gdy z tych słów utkane było życie, a nawet gdyby nie to przecież, żadna różnica,  umysł pozostaje jasny i świadomy, ciało odchodzi, ukazując swoją władzę i niewładność.  Ość. Dość.

Władysław (władca sław[y]?) Broniewski zawłaszczony przez jedną z narracji, jest bardzo skrzywdzonym, gdy w kontekście biograficznym  odczytamy wiersz Bar pod zdechłym psem,  w sugestywnym wykonaniu Michała Bajora staje się nie tylko  fantastycznie opowiedzianym momentem, sceną rodzajową, ale i wstrząsającą hist[e]orią. Dlatego, ten przykład i przekład jest na miejscu, w kontekście wpisu uzasadnionym. Kto(sia) by podejrzewał(a) Broniewskiego o taki wiersz, słysząc po raz pierwszy to wykonanie nie wdając się    w   s  z c z e g ó ł y?

[Bar pod zdechłym psem, Michał Bajor, muzyka: Włodzimierz Korcz, słowa: Władysław Broniewski].

Podobnie jak ma to się z autorem Ulissesa, w Dublinie. Gdyby przyjrzeć się trójce: Broniewski, Kafka, Joyce punktów, jeśli nie wspólnych to stycznych, jest więcej, niźli statystycznych (tych wynikających ze wspólnej profesji) chociaż jednej, ale zatrzymajmy się chwilę przy kawce (dużej, czarnej, mocnej, ciepłej w zmrożonej filiżance), wróć, Kafce. I będzie to  chwila dłuższa...

 W Pradze jest ponoć wiele produktów, sygnowanych jego imieniem i nazwiskiem. Chociaż on, chadzał utartymi szlakami, podróż z miejsca pracy do domu, albo na odwrót zajmowała mu nie więcej niż kwadrans. Czy mamy szansę dziś zrozumieć Franciszka? Dla niego to już nic nie zmieni, a dla nas? Urzędniczo podporządkowana rzeczywistość? Tak, bez wątpienia. Ale to: „tak, bez wątpienia” to takie szkolne przyklepane, ugłaskane i uformowane rozumienie, nie podważone niczym wcześniej, nietchem,  i innym tchem o Nietzschem innym razem, co nie znaczy, że dziś jest o niczym...

Ad rem! Franciszek Kafka nie był urzędnikiem niespełnionym, poranionym i piszącym w czasie pracy, marznącym (być może) marzącym (czasami) ale nie karmiącym się mrzonkami i snami. Sprzedano nam nieszczęśliwy, niespełniony obraz urzędnika, który zapragnął być pisarzem, a my, bez mrugnięcia okiem, czy też szkiełkiem i okiem, czując i wierząc kupiliśmy to bez dwóch zdań (zwątpienia)[* zwątp + pienie – pienie ros. śpiewanie. Zwątpienie- wykonywanie pieśni na część zwątpienia 🙂 )]. A jak to zwykle bywa, sprawa ma się inaczej, niż jesteśmy do tegoż przyzwyczajone i przyzwyczajeni. I przyczajeni nie w tej rzeczy oczywistości. Po tej długiej introdukcji, zmierzam do celu. Spróbujmy ten obraz uzupełnić, przynajmniej jego fragment. (Bez smętku i sentymentu, tam, czy tu).

Anegdota, podczas gdy Franz czytał swoim przyjaciołom swoją najgłośniejszą powieść (a ściślej rzecz ujmując, to co miało nią się stać) autentycznie płakał ze śmiechu, i nie był to płacz rzewny.  Nie tylko sugestywnie pisał, ale mógłby, w przyszłym życiu, zostać aktorem. Gęstość mroku, jego intensywność zdumiewa jeśli spojrzymy na to, co rzeczywiście było. (Tak jak w przypadku Broniewskiego).

Człowiek,pochodzący z bogatego domu, w którym mówiło się po niemiecku. Człowiek, który ubóstwiał towarzystwo, potrafił się nie tylko w nim odnaleźć, ale przewodzić, bywał w najlepszych klubach, uwielbiał teatr, sztukę, kawiarnie, ciekawy był koncertów, potrafił ponoć grać na fortepianie. Bon vivant? Z ciekawością poszukiwał swoich tożsamości. Nie zupełnie. Wychowywany przez surowego, ba despotycznego ojca (patrz, charakter starszego Witkiewicza) w otoczeniu trzech starszych sióstr, które go kochały ponad życie (zginęły w obozach koncentracyjnych). Zwłaszcza najmłodsza z tegoż grona. Wspominając o dzieciństwie pisarza, należy nadmienić, o dosyć bolesnym fakcie, który nie usprawiedliwia, bynajmniej, postępowania Hermanna, dwóch jego  synów, którzy wcześniej przyszli na świat, rozstali się z nim zbyt młodo, nie poznawszy Franza. Zmarli we wczesnym dzieciństwie. Franz Kafka doświadczył zimnego chowu, nie mógł się poskarżyć, że coś go boli, albo, że czegoś się boi- raz, w takiej sytuacji, ojciec zamknął go na balkonie, w nocy, z kategorycznym nakazem, uspokojenia swoich emocji, miał go wpuścić ponownie do domu, jeśli ten się uspokoi. Gdy Franz dorośnie napisze list do ojca, który będzie dla niego swoistą formą autoterapii, psychoterapii, jeszcze przed nastaniem Freuda*. Ojciec nie rozumiał nie tylko świata, który należał wyłącznie do Franza, ale ubliżał i konfratrom, i stosował opresyjne nakazy i zakazy. Max Brod(przyjaciel, wykonawca testamentu pisarza, który się sprzeniewierzył jego woli, nie spalił jego dzieł, nie tylko je wydał, nadając tytuły, ale także niektórych z nich próbował— na szczęście bez powodzenia- zmienić treść) ten oto Max, napominał rodziców, że ich postępowanie, pcha Franza w ramiona śmierci. A zważywszy na fakt, że dom rodzinny, opuścił przeżywszy niespełna cztery dekady. I to z  powodu wielkiej miłości, wcześniej utrzymywał znajomości korespondencyjne, przynajmniej z kobietami, a poza Felicją, z którą był zaręczony— otaczał się kobietami o silnym charakterze. Znane są jego listy, a raczej ich część- te, których nie zdążył spalić, albo których nie skonfiskowało Gestapo. (Związki z nimi to temat fascynujący, wystarczy nadmienić z imienia i nazwiska: Milena Jesenská, Felicja Bauer, Dora Diamant.Nietuzinkowe postaci). A może to jest tak, że nie bez znaczenia, była postępująca (w tempie galopującym) choroba, i przeczucie skończoności? Owa skończoność towarzyszyła mu od dzieciństwa, nie (tylko) dlatego, że zmarło dwóch braci, ale także dlatego, że sam był słabego zdrowia, i zmuszony był korzystać z usług prewentoriów. 

Tego nie wiemy, przynajmniej, na pewno. Człowiek, który miał przepowiedzieć holokaust, ale go — na szczęście— nie doświadczył, i tak jego twórczość i osoba, kojarzona jest ze smolistym, nieprzeniknionym i nieuniknionym mrokiem. Krok za krokiem. Szukanie i znalezienie pod podszewką, pod poduszką, i pod powieką.

  

          Bo chodzi o to, by na Brzeg Świata dotrzeć piechotą, tą by się zetrzeć i radośnie zestarzeć. Problem w tym, że w patrzeniu i spostrzeganiu nie rzadko nie dostrzegamy szwów. I by to, w końcu, móc uczynić, potrzebny jest trening. A to wiążę się z mozołem, z poświęceniem czasu, i z błądzeniem, czyli nie rzadko z kwestiami niewygodnymi, których chcemy uniknąć.  Podeszwy się zdzierają, mokną, może i buty uciskają, podszeptom, nie zawsze można (za) i przed- wierzyć, tym z nich, które dotrą do naszych uszu(i nie zetrą się w szum).  Czasami przyjdzie nam się zgubić (wiedzę- tak jak nie potrafimy złożyć w całość tej dotyczącej alef, nie potrafimy rozróżnić, co legendą, mitem, a co podaniem naukowym, czasami przyjdzie nam zgubić Siebie) zatracić, zmarszczyć, zniesmaczyć, zadowolić fast foodem pewności, i nim sycić. A zmywanie naczyń, cóż, coraz częściej używa się jednorazówek, tak jak coraz to częściej nie naprawia się rzeczy(-), tylko [oczy]()wistością jest nabywanie nowych, czystych, nietłukących…

Jest jeszcze trwanie, lecz by nie było to fałszywie rozumiane, by nie pruło się, nie zacierało i nie przechodziło gładko, i niezauważalnie w wegetowanie, ale to już zależy  w równej mierze i od Ciebie i ode mnie. Tutaj nie potrzeba wielkich snów i słów.  A tam, gdzie są niezbędne Wielkie Kwantyfikatory, jeszcze bardziej konieczne są czyny. Działanie. Byle nie korozja, nie rdza i zaniechanie chęci, gdy inspiruje, a nie tylko nęci.

[W lesie, Michał Bajor, album: Twarze w lustrach, 2002, tutaj z albumu koncertowego :Michał Bajor 30/30 Największe przeboje,Agencja Artystyczna MTJ,2005].

i się nie stało… Nic? Czy aby: na pewno? A jeśli już to czy potrafisz je wziąć  w opuszki palców, jak wspomnianą parę?

*Freud i kobiety to także temat, na kozetkę, tak samo jak jego traumy z dzieciństwa, gdy był szykanowany ze względu na pochodzenie, jak i zasobność (a raczej) nie zasobność portfela. Innym tematem były jego eksperymenty ze środkami zmieniającymi świadomość, i to przez całe życie. Austriak zmarł na nowotwór jamy ustnej.

211. Ups, za, za, „za” i „po”. No nic. Trudno. Zapomniałam… (Jaki był tytuł wpisu?)… Ktos(ia) pamięta? Nie?

Czy to konieczne? – pyta Eurydyka. Hermes uśmiecha się i milczy. Idą. A ciemność rozstępuje się przed nimi. i zaraz na powrót zamyka. Tak kroczą przez niezliczone bramy.

— Czy to naprawdę konieczne? – pyta Eurydyka — Orfeusz jest stary – mówi- więc niedługo będę z nim żyła.

Z a p o m i n a m zupełnie z jakich ziół robi się napar, który leczy jego obolałe od śpiewu gardło. Co znaczy wstawanie o świcie, i czego chce mężczyzna, kiedy dotyka mego brzucha.

— Wszystko sobie p r z y p o m n i s z – mówi łagodnie i bez przekonania Hermes.

[Król mrówek. Prywatna mitologia. Zrekonstruować próbował, i przypisami opatrzył Ryszard Krynicki, Kraków, Wydawnictwo a5, s.8- wyróżnienie własne].

Są.Smaki, zapachy, przebłyski, które (za)mieszkują  przeszłość(i). I   t y l k o   tam wyznaczają wektor swojej obecności. A może tylko w takowym s t ę ż e n i u wytężenia proporcji przez nią zawłaszczane?

Gdy się wzdłużamy, a już na pewno gdy wyrastamy z młodzieńczych fascynacji, marzeń, i złudzeń (o! Zwłaszcza tych ostatnich) one wychyną na powierzchnie naszych rzeczywistości coraz rzadziej, a się mylę? Może dzieje się  tak samo, tylko mniej śmielej? Nie rychlej? Trzeba je wypchnąć, leciutko pociągnąć za  paluch u nogi, by przekroczyły ledwie widoczną, przykurzoną kreskę, tą, która wyznacza granicę, pogmerać, rozprostować myśli, pogimnastykować słowa, pogłaskać zastanowienia, spojrzeć inaczej, uczyć się wymagać od siebie...

Tego nie wiem.

J e s  z c z e. [To słowo: albo daje nadzieje, albo… odwleka (nawleka?) nieuchronne wypadki].

     Przychodzi do mnie w różnych okolicznościach przyrody i takowych dekoracjach. Chyba, od zawsze traktowałam go jako opis procesu zakochania, czy/i trwania miłości,  uczucia większego, trwałego, choć zmiennego w swej naturze.  Próbę,  i to udaną, uchwycenia na gorącym, ba na wrzącym uczynku procesu, d z i a n i a   s i ę.    A teraz p r z y c h o d z i (nie powiem, że nie ma nikogo w domu, skoro przyszedł, to go wpuszczę, a zatem) przchodzi czas, gdy okazuje się, że nie wszystkie piosenki są o miłości. [Wiersz Ewy Lipskiej pt. Krótka bajka, bo o nim piszę, został  opatrzony muzyką i wyśpiewany]. 

Bardzo Dobrą twórczość poznawałam po tym, że można było ją odczytywać z wielu perspektyw, patrzeć nań z wielu płaszczyzn, a ona tylko zyskiwała, choć czas, robił to co jedynie potrafi i to najlepiej,  upływał. Ale i dodawał znaczeń, wystawiał na próby, i postarzał rysy twarzy.  

Okazało (ukazało:) się, że jest to wiersz o naturze, a przede wszystkim o procesie (procesach):  widzenia, patrzenia i spostrzegania.

Są takie wiersze Ewy Lipskiej, które zatrzymywały mnie od razu. W mgnieniu. 

Gdy go usłyszałam  powrócił ten i tamten smak, zapach, u c z u c i e. Jakie? A no,  nie wszystko możemy zdefiniować od razu. Przyciąć, wyciąć, ująć, uformować,  w słowa, które mają swoją gramaturę, gramnaturę, znaczy gramatykę. 

To trochę jak z atomem.  

Nie wiadomo jak wygląda, ale już Człowiek go rozbił, rozebrał na czynniki pierwsze, drugie i kolej – (na inne) -ne. Aby uzyskać obraz atomu naukowcznie i naukowcy używają najnowszych mikroskopów, za pomocą których można [w y] c z u ć, ale nie zobaczyć. [(Prędzej można baczyć, czyli: mieć na uwadze, ale można też zboczyć- chociażby z wytyczonej drogi. Nie nie, idźmy tą drogą)]. To tak jakbyś zbliżył/a dłoń do ekranu telewizora na minimalną odległość, tak by jednak go nie dotknąć.  C z u c i e. Przeczucie.  Mgnienie. Przypominanie pamięci. Podróż na obrzeża map.

T a  m,    c z y l i    D a l e j. 

[Przykład]:Zanim dziecko nauczy się mówić, długo przed tym faktem, odbywa tak niebywałą podróż, o której jeszcze nie wiele wiemy. Zanim wyda odgłosy chociażby przypominające ludzką mowę. Gdy już, już, zbliża się do momentu w którym zaczyna tworzyć rozpoznawalne słowa, ma w asortymencie swoich zachowań takie możliwości artykulacji, o którym fizjologom, filozofom, a zwłaszcza lingwistkom  się nie śliniło,  śniło, a nawet gdyby, to no cóż — aliści ten sen nigdy się nie ziści.

Badał i opisał tę kwestię Roman Jacobson, zauważył on bardzo ,że dziecko które już gaworzy może zgromadzić takie możliwości artykulacyjne, których nigdy nie znajdziemy w jednym, ani w grupie języków. I taką sytuację umiejscowioną w czasie określił rozkwitem gaworzenia. W tym  momencie możliwości językowe człowieka są n i e o g r a n i c z o n e.

Między gaworzeniem, a pierwszymi słowami u dziecka nie nie istnieje wyraźne przejście, dla laiczki, czy laika sytuacja jest płynna. Gdy dziecko przechodzi do fazy przedjęzkowej do pojawienia się pierwszych słów traci niemal całą zdolność tworzenia dźwięków. Gdyby przyjrzeć się sytuacji bliżej wygląda to (w wielkim skrócie) tak Człowiek jest zanurzony w danej kulturze (także językowej), zatem zaczyna posługiwać się konkretnym językiem. Nie potrzebuje wszystkich spółgłosek, samogłosek. Zatem dziecko zostaje ukierunkowane. To co niepotrzebne, zaczyna zanikać. Człowiek pewnych dźwięków nie będzie w stanie wymówić już nigdy. (Zatem argument stosowany przez osoby namawiające nas do nauki języków, które są dla nas obce, że to tak dziecinnie proste, że nawet szkrab nauczy się płynnie władać gramatyką, słownictwem, że przecież każda osoba uczyła się swojego macierzystego języka kiedyś… Jest nietrafiony, ale marketingowo skuteczny. Chociaż, oczywiście, autorka jest za tym by zacieśniać znajomości lingwistyczne. I nabywać zdolność posługiwania się językami już nie obcymi. Granice naszego świata, są granicami języka jak mawiał austriacki filozof— Ludwig Wittgenstein). Wiele dźwięków wspólnych dla gaworzenia i mowy, którą posługują się dorośli ludzie również zanika, i dopiero w t e d y  to zaczyna się faza nabywania języka. Dlaczego o tym wspominam?

Z dwóch powodów:

Pierwszy: już nadmieniłam, kwestia nabywania i posługiwania się czymś tak oczywistym jak język rodzimy, jest bardziej skomplikowany (i piękny) niż nam się próbuje to przedstawiać chociażby przy okazji namawiania do różnego rodzaju działań w kontekście naszych zdolności lingwistycznych, a w zasadzie ich rozwinięcia— nie czas by to opisać (ale można wspomnieć). Niejako przy okazji. Philip Zimbardo mówi o tym, że nauka ta ma charakter stricte kontekstualny. Innymi słowy, dziecko zwraca uwagę na kontrasty (fonemy– to najmniejsze jednostki znaczeniowe języka) między dźwiękami. I tu, napiszę o czymś o czym, często zapominamy (sic!) jako osoby słyszące. W przypadku języków migowych —tak, tak istnieje wiele języków migowych* — dziecko zwraca uwagę na kontrasty w pozycji rąk.

[Zapominam, Michał Bajor, Michał Bajor 30/30 Największe przeboje,Agencja Artystyczna MTJ,2005].

Drugim powodem jest kwestia zapominania, by wydobyć coś z indywidualnej, czy zbiorowej,  pamięci najpierw trzeba puścić to w n i e p a m i ę ć  Nabywanie języka, o czym piał Jacobson, jest możliwe dzięki (niedocenianemu) akcie zapominania, swoistej dziecięcej amnezji, o której pisze, dotyczy ona nie języka sensu stricte, ale nieograniczonej zdolności artykulacji.

Oczywiście sam akt przypominania sobie, nie wieloaspektowy. W psychologii znany jest chociażby problem fałszywych wspomnieńZaczynając pisać ów  tekst, przywołałam kwestię zapominania (przypominania)  w innym (nomen omen- lub odwrotnie 🙂 )kontekście. Obie sytuacje  n i e są w swej naturze symetryczne: Zapominanie i przypominanie, lecz istnieje  pewien obszar wspólny.

By coś wyciągnąć, trzeba włożyć. By mieć przeszłość, trzeba zużywać życie, ale tak, by czynić to w sposób świadomy  (Tu jest haczyk, nie jeden czy to z  resz, czy bez reszT[y]).  By mieć wspomnienia należy gimnastykować teraźniejszość. (Wiąże się to także [ale nie tylko] z wychodzeniem ze strefy komfortu, ale: nie strefy bezpieczeństwa). I z szeregiem innych konieczności. Kolokwializm? Być może? (Czy: może być? różnicuje, bo oba pytania odnoszą się do dwóch różnych kwestii) A co, jeśli zapomnimy? Albo nigdy nie pamiętaliśmy?Albo nie zdążyliśmy się nauczyć? Albo nie wiemy j a k? Albo nie możemy? Niezależnie od wątpliwci i pytań: łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

[***]

Już Henry Murray przed II Wojną Światową, 1938 roku, pisał o potrzebie osiągnięć.  Nasilenie jej u każdej osoby ma odmienny poziom. Kolejnym badaczem, który zdecydował się kontynuować temat był David McClelland to on, wraz ze swoimi współ- pracownikami (i) -pracowniczkami piętnaście lat później opracował narzędzie, które pozwoliło na określenie natężenia tej potrzeby, a następnie zbadano związki pomiędzy siłą motywacji do osiągnięć w różnych społeczeństwach i warunkami, które wspierały tę motywację, co prowadziło do rezultatów (w kontekście osiągnięć w środowisku pracy). Co ciekawe,  osoby o wysokim współczynniku [n Ach] n i e k o n i e c z n i e (albo nie zawsze) są chętne by ciężej pracować,  gdy oceniają zadanie jako trudne  szybko rezygnują. Akcent, czy też różnica,  leży w innym obszarze, osoby te charakteryzują się wysokim poziomem potrzeby wydajności. Ot!

Porzucając kwestie uwarunkowań i oddziaływań psychologicznych, wspomniałam również o tym, że ważna jest zarówno umiejętność: widzenia, patrzenia,  i spostrzegania. Specjalnie je rozgraniczyłam. Nie, nie będę pisała o różnicach i zakresach pojęciowych, nie nadmienię też o związkach i oddziaływaniach jakie zachodzą pomiędzy tymi trzema aspektami. Posłużę się przykładem.  Obraz, który mam na myśli kiedy trafił do Kolekcji Królewskiej, a stało się tak dwieście pięćdziesiąt cztery lat temu,  został przypisany innemu malarzowi, co dziwne bo Frans van Mieris the Elder (Starszy) nie żył w tym samym czasie co Johannes…

Lekcja Muzyki (Dama przy wirginale w towarzystwie mężczyzny), 1662-1664 olej/płótno Londyn, Buckingham Palace, Royal Collection, Jan Vermeer van Delft
[Lekcja Muzyki (Dama przy wirginale w towarzystwie mężczyzny), 1662-1664 olej/płótno Londyn, Buckingham Palace, Royal Collection, Jan Vermeer van Delft [źródło zdjęcia].

Vermeer. Nim spostrzeżono omyłkę minęło sto lat (Cóż to względem wieczności?). Tak, tak, wiem obrazy łączy tytuł. I tylko on. Narracje przedstawione są zupełnie innymi historiami.

Patrząc na pracownię malarską, to w niej scena się rozgrywa (choć na początku możemy nie zdawać sobie z tego spawy) nie sposób nie znaleźć punktów wspólnych, wystarczy położyć wzrok na oknach i podłodze, by wiedzieć, że to sprawka Vermeera… Pomijając  wspomnienie sytuacji przypisania autorstwa, z jednoczesnym jego pozbawieniem, obraz jest ciekawy z jeszcze co najmniej jednego powodu. Cóż widzimy w lustrze? Krawędzie sztalugi, czyli obserwator jest obecny również t e r a z, nie jest nim osoba stojąca przed płótnem (ba nie tylko ona- czy to będziesz, Ty, czy ja, czy ktoś jeszcze inny), pierwszeństwo ma malarz. To j e g o spojrzenie, jego perspektywa.(O czym zdajemy się nazbyt chętnie zapominać). Napomnienie znajdujemy (gdzieżby indziej?): w lustrze. To tam, ujawnia  się niedyskrecja, czy też: ambicja (lepiej brzmi?) fragment sztalugi. Ślad zaledwie, ale to wystarczy.

Po trzecie: pokrywa klawesynu przesunięta lekko ku stronie prawej, po lewej nie sięga krawędzi klawiatury (co ma znaczenie: kompozycyjnej matematyki, wiwat prawo optyki). Po czwarte: zwróć proszę uwagę na usytuowanie postaci kobiecej, z punktu mechaniki, (wspomnianej zaledwie przed chwilą) optyki, po prostu jest niemożliwe by jednocześnie  mieć głowę skierowaną ku rzędzie klawiszy i przechyloną ku towarzyszowi, pierwsza wersja obrazu była zgoda z tym, co ukazuje lustro. Czy malarz z a p o m n i a ł  o tym co przedstawione, a w konsekwencji, przestawione  lustrze?

 

 

PS. O czym j e s t powyższy tekst?

Nie, nie jest to pytanie, z cyklu „ulubionych”, szkolnych:. co autorka miała na myśli. Gdy autorka się na myśli, (co nastąpi, byle nie na odcisk- chociażby czcionki) to autorka  powie… A raczej, biorąc pod wzgląd dekoracje, i inne inne gramy okoliczności przyrody: napisze. Słowo daje. Jak zawsze (i zresztą, i bez reszty). Słowo (i znaczenie).