[562].(Kapuściany) głąb.

To nie cytat z zeszytu Złotych myśli, ani głów ściętych, śniętych zdjętych ze ściany plakatów czy ściętych z murów, czy plakatówkami wymalowanymi na asfalcie… Pytam Siebie, gdzie jesteś? Gdzie teraz jesteś? Co rezonuje, co otwiera, co zamyka. A co umyka? Psyt. Pstryk. I jest już zadziergnięte w pamięci ściegiem, by pamiętać, żeby pamiętać, swoim tempem, czy biegiem.

nie mam na myśli wielkich decyzji, chociaż oczywiście takie także się zdarzają-ba, wzmacniane jest w nas przekonanie, że każda, ale to dosłownie k a ż d a jest tą Najważniejszą. Wystarczy zobaczyć, czy też posłuchać pierwszej z brzegu reklamy, a mam wrażenie, że jesteśmy traktowane i traktowani jako słupy ogłoszeniowe dla produktów. Niemniej. Nie więcej. Zatrzymuję się teraz. Decyduję w spokoju, w pokoju, wypić sobie kawę z dodatkiem cynamonu, kardamonu i miodu łyk po łyku masować przełyk ciepłym płynem i muzyką. Odkładając swoje myśli na brzeg nadziei, nie żeby się nadziać na Kant, tak tu sobie szepcząc, czy nawet wymieniając ze sobą wespół zespół spół i tak sobie Gadammmer tak między sobą, znaczeniem nasiąkać po woli przeleciał szmer szmer szur szur zdań sznur, czy nadziewać znakomite kąski przekąski znaczeń, nie żeby się karmić, czy spodziewać, że spożywać leczyć leczem tyle, że jeść, jeść treść, a nie ją spożywać, odżywiać, nie- odżywać. Odzywać i Odpoczywać. Zamykam oczy przyprószam przepuszczam, przypuszczam, przymykam uszy, i przywołuję wędrówki czasu i przestrzeni. Pejzaż wsiąka w pory skóry, zmierzchem rosy rysując na jej powierzchni zmarszczki lat, oddech dat. I kubkiem w ręku łatam świat. Poznaję języki i tony tony znaczeń przerzucam, w których do Siebie, Ciebie, do Niego i do Niej mówię i rozmawiam, w których śpię i śpiewam swoje milczenia- wielokropki i dopowiedzenia. Znam i nie znam. Mam i macam. Trącę, i trę, stracę. Odkręcam. Odklejam. I odwrotnie. Tnę i sklejam. Dłubię, znajduję i gubię: głębię, kubek i stułbię. Kalejdoskop, stetoskop. i mikroskop. Światła struna i ciemności snop. Co rezonuje, co otwiera, co zamyka. A co umyka? Psyt. Pstryk.

Żeby zrozumieć trzeba sięgnąć nie tyle po głąb, lecz w głąb. Choćby patrząc na kapuściany brak czupryny, albo jeszcze głębiej niż głęboko i dalej niż daleko. Najpierw były bakterie. Potem, długo, długo potem, ewolucji walizkotelefonów w proste organizmy wielokomórkowe, i nie mam na myśli sieci spięć, spięć na pięć gie i podłączone do tego gadające (czasami z sensem, czasami bez) głowy, lecz sieci nerwowe u takich zwierząt jak krążkopławy i stułbie, kto o tym w myśli sobie dłubie w neurlonaliach starzając absurdawalia czy realia, a może i ustrzelić coś pomiędzy, nie żeby byty mnożyć ponad potrzebę (co to, to nie).

Dopiero potem był człowiek, długo długo potem niż nastał wyż. To co nazywamy zwykle (czasami z nutką pogardy, niezrozumienia, a i zacięcia psychologizującego) rutynowym zachowaniem ma długą historie, i ciągnie się przez eony lat. Jest instrumentem, z którego filharmonik, czy filharmoniczka potrafi wydobyć gamę dźwięków, tony, półtony, pauzy, półpauzy, naszkicować koloryt, który przenika znaczenia, zmęczenia, znużenia i dotyka piękna. Surowego piękna, które przenika to co pierwotne i buduje to- co kulturowe. Co buduje i co wznosi i przenika na wskroś, tę nutę, to coś. Nie jakieś tam drewno. Owo zachowanie to pewnego rodzaju melodia wpleciona w bieg dziejów, dat, i znaczeń, którą ten i ów starał się ułożyć po swojemu. Przykład? Proszę bardzo:

Scheda po Arystotelesie jest, i ma się dobrze, czas się jej nie ima, ma na imię: Hierarchia. Nazwał ją co prawda, inaczej, bo scala naturae drabiną natury, lub drabiną bytów. Uporządkując organizmy od najmniej do najbardziej złożonych i tak na szczycie stał lub siedział zasapany przedstawiciel (tak przedstawiciel- wiwat grecka demokracja) homo spaię sssss. Uff, ale się zaspał, jak nie jadł (ach te greckie uczty!) i nie spał(ach ten wypoczynek po greckich ucztach!). I taki podział obowiązywał aż do połowy XIX wieku, a przynajmniej do tego czasu odbijał się czkawką dziejów. Oczywiście, że były i przemiany, np. chrześcijańscy teologowie zaproponowali kryterium porządku wedle tego co określali doskonałością rozumianą jako sposób zbliżenia się do absolutu. W wielkim łańcuchu bytu byliśmy znów na czubeczku. W XIX wieku spacerologie po świecie rozpoczęli panowie dwaj [w tym przypadku: Alfred (Russel Wallace) i Charles (Darwin)]. I tak drabina stała się drzewem, nie, nie odwrotnie, drzewo nie z drewna, o pokaźnych, potężnych, wielu, wielu rozgałęzieniach. U podstawy pnia znajduje się to, co Karol nazwał formą pierwotną. Wspominam o tym nie dlatego by wzbudzić dyskusje światopoglądowe, ale chociażby dlatego, że prawdopodobnie lubimy o sobie myśleć jako o tych, którzy/ które zasiadają najwyżej chociaż z różnych powodów takie możemy mieć zachcianki, czy to będzie obraz zaczerpnięty z Ksiąg, czy to będzie ukoronowanie humanistycznych Idei, przekonań wedle których mamy najbardziej złożony mózg, więc myśli i odczuć. Potrafimy docenić muzyczny geniusz Bacha, i z rozrzewnieniem rozróżnić madrygał od mandarynki, w mgnieniu oka, także tego znajdującego się w rosole. Wspominam też dlatego, że pięknie potrafimy nazwy mnożyć, ale i żyć pod kreską także… I utonąć w zalewie nazw, których nawet nie pamiętamy, nabywać wiedzę, która nie jest nam potrzebna i sączyć jej znaczenia podskórnie, chociaż to pieśń przeszłości. Ad vocem!*

Historia naszego gatunku jest ledwie zielonym pędem, a może tylko zapowiedzią zieloności listka, w ogromnym drzewie życia, jego korzenie nadal są odżywiane, a ono rośnie, chociaż cierpliwie. Przeżyje i Ciebie i Mnie. Minie. Miniemy. My (Wy Oni, tak to umaczana gramatyka z deklinacją w trzeciej klasie szkoły powszechnej) My które i którzy od najdawniejszych czasów chcemy skategoryzować naturę. Tacy Grecy nazywali to dzieleniem natury na członki. Czy też mniej poetycko: krojeniem natury w stawach, czyli, że co? Podjęcie działania sprzecznego z naturą?no-men omen- wtrącenie swojego szkiełka i oka? Szkiełka nie biodegradowalnego. To nawiązanie do Platona (Fajdros) i słów przypisanych Sokratesowi: A znowu tak móc ciąć, dzielić na formy, na członki, jak urosły, i nie próbować łamać żadnej części jak to lichy kucharz robi. To Grecy wprowadzili podział na rośliny, zwierzęta i ludzi. Zdolności przyporządkowane zostały do trzech wyodrębnionych rodzajów dusz, rośliny miały wegetatywną, bydlęta bo tak, z polotem, Arystoteles określał zwierzęta posiadały tę zmysłową, a ludzie-a jakże!- rozumną. W XVI wieku też Karol (Linneusz) poprawił filozofa z Grecji i zaproponował własną taksonomię. Nie tylko wyróżnił rośliny, zwierzęta (w tym ludzi) i… Minerały, ale także on stworzył system oparty na…-A jakże- hierarchii grupy były w coraz to większych kategoriach znaczeniowych. Od niego wywodzi się popularny system klasyfikacji organizmów w obrębie królestw ale i podzielone na kolejne jednostki mianowicie na: typ, gromadę, rząd, rodzinę, rodzaj i gatunek, tak tłoczone nam w szkole na lekcjach biologii. Już wiemy komu podziękować.

W siedemnastym stuleciu wyodrębniono drobnoustroje. Ernst Haeckel nazwał je pierwszymi czyli protistami i dokleił Prostita do Plantae. I tak powstały trzy królestwa. W ubiegłym stuleciu okazało się, że niektóre z drobnoustrojów posiadają jajko niespodziewankę, wróć jądro komórkowe, w którym wyodrębnione jest DNA, a inne są go pozbawione. (zarówno jądra jak i DNA, to ostatnie jest rozproszone w całej komórce). I tak roszad kolej dalsza, takie organizmy jednokomórkowej jak ameba, czy -przywołany już wcześniej -pantofelek które posiadają jądro ostały się w królestwie Prostista, a organizmy bez niego, takie jak wspomniane wcześniej bakterie przyporządkowano do królestwa Monera, które podzielono na dwie grupy bakterie (bacteria) i archeony (Aechaebacteria). Później dodano jeszcze grzyby i drożdże (Fungi). Organizmy, które nie mają jądra takie jak archeony nazywane są prokationtami, a te, które jednak je posiadają eukriotami (protisty, rośliny, grzyby, zwierzęta). Co wynika z tej wyliczanki? Mnogość, mnogość, nazw, które uczymy się zapominać. Nie znać, nie potrzebować. Zasypiać niczym gruszki w popiele. Grusza, ładne drzewko, którego szum gałęzi mnie wzrusza, nie, nie że mierzi. Nie, nie ma lipy. Chociaż na lipę zdawał się narzekać, a nie rzekać Kochanowski… A na pochyłe drzewo koza skacze. Żarty na obłok, albo przynajmniej na dowolnie wybrany bok odkładać tak leżąc pod gruszą, i spoglądając w niebo.

Przemiany. Odpływy. Przypływy. Przepływy nie tylko oceanu nad horyzontem zdarzeń. Nie ważne, tym momencie, czy masz lat osiemnaście, czy osiemdziesiąt, a może jesteś gdzieś w połowie, połowy, nie ważne z jakiego jesteś porządku i jak biegle władasz algebrą, i ile nazw już zapomniałeś pamiętać, albo pamiętasz, że zapomniałaś, w Twoich żyłach wraz z krwią pędzi sześć miliardów bilionów cząsteczek hemoglobiny. A w każdej sekundzie Twojego życia czterysta bilonów cząsteczek rozpada się i zastępowane jest przez nowe, także w liczbie czterystu. Zapisy hemoglobiny i innych molekuł zapamiętane są w DNA każdej komórki niczym partytury z melodią ulotną- wgarną w sam raz na raz. W sam raz na jedno życie. Raz uruchomione cząsteczki stają się częścią ciągów reakcji chemicznych, które dostarczają nam energii by na przykład sięgnąć po nadzieje, filiżankę, czy książkę (która nie zmieni Twojego życia). Potrafimy wiele z nich określić, nazwać, opisać, wpisać kółko w kwadrat, wymyślić i jedno i drugie, a i sobie na wzajem na wymyślać… (Nie książek, chociaż to też, ale reakcji).Unaocznić powiązania, wpływy, przepływy, przemiany. Wiele przed nami, wiele za za nami. Jeszcze więcej w nas. Delektując się brzmieniem chorału, nie zdajemy sobie sprawy ile w nas, chociaż tyle nazw kwieci się i pyszni, a niektóre zakwitają zdziwieniem pomiędzy ciszą a dźwiękiem. Najważniejsza podróż, nie tyle zaczyna się od pierwszego kroku, co odbywana jest w głąb, i w głąb. Choćbyśmy miały, mieli patrzeć na kapuściany głąb- wiem, ma zły i π i złe wyznaczony ar, ale przynajmniej jest konsekwentny w zamyśleniu… Niby nieczuły na nasze wezwania, stały wgłębiony w siebie. A pomiędzy złością, smutkiem, czy radością jest też miejsce na zdziwienie, zastanowienie, czy po prostu wypicie kawy, albo na zastygnięcie w Sobie… Tak po prostu niczym głąb, który jest sobą do ostatka. Jest czas. I na niepodejmowanie decyzji. I na smak dobry, z nutą dekadencji, irytacji gdy pomydli nam się iryt ze spiryt, a sprint ze Splitem ile się splata nazw… I znaczeń, i zmąceń, i zmęczeń, wyglądów, podczas których rad nie rad (wraz z całą tą promieniotwórczością) wyglądać warto co najmniej dobrze (niczym dobrze odżywiony kapuściany głąb?) Mało pociągająca perspektywa? Głąb ma głębie, w którym się kłębi cały wszechświat zieloności w swojej złożoności. Jest. Psyt. Pstryk. Wystarczy Być. Odpocząć. Z kubkiem kawy w ręku, ze strzępkiem jawy, pod głową. Otrzepać się ze znaczeń, zmian, nazw, wyciągnąć ręce, nogi, i przemian, oddychać, i czerpać, z drzewa życia, niespiesznie i umiarkowanie.

Pstryk.

*Wiem, wiem, że zwrotu ad vocem używa się w rozmowie, nie w piśmie.

2 myśli na temat “[562].(Kapuściany) głąb.

  1. Nie wiem czemu, ale mi się skojarzyło z Georgem Carlinem, który kiedyś tłumaczył, że wiek Ziemi liczymy w miliardach lat, a ludzkość to ledwie paręset tysięcy, więc tak naprawdę jesteśmy jak katar. Wystarczy kichnąć jakimś wulkanem raz i drugi, wysmarkać się w Golfsztrom, popodskakiwać sobie dla zdrowia tektoniką i katar zniknie. I znów będzie spokój 😉
    (A nawet jeżeli nie będzie trzęsień ziemi czy superwulkanów, i tak się prędzej czy później nawzajem zaciukamy, albo nas zeżre kolejna wersja wirusa).

    Śmieci?

    A dajcie spokój, nawet te najbardziej upierdliwe (szło) potrzebują góra pięciu tysięcy lat żeby się rozłożyć. Toż to mrugnięcie okiem.

    Odpady z elektrowni atomowych? No dobra, tu trzeba będzie chwilę poczekać, tak ze 3-4 miliony lat. W porównaniu z miliardami lat wieku Ziemi to jakby przechorować, bo ja wiem, z miesiąc?

    Tak że tego, ten.

    1. Cieszę się, że nie wiedzieć, czemu miałeś takie skojawrzenia na neurlonaliach, co prawda przenośni Georgem Carline’a nie znałam, ale taka sama tłukła mi się ewolucyjnie wyżłobionych zwojach… Także ten tego tak…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s