[560]… Że Asch, że co? (czym to się je…) chili #bo świat jest ciekawy!

Przemeblowuje sobie w głowie, pod podpotylicznymi mięśniami. Znam smak porażek, i gorzkiej czekolady. Świat i świt wymyka mi się z rąk. I miga mi gdzieś pomiędzy do tutaj turla się i połyskuje podskakując to tu to tam od panów do dam przenosząc spojrzenia, wrzenia, wrażenia, pierwsze, drugie kolejne, kolej na znak na bok i na wznak. A słowa mam na języku, a język mam w butach, nie siedmiomilowych. Ni to starych, bo gęba u Gombrowicza ostała się, już startych nie nowych, sznurówki uciekają do światła, albo lenią się to prawą to lewą dziurką. Drogi proste, kręte nie tylko na zakrętach, labiryntowate na przejściach; albo dla pierwszych, drugich i kolejnych pieszych. Tych co nie nadążają, co w innym rytmie, co w gazie, i co na razie w tłumie, w grupie, w przecinku, w przecinku, i w kropce. Klops, drops i chilli, będzie kulinarnie, nieco co nie co.

Świechno, tak Ty, zainspirowana wymianą komentarzami postanowiłam napisać co następuje… Taki temat do mnie przyszedł, ba, przyszedł i został może Cię zainteresuje? Zrodziło się z refleksji, zastanawiałam się, czy napisać. Jest to oczywiście pewien wyimek Zapraszam do lektury.

Albert zwykł mawiać, że: rzeczywistość jest iluzją. I jest to powiedzenie, na opak rozumiane jak to, Friedricha Wilhelma Nietzsche‚ego (Gott ist tot– ale o tym nie będzie zwłaszcza, że punktem konstrukcyjnym tego blogu jest niepodejmowanie tematów politycznych/ i tych dotyczących wiary- , w rozumieniu religijnym i wiary w Boga/Bogów. I tego się trzymam). Tak, to prawda, że doświadczenie jest uzależnione od przyjmowanej perspektywy jak i sytuacji, której jesteśmy częścią. Jednak często powtarzamy zdania, przysłowia, których nie rozumiemy, albo zapomniałyśmy/ zapomnieliśmy o znaczeniu, albo też bezwiednie, i bezrefleksyjnie. Już wspominałam niejednokrotnie, że przysłowia nie są mądrością narodów. To znaczy, idąc za tym dalej, że nie działamy w niczym dyktafon, i nie rejestrujemy wszystkiego jak leci, albo upada, albo się rusza, na potrzeby przykładu, przyjmijmy, że nikt owego rejestratora nie musi ani kalibrować, ani ustawiać, ruch jednostajny przyspieszony. No nie nawet melodia to pewien zbiór różnorakich natężeń i cisz.

Przypomnij sobie, taką sytuację, pierwszą z brzegu- jedziesz na zajęcia na uczelnię, albo do pracy, i się spóźniasz, i władowałeś/ władowałaś się w korek mówiłam, że będzie o drogach i korkach? Czy jest szansa, że o tych co jadą szybciej od Ciebie pomyślisz nie za bardzo pochlebnie, a o tych co wolniej… Też, tylko może nie nazwiesz ich palantami, a guzdrołami, niezdarami… No tak, tylko, że do której grupy byś się zaliczył/a? No jak to do której? -Możesz powiedzieć- …Do tej co jadą a k u r a t . No, jasne! Jak Słońce (w pochmurny dzień nawet bardzo). Czy nie zakładamy pod a może i świadomie, i nie w pierwszym pomyślunku, że nasze pojmowanie rzeczywistości, to nie suma doświadczeń, przekonań, wierzeń, przesądów, przeczytanych książek, odbytych, nie odbytych rozmów, ale rejestrowanie rzeczywistości, taką jaką ona jest. I że się nie zmienia, bo przecież my, w sumie rzadko zmieniamy zdanie, przekonanie (uświadomione bądź nie) na temat ważnych (niekoniecznie kluczowych przekonań). Do tego przecież niedaleka droga, że moje przekonania, te, którymi się kieruje są nie tylko obiektywne, ale i p o t r a f i ę uchwycić ich sedno ba ja to r o b i ę. Po prostu, z dużą dozą prawdopodobieństwa, we własnym mniemaniu potrafisz realnie opisać rzeczywistość. I jeśli masz wątpliwości, że dokonujesz opisu tego co jest. To błogosławieństwo, wytrych, szczelina, która nie pozwala skostnieć. Na całe szczęście. Oczywiście, że bywają wyjątki, i nie chłodzi mi o jątki, które wyją.

Kwestia jest bardziej skomplikowana.

Niemniej, warto przyjrzeć się sytuacjom, w życiu codziennym, właśnie takim, w którym występuje różnica zdań. Kolejny przekład, przykład, jesteś z osobą towarzyszącą, w nowo otwartej restauracji, i co? Ty mówisz, że jedzenie jest doprawione w sposób akuratny, ale Twój interlokutor/ interlokutorka twierdzi zupełnie coś przeciwnego? I klops. Kto ma rację? Nie wiem, ale to co ważne w tej sytuacji, ważkie i ważne by upewnić by się można czy rzeczywiście rozmawiamy o jedzeniu? No właśnie tu leży pies pogrzebany- albo lepiej by raczej nie, znaczy, że nie na talerzu, nie idźmy tą drogą…

Nie, nie mówimy o jedzeniu, wcale, zarówno Ty jak i osoba, z którą zdecydowałeś, zdecydowałaś się jeść posiłek macie odmienne doświadczenia sensoryczne, przyzwyczajenia, upodobania, wspomnienia i wyobrażenia o (w tym przypadku) kuchni i gotowaniu zarówno zakodowane w mózgu poprzez przeszłe doświadczenia, inaczej gotowano w waszych domach, a może odzienie doprawialiście, może osoba poparzyła swoje kubki smakowe dzień wcześniej, nie wiadomo, powodów może być tysiąc, życie w innej kulturze, czy to geograficznie (np regionalnie niekoniecznie zagranicznie), czy zwyczajowo pewien sposób spożywania posiłków np częste wizyty w barach szybkiej (fast food) wolnej (slow) i powolnej obsługi (wizyta sanepidu), i uwarunkowanie się na pewne związki chemiczne w jedzeniu, pamięć smakowa, można by wymieniać, ale… Jedna sprawa nie ulega dyskusji, to nie jest rozmowa, czy też wyrażenie zdania dotyczącego jedzenia. Możecie mieć inne punkty odniesienia, albo do innej kultury, i nie, nie trzeba od razu wyjeżdżać na początek świata, ale wystarczy, inny rodzaj kuchni regionalnej. I tyle, więc nie, nie rozmawiacie o kwestii doprawienia potrawy, a co jeśli mamy na myśli inne, bardziej poważne tematy, już pisząc o tak zdawało by się trywialnym (o nie, nie jest to trywialne, nawet to, czy w danym momencie czujemy się syci, syte to wpływa na naszą percepcję smakową, np. mamy o wiele bardziej wyczulony węch tak, to tylko przykład. Jeden, na co wskazuje użycie odpowiedniej liczby) jeśli teraz, jest wiele takich czynników, które warto by było uwzględnić, to co pisać o bardziej skomplikowanych tematach? Skąd zatem wiesz w jaki sposób doprawiona potrawa, jest doprawioną a k u r a t, i co to właściwie znaczy? Może warto obejść się smakiem? Albo: rozmawiać ze smakiem.

A co jeśli myślisz, że to Ty nie lubisz ostrego jedzenia, mogłaś/ mogłeś dojść do tej konkluzji (nie ważne jak dawno temu) bo się nad tym zastanowiłeś/ zastanowiłaś i tu, leży różnica w tych dwóch podejściach, kiedy przeżywamy okres burzy i naporu, częstokroć zadajemy sobie pytania, o których z wiekiem zapominamy. Zmieniamy też punkt odniesienia owych refleksji, z ja, na oni. Mamy skłonność by twierdzić, że to właśnie nasze postrzeganie rzeczywistości to dostrzeżenie subiektywnej prawdy, którą należy tylko dostrzec, podnieść i wziąć ze sobą, a nie subiektywnej interpretacji rzeczywistości. Taką postawę w psychologii nosi nazwę naiwnego realizmu. Sięgnijmy jednak głębiej. Kiedyś hitem była książka, której tytuł mówił, że Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, moim zdaniem napisana w sposób bardzo stereotypowy, i nie mająca nic wspólnego z psychologią, to raczej zbiór opinii przekonań Autora, być może się mydlę, mylę, jeśli tak, to proszę poprawcie mnie, nie ma tam przypisów, do artykułów naukowych, popularnonaukowych, które przeczyłyby lub potwierdzały przedstawione hipotezy, to stawianie tez, ale to dopiero część opowieści. Jednakże dlaczego właśnie o tym wspominam? Dlatego, że rozmawiając o danej rzeczy, np. p danych, albo daniach w restauracjach, czy rozmawiamy o tym, o czym rozmawiamy? I czym dysponujemy tak sobie prowadząc rozmowę, oczywiście wiedzą i niewiedzą. Pewnymi zasobami, jesteśmy zanurzeni w pośpiechach i emocjach, sprawach na wczoraj, plam i planów na jutro, z kalendarzami zapełnionymi na dziś, głodni oddechów, pełni nadziei, czy żalów. Być może w za ciasnych butach. W korkach, czy w innym ruchu niekoniecznie ulicznym, do ruchu jeszcze wrócimy.

Skąd bierze się przekonanie, ba przeświadczenie, że to czym się (świadomie bądź nie) kieruję to transparentne przedstawienie rzeczywistości? Czasami zamkniętej w okrągłych zdaniach, czasami też nieco kraciasta, kanciasta, tak, z pogodą w łaty, albo w kratkę i poglądami w…

Drogi kręte, wyboiste. Drogi proste. A swoją drogą… Kantowi się otarło, dostało, i to znów, to znaczy, nie chodzi o to, że jak się uderzyliśmy w palec, to oddaliśmy, mam na myśli inny aspekt, i nie nie chodzi o filozofię robienia kogoś w… Wała… Ale już o fizjologię, wróć, filozofię tak, a w zasadzie, o jednego filozofia Immanuela, Kanta, który między innymi dokonał rozgraniczenia na dwa aspekty: das Ding ans ich, czyli rzeczą samą w sobie oraz na das Ding fur uns określaną jako rzeczą w nas, ale zaraz, możesz powiedzieć, albo napisać (w komentarzu) wyje, znaczy, wyjeżdżasz mi tu z drogi podporządkowanej i to od razu z filozofią, a jak to się ma do codzienności, a no ma?

Jak widzisz kubek ze swoim ulubionym napojem to…? Czy czujesz fakturę na języku? Jego ciepło? Smak napoju? Nie mówiąc o zapachach…? Czy kiedykolwiek jak ktoś Ci o czymś mówił wspominając to, co by zjadł/a to nie miałaś/ miałeś ochoty…? Nie mamy wtedy takiej refleksji, że doświadczamy bodźca tego, jakim go zinterpretowaliśmy, ale to jakim właściwie jest. Czy aby na pewno? Czy kiedykolwiek dyskutowaliście o kolorach, a raczej różnicy w ich postrzeganiu… ? Zmartwię Was, kolory to wytwory naszego umysłu, albo raczej mózgu, mózgów. Wiwat fotoreceptory. Jak to jest, że często spotyka się taką refleksję, że psy są ślepe na kolory, i to nie jest prawdą, bo przecież je spostrzegają, ale sami/ same siebie nie określimy jako ślepych na zapachy… (Albo robimy to bardzo, bardzo rzadko). Oto ujawnia się antropocentryczna perspektywa doświadczania świata, która kwitła przez lata, zapuszczała pędy i korzenie, może dlatego, że nie mieliśmy narzędzi do badania, ale niech to nie będzie argumentem dla samousprawiedliwienia się. Warto wiedzieć to co się wie, ale także, czy jest to wiedza aktualna? Czy tekst tej piosenki jest przez Ciebie odbierany nieco zupełnie inaczej w kontekście tego artykułu?

Nie ma mnie, Kwiat Jabłoni, źródło.

Czy potrafię słuchać i słyszeć, czy tylko wtedy czuje się pewnie i komfortowo, gdy interlokutor/ka ma takie samo zdanie co ja, i mentalnie poklepiemy się po pleckach. (Tak, to też jest ważne, dobry masaż nie jest zły, a poklepywanie sprzyja dobremu odkrztuszaniu śluzu- jeśli zachodzi taka potrzeba). Może podświadomie, albo całkiem świadomie porządkujemy swoje światy, tak by mieć pewność, bo zmiana nawet upragniona niesie, albo może nieść emocje niewygodne, strach, niepewność, i inne, albo różne. Nie umiemy obsługiwać niepewności, jesteśmy tego oduczane, oduczani, przez socjalizację, przez edukację, o tym się nie mówi, albo bardzo rzadko. Taki rodzaj znieczulania, w miarę jak idziemy w życie, obrastamy w rzeczy, zderzenia, zdarzenia, lata. Każda osoba z nas posiada luki, da się ukryć (i nie, nie chodzi o wstawianie koronki, czy implantu), na krótką metkę, że nie wiemy wszystkiego (jeśli w ogóle) zapychamy te dziury, i dziurki, czym się da, tak informacjami, wiedzą, którą mamy, której często nie weryfikujemy, jeśli wychodzimy z domu, i zderzamy się ze światem, trudno, zmieniać zdanie, często nosimy bagaż doświadczeń, przez lata świetlne.

Tyle, że kierujemy się także informacjami, które posiadamy… Po fakcie. Ale jak to? Tak to tak to to tak to, jak pisał Poeta: ruszyła maszyna po szynach ospale… Podzielono uczestniczki i uczestników danego eksperymentu na dwie grupy, usłyszeli takie samo zdanie. No prawie, a było to tak(nie, mnie chodzi o ruszyła maszyna po szynach ospale) tylko o: zaraz, zaraz jedna z grup usłyszała „Owa była w dziupli” a druga” Owa była na pastwisku” Osoby, z pierwszej grupy były zdania, że słyszeli, zdanie, Krowa była na pastwisku, a z drugiej: Sowa była w dziupli (raczej trudno zobaczyć krowę w dziupli, chyba, że krowa to określenie slangowe kogoś kto nie zmienia poglądów, a ociężałe ruchy i znajduje się- oczywiście całkiem przypadkiem- w dziupli paserów samochodów) Zaś w jakimś z eksperymentów opisano dwum grupom wypadek samochodowy, i w zależności od tego jakiego języka użyto do opisu zdarzenia ludzie przypisywali wyższą bądź niższą prędkość sprawcy/sprawczyni wypadku, ale także różnie przypisywano winę za zaistniałą sytuację. A co jeśli mówić o poważniejszych tematach? Byciu za lub przeciw, albo byciu za a nawet przeciw. I nie nie chodzi o szukanie usprawiedliwień, o to, żeby się rozejść, i ze sobą nie rozmawiać, dziękuję, do widzenia (albo najlepiej nie, albo nie za szybko) bo jeśli nie potrafimy rozmawiać na trudne tematy np. w rodzinie, to czy potrafimy rozmawiać w ogóle? Są sprawy takie jak np. szczepienia, które nie są sprawą indywidualnego człowieka jeśli ma się zbudować odporność populacyjną, przecież, ona sama się nie zbuduje, a szczepiąc się, chronimy nie tylko Siebie- i dlatego sądzę, że nie jest to kwestia podjęcia indywidualnej decyzji, niemniej. Nie oznacza to, że nie mamy prawa zadawać pytań, albo się ich bać (nie pytań, a szczepień, a i szczepień można się obawiać, dlatego warto pytać, i w sposób rzetelny zdobywać wiedzę), nie pisząc już o godnych ubolewania zrachowaniach by wyśmiewać ludzi, którzy boją się iniekcji, ale czy to znaczy, że jeśli Piotrze boisz się iniekcji, to nie uratowałbyś swoich Rodziców, których kochasz, jeśli to wiązało by się np. z pobraniem krwi, albo szpiku kostnego? Rozumiem, może być to trudne. Można nie mieć wiedzy. A może jest coś jeszcze za tym oporem, nie będę się szczepił bo kiedyś ktoś mi powiedział, że szczepionki są złe, albo kiedyś po któreś wyniknęło powikłanie (wiele błędów wynika ze złego podania, albo przechowywania szczepionki- a nie z jej składu, czy czytasz każdą ulotkę dotyczącą leków? A mimo to je zażywasz, albo witaminę D, C, albo inne leki, które mają, albo mogą mieć skutki uboczne?) . Warto rozmawiać, warto rozmawiać szczerze, wtedy jest szansa na zbudowanie nici porozumienia. Nie czuj się Piotrze wywołany do odpowiedzi, jeśli to czytasz. Napisałam ten artykuł dlatego, żeby zadać pytanie, nie dlaczego się nie szczepisz? Ale dlaczego rozmawiając o tym samym tak często się nie rozumiemy?

Zawsze warto zastanawiać się szczerze, nie piszę tego ad vocem, i nie, nie mam na myśli tylko tego, żeby nie kłamać, co oczywiste, nie, podkreślam jeszcze raz, nie piszę tu konkretne, chodzi także to żeby upewnić się, o czym właściwie rozmawiamy. Pamiętasz przykład z restauracją i doprawionym jedzeniem? Kierując się naiwnym realizmem, wychodzimy z założenia, że widzimy rzeczy takimi jakimi są naprawdę, preferencji, czy przekonań także to dotyczy, że jeśli ktoś by się kierował/a rozumem to x,y, z i myślał by tak samo jak ja. Być może śmiejemy się z frazy: amerykańscy naukowcy odkryli, że, ale kiedy ostatni raz, rewidowałyśmy jakąś część wiedzy, która nie jest z działki naszej zawodowej, a potocznej? W jaki sposób to robiłyśmy/ robiliśmy? Jeśli osoba x kieruje się naiwnym realizmem, to sądzi, że inni zdroworozsądkowo myślący ludzie, powinni dojść do tych samych wniosków, najlepiej tą samą drogą. Przecież jeśli dysponują tymi samymi informacjami, nic prostszego. Taki paradygmat także ma swoją n:azwę: efekt fałszywej powszechności. Wychodzi się wtedy z założenia, że własne poglądy, działania, sposób reagowania, czy odpowiedzi jest bardziej rozpowszechnione w społeczeństwie, w którym żyje dany człowiek, niż to rzeczywiście ma miejsce. I tu moja własna niepotwierdzona naukowo dygresja, że media społecznościowe, pewnie wzmacniają ten efekt, bo przecież łatwiej kogoś odlubić na rzeczonych portalach, jeśli w ktoś kto odlubia jest przekonany, że osoba x, y, z , gada głupoty, jest nierozsądny/a i pstryk, nie zawracam sobie już nim/nią głowy, nie muszę się konfrontować z odmiennymi poglądami, mogę sobie żyć we własnej bańce informacyjnej. Przecież jest tyle ludzi, którzy mnie lubią, ba kochają, uwielbiają, mam tyle folowersów…. Że jakich słów? Wróć, jakich stów? Że jakich wersów, prawda leży między wersjami, między wersami, tfu między wierszami, tylko niektórzy, te wersy wsadzają między bajki. W każdym razie każda potfora znajdzie swojego amatłora. Czy jakoś tak.

Czy w tym kontekście, piosenka Kwiatu Jabłoni pt. Nie ma mnie, brzmi inaczej? Z innej strony. Nie wiem jak Ty odbierasz tę treść, czy zechcesz zjeść treść. Takie kwiatki.

[tak, tak.]

I nie, nie chodzi, o to, że pytanie jest trudne, to trudna odpowiedź, albo odwrotnie. Nie. Chociaż, może się i tak zdarzyć, zderzyć, stać. I siedzieć, pod gruszą, albo inną śliwą. Salomon Asch, ten sam od eksperymentu dot. długości odcinków. Wybitny uczony urodzony w Warszawie, a kojarzony, jeśli kojarzony to z Nowym Jorkiem (i nie, nie chodzi o psa) , ten sam (Uczony nie pies) który w roku tysiąc dziewięćset dwudziestym, czyli przeszło sto lat temu, wyemigrował do Stanów jak najbardziej już Zjednoczonych możecie kojarzyć z jako tego, który opisał i odkrył efekt , który opisał i nazwał swoim nazwiskiem, albo opisaniu efektu pierwszeństwa, albo efektu halo. Jednak to co nas interesuje teraz, to fakt, że to on zwrócił uwagę na coś co było do tej pory niedostrzegalne. Rozróżnił, dwa aspekty, czym innym jest o c e n a o b i e k t u, a czym innym o b i e k t o c e n y. I tak, nie często zwracamy uwagę na to, że oceniając dane zachowanie tej samej osoby, przez innych ludzi, ci ostatni mogą brać pod rozwagę inny zestaw tego co uważają za „fakty” (dotyczące osoby ocenianej) ale także inne zbiory tego co nazwiemy okolicznościami. Uczynienie tego rozróżnienia, jak i pamiętanie o nim, moim zdaniem jest ważne. Nie tylko dlatego, że niby rozmawiamy o tym samym, ale to tylko przekonanie niezgodne ze stanem faktycznym, bo rozmawiamy o czymś innym.

Może być tak, że korzystając z mediów społecznościowych możemy dodatkowo utwierdzać się, że wszyscy myślą tak jak ja, ewentualnie potem jest przepaść i jest adwersarz, no i egzystujemy sobie w takiej bajce, bance informacyjnej. Dlatego też zmiana perspektywy, o którą się często postuluje, jest nie tyle trudna, co może nie mieć pokrycia w działaniu (wszystkie: rozumiem, ale, nie jestem x nie prezentuje postawy x ale) ważne jest w tym wszystkim aby móc odróżnić tematy sporów, mianowicie tych, które dotyczą faktów i interpretacji, od tych, które dotyczą wartości i preferencji. O czym w zasadzie rozmawiamy, żeby się nie rozminąć? I uważam, że na co dzień jeśli ktoś/ktosia nie ma takiej wiedzy (a nawet jeśli się ją posiada, a nie robi z niej użytku) to będzie trudno się porozumieć, zwłaszcza w tematach, które są dla nas istotne. Oczywiście, temat koloru, może nas zastanowić, albo być przyczynkiem do dyskusji tak jak to miało miejsce w przypadku koloru sukienki (Wśród osób zapytanych, nawet oglądających zdjęcie na tym samym monitorze jedni z nich określali jako czarno- niebieską, drudzy jako  biało-złotą, ale suma sumarum nikt się nie rozwiódł, chociaż mógł się pokłócić, o jej kolor. A jeśli rozmawiamy o wartościach, i sposobie ich urzeczywistniania, to jest jedno, a jeśli o faktach naukowo udowodnionych to drugie. Jednak wiedzieć, rozpoznać i nazwać to trzy różne kwestie. A przekazać to czwarta. Brzmi skomplikowanie? Tak jest. Jeszcze są szumy informacyjne, i emocje, i wieloświaty, w których żyjemy, i pośpiech, i… tysiąc innych barw.

Czas poruszyć jeszcze jeden wątek, wpływ społeczny. I tak proszę wyobraź sobie, że pewnego dnia dostajesz zaproszenie, na którym Ci zależało, ale szczerze powiedziawszy, nie liczyłeś/ nie liczyłaś zbytnio, że to Ci się przydarzy, wiesz, że będą tam osoby, których co prawda nie znasz, ale przed, którymi chciałabyś/ chciałbyś dobrze wypaść, no dobrze, przynajmniej nie najeść się wstydu, ale jeśli już o jedzeniu mowa, zostałaś/ zostałeś zaproszony do stołu, suto zastawionego, stołu, niektóre potrawy znasz, wiele z nich albo nie jest Ci znajomych, albo inaczej niż zwykłaś/ zwykłeś sądzić są podane, a i jeszcze jedno, te sztućce, ile ich tu jest? Jakieś rozmrożenie, znaczy, rozmnożenie, chociaż tak wszystko wygląda zachęcająco, czym to się je? No właśnie, czym? Skąd masz wiedzieć, czego użyć gdy podane zostanie pierwsze danie? I tak stawiam na to, że prawdopodobnie (nie, nie wypada skorzystać z Internetu- nie masz ze sobą komórki, za to wszystkie szare, pomiędzy uszami już tak), Stawiam na to, że wybierzesz obserwacje tego w jaki sposób ludzie wokół Ciebie się zachowują. I tak jest to przykład wpływu mechanizmu informacyjnego. Przy okazji tego tematu bardzo często przywoływany jest do stolika Asch, aź się prosi, ale przywołam kogoś innego pana imieniem i nazwiskiem: Muzafer Sherif (1935) wykazał on w jaki sposób przez wpływ społeczny krystalizuje się norma, ale i utrwala, raz ukształtowana będzie miała tendencję do utrwalania się.

A że jednak aż… Chce się wspomnieć co zrobił Asch, stworzył sytuacje społeczne tak, aby zobaczyć i opisać co się dzieje jeśli człowiek ulegnie wpływowi wpływu normatywnego, ale dlaczego jemu ulegamy? Dlatego, że chcemy zostać zaakceptowani, chcemy być lubiani/lubiane? Mężczyzn, którzy studiowali na jednym z amerykańskich uniwersytetów zaproszono do jednego z eksperymentów, którego tematem było badanie percepcji wzrokowej. Pokazywano im trzy karty, na których były różnej długości odcinki. Poproszono o wskazanie, który z pokazanych odcinków ma tę samą długość co odcinek wzorcowy, czyli tak naprawdę mężczyźni, którzy brali udział w tym zdarzeniu mieli do dyspozycji cztery karty. I tak długość odcinków była dobrana w taki sposób, żeby wybór nie sprawiał trudności, i żeby wyeliminować błędne decyzje. Relacje między długością odcinków zmieniały się w każdej z prób. Tych uczestników, którzy najczęściej ulegali nazwał zdezorientowanymi, i pełnymi wątpliwości. (I nie, nie chodzi by tychże nie mieć). Twierdzi, że kierowali się silnym pragnieniem by nie różnić się od innych. I jeszcze jedno nie docenili — według badacza— wpływu nacisku społecznego. ani częstotliwości swoich konformistycznych zachowań.

Niektórzy z nich mieli być bardzo przekonani, że odcinki, które wskazywali byli równe z długością odcinka wzorcowego. W innych realizowanych również przez Salomona badaniach zmieniał tak liczebność jednomyślnej większości, jak i obecność/ nieobecność osoby towarzyszącej, która brała udział w badaniu, a która miała odmienne niż ona zdanie, w różny sposób też dobierał różnice w długości odcinków, tych które były błędnie wskazane przez badaną większość. Doszedł do wniosku, że silny efekt konformizmu wywoła obecność (oczywiście nie sama obecność, ale wyrażenie odmiennego zdania) t r z e c h lub c z t e r e c h osób, które będą stanowić większość. Sytuacja ulegała zmianie, kiedy uczestnikowi, który brał udział w badaniu przydzielano osobę towarzyszącą, sojusznika. Następowało wyraźne zmniejszenie zachowania konformizmu, wtedy mężczyźni nie ulegali odmiennym opiniom. Piszę: mężczyźni, bo tylko oni zostali zaproszeni do badań. Już pewnie wiesz, że nie badano percepcji wzrokowej uczestników raczej chodziło o to żeby ludzie przejrzeli na oczy, ale nie chodziło o fizjologię, czy wizytę u okulistki/ okulisty. No dobrze. To co powiedziano studentom psychologii, mijało się z prawdą.

Każdego z uczestników eksperymentu, wyznaczono miejsce, w którym siedział, zawsze to było miejsce przedostatnie w półkolu, w towarzystwie, albo sześciu, albo ośmiu innych osób, studentów, oczywiście. Napisałam „oczywiście”? Tak przynajmniej mówiono osobie, która brała udział w badaniu nad prostą percepcją wzrokową… Wszystkie osoby, które były obecne pomagali eksperymentatorowi. I tak, postępowali wedle wcześniej opracowanego skryptu. W pierwszych trzech rundach wszyscy odpowiadali zgodnie z prawdą wskazując prawidłową odpowiedź. W czwartej próbie rzecz miała się inaczej, ten z pomocników eksperymentatora, który odpowiadał jako pierwszy wybrał jako równy wzorcowemu odcinkowi ten, który wyraźnie się różnił. Z pewnością się domyślasz, że wszyscy inni uczynili tak samo. I tak wszyscy oni odpowiadali przed uczestnikiem eksperymentu, stąd miejsce, w którym rzeczony siedział, nie było przypadkowe. Student musiał dokonać wyboru, czy się zgodzić, czy jednak nie. Nieświadomy dokonanej manipulacji eksperymentalnej doświadczał tej sytuacji wielokrotnie. Powtarzał on w dwunastu na osiemnaście prób. Tak, uczestnicy, dziwili się, albo niedowierzali… Gdy stawali wobec większości i ktoś wyrażał odmienną opinie. Mniej więcej jedna czwarta uczestników zachowała odrębne zdanie, to byli ci, którzy ani razu nie ulegli opinii innych. Przeprowadzano różnego rodzaju wariacje eksperymentu i reasumując wszystkie stwierdzono, że od 50 do 80 procent uczestników, w różnego rodzaju odmianie eksperymentu, uległo chociaż raz fałszywym odpowiedziom pomocników eksperymentatora, trzecia część uczestników ulegała błędnym ocenom większości co najmniej w połowie prób krytycznych. I tak, bardzo często mówiąc o tym eksperymencie podkreśla się (a spotkałam się z tym, że robią to ci ludzie, którzy jeśli coś o owym eksperymencie wiedzą, to wyrywkowo, zdawkowo zdając się pamiętać, lub powtarzając zasłyszane opinie). Sam Asch dzowił się jak wiele ze studentów zachowało swoje zdanie. Nazwał owe spektrum eksperymentów „studiami nad niezależnością”. I tak nie spotkałam się, także w powszechnym przywoływaniu tegoż eksperymentu, że nie mówi się o tym, że nie wszyscy studenci byli tacy sami. Liczba osób, które nie dostosowały swojej odpowiedzi nigdy wynosiła ze wszystkich eksperymentów ok 25% była w przybliżeniu równa liczbie tych, które dostosowywały się zawsze, czyli można sformułować dwa wnioski: ludzie nie zawsze podporządkowują się wpływowi normatywnemu przejawiają swoją niezależność w większości wypadków, a niektórzy ludzie zawsze. Z drugiej strony ludzie czasami podążają za błędnymi opiniami innych nawet jeśli wiedzą, że jest to opinia sprzeczna z faktami. I tak, to także jest ważna część natury ludzkiej. Świat jest bardziej skomplikowany niż myślimy, albo wiemy, ale, ależ jest także ciekawy! Chyba, że podążymy za tym co nam podpowiada realizm naiwny…

Byle jak, Kwiat Jabłoni, źródło.

Rozumiem, że może być to trudny temat, jak też rozumiem, że go nie wyczerpałam.

Niemniej, czasami warto zadać sobie pytanie, dlaczego nie potrafimy dojść do porozumienia? I o ile kwestia kolorów, może być trywialna, i wzbudzać uśmiech (w najgorszym razie- czego nie polecam- politowania, czy irytacji, to też marne rozwiązanie) .

Wyjść, z pudełka, które sobie umeblowałyśmy/ umeblowaliśmy i zobaczyć w innym świetle. I tak, może być to trudne, ale jest możliwe. Zachęcam. Jeśli ktoś nie rozumie naszego podejścia do pewnych kwestii zaprośmy go do dyskusji, wysłuchajmy, i wsłuchajmy się rzeczywiście, chociaż tak, to może być trudne, wiem. Zachęcam.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s