[565].Ależ Relewantnie. Nie…? :)

Ależ tu się kurzy wszystkie znaki diakrytyczne (oby tylko!) pokryte są grubą warstwą zgęstniałego naskórka, który kiedyś, w przeszłym życiu był czyś, pora trochę pomachać szmatką, szmatą zanim będzie poza i przed i po po po za zamiatane, tak do końca i od początku, a że na początku był chaos, to i u mnie jest no… Oględnie mówiąc…Eufemistycznie, optymistyczną przyjmując optykę tak właśnie. Nie ogar, bo ogary poszły w las, takie konie po betonie, dobrze, że nie intelektualnym, ale ponieważ, gdyż (dysz:- bo upał) aczkolwiek, bądź co bądź, człowiek, czyli ja się uczy, i to tak, żeby się nauczyć, to dzisiaj będzie trochę abstrahując nieco pojękując (upadł) luźno i mam nadzieję, rozwojowo. Z własnego ogródka te rzodkiewki przywlekłam. No będzie bez ogródek, ale z dygresjami (dobrze, że nie z dygotami: upał) Ogródek metaforyczny, oksymoron już nie.

Organizuję się na nowo. Przynajmniej podejmuję zobowiązanie. I od nowa układam klocki, które przypomina przygotowanie do martwego ciągu, w miejscu, w którym nawet przeciągu nie ma, a powietrze można kroić. Nie żeby ktoś się tym najadł był. Pisałam, że mam po gokarty (no… miałabym, gdybym je miała, albo chociaż jeden— kokardy muszą wystarczyć! Oj, też ukurzone! Au… A pisk) tego, że wszystko jest po coś. Nie, to jedno ze sprzedawanych nam kłamstw, albo kłamstewek, dlatego, że człowiek zwykle szuka ładu, a w zdarzeniach nieprzewidzianych i trudnych może to niesie chwilowe pocieszenie, albo nadzieje na takowe, ale można się nadziać. Nie, nie wszystko jest po coś, tak w sferze psyche, jak i w świecie użytkowym, błądzimy czasami po nieużytkach, prawda? Acz wmawia nam się zupełnie coś innego: kawa jest dobra na serce, serial bo pełni rolę pomocy edukacyjnej, miętka na wyciszenie, zdarzenie x, żeby Cię wzmocnić, i tak dalej, i dalej, i jeszcze nie wiadomo jak daleko, za górami, za lasami, za siedmioma bzdurami. Żeby tylko za siedmioma (siedemdziesięcioma (tysiącami)). A i to wersja optymistyczna, nie, nie potępiam wszystkiego w czambuł). Zaraz, zaraz. Stop. I nie, nie jest to polecenie, by się stopić z tłem na przykład, albo takie ciepłe pozdrowienie (uwaga: upał). Taka oto ciekawostka, czambuł. Czym to się właściwie je? Chociaż tu i ówdzie (zwłaszcza ówdzie) można natknąć się na stwierdzenie, że wyraz zawędrował do nas wprost z języka tureckiego nie jest to prawdą. Za to czambuł, drzewiej zapisywany w postaci czamboł i czambół, a nanoszono go na papier już w siedemnastym wieku przywędrował do nas z Ukrainy. Miał trzy znaczenia, dzisiaj się one zatarły. Pozwól, że przypomnę:

  1. raptowna, gwałtowna, krótka wyprawa wojenna Tatarów.
  2. oddział zbrojny tatarski;-tak, tak słychać tutaj reminiscencje dawnych czasów, stąd to przekonanie, o tym, że z Ziemi Tatarów do Polski… Jak strzałą sięgnął (albo lepiej nie).
  3. metaforycznie: kupa, czereda gromada.

Żeby było ciekawiej, wyrażenie: w czambuł także było zależne od kontekstu… Dzisiaj kojarzy nam się jednoznacznie: jako potępiać w czambuł, tak został zapisany po raz pierwszy w Słowniku języka polskiego pod redakcją Doroszewskiego, znaczy ni mniej ni więcej: ‚potępiać w całości, bez wyjątku, –do tego-szybko i kategorycznie’, I w takim też ja go użyłam, ale znaczeń było więcej, dla porządku:

Już Aleksander Fredro pisał:

Cóż u licha!

Leon słaby — Leon chory,

Doktor pędzi ledwie dycha,

A on zdrowszy niż doktory

Wszystkie razem w czambuł wzięte!

[Dzieła zebrane tom V: Dożywocie, kwestia wygłoszona przez Doktora, wyróżnienie 5000lib]

w znaczeniu: wzięte razem, do kupy. Czyli znowu stadnie, ach te ogary, snadnie będzie stadnie. Można wziąć się w czambuł, wtedy gdy nawołujemy, by zrobić coś wspólnymi siłami, razem.

Znaczenie drugie: takowoż w liczbie mnogiej wyrażone: mieć wszystkiego w czambuł ‚mieć wszystkiego w bród, obficie, pod dostatkiem’ ,

Można także posługiwać się w trzecim znaczeniu: wołać w czambuł ‚ głośno, otwarcie’

Znaczenie czwarte , jeśli już zaczęłam od koni, tych, których nie żal, mogą być te z siedemnastowiecznego czambułu tatarskiego, albo te, co poszły w las… Można wszelako puścić konia w czambuł‚ puścić w galop’. I w znaczeniu piątym, i tak domknę tę dygresję: Można wyciąć w czambuł ‚wyciąć w pień, za jednym zamachem’. Ot. i kropka! Kropka to taki uszkodzony przecinek, którego nikt w czambuł nie wyciął…. Koniec żartów i dygresji.

Dla tych co już zapominały, i dla tych, którzy zapomnieli. Nie wycinam wszystkiego w czambuł, ale męczy mnie niezmiernie to, że wszystko jest po coś. Nie, nie wszystko.

Pomysł na artykuł wziął się stad, że ktoś dzisiaj napisał mi, że jest w niedoczasie. Niedoczas, słowo wytrych, ups, usprawiedliwienie. Niemniej, ta osoba jest bardzo często w niedoczasie, a ja mam tę wadę, że nie cierpię (och jak ja nie cieerrrpię Smerffufff! Uf:, upał) się spóźniać. I tego nie robię. Co pomoże w niedoczasie?

Zasada, którą już dawno zaimplementowałam do swojego żywota nie świętego: jeśli wykonanie jakieś czynności zajmie mi do dwóch minut, zrobię to natychmiast. I nie, nie chodzi o bytność w mediach społecznościowych… Że tak niby na chwileczkę zapomnienia, jak śpiewała Hanna Banaszak. Nie. Nic z tego.To takie ogarnianie przestrzeni na przykład. Jeśli wypiłam kawę i umycie kubka i odstawienie go na miejsce zajmie mi dwie minuty zrobię to, będzie porządek. A przynajmniej, mniejszy bałagan. Ta zasada, odnosi się (sic!) czy też, znajduje (sic!) zastosowanie w innych sferach życia.

Kojarzysz tego Pana?

Następny potop będzie z papieru.

[Cyryl Parkinson].

A może znasz tę sytuację, masz miesiąc na wykonanie jakieś czynności, wiesz, wiesz, że zdążysz, więc zrobisz to… Jutro… Po jutrze, i tak jakoś mija prawie trzydzieści dni… I goni Cię delfin, stado delfinów, no by nie napisać czambuł, a nie, nie to chodzi o… Deadline znaczy. I o tym pisał właśnie Cyryl. Sformułował takową zasadę: Work expands as to fill the time available for its completionPraca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie. Ale to jedna strona papieru. Tylko. Oczywiście warto racjonalnie planować. Co to znaczy, dla mnie znaczy to, planuj mniej, zajdziesz dalej. To znaczy wyznaczyłam sobie granice, sześćdziesiąt procent dnia mam zaplanowane, i w tym planuje także odpoczynek, tak, tak, ale z drugiej strony, także i zostawiam trochę powietrza: czterdzieści procent. Co jest w tych czterdziestu procentach? Dwadzieścia procent to czynności nieplanowane, tak, wolę być wcześniej jeśli umawiam się z kimś na spotkanie, to kwestia szacunku, jeśli coś wyskoczy mam zapas. A dwadzieścia kolejne, to odpoczynek. To czas na spontaniczne działanie, na taki mini- urolop każdego dnia.  Tak. Im mniej tym więcej i bez flustracji, ale tego musiałam się nauczyć, a i zdarza mi się wtopa, czasami… Niedoczas, ten mityczny niedoczas, to usprawiedliwianie się, ten fetysz bycia zajętą, tak ważną dla Świata, że po prostu …Aż czcionka się czerwieni, a że się czerwieni… To już znikam. Do następnej soboty, a może i tak w międzyczasie…Się pojawię… Kto wie?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s