249.Instant? A może wszystko (w) płynie? Twierdzenie Ta, tam, tam, Talesa…a…A najpewniej o [w]laniu wody

Można by zacząć tak:

– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(…)
– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.

[Mistrz i Małgorzata, Michaił Afanasjewicz Bułhakow].

albo tak:

Szukam wieczystej wody,/żadnej krynicy nie minę:/nie ma takiego źródła,/gdzie bym swą zmyła winę…

[ Hymny, Jan Kasprowicz, Hymn Marii Egipcjanki],

O nie tak, tak to nie. Raz, dwa, trzy. Do trzech razy sztuka. Stuka sztuka, dwie sztuki, sztuka stuka, ech. I nie chodzi ani o wpływy na rachunek, i o równowagę płynów, tak popularną w średniowiecznych wizjach życia i choroby, chociaż ta wizja już bliższa jest prawdy

Chociaż Liczebniki mają znaczenie, dziś nie o nich. Jest różnica między tym, czy określimy coś  mianem pierwszej wody, czy dziesiątej  (wtedy to woda po kisielu — i nie chodzi o koligacje rodzinne kompozytora, i krytyka w jednej osobie). Poza tym deko- mają znaczenie –racje, czyli kon_teksty bo przecież: i potrafi wzburzyć się w szklance, i utopić kogoś można w jej łyżce. Nie, nie leje już jej więcej. Chociaż lepiej ją lać, niż w niej mącić. Mam nadzieję, chociaż niektórzy wołają (daremnie) by ją porzucić, że nie piszę na wodzie. Woda. Ha!2! Dwa ha, ha- ha, OoooO. Można lać ją na szable, chociaż z pustego i Salamandra nie naleje, jak mawiali starożytni Eskimosi, ale przyrzekać można, ba! To wszakże przyjaźni dowód. Może o liczebnikach i innych nickach nie będzie, ale o sztuce, a i owszem.

Oprócz kolońskiej (której przepis miał stworzyć Włoch Giovanni Paola de Feminis, to on około roku 1690 osiadł był w Kolonii, gdzie parał się produkcją wespół w zespół z krewnym Johannem Marią Fariną mikstury złożonej z olejków wonnych, balsamów, żywic, ambry, piżma, cybetu i alkoholowego roztworu) jest i woda: anielska, i gregoriańska, i [prze] święcona,i żywa (chociażby ta,  której poszukiwał Jasio, z ballady Jacka Kaczmarskiego) woda, i Woda Tofany, i woda zazdrości,  a i ta nad którą siadywał Mickiewicz (Nad wodą wielką i czystą). I tam gdzie raki zimują (skorupiaki jak wiadomo zamieszkują tylko nieskazitelnie czyste akweny).

[Głupi Jasio, Jacek Kaczmarski, źródło nagrania].

Niech treść tej notki nie spłynie niczym woda po gęsi, niech połechce niech ponęci… Letejska woda, może nie z kranu, ale cóż…Może i  cicha woda brzegi rwie!Nawet jeśli to brzegi kartki, a czcionka stworzy potop.  Jest wszakże i próba wody (tak gorącej i ciepłej, jeszcze nie bieżącej), i Końce w wodę można wsadzać, ale zanim będziem wiązać i rozwiązywać i gmatwać i gramatyzować, i dramatyzować, jak miała powiedzieć księżna Radziwiłłównapo smacznym kąsku  i wody napić się nie wadzi! Ale nie będziem mówić tu ani o kochankach, ani o wodnicach, czyli stworach,które miały (wedle wierzeń ludowych)zamieszkiwać obszary Europy. Zaludniać? Zaduszniać? Zamieszkiwać miały zarówno jeziora jak i bagna, stawy i rzeki, to postać większa niźli uwieczniona przez Wieszcza Adama Rusałka! Czasami utożsamiane z duszami pokutującymi, duszami odmieńców, wisielców, samobójców, dusz pokutujących, niebezpiecznych dla żywych przed nastaniem nocy 24 czerwca.  Anton Dworak podjął temat wierzeń ludowych (w 1896 roku tworząc poemat symfoniczny,  pt. Wodnik). Odwołanie się do tego żywiołu, i jego znaczenia w sztuce i filozofii nie jest niczym nowym. Eric Zener uczynił właśnie z tego płynu temat przewodni swojej twórczości. Igor Mitoraj bardzo lubił deszcz, a swoje rzeźby najchętniej wystawiałby pod wodą.

[Bo wcale nie trawa, Anna Maria Jopek,  Nienasycenie,Universal Music Group, 2002, źródło nagrania].

Tsunami_by_hokusai_19th_century
[Hokusai Katsushika – Wielka fala w Kanagawa (1829-1832), źródło zdjęcia].

Potop(y) uwieczniali na swoich płótnach między innymi: Michał Anioł, Leonardo da Vinci (komplet rysunków widział wszak jak rzeka Arno wielokrotnie występuje z brzegów), holenderski malarz, nie znamy jego ani imienia ani nazwiska, namalował  także, znamy tytuł obrazu: Powódź świętej Elżbiety 1421 roku, Francis Danby także malował, (Potop rok 1840), Claude Monet – (Powódź 1896), albo: [kończąc już tę wyliczankę, wszak nie dobrniemy, nie wypłyniemy do końca, lecz możemy wypłynąć na głębię]   Wielka fala, w Kanagawa (1829-1832) autorstwa Hokusai Katsushiki. Od wody do wódki nie tylko rozum krótki, ale i droga nie długa, (nie długa, nie krótka lecz na raz!). A tylko jeden, apostrof nad o. O.Można by pisać o nadzwyczajnym napoju, którego właściwości wychwalał Jean de Roquetaille, mnich z Aurillac.  Ten napój miał mieć właściwości odmładzające, no ale nie o tym. No nic nie chodzi by przedstawić, ani przestawić zasadę świata, wyliczyć wszystkie dzieła… Bo uschnęlibyśmy nie tyle z tęsknoty, nie tyle byś my się mogli odwodnić (dlatego nie warto płakać). Co do przyczyny. Przyczyn nie warto rozpatrywać. Różni filozofowie upatrywali różnorakie. Tak dla przykładu: (no ład ma tu wiele do rzeczy, i ich obrotu): Pitagoras z Samos mówił o wędrówce dusz,o liczbach (no i znów te cholerne liczebnicki!) jako substancjach, z których bierze się świat, świat się stwarza, Anaksymanes, powietrze jest zasadą świata, a drugi facet też na A (aaale nie chodzi o Alcesta) Anaksymander zasadą świata jest bezkres. Dajmy kres tejże wyliczance! To Tales z Miletu, określany jako pierwszy  badacz  przybrody, nie nie chodzi o golibrodów, przyrody  upatrywał substancji nad substancjami wodę. Ten potrafił ją lać! I nie chodzi o bitwy wodne. (Czy ktoś/ia słyszała o filetach z zzznaczy się Twierdzeniu (z) Talesa?) Od wody do trójkątów całkiem niedaleko. I nie chodzi o delty rzek. Rzekłabym, że Tales jest jako pierwszy badacz przyrody (o laur pierwszeństwa walczył z Teofrastem), co więcej miał być podróżnikiem (piramidy, twierdzenia i pręty) ale również miał przewidzieć zaćmienie Słońca, które miało miejsce w 585 r. p.n.e. Twierdził, że Świat powstał z wody, ale mówił też że Ziemia jest płaska i unoszona przez tę ciecz… Wróćmy jednak do Acqua Tofana... Magnetyczno magiczne buteleczki z wizerunkiem świętego Mikołaja. O kobiecie, której przypisuje się, że „pomogła” rozstać się z życiem od sześciuset do tysiąca osób. Bułhakow uwiecznił ją w swoim (najbardziej popularnym) dziele. Teofana jest jedną z gościń balu u Wolanda. Michaił sportretował ją już nie tylko po pracy, zawodowe trucicielstwo, ale i po śmierci (własnej), o czym może świadczyć hiszpański sabot. Pantofelek, tylko jeden, czy drugi — jak u Kopciuszka zgubiony? :/

Kulejąc zbliżała się do Małgorzaty dama w dziwnym drewnianym sabocie na lewej nodze. Oczy miała spuszczone jak mniszka, była chudziutka, niepokaźna, a na szyi, nie wiedzieć czemu, miała szeroką zieloną przepaskę.

—Kto to jest, ta… Zielona? – machinalnie spytała Małgorzata.

— Nader czarująca i ogromnie solidna dama – szeptał Korowiow – polecam ją twojej uwadze. To signora Tofana. Była niezmiernie popularna wśród młodych, uroczych neapolitanek, a także mieszkanek Palermo, zwłaszcza tych, którym znudzili się ich mężowie. Przecież zdarza się tak, królowo, że żona ma dość męża…

Sabot to hiszpański but, czyli przyrząd do zadawania cierpień, przyrząd tortur. Co do egzekucji, jej daty, krążą różnego rodzaju podania, ale jedno co jest pewne, to to, że manna św. Mikołaja z Bari jak nazywano truciznę, sam dźwięk tej nazwy, budził dziki strach. Strach, co nie spał pod miedzą,  nie tylko o wielkich oczach, ale zupełnie namacalny. Niczym śmierć, która rychło nadchodziła po zażyciu wody. Co było tak groźne? Fakt, iż  trucizna ta, była wówczas nie do wykrycia.  Wlewało się kapkę do wody, czy wina i (niestety) gotowe… Ale o tym, też nie miało być.

[Woda Sodowa, Kabaret OT.TO, Faux-Pas, Pomaton 1992, źródło nagrania].

Aaaale temat mi się rozlał, a miałam pisać o tym, że ludzkie ciało w okresie tuż po narodzeniu składa się w ponad 80% z wody, gdy jesteśmy dziećmi, to tylko 75%, zaś gdy cień, numer buta, i kołnierzyka się zwiększa, tak, że ubrania nabywamy już w dziale dla dorosłych zawartość wody w organizmie waha się od 70 do 60%, u osób starszych zaledwie 50%, ale nie to jest najważniejsze. Zachłysnąwszy się procentami, nie nie chodzi o promile, zapominamy, że mózg, tak Twój, mój przydziałowy składa się w 4/5 z h20. No a mięśnie to już 70% płynu. Można przerzucać się statystykami i wyliczeniami, ale nie o to chodzi, by zaparło dech w piersiach. Wdech i wydech, a no właśnie, jeśli już przy tym jesteśmy to codziennie wydychamy około pół litra, wydalamy dodatkowo: — z moczem średnio: 1,2 litra, z kałem: 0,5. No a jeśli dodamy do tego pocenie się (600 mililitrów) no chyba, że jest upał, wtedy można pozbyć się z organizmu dwóch litrów. Wszystko płynie!  Nie martw się potem, martw się przedtem! Nie płacz Ewka, bo się odwodnisz! O ile bez jedzenia można podobno przeżyć około miesiąc bez wody podobno ledwie od trzech do pięciu dni. Także odwodnienie to nie przelewki. Czarne polewki. Chciałam napisać o wodzie, o tym, jak ważne jest racjonalne odżywianie się, i picie, czystej, i często, ale nie, nie nie chodzi o procenty i promile, o daty. Zupełnie bez żartów, po prostu picie wody i regularne uzupełnianie jej poziomu w organizmie. Zwłaszcza, że gdy jej potrzebujemy, nie musimy wcale odczuwać pragnienia. Racjonalnie, małymi łykami. Pić wodę. Mieć przy sobie zawsze małą butelkę. By nie mnożyć ilości plastiku można mieć termos, albo butelkę wielokrotnego użytku.

O wodzie i jej stężeniu na metr kwadratowy, było także tu, a zwłaszcza tam. Tu nie było, ale płytę polecam uwadze). Można powiedzieć, a raczej napisać, w tych okolicznościach przyrody, i czcionki, że  to właśnie woda symbolizuje życie, nie bez kozery szuka się wody na innych planetach, poza Układem Słonecznym, al i płodność i oczyszczenie, nie bez znaczenia jest także spotkanie młodzieńców i dziewczyn przy ujściach wody, strumieniach, czy studniach, ach. Woda jest częstym elementem mitów kosmogonicznych. Dawniej uważano, że jest także  medium, swoistym środkiem transportu między światami… W wielu religiach zanurzenie w wodzie symbolizuje oczyszczenie i odrodzenie, katharsis. I jak tu umiejętnie lać wodę? My tu gadu -gadu, piszu, piszu i myślu, a przyznać trzeba, że toczono bitwy o wodę, także o tą ciężką (HDO lub D2O ), ale to temat na całkiem inną dyskusję… Nie czerpmy wodę przetakiem, rozmowa o ciężkiej wodzie, to temat innego kalibru, to tak jakby przy okazji gdy mówić wodzie mówić o Wodanie, no niby podobne, i niby też z kręgu wojny, ale jednak nie to samo….Od zasady świata, o której mówił Tales,  do boga wojny, śmierci i zwycięstwa, całkiem długa droga. Mam nadzieję. Pozostaje wychylić szklanicę czystej, perlistej, i pić dwa litry dziennie…. Codziennie. I na tym poprzestańmy, bo zupełnie popłyniemy w dygresje, depresje, i inne mielizny.

 

Ni(c)k do tekstu: http://wp.me/p59KuC-R9

[Pijcie wodę,Svět podle Nohavici (Świat wg Nohavicy)  písní Jarka Nohavici śpiewają polskie artystki i artyści, źródło nagrania].

[Cytaty z Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa pochodzą z wydania audio, Agora, wydanie: 12 października 2012, lektor: Zbigniew Zborowski].

237. Szczeliny w szczegółach {albo:Zasmażka}, czyli więcej niż anatomia rzygania.

[Organizm w dobrym nastroju, Monika Borzym i Łukasz Stasiak w Kampanii Ministerstwa Zdrowia, źródło].

A to rozbiliśmy atom, a to podróżowaliśmy na Księżyc, albo odkryliśmy nie jedną Amerykę, ale czy wiemy chociażby to kiedy Człowiek, po raz pierwszy się z a ch w y c i ł? I nie chodzi o chwyt, w szczególności owy marketingowy. Wielka jest nasza niewiedza, o chorobach autoimmunologicznych, o arteriach logicznych, o….

O! Wołacz o jak dawno został przez nas udomowiony ony zużyty, zakryty? Co wiemy o organizmach, zdecydowanie więcej o męskim, niż o żeńskim, bo to właśnie on stanowił przez wieki wzorzec,punk, punkt niesienia, znaczy, punkt odniesienia. Kobiety bardzo często nie mogły być malarkami (chyba, że odziedziczyły niejako tę profesję) gdyż zakazywano im obecności w trakcie lekcji anatomii (oczywiście dotykamy tutaj także praw kobiet). Trudno czasami to strawić…Gdzieś w cieniu historii, chociaż, by ten cień same namalowały i nie jedną z postaci ulepiły, chociaż były ulepione z tej samej gliny.

A no właśnie!

To zadziwiające, że przewód pokarmowy i kobiety i mężczyzny mieści się w tak małej przestrzeni, znajduje się w jednej z jam naszego ciała. To pod płucami ma swój początek, oddzielony od nich przeponą. Pod nią układa się wątroba, żołądek, jelito grube, i cienkie– te muszą mieć miejsce na wykonywanie ruchów robaczkowych, to za ich pomocą treść pokarmowa jest przepychana w dół, ale zanim to się zdarzy kęs (nie zawsze) pysznego jedzenia musi trafić do ust. Chociaż właśnie, może warto spojrzeć na tę kwestię, w ten sposób, że początek początek to kęs pierwszy! (I każdy następny).

Ale, ale nie tak szybko,

najpierw oceniamy czy coś jest tego warte (np. czy się nie otrujemy) pierwszy raz oceniamy gdy widzimy, możemy dotknąć, czy też powąchać pokarm. Dlatego tak ważny jest dla nas smak, i zapach pożywienia (a także, o czym mało kto pamięta odczuwanie emocji, np wstrętu). Drugi raz w ustach, jeśli coś jest gorzkie (często wypluwamy, bo to w dawnych czasach było sygnałem trucizny) Pamiętacie z dzieciństwa powiedzenie, że pyszny lek nie leczy? Albo, że lekarstwo musi być gorzkie? Czy Was wtedy nie uprzedzano (uwaga: gorzkie, można połykać) ale, ale zong, to nie tak, trawienie rozpoczyna się zanim pokarm trafi do ust, ba zanim ocenimy organoleptycznie jakość pokarmu, otóż! Czy nie zdarzyło Ci się pomyśleć o jedzeniu? O Twoim ulubionym daniu, czy to o zdrowym, pysznym wegetariańskim posiłku złożonym ze świeżo pachnących warzyw, czy to z dobrze wypieczonego kurczaka po chińsku, no i oczywiście z aromatycznym zapachem kawy… Albo czekolady?  Zdarzyło się? Pociekła Ci ślinka? Taak(a). Otóż, wydzielamy jej około pół litra dziennie.

usta

tam znajdują się ślinianki (ich praca nie tylko nawilżają pokarm, czyniąc go bardziej miękkim ale wytwarzają enzymy, który rozkłada skrobię,  gdy skończymy jeść, ślina natychmiast czyści zęby. Nie nie jest to argument by nie spotykać się ze szczotką i pastą,ale tak to coś w rodzaju naturalnego wspomagania taka pasta do zębów D.I,Y).  Warto zauważyć, że ślinę można podzielić na: surowiczą i śluzową to ta druga ułatwia formowanie się kęsów, ta pierwsza zawiera amylazę, czyli dzięki temu możemy strawić cukry, albo przynajmniej zacząć to robić. My jak my, ale nasz przydziałowy organizm… Nie pędźmy tak szybko zauważmy, że na języku (tym fascynującym organie) znajduje się dziesięć tysięcy kubków smakowych…A na każdym z nich pięćdziesiąt receptorów dają informację zwrotną mózgowi co spożywamy. Zdarzyło Ci się je poparzyć… Wtedy język nieprzyjemnie drętwieje, ale po blisko dziesięciu dniach pojawia się nowiutki komplet, nówka…Twoich własnych kubków smakowych.

To w ustach następuje rozdrobnienie pokarmu, jak wielu ludzi zastanawia się nad tym, że są one umięśnione? No dobrze ostatnio głośno jest o wstrzykiwaniu sobie botoksu, by były bardziej ponętne i atrakcyjne, ale nie o to mi chodziło. To ich kondycja sprawia, że  możliwe jest obracanie jedzenia, a język, ten niedoceniany język (często nazywany niewyparzonym, ten który warto trzymać za zębami (teraz już wiadomo z jakiego powodu!)) uff… Ów narząd jest najsilniejszym  w naszym organizmie. Tak wiem, wiele osób myślało o… Innym. Głową muru nie przebijesz, ale pomyśleć możesz. A nawet zapamiętać.

Tym czasem to on umięśniony nie tylko miesza pokarm, tworzy kęsy pokarmu, ale spycha go do gardła rozdrobniony już w czym pomagają zęby,  zęby z przodu siekacze, z tyłu trzonowe, to ich zadaniem jest zmiażdżenie na mniejsze częsci. Dbajmy zatem i przedtem o nie, o przednie i tyknie… Bo trzeci komplet za darmo nie rośnie, o nie! To wszystko dzieje się jeszcze przed tym  zanim ten trafi do czynnościowego.

Gardło

także jest mocno umięśnione, musi sprostać przecież połykaniu jedzenia,choćby nie wiem jak było nasączone śliną, i  picia. Gdy pokarm znajduje się w gardle człowiek traci nad nim kontrolę, i pozostaje tylko i wyłącznie praca mięśni.To coś na kształt automatycznego pilota… Nasypuje wyciskanie pokarmu niczym pasty z tubki…

Grupa jednych z mięśni gdy połykamy kurczy się, jabłko Adama porusza się w górę i w dół (tak kobiety także mają grdykę, tyle, że jest ona umiejscowiona głębiej niż u mężczyzn, i mniejsza jeśli chodzi o rozmiar) dlatego też nie jest widoczna.

Nadłyk no dobra bez żartów, Przełyk

kolejna część przewodu pokarmowego, układa się za gardłem i tchawicą. Biegnie od gardła i układa się między prawym a lewym płucem łącząc z żołądkiem. Gdy jedzenie znajduje się w przełyku jego górnej części proces trawienia zachodzi bez udziału świadomości. Tak wiele robimy bez jej udziału, że to zdumiewające, zdumiewające, piękne i przerażające (np gdy doznamy wypadku, i nagle okazuje się jak wiele straciliśmy, albo widzimy człowieka doświadczającego niesprawności w jakimś obszarze funkcjonowania). Niemniej to co mnie zdziwiło to to, że nie jest on taki krótki.

Ale podróżujmy wraz z kęsem jedzenia:

wkładamy je do ust,po uprzednim sprawdzeniu, że to da się pożreć,  gdzie pokarm zostaje rozdrobnion on dzięki pracy wespół w zespół:ust, zębów i języka, stawu żuchwowo skroniowego…  Gdy minie zęby, przedostaje się do  gardła, przełykamy jedzenie, dalej wędruje ono wzdłuż korzenia języka, tuż nad nagłośnią (jej zadaniem jest zamykanie tchawicy gdy zachodzi proces przełykania, gdy się nie domknie i część jedzenia czy picia się tam dostanie krztuśmy się.  Kaszel pozwala sprowokować takie ruchy mięśni, które wypychają jedzenie z powrotem do gardła.  Nota bene: nagłośnia stanowi pamiątkę po tym jak przyjęliśmy postawę wyprostowaną, to spowodowało inne ułożenie płuc).Pokarm dostaje się do przełyku, musi ominąć tchawice, to on  przełyk, niedoceniany, łączy jamę ustną z żołądkiem. Rodzaj autostrady, albo przynajmniej buspasa.

Gdy spojrzymy na ludzki organizm od środka tam wszystko jest szczelnie upakowane, jakbyśmy się wybierali na bezludną wyspę, i trzeba było kompletnie się spakować, tak by nie płacić za nadbagaż — uszkodzenie jednego organu, np w skutek choroby może spowodować uszkodzenie innego. Można zauważyć w jaki sposób organizm stanowi całość (nie używając wyświechtanych słów, o holistycznym podejściu, albo porównując go do maszyny) pracując na powięziach i tkankach). A przecież mówimy tylko o jednym układzie… Zgoda, gardło należy tak do pokarmowego jak i do oddechowego, ale to co dzieje się w organizmie to… Zapiera dech w piersiach. Sama psychosomatyka, o której wiedzieli już starożytni Grecy… Nie jest to bowiem myśl (ani koncepcja) nowa. Organizm i psyche stanowi jedność. Nie, nie chodzi o jedną ość, którą może zablokować się w gardle i uprzykrzyć nam szycie, szycie jak szycie, ale życie, w szczególności.

[Motorek, Marek Grechuta, muz. Marek Grechuta, Jan Kanty Pawluśkiewicz, sł. Józef Czechowicz, źródło].

Ale, ale wracając do przełyku pełnego gruczołów śluzowych (które to jeszcze bardziej rozmiękczają pokarm). Ów przełyk nie jest tak prostym narządem jak go się zwykło przedstawiać, chociażby na rysunkach poglądowych, które myślimy, mylimy z poglądowymi. Poza naturalnymi nawilżaczami muszą tam być mięśnie, których zdaniem jest przesuwanie pokarmu ku dołowi. Co prawda, co ma wisieć, nie utonie, ale nic samo nie spada… Chociaż grawitacja  ewidentnie pomaga.

Mamy tak:

Pokarm mija gardło, i zamkniętą nagłośnię, spychany mięśniami, dostaje się do żołądka. Dostaje się do niego mniej niż sześć sekund licząc od połknięcia. (Podobno Internautki i Internauci w ciągu sześciu sekund potrafią wysłać 240 miliony emaili- i nie chodzi o zamawianie farby). To w żołądku neutralizowana jest amylaza, która nie może funkcjonować  w środowisku kwaśnym (a z takim mamy do czynienia, bo działa kwas solny). W żołądku nie zachodzi trawienie cukrów., niestety Ale po kolei (i nie chodzi o PeKaPe). Wiadomo, że ten worek zwany żołądkiem magazynuje pokarm. Jest on bardzo elastyczny, nie pokarm, ale żołądek właśnie jeśli następuje taka potrzeba, np. po bardzo obfitym posiłku rozszerza się. A co do tego drugiego to wiadomo, że  tam następuje  oczyszczenie go z bakterii i grzybów. Nie chodzi o to, że nie myjemy pożywienia przed podaniem, ale o to że zawsze znajdą się baraterie tudzież grzyby które należy zwalczyć.  Gdyby mieć styczność z kwasem solnym tym,  wytwarzanym przez ludzki żołądek, to bez mała poparzylibyśmy skórę. Zaraz, zaraz (i nie chodzi o duuużą bakterię) można by zapytać: jak to się dzieje, że sam nie ulega degradacji? Prosto, jego ściany pokryte są grubą warstwą śluzu, produkuje go żołądek w celach ochronnych.(Umiesz liczyć, licz na siebie).Tam rozkłada się pokarm przy tym procesie wytwarza się gaz, który uchodzi do dna żołądka (znajduje się ponad przełykiem. Gdy przepona się skurczy, wypychając treść dna żołądka i gaz wraca po przez przełyk do jamy ustnej, odbija nam się, czyli bekamy. No to tyle z ciekawostek, możemy być skrępowani, czy zakłopotane, ale bekanie też można postrzegać jako fascynujący mechanizm. Co więcej mówiono, że dawniej w innych kulturach, odbijanie, bekanie poczytane było jako komplement, kierowane w stronę gospodarza po dobrym posiłku. Chociaż Charlesowi Osborn miałby zapewne inne zdanie. Człowiek ów nabawił się czkawki, podczas wysiłku fizycznego (ubijania świni) możesz obstawiać ile lat ona trwała… Tymczasem…

Przejdźmy do…

Żołądka

takiego worka w kształcie litery j_ot, zwykle ma wielkość pięści, ale spokojnie po obfitym posiłku potrafi powiększyć się ponad dwadzieścia razy.  Wytwarza pepsynę, to dzięki niej pokarm rozbity zostaje na cząsteczki. W ścianie żołądka znajdują się liczne komórki, których zadaniem jest wytwarzaniem hormonów, one to dostają się wraz z krwią do dalej położonych odcinków układu pokarmowego.

Rozkłada treść pokarmową, przez… Kilka godzin, nie jeśli obstawiałeś/ obstawiałaś, właśnie taką długość po posiłku to co zdecydowanie nie doszacowałeś, doszacowałaś, trawienie jest żmudnym procesem (i wymagajacym dla organizmu, dlatego też często po zjedzeniu czegoś w dużych ilościach czujemy się ospali) i trwa od szesnastu do trzydziestu godzin, często podaje się dwadzieścia cztery godziny- długość zależy od tego ile zjedliśmy,.Dlatego bardzo często okazuje się, że jeśli dochodzi do zatrucia żołądka w skutek przyjęcia nieświeżych pokarmów, to podwodem nie jest ostatnia, a przedostatnia zjedzona przekąska, to co uda się zjeść ulega trawieniu i ubijaniu na miazgę ,w taki to sposób treść może podróżować z żołądka do jelit.To nie koniec żołądek wyposażony jest w treść receptorów, one to oceniają treść pokarmu, jeśli jest ona dla naszego organizmu szkodliwa, bo na przykład ktoś wyszedł [wysz[ed]ł[a] i nie wrócił/a, z rozumem przynajmniej] z założenia: że zaprasza gości bo mu się kończy termin ważności, wtedy doznajemy skurczów żołądka, to dlatego treść może się cofnąć, do przełyku: tak poznaliśmy  mechanizm torsji, a inaczej pisząc: anatomię rzygania.

A co jak co, żołądek potrafi zneutralizować drobnoustroje kwasem solnym. To co wiemy o działaniu tego organu zawdzięczamy pacjętowi Alexisowi St. Martinowi, który został postrzelony właśnie weń, a ponieważ, a) dziura ta nie goiła się, a lekarz uzyskał formalną zgodę na to, by podglądać to co dzieję się w trzewiach, cóż, i utrwalił to na papierze, to przeszło nie strawione do historii. William Baumont, wiedział co robi. Zanużał na długiej jedwabnej nici różne pokarmy, i sprawdzał, co dzieje się w żołądku. a i smakował ową treść by sprawdzić organoleptycznie jak smakuje. To on zidentyfikował kwas solny. Tak, jeśli zastanawiasz się, czy pacjent był cierpliwy, tak, z pewnością, ale zdarzało mu się uciekać przed lekarzem, wzajemnie bawili się w chowanego. Gdy pokarm jednak był dobrej jakości przez kilka godzin kwasy wydzielane przez ściany żołądka a trawienie wstępne zostało zakończone, to treść przesunięta zostanie do dalej położonego końca żołądka. Dokładnie tam gdzie znajduje się odźwiernik inaczej pisząc to rodzaj takiego pierścienia, za pomocą którego żołądek połączony jest z dwunastnicą (a przekrój żołądka z zaznaczoną częścią odźwiernikową wygląda następująco :

629px-Gray1046_pl.svg[żołądek z zaznaczoną częścią odźwiernikową źródło].

Jest to rodzaj zaworu, który reguluje przepływ treści żołądkowej do jelita cienkiego. Takie „zgrubienie”(upraszczając),  pierwszy jego fragment można porównać do litery C nazywamy go dwunastnicą (łac.dwanascie, dlatego, że jej przeciętna długość u Rzymianina wynosiła dwanaście grubości palca) to właśnie w tym miejscu pokarm jest rozkładany totalnie dzięki czemu może być wchłonięty do krwi, ruch odbywa się  w dwóch kierunkach, co sprzyja wymieszaniu się pokarmu z enzymami. .

Zatrzymajmy się jednak przy samym jelicie cienkim, jeśli zobaczyłybyśmy jego przekrój pozbawiony treści pokarmowej to można by było zauważyć, że ich powierzchnia jest pofałdowana (to zapewnia lepsze wchłanianie treści pokarmowej). To sprytny pomysł ewolucji, na zwiększenie powierzchni jelit, jak wiemy w ludzkim organizmie miejsca nie ma zbyt wielem ile dokładnie? Możesz spytać- lekko licząc ponad pięć metrów.

Druga sprawa jest taka, że każda z fałd, jest wyposażona w mniejsze, na których to znajdują się kosmki jelitowe (inaczej pisząc jest to rodzaj wypustek znajdujących się w błonie jelita cienkiego) w ludzkim organizmie można by było naliczyć ich ok 10 milionów. Ten sprytny zabieg zwiększa powierzchnie jelita cienkiego o dwadzieścia trzy razy! Ach! To się nazywa rozmach!  Tkanka nabłonkowa kosmka jest tą z gatunku tych włoskowatych, co przekłada się na zwiększenie powierzchni. „Włoski” to mikrokosmki. wyposażone w naczynia: limfatyczne i krwionośne. Pierwsze z nich transportują kwasy tłuszczowe, a drugie  aminokwasy, niewielkie peptydy, czy też cukry, które trafiają do wątroby żyłą wrotną, ale zanim to jeszcze się zatrzymamy. Wiecie, że w przewodzie pokarmowym mamy dwa kilogramy bakterii? Odkrycie? Nie mniejsze jak to, że dostają się tam jeszcze przed naszym urodzeniem, w życiu płodowym.  To one, nazywane są dobrymi bakteriami, dlatego, że syntetyzują witaminy te których sami nie potrafimy wytworzyć i pomagają w procesach trawiennych.Perystaltyka pozwala przemieścić pokarm, i to bardzo szybko, jakieś dwa i pół centymetra na minutę.

Z zaskoczeń, mogę wymienić także to, że układ pokarmowy waży tyle samo co ludzki mózg, tak, tak. Tyle, że nie potrafimy (wyłączając proces żucia pokarmu) świadomie go strawić, nie panujemy nad procesami zachodzącymi, przełykamy, ale to nie znaczy, że wszystko po prostu dzieje się samo(istnie). Warto wspomnieć, że w różnych częściach przewodu pokarmowego możemy namierzyć sploty nerwowe  to one regulują ruch mięśni gładkich, a tym samym przesuwanie się pokarmu ku dołowi. Jelito cienkie zaopatrywane jest w krew od tyłu przez duże tętnice, a te jak wiemy dzielą się na mniejsze i mniejsze naczynia, a koniec już znamy to włośniczki. Tętnice docierają do jelit na całej ich długości. To oczywiście sprawia też że jelito nie jest proste. Do niego uchodzą przewody żółciowe (ta wytwarzana jest jak wiemy przez wątrobę– która znajduje się po prawej stronie jamy brzusznej wysoko, pod łukiem żebrowym). Jelito cienkie można przyrównać do sześciometrowej taśmy w fabryce. Przez pięć godzin cząsteczki treści pokarmowej zostają obrobione, nieustannemu przepychaniu, czy nasączonymi sokami trawiennymi i oczywiście wyciskaniu. To wszystko służy oddzielaniu istotnych składników treści pokarmowych, z których organizm ludzki może skorzystać.

Ad vocem wątroby.

Spoglądając na nią w przekroju można zauważyć naczynia żylne i tętnicze wypełnione krwią.To jednolity narząd, to taka metaboliczne centrum dowodzenia, jej praca rozkłada już na czynniki pierwsze, drugie i kolejne. Zaczyna zachodzić synteza nowych substancji, tych, które budują nasze ciała. Wątroba może i stanowi monolit,ale to stanowi jej siłę co więcej,  gdyby ją przekroić, możemy zobaczyć, że  zaopatrzona jest aż  w cztery rodzaje przewodów ma własne tętnice i żyły, no i oczywiście, wspomnianą już żyłę wrotną, to za jej pomocą dostarczone są składniki odżywcze wchłonięte w jelicie cienkim. No a czwarty? No to wspomniane przewody żółciowe, to nimi uchodzi niewychlana przez wątrobę żółć. To ona w jelicie cienkim pomaga w rozpuszczeniu i trawieniu tłuszczów. Ponieważ ma odczyn zasadowy, neutralizuje kwas żołądkowy. Tym samym przewodem dostaje się wydzielina produkowana przez trzustkę (ją samą dzielimy na: głowę trzon i ogon trzustki) układa się w ten sposób, że jej głowa przylega do części górnej dwunastnicy, a  reszta znajduje się za żołądkiem w głębi jamy brzusznej.

To ona wytwarza różnego rodzaju enzymy, dzięki którym pokarm może zostać strawiony. Wiecie, że te enzymy mogą strawić własne tkanki organizmu? Dzieje się tak wtedy gdy ujście przewodu trzustkowego zostaje zamknięta przez kamienie żółciowe. Wtedy gdy następuje ostre zapalenie trzustki.  Znaczy zjeść nas od środka? Trzustka zbudowana jest z tkanki gruczołowej. Składa się z płatów, inaczej nazywanych zrazikami, wydzielina tych płatów dostaje się do przewodów, które mają ujście w jelicie cienkim. (Tam gdzie ono się zaczyna). Trzustka także uwalnia substancje do krwi no nie można wspomnieć o wytwarzaniu insuliny.

Nerki

znajdujące się z tyłu otoczone przez tkankę tłuszczową, to tacy sprzątacze organizmu. Nie bez kozery mówi się by pić dużo bo to pozwoli na przefiltrowanie organizmu. Co może zdziwić to nerki są wyżej niż się zwykło stereotypowo sądzić. Oczywiście są w głębi jamy brzusznej, tętnice nerkowe oddzielają się od aorty na wysokości mostka, a ściśle rzecz ujmując tam gdzie jest jego koniec. Przekrojowo nerki są wyposażone są w kłębuszki nerkowe w każdej z nerek można naliczyć około półtora miliona, to ich zadaniem jest przefiltrowanie osocza krwi, dostającej się przez coś, co można porównać do bibuły. Wszystkie zbędne substancje (te pochodzące z przemiany materii, jak i naddatek wody, czy soli) są filtrowane przez nerki i wydalane w postaci moczu.

Jelito cienkie uchodzi do jelita grubego, które układa się w jamie brzusznej na zasadzie obramowania okala jelito cienkie.

Możemy wyróżnić oczywiście jelito ślepe. Z którego wychodzi wyrostek robaczkowy, potem jelito biegnie w górę, w bok, w dół następnie zagina się i uchodzi na zewnątrz. Gdyby zobaczyć jego przekrój to zobaczymy zastawkę krętniczo -kątnicza  inaczej nazywana zastawką Bauhina jeśli pracuje skutecznie to zapobiega cofaniu się treści pokarmowej  do jelita cienkiego.

Po co nam jelito grube?

A no, to rodzaj magazynu, by nie powiedzieć kontenera, bo trafia tam wszystko to, co nie zostało strawione przez jelito cienkie, wraz z odchodami. Jeśli Ktoś lub Ktosia uważa to za mało przydatne to cóż, wystarczy wspomnieć, że dzięki temu nie musimy chodzić do toalety po każdym posiłku, albo po każdej wypitej kawie, czy herbacie.

A jeśli już przy wodzie, to drugą funkcją jelita (grubego) jest odzyskiwanie wody z treści pokarmowych,taki naturalny, by nie napisać organiczny recykling. Po przejściu przez jelito grube, treść pokarmowa dociera oczywiście do od_bytu. To taki rodzaj zaciśniętego pierścienia zaciśnięty przez zwieracz odbytu rozszerza się wtedy gdy odchody opuszczają organizm. Czasami odbyt może pęknąć, w skutek tego pojawia się szczelina odbytu, czasami po wygojeniu zostaje otwór i to nazywamy przetoką, na tę bardzo przykrą i bolesną przypadłość cierpiał Ludwik IV i on, i ludzie żyjący współcześnie zostali zoperowani.

Przewód pokarmowy zwykło się przedstawiać w ten sposób:

[Schemat układu pokarmowego człowieka- źródło zdjęcia].
[Schemat układu pokarmowego człowieka- źródło zdjęcia].

Brzuch:

Mięsień prosty brzucha, biegnie z góry w dół, stanowi pierwszą warstwę, za nim układają się dwa mięśnie skośne skierowane w przeciwne strony, a trzecia warstwa to nic innego jak mięsień poprzeczny brzucha. Dlaczego o nich wspominam pisząc o układzie pokarmowym? Dlatego, że pośród innych funkcji, które pełnią po prostu chronią narządy znajdujące się wewnątrz (w jamie brzusznej).

Gdy przyjrzymy się  człowiekowi od przodu, tak jakby stał na przeciwko nas. Widzimy najpierw warstwy mięśni, a potem: wątrobę, żołądek: okryty niby futrem (to nic innego jak tkanka łączna przyczepiona do jelita grubego, nazywana siecią większą: pełni dwie funkcje: to zbiornik tłuszczu to ile się go nagromadzi to cecha osobnicza, może być go bardzo mało, ale może być także osiem kilogramów: [co odczuwają przede wszystkim mężczyźni] druga to taka: gdy tkanki uległy by zakażeniu, stanowi coś w rodzaju izolatora, więc zakażenie nie będzie się rozprzestrzeniać. Sieć większa tworzy kilka warstw umiejscowiona jest w taki sposób, że gdyby chcieć ją umiejscowić to można by było powiedzieć tak:przed nią jest żołądek, u góry znajduje się wątroba,  nerki i trzustka nieco z tyłu). Pod jelitem grubym widać cienkie, aby uwidocznić wszystkie narządy trzeba było wyjąć najpierw jelita. Człowiek w istocie swej jest bardzo skomplikowany. No to co napijemy się? Niebanalnej wody mineralnej… No to odrobinę pośpiewajmy… Tak dla dobrego trawienia, byle nie strawiły Cię kłopoty i troski.

Hymn majówkowych i innych owych spotkań przy stole, grillu… [Raphacholin, Czyści jak łza, źródło] No bo przecież nie ma przebaczenia dla zdrowego jedzenia, trawestując powiedzenie Orkiestry Dni Naszych.

A może po prostu czas na deal czyli detal jak to wyśpiewywał kabaret OT. TO jeszcze w pierwszym składzie, tu z towarzyszeniem Orkiestry pod batutą Zbigniewa Górnego:

[Dieta, Kabaret OT.TO, Zbigniew Górny. źródło].

To zadziwiające jest, jak wiele i niewiele potrafimy (i możemy) wiedzieć o naszym ludzkim, przydziałowym organizmie. To co sądzimy, zależy od tego,czy możemy się cieszyć zdrowiem. Bo jeśli oczywiście naszym doświadczeniem jest również choroba, i to ta, z tych nieuleczalnych (jeszcze) to co możemy sądzić. Ile osób umarło za wcześnie, po prostu nie żyli we właściwych czasach, czyli tych, w których choroby, które były ich doświadczeniem, były śmiertelne. Na przykład w epoce średniowiecza nie zostały wynalezione antybiotyki…

Ale jest jeszcze coś. Zdrowie traktujemy jako coś należnego, przynależnego i oczywistego. A to przecież nieprawda! Nie chodzi o to by się nie leczyć, albo by ta możliwość była zależna od innych czynników, ale o tą świadomość, która (górnolotnie pisząc)  otwiera nas na wdzięczność i świadomość różnorodności. Brak zdrowia, nie dotyka ludzi starych,poniewieranych przez los i ludzi, którzy rychło pożegnają się z życiem, a i Ci, których doświadczeniem jest choroba, pragną żyć aktywnie. I jeszcze coś.

Wiesz,że w ciągu dnia, nie nie tygodnia, czy miesiąca, ale właśnie d n i a Twój  i mój organizm wykonuje:

  • dwadzieścia tysięcy oddechów z każdym pół litra powietrza wchłaniamy…
  • z każdym oddechem nasz nos może odróżnić dziesięć tysięcy zapachów, różnych zapachów
  • z każdym wdechem dostarczamy tlenu bilionom komórek organizmu
  • dziesięć tysięcy razy mrugasz okiem, tak po prostu.
  • sto tysięcy uderzeń serca.

Czyż to nie zdumiewające? Dla mnie tak.  I to działa! To wszystko, albo chociaż część działa…

I pomyśleć, że tyle wydarza się gdy jemy lub pijemy… I pomyśleć. I zrozumieć. I wiedzieć. I się z tego [u]cieszyć.

Smacznej niedzieli.

Zostaje jeszcze przynajmniej udzielenie jednej odpowiedzi, ile trwała najdłuższa czkawka? I po co nam wyrostek robaczkowy? Jeśli już jesteśmy przy kwehttp://www.youtube.com/watch?v=eF9tKseairsstiach trawienia. Otóż na pierwsze z nich znamy odpowiedź, prawie sześćdziesiąt osiem lat, z tym, że nie wiadomo, co pomogło ją pokonać. Na drugie nie znamy odpowiedzi. Wiadomo, że kątnica, inaczej nazywana wyrostkiem robaczkowym, może dać się nieźle we znaki. Każdego roku wskutek rozlania się, czy zapalenia  tegoż żegna się z życiem około osiemdziesiąt tysięcy ludzi. Wiemy tylko tyle, że jego funkcje można przyrównać do sakiewki, w której przechowywane są bakterie jelitowe.

Skrócony odnośnik do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Os

Tak oczywiście, ten tekst jest chroniony prawami autorskimi, jak każdy inny na tym blogu. Uwaga: nie jestem lekarką, nie wykonuje zawodu medycznego, więc tekst ten nie może stanowić i nie stanowi porady lekarskiej.

218. Jeszcze więcej pytań. I jeszcze więcej pytań. I… Tekst dla Cierpliwych i Wymagających. [Daję słowo. I to nie jedno. I znów o relacjach. I Akcj(aa![ch)].

Jeśli ktoś_ia myślał/a, że zniknę, to się grubo myśłał/a, wow, aua  myślał/a, mylił/a. Qrczę, skurczę, też się nie skruszę, skurczę tyż nie. Skruszę trochę czcionki, nie kopii, oryginał będzie O! OOO…O! UUuu!

U_waga (waga ciężka, nie cienka, i nie piórkowa, kto pisze w Internet_ach piórem?). Uwaga, uwaga, będę będę się powtarzać, po,po, po i tarzać i tarzać  i tarzać, i z tej, i innej, strony (wwwwymienionej) (chociaż to dobre, że nie ubrudzę się inkaustem, a łyk, kul_ i innej tury, chyba dobrze mi zrobi…):

Mam ambiwalentny stosunek do tych i owych zabaw blogowych. Szczególnie łańcuszków, tak, a i owszem, także tak, a jak , ten na szyi, a i to    n i e   często. Już pisałam o tym, że postrzeganie zabaw blogostanowioonych i stanowych, bywa różny, Ci Poważni Blogerzy i Te Poważne Blogerki, nie zabierają się za takie i inne gierki. To najnowszy wrzask mody, odmówić. Pokazać, że jest się ponad tę czcionkę, albo — e w e n t u a l n i e— udział wziąć, a l e nie podawać dalej…  Myślę sobie, tak,tak, czasami mi się zdarza, że warto od czasu do czasu, brać udział w takich inicjatywach, chociażby dlatego, by pokazać się sobie z innej, strony, chociaż dalej internetowej, to nieco odświeżonej, jeśli nie nowej. I dać się poznać. I nabrać w czarny kolor czcionki trochę dystansu zamiast lansu i luzu zamiast śluzu, balansu zamiast szklanki wody, dla urody. Nie nie nie, nie będzie żadnego lania…  Z próżnego w podróżne, puste, z pustego prozą i mnie wyniosą (zamiast zniosą. Znieść, ambiwalentne słowo… Albo wytrzymać: — Wytrzymacie? Wytrzymamy! Albo wy_ trzymacie? I Huk. Nie trzymali. To pewnie nie „ci”, tylko:  „tamci”. I to jeszcze tam.Troje małych…?].

Mam trzy,  (nie licząc tej) zaległe inicjatywy — uprasza się o cierpliwość, tak by słowo nie zostało obgryzione do ości— jeśli dałam słowo, na pewno go nie odbiorę. Bo kto daje i obiera (choćby do ości) odbiera,  je wypełnię (treścią- i to nie żołądkową, nie zwykłam też wywalać co mi leży na wątrobie, o tym też nie trąbie). Trąba, pożyteczny instrument kojarzony z władzą, a tak, już to kiedyś, gdzieś… Pisałam…

Z przy_je_(mnogością)_mnością przeczytałam, że zostałam zaproszona do zabawy, i to takiej, w której można zabrać głos (sic!), na podany temat, nie muzyczny, który będzie przewodnim uczyniony. Za Twoim przewodem, złączmy się z ...Spośród pięciu, podanych przez Ciebie, Renyu, wybrałam pierwszy. (Kto pamięta Wielką Grę: Który zestaw Pan/i wybiera? )… Oj…

Nie dawno obchodziliśmy (i to nie szerokim łukiem, z hukiem też nie) Światowy Dzień Języka Ojczystego (O czym już kiedyś pisałam i tu,i tam) – ważne, by nie obchodzić go z daleka, tak więc to kolejny pre_tekst by podjąć właśnie ten, a nie inny temat. Te i tamte maty:

[Opowiadaj, opowiadaj, Ryczące Dwudziestki Drake, źródło melodia tradycyjna, słowa: Artur Szczęsny]. Pieśń może by mogła się nie kończyć, ale wpis, a i owszem. Dziś post dla Cierpliwych. Proszę zapatrzeć się w bambosze, termos i kanapki, koniecznie z cebulą, dla odstraszenia, tych, którzy przyjdą konwersować. No dobrze, nie  żebym nie uprzedzała. . .

Pleśń pieśnią, znaczy, pieśń pięścią, znaczy pieśń pieśnią, ale zaraz (nie, nie o dużej bakterii będzie) zaraz, teraz— zaraz, albo: zarazpotem (bez krwi, potu i łez). Obraz, nie raz, nie dwa jest wart (podobnież) więcej niż tysiąc stów, słów.  Chociaż… Ta pierwsza wersja (skreślona) to bardziej dla takich twórczyń i twórców jak owa Boznańska, albo Tycjan, albo Manet! Et, Édouard Manet Chociaż wiadomym jest, że errare humanum est,on nie wielbłądził, nie wiele błądził.. Ten ostatni (malarz)miał doskonałe zaplecze finansowe, zupełnie inny start w życie niż wspomniana Olga, nie tylko dlatego, że terminował (i to aż pół dekady(z okładem) u jednego z najbardziej znanych malarzy akademickich [Thomasa Couture‚a), Paryżanin z dobrze sytuowanej rodziny urzędniczej. On od razu wiedział, że będzie ARTystą wystawiającym, a nie wystawionym onym do wiatru, albo walczących z wiatrakami (i innymi ratrakami). Co więcej, poznał wielu możnych, tak przecież podczas studiów można, tak i poczynił i ten i ów. Poznał wtedy EmilZolę (którego nakłonił do pisania) czy Charles‚a Baudelaire‚a, ale przecież nie tylko. Zupełnie odpłynęłam od tematów… A więc przypływ_am. Przepraszając za zbyt długą introdukcję.

 

[W]Tem(-)@:

————————-

Relacje międzyludzkie w czasach portali społecznościowych. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi? Czy faktycznie zubaża, a może właśnie wzbogaca? Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania?  Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem?

————————-

Na początku, wątp![li]_w_ość, mam jedną nierozmnożoną i nie rozmrożoną, jak na razie, czy pytania, a raczej odpowiedzi na nie mają charakter pomocniczy? Czy wyznaczają linię demarkacyjną tekstu? Nie wiem, ale postaram się pogodzić, moje, osobiste za i przed- pytania, ości, z wymienionymi powyżej.

Banał, znaczy: Ba! Jako wykrzyknienie, now– sami wiecie… Czyli zacznijmy od początku… Na początku był chaos, a nie, przepraszam (Anie, i inne Zośki też), chaos nastał wtedy gdy wyłączyli… ele_kry_krytyczność. Psyt. Iskierka zgasła. Może jednak nie sięgajmy tak daleko, chociaż warto tam, gdzie kończy się z a s i ę g ,   n a s z e g o    w z r o k u. (O czym, za dłuższą chwilę). Na początku, a nie to potem… Pocić będzie mi się czcionka. Mam nadzieję, że nie łuszczyć, mogę się po łudzić, po udzie potrudzić, ujdzie. Albo tak będzie leżał! O.

Ad rem! Teraz już poważnie[j].

Zygmunt Bauman, wspomina w jednym ze swoich esejów*,  o tym jak najmłodsze pokolenie nie potrafi uczestniczyć, doświadczać własnej tożsamości wspomina o funkcjonującym już uzależnieniu od narzędzi elektronicznych, które już dawno takimi być przestały. Jednocześnie nie sceduje winy za zaistniały s t a n  r z e c z y (sic!), ów stan jest skupiony, znaczy stały, a Bauman na nikogo, nie wskazuje jako jako osoby odpowiedzialnej za zaistniały stan, bo przecież nie o to chodzi. To odpowiedź na potrzeby.

Pierwszą moją uwagą, i spostrzeżeniem moim jest:  pisząc o urządzeniach elektronicznych i ich pożytkowaniu, mówimy tak naprawdę, o    s a m o t n o ś c i.  A sięgając w głąb, o B y c i u  p r z y   Sobie, ze Sobą – czyli, tak naprawdę o dwóch różnych, ale jakże podobnych, zazębiających się, w pewnym obszarze, kwestiach. Nie chodzi o osamotnienie, o uciekanie, ale o sposób na znajdowanie, nie tylko wlanego ja, własnego ja, czyli takiego, które za takowe uznamy, które najpierw trzeba stworzyć, może zgubić, a na pewno utytłać w aktywnościach, nie głaskać  stanem stand by, podłączonego do ładowarki, czy do  wi- fi, a przynajmniej nie tylko takich.

To o czym pisze Bauman, jest do bólu oczywistym. Nie chcę iść w ten nurt rozważań,. Jeszcze jest przynajmniej jeden fakt, o którym zapominamy, żyjemy,w w czasie gdy nie dotyka nas wojna, głód, plagi – inaczej niż nasze Babcie i Dziadkowie. Czas pokoju ma także swoje prawa, obowiązki i wymagania.

Uwaga druga, ale mam poczucie, że ta, od której powinniśmy, powinnyśmy zacząć, ja powinnam,czyli pokolenie. Najmłodsze, jest już scyfryzowane, to które żyje trochę dłużej, jest pomiędzy rzeczywistością, a światem wirtualnym. Jakie są różnice, i podobieństwa, pomiędzy życiem  ludzi należących do pierwszej, i drugiej generacji, jakie konsekwencje wejścia i uczestniczenia w świecie technologicznym począwszy od okresu dzieciństwa, dowiemy się dopiero po kilkunastu latach badań. Niektóre z wniosków będą chybione– czy to ze względu na wynik, czy ze względu na postawienie pewnych kwestii-  a, że jednego czynnika nie sposób wyabstrahować, bo  istnieją także takie zmienne jak chociażby: płeć, sprawność, status społecznoekonomiczny, wykształcenie, doświadczenie religijności (w tym: ateizm, agnostycyzm), miejsce życia (miasto, wieś, zagranica, kraj ojczysty/ emigracja)  że na tych poprzestanę wyliczywszy tylko kilka. Trudno jest trafnie odpowiedzieć, na powyższe pytania, zwłaszcza, że w moim osobistym poczuciu są jeszcze takie, których brakuje, a które ja chciałabym poruszyć, choćby zaznaczyć, nie mówiąc (przepraszam: nie pisząc) o nadgryzieniu, zależności, oddziaływania, natężenie, środowisko, kultura. Tak dyskusja na temat relacji, zależności i jakości tychże to temat na nie jedną dyskusję, nie nie jest to usprawiedliwienie. Chociaż, jest niebezpieczeństwo utknięcia na mieliźnie.

James Slevin² pisze o tym, że Internet sprzyja zwiększaniu zdolności do komunikacji zarówno jednostronnej jak i dwustronnej. Te nowe warunki wymagają, aby jednostki i organizacje poszukiwały nowych możliwości tworzenia się międzyludzkich więzi i współpracy oraz aby tworzyły takie możliwości,które uprzednio były związane z podzielaniem tego samego terytorium. Jednakże przyjęcie tych wymagań ujawnia skomplikowane problemy będące nieodłączną częścią prób pobudzenia aktywnego zauważania i jedności w związkach społecznych, w których wiedza jest coraz bardziej niepewna i w których coraz bardziej brakuje jednoczesnych rozwiązań problemów.

Nowe problemy? A może kontynuacja starych? To nie zaskoczenie, wpływ technologii na życie społeczne również. Na nowo trzeba zdefiniować takie kwestie jak chociażby wspomniane usytuowanie w terytorium, tak piszę ponieważ, jest to wyrażenie szersze niż zajmowanie, które kojarzy mi się z miejscem, a więc czymś stacjonarnym.

Slewin wspomina o konieczności redefiniowania takich pojęć jak wspólnota. Pojęć i zrozumienia i postrzegania. A ja dodaję pytanie, czym jest wykluczenie – w tym przypadku- natury cyfrowej, osób starszych, z niepełnosprawnościami, o niskim dochodzie ekonomicznym, albo tych, którzy po prostu w taki sposób wybrali — (czy można dokonać samo-wykluczenia?)

Czy w komunikacji zapośredniczonej przez Internet — jak pisze autor → wspólnoty zapośredniczone zyskują na znaczeniu? Jaka jest hierarchia symbolicznych narzędzi jaką się posługują członkinie i członkowie owych wspólnot i jakie tworzą związki za pomocą tychże? Na potrzeby tego wpisu ograniczmy się tylko do tych pytań, albo ściślej rzecz ujmując do tego aspektu.

John Gage w książce pod tytułem Kolor i znaczenie pisze:  Może się wydawać rzeczą dziwną, że rozumienie zjawiska, które dla większości z nas stanowi elementarne doznanie zmysłowe, i które interesowało tak wielu komentatorów, z różnych punktów widzenia, dalekie jest od całościowego”. Kolor” jak głosi użyteczna standardowa definicja to atrybut doznań wzrokowych, które można opisać przez posiadane przezeń , poddające się oznaczeniu ilościowemu natężenia odcienia intensywności oraz jasności. Definicja ta wprowadza subiektywny element doznania wzrokowego i obiektywne, określone ilościowo bodźce owo doznanie wywołujące, a zarazem wyjaśnia dlaczego kolor jest zarówno sztuce jak i w nauce od tak długiego czasu przedmiotem badań i eksperymentów

Dlaczego przywołałam ten cytat, nie, nie jako argument, że wszystko można skomplikować, ale jako ilustrację, kolorowankę, :), że nie ma pytań, ani nieważnych, ani za bardzo zużytych, są za to te, co do których się zanadto przyzwyczailiśmy się, i nawet nie szukamy odpowiedzi, bo jesteśmy przekonani, że znajdują się w zasięgu wzroku,klawiatury…Te mogą wydawać nam się zanadto znajome, i nie budzące nowych skojarzeń, te śpią w najlepsze (i to nie z byle kim) zwłaszcza, że czcionka nie przeciera się «w internetach», nawet w najbardziej zużytych miejscach. Pytania znajome, czyli często powtarzane, usypiają naszą ciekawość. Nie? Można przyjrzeć się temu w ten sposób, zadając sobie następujące pytanie: Jak często poznajemy s t a r y c h przyjaciół

Powróćmy zatem do pytania/kwestii, którym zamknęliśmy poprzedni akapit. O istotę wykluczenia i redefiniowanie pojęć, które wydawały się ugruntowane. 

[Przepakowalnia, Grzegorz Turnau (muzyka śpiew), słowa: Michał Zabłocki, album: Fabryka Klamek,2011], Zupełnie nie znam się na branży telekomunikacyjnej, ale powiadają, że piosenka tegoż dotyczy… Także jest jak najbardziej adekwatne odnotowanie jej w tymże wpisie: komu znaczenie słowa: komu_ komu ta_ i ten tor?

Skoro wspólnota staje się pojęciem szerszym niż ta, której ramy wyznacza np wspólne terytorium, jakie cechy są dla niej konstytutywne? Język? A raczej języki? Jaka przyszłość palimpsestów?(Do tego aspektu odniosę się za chwilę, bo jak wiemy sprawa jest bardziej skomplikowana, niżby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka….) A może nie języki i umiejętne nimi władanie? Może erudycja? Ale to pytanie nie ostre, i bardzo uznaniowe, zagnieżdżone w kulturze kulturach, zależne od regionu zamieszkania, jeśli spojrzymy na kwestie erudycji z tej perspektywy, zobaczymy, że różne cechy, kulturowo, w różnych regionach świata są wspierane, wzmacniane i promowane, także [dane cechy] zależne są od różnych czynników. Następne pytanie brzmi: Czy wobec tego potrafimy zbudować akontynentalny ruch, nazwany wspólnotą?  Kiedy, gdzie i w jaki sposób się ona rodzi? Jakie relacje są znamienne? I czy można swobodnie przenosić relacje pomiędzy światami: wirtualnym i realnym? A może to błąd, i nie ma dwóch światów,tylko jest ten, noszący znamiona hybrydy? A może wszystko co powyższe nosi znamiona błędu/ błędów?

(***)

Stefan Garczyński* pisze: w rozmowach, które mają do czegoś doprowadzić, częstym błędem jest zapominanie, o tym ich celu. Chcemy pozyskać poparcie dla naszego projektu, lecz o to na przeszkodzie staje czyś inny projekt, i cóż,zamiast jak najlepiej przedstawić zalety naszego, z całą złośliwością, na jaką nas stać, atakujemy „konkurencję”. W rezultacie budzimy wrogość(…)Być może popełniliśmy błąd jeszcze wcześniej, błąd zaniedbania. (…) Jakbyśmy idąc na ryby myśleli tylko o przynęcie, o tym, co sami najbardziej lubimy. 

I tak: chciałabym zwrócić na kilka kwestii uwagę:

Po pierwsze: jak pamiętać o celu rozmowy prowadząc dyskusje internetowo i interaktywnie, jeśli używamy komunikatorów, które działają na podobnej zasadzie co telefony, to jest łatwiej- chociażby ze względu na fakt, że już przywykliśmy do korzystania z tych pierwszych,mamy już pewien zasób doświadczeń.

Po wtóre: Jeśli zaś piszemy, sprawa się komplikuje. Oczy_wiście „sama”, chociaż samo pismo jest starsze niż komórka, (nie mm na myśli, ani tej przydziałowej: szarej, ani tej na węgiel). Chodzi o to, że  o naszą uwagę walczą jeszcze inni nadawcy i inne nadawczynie komunikatów (no kto ma kilka okien otwartych w przeglądarce? A może jakieś radio? Prowadzenie rozmowy… ), a może sami/ same pozwalamy się zwieść? Jeśli n a p r a w d ę  nam zależy… (A nie tylko leży i kweiczy, kwiczy, – byle kwiczało tak cicho, żeby nie przeszkadzało w czytaniu). Może jest tak, że choć narzekamy na szum informacyjny i wielość zadań, to tak naprawdę mamy kłopot ze skupieniem się na wykonywaniu jednej rzeczy? Wykonywaniu jej w sposób rzetelny, sumienny, by nie napisać rzemieślniczy?

W jaki sposób budujemy relacje w świecie blogowym? W jaki sposób uzewnętrznia i uwewnętrznia się ona w  sytuacji komunikacyjnej? I jeszcze przynajmniej jedno pytanie: w jaki sposób jesteśmy zobligowani inwestować w nasze kompetencje dotyczące tych obszarów, czy taka sytuacja jak prowadzenie/ uczestniczenie w blogu (poprzez czytanie, komentowanie, zaniechanie komentowania), jest różna od rozmowy tete a tete?
Ograniczam się do blogu, ponieważ, a) nie sposób poruszyć wszystkich aspektów, i to jeszcze w poście, który, jak wiadomo, powinien być krótki, zwięzły i treściwy (powinien być?)

Po trzecie: W  j a k i    s p o s ó b  (a nie czy) poruszać kwestie uważane za trudne? W taki sposób by mieć wizję wspólnego celu? W internecie (ograniczmy się tylko do blogu), szybciej można porzucić sytuację komunikacyjną, (chociażby nie odpowiadając na komentarz) albo w ogóle nie być zauważonym, zauważoną (możemy przeczytać, ale nie skomentować), albo pisać tylko to, co będzie miało szansę być dobrze zrozumiane, co będzie oczekiwane. Osoby, które prowadzą blog w moim poczuciu coraz to częściej robią to w sposób powierzchowny, oczywiście, nie wszyscy, nie wszędzie i nie zawsze. A co z intencjami osób biorących udział w dyskusji? I próbami ich zrozumienia, włączenia, przypisania znaczeń, których nie było i nie ma w komunikacie etc.

Kolejnym aspektem jest wspieranie (bądź nie) danego systemu komunikacji, tak technicznie, społecznie (np przez system wychowania: umożliwienie osobom, których doświadczeniem życiowym jest doświadczenie niepełnosprawności np różne języki Osób Głuchych- i wspieranie tego, sztucznego, wymyślonego przez osoby sprawne, o czym się mało mówi, nomen omen- ale o tym za chwilę) jak i socjalizację do pełnienia ról komunikacyjnych. Zajmijmy się na chwilę tym drugim aspektem, chociaż wspomniane w tym aspekcie czynniki oddziaływają wzajemnie na siebie, nie same rzecz jasna, nie są wolnymi elektronami.

Lingwistka Deborah Tannen (…) twierdzi, że kobiety i mężczyźni tworzą różne „społeczności mówców”. Według Tannen kobiety i mężczyźni mają zarówno różne style, jak i cele komunikacji. Po prostu tak jak ludzie z odrębnych kultur mówią odmiennymi dialektami, tak kobiety i mężczyźni mówią, odmiennymi genderlrctami (…) Kobiety, jak utrzymuje Tannen, mówią „językiem intymności” i wzajemnych relacji, są też zorientowane na „słuchanie” takiego właśnie języka, dla mężczyzny jest istotny język statusu i niezależności. W rezultacie konwersacja między kobietą i mężczyzną przypomina często rozmowę między ludźmi pochodzących z odmiennych kultur, i przynosi podobne rezultaty (…)*
Dzisiaj odchodzi się już od tego paradygmatu, nie tylko wiedząc jak wiele jest czynników, które wpływają na kształtowanie zdolności komunikacyjnych człowieka, ale i widząc jego błędne założenia (paradygmatu, nie człowieka). Przytoczony cytat, to tylko jeden z wielu punktów widzenia, jedne z badań wskazują, że różnice są niewielkie (jeśli w ogóle są, nie mają biologicznego podłoża), nie chodzi o to, że kobiety są bardziej empatyczne, i uwewnętrznione, ale chodzi o s o c j a l i z a c j ę  do pełnienia ról w społeczeństwie, także ról komunikacyjnych. O czym wspominają i autor i autorka książki znaczenie ma wiele czynników: takich jak: Zarówno w odniesieniu do kobiet i do mężczyzn, style oraz wzory komunikacji są zdeterminowane przez wiele czynników sytuacyjnych, w tym również płeć osoby, do której się mówi, kontekst rozmowy, oraz widoczny status- zarówno tego, kto mówi, jak i tego kto słucha.

Inne badania wskazują, że pracownicy (i pracowniczki), których doświadczenie zawodowe związane jest z szeroko pojętą służbą zdrowia, do osób z niepełnosprawnościami, do osób starszych niepotrzebnie zwracają się w sposób bardziej głośny, używając nagminnie zdrobnień,  w treści rozmowy, często pozwalają sobie na zwracanie się „po imieniu”. Czy struktura porozumiewania się, jego sposób nie zostaje przeniesiona do sytuacji cyfrowej? Zmienia się tylko dekoracja? Nie, nie ma przełożenia zero jedynkowego, pewne aspekty są widoczne bardziej, pewne procesy jak skrótowość języka i niechlujne się nim posługiwanie zostają wzmocnione, ale dajemy się także ponieść pewnej ułudzie, wiele kwestii zostaje przeniesonych do rzeczywistości cyfrowej.

 Renzetti i Curran można zakończyć  wysnuwając wniosek: codzienną komunikację społeczną charakteryzuje nierówność dotycząca płci, odzwierciedlająca różnicę, w doświadczeniach życiowych mężczyzn i kobiet oraz posiadanym przez nich statusie społecznym i władzy. Chodzi tu np. o częstsze udzielanie głosu mężczyznom na konferencjach, czy spotkaniach biznesowych, ci mają więcej okazji nie tylko do wypowiadania się, do skupiania uwagi na tym co mówią, ale również do trenowania wypowiedzi w sytuacjach publicznych (5). Czy zatem wszystko się zmienia? Czy stereotypy są wzmacniane przez technologię, przecież tą tworzą ludzie? Czy środki techniczne i technologiczne mogą pomóc w wyrównaniu szans komunikacyjnych? Jeśli tak, to w jakim zakresie? Czy w świetle tego, co napisane zostało powyżej relacje przez zawierane i podtrzymywane za pomocą Internetu są powierzchowne, bo np. ukierunkowane są na osiągnięcie różnych celów komunikacyjnych? Np zdobycie popularności, a nie zawiązania i rozwijania długiej relacji?

Z innej strony: może po prostu mylimy głębokość relacji i ich jakość od ukierunkowania na cel. Czy cele odbiorczyń i odbiorców komunikatów musi być/ jest taki sam? Mieszają się dwie kwestie, a ponieważ są w jakiś sposób związane, przenikają się wzajemnie, to łatwo potraktować je w sposób synonimiczny, czy symbiotyczny.

Faktem jest, że postrzeganie stereotypowo ról (chociażby poprzez takie trzy czynniki jak: płeć, wiek, czy stan zdrowia, pochodzenie) jest społecznie szkodliwe, ponieważ trzyma osoby w ryzach stereotypów (kobiety muszą mówić cichym tonem, być grzeczne i nie okazywać złości. Mężczyźni, ci prawdziwi oczywiście nie płaczą i płacą za to wysoką cenę). Chodzi o to by mieć wybór, w jaki sposób chcemy by z nami rozmawiano i jak chcemy rozmawiać, w jaki sposób ćwiczymy swoje umiejętności komunikacyjne, i czy robimy to (w jakim stopniu) w świadomy sposób. Możemy się nie zgadzać z powyższym wnioskiem, możemy go negować, możemy nie wiedzieć, że w ten sposób także patrzy się na aspekt komunikacji międzyludzkiej.

Warto w sposób świadomy podchodzić (podchodzić (sic!)) do komunikacji, ale sama nie tylko robiłam (i robię) błendy, ale generalnie przez długi czas nie zwracałam na ten aspekt uwagi, najmniejszej. Wartość słowa. Wspominam o tym, nie dlatego, by wzbudzić dyskusję, pokazać argumenty, czy też opowiedzieć się po któreś ze stron, chodzi mi o to, że kwestia komunikacji jest bardziej skomplikowana niż się przyjęło rozważać. Nie chodzi o to, co jest wrodzone, co przyjęte, a co narzucone kulturowo. Przecież podróżując i chcąc funkcjonować poza granicami Polski, w niepoznanym kulturowo kraju napotykamy przeszkody, takie, o których nawet nie zdawałyśmy i nie zdawaliśmy sobie sprawy. To co odczytujemy za „miejsca wspólne” takimi, po przyjrzeniu się bliżej nie są (wskutek posługiwania się odmiennymi kodami kulturowymi- np znaczenie przypisywane gestom). Chodzi o mnogość czynników i warunków. Mówiąc o sposobie komunikacji, często jako metaforę przyjmuje się górę lodową, której tylko czubek widać nad powierzchnią wody, wiele czynników nie jest nie tyle niedostrzegalnych, co niewidocznych. Komunikacja nie odbywa się zatem w kierunkach góra ↑ dół↓ czy też  w poziomie ↔ z różnym oznaczeniem wektorów, ale równocześnie w różnych.  Niech ten akapit, ze spojrzeniem na występowanie różnic, będzie wstępem do następnego…Idźmy głębiej.

Pokaż mi swój język, a powiem Ci…

Powiem Ci jeśli będę mieć szansę na to, że się wzajemnie usłyszymy i zrozumiemy. Internet to nie jest środowisko w różnym aspekcie nie równościowe, jak byś się czuł/a nie mogąc się porozumieć, np gdybyś stracił/a wzrok i nie miała specjalistycznego oprzyrządowania służącego do tego, by móc „p r z e g l ą d a ć” strony www? Jakby nie móc stawić sobie kontrastu strony? Jak będziesz się czuł/a będąc osobą w podeszłym wieku, gdy ręce będą ociężałe, mniej sprawne nie będziesz trafiała w te klawisze, które chcesz? Jak w końcu będziesz się czuł/a będąc osobą Głuchą, która jest zobligowana posługiwać się nie tylko językiem migowym sztucznie wymyślonym przez osoby słyszące, a Twój język naturalny migowy, byłby – tak jak to się dzieje- deprecjonowany. Przecież dla Osób Głuchych język polski, jego gramatyka, znaczenie jest językiem obcym, jeśli utrata słuchu nastąpiła w dzieciństwie.

Czy wiesz, że w językach mówionych taki wyraz jak mama jest skonstruowany tak samo w wielu językach? M specyficznie się wymmmawia, dzieci ucząc się gaworzenia na głosce ma,a mimo to, nabywanie języka rodzimego, jest dla nas trudne, a co jeśli kultura, w której żyjemy, sprawia, że nie jesteśmy u siebie? Co jeśli nie budujemy świata, który byłby sprawiedliwy? Nie, nie ma jednego języka migowego. Tak jeden podział przebiega w ten sposób, że są języki naturalne, stworzone przez Osoby Głuche, i języki  migowe sztuczne.

Są jeszcze języki narodowe. Przecież, my jako „Ogólnie Pojęta Ludzkość”, nie mówimy jednym językiem, (choć zdarza się, że przemawiamy jednym głosem). Dopiero w latach 70 ub. wieku narodził się Izraelski Język Migowy. Jeszcze jest jeden aspekt poza narzuceniem języka Sztucznego (Sztucznie Stworzony Migowy) do niedawna zabraniano osobom niedosłyszącym i niesłyszącym…. Migać.

Jeśli w języku migowym/ w językach migowych „środkiem transportowym znaczenia”jest gest, jego struktura i powtarzalność, mimikę to jakie znaczenie ma przestrzeń, w której one funkcjonują? Jeśli język polski jest językiem obcym, to w jaki sposób sprawić, bez cienia paternalistycznego podejścia, by zmienić tę sytuację, także w Internecie. W językach migowych czasowniki odmieniają się przez przestrzeń i ruch. Co wiemy o językach fonicznych? A o ich relacjach? A osoby posługujące się brajlem? Pierwszy tom przygód o małym czarodzieju z Hogwartu to cztery tomy, a to jedynie, w polskim tłumaczeniu, w druku dla osób widzących 250 stron. Jak przedstawić obraz Vermeera, albo opisać, koncepcje niebieskiego koloru, osobie, która nie wie, co to są barwy, ale chce jako kobieta/ mężczyzna wyglądać w przyszłości modnie? No, tak. Dla przykładu. Sytuacji jest wiele, i mają odniesienie do funkcjonowania w przestrzeni wirtualnej, nie chodzi tylko o aspekt niedostosowania tejże, albo socjalizacji, osób których doświadczeniem jest niepełnosprawność i osób, które takiego doświadczenia nie mają, i np czują lęk przed spotkaniem, funkcjonowaniem i uczeniem się społecznym, także jeśli chodzi o więzi społeczne. Łatwo popaść w ton, Internet ułatwia, ale to nie do końca prawda… Co i w jakim zakresie? Jeśli w ogóle? Które z barier przenosimy do rzeczywistości cyfrowej?

Co z przeniesieniem relacji, z widoczną perspektywą, partycypacją w rzeczywistości, obojętnie czy mówimy o Internecie czy nie.Czy sytuacja musi być zero – jedynkowa?

   W Moich córkach krowach, jest taka scena, jedna z lepszych, kiedy to sparaliżowana matka chce coś powiedzieć córce, rusza ustami, ale nie może nic powiedzieć, ta jej nie potrafi zrozumieć. A Hawking, gdyby nie był sławnym naukowcem, czy ktoś skonstruowałby dla niego syntezator mowy? Czy musiałby się porozumiewać inną metodą, tracąc czas, więcej czasu, dlaczego jego czas ma być mniej cenny, dlaczego ma go marnować na wykonanie z wysiłkiem czynności, których wykonanie można by było usprawnić? Za pytaniem: Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? Może warto zadać  następne: W jaki sposób warunkujemy swoje zaangażowanie w komunikację? W perspektywie kulturowej i osobistej. Mikro i makro. Na podorędziu mamy wiele wytłumaczeń, a to np takie:że język brajla został wdrożony dopiero (czy aby na pewno dopiero, jest adekwatnym słowem?)

W 1829 roku, jeśli chodzi o sytuację w Polsce to ślady posługiwania za pomocą brajla  datuje się na 1834 roku zaczął funkcjonować, pierwszą książę w tym języku w naszym (?) kraju. Kogo to jest kraj? Pięknych, młodych, atrakcyjnych, no tak, tyle, że wszyscy na tym tracimy, społecznie, przekłada się to na sytuację ekonomiczną i zadowolenie z życia, tak społecznego jak i w perspektywie osobistej.

[Lubię mówić z Tobą, Akurat, źródło].

Jeśli Ktosia lub Ktoś liczył/a na odpowiedzi, w tym tekście, to cóż… Chociaż… ad vocem liczenia, i tu nie tylko na siebie, ale też na innych, zarówno matematyka jak i metafora (meta_for[a]- nie nie zapętliłam się) są odrębnymi językami. Pojawia się więcej pytań, i więcej pytań, i więcej pytań… Tak, przede wszystkim moim celem jest zasygnalzowanie wielości i wielowarstwowości zagadnienia/ zagadnień.

Już Arystoteles twierdził, że w języku zawarta jest władza i wiedza o świecie, pomijając ten istotny fakt, a raczej tylko go sygnalizując, co z innymi kwestiami zawartymi w języku, np dostępności do (zrozumienia, posiadania) języka grup społecznych, sprawnego nim władania, to warunkuje nasze uczestnictwo w rzeczywistości. Co z językiem medycznym, albo/ i  takim aspektem jak błędy jatrogenne?

Dalej, w jaki sposób obcowanie z nowymi i nie nowymi technologiami wpływa na nasz język, na konstruowanie rzeczywistości na postrzeganie „bezczasowego czasu” i jak związana z tym jest strefa wpływów? Ufff. To pytanie także sygnalizuję, nie mam ambicji poruszenia, (a jednak się kręci!) wszelkich i wszystkich aspektów komunikacji, nie o wszystkich wiem. Nie sądzę, że by to było miejsce ku temu.Wiesz dlaczego zaczęłam przyglądać się tematowi z perspektywy języka? Ot, chociażby fakt…

Wiesz co zdarzyło się dziewiętnastego września 1982 roku o godzinie 11.44? Nie nie siedziałam na werandzie z kubkiem w ręce i nie patrzyłam na zegarek jednym okiem, a drugim na kalendarz. Scott Elliot Fahlman zmienił świat, wyposażając użytkowniczki i użytkowników sieci Internet w możliwość wyrażania emocji za pomocą dwóch emodikonek tak, tych: za pomocą kresek i kromek znaczy, kresek i kropek.  🙂 i 😦 . Tak, dokładnie. Były różne koncepcje, ale ta, się przyjęła.

Piktogramy i ideogramy to także języki, a znaki drogowe? A oznaczenie ubrań na metkach? A idiomy? A umiejętność uczenia i nauczenia się języków obcych? Albo nieumiejętność? A ma te i inna tyka, czyli języki nauk ścisłych. A może powinniśmy uzgodnić omówić(sic!) o jakiej komunikacji mówimy? A ku kulturze i inne turze języka, dbałość o poprawne wysławianie się, zastosowanie gier o gier, słomianych, znaczy słownych. Do słownych? A inteligencja? A właśnie! A dostrzeżenie tego« w internetach?»Ach, a ilość, czy jakość, wyrazistość,ość czy miałkość. A    e r u d y c j a ? Czy w internecie, w przestrzeni blogowej, jest potrzebna albo przydatna? Ułatwia, utrudnia? Dodaje atrakcyjności, czy wprost przycienienie, a może budzi kompleksy, (kompleks wypoczynkowy. „Budzi się we mnie zwierzę… Coś czuję, że to leniwiec”. Gdzie mogę spocząć, by odpocząć. Nie wiecznie, ale komfortowo i bezpiecznie?). Czego wymaga, nie leniwiec, a erudykcja (słowo stworzone na własny użytek)? Jeśli wymaga? Kto może być nazwany erudytką, erudytą? A właśnie- kończąc jeszcze trzy kwestie pokrótce:

Pierwsza: funkcjonowanie neologizmów w internecie? Co daje? Jakich umiejętności wymaga od nadawcy/nadawczyni komunikatu i odbiorcy/ odbiorczyni.

Druga: czy to źle, że słowa giną?

[Kampania społeczna, Ojczysty- dodaj do ulubionych, źródło].

 Trzecia: A co z mową nienawiści? Nie, z – jak to się teraz eufemistycznie nazywa hejtem, ale z mową nienawiści?

Zakończenie. Wcale nie tak, mi się wydawało, gdy pisałam ten tekst.

Każde z zadanych pytań:

  1. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi?
  2. Czy faktycznie zubaża, a może właśnie wzbogaca?
  3. Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne, czy to kwestia naszego wyboru, zaangażowania? 
  4. Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem?

Może być podstawą osobnego wpisu i to nie jednego. Może  i to śmiało. I co więcej nie należało by poprzestać na tychże, są jak to często bywa punktem wyjścia (do dyskusji), albo punktem wejścia w nowe obszary, poza językowe. Jak wirtualny świat wpływa na nasze więzi? Trzeba by było uzgodnić co mamy na myśli mówiąc wpływa, i co- w tej chwili rozumiemy przez wirtualny świat? Czy jest to gra interaktywna, podobno mają powstać takie książki, wspomagane elektroniką, przy których czytaniu będziemy przeżywali takie emocje jak wybrany bohater/ bohaterka… Czy to, co dla tzw. średniego pokolenia jest światem wirtualnym i światem realnym, wymaga rozróżnienia? W moim poczuciu wymaga. Oczywiście, że istnieje świat realny i wirtualny. Jestem ciekawa, czy z perspektywy lat spędzanie czasu przy komputerze, nie nie spowszednieje i jakie tego będą konsekwencje? Kiedy powstanie ruch, który będzie chciał żyć bez korzystania z Internetu,  czy i w jakim stopniu będzie to możliwe?

Czy uczestnictwo zubaża, czy wzbogaca? Po pierwsze: a co uważasz za wzbogacające? A co, za zubażające? Czy wiedza jest wzbogacająca? Czy wręcz przeciwnie? Czy jest bogactwem? Czy myślenie rzeczywiście nie boli? I co z jego skutkami później zrobić? Nie nie będę pisała, że to  pytanie (pierwsze) z cyklu: Do czego służy młotek? Jeśli wydaje Ci się proste, ze względu na oczywistość motka i młotka, to cóż, z mojej perspektywy, z którą (oczywiście) nie musisz się zgadzać, której nie musisz podzielać, jesteś w błędzie. Nie jest to błąd gramatyczny.Nie jest to szczeniacko niegrzeczna od, ot grzywka, odzywka.  Kiedyś popełnię tekst o młotku…:) Bo na motku (i władaniu nim) się nie znam  kompletnie i niekompletnie, niestety, ale prawda jest i taka, że nigdy nie byłam d o ś ć wytrwała by posiąść tę umiejętność… I została tylko ość. Pytania skonstruowane ogólnie, co -oczywiście – nie umniejsza ich wartości. Mam pytanie ilustrujące tę kwestię: Oglądam obraz Vermeera, np Ważącą perły, czy jeśli jestem historyczką/ historykiem sztuki, moja wiedza, czyni mój zachwyt bardziej wartościowym, od człowieka, który tej wiedzy nie posiada? A co z ukierunkowaniem mojej uwagi. Anna Chęćka -Gotkowicz, wspomina o  roli niewinności w słuchaniu muzyki, tej niewinności, którą człowiek posiadający doświadczenie kształcenia w szkole muzycznej,  m u s i  odzyskać.

Czy relacje wirtualne muszą być powierzchowne? A czy relacje realne są realnie głębokie i takie być muszą? Czy to zależy od jakości i sposobu funkcjonowania? Jaki cel jest takich relacji? Czy jest on uzgodniony z osobami pozostającymi w tychże? Przyjęło się sądzić, że to co mamy w zasięgu ręki, czyli nasze relacje w domu, pracy, w szkole, są – cóż powinny być [?] głębokie, a te zawierane poza tymi, które takimi nie są, nie wiem, czy są, czy nie są? Czy mają stworzone przez nas warunki by się rozwinąć, by je rozwijać? Pytania, podane przez Ciebie Renyu są dość ogólne. Co sprawia mi kłopot w udzieleniu odpowiedzi, zwłaszcza, że ta nie jest jedyna, a ja nie posiadam patentu na wyłączność.

I wreszcie ostatnie pytanie:

Czy internetowe kontakty mogą zaspokoić potrzebę interakcji, czy jednak potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem? Już Helena Majdaniec (a zapewne nie tylko ona) wiedziała,  i wyśpiewała, że:

[Jutro będzie dobry dzień, Helena Majdaniec, 1963 rok, źródło].

A tak na poważniejsza nutę. Moim zdaniem nie. Swoją drogą, ciekawe kiedy będziemy mogły i mogli porozumiewać się z robotami, na takim poziomie logicznego porozumiewania się jak z ludźmi, ten czas nadchodzi… I podchodzi, czy to się komuś podoba, czy nie. Miało być o relacjach, a było o relacjach w aspekcie językowym, kulturowym. I to ledwie zaznaczone. Mam takie poczucie, że temat ledwie co, został dotknięty, muśnięty. Odkładając na dowolnie wybrany bo(o)k wszystko, co do tej pory zostało napisane, może temat warto by było potraktować z innej strony, bo to mogłaby być tylko warstwa wierzchnia? Warstwy wierzchnie są ważne, bo cóż robimy gdy zranimy się w palec? A jak funkcjonować bez skóry? Ona jest naszym największym narządem…

Jeśli nie język to co?

Dziękuję za uwagę, wytrwałość, i zaproszenie do zabawy.

[fragment programu pt. Wielka Gra, dotyczący chyba Bacha, Brahmsaźródło]. Tak, tak  to ad vocem, poradziłam sobie z odpowiedzią? Nie wątpię, że nie wyczerpałam tematu (nie miałam takich ambicji), ale czy wyczerpałam Czytaczki i Czytaczy, czy… ? Może nie? Może jakieś kropki, toczka w toczkę, znaczy kroplówki? Kofeina? Kawa, duża? Z mleczkiem? A może czekoladkę?

Aha jeszcze bym zapomniała, ale faux pas, bym popełniła, od tego powinnam była zacząć… No to jeszcze raz… Od początku: Chcę zaprosić kolejne osoby (a co niech też pomęczą czcionkę) i wymyślić tematy:

Te i tamte maty:

Te było mi trudno wymyślić. Chyba trudniej niż napisać ten wpis. O wiele trudniej. Generalnie skupiłam się na tym by próbować odpowiedzieć. Czy pytać, jak inne osoby o pkb, pkp, czy kolej gen_der? Hmm, ten blog nie bierze udziału we wszelakich dyskusjach nie tylko politycznych, bo tak wybrałam. O czym już wielokrotnie pisałam.  Świadomie też nie poruszam innych tematów, takich jak zdrowy styl życia, Wiara/ religia, wyszywanie., gotowanie… O tym też pisałam.

Nie wiem, czy mają być to zagadnienia związane z wprowadzeniem bloga? Czy zup, (a nie o zupach też nie będę pisać- żadnej gastronomii) czy zupełnie inne.

Chciałabym, by było to miejsce spotkania się i merytorycznej dyskusji,zarówno ten blog, jak i temat, który zaproponuję. Pytać o: dziesięć najważniejszych książek, albo zdarzeń, które stały się przyczynkiem Zmiany Osobistej? Po pierwsze, gdybym sama miała wymienić dziesięć ważnych dla mnie tytułów, to nie potrafiłabym tego zrobić…

To może zaproponuję dwa tematy:

Temat nr 1

Gdybym spotkał/a siebie taką jaką jestem, z bagażem lat i doświadczeń, z sobą gdy miałam/ miałem lat dwadzieścia, jakich rad i jakich lekcji bym sobie udzielił/a, jak wcielił/a bym je w życie, jakie zmiany wprowadził/a a co zostawiłabym niezmienione? Dlaczego? Na czym by one polegały?

Temat nr 2.

Moje pięć nawyków, które wprowadziłam/ wprowadziłem  czyniąc moje życie bardziej efektywnym? Na czym one polegały i jak to zrobiłem/ zrobiłam?

Dziękuję. I zapraszam:

Liter tura na te[n]_mat Literatura:

  1. 44 listy ze świata płynnej ponowoczesności, Z. Bauman, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2011r
  2. J.Slevin[ (2000) The Internet and forms of Human Association, [w;] The Internet and Society, Cambridge, Polity Press, s.90-177 tłumaczenie: Marta Juza. Dla poliskich czytelniczek i czytelników artykuł pt: Internet i formy związków ludzkich, [w:] Socjologia codzienności,pod red. P. Sztompki i M. Boguni -Borowskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków, 2008, s593;
  3. Kolor i znaczenie. Sztuka, nauka i symbolika, J. Gage, przekład Joanna Holzman, Anna Żakiewicz, Univeritas, Kraków, 2010 s. 11.
  4. O prowadzeniu rozmowy, S. Garczyński, Wydawnictwo Warta 1977, s. 28;
  5. Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, C. M.Renzetti, D. J. Curran, Wyd. PWN, Warszawa 2005 s.200-201;

213.O szwach, podeszwach, podszeptach, i podpatrywaniach, gubieniach i trwaniach. Chodzi o to, by na Brzeg Świata dotrzeć piecho[tą].

      Zazwyczaj po kolacji najpierw zmywam naczynia, a dopiero potem siadam, by napić się ze wszystkimi herbaty. Pewnego wieczoru Jim chciał mnie wyręczyć, więc powiedziałem: „Dobrze, ale jeśli chcesz zmywać, musisz wiedzieć jak to się robi”. Jim się obruszył. „Nie żartuj! Myślisz, że nie wiem, jak zmywa się naczynia?”Odparłem: ” Są dwa sposoby zmywania. Pierwszy  —to zmywanie naczyń, po to by je umyć i drugi sposób: zmywanie dla zmywania.

[Cud uważności. Zen w sztuce codziennego życia prosty podręcznik medytacji, Thich Nnat Hanh, przełożyła  Grażyna Draheim, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa, 2008,   s.17-18].

      W  języku hebrajskim istneje litera, na temat, której powstają traktaty historiozoficzne,  filozoficzne, legendy dudnią poprzez wieki przetartymi głoskami i głosami, łuszczy się czcionka w niejednej tonacji atramentu i argumentu (tudzież piksel łaskawie zaświeci). Liter tura, to nie zawsze, i nie często (nawet) literatura. Nie będziemy jednej, jak i drugiej- kłopotać. Nadgryzać i kosztować. Nie będzie nas to nic kosztować.  Nie będziemy ich zużywać i nadużywać by przedstawiać (o zgrozo), i przestawiać choćby w zarysie jej historii. 

Litera, o której wspomniałam to  alef.

Nikt już nie pamięta jej dźwięku,  nie potrafi wymówić, a jednak skrzy się w meta pamięci. 

Problem istnieje, nie ze względu na skomplikowaną artykulację, jak można by przypuszczać, ale: z jednej strony: problem ten tkwi (jak zwykle) w szczególe:   a ten we skazaniu   na dźwięk,   z drugiej strony:  nie wiadomo jak nadgryźć kwestię ze względu na swą Prostotę, tę przez wiekie Pro.  I jeszcze, to Alef nie jest znakiem, albo przedstawieniem dźwięku, tak jak zwykło się to rozumieć. To rodzaj niemego wsparcia dla samogłosek, które współwystępują w jej towarzystwie.

Paradoks. Para i doks. (doks =doc). Para– wspomnienie kropli wody, dok[s]- fonetyczne zapożyczenie z angielskiego, plus chwilowa słowotwórczość?(*skojarzenie z dokumentem). A więc wspomnienie tego, co było… Zestawienie kilku rzeczywistości nadgryzających się wzajemnie. Albo para jako dwoistość, po_mnożenie, albo nadmnożenie… Przemożne żonglowanie znaczeniem. Znamieniem słowa, sumieniem rozumienia, mienia, mania, posiadania. Znania, kosztowania, używania. Bycia, tycia, doznawania. Pssssyt. Iskierka  g a s ł a, gusła,  gasła,  gusta…. zgasła.

Jednocześnie można powiedzieć, a nawet napisać (sic!) wcale nie minąwszy się z prawdą, że to najważniejsza z liter w hebrajskim alfabecie. Ostrość nieobecności, nieobecność niedogodności…

A stroniąc od metafor i neologizmów można powiedzieć, że to raczej takie przyłapanie go na gorącym, ba, wrzącym uczynku, dźwięku gdy  ten zaczyna dziać się w gardle. Spinoza wspominał o otwarciu się dźwięku w gardle.  Dlaczego wspominam o alef, dając jednocześnie na początek wpisu cytat o [nie] zmywaniu naczyń? Z kilku względów. Wglądów i wyglądów, też.

Po pierwsze, chcę zwrócić uwagę na ciekawą i wielowątkową historię tej litery.

Po wtóre- chcę musnąć nie oczywistości, i delikatności.  I podszewki zastanowienia. Niezależnie od tematu, przewodniego, i podwodnego, znaczy,zmywanego, zmywalnego, doświadczanego, czy tylko dotkniętego, muśniętego, tego i tamtego. Niezależnie czy jesteśmy w „tu” i „teraz”, czy „tam” i w  „potem”.

[***]

   To zastanowienie, prowadzi nas, albo prowadzimy siebie przez świat zastanowieniem ku kwestiom, które stawały pewnością w prze(-)ł y k u i oku. A po podejrzeniu i przejrzeniu, i przyjrzeniu się, już takie nie są. Jeśli zaś gra idzie o delikatnć to piszę się o niej w kontekście zwrócenia (nie tak jak się zwraca resztę, ale tak jak się daje i przyjmuje, ale nie tak jak się przejmuje, (czyli albo zanadto, albo bez namysłu. Jakiegokolwiek, gdziekolwiek i jakkolwiek, czyli równowaga).

Podejmuję więc temat delikatności także w kontekście zwrócenia :  s z c z e g ó l n e j  uwagi na kwestie, te, lub inne. Kto postuluje bycie delikatnym na co dzień? Wobec kogo? No i koniecznie m u s i  istnieć p o w ó d (nie chodzi o stronę procesową, ale o bycie w procesie [psychologiczny]).  Nie chodzi też o stapianie po wodzie, po wód kres. I nie chodzi o koniec rautu…

A delikatność b e z  okazji?

Co wzmacnia alef? Niewidoczna, a jednak pierwsza? Nie, nie taka znów niedostrzegalna,nie przeźroczysta, i -bynajmniej, nie stojąca na uboczu. 

K w e s t i a    d e l i k a t n o ś c i , nie w aspekcie s e n s u a l n o ś c i. Tylko głębiej, nie po wierzchu, nawet nie po wierzchołku. I nie (tylko) wobec osób, które postrzegane są (ogólnie- lub w danej sytuacji) jako wrażliwsze, słabsze? I — pytania nadprogramowe- gdzie znajduje się źródło siły? Czy okazywanie komuś delikatności może być środkiem do ustalenia hierarchii, narzędziem nacisku (ucisku)? Czy, wtedy (jeśli to nadal możliwe) jest to nadal delikatność? Czy z niej pozostają tylko ości, które stają w gardle? Czy wszystko można złapać, doświadczyć, przeżyć, dotknąć… Chociażby najnajnajdelikatniej? Czy potrafisz wziąć  w opuszki palców parę, jaki ma ona wtedy kształt? Czy alef nadal istnieje? I czym jest zmywanie naczyń?

[***]

       Jest jednym z tych Artystów, którzy umeblowali moją wrażliwość, dodawał swoje komentarze, wobec wymagań, które należy stawiać wykonawczyniom i wykonawcom, ale przecież nie tylko im, ogólnie uczestniczkom i uczestnikom kultur(y) niezależnie w jakiej roli występują i z jakich perspektyw doświadczają oglądu rzeczywistości. Jego twórczością pod i na_siąkałam po woli i powoli. Stopniowo.  Niespieszną konsekwencją. Dziwnie (czyli jak? Nieprzystająco, czy niekonsekwentnie? Czy może mętnie?)  to z a b r z m i, (sic!) ale co tam, (i tu też) pewności delikatności z jaką wszedł  ze swoimi propozycjami momentami była wstrząsająca, zabawna i  kojąca. Przykład zatem jak najbardziej na miejscu, swoim. Przecież to nie rozchwiane, niezdecydowane wibrato ale wsłuchanie się i Odkrycie tego co i w j a k i  sposób robi pozwoliło mi sięgnąć myślą, uczynkiem i (za)słuchaniem Dalej.I było mi bliżej. I ciężej i lżej. Jak w tyciu. Jak w życiu. Nie chodzi o efekt jojo, tylko o pewną gramatykę i gramaturę gramatyki rzeczywistości.

[Popołudnie, Michał Bajor, z trzeciego albumu].

}***{

     Myślę,  że to co mnie przekonuje  to kwestia smaku, inteligencji, i humoru, tego szukam również w sztuce,kul_turze  i w wśród innych tur i tam i nie tylko par_(czworokątów)[t]y_  (i innych tur) tur. Na umór? W mol, czy w dur? I bez i ze zwątpieniem, to mi zostało. Stało i leżało i gimnastykowało się przez lata. Gimnastykowało bo ruch, jak wiadomo — to zdrowie. Podobno.

Usprawiedliwienie (by nie podejmować trudu dyskusji) jest jedno, niepodzielne i zużyte do granic niemożliwości i nasuwa i zsuwa się samo (w skutek wy_tartych krawędzi czcionki): de gustibus non est disputandum. A pytam: dlaczego?  Nie, nie przepraszam,  i nie przepraszam, ale wciąż pytam. Pytam: dlaczego nie? Chodzi o dysku[r]sję a nie dyskredytowanie. Chodzi o pokazanie, by ktoś/ia mógł (lub mogła) dostrzec, zapoznać, posmakować. Przychodzi mi na myśl, przekład i przykład (nie bez związku, a ze związkiem, takie to o to ro-związki, podwiązki…). Ad rem! W odmianie ram, dam,  na razie.

Wiem, że nasiąknęliśmy wespół zespół  gramatyką, grawitacją i dydaktyką Bagnetu na broń, ale to zwodnicze i zasadniczo ugruntowane. Władeczek oprócz tego, że  rósł jadł rosół w niedzielne i inne dzielne popołudnia, chował się pod wielkim czarnym fortepianem by uniknąć żmudnie smędzonych, spędzanych godzin które miał spożytkować na  ćwiczenie gam, by kiedyś tam, czyli w odległej przyszłości mógł powiedzieć: „gram”. I nie było by to granie na nerwach, ani na strefach erogennych… Wizje występów solowych (mono_gram, ale nie dramatycznych: mono_dram) miała Babka, ale mieć przestała. Z czasem.

      Władeczek, pełen młodzieńczej egzaltacji, mężniał konsekwentnie, raz wyraźniej, a raz mętniej. Rósł i wzrastał środowisku kobiet, przez nie wychowywany (antenaci linii męskiej bardzo szybko zmarli). Biografowie i biografki pewnie napiszą jeszcze jak środowisko w którym został wychowany wpłynęło na jego przyszłość, ale dziś nie o tym.

Gdy powstały Legiony Władysław Broniewski, bo o nim mowa, uciekł walczyć, co ważne przebył drogę z Płocka (zabór rosyjski) obrzucany prawie że kamieniami, wcześniej pisał egzaltowane wiersze, wydawał gazetkę szkolną do której pod różnymi pseudonimami tworzył by zapełnić szpalty (Młodzi idą) nie dorósł jeszcze do wojny (jeśli kto/sia może kiedykolwiek dorosnąć), a już HISteoria i historia krzyknęła: „Baczność” i Władeczek z gorącym sercem nie bacząc na niesprawiedliwość i inne ości, pognał na pole nie jednej bitwy, i nie jednej wojny.   Brał udział w  Polsko- Bolszewickiej (tak, tak) — cóż niewygodny i nie godny był to fakt dla władz przyszłych, będą taić ten fakt, ale on od taje, tak jak i nastaną inne rzeczywistości by ukazać, choć przez mgnienie, rzeczy oczywistości, w innym świetle, i na odmiennym tle.

Tym, a raczej tamtym czasem, to on Broniewski (wy)rzuca rzeczywistość żakowską po trzech miesiącach, i rusza w bój. Dostaje Virtuti Militari i cztery Krzyże Walecznych, prawie dwudziestopięcioletni kapitan doskonały w walce, nie sprawdza się wśród raportów za biurkiem, ubrudzony, utrudzony i przestraszony wojenną rzeczywistością wychodzi do zewnętrznego świata, ale nie światła,  poeta z pokolenia Skamandrytów, wskutek tego co przeżył, nie przystaje do perspektywy jaką włada Książę Poezji . Jego ówczesne wiersze naznacza wojskowy dryl i rym i rytm. To w wojsku próbował zabić, a raczej zapić ból, to  zaczyna się jego choroba alkoholowa.

Zrzuca mundur, wraca na studia. Kocha na akord. Ba, uwodzi na akord. I czerpie garściami ze zmysłowych doświadczeń. W swoim diariuszu opisuje zarówno kochanki, kontakty z kobietami świadczącymi usługi seksualne, i choroby STD i STI, na które cierpiał. Wszystko z aptekarską dokładnością, nie przepisywał co prawda, jak Iwaszkiewicz swojego dziennika, lecz notował co do joty.

Gdy był w związku narzeczeńskim z pierwszą (liczebnik wskazuje, więc, że nie ostatnią) żoną pochwalił się, czy też podzielił się wiadomością, że będzie miał dziecko, z inną, i że ona ta przypadkowo poznana, kobieta, nie chce tego dziecka usunąć, a on, przecież ma się żenić, przecież nie wie co zrobić, i jak rozwiązać ów konflikt…

Broniewski zaczytuje się też tym, co pisał Majakowski, (mieli okazję się poznać później, jego fascynacja ostygła). Jego stosunek do władz był niejednoznaczny, i przekłamywany niejednokrotnie. Jak widać skutecznie. Cierpiał w więzieniach sowieckich, o czym się nie mówiło, nie wspomniawszy o pisaniu.Znana i powtarzana do bólu jest anegdota, o tym, jak odmówił napisania nowego hymnu Polski, o tym co wyśpiewywał będąc na rautach (i na rauszu) znane są jego rozmowy z Ireną Krzywicką, chociaż – tak, to prawda, znane od niedawna. Gdyż był to,  w powszechnej świadomości, poeta jednoznaczny, jakże krzywdząca to opinia.

Nie chodzi o to, żeby wspomnieć, iż  pomagał ludziom, a czynił to  bez względu na przekonania polityczne, społeczne, czy jakiekolwiek inne, chodzi o to, że zawładnęła pamięcią o nim władza PRLu,  a to człowiek o, jakże się mówi brzydko- wyższościowo, fascynującej biografii. Człowiek zagmatwany… Czy spełniony? Nie wiem, czy doceniony? Z pewnością nie. I jako człowiek, i jako Artysta. Nie we wszystkim można się z nim zgadzać lecz poprzestając na tym, co zwykło się nam mówić, lat temu kilkanaście, pozostaje — przede wszystkim- ze szkodą dla nas. In presja? In pasja? Nie, już nie. Każda osoba, czytająca ten blog, albo wręcz przeciwnie, głaszcząca tylko litery wzrokiem, albo jeszcze  bardziej przeciwnie, nie czytająca go wcale, czy też z niezgody, czy z niewiedzy, że istnieje (i ma się dobrze) potrafi się uczyć i potrafi się nauczyć. I gromadzić i zużywać i dzielić nie tylko skórę na niedźwiedziu, ale i się wiedzą.

Impresja— ledwie wspominam, o tym i owym, o pożegnaniach, opłakiwaniach, powrotach, zmartwychwstaniach (chociażby jego drugiej miłości, miłości Wielkiej, o której myślał, że  zmarła, wydana na porzarcie Historii, w najczarniejszej i najbardziej okrutnej wersji — w obozie zagłady, to dla niej porzucił emigrację, to ją już opłakał i z nią się pożegnał gdy schorowana śmiertelnie wróciła do kraju, to on płacił rachunki za jej pobyty w szwajcarskich prewentoriach, to jemu historia wystawiła słony rachunek, zacierając przydziałową biografię, przycinając ją do czasu przeszłego). Nie wspominam o tragicznej śmierci Córki Bzdurki, wtedy to utracił sens życia (miał epizod ubezwłasnowolnienia, i odosobnienia, co pozwoliło mu na przeżycie jeszcze kilku miesięcy). Zmarł na raka krtani. Straszna to śmierć.

Gdy o tym piszę, przypomina mi się fakt, jak Kafka, cierpiący z tego samego powodu błagał by lekarz wstrzykiwał mu morfinę prosto w tchawice (tchawica to rodzaj umięśnionej rurki), by pozwolił mu odejść, że jest w takim stanie,że zazdrości roślinom deszczu, samodzielności i samaku wody… Straszna śmierć. Głodowa. Gdy nie można wymówić, wyszeptać, wypowiedzieć słowa, gdy z tych słów utkane było życie, a nawet gdyby nie to przecież, żadna różnica,  umysł pozostaje jasny i świadomy, ciało odchodzi, ukazując swoją władzę i niewładność.  Ość. Dość.

Władysław (władca sław[y]?) Broniewski zawłaszczony przez jedną z narracji, jest bardzo skrzywdzonym, gdy w kontekście biograficznym  odczytamy wiersz Bar pod zdechłym psem,  w sugestywnym wykonaniu Michała Bajora staje się nie tylko  fantastycznie opowiedzianym momentem, sceną rodzajową, ale i wstrząsającą hist[e]orią. Dlatego, ten przykład i przekład jest na miejscu, w kontekście wpisu uzasadnionym. Kto(sia) by podejrzewał(a) Broniewskiego o taki wiersz, słysząc po raz pierwszy to wykonanie nie wdając się    w   s  z c z e g ó ł y?

[Bar pod zdechłym psem, Michał Bajor, muzyka: Włodzimierz Korcz, słowa: Władysław Broniewski].

Podobnie jak ma to się z autorem Ulissesa, w Dublinie. Gdyby przyjrzeć się trójce: Broniewski, Kafka, Joyce punktów, jeśli nie wspólnych to stycznych, jest więcej, niźli statystycznych (tych wynikających ze wspólnej profesji) chociaż jednej, ale zatrzymajmy się chwilę przy kawce (dużej, czarnej, mocnej, ciepłej w zmrożonej filiżance), wróć, Kafce. I będzie to  chwila dłuższa...

 W Pradze jest ponoć wiele produktów, sygnowanych jego imieniem i nazwiskiem. Chociaż on, chadzał utartymi szlakami, podróż z miejsca pracy do domu, albo na odwrót zajmowała mu nie więcej niż kwadrans. Czy mamy szansę dziś zrozumieć Franciszka? Dla niego to już nic nie zmieni, a dla nas? Urzędniczo podporządkowana rzeczywistość? Tak, bez wątpienia. Ale to: „tak, bez wątpienia” to takie szkolne przyklepane, ugłaskane i uformowane rozumienie, nie podważone niczym wcześniej, nietchem,  i innym tchem o Nietzschem innym razem, co nie znaczy, że dziś jest o niczym...

Ad rem! Franciszek Kafka nie był urzędnikiem niespełnionym, poranionym i piszącym w czasie pracy, marznącym (być może) marzącym (czasami) ale nie karmiącym się mrzonkami i snami. Sprzedano nam nieszczęśliwy, niespełniony obraz urzędnika, który zapragnął być pisarzem, a my, bez mrugnięcia okiem, czy też szkiełkiem i okiem, czując i wierząc kupiliśmy to bez dwóch zdań (zwątpienia)[* zwątp + pienie – pienie ros. śpiewanie. Zwątpienie- wykonywanie pieśni na część zwątpienia 🙂 )]. A jak to zwykle bywa, sprawa ma się inaczej, niż jesteśmy do tegoż przyzwyczajone i przyzwyczajeni. I przyczajeni nie w tej rzeczy oczywistości. Po tej długiej introdukcji, zmierzam do celu. Spróbujmy ten obraz uzupełnić, przynajmniej jego fragment. (Bez smętku i sentymentu, tam, czy tu).

Anegdota, podczas gdy Franz czytał swoim przyjaciołom swoją najgłośniejszą powieść (a ściślej rzecz ujmując, to co miało nią się stać) autentycznie płakał ze śmiechu, i nie był to płacz rzewny.  Nie tylko sugestywnie pisał, ale mógłby, w przyszłym życiu, zostać aktorem. Gęstość mroku, jego intensywność zdumiewa jeśli spojrzymy na to, co rzeczywiście było. (Tak jak w przypadku Broniewskiego).

Człowiek,pochodzący z bogatego domu, w którym mówiło się po niemiecku. Człowiek, który ubóstwiał towarzystwo, potrafił się nie tylko w nim odnaleźć, ale przewodzić, bywał w najlepszych klubach, uwielbiał teatr, sztukę, kawiarnie, ciekawy był koncertów, potrafił ponoć grać na fortepianie. Bon vivant? Z ciekawością poszukiwał swoich tożsamości. Nie zupełnie. Wychowywany przez surowego, ba despotycznego ojca (patrz, charakter starszego Witkiewicza) w otoczeniu trzech starszych sióstr, które go kochały ponad życie (zginęły w obozach koncentracyjnych). Zwłaszcza najmłodsza z tegoż grona. Wspominając o dzieciństwie pisarza, należy nadmienić, o dosyć bolesnym fakcie, który nie usprawiedliwia, bynajmniej, postępowania Hermanna, dwóch jego  synów, którzy wcześniej przyszli na świat, rozstali się z nim zbyt młodo, nie poznawszy Franza. Zmarli we wczesnym dzieciństwie. Franz Kafka doświadczył zimnego chowu, nie mógł się poskarżyć, że coś go boli, albo, że czegoś się boi- raz, w takiej sytuacji, ojciec zamknął go na balkonie, w nocy, z kategorycznym nakazem, uspokojenia swoich emocji, miał go wpuścić ponownie do domu, jeśli ten się uspokoi. Gdy Franz dorośnie napisze list do ojca, który będzie dla niego swoistą formą autoterapii, psychoterapii, jeszcze przed nastaniem Freuda*. Ojciec nie rozumiał nie tylko świata, który należał wyłącznie do Franza, ale ubliżał i konfratrom, i stosował opresyjne nakazy i zakazy. Max Brod(przyjaciel, wykonawca testamentu pisarza, który się sprzeniewierzył jego woli, nie spalił jego dzieł, nie tylko je wydał, nadając tytuły, ale także niektórych z nich próbował— na szczęście bez powodzenia- zmienić treść) ten oto Max, napominał rodziców, że ich postępowanie, pcha Franza w ramiona śmierci. A zważywszy na fakt, że dom rodzinny, opuścił przeżywszy niespełna cztery dekady. I to z  powodu wielkiej miłości, wcześniej utrzymywał znajomości korespondencyjne, przynajmniej z kobietami, a poza Felicją, z którą był zaręczony— otaczał się kobietami o silnym charakterze. Znane są jego listy, a raczej ich część- te, których nie zdążył spalić, albo których nie skonfiskowało Gestapo. (Związki z nimi to temat fascynujący, wystarczy nadmienić z imienia i nazwiska: Milena Jesenská, Felicja Bauer, Dora Diamant.Nietuzinkowe postaci). A może to jest tak, że nie bez znaczenia, była postępująca (w tempie galopującym) choroba, i przeczucie skończoności? Owa skończoność towarzyszyła mu od dzieciństwa, nie (tylko) dlatego, że zmarło dwóch braci, ale także dlatego, że sam był słabego zdrowia, i zmuszony był korzystać z usług prewentoriów. 

Tego nie wiemy, przynajmniej, na pewno. Człowiek, który miał przepowiedzieć holokaust, ale go — na szczęście— nie doświadczył, i tak jego twórczość i osoba, kojarzona jest ze smolistym, nieprzeniknionym i nieuniknionym mrokiem. Krok za krokiem. Szukanie i znalezienie pod podszewką, pod poduszką, i pod powieką.

  

          Bo chodzi o to, by na Brzeg Świata dotrzeć piechotą, tą by się zetrzeć i radośnie zestarzeć. Problem w tym, że w patrzeniu i spostrzeganiu nie rzadko nie dostrzegamy szwów. I by to, w końcu, móc uczynić, potrzebny jest trening. A to wiążę się z mozołem, z poświęceniem czasu, i z błądzeniem, czyli nie rzadko z kwestiami niewygodnymi, których chcemy uniknąć.  Podeszwy się zdzierają, mokną, może i buty uciskają, podszeptom, nie zawsze można (za) i przed- wierzyć, tym z nich, które dotrą do naszych uszu(i nie zetrą się w szum).  Czasami przyjdzie nam się zgubić (wiedzę- tak jak nie potrafimy złożyć w całość tej dotyczącej alef, nie potrafimy rozróżnić, co legendą, mitem, a co podaniem naukowym, czasami przyjdzie nam zgubić Siebie) zatracić, zmarszczyć, zniesmaczyć, zadowolić fast foodem pewności, i nim sycić. A zmywanie naczyń, cóż, coraz częściej używa się jednorazówek, tak jak coraz to częściej nie naprawia się rzeczy(-), tylko [oczy]()wistością jest nabywanie nowych, czystych, nietłukących…

Jest jeszcze trwanie, lecz by nie było to fałszywie rozumiane, by nie pruło się, nie zacierało i nie przechodziło gładko, i niezauważalnie w wegetowanie, ale to już zależy  w równej mierze i od Ciebie i ode mnie. Tutaj nie potrzeba wielkich snów i słów.  A tam, gdzie są niezbędne Wielkie Kwantyfikatory, jeszcze bardziej konieczne są czyny. Działanie. Byle nie korozja, nie rdza i zaniechanie chęci, gdy inspiruje, a nie tylko nęci.

[W lesie, Michał Bajor, album: Twarze w lustrach, 2002, tutaj z albumu koncertowego :Michał Bajor 30/30 Największe przeboje,Agencja Artystyczna MTJ,2005].

i się nie stało… Nic? Czy aby: na pewno? A jeśli już to czy potrafisz je wziąć  w opuszki palców, jak wspomnianą parę?

*Freud i kobiety to także temat, na kozetkę, tak samo jak jego traumy z dzieciństwa, gdy był szykanowany ze względu na pochodzenie, jak i zasobność (a raczej) nie zasobność portfela. Innym tematem były jego eksperymenty ze środkami zmieniającymi świadomość, i to przez całe życie. Austriak zmarł na nowotwór jamy ustnej.

211. Ups, za, za, „za” i „po”. No nic. Trudno. Zapomniałam… (Jaki był tytuł wpisu?)… Ktos(ia) pamięta? Nie?

Czy to konieczne? – pyta Eurydyka. Hermes uśmiecha się i milczy. Idą. A ciemność rozstępuje się przed nimi. i zaraz na powrót zamyka. Tak kroczą przez niezliczone bramy.

— Czy to naprawdę konieczne? – pyta Eurydyka — Orfeusz jest stary – mówi- więc niedługo będę z nim żyła.

Z a p o m i n a m zupełnie z jakich ziół robi się napar, który leczy jego obolałe od śpiewu gardło. Co znaczy wstawanie o świcie, i czego chce mężczyzna, kiedy dotyka mego brzucha.

— Wszystko sobie p r z y p o m n i s z – mówi łagodnie i bez przekonania Hermes.

[Król mrówek. Prywatna mitologia. Zrekonstruować próbował, i przypisami opatrzył Ryszard Krynicki, Kraków, Wydawnictwo a5, s.8- wyróżnienie własne].

Są.Smaki, zapachy, przebłyski, które (za)mieszkują  przeszłość(i). I   t y l k o   tam wyznaczają wektor swojej obecności. A może tylko w takowym s t ę ż e n i u wytężenia proporcji przez nią zawłaszczane?

Gdy się wzdłużamy, a już na pewno gdy wyrastamy z młodzieńczych fascynacji, marzeń, i złudzeń (o! Zwłaszcza tych ostatnich) one wychyną na powierzchnie naszych rzeczywistości coraz rzadziej, a się mylę? Może dzieje się  tak samo, tylko mniej śmielej? Nie rychlej? Trzeba je wypchnąć, leciutko pociągnąć za  paluch u nogi, by przekroczyły ledwie widoczną, przykurzoną kreskę, tą, która wyznacza granicę, pogmerać, rozprostować myśli, pogimnastykować słowa, pogłaskać zastanowienia, spojrzeć inaczej, uczyć się wymagać od siebie...

Tego nie wiem.

J e s  z c z e. [To słowo: albo daje nadzieje, albo… odwleka (nawleka?) nieuchronne wypadki].

     Przychodzi do mnie w różnych okolicznościach przyrody i takowych dekoracjach. Chyba, od zawsze traktowałam go jako opis procesu zakochania, czy/i trwania miłości,  uczucia większego, trwałego, choć zmiennego w swej naturze.  Próbę,  i to udaną, uchwycenia na gorącym, ba na wrzącym uczynku procesu, d z i a n i a   s i ę.    A teraz p r z y c h o d z i (nie powiem, że nie ma nikogo w domu, skoro przyszedł, to go wpuszczę, a zatem) przchodzi czas, gdy okazuje się, że nie wszystkie piosenki są o miłości. [Wiersz Ewy Lipskiej pt. Krótka bajka, bo o nim piszę, został  opatrzony muzyką i wyśpiewany]. 

Bardzo Dobrą twórczość poznawałam po tym, że można było ją odczytywać z wielu perspektyw, patrzeć nań z wielu płaszczyzn, a ona tylko zyskiwała, choć czas, robił to co jedynie potrafi i to najlepiej,  upływał. Ale i dodawał znaczeń, wystawiał na próby, i postarzał rysy twarzy.  

Okazało (ukazało:) się, że jest to wiersz o naturze, a przede wszystkim o procesie (procesach):  widzenia, patrzenia i spostrzegania.

Są takie wiersze Ewy Lipskiej, które zatrzymywały mnie od razu. W mgnieniu. 

Gdy go usłyszałam  powrócił ten i tamten smak, zapach, u c z u c i e. Jakie? A no,  nie wszystko możemy zdefiniować od razu. Przyciąć, wyciąć, ująć, uformować,  w słowa, które mają swoją gramaturę, gramnaturę, znaczy gramatykę. 

To trochę jak z atomem.  

Nie wiadomo jak wygląda, ale już Człowiek go rozbił, rozebrał na czynniki pierwsze, drugie i kolej – (na inne) -ne. Aby uzyskać obraz atomu naukowcznie i naukowcy używają najnowszych mikroskopów, za pomocą których można [w y] c z u ć, ale nie zobaczyć. [(Prędzej można baczyć, czyli: mieć na uwadze, ale można też zboczyć- chociażby z wytyczonej drogi. Nie nie, idźmy tą drogą)]. To tak jakbyś zbliżył/a dłoń do ekranu telewizora na minimalną odległość, tak by jednak go nie dotknąć.  C z u c i e. Przeczucie.  Mgnienie. Przypominanie pamięci. Podróż na obrzeża map.

T a  m,    c z y l i    D a l e j. 

[Przykład]:Zanim dziecko nauczy się mówić, długo przed tym faktem, odbywa tak niebywałą podróż, o której jeszcze nie wiele wiemy. Zanim wyda odgłosy chociażby przypominające ludzką mowę. Gdy już, już, zbliża się do momentu w którym zaczyna tworzyć rozpoznawalne słowa, ma w asortymencie swoich zachowań takie możliwości artykulacji, o którym fizjologom, filozofom, a zwłaszcza lingwistkom  się nie śliniło,  śniło, a nawet gdyby, to no cóż — aliści ten sen nigdy się nie ziści.

Badał i opisał tę kwestię Roman Jacobson, zauważył on bardzo ,że dziecko które już gaworzy może zgromadzić takie możliwości artykulacyjne, których nigdy nie znajdziemy w jednym, ani w grupie języków. I taką sytuację umiejscowioną w czasie określił rozkwitem gaworzenia. W tym  momencie możliwości językowe człowieka są n i e o g r a n i c z o n e.

Między gaworzeniem, a pierwszymi słowami u dziecka nie nie istnieje wyraźne przejście, dla laiczki, czy laika sytuacja jest płynna. Gdy dziecko przechodzi do fazy przedjęzkowej do pojawienia się pierwszych słów traci niemal całą zdolność tworzenia dźwięków. Gdyby przyjrzeć się sytuacji bliżej wygląda to (w wielkim skrócie) tak Człowiek jest zanurzony w danej kulturze (także językowej), zatem zaczyna posługiwać się konkretnym językiem. Nie potrzebuje wszystkich spółgłosek, samogłosek. Zatem dziecko zostaje ukierunkowane. To co niepotrzebne, zaczyna zanikać. Człowiek pewnych dźwięków nie będzie w stanie wymówić już nigdy. (Zatem argument stosowany przez osoby namawiające nas do nauki języków, które są dla nas obce, że to tak dziecinnie proste, że nawet szkrab nauczy się płynnie władać gramatyką, słownictwem, że przecież każda osoba uczyła się swojego macierzystego języka kiedyś… Jest nietrafiony, ale marketingowo skuteczny. Chociaż, oczywiście, autorka jest za tym by zacieśniać znajomości lingwistyczne. I nabywać zdolność posługiwania się językami już nie obcymi. Granice naszego świata, są granicami języka jak mawiał austriacki filozof— Ludwig Wittgenstein). Wiele dźwięków wspólnych dla gaworzenia i mowy, którą posługują się dorośli ludzie również zanika, i dopiero w t e d y  to zaczyna się faza nabywania języka. Dlaczego o tym wspominam?

Z dwóch powodów:

Pierwszy: już nadmieniłam, kwestia nabywania i posługiwania się czymś tak oczywistym jak język rodzimy, jest bardziej skomplikowany (i piękny) niż nam się próbuje to przedstawiać chociażby przy okazji namawiania do różnego rodzaju działań w kontekście naszych zdolności lingwistycznych, a w zasadzie ich rozwinięcia— nie czas by to opisać (ale można wspomnieć). Niejako przy okazji. Philip Zimbardo mówi o tym, że nauka ta ma charakter stricte kontekstualny. Innymi słowy, dziecko zwraca uwagę na kontrasty (fonemy– to najmniejsze jednostki znaczeniowe języka) między dźwiękami. I tu, napiszę o czymś o czym, często zapominamy (sic!) jako osoby słyszące. W przypadku języków migowych —tak, tak istnieje wiele języków migowych* — dziecko zwraca uwagę na kontrasty w pozycji rąk.

[Zapominam, Michał Bajor, Michał Bajor 30/30 Największe przeboje,Agencja Artystyczna MTJ,2005].

Drugim powodem jest kwestia zapominania, by wydobyć coś z indywidualnej, czy zbiorowej,  pamięci najpierw trzeba puścić to w n i e p a m i ę ć  Nabywanie języka, o czym piał Jacobson, jest możliwe dzięki (niedocenianemu) akcie zapominania, swoistej dziecięcej amnezji, o której pisze, dotyczy ona nie języka sensu stricte, ale nieograniczonej zdolności artykulacji.

Oczywiście sam akt przypominania sobie, nie wieloaspektowy. W psychologii znany jest chociażby problem fałszywych wspomnieńZaczynając pisać ów  tekst, przywołałam kwestię zapominania (przypominania)  w innym (nomen omen- lub odwrotnie 🙂 )kontekście. Obie sytuacje  n i e są w swej naturze symetryczne: Zapominanie i przypominanie, lecz istnieje  pewien obszar wspólny.

By coś wyciągnąć, trzeba włożyć. By mieć przeszłość, trzeba zużywać życie, ale tak, by czynić to w sposób świadomy  (Tu jest haczyk, nie jeden czy to z  resz, czy bez reszT[y]).  By mieć wspomnienia należy gimnastykować teraźniejszość. (Wiąże się to także [ale nie tylko] z wychodzeniem ze strefy komfortu, ale: nie strefy bezpieczeństwa). I z szeregiem innych konieczności. Kolokwializm? Być może? (Czy: może być? różnicuje, bo oba pytania odnoszą się do dwóch różnych kwestii) A co, jeśli zapomnimy? Albo nigdy nie pamiętaliśmy?Albo nie zdążyliśmy się nauczyć? Albo nie wiemy j a k? Albo nie możemy? Niezależnie od wątpliwci i pytań: łatwiej powiedzieć, niż zrobić.

[***]

Już Henry Murray przed II Wojną Światową, 1938 roku, pisał o potrzebie osiągnięć.  Nasilenie jej u każdej osoby ma odmienny poziom. Kolejnym badaczem, który zdecydował się kontynuować temat był David McClelland to on, wraz ze swoimi współ- pracownikami (i) -pracowniczkami piętnaście lat później opracował narzędzie, które pozwoliło na określenie natężenia tej potrzeby, a następnie zbadano związki pomiędzy siłą motywacji do osiągnięć w różnych społeczeństwach i warunkami, które wspierały tę motywację, co prowadziło do rezultatów (w kontekście osiągnięć w środowisku pracy). Co ciekawe,  osoby o wysokim współczynniku [n Ach] n i e k o n i e c z n i e (albo nie zawsze) są chętne by ciężej pracować,  gdy oceniają zadanie jako trudne  szybko rezygnują. Akcent, czy też różnica,  leży w innym obszarze, osoby te charakteryzują się wysokim poziomem potrzeby wydajności. Ot!

Porzucając kwestie uwarunkowań i oddziaływań psychologicznych, wspomniałam również o tym, że ważna jest zarówno umiejętność: widzenia, patrzenia,  i spostrzegania. Specjalnie je rozgraniczyłam. Nie, nie będę pisała o różnicach i zakresach pojęciowych, nie nadmienię też o związkach i oddziaływaniach jakie zachodzą pomiędzy tymi trzema aspektami. Posłużę się przykładem.  Obraz, który mam na myśli kiedy trafił do Kolekcji Królewskiej, a stało się tak dwieście pięćdziesiąt cztery lat temu,  został przypisany innemu malarzowi, co dziwne bo Frans van Mieris the Elder (Starszy) nie żył w tym samym czasie co Johannes…

Lekcja Muzyki (Dama przy wirginale w towarzystwie mężczyzny), 1662-1664 olej/płótno Londyn, Buckingham Palace, Royal Collection, Jan Vermeer van Delft
[Lekcja Muzyki (Dama przy wirginale w towarzystwie mężczyzny), 1662-1664 olej/płótno Londyn, Buckingham Palace, Royal Collection, Jan Vermeer van Delft [źródło zdjęcia].

Vermeer. Nim spostrzeżono omyłkę minęło sto lat (Cóż to względem wieczności?). Tak, tak, wiem obrazy łączy tytuł. I tylko on. Narracje przedstawione są zupełnie innymi historiami.

Patrząc na pracownię malarską, to w niej scena się rozgrywa (choć na początku możemy nie zdawać sobie z tego spawy) nie sposób nie znaleźć punktów wspólnych, wystarczy położyć wzrok na oknach i podłodze, by wiedzieć, że to sprawka Vermeera… Pomijając  wspomnienie sytuacji przypisania autorstwa, z jednoczesnym jego pozbawieniem, obraz jest ciekawy z jeszcze co najmniej jednego powodu. Cóż widzimy w lustrze? Krawędzie sztalugi, czyli obserwator jest obecny również t e r a z, nie jest nim osoba stojąca przed płótnem (ba nie tylko ona- czy to będziesz, Ty, czy ja, czy ktoś jeszcze inny), pierwszeństwo ma malarz. To j e g o spojrzenie, jego perspektywa.(O czym zdajemy się nazbyt chętnie zapominać). Napomnienie znajdujemy (gdzieżby indziej?): w lustrze. To tam, ujawnia  się niedyskrecja, czy też: ambicja (lepiej brzmi?) fragment sztalugi. Ślad zaledwie, ale to wystarczy.

Po trzecie: pokrywa klawesynu przesunięta lekko ku stronie prawej, po lewej nie sięga krawędzi klawiatury (co ma znaczenie: kompozycyjnej matematyki, wiwat prawo optyki). Po czwarte: zwróć proszę uwagę na usytuowanie postaci kobiecej, z punktu mechaniki, (wspomnianej zaledwie przed chwilą) optyki, po prostu jest niemożliwe by jednocześnie  mieć głowę skierowaną ku rzędzie klawiszy i przechyloną ku towarzyszowi, pierwsza wersja obrazu była zgoda z tym, co ukazuje lustro. Czy malarz z a p o m n i a ł  o tym co przedstawione, a w konsekwencji, przestawione  lustrze?

 

 

PS. O czym j e s t powyższy tekst?

Nie, nie jest to pytanie, z cyklu „ulubionych”, szkolnych:. co autorka miała na myśli. Gdy autorka się na myśli, (co nastąpi, byle nie na odcisk- chociażby czcionki) to autorka  powie… A raczej, biorąc pod wzgląd dekoracje, i inne inne gramy okoliczności przyrody: napisze. Słowo daje. Jak zawsze (i zresztą, i bez reszty). Słowo (i znaczenie).

199. Buty van Gogha.

Zapisuję czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie

ogniowi – myśł
niech kwitnie ogień

ziemi którą kochałem za bardzo
ciało moje jałowe ziarno

a powietrzu słowa i ręce
i tęsknoty to jest rzeczy zbędne

to co zostanie
kropla wody
niech krąży między
ziemią niebem

niech będzie deszczem przezroczystym
paprocią mrozu płatkiem śniegu

niech nie doszedłszy nigdy nieba
ku łez dolinie mojej ziemi

powraca wiernie czystą, rosą,
cierpliwie krusząc twardą glebę

wkrótce zwrócę czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie

– nie powrócę do źródła spokoju

[Testament, Zbigniew Herbert, Wiersze zebrane, wyd. a5, wydanie I,2011 rok].

Testament, jaki zostawimy, my ludzie opuszczający początek wieku? Jakże stary wydaje nam się początek XIX stulecia, a to zaledwie sto lat, cóż to wedle wieczności…?Zastanawiam się, zresztą, i bez reszty jak się okazało, nie tylko ja (gdzieżbym śmiała uzurpować sobie prawo?),  jak to jest z nastrojami pożytku publicznego ego początku wieku dwudziestego pierwszego.

Jeden: mówi mi, że nie jest nieszczęśliwy, ale nie czuje by było szczęśliwie.  Drugi: odzywa się tylko wtedy gdy potrzebuje wypłakać się na ramieniu… Obrazki z wystaw(y). W mediach modny temat w czarnym dziewiętnastowiecznym płaszczu, chociaż nie, z jednej strony smutek z drugiej pigułka  Krzysztof Rutkowski pisze o tym tak:

Od dawna zastanawiam się, czym różni się obecny fin de siecle od dziewiętnastowiecznego, bo różni się poważnie. Doszedłem do wniosku, że przede wszystkim wiekiem morderców. Pod koniec obecnego stulecia najzupełniej bezinteresownie zabijają się dzieci. (…) Dziewiętnastowieczna dekadencja bardziej zdawała się optymistyczna, więcej w niej było nadziei. Teraźniejszość smutniejsza jakaś, chociaż na pierwszy rzut oka powinno być odwrotnie (…)

[Raptularz końca wieku, Krzysztof Rutkowski, Wyd. Słowo Obraz Terytoria, Gdańsk 1997r. s.11-12].

Myślę, że jednym z powodów może  być taki nie potrafimy dotrzymać kroku postępowi. Umożliwiliśmy dłuższe życie pojawiła się starość, a została ość. Rodzą się dzieci, które niegdyś umierały, albo były poddane ostracyzmowi społecznemu, ekstremalny przykład w starożytnej Sparcie. Obecnie mamy osoby z niepełnosprawnościami, ale nie potrafimy, czy też nie chcemy zbudować mechanizmów społecznych, które były by ze swojej istoty inkluzywne. Od czasów rewolucji technicznej dysponujemy czasem wolnym, to także wynalazek, produkt, kultury, ale nie potrafimy, i co najważniejsze nie chcemy się nauczyć jak spędzać czas ku pożytkowi i przyjemności. Spędzać czas. Cóż to za wyrażenie, pędzi to się bimber. Pędzi się na złamanie karku (a o to, dzisiaj nie trudno). Od spędzania blisko już do przepędzania. Depresja, melancholia? Bezkresność. Ość, której ni przełknąć, ni wypluć.

[Melnancholija, Grzegorz Turnau, album 11:11 Pomaton Emi 2006, wersja zremasterowana 2011].

Jak ciężkich przeżyć trzeba być świadkinią by cieszył samodzielny krok, zapach malin, słońce, wiatr, korek w drodze do pracy, deszcz, bieg… Albo jak ciężko musi być na duszy by tę przyjemności komuś odebrać, komuś, albo samemu/ samej sobie?

Jest jeden czas. Ułamek ledwie gdy smutek jest usankcjonowany, wpisany, oczekiwany. Ale nie zapominajmy, że mówimy to z naszego, europocentrycznego punktu widzenia, czucia, słyszenia i dotykania. Przeżywania. To nie jeden obrządek ma prawo do chowania zmarłych.

Czytając Dziady Mickiewicza można wyznaczyć tropy i tripy. Zaduszki były powszechnie obchodzone przed nastaniem chrześcijaństwa wśród Słowian, tak jak i w innych kulturach grzebaniom zmarłych towarzyszą obrzędy. To  nic innego jak rodzaj polisy na życie przede wszystkim doczesne. Palenie ognia czy też zniczy ma wskazywać drogę duszom, drogę do nieba, wiedzieli o tym celtyccy druidzi, którzy oświetlali drogi blaskiem ognia w czasie święta Samhain.

Odprawienie obrzędów miało gwarantować obfite plony i spokojne życie doczesne. Gdy ludność zamieszkała w Irlandii zaczęła emigrować np do Stanów jak najbardziej Zjednoczonych to pojawiło się święto, które dziś możemy obserwować jako Halloween.  Co ważne święto to obchodzone było nie tylko jesienią, jak ówcześnie, ale kilka razy w roku stosowano różne obrzędy, śmierć nie była odsuwana w niebyt, w cień, ale można powiedzieć, że była towarzyszką życia, bliżej jej do wizerunku jaki przedstawił Jacek Malczewski: kobiety o pełnych biodrach niż kościotrupa z kosą.Jakże łatwo zdyskredytować to, czego się nie rozumie, albo czego się człowiek boi. Strach, podobno lubimy się bać. Śmiem wątpić. Lubimy się bać na niby. Na żarty. Na teraz- zaraz, albo na zaraz-potem. Pstryk. Przełączyć kanał w telewizorni. Humor to nic innego jak mechanizm obronny. Tak jak rytuały.

Rytuały. Drzewiej w naszej kulturze równie ważny był początek maja gdy wszystko się rodziło, pachniało i rozwijało, jak początek listopada. Zostawiano wtedy pieczywo z wypieczonym znakiem krzyża, wyśpiewywano pieśni, w nekropoliach specjalnie wypiekane dla zmarłych. O tymże chlebie już zapomniano, tak jak o innych stosowanych zabiegach, innych się w ogóle dziś nie kojarzy ze świętem zmarłych.

Tak jak pustego talerza zostawianego podczas wieczerzy wigilijnej. Dzisiaj mówi się, że to dla osoby wędrującej, albo zagubionej, drzewiej była to jedna i ta sama osoba, niezależnie po jakim ze światów się błąkała, mogła zasiąść z nami przy wspólnym stole. Taki ślad widnieje też w słowie dziady, dlatego też drugiego listopada baczniej, czy przychylniej patrzono na wagabundów, i żebraczki. Może tych, których spotkamy w ten właśnie dzień, to nasi bliscy, zagubieni w rzeczywistości, [nie]dawno zmarli? Dlatego mogli oni nie tylko liczyć na posiłek w domach, ale i przed kościołami wystawiano suto zastawiane stoły. Zwyczaj ucztowania przetrwał w tradycji prawosławnej, tam uczty wyprawia się na cmentarzach.

Światło i dynia. Ta ostatnia była materiałem bardzo tanim, można było zrobić lampion, i światło będzie się tliło. Pomimo deszczu. Deszczu jesiennego. Tak jak opada liść, tak opada kropla, jedna, druga, trzecia, pięćdziesiąta.  Światło siła życiodajna i niszcząca zasługuje na oddzielny wpis. Można postrzegać je z wielu perspektyw, mówi się o duszach, że gasną, że gaśnie życie w człowieku, że rozbłyska, że trwa, albo, że się tli. Rytuały związane z ogniem są ważną częścią kultury człowieka. Niezależnie w której epoce przyszło mu żyć. Żyć i umrzeć. Kościół jak każda władza chciał zapanować nad duszami i ciałami tych, co pozostali na Ziemi. I jak każda instytucja przejmująca wierzenia i budująca uniwersum przejmowała dawne wierzenia.

W roku 998 św. Odilon, ustanowił  dzień na obchodzenie Dnia Zmarłych. Przypadał on uroczystościach Wszystkich Świętych, podówczas obchodzono święta w maju. Papież Bonifacy IV w 610 roku  nakazał by czcić relikwie męczenników za wiarę. Sto dwadzieścia jeden lat później papież Grzegorz III postanowił, że  święto obchodzone będzie w listopadzie. Są takie dni w roku, dni zadumy, refleksji, ale tak naprawdę chcemy zapomnieć, unieważnić, albo zemścić się ręką śmiertelną – jak pisała Szymborska.  Wymazać śmierć. Nie przemawiają już do nas liczby. Te krzyczą z dzienników, filmów, są jak najmniej przekonywujące…

W dużych miastach umiera po kilkuset ludzi w tygodniu. Zdarza się, że ponad pięćset. W Warszawie umiera ponad dwa tysiące ludzi miesięcznie. Niezależnie od pory roku, obranych zamierzeń, planów i marzeń. Każde ciało kiedyś chciało, pragnęło, zazdrościło,kochało.Plany miało,pragnęło denerwowało się, złościło, spieszyło do pracy, na randkę, czekało na autobus…

Do utraty tchu, przeklinało, cieszyło się, smuciło, czytało, czekało, piło, śniło, spóźniało się. Nie tak rzadko nie zdążyło pragnąć, kochać, znać, marzyć, oddawać się miłości, zazdrości, biegać, czuć wiatr we włosach, stąpać po trawie. Ich stopy nie były łechtane źdźbłem trawy.

Ani jednym.

Ktosia była córką, może zdążyła być matką, córką, siostrą…Ktoś synem, ojcem, bratem, na pewno są dziećmi, byli… Ktoś wyszedł tylko do kiosku, do kina, ktoś w ogóle nie ruszył się z domu. Zjadł kromkę z masłem, sałatą, popił/a czarną herbatą. Ostatnia wieczerza, albo nie, poszedł spać z pustym żołądkiem, żeby nie przytyć, bo zapominał/a kupić chleba, czarnego, był tylko taki, biały, pszenica —biała śmierć, cukier: biała śmierć. Herbata łypiąca na nas swym czarnym, gorzkim okiem. Nie, nie będzie się przecież  truć. Już nie ważne, a sen? Wieczny.

Niebezpieczny jest sen wieczny.

Bez ostrzyżenia i   bez ostrzeżenia, bez fanfar, bez światełka w tunelu, by wiedzieć skąd spieprzać. Ktoś modli się o śmierć. O to, by spokojnie odejść, by już nie cierpieć. By choć raz bez trzeszczenia w stawach, bólu głowy, żołądka, skóry móc wyprężyć ciało, zjeść, zasnąć, zejść. Żyje. Tak, jeszcze żyje, w zdrętwiałym ciele, ciele, które zdradza.

Oddycha, może niezbyt miarowo.

Ale skutecznie zaciąga się powietrzem, rwie je.  Łapczywie połyka. Mówi cicho. Nie zapomina. Pamięta zapachy lata, szkoły powszechnej, może prewentorium z dzieciństwa? Tużurek, tarcza, najpiękniejszy wykrochmalony wrzask mody, granat z bielą. Wykrochmalona koszula. Kant spodni.

A dzisiaj… Dzisiaj pierzchnie.

Kurczy się do niewygodnego łóżka, wymiętoszonego prześcieradła, umęczonych wspomnień, tęsknot za czułością, bliskich już dalekich. Spieszących się. Gdzie? Byle dalej. Do Nie wiadomo Gdzie. Ale to nie musi być reguła, i często nie jest. Chorują młodzi, dzieci, nastolatki, nastolatkowie, z marzeniami i makijażami na twarzach, przestrachem, grozą, może ulgą, bez nadziei na zmianę. Teraz. Albo za chwilę.

Stwierdzenie zgonu. Dwie godziny.Transport ciała do specjalistycznego pomieszczenia nazwanego post mortem czeka się na wystąpienie oznak śmierci — plam opadowych, sztywności trupiej, czy mętnienia rogówki…

Po wyciągnięciu ciała z chłodni ciało ma dwa do trzech stopni Celsjusza. Stężenie pośmiertne trzeba przełamać, tak jak sztywność w stawach. Można to zrobić łagodnie i profesjonalnie.Tak by można było ubrać w ulubioną koszulę, spodnie, spodenki sukienkę, do wyruszenia w ostatnią drogę. Do zapamiętania.

Owszem czasami, to znaczy, gdy niezbędne jest wykonanie sekcji,  trzeba rozciąć czaszkę, jeśli tak — to piłą elektryczną. Narzędzia tak jak wszystko w tym fachu, musi być specjalistyczne. Umiejętności- wielorakie.

Wykonując sekcje wyciąga się mózg, który jak wiadomo jest płynny. Potem wkłada się wraz z po sekcjonowanymi narządami. Do czaszki wkłada się ligninę.

Od śmierci do pogrzebu powinny minąć trzy dni.  Do tego czasu, czyli wystawienia trumny, ciało powinno przeleżeć w chłodni. Ciało zmienia się, różnie. Zależnie od tego, w jakich warunkach jest pozostawione: albo się zeszkieetuje, albo zmumifikuje, albo się rozpadnie. Siedem lat, tyle potrzeba czasu, by zatarł go czas. Można oczywiście wykonać ekshumację. Można w tym samym czasie pogrzebać inne ciało.

Można  spopielić, albo wyschnąć. Jeśli ciało jest zabalsamowane nie zjedzą go robaki, ale tylko wtedy. Tylko wtedy.

Twarz śmierci traci mimikę, mięśnie wiotczeją. skóra zaczyna zwisać, zanikają kontury ust. Oczy się zapadają, kurczą się koniuszki palców, tak jak przy zażywaniu zbyt długich, gorących kąpieli. Tyle, że zwiększone teraz umiejętności chwytne, nie będą już potrzebne. Następuje strupieszenie, następuje zapadanie się tkanek miękkich. Po  śmierci puszczają zwieracze, wycieka mocz. Siła mięśniowa waży tonus, obniża się po śmierci o dwadzieścia jeden gramów. Tak, można wyliczyć dzisiaj magiczne dwadzieścia jeden gramów.

By oczy się nie otwierały, drzewiej kładziono na nie monety, niektóre osoby wierzyły, że to myto, przepustka do lepszego świata, ale tak naprawdę to sposób by oczy się nie otwierały.  Nie zawsze to działało, zależy czy stężenie pośmiertne już nastąpiło, jeśli monety położone były natychmiast to oczy już się nie otworzą. Można je (stężenie pośmiertne)  przełamać. Przeciera się powieki, lekko się je naciągając, stosuje się specjalne silikonowe wkładki, tak samo modeluje się za pomocą silikonu twarz.

W ciele zachodzą takie procesy biochemiczne, o których już dzisiaj wiemy skutkujące ubytkiem wagi. Drzewiej mówiło się o uchodzeniu duszy. Nadal analizuje się tę kwestię.

Bez znieczulenia, bez czekania, bez zwłoki ale w zwłokach następuje rozkład. Na początku pełza, by potem szturmem wziąć organizm. Zaczyna się na poziomie komórkowym. Płyny ustrojowe uchodzą z ciała. To co może, wiotczeje, kurczy się. Człowiek, każdy, nie wiadomo jak stary, jak nie sprawny (w mniejszym, albo większym stopniu), młody, stary, średni, giętki, gruby, chudy, profesor(ka), czy żebrak/ żebraczka nie wiadomo albo wręcz wiadomo jak wymuskany przez Życie składa się w sześćdziesięciu procentach z wody.Po śmierci ciało zaczyna parować.

Wystarczy dzień by w martwym już ciele zagnieździły się robaki. Wyjmuje się je długą pęsetą. By uchronić żywych, którzy przyszli się pożegnać od kłopotów, chorób, by nie tylko zatrzymać rozkład, zniszczyć bakterie, wirusy, grzyby, pleśnie, gazy gnilne, zdezynfekować, zniszczyć brzydkie zapachy, by przywrócić osobie zmarłej wygląd zażyciowy, by skóra znów się zaróżowiła, można zamówić balsamację. Nie, nie jest to ta, którą serwowano faraonom w starożytnym Egipcie.

Wciera się balsamy w ciało. Zanim jednak to nastanie trzeba zabezpieczyć wszystkie  jego otwory, by zapewnić bezpieczeństwo osobom, które dokonują takich zabiegów. Przygotowują osoby zmarłe w ostatnią podróż.

Przecież płyn może prysnąć na przykład do oka, albo w inne wrażliwe miejsce, a w nim mogą znajdować się wirusy. Niekoniecznie chodzi  wirus HIV, ale także, wirus  żółtaczki typu C, albo prątki gruźlicy,a te ostatnie nie umierają wraz ze śmiercią osoby, te ostatnie są aktywne przez jeszcze k i l k a   t y g o d n i.

Potem można przystąpić do  toalety pośmiertnej, konserwacji, zatrzymania procesu gnilnego. Zatrzymania bo jeśli już się zaczął, nie można cofnąć, można go jedynie zatrzymać. Rozkładające się ciało wydziela trujące substancje, siarkowodory  i metany (gazy ciężkie), bakterie gnilne,  beztlenowe, laseczki zgorzeli gazowej, pałeczki odmieńca pospolitego, laseczki sienne…  Można by wymieniać długo i wytrwale,… Po śmierci cały organizm jest zakażony, oddany we władanie wroginiom i wrogom, został skolonizowany. Nic w przyrodzie nie ginie.

Także to przede wszystkim względy sanitarne powinny być przyczynkiem do tego by poddać zwłoki takiemu zabiegowi. Balsamacja, którą można porównać do przetaczania krwi,  wspomagana jest masażem. Najpierw nakłada się krem na skórę, dzięki któremu nie zdziera się  jej wierzchniej warstwy— naskórka. Po co masuje się zwłoki? Po to by ze wszystkich jam ciała wyprowadzić krew, która nie tylko bardzo ciemnieje po śmierci, ale przede wszystkim to za jej przyczyną ciało gnije.

Po wtóre wprowadza się za pomocą kaniul do żył i tętnic, a rozprowadza za pomocą pompy mechanicznej specjalne płyny balsamujące, to wtedy wykonanie masażu pozwala na rozprzestrzenianie się go w żyłach. (Bazą takich płynów są formaldehydy, które konserwują, zabezpieczają i dezynfekują, ale to nie wszystko,  zawiera także lanolinę, która czyni skórę bardziej miękką, zawiera składniki koloryzujące, dlatego taki balsam, jeden z sześciu, dobiera się indywidualnie, zależnie od tonacji cery). Tak, jest coś takiego jak tanatokosmentyka. Kosmetyka pośmiertna, można wyszczuplić, poprawić, wygładzić,zrobić makijaż, zwykle stosuje się zerowy, jak najbardziej neutralny i naturalny,  ale to na końcu…

Nie tyko do żył wprowadzany jest wspomniany balsam, do tętnic również jest on  wstrzykiwany  wypycha płyny fizjologiczne. Za pomocą drugiej wprowadzonej tym razem do  żył wpompowuje się z organizmu krew. Skrzepy jeśli są zostają rozpuszczone, udrożniony cały układ, ciało zakonserwowane, przywraca się naturalny kształt ciała, koloryt skóry, ciało pachnie łagodnie, malinami.

W innym porządku balsamuje się ciała, które są  przywiezione są z dróg, po wypadkach komunikacyjnych, po samobójstwach. Kiedy tętnice i żyły ulegają zniszczeniu, są poszczerbione, przerwane, zmasakrowane zwłoki. Po pierwsze w takich sytuacjach niezbędna jest sekcja, po drugie ciało jest zmasakrowane trzeba pozszywać, narządy, tętnice, żyły…

Cały proces balsamacji u osoby, która nie uległa wypadkowi trwa półtorej godziny. Gdy potrzebne było przeprowadzenie sekcji zwłok, także jest możliwe przeprowadzenie takiego zabiegu, z tą różnicą, że narządy wewnętrzne zalewane są specjalnym płynem i wkładane do czerwonego worka (kolor ma tu znaczenie, czerwony przeznaczony jest do odpadów biologicznych) później worek wkłada się do ciała, które się zaszywa. Narządy tak jak i ciało- wysychają. Jeśli ciało nie zostało poddane sekcji, to narządy obszczykuje się do jamy brzusznej.

Można oczywiście skremować ciało.

Piece, podobne jak te, w którym przygotowuje się pizzę, z tym, że te osiągają większą temperaturę (od ośmiuset do trzech tysięcy stopni). Po kremacji zostaje proch. Przed dokonaniem tejże wypytuje się  o wszystko. O znaki poszczególne znaki szczególne, blizny, tatuaże, choć oswojone ciała najbardziej obce. Przebyte operacje wszelakiego autoramentu choroby… Ciało zostaje umieszczone  w drewniej trumnie. Bez zdobień, bez lakierowania.  Ciało i jego narządy wewnętrzne mniejsze kości spalają się całkowicie. Kawałki większych, tak jak jest to w przypadku kości udowych trzeba zmielić w elektrycznym młynku specjalnie przeznaczonym do tego celu. To taki większy bęben można porównać do tego, który znajduje się w pralce. W środku znajduje się dziesięć ołowianych kul. Do młynka wkłada się kości wraz z prochem. Proces w nim zachodzi przez czterdzieści minut.  I w tymże czasie już zmielone na proch  ulega wystudzeniu.  Proces trwa dwie i pół godziny.  Z dorosłego człowieka pozostają dwa lub trzy litry szarego prochu.

.

 [Czaszka z palącym się papierosem Vincent Van Gogh źródło zdjęcia].
[Czaszka z palącym się papierosem Vincent Van Gogh źródło zdjęcia].

Lubimy jako ludzie być zajęci, ale nie efektywni, to ostatnie wymaga wysiłku, takiego jaki jest konieczny do wytworzenia nawyku, to pierwsze jedynie pozoru. Nasza zajętość, zwłaszcza zauważalna jest w dużych miastach, to ona ma być wyznacznikiem statusu, ważności, modnie jest się spieszyć, dokąd(ś) dążyć i obowiązkowo się spóźniać. Mieć zaduszoną czcionkę gdzieś w plecaku, w podręcznej nie za grubej książce.

A mnie się przypominają Buty  Vincenta. Vincenta van Gogha nie Czaszka z palącym się papierosem, ale właśnie buty, te buty. W nich jest wszystko. Wszystko co powinno, od sznurówek, po języki i sznurówki. Wszystko. Co powinno być. Nic ponadto. To po nas zostanie, buty, koszulki, zeszyty, płyty, biurka, może rozmowy, zdjęcia, może wspomnienia, może ulubione powiedzenia, Może… Ile trwa ludzka pamięć? Co wiemy o swoich pra, pra,pra babkach i dziadkach? Czy wiemy co ich cieszyło, smuciło, ulubione zdania, książki… Nie, nasza pamięć sięga tylko do dziadków, może i pradziadków, babci, prababci. Czy wiemy jak wyglądali, jakie mieli nadzieje, plany, marzenia, żale, czym chronili się przed zimnem, czy lubili gruszki, czy raczej jabłka? A przecież to pradziadkowie prababcie, a dalej? Co wiemy o przeszłych pokoleniach, nie obcych nam ludzi, ale tych, co krew z krwi i kość z kości… Może mamy nos po praprababci? To samo spojrzenie jak się złościła… Może… Takie wielkie może i morze niepamięci, tak mało czasu. Ledwie garstka by nie zostać zapamiętanym, by zostać zapomnianą.

—-

Literatura:

  • Zbigniew Herbert, Wiersze zebrane, wyd. a5, wydanie I,2011 rok;
  • Raptularz końca wieku, Krzysztof Rutkowski, Wyd. Słowo Obraz Terytoria, Gdańsk 1997r. s.11-12
  • Bez strachu. Jak umiera człowiek, Magdalena Rigamonti, Adam Ragiel, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2015r.

[162+4]. Refleks [i] ja: O tym jak czytamy, albo o slogan_ach! A już na pewno o władzy.

 

The Lady with an Ermine Leonardo da Vinci [źródło zdjęcia].
The Lady with an Ermine, Dama z Gronostajem, Leonardo da Vinci  [źródło zdjęcia] Olej na desce. Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie.

Dziecięciem będąc nie potrafiłam zrozumieć jaki sens jest wydawania płyt klasycznych.

I nie chodzi o to,

że były to melodię bez słów, lecz o to, że na jednym czarnym krążku zupełnie koło siebie sadza się różnych kompozytorów, albo dzieła jednego jednej ale jakże z odległych „epok”. Potem gdy nabrałam biegłości i w mol i w dur sytuacja nabrała nie tylko kolorów, ale i kształtów, nie wspominając o rumieńcach…

Nie jestem z tych, którzy chmurnie i dumnie wołają Horowitz największym pianistą był! [To ten facet, który napisał muzykę do kreskówki Tom i Jerry]. 😦 / 🙂 Albo pouczają, że każdy wykształcony Polak i Polka powinni znać kanon, poruszać się na przestrzeni epok w SZtuCE. Znaleźć swoje ulubione, wilgotne, zmechacone, nie przetrącone mięsiste miejsca.  Miejsca krytyczne i miejsca styczne. Obszary i inne kolory. Znaki, stwory.

Nie chodzi o to, że mało czytamy, tak ktoś kiedyś gdzieś, np tacy włodarze Biblioteki Narodowej raportują, że mało czytamy. Owszem. Tylko problem analfabetyzmu wtórnego leży zupełnie gdzie indziej, a my jak mantrę powtarzamy, że mało, że jeszcze mniej, czy tu, czy tam, czy ta  czy tamta czytasz.  Oczywiście, że nie wrócimy do czasów, gdy na XIX dworach zapraszano gości i mieszkańców, służbę i wszyscy jak jedna żona lub mąż słuchali czytanej książki. Chociaż, niestety, nie wiadomo, czy tak się nie stanie…

Skupmy się na tych osobach, które nie wstydzą się czcionki i wiedzą jak jej używać, albo tych, dla których owa lekką jest i basta.

Problem polega na tym, że nie nabywa się umiejętności transponowania wiedzy między dziedzinami SZTUKI. Brak synergii, ale nie to jest najgorsze. Nie traktuje  się sztuki w sposób holistyczny. Nie chodzi o to, by żywić się tylko Gérardem Genettem, względnie tym co napisał Michael Foucault... Chodzi o to by móc nie tylko zmóc, ale spacerować z pełną mocą spacerować między dziedzinami sztuki, czytać obrazy, uczestniczyć w kulturze wizualnej, czy ikonalnej, muzycznej… I każdej innej.

Co nam da wiedza, że Bitwa pod Grunwaldem namalowana przez Matejkę nie jest obrazem historycznym, a odnosi się do historiozofii? Co nam  da wiedza o tym co i jak malował  nie boski Bosch? Dlaczego Dama występuje z łasicogronostajem, nie tylko dlatego, by podkreślić jej ciążę, ale wpisać w portret jej curriculum vitae, opowiedzieć jej historie, w taki sposób by urzekła i poprowadziła, ale tylko tych, którzy na to zasługują.  Na początku gdy Czartoryscy nabywali obraz nie była znana tożsamość modelki, a zwierzątko choć nie kanapowe, uważano za element dekoracyjny, naturalny dopiero w wiekach późniejszych sięgając do ksiąg mądrych i zasuszonych dowiedziono, że to zwierzę, choć nie wiadomo, czy to fretka, czy gronostaj, czy łasica w języku greckim  nosi nazwę galée a więc koresponduję z  nazwiskiem Gallerani, można więc odnieść je do personaliów kobiety uwiecznionej na obrazie, ale nie tylko. również przypisać je Ludovicowi Sforzy, którego nazywano nie inaczej jak  Ermellino, czy w końcu zaznaczyć, że był kawalerem  Orderu Gronostaja, nie pisząc już o godle. Taką historię miłosną możemy zdekodować, ze względu, na fakt, że młoda Cecylia, poetka,  była przeznaczona innemu mężczyźnie, a i Lodovic miał poślubić  Beatrice d’Este. Tak więc możemy wyczytać z obrazu nie tylko mariaż, ale przede wszystkim historie. Nie tak rzadko zdarza się, jak we wspomnianej Bitwie pod Grunwaldem, że są zawarte elementy, albo postaci, których na obrazie być nie mogło, nie są to błędy, ale świadoma decyzja malarza. Spacer na orientacje w sztuce pozwala nie tylko złapać dystans, ale dowiedzieć się więcej o świcie i świecie, oczywiście bardziej go komplikuje, implikuje i wzbogaca. Utrudnia.  Nie tylko w naszym postrzeganiu zmienia się świat, można by powiedzieć, a i śmiało napisać, że zachodzi efekt motyla szczególnie na przestrzeni świata.

Nie tylko dlatego, że potrafimy dostrzegać obowiązki sztuki wobec świata. Zedrzeć politurę i partyturę i inną turę oddzielić pewne kwestie, by ujrzeć inne, ważniejsze, dla przykładu: Cecylia, tak, ta uwieczniona ze zwierzątkiem, prowadziła dysputy z uczonymi, znała biegle łacinę,  podobnież sama pisywała wiersze były one niezrównane, ale w tym czasie nie ceniono sztuki tworzonej przez kobiety, takoż nie zadbano o to, by utwory się zachowały, pytanie: dlaczego? Czy jest jaka(ś) sztuka ukryta?  Czy sztuka objaśnia świat? Jeśli tak, to czyj?I na jakie aspekty rzucony jest rekfleks światła?

Jeśli uczymy się w jaki sposób czytać, ale przede wszystkim uczestniczyć w sztuce, nie tylko w dydaktyce, nie jesteśmy skazane i skazani na to, by patrzeć tylko w kierunku, w którym nam każą. Jako odbiorczynie i odbiorcy sztuki nie tylko jesteśmy po tej drugiej stronie, ale aktywny sposób uczestniczenia w tym procesie stawia nas równocześnie po stronie twórczyń i twórców.

Nie zadowalamy się pierwszymi asocjacjami. To jest tak jak z obłaskawianiem obcego języka, nie tylko nie zdajemy się na osobę tłumaczki, czy tłumacza, ale same i sami potrafimy tworzyć, dostrzegać, [de]konstruować zależności, spostrzegać je i zyskujemy moc wpływania, wyboru. Oczywiście, że myślenie boli. Jest niewygodne, dostrzegamy, że świat nie jest sprawiedliwy, nie zawsze przyjaznym miejscem do życia, dzięki temu możemy, jeśli tylko chcemy, wiemy w jaki sposób, czynić go lepszym, znośniejszym, i bardziej przyjaznym, ale też bardziej, pełniej, namiętniej się cieszyć tym, co jest nam dane, tym co musimy niejednokrotnie wziąć. W czasie gdy powstawała Dama, Leonardo tworzył Wieczerzę, (ta Ostatnia wieczerza…) zajmowała go gra światła cienia, tła, a umieszczenie weń postaci, konwencji, jak elementy współpracują i wpływają na siebie. Lekki skręt tułowia i głowy, ku prawej stronie, w wąskim kadrze, z prawej strony pada też więcej światła. Nagłe poruszenie. W zamierzeniu kochanka miała być umieszczona na innym tle, które zostało zamalowane. Tyle, że uczyniono to dokładnie, można dostrzec luki, prześwitują to grafit, to błękit.  Stracił więc na tym obraz, koncepcja też stała się niejasna,dziewczyna uwięziona,  by wydobyć go poprawiono detale. Gronostaj albo łasica, albo… ? No właśnie, nie wiadomo, raz szala przechyla się na jedną, raz na drugą stronę. Wiadomo, że zwierzę było symbolem macierzyńskiej miłości, ale także fakt, że nie cierpiało brudu, tak więc takie cechy można przypisać kochankom, pierwszą młodej Cecylii, drugą Ludovicowi.

Nasza kultura opiera się na nadmiarze, nadprodukcji, w związku z czym nasze doświadczenie zmysłowe stopniowo coraz bardziej traci na wyrazistości. Warunki współczesnego życia (…) osłabiają naszą zdolność odczuwania.

Tak pisała w 1964 roku w  jednym  w swoich esejach Susan Sontag, pisała również o tym, że jedna sprawa to widzieć więcej, i wiedzieć więcej ,a druga całkiem odmienna, to odsunąć tę wiedzę i zobaczyć dzieło w postaci czystej. Nie wiem, jednak czy takowa forma istnieje, może istnieć gdyż Sztuka nie istnieje w próżni, a jej wytorom nadawane są a priori powinności, które musi, może, nie powinna, nie może spełnić. O tym w jakim przyszło nam żyć świecie, na co wyrażamy zgodę, a na co nie możemy takiej udzielić, kto jest dopuszczany do tworzenia sztuki, i jakie wizerunki grup społecznych są utrwalane i przekazywane. Dlaczego została powołana do życia, (sic!) funkcja mecenatu? Dlatego by wpływać, kształtować gust, przekazywać treści, zarządzać strachem i wiedzą. Utrzymywać status quo. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o… Władzę. O dyskursy, o mechanizmy, o znaczenia… I tak będzie, niezależnie od tego, co postanowimy i jak czytać, oglądać, słuchać. Wybór należy do nas. Nie, nie jest łatwy, nie jest przyjemny, choć bywa. Wiedza nie oznacza wszakże obdarcie z piękna, ale może oznaczać, ni mniej ni więcej, że to co uważaliśmy za piękne (wzniosłe, prawdziwe) takim  już nie będzie. Taka jest cena wiedzy i władzy. Wysoka.

Susan Sontag, Przeciw interpretacji [w]: Przeciw interpretacji i inne eseje,  Wydawnictwo Karakter, Kraków 2012, s. 25.

161.Anatomia strachu, [albo] lekcje anatomii.

Nikt się przede mną nie skryje,

wszystkim żywym urywam szyję.

[Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią, przypisywany autor: Mikołaj z Mierzyńca].

[Louis Hector Berlioz: Requiem (Lyon 2012).
Dyrygent: Leonard Slatkin, Tenor: Steve Davislim, Orchestre National de Lyon, Choeurs de Lyon].

Jeśli wybrańcy bogów umierają młodo,

co począć z resztą życia?

Starość jest jak przepaść,

skoro młodość jest szczytem.

Nie ruszę się stąd.

Choćby na jednej nodze pozostanę młody

[Wizerunek, Wisława Szymborska, Tom: Sól, Wiersze wybrane, Kraków, 2012, s.95].

Czytaj Dalej „161.Anatomia strachu, [albo] lekcje anatomii.”

[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Nie tylko guzik (z pętelką).

W średniowiecznym świecie trąd potwierdza aż po naoczną oczywistość, że być chorym to tak samo jak być martwym; ciało zniszczone, rysy zniekształcone, wysięki. Rozkład nie jest jedynie tajemniczym mechanizmem choroby, jest powolnym postępowaniem (…) jest również jej stroną jawną, jej potworną inscenizacją.

  [Historia zdrowia i choroby. Praktyki sanitarne od średniowiecza, do współczesności. Georges Vigarello, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011, s16].

[Bajka średniowieczna, Kaczmarski, Łapiński, Gintrowski, Pomaton EMI].

   Średniowiecznym światłem i światem zarządza strach, mrok i strzelistość (gotyckich* katedr, tych, w których człowiek czuje się jak pyłek). Tak to widzimy, spoglądając na obrazy, słuchając dźwięków i wydźwięków, przekraczając progi chłodnych kościołów, wrtując grube, smoliście zapisane księgi. Tak chcemy patrzeć i to widzimy. Jako mroczny, duszny, choć długi przedsionek Odrodzenia. Odrodzenia, czyli forpoczty nowego, w zamyśle, lepszego,  życia. Pewnie nie wiecznego, ale do szpiku kości i czcionki (zemsty ręki śmiertelnej) opartego na (u)wadze i Człowiekowi jako marze wszechrzeczy.

   Prawda, o ile jest jedna i niepodzielna, leży gdzieś pośrodku.

W średniowieczu wymyślono nie tylko okulary, czy czek podróżny, weksel (za sprawą Templariuszy), o czym już wspominałam, ale wiele innych, do dziś używanych, w mniejszym lub większym stopniu, konceptów, czy rzeczy np logikę, puby, zegarki, czy koszule zapinane na guziki. Oczywiście, jest kłopot z przypisywaniem autorstwa ludziom, noszącym nie tylko na swoich barkach strach przed chorobami i śmiercią, ale przede wszystkim imiona i nazwiska i idee. Społeczeństwo, a przede wszystkim jednostka, jako koncepcja narodzi się później. Nie mówiąc o patentach, albo o prawach autorskich. Chociaż próbowano radzić sobie inaczej Leonardo da Vinci, w swoich projektach, znacznie wyprzedzających epokę rozumu (sic!), w której przyszło mu tworzyć, umieszczał celowo jeden, lub dwa błędy. Chronił się w ten sposób przed wykradzeniem rękopisów, szkiców, i to nie on jeden. I nie on pierwszy…

Wracając do wieków średnich

i…Okularów,które wtedy zostały wynalezione,twórca, albo twórczyni, wcale nie chciał/a  rozpowszechnić tego wynalazku. Tak więc kwestia nauki jako dobra wspólnie wypracowanego jest… Przereklamowana, by nie rzec, że to istny humbug. Owszem idea, szczytna, ale realizacja… Można by rzec

Errare humanum est.

Błądzić, wielbłądzić, wiele błądzić, a racja! Racja i prawda. To w jaki sposób zmieniały się wieki średnie, ich podejście do nauki, można prześledzić (nic tylko wielbłądy i śledzie) nie tylko przyglądając się konkretnym dziedzinom (takim jak medycyna z równowagą humorów, klejnotami zdrowia, przypraw i aromatów, oczyszczeń, sproszkowanych pereł i napojów w złocie), ale także wizerunkom, np przestawieniem cnót i jej zaprzeczeń. To temat bardzo nośny przez wieki utrwalany piórem i pędzlem:

[Program Wojna postu z karnawałem. Siedem grzechów głównych. Kaczmarski, Łapiński, Gintrowski, Pomaton EMI].

Temperantia,

i jej wizerunki to kolejny przykład. Opiekunka nauki i techniki, śniona i ucieleśniona i cnota umiarkowania,  miała bardzo wiele twarzy i jeszcze więcej atrybutów, obrastała w nie z czasem (sic!) i postępem technicznym. Oto widzimy kobietę ubraną w  młodość, ponętną i sensualną z natury, która zgrabnie  przelewa wodę ze dzbanka, panuje nad  życiodajną cieczą. Ta wycięta ze średniowiecznych wyobrażeń trzyma dzbanek i kielich wina, ale tylko przez mgnienie, chwilę, moment. Potem zyskuje techniczne atrybuty Modestia z: klepsydrą, zegarem mechanicznym i uzdą i ostrogami  Stoi na… Skrzydłach wiatraka. Oto nie tylko wrzask mody i awangarda, ale przede wszystkim to wyraz postępu, uchwycenie go w ryzy, osadzenie w czasie i przestrzeni, jak również kryjące się za owymi symbolami nakazy zachowania się: uzda. Nie ma przypadku.Nigdy. Zawsze.

    Wieki średnie oparte na strachu, wielkim tchnieniu Boga, przekonaniu o kruchości życia, tak, tak to się zgadza, ale to tylko jedna strona medalu, czy monety. Bo jak ma się nie bać człowiek, który nie zna medykamentów, w dzisiejszym rozumieniu oczywiście bo sztuka leczenia trwa od prawieków, nie ma  na półkach aptecznych antybiotyków. Jeden język, jeden przekaz: żyj przykładnie. Jutro możesz nie mieć czasu na pokutę, możesz już rozstać się ze swym marnym ciałem, członki mogą odmówić ci posłuszeństwa, nie będziesz miał/a  władania nad myślą i uczynkiem. Możesz rozstać się z życiem nie za swoim przyczynkiem, nie grzesz więc myślą i uczynkiem. (Nawet Andersen, w swych dziennikach zapisywał skrupulatnie: co, gdzie, z jaką intensywnością strzyka, boli i piecze, a przecież żył o wiele, wiele lat później).

Czego zatem używano w wiekach średnich?

    R o z u m u ! Tak, chociaż ów skąpany był w trwodze, Boskim strachu, grzechu… Wymyślono nie tylko  czek (Templariusze)kredyty i ubezpieczenia ,oczywiście nie miały one charakteru powszechnego, skonstruowano ster piórowy żagiel łaciński, zanim połączono dwa wynalazki i stworzono karawele minęło trochę czasu (a właśnie: czas!) ale przecież to ta sama epoka. Używano strzemion— w zależności od miejsca pochodzenia występują różnice w konstrukcji. Najstarsze to te, pochodzenia hinduskiego, ale są także te, z Azji Środkowej  są i skandynawskie, ale te z Państwa Franków są the best of the best.

Pług nie tylko odesłał radło do lamusa, ale przede wszystkim wdarł się przebojem i przyczynił się do zmian w sposobie osadnictwa, podziału plonów, rozumieniu własności etc. Nie wiadomo, skąd pochodzi ów wynalazek, jaka nacja, go używała po raz pierwszy. Cóż, sukces ma wielu ojców…Tak pretensje zgłaszają zarówno Celtowie,Frankowie jak i  Słowianie. Koń, za sprawą osprzętu (podkowy oraz chomąta) stał się zwierzęciem pociągowym a młyn grecki (zwany też bałkańskim) wyposażony  przekładnie (przekładnia palcowa) staje się prototypem tych,które pojawią się  w średniowieczu małych młynów, poruszane przez wodę. Nie robi to wrażenia? Cóż, może nam spowszechniały sprzęta, ale to właśnie w takie, mniejsze młyny mogą się zapatrzeć właściciele ziemscy. I postawić sobie taki przybytek obok wielkiego młyna miejskiego, to istna mechaniczna żyła złota. A  młyny  paryskie? Aaaa wiatraki. Wiatrowe tartaki… Tak, tak, tak tartak wiatrowy, to jest to. Czy wiatrak_ach wymyślonych w Iranie, zmodernizowane w Europie, a raczej, dostosowane do warunków klimatycznych (wiatrów zmiennych). Czyż to nie pachnie nam mitem?  Czarownice mieszkające w domku na kurzej nóżce…  Tak tak, tu prawda miesza się z mitem, strach z myślą nieujarzmioną, niesforną i konstruowanie wynalazków, choroby, sny, smaki, humory, potwory, amory i…

    Nie nie tylko strach o wielkich żółtych białkach (cóż w tym życiu nie jest oksymoronem— rzekła milcząc młoda staruszka!), rachitycznych kończynach, przyprawiony modłami, wodą (nie tylko święconą) i czerstwą, bardzo symboliczną kromką chleba. A i włosiennica… Poza tym turnieje rycerskie, gdy i zabawy na świeżym powietrzu (były też gry przypominające do złudzenia piłkę nożną!) O! Oooo o czymś zapomniałam?Ja?

Czytaj Dalej „[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Nie tylko guzik (z pętelką).”

[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Bardzo około. Około okolicznościowo.Fête de la Musique.

Apollo obdziera Marsjasza ze skóry,Jusepe de Ribera, olej na płótnie, [źródło zdjęcia].
Apollo obdziera Marsjasza ze skóry,Jusepe de Ribera, olej na płótnie, [źródło zdjęcia].

  Czas płynie nieubłaganie, i ubłaganie też płynie, wiruje,snuje, zatacza kręgi. Mija(c) zużywa czasowniki, wypławia przymiotniki, zdziera przysłówki, i inne słówka nadgryza, dla nadsłówek też nie zna litości, a przynależnym jest napisać, że  mięśnie szczęki ma i on silne, ostre, nienażarty jest nie na żarty. Wpłynąłam na suchego przestwór oceanu (…) Jedźmy, nikt nie woła! Czyli widoki na przyszłość, o przeszłości przez delikatność nie wspominając, eufemistycznie rzecz ujmując, mgliste, ale na wskroś rzeczywiste…

Powróćmy tymczasem na ojczyzny łono, tfu, do niedalekiej przeszłości, przenieśmy swą duszę zmiętą wytęsknioną. Dwudziestego pierwszego czerwca obchodziliśmy święto (chociaż my Polki i Polacy obchodziliśmy je z daleka, z baaardzo daleka) i  jakoś nikt nie stara się, i my się nie staramy by dystans ten uległ zmniejszeniu... Próby były, owszem, ale na nich się skończyło, zanim cokolwiek się zaczęło.

Czytaj Dalej „[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Bardzo około. Około okolicznościowo.Fête de la Musique.”

136.Podróż pstrokatego pstrąga.

[Skumbrie w tomacie, Konstanty  Ildefons Gałczyński, Mecz Poetycki 2015r. rozegrany z okazji imienin Poety z Czarnolasu].

Gałczyński! Fircyk, elegancik, bonvivant, birbant, ratowany z niejednej opresji przez Tuwima, wyciągany za uszy, i za nie jeden rękaw, ale także niedoceniany poeta, Miłosz cóż, eufeministycznie rzecz ujmując, wykazywał conajmniej dystans, do tego co stworzył Konstanty.  Skumbrie, to nie kolejny wesoły wierszyk, zresztą, a raczej bez reszty, poecie łatwo przyprawić gębę wesołka, warto bezpiecznie zdrapać to, co o czym jesteśmy przekonani, by wywrócić zawartość czcionki na drugą stronę, pstrąg! Zaraz, zaraz (i nie chodzi o taką dużą bakretię, albo wirusa) skąd, Gałczyński na urodzinach Jana, Pstrąg!

Czytaj Dalej „136.Podróż pstrokatego pstrąga.”

127.Przykład(y) i przekład(y).Filozofia smaku czy(li) smakowanie wyobraźni.

[Wielki Odktywco Wyobraźni wiersz Ewy Lipskiej w interpretacji Grzegorza Turnaua, z roku 1993 zamieszczony na płycie Pod światło, Pomaton EMI].

Można odnieść wrażenie, że wyobraźnia nigdy nie jest na miejscu, swoim miejscu. I nie chodzi (sic!)tu o wdrukowany nomadyczny nakaz istnienia, ale o groźnie brzmiące rozkazy i deliberacje: Co ty sobie wyobrażasz, albo wprost: Nie wyobrażaj sobie! Albo:  Nie masz za grosz wyobraźni!  (nie ważne, czy wypowiedziano ten sąd przed czy po denominacji). Przez delikatność nie wpominawszy o słowach Alberta atrakcyjnie (no bo niby jak inaczej) wiodące na pokuszenie Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe.

Czytaj Dalej „127.Przykład(y) i przekład(y).Filozofia smaku czy(li) smakowanie wyobraźni.”