[557]. Przed.

Boczne drogi. Chaszcze zarośnięte historiami, które zdarzają się po cichu zderzając z milczeniem gwiazd dzikie, dzikie łąki nad horyzontem zdarzeń. Sączą się światłem nie odbitem. Bit czy nie bit, muzyka sfer. Głosu spryt i spirit. Serenada, znaków bez chwili snu. Konstelacje zmąceń, a morze znaczeń? Korytarze. Przedsionki, wiatrołapy, sienie… Śnie. Labirynty… Boczne drogi, osób, które szurają, szuarają na marginesach historii. Czasami wybucha pożar, czasami sączy się światło żaru, i jest ciepło. Przeciągi dat, zdarzeń, marzeń i westchnień, pierwszych i ostatnich tchnień. Wyobrażeń.

To tutaj. Odbiera się myśli, listy, pierwsze wyrażenia, słyszy: dzień dobry i do widzenia, a może i żegnaj. Do widzenia, do zobaczenia, tu zostawia się kroki, buty, kapeluszy, palta i inne wierzchnie okrycia wraz z pierwszym wrażeniem. Mija w lustrze niejasno swoje- nie swoje- odbicie, starsze starcze, starczy, sterczy, czy już nie? Przedpokój. Jak niewiele jeszcze o sobie wiemy, poczekalnia. czyli coś pomiędzy. Hibernacja, a może właśnie nie!

Trudno sobie wyobrazić żeby przedpokój był najważniejszym pomieszczeniem domu, mieszkania. A tak kiedyś bywało. Drzewiej. Po rozpadzie Imperium Rzymskiego i wędrówce ludów, która przewaliła się przez tereny dzisiejszej Europy ludzie zamieszkiwali tak zwane długie domy przynajmniej Germanie,a potem to już tak jakoś… Samo wyszło? Samo weszło? Cholera wie, tylko która? Polegało to na tym, że ludzie zamieszkiwali w jednym obszarze domu, a zwierzęta w drugim. Potem przyszedł czas czas tak zwane domy w dole. grubenhauser. Nie ma to nic wspólnego z domostwem, które dzisiaj mamy na myśli, to po prostu rodzaj półmetrowego dołu na którym to miejsce wznoszono mały dom. Wiele osób zajmujących się archeologią na terenie Wielkiej Brytanii sądzi, że był to najczęściej spotykany rodzaj schronienia jakie budowali ludzie i trwało to przynajmniej dwieście lat. Nad dołem kładziono podłogę, ale jej funkcje już nie ją tak jednoznacznie określane. Nie wiadomo, czy przechowywano tam żywność… Czy tylko powietrze… To znaczy zapobiegano w ten drugi sposób butwieniu podług (albo miano takie przekonanie, że dzięki temu mienie nie zbutwieje). Pierwszy taki rodzaj domu odkryto bardzo niedawno bo sto lat temu! Na terenie dzisiejszego Oxfordshire. Dokonał tego Edward Thurlow Leeds.

Już szesnaście lat po tym odkryciu określił, że ówcześni mieszkańcy i mieszkanki tych domów nie z betonu, żyli niczym troglodyci. Nie wahał się określić, że na pewno nie dbali oni o higienę, nie prali ubrań i nie wynosili resztek posiłków, nic ująć, tylko stereotypowy obraz gamera. Nie miało to nic wspólnego z nowoczesnością, a już na bank z cywilizacją, przynajmniej w mniemaniu Edwarda! Dopiero trzy dekady później ktosia pomyślał/a że może to jest coś na kształt pomieszczenia tyle, że gospodarczego, nie tylko dlatego, że centralnym punktem tegoż było palenisko, tak jak w domach, wszak nie bez kozery mówi się o tworzeniu domowego ogniska i dbaniu o nie, ale przede wszystkim dlatego, że były one bardzo, bardzo małe, nie ogniska, a wspomniane pomieszczenia, a wiadomo, że w izbach musieli znaleźć się wszyscy (raczej nie było szans się zgubić na tak małej przestrzeni). Nie tylko dlatego, że rodziny chłopskie były bardzo liczne, myślę, że nam współczesnym także by było ciasno. Zbyt ciasno nawet dla wyciętej z dzisiejszego czasu rodziny nuklearnej. Gdy ludzie z terenu dzisiejszej Anglii zaczęli się osiedlać to przywieźli ze sobą toboły, walizki, torebusie (to rebusie! Ach, rebusie- zagadki były za gadkami, a może w innym tobołku?) i idee dużych domów także z paleniskami pośrodku. Nazywano je halls. Nie mylić z popularnymi niegdyś odświeżającymi pastylkami.

Były to duże zadymione gęsto pomieszczenia, w których się uczono, pracowano, gaworzono, rozmawiano, kochano się, służono, kłócono się, umierano. Bez względu na stan. Nie chodzi o to, że nie było rozróżnienia, było na tyle, na ile pozwalała na to przestrzeń. Państwo, a szczególnie Pan Domostwa siadywali na pewnego rodzaju podeście, by przeciągi nie były tak dokuczliwe, a pamiętajmy, że nie było ogrzewania podłogowego jeśli oczywiście nie ogrzano sobie podłogi własnymi pośladkami.

Najbardziej okazałe domy miały nie więcej niż (w porywach przeciągów) cztery, trzy izby. Oczywiście hall, kuchnie, dwie izby o charakterze zupełnie prywatnym. Mogły znajdować się na górnym (wtedy nazywano je solarami i wchodzono prowizorycznymi schodami) albo dolnym poziomie, ale służyły przede wszystkim za schowki, albo spiżarnie. W IX zaczęto w planach budowy uwzględniać także przydomowe kaplice, które miały nieco inny charakter niż dzisiaj, bo prócz wznoszenia tam modłów i dziękczynień zapraszano interesantów i zajmowano się biznesem. Coś na kształt sal konferencyjnych. Dość wspomnieć, że angielskie słowo room na określenie pokoi, w dzisiejszym rozumieniu to czas Tudorów. Taki wtręt. Dom odzwierciedlał ład społeczny, niewolnicy, wasalowie, panowie, ludzie wolni. Piętra, co dla jednego jest sufitem dla drugiego jest podłogą. Ten cytat napawa mnie trwogą.

Po tym jak wasal „zdecydował” rozstać się z życiem, przyszło rozstanie z majątkiem… Zaraz zaraz, że jak? Jak żyć panie premierze, jak żyć i jak umierać? Byle jak najrzadziej, co w wiekach średnich nie było łatwe. Pan często w imię prawa zabierał część dobytku ruchomego poddanego. Jako podatek od zgonu. Jak ktoś kto miał pracować śmiał się umrzeć. Tak po prostu, albo po krzywu. Wasalowie dochodzili z czasem do niebagatelnych ziemskich majątków, ale działo się tak z pololenia na pokolenie. Warto o tym pamiętać. Ówcześni niewolnicy byli własnością Pana, a silny męski potomek zawsze był wart więcej niż kobieta, tyle ile osiem dorodnych wołów. Mogli oni zmieniać miejsce zamieszkiwania w obrębie wspólnoty, zawierać związki małżeńskie i posiadać majątek tak trwały jak i ruchomy. Nie piszę o tym dlatego, żeby pochwalać, ale dlatego, że nie idzie w tym kierunku nasza stadna wyobraźnia, słysząc słowo niewolnictwo. Zostawmy jednak ten obszerny temat.

Przestrzeń była o wiele cenniejsza niż meble, które miały charakter często tylko użytkowy, przenośny, gdyż wędrowanie było wpisane w DNA ówczesnych ludzi, ze względu na ład i strukturę społeczeństwa. Może koniecznością, dlatego do tych ostatnich nie przywiązywano za bardzo wagi (poza oczywiście łóżkami- i obecnością szklanych szyb w oknach, oczywiście do XVII wieku były one bardzo rzadkie, ale tu i ówdzie zdarzało się napotkać poza kościołami, ale to już inna historia. Ni mniej ni więcej, Sen Stefana i jego pragnienie szklanych domów należało by odczytać na nowo) no tak, dobrze, jeśli były lekkie. Przed siedemnastym wiekiem krzesła jakie dzisiaj znamy były… Nieznane, a na pewno nie rozpowszechnione. Angielskie określenie na ten rodzaj mebla pojawiło się dopiero w 1300 roku. I nie, nie było to takie jakie teraz znamy, bliżej mu było do tronu, bo miało za zadanie. Zad anie wywyższać status, a nie służyć wsparciu, czy oparciu, czy nie daj Losie siedzieć w lotosie, to znaczy wygodnie. Zasiadywano do bankietów. Z rozmachem, ze smakiem, by tylko się nim nie obejść, by się objeść. No i żeby się napić.Och, tak ugasić pragnienie!

Ludzie piją piwo już od około dziesięciu tysięcy lat. Pierwszy browar, który uwieczniono w annałach to 1370 r. p.n.e Miało to miejsce w Egipcie, dawno, daawniej niż powstały czasy winem płynące w Grecji, czy Rzymie. W tamtych cywilizacjach uważano, że piwem raczą się tylko barbarzyńcy. Tylko, że myśląc piwo, mamy na myśli zupełnie inny napój niż np w średniowieczu, bo wtedy była tam nikła zawartość alkoholu, woda, była zanieczyszczona to mało napisać wyobraźmy sobie… Wiadomo, że w rzekach prano, farbowano, istniały garbarnie skór, czasami także myto się, do tego jeszcze deszczówka, woda nie była zdatna do picia, zwłaszcza jeśli pomyślimy, że studnie, które były wtedy nieporównywalnie bardziej płytsze, stawiane były tuż przy latrynach. Piwo jednoczyło wszystkie stany. Oczywiście wytwarzano je na różnorakie sposoby, w czasach wieków średnich, znano już chmiel. Jeden w najstarszych browarów był Lwówek Śląski. Znacznie później znana z piwa była Świdnica. Tak w Polsce znane były wina- ale w średniowieczu nie potrafiono ich konserwować, zwłaszcza te wytrawne, a zwłaszcza miody pitne. Dwójniaki, trójniaki. Z naturalnego miodu i owoców leśnych. Wiek dziewiętnasty to woda, tak, tyle, że przez ó. Naród polski nie wylewał za kołnierz (i nie, nie chodzi o kąpiele). Doszło do tego, że produkowano o wiele, wiele więcej niż potrzebowano. W karczmach płacono za wstęp nie za kufel napoju. Płacono dużo napisać. Grosz. I potem pito, tyle, ile można było znieść, do upadłego. Wikingowie bardzo, bardzo rzadko jedli mięso, chyba, że była biba po tym jak zdobyli jakieś miasto, czy prędzej wieś. No, ale to w drodze… Wyjątku, prędzej owoce… Morza, albo ryby. Dziczyznę przyrządzano długo. Długo, albo jeszcze dłużej. Przecież nie było takich rozwiązań termicznych, jak to teraz ma miejsce. A do tego i zwierzyna była mniej udomowiona dzik był bardziej dziki… Skaczemy sobie tak po epokach beztrosko, i syto mając w bebechach, ale warto jednego zazdrościć… W czasach średniowiecznych kucharze, to po prostu no no i po krzywu no strzyka mi w kościach na samo wyobrażenie i burczy w mózgu- nie wspomnę o brzuchu. Wiadomo, że nie każdą osobę było stać by się stołować na dworach, ale jeśli już… Na malborskim zamku w XIV wieku na tacach podawano skrzydełka strzygłów w miodzie z pieprzem, albo języczki papuzie w towarzystwie kwaśnego sosu. Na dworach francuskich podawano np, siedem gatunków mięs, no tak mało, ale każdy z nich w dwudziestu trzech smakach, ale ptaki ubóstwiano, były małe, więc potrzeba było ich dużo, ale poręczne w transporcie i mały znaczenie symboliczne. Podawano je we wszystkich smakach. Potrafiono takie placki upiec by po przekroczeniu wyfrunęły zeń żywe skowronki. Podawano orły, ale także trznadle, wróble, zięby, aż dzwonią zęby. Bardzo często podawano ptaki. Najpierw gotując i przetwarzając, a potem ubierając w piórka. Co tam piórka, ale także oprawiając skóry. Na dworach we Francji przysięgano na czaplę, albo pawia, w chwilach gdy wnoszony był na stół. Sekretem kuchni były przyprawy, a najdroższy i najrzadszy był pieprz. Nie dawano ich dlatego, że mięsa były zepsute, po pierwsze było go bardzo mało i było zbyt cenne, jesienią je marynowano w soli, w lecie zwierzęta bardziej oszczędzano. Dlatego, że przede wszystkim chciano je oszczędzić na zimne miesiące, nie chciano by się popsuło… Jedzenie było nie tylko zaspokojeniem potrzeb biologicznych, czy wstępem do sypialni, to także rozrywka, towarzystwo rozrywek wszelakiego rzędu. Jedzono także oczami, rękami, uszami, i oczywiście te zapachy… Bób i groch, u nas była to podstawa diety w Polsce, we Włoszech zaś… Ryż. Nie, nie to nie Chiny. Pa, pa ryż. Mięsa było bardzo mało, było reglamentowane, a pozbawienie głowy jakieś zwierzyny było często położeniem własnej jeśli Król się o tym dowiedział… Tak często o tym teraz zapominamy. Tak, tak to jedno, ale druga sprawa jest taka, że zwierzęta często wykorzystano do cna. Nie chodzi tylko o wnętrzności, o siłę mięśni. O sierść, która np. grzeje. Zwierzęta to ruchomy inwentarz. To kwestia przetrwania, dlatego też je udamawiano były blisko ludzkich siedzib, np. w szopach. Do tego przecież był kalendarz liturgiczny i obowiązki, które nakładała religia np. czterdziestodniowy post. Nie, nie chodzi o bytność w mediach anty społecznościowych. Liczba dni chudych, czyli postnych była różna, zależnie od epoki, dochodziło do tego, że było to pół roku. Do czasów panowania Henryka VIII nieprzestrzeganie postu mogło być równoznaczne ze zmianą miejsca zameldowania to znaczy, z karą śmierci. Taka karma. Czasy Henryka to, przerywnik w menu, bo Elżbieta I przywróciła ten przepis. Taki zgotowała żywot. I tak kwitł handel rybny i ten, który dotyczył dyspens, to miało sens. Przynajmniej dla niektórych. Przez jakiś czas.

To czy dom był zamożny, czy nie to odkrywało się po długości…Pokaż mi swój holl, a powiem Ci jak bardzo zamożny jesteś. I tu długość ma znaczenie. Przynajmniej wtedy. A nawet rozmiar. I drzwi i okien oczywiście. Jest pewna bzdura powtarzana z roku na rok, że ludzie w średniowieczu, ale nie tylko byli tak niscy, że budowano takie maciupkie, niskie drzwi. Nie, nie wynika to ze wzrostu, ale z tego, że zarówno okna ale także drzwi były po prostu bardzo drogie, i oszczędzano kupując mniejsze, ale tego w szkole Wam nie powiedzą. Także nie tylko po hollu zamożność poznacie, ale także po otworze wejściowym, czy oknach, nawet w bogatych domach tylko największe pomieszczenia były wyposażone w szyby i to przez długi, długi czas. Jeśli w ogóle to miało miejsce. Przestrzeń zawłaszczana była przez przeciągi (i to nie mam na myśli metafor) i przez wszechobecny dym. Zanim domy zaczęły pęcznieć w szerz, i wznosić się w górę minęło sporo czasu. W średniowieczu, czasie gdy nie znano antyseptyki, ani antybiotyków, walczono o przetrwanie bardzo często, a żywot był często czerstwy. I tak, jak często robię wspominając o tym okresie naszej bytności na Ziemi, napiszę i teraz, pamiętajmy, że to epoka różnorodna trwająca bardzo, bardzo długo. Zanim wprowadzono komfort na salony trzeba było wymyślić te ostatnie, a do tego musiało upłynąć wiele, wiele wody najpierw w rzekach, potem w kranach. Jedno jest pewne to, że tak cenna jest dla nas przestrzeń prywatna to skutek tego, że przenieśliśmy się nie przed pokoje, ale do nich, że mieszkania mogły urosnąć we wszelkich wymiarach. Nagle nie stało się ważne co robi się w holu, ale to co robi się na pokojach, to tyllko fidrygałki zostały w przedpokojem i tak układał się nowy ład społeczny, to co dla jednego jest sufitem dla drugiego jest podłogą…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s