[719]. En passant

Lubię posiedzieć w ciszy. Żeby rzeczywistość mogła dogonić moje myśli. Chociaż, gdyby przeszperać to, co się właściwie dzieje, nawet, jeśli dzieje się niewiele — to i tak cisza tętni od dźwięków, a to samochód przejedzie, a to u sąsiadki toczy się rozmowa, której odgłosy spadają niczym krople, a to gdzieś komuś nie tylko rzeczywistość skrzeczy, ale nawet wtóruje temu czajnik, który niecierpliwie pogwizduje na wszystko i wszystkich oznajmiając gdzie to wszystko ma (inna sprawa gdzie mu się to wszystko mieści) że i tak cała para pójdzie… W gwizdek, i że owszem, że można mu nagwizdać za takie odnoszenie się do rzeczywistości, ale co to da?

Jednakże nie lubię poganiać, czy przeciągać batem po swoich własnych neuronaliach. Wiem, że nuda ma prasę złą, w tych czasach, ale nie przejmowawszy się tem bardzo, bo prasa, w ogóle, o szczegółach przez delikatność nie wspominam, w dzisiejszych czasach niegramatycznych (kiedy się często mawia: mi zamiast: mnie, pisze: wogle, zamiast: w ogóle, nie wspominając już o okresie czasu) a no tak czas. Nuda, nudle, czyli rodzaj makaronu, który nawija się, jak wiadomo, na porcelanowe uszy komiltonek i komiltonów. A nie, porcelanowe to one miały szansę być w epoce elżbietańskiej… Ciekawe czy Elżbieta I Tudor miała szansę się ponudzić? Wiadomo, realizowanie codziennych obowiązków temu nie sprzyjało, ale na przykład w trakcie codziennego ubierania, a podobnież miało to trwać nawet do bagatela czterech godzin! Nuda, czyli jak niedaleko tu do nudności! Na przykład jak Cię ścisną w pasie i obleczą w t a k ą suknię! (O tychże też będzie). Litości, bo aż flaki bez olejów, się przeradzają by przewrócić. Przewróciło się? Och, niech leży, cały luksus polega na tym… Jak mawiał poeta. Zresztą, i bez reszty, jej wysokość…. Nuda została oskarżona nie tylko o doznawanie mąk, męk, i brzdęk na próżno rozwartych szczęk, powraca by się przewrócić po raz wtóry, i wszystkiego innego, w sposób gramatyczny, i całkiem przewrotnie, nie o siedem, ale o siedemdziesiąt siedem nieszczęść. I przywoływano nawet więcej niż siedem boleści, aż korci mnie, by tu je streścić, ale nuta na nudę jest tak boleściwa, że zabraknie wnet i trściwa. A po to żołądkowe nie chcę sięgać. Dla przekładu by uczcić inną część ładu, Simone zwykła mawiać: Trwać w nudzie to nie żyć, ale przeszkadzać sobie w umieraniu— a więc i tu nuda się nie nada, bo zawada! Dla przykładu: Erich mawiał: Nuda jest najstraszliwszą plagą naszych czasów. I wymawiać i przemawiać, i wymieniać można by było długo. Z tym, że Fromm nie uściślił od kiedy trwają i jak długo: nasze czasy. Nie jeden mops, gdyby umiał mówić, mógłby zwlec się z szezlonga- i orzec, że dysputa ta go nie pociąga, że on także wynudził się… Jak mops i idzie sobie łapę za łapą wlokąc- resztą towarzystwa się nie kłopocząc- i taki mamy klimat i… Klops. Może się jeszcze obróci, i do wszystkich : pies wam mordę lizał się zwróci. A to wszystkie inne dyskusje ukróci. Rzecz inna, że to właśnie z Chin w szesnastym wieku sprowadzono mopsy, do Europy, a że jest to rasa psów, która ani gospodarstwa rolnego nie upilnuje, ani nie jest jest przeznaczona do pracy pociągowej, ani nie nadaje się na grubego zwierza, ani nawet by upolować chudego, więc cóż… Przywleczono ją na salony. Dla towarzystwa. Winston także na towarzystwo nie mógł narzekać (no dobrze, mógł), ale i tak pod koniec życia stwierdził:

Już mnie to wszystko p o t w o r n i e nudzi

Nie wiem, czy były to ostatnie słowa premiera, ale jedne z ostatnich przed tym jak Winston Churchill zapadł w śpiączkę. Zmarł po przeszło tygodniu. W wyniku doznania udaru mózgu.

Nie tylko on, miał takie spostrzeżenia, wspomniana już Elżbieta I Tudor także uderzała w ten ton. Pozwólcie mi umrzeć w spokoju. Anglicy są już mną zmęczeni, tak jak ja nimi. Jak to jest robić nic? Oczywiście nie mam na myśli sytuacji w jakiej znalazła się wspomniana królowa, ale ogólnie jak to jest robić nic? Kiedy owo nic ma szansę na wyodrębnienie się, wybicie na niepodległość? Gdzie jest wtedy czas? I dlaczego tak ciężko jest nic nie robić, gdy można zrobić coś, i czymś owym zakończyć czas nuuudyy. Zachęcam wszystkie osoby, które czytają ten długi tekst, do tego by doznały nudy, z własnego aktu woli. Oczywiście, nie zachęcam do tego by to była reakcja wywołana lekturą, ale ogólnie do takiego ćwiczenia, jak to jest się ponudzić. Nie chodzi o nudności, chociaż… Jakby tak nudności, dodawać doznawać, aż flaki się przewracają, jeśli już inne rytmy zdają się od nas nie zależeć to może chociaż to? Nudzić się, nudności, czy to filozoficznej, czy fizjologicznej natury, wcale nie tak dalekie skojarzenie. Dlaczego tak lubimy być zajęte zajęci? Bo to daje nam bezpieczne poczucie, że nie marnotrawimy czasu, strawić marno, i wydalić nie ma co, a żeby w tych czasach wydolić, to nie z jednej doli trzeba żyć. To daje nam poczucie kontroli. A przynajmniej jej ułudę, przekonanie, że zajmujemy miejsce za kierownicą własnego życia. A jeśli spostrzegamy świat z perspektywy nudy, to możemy dość do nader wniosków nieoczywistych, i przykrych, że o to nie obejmiemy światów, czy świata naszymi zmysłami, że niewiele tak zależy od nas, pomiędzy obserwacją, a byciem w świecie jest szczelina, szczelina w której się mościmy, doznając nuuuudy przez wielkie Nu. Tak więc i my zostajemy obmyte obmyci wodami płodowymi zderzeń i zdarzeń. Nuda jako doznawany stan, i tylko jako taki, daje nam okazję na konfrontację z czasem, przestrzenią i wpływem, a raczej, jego brakiem.

Nie, ona na nudę akurat nie miała okazji narzekać. A zdarzeniami zarządzała jak mało kto układając je na partyturze czasu, no, ale miała mądrych doradców, i przypadek także jej dopomógł. Chociaż było blisko do tego by swoją głowę położyła katu pod topór. Czy urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą? Nie nudziła się chyba nigdy… No może poza okresem kiedy była więziona, nie przez konwenanse, ale fizycznie, chociaż to (podejrzewam, acz pewności nie mam) jeśli było, to jedne z jej zmartwień to najmniejsze. Tak, wiem, mogłabym uderzyć w taki oto ton: pogromczyni hiszpańskiej armady, protestantka i obrończyni wiary, niezłomna, nieprzenikniona, Królowa- Dziewica. Dlaczego ona? A tak przywędrowała do mojej wyobraźni i już ostała się, więc przygarnęłam. Cóż było robić niesiona przez daty, czas, miejsca, przyszła, niech ostanie. Nie będę nakreślała rysu biograficznego postaci, ani też jej relacji z Marią królową Szkotów, pozwolę jej czy postać, czy posiedzieć, a może lepiej by było napisać spocząć… Wszak to królowa! Niech głowa moja się uchowa. Co innego Jej głowa, była zagrożona, co prawda w innych czasach i okolicznościach- ale jednak, chociaż z karku nie spadła, to tegoż nie można powiedzieć o jej włosach, rudych, które traciła garściami, nie, nie ze zgryzoty. Miała zaledwie dwa lata i osiem miesięcy, gdy przyszło jej Matce na rozkaz niemiłościwego Ojca, żegnać się z życiem, a niespełna dziewięć gdy jej macocha (już trzecia) również położyła głowę pod topór, szesnaście gdy żywot zakończyła jej sympatia, tak w także samych dekoracjach. Została wtrącona nie tylko w wir historii, ale do lochu gdy ukończyła lat dwadzieścia jeden, i tak, oczekiwała na takie samo rozwiązanie. I nie, wcale nie miała zostać królową Anglii, co zdarzyło się cztery lata potem. W wieku trzydziestu dziewięciu lat nakazała, nie tak od razu, położyć głowę pod katowski topór swojemu (już byłemu) przyjacielowi, pięćdziesiąt cztery gdy kazała tak samo uczynić wspomnianej swej krewnej, krew , krewnej, a sześćdziesiąt osiem gdy podpisała kolejny rozkaz skutkującym zakończenie żywota kolejnemu kochankowi. Żyła lat siedemdziesiąt. W czasach które nie tylko nie były spokojne, ale kiedy kobiety na tronach nie zasiadały rozdawała karty. (Oczywiście można śmiało stwierdzić, że taki obrót zdarzeń zawdzięczała po części Williamowi CecililowiFrancisowi Walsinghamowi). Nie, nie chodzi mi o tron w miejscu ustronnym, tak wtedy łazienki też nie były popularne, ale nie tędy droga… No chyba, że jako towarzyszki. Jak pokazał czas, a zwłaszcza sama królowa— Elżbieta nie chciała być osadzona w tej roli. Nigdy. I nie chodzi tylko o doświadczenia z czasów wczesnego dzieciństwa.

[Elżbieta I. Portret upamiętniający rozgromienie armady-domena publiczna, źródło].

Po co poślubić mężczyzn, albo chociaż jednego, skoro można ich mieć i bez ślubu, a żaden z nich nie może nic cennego (niż cenniejszego niż korona Anglii) wnieść do wiana? Elżbieta na tronie nieprzerwalnie zasiadała czterdzieści cztery (i pół) roku. Podobnież miała szybko chodzić, tak że nawet jej dwórki nie mogły za nią nadążyć, a nawet te młodsze wiekiem. Bardzo lubiła nie tylko spacerologię stosowaną, ale również inne aktywności fizyczne takie jak jazda konna: w ilościach hurtowych i z zawrotną prędkością, co nie mechaniczny koń wyskoczy, czy taniec, i tak: bardzo, bardzo dużo ćwiczyła, i tak na pewno nie chciała podążyć śladem ojca, którego podziwiała, ale nie chciała jak on roztyć się . I tak, podówczas miano ją uznać ze względu na oddawanie się powyższym czynnościom za dziwaczkę (nie tyko ze względu na te, ale również zazdroszcząc pozycji, intelektu, odwagi i wagi). A wstawanie stołu jak tylko zaczął się posiłek na pewno nie pomagały pozbyć się zbędnych epitetów. Tak bardzo nie chciała dodatkowych kilogramów, że wolała bez zapowiedzi wstać od kor… Stołu. (Przecież wiadomo, że jemy oczami)Chociaż są i tacy, co mówią, że jednym z powodów dla których nie uśmiechała się na obrazach, było to, że nie tylko nie miała tak białych zębów jak białą miała cerę, ale że nie miała ich prawie w ogóle, bo tak lubiła ciastka… A że wolała posiłki spożywać w samotności… W tysiąc pięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku ambasador Francji spotkawszy się z Królową zauważa, że jej zęby są bardzo żółte i nierówne. Mało tego, po prostu widać ubytki. A jak bardzo szybko mówi, nie można jej zrozumieć. Wtóruje mu także ambasador Niemiec, choć zauważa on, że zęby Królowej zmieniły kolor na czarny. Zauważmy, że podówczas cukier był tak cenny jak złoto, nawet na dworze nie dodawano go często do potraw. Oczywiście podniebienie królowej to co innego, niż upodobania reszty dworu, dla niej specjalnie przygotowywano słodkości złożone nie tylko z jak, żelatyny i cukru. Oczywiście nie tylko barwiono taką przekąskę, ale i wzbogacano o bakalię. Elżbieta podobnież bardzo lubiła kostki leach (cukier, woda różana mleko). A to tylko przykłady leżące gdzieś pomiędzy marcepanem a piernikami. Nie wiem na ile prawdziwe są doniesienia, że Elżbieta cały czas miała coś w ustach, i nie chodzi o okrągłe zdania, riposty. Tak dbała o higienę, czyściła uzębienie, podobnież proszkiem, którego głównym składnikiem był cukier. (Farbowanie uzębienia na kolor czarny stało się modą szerzącą się nie tylko na dworze królewskim- jako wyraz albo należenia do warstwy wyższej, albo do takich aspiracji). Co do bieli jej lica, nie zapominajmy, że w wieku dwudziestu dziewięciu lat królowa zapadła na ospę, i zapewne nie wiedziała, że drapanie nie jest wskazane, zwłaszcza w okolicy twarzy. Choroba ta pozostawiła po sobie ślad, i to nie jeden, zwłaszcza na lewym policzku i w okolicy ust. Podobnież z tej ciężkiej, grożącej przecież nie tylko wizualnymi powikłaniami, ale i śmiercią, choroby miał ją wyleczyć lekarz pochodzenia śląskiego Burkat. A że wizerunek miał dawać legitymacje, nie tylko władzy, ale i być znakiem pomyślności bożej jak również zaświadczyć o nieskazitelności myśli, czystości i wszelkich innych cnotach, nie pisząc już o zrównoważeniu psychicznym, to kwestia zachowania głowy, na karku własnym. Dlatego Królowa ukazywana była z prawego profilu. Były to czasy gdy nie wynaleziono jeszcze botoksu-wyobrażacie sobie wszystkie postaci ponastrzykiwane tym specyfikiem? Ale, ale… To wcale nie znaczy, że nie d b a n o o urodę podobnież nie miało to przeszkadzać paniom i panom pochodzących ze sfer wyższych dbać o zdrowie- no właśnie, czy o zdrowie? Przecież lakowano blizny po ospie mieszanką złożoną z ludzkiego tłuszczu, terpentyny i pszczelego wosku. Nie jestem skłonna uwierzyć w pierwszy wymieniony przeze mnie składnik, a i osobom, które zajmowały się historią panowania Elżbiety nie jest znane by go używała, może to być składnik… Jej czarnej legendy… Ale nie kosmetyków. Podania o ludzkim tłuszczu należy włożyć między bajki. Owszem można było taki składnik kupić nie, nie u aptekarki, czy u aptekarza, chociaż pewnie i takie przypadki nie należały do rzadkości, ale prędzej w taki specyfik można było zaopatrzyć się u kata, nie leżały one tam długo w koncie. Tak, kat to pewny zawód, gdzie trzeba było mieć do tego dobrą, pewną rękę, by i poddanych i zwierzchników nie zawieść, a i nerwy ze stali. Jak tak stali i obserwowali- a nie rzadko były to momenty teatru publicznego, któremu towarzyszył rwetes i zabawa. Wróćmy jednak nie do dekoracji, które towarzyszyły kaźni, ale do zawartości kosmetyczki królowej. Wiadomo, że po chorobie, Elżbieta miała pokrywać białą miksturą nie tylko lica, by jak napisałam twarzy i głowy nie stracić, ale także i szyi. Owa mikstura to w różnych proporcjach ołowiany podkład: pasta w której skład wchodził: ocet,biały ołów, a czasami skład wzbogacano o kwas arsenawy i węglan arsenu. Do tego białko kurze i gotowe by położyć na skórze. Tak to robiły kilka dekad przed Królową Włoszki, można? Można. A jak można, to dlaczego nie skorzystać? Jak wiadomo skóra absorbowała ołów, a to miało swoje skutki, nie tylko utratę włosów (Królowa w późniejszym wieku nosiła peruki), ale także towarzyszył temu spadek nastroju, melancholia, notowano spadek sprawności intelektualnej, ale też paraliż mięśni. Nie jest więc też tak, że kobiety, które zdecydowały się na używanie tegoż specyfiku nie chciały się śmiać, z obawy, że im maska popęka jak ujął to Baldassare Castiglione, można założyć, że po pewnym czasie nie mogły tego uczynić. Zastanawiam się, czy osoba, która używała tej białej papki nie widziała, że pozostawia ona po sobie szramy na twarzy? Wszak trzeba było układać jej coraz więcej, więcej i więcej. Nie nie napiszę o tym, że było coraz to więcej zmarszczek bo skóra była przesuszona, ale coraz więcej szram, które były sutkami po zastosowanych kuracjach. Pisząc to nie jestem pewna, czy powodem tego, że Królowa nie miała zębów było umiłowanie słodyczy, czy stosowanie kosmetyków— pewnie i jedno, i drugie. To także nie było tak, że ludzie nie zdawali sobie sprawy ze szkodliwości mikstur, które stosowali, może nie ze wszystkich, ale z części na pewno. Wszak ówczesna prasa rozpisywała się, że Maria hrabina Coventry padła ofiarą ich stosowania, a że robiła to bez umiaru, i zawsze nawet mąż nie miał okazji widzieć jej bez nałożonego makijażu, chociaż chciał jej tego zabronić. Rychło straciła swoją urodę, z której była tak dumna, a ludzie ją podziwiali. Straciła coś więcej, zmarła rok po ślubie, ale i przed śmiercią doznawała potwornych bólów głowy, miała przesuszoną cerę, drżały jej mięśnie i wypadały nie tylko zęby, a i dziąsła odmawiały posłuszeństwa zanikając, oczy dla odmiany puchły, a włosy jak to włosy wyszły. Czy już pisałam, że w owym czasie, dla odmiany, bo przecież nie dla zdrowia, lubowano się w stosowaniu podkładów, w których skład wchodziła rtęć? Że i na nią miano chęć. A i dla pewności poprawiano pudrem, z arszeniku. Dla dodania wigoru i dobrego wyniku. Nie będę pisać, jaki wachlarz zaburzeń zawdzięczamy stosowaniu rtęci, choć mnie drapie, swędzi nęci by ulec tej chęci. I tak kończy się na śmierci, ale to nie jedyne zaburzenie. A i od tego co powodował arszenik, aż w bolącej głowie się kręci, łuszczyła się (gdzie tylko mogła, a że to największy organ, którym dysponujemy to mogła wszędzie) skóra, bolały mięśnie i głowa, doznawano zapalenia dróg oddechowych, anemii, dezorientacji psychicznej, czy wspomniałam o raku skóry? Co tam skóry, okrężnicy, czy puc, nerek, wątroby, pęcherza moczowego… Dość tego. A Królowa co rano nakładała na swoje usta – może i nie sama miała od tego dwórki- sproszkowany cynober, tak było i tam nieco rtęci. No tak, ale zważ jeszcze, nie, nie na możliwość zatrucia się metalami ciężkimi, tylko na przyczyny pośrednie niedomagań. Jeśli – a tak bywało i to nie rzadko, że nakładano gruuubą warstwę tego, czy kolejnego kosmetyku, to przecież nie można było się opalać, a zatem powszechnie chorowano na krzywicę. Dbano też o dłonie, zwłaszcza jeśli ktoś miał tak przykrą dolegliwość jak kurzajki moczył dłonie we krwi zwierzęcej jeszcze ciepłej, proceder miał miejsce w lasach, borach, ale i gospodarstwach domowych, gdy ubijano wieprza, jak tylko pozbawiono zwierzę życia, zażywano takiej kąpieli, wierzono, że w taki sposób można nie tylko pozbyć się kurzajek, a to niektóre tylko sposoby wzbogacania urody i naturalnego powabu… Na płonące lica także były sposoby, należało znaleźć osobę, która podówczas pości, i poprosić ją o gęstą ślinę, następnie zmieszać ją (ślinę, nie osobę) z olejem laurowym, i (a jakżeby inaczej?) rtęcią, zmieszać wszystko powtórnie, wstrząsnąć, i nanieść na płonące lico. A pamiętajmy o tym, że makijaż to jedna kwestia, i nie jedna warstwa, kolejne to nie jedna warstwa, ale ubrań, ciężkich, mających zaświadczać o pozycji (bogactwie)… Im więcej, tym lepiej. Nie dziwi zatem fakt, że w ostatnich latach życia królowej Elżbiety dwórki narzekały jakoby nie tylko podupadła na zdrowiu fizycznym, ale stała się chimerycznie nieznośna, doświadczała nie tylko depresji, czy niewydolności nerek, ale także bólu nie tylko fizycznego ale tego za którego źródłem było reumatoidalne zapalenie stawów. Miała cały arszenik, cały arsenał zachowań od ciskania kosmetykami po ciskania mieczem, o przekleństwach nie wspominam (a i za młodu podobnież jak jej ojciec potrafiła ich używać)- podobnież jedyną ulgę (acz krótkotrwałą) przenosiły jej słodycze, bała się położyć do łóżka, bo była przekonana, że już nie wstanie, pożegna się w ten sposób z życiem, spała, krótko i w pozycji siedzącej, obawa przed śmiercią towarzyszyła jej zresztą i wcześniej. Pokaż mi proszę monarchinię bądź monarchę, który nie boi się zamachu na własne życie? A przecież Elżbiecie podszeptywano, że takowy knuje chociażby… Jej kuzynka, Maria (którą Elżbieta… Uwięziła. i tak, pozbawiła życia). Nie chcę ukazać Elżbiety jako próżnej, zajmującej się tylko zbytkami, korzystającą ze szkodliwych kosmetyków (a by rano wyjść świeżą i pachnącą zaprezentować się dworowi, ba dworowi, światu! Można było urobić się po łokcie) moim celem jest ukazanie innego oblicza (sic!) nie tylko Królowej, pewnego klimatu, czy sieci powiązań. Artykułów gdzie opisane jest znaczenie Elżbiety I w dziejach świata jest mnóstwo. Zaczęliśmy od rozważań o nudzie. Miguel de Unamuno był przekonany o tym, że człowiek staje się sobą poprzez uczestnictwo w społeczeństwie, i to napędza jego życie, wielokrotnie dyskutowano (na przestrzeni wieków) o tym, co kształtuje ludzki byt. Nie tylko jeśli chodzi o władców, czy władczynie, ale także o każdej osobie, daleko przed tym jak sformalizowano socjologię, czy psychologię, czy w ogóle proces zwany nauką. Jednakże w dysputach, którego sednem była biografia, któregoś z członków, czy członkiń rodów królewskich widać to bardzo dokładnie. Owszem zaglądamy chyłkiem przez niedomknięte drzwi. Oczywiście, widzimy też, to co chcemy, ale i co możemy zobaczyć, to nie jest tak, że Królowa wystawiana była na wichry historii i biernie sobie dryfowała przez czas, świadomie kształtowała swój wizerunek, i była swoją najbardziej surową cenzorką. Jednakże korci mnie by zadać pytanie, czy władczynie, i władcy doświadczają nudy? A jeśli tak to jak ona wygląda?

Za młodu, a młodość ta trwała długo miała być pełna energii, wigoru, i (mimo wszystko) entuzjazmu. Do czasu, dwa lata przed śmiercią miała się izolować od wszystkiego i od wszystkich, przesiadywać w ciemności, samotnie, nie zażywając jakichkolwiek kąpieli, cierpiała po stracie ukochanego przyjaciela, tak na którego sama wydała wyrok. Miała godzinami siedzieć z palcem położonym na ustach, wpatrując się martwo w przestrzeń. Popadając w neurastenię, coraz głębiej i głębiej i… (Chociaż termin ten do rodzącej się psychiatrii wprowadzono dopiero w tysiąc osiemset sześćdziesiątym dziewiątym roku. Jest to pewien rodzaj nerwicy, której towarzyszy uczucie zmęczenia psychofizycznego). Jej stan przypisywano chorobie: bezsenność, osłabienie, brak łaknienia pogłębiająca się nerwowość to wszystko miało jedną nazwę, jeden wspólny mianownik: ołowica. Jednakże nie zapominajmy, że jej życie pełne było stresów, niewyobrażalnych, toczyła spory na arenie międzynarodowej, uczestniczyła w wojnie, była posyłana i sama posyłała na szafot, jak sama mawiała (a był to także zabieg retoryczny) jest poślubiona Anglii, nie ma więc życia prywatnego i przez mieszkanki i mieszkańców tejże Anglii bacznie obserwowana, także naśladowana, i nie, nie chodziło tylko o barwienie bród czy włosów, noszenie peruk, czy sukien, a także gdy zmarli jej doradcy, ci pierwsi, lud zaczął ją krytykować.

Być może Królowa nigdy nie doświadczała skutków nudy (i nie dlatego to piszę, że istnieje stereotyp, że inteligentne umysły nie nudzą się nigdy). Miała trudne dzieciństwo, i tak oczywiście, wiem, że strata matki jest bolesna, i nie zamierzam tego odbierać Elżbiecie, jednakże zauważ proszę, że ta wychowywana (i zżyta) była z opiekunką, matkę widywała nader rzadko, a i ta raczej okazywała swe zainteresowanie przez podarki, niż przez czas wysokiej jakości jakbyśmy to dzisiaj mogli/ mogły napisać. Niemniej czas dzieciństwa miała trudny, a i młodość nie oszczędzała jej trosk. I to wieczne oczekiwanie, że wyjdzie za mąż, konwenanse, plany, zamierzenia… Tak epoka elżbietańska to także czas prosperity, ale i wojen, życie w strachu (Elżbieta dwa razy ocaliła głowę własną, i przyczyniła się do straty głów innych – swojej nie straciła z miłości, acz było blisko, przynajmniej dwa razy- to że nie zdecydowała się wyjść za mąż, to inna sprawa. Ojciec po tym jak pozbawił życia swoją żonę, córki się wyrzekł nazywając „pieszczotliwie” bękartem). Chociaż miała nie zasiadać na tronie, to jednak władała i w mowie, i w piśmie siedmioma językami biegle, czytając w tychże i wypowiadając odebrała gruntowne wykształcenie. Tak formalne jak i nie. Nie zostawiła po sobie progenitury, ale epokę w której panowała określa się nie bez kozery, elżbietańską. Przeszła do historii, nie tylko na portretach, wiecznie (sic!) nie mydlić z wietrznie młoda, to także był element cenzury, czy propagandy, jako ta, która zostawia bezpotomnie Anglię, nie zapewniwszy sukcesji starano się by przynajmniej od pewnego mementu chociaż z portretów spoglądała rześkim, przenikliwym spojrzeniem… Wiecznie młoda, o nieprzeniknionym wzroku… Wizerunek także był kwestią państwową, nic nie pozostawiono przypadkowi, i jak przyglądam się portretom Elżbiety, geometria mnie urzeka, dobór kolorów, cieni, miękkie zakończenia przedmiotów, innych niż klejnoty, te, jakżeby inaczej nigdy nie były przypadkowe, perły to czystość, niewinność, dziewictwo- a rubin kierowanie się rozumem, i znowu barwy jej panowania: biel i czerwień, także nie bez znaczenia Datowany na tysiąc sześćsetny rok Portret z tęczą  autorstwa Isaaca Olivera, Elżbieta trzyma tęcze to oznaka trzech cnót wiary pokoju i nadziei. No tak, możesz spytać, a wąż? Wąż to metafora mądrości. I oczywiście jeszcze inskrypcja Non sine sole iris . i tak, zapewne, nie ma tęczy bez słońca, a że wichrów i burz także nie brakowało… Oczywiście wiadomo, kto tym słońcem jest, Elżbieta nie pozostawia pola wyobraźni. Tak na obrazach jak i podczas augiencji, aby dodać sobie wzrostu i powagi, nie tylko przywdziewała takie a nie inne stroje, ale stała przyjmując poselstwa, a osoby, które się doń musiały zbliżyć, klękały. Czyniła tak, dopóty mogła, dopóki przed śmiercią nie opadła na wysoki stos… Ułożony z… Poduszek. Wszystko jest starannie dobrane, nie chodzi tylko o rodzaj bogatego stroju, chociaż nawet suknie polskie, na które zapanowała moda, choć nie są tak okazałe jak inne stroje Elżbiety, nadal do skromnych nie należą. Wszystko – z długością kołnierzyka – ma swoje uzasadnienie. Mówi się, że Elżbieta miała bardzo smukłą kibić, a może, jest to interpretacja, chciała nosić się po męsku, bo uczestniczyła w męskim świecie? Może przez dobór obfitych strojów chciała dodać sobie powagi (autorytetu) Chociaż jeśli chciała potrafiła użyć swoich atutów niewieścich tak też czyniła, jeśli nie chciała jak np. wtedy gdy poruszać wątku sukcesji gdy Maria przysłała doń poselstwo to rozwijała wątek atutów i cnót niewieścich, porównując Marię do Siebie i pytając, która z nas jest piękniejsza, wyższa, która ma zgrabniejszą talię? Wcale nie, jak zarzucają jej niektóre osoby przez próżność, albo dlatego, że uroda była dlań tak ważna. Oczywiście była, ale dlatego, że to istotna część jej wizerunku, oddziaływania, posłannictwa, okazywania swojego półboskiego pochodzenia, prawa do tronu, nie tylko dlatego, że ojciec publicznie ją wyklął określając bękartem i w taki sposób chciał wskazać jej należne (według niego) miejsce w historii, nie tylko zresztą on. Kobiety nie rządziły podówczas na dworach, nie brały udziału w sukcesji, a ona dzieliła i rządziła nieprzerwalnie przez czterdzieści cztery i pół roku! Uczyniła Anglię wielką. Oczywiście nie szata czyni człowieka, ale suknie ich krój, rodzaj, ilość warstw, zdobienia miały na celu ukazanie przymiotów podkreślenie bogactwa tak wewnętrznego jak zewnętrznego, nie tylko gustu, statusu, ale także przekonanie poddanych (i wrogów/ wrogiń) o tym, że Anglii pozycja nie jest zagrożona, choć nie ma dziedzica jest krajem bogatym, rozwijającym się. Już na pierwszym z portretów (sutorem którego jest William Scrots) trzynastoletnia Elżbietę w prostej czerwonej sukni z książką w dłoniach patrzy na nas pewnie. Oczywiście, że przyglądając się ukazaniem jej wizerunków podkreślane są: majętność, majestat, i uroda, osławione rude włosy, które nosiła z dumą, nie jak inne kobiety w jej czasach nie zamierzała ich skrywać pod perukami, dobierać inne, czy farbować ona je nosiła z dumą, a przecież w jej czasach rude włosy to kolor diabła, przeklęte, jako władczyni mogła sobie wybrać kolor peruki jaki tylko chciała- nie tylko ukazywać śnieżnobiałą biel cery . To kolory przewodnie czerwień i biel. Noszenie się po męsku. Podobnież w jednym czasie miała nie tylko sukien pod dostatkiem, rękawiczek ponad dwieście, ale i peruk aż osiemdziesiąt, i nie takich „zwykłych” weń były wpięte klejnoty wszelkie ozdoby, nie tylko suknie były bogato zdobione. I oczywiście wszechobecna biel i czerwień. Biel to niewinność, a czerwień to energia, jeśli Władczyni potrafi nad swoją półboską mocą zapanować (a co do jej proweniencji po zwycięstwie nad Hiszpanami nie było co do tego wątpliwości) to jakaż musi być potężna. Barwy to nie tylko znak firmowy Elżbiety – nie, nie tylko kolory róż Tudorów, imprimatur dynastii, nie tylko barwy flagi patrona Anglii świętego Jerzego, — a może przede wszystkim? – dowód na to, że jednak Elżbieta nie pochodziła z prawego łoża (nie tylko Henryk VIII ale i Anna Boleyn miała mieć rude włosy). Hilliard kolejny nadworny malarz posłużył się symbolem pelikana (niektórzy badacze i badaczki upatrują tu alegorii do sir Francisa Drake’a korsarza, który wyruszył na wyprawę dookoła świata, tak na statku, którego nazwano pelikan- i tak podobnież przypisywano Dreakowi rolę faworyta królowej, aczkolwiek tutaj nie byłabym tak optymistyczna wysuwaniu takich przypuszczeń). I na Portrecie z pelikanem można zobaczyć nie tylko czerwoną różę, czy perły, i proszę, broszę i oczywiście pelikana. Jednakże kiedyś wierzono, że właśnie ten ptak potrafi wykarmić pisklęta własną krwią jeśli nie ma już innej możliwości. Nie ma możliwości, aby pomylić się, kto jest nie tylko słońcem, ale również kto zdolny jest do najwyższych poświęceń, tak by zapewnić poddanym dobrobyt. Jeżeli spojrzymy także na stylistykę obrazów, nie tylko na jej warstwę czy to sukien, czy symboliczną, ale styl to widzimy, że Henryk III także był ukazywany w ten sam sposób, co także nie pozwoliło wątpić w pochodzenie Elżbiety I Tudor. Nie wiem, czy miała choć trochę czasu by się ponudzić, dla samego doświadczenia tego stanu rzeczy. Raczej to nie leżało w jej charakterze, ba ona, nie lubiła się wylegiwać. Zastanawialiście się może kiedyś, jak Władczyni zażywała aktywności fizycznej w tych strojach? Kiedy to ta wymagała od niej gibkości, zręczności?

Przypisywane jest Chińczykom takie przekleństwo, obyś żył, żyła w ciekawych czasach. (czy ciekawe czasy wykluczają doznawanie, doświadczanie nudy?- poważnie pytam). Elżbieta nie tylko w nich żyła, ona je tworzyła. Począwszy od wygranej bitwy pod Bosworth jak i zakończenia w sposób dyplomatyczny wojny Dwóch Róż (ach, znów te róże nie wytrzymam już dłużej). Organizowała administrację na ziemiach jej podległych, tworzyła i rozwijała handel, nie tylko osoby zajmujące się handlem się bogaciły, ale tylko wzmacniała władzę centralną, ale także stworzyła klasę średnią. Wprowadzała reformy na niwie kultury, ale i kościół anglikański za jej panowania okrzepł (którego oczywiście ona była głową). Wiele czytała, nie tylko księgi uznane za święte w takich językach jak grecki, ale także innych filozofów jak Cycerona, Sofoklesa, Izokratesa długo by wymieniać… Jeżeli myślisz, że siedziała, nie nie, siedziała, co już ustaliliśmy, więc- z dużym prawdopodobieństwem już tak nie myślisz… Siedziała chyba, wierzchem, ale chodzi mi o zasiadywanie w zaciszu swoich komnat, to spieszę donieść, że zwykła tak robić nie tylko w celach rekreacyjnych czyniła objazd swoich ziem, celem sprawdzenia uczynionych postępów, wdrażania reform, skutków tychże. Pańskie oko Anglię tuczy... Potrafiła tak zaplanować swoją trasę koncertową by było przynajmniej dwadzieścia pięć przystanków. Gnała przez życie z wielką energią, a przynajmniej tak chciała być zapamiętana, galopiadą przejść do historii. Oczywiście przyglądając się jej panowaniu należy zdjąć koafiury, suknie, już o warstwie, wróć- warstwach makijażu nie wspomnę, żeby się przyjrzeć temu tematowi, nie z doskoku, i nie w biegu, należy je zdrapać, zedrzeć, a może po prostu (a raczej pokrzywu, zwarzywszy nie tylko na pokrzywy, czy inne zioła, mikstury i mazidła, ale na rozpowszechnienie się krzywicy) delikatnie zdjąć.

Wspomnę tylko, że Królowa odeszła z wielkim hukiem! Nie uczyniła tego po angielsku … Ale to temat na całkiem inny artykuł… Zwłaszcza, że ten do najkrótszych nie należy…

Niemniej nuda, a gdzie ona się podziała? Próżno jej tu szukać… I próżno znaleźć… Może gdzieś pod warstwami, warstewkami ciężkich szat? Może gdzieś pod butem monarchini?

Wiedziałam, że jak Elżbieta się tu pojawi, nuda pryśnie, a to nie było w moim zamyśle… Ale jednak stało się, i trudno, chociaż mops nie może powiedzieć, że było nudno*. Jakoś się z tym pogodzę, trudno….

PS. A Ty wolisz czytać na tym blogu długie, czy krótkie teksty?

Zdradzę Ci tajemnicę mopsy, nie potrafią mówić… Może to i całe szczęście?

Anglicy są już mną zmęczeni… Słowa wypowiedziane do dam dworu, które ubierały monarchinię, i które starały się wzbudzić weń chęć do życia. Zapewne królowa była zmęczona panowaniem, życiem, utratą kochanego człowieka, podupadła na zdrowiu. Nie były to ostatnie słowa. Dariusz Skorupa, Elżbieta I Wielka w: Tudorowie i Stuartowie (tom 2. serii Dynastie Europy), Warszawa 2010, Biblioteka Gazety Wyborczej, str. 55.

10 myśli na temat “[719]. En passant

  1. Nuda – jeśli nudzisz kogoś, to jesteś nudziarz/nudziara.
    A jeśli sam z sobą się nudzisz? Nudysta, nudystka?
    Ponieważ wpis dotyczy angielskiej królowej , to przetłumaczyłem nudę na angielski.
    Nuda – boredom, nudny – boring – to samo co wiercenie (borowanie). Widzę tu głęboki sens.
    Ale przecież – she bore a child – znaczy – urodziła dziecko.
    Czy to znaczy, ze poród jest nudny? A może życie po porodzie?
    Wracając do Elżbiety I i jej słów o zmęczeniu Anglików.
    Nie mogę znaleźć tych słów w wersji angielskiej, więc zamilknę.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Przepraszam, że tak długo kiedy zaczęłam odpowiadać na komentarz, zobaczyłam jak niebezpiecznie się rozrasta. Pozwoliłam mu zatem wypuszczać młode zielone pędy z rachitycznego zdania, zgłosek i dźwięków, rozdźwięków i postrzeżeń w ciąg znaczeń i zamierzeń. Ciąg dalszy… Ad rem! I nie, nie chodzi tu o fazę (jakąkolwiek) np. fazę snu. Chociaż doznawanie nudy jest rodzajem małego letargu, rodzajem – jak to sobie ukułam na użytek własny: rodzajem małej śmierci jest także doznawanie stanu nudy. I tak można powiedzieć, że zobaczymy ba, poczujemy (sic!) właśnie wtedy że król (bądź królowa) jest nagi, naga i w ten czas (przynajmniej tak nam obiecują prawdy zaklęte w przysłowiach) w ten oto czas ujrzymy nagą prawdę. A zważywszy na fakt, że kłamstwo obiegnie cały świat, zanim prawda wzuje buty to doznawanie tegoż stanu musi być rozłożone w czasie, nie tylko koniecznym jest by rozłożyć na czynniki ostatnie i pierwsze, ale także nas na łopatki, ale i przyprawić o nudności, czyli – żebyśmy bezwiednie doznawali konwulsji, mogą być intelektualne, wyrzucali coś bez ładu, składu, sensu w przeżywaniu nudy zaszyty jest brak porządku takiego do którego przywykliśmy (ale też brak alternatywnego rozwiązania). A świat nie idzie na piechotę, Ziemia kręci się wokół słońca, zdarzają i zderzają się i płyną dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po… Możliwe, albo i niemożliwe (ono też się dzieje), en pasant. Lot komety. Nie drążmy tego tematu, nie borujmy jeśli nie trza (Nie, żeby lepiej było wróżyć z fusów bądź powietrza). Porzucamy wiele rzeczy, wierzchnich okryć ,choć nie raz jak zdecydujemy się jednak podrożyć, mamy szansę dokonać odkryć, nie tylko okryć, ale i tego co się mieści w płaszczach, zwłaszcza pod pazuchą, czy w kieszeniach płaszcza, tam to zwłaszcza, pod koszulą, co bliższa ciału, i jeszcze co przyprawia nas o gorączki, a co o dreszcze, co w neuronaliach chowamy jeszcze… Jeśli chodzi o borowanie, to rzecz to przykra, choć zastosowanie znieczulenia, wiele zmienia, fakt, i to bez grama alkoholu. Jednak nie są to słowa, ani o wspólnym rdzeniu, korzenia, nie widać, by były to homonimy, ani homofony, choć bezpiecznie nadgryzać można, i szukać powiązań, nie tylko w przykrości doświadczenia, jak również, że nawet gdy z zwodu jesteśmy stomatologiem, stomatolożką, to przecież, gdy sami zapadniemy na zdrowiu, i nie daj Losie, przyjdzie do konieczności borowania, to nie wykonamy go sobie sami na sobie, tak – w większości nudzimy się w towarzystwie osób, to ono wzbudza w nas tę przykrość. Choć bywają też okoliczności, które sprzyjają takiemu stanowi. Agata Christe zwykła mawiać: tematy do moich powieści kryminalnych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi u mnie myśl o zabójstwie”. Ja takowych nie mam, zmywanie naczyń mnie nie przyprawia o nudę. Trop o przybliżony do homonimów, czy homofonów, nie wydaje się być trafiony, zwłaszcza.
      Pytasz, o to, czy poród nie był nudny? Ja bym zapytała, może jest to pytanie kontrowersyjne? Ale dla kogo wiadomo, że nie dla kobiety, ale dla męzczyzny, który czeka? Może mężczyznom się po prostu nudziło, może w ten sposób także kobiecy poród był oceniony, i ślad pozostał w języku? Nie wiem, ale nie wykluczam, głośno myślę. Pozdrawiam,

      Polubienie

      1. Przepraszam, że moje komentarze są bardzo nieadekwatne do treści i formy wpisów.
        Czuję się nieco jak pies szczekający na karawanę.
        Życzę żeby pomyślnie jechała jak najdalej – hau-hau.
        Podobnie z odpowiedzią na Twój komentarz.
        Nuda – nudystka… różnorodność ubrań, których trzeba się chwilowo pozbyć aby być nagim.
        To rzeczywiście uzasadnia uznanie widoku osoby nagiej za nudny… wyjątki od tego zaliczają się do SZTUKI.
        Borowanie – sto-matolog… zastanawia mnie dlaczego sto skoro człowiek ma tylko 32 zęby.
        Zdecydowanie chodzi tu o wynagrodzenie – sto ma, to log-iczne.
        Bardzo dziękuję za wskazanie właściwego tropu w rozważaniach na temat porodu.
        Zgadza sie, kobiety rodziły a mężczyźni wymyślali nazwy.
        Pozdrawiam

        Polubienie

        1. Zaraz, zaraz, za co Ty przepraszasz? Nie rozumiem.
          Nie, komentarze nie były/ nie są nieadekwatne, dla mnie są ciekawe. Nudyzm i nuda, są przynajmniej w polskim języku blisko siebie w słowniku, a to oznacza, jakieś podobieństwo. Może nie są to homofony, ale jednak. Poza tym jeśli ktoś nudzi, to – przynajmniej społecznie- ma się wrażenie, że oto pokazał jaki jest naprawdę, czyli owa naga prawda idzie przez plażę świata. I rzuca nieco światła na to jak jest. Przykro mi, że czujesz się jak pies szczekający na karawanę, naprawdę, i nie piszę tego by Cię pocieszyć. Mnie Twój niestandardowy komentarz ucieszył, nie tylko dlatego, że to wyraz interakcji, i zainteresowania tekstem, także dlatego, że to wyraz myślenia
          I tak odczytuję ten komentarz jako namysł i jako znajdowanie ciekawych tropów. Co więcej, nie wychodzę z założenia, że mam rację, i moje jest ważniejsze niż Twoje, nie. A widzisz, teraz mi przyszło do głowy, piszesz, że: „Nuda – nudystka… różnorodność ubrań, których trzeba się chwilowo pozbyć aby być nagim” wskazując na różnorodność tego co trzeba zrzucić, jak rozumiem, żeby ukazała się nagość, czyli nagra prawda, jak rzeczywiście jest, a nie dać wodzić się oku. Chociaż ciekawe mogą być ubrania. No może nie w epoce elżbietańskiej…
          Jest taki kawał:
          – Ile szczoteczek ma dentyst/k-a?
          – Sto ma to logiczne.
          Nie wiem, czy trop w sprawie porodu był prawidłowy. Pomyślałam o języku, ale także o tym, że przecież mężczyzn nie wpuszczano do rodzącej, i nie tylko to, że np mógł spędzać czas nie pod drzwiami, ale w różnych miejscach uciech, uciekł do uciech. A w knajpie film się mógł urwać, ale przecież okres ciąży, zwłaszcza ostatnie miesiące, kobieta staje się mniej mobilna, nie pomoże w gospodarstwie…
          Jeśli chodzi o cytat, to podałam po polsku, bo na taki się natknęłam,
          serdeczności, dobrego dnia.

          Polubione przez 1 osoba

  2. Dziękuję Droga Liib, za Twe pisarskie trudy, co wnet przeganiają wszelkie nudy 🙂

    A Elżbieta Tudor w notce? Dla mnie osobiście bardzo fajny smaczek 😉 Pięknie ją opisałaś. Charakterna, zdecydowana kobieta. Jedna z tych osób, które trwale odcisnęły swój ślad w wyspiarskiej historii. Ale też zwykła kobieta, targana emocjami, zmęczeniem, o której rękę starało się wielu mężczyzn…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dlaczego Elżbieta Tudor? Choćby z powodu burzliwych czasów, w jakich przyszło jej żyć i dziejowych zmian w społeczeństwie, mentalności i religijności, jakie wtedy miały miejsce. Po sromotnej porażce Wielkiej Armady, Anglikom strasznie urosło narodowe ego.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Jedzmy po kolei z tym koksem, albo eko groszkiem, albo czym tam jeszcze.
    A: nie tylko ona żyła w tych czasach, rozumiem, że – to możesz mieć na myśli, że przecież dzieliła i rządziła, ale nie za bardzo tak bym napisała, trzeba by sięgnąć jeszcze dalej.
    I jeszcze głębiej, no ale – dla jasności wywodu (objętości komentarza) sięgnijmy do czasów Henryka VIII. To on, tracąc głowę dla miłości, miłośnie nam (znaczy im) panujący tracił głowę, głowa po głowie, dla miłości, no… Nie swoje, głowy rzecz jasna, ale dlatego wziął był rozwód z cesarstwem… I mianował się zwierzchnikiem kościoła. Z jednej strony, z drugiej za czasów panowania Elżbiety, sytuację ustabilizowała właśnie ona sama (no nie sama z garniturem pierwszych doradców – wspomnianych w tekście powyżej). Samo to, że panowała lat czterdzieści i cztery, to już był przyczynek ku stablilności. Czasy ona tworzyła, czy też współtworzyła, bo miała na ich kształt realny wpływ- i świtę. Nie tylko była sobie na tronie. Oczywiście samo istnienie Marii (królowej Szkotów) jej zagrażało, przecież ona także miała prawo do tronu, a po wstąpieniu w związek małżeński umocniła to prawo. Tarcia i starcia pomiędzy protestantami i katolikami, wszystko zanurzone jest w sieci powiązań i oddziaływań- jasne, tylko tak jest zawsze. Nam jest łatwo to oceniać siedzimy sobie w XXI wieku z daleka od wojny, w ciepłych ogrzewanych mieszkankach, bez wesz w perukach, i z mnóstwem informacji (albo tak nam się wydaje ad vocem ostatniego- tak wiem, ad vocem używa się w mowie nie w piśmie). To nie jest tak, że „Anglikom strasznie urosło narodowe ego”. Zważ proszę, że to nie jest kwestia samego zwycięstwa, zgadzamy się co do tej kwestii?
    Jeśli oczywiście chcesz coś dodać, albo patrzysz na poruszone kwestie inaczej, chętnie podyskutuję.

    Polubienie

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s