(625). Bez tytułu, ale za to z treścią (nie żołądkową) albo: nie żołądkuj się.

Doskonała niedoskonałość,doskonała, dookoła doniosłość (to drugie tylko na obrazach Pana Baryłki) szeleści mi w słowie, przyczynku uczynku i... Nie wypowiem, które nabiera ciała, wagi, i po wagi, strug światła, w plamce cienia się cieni i popopowiela to turkocze łakociami łaskotek mnie pod podeszwą myśli, który fanta fan fantasmagorią się ziści mgnieniem- istnieniem imieniem. Sączy się … Czytaj Dalej (625). Bez tytułu, ale za to z treścią (nie żołądkową) albo: nie żołądkuj się.

(624). To przedpołudnie należało by do Renoira,albo niezupełnie o czymś innym.

Chrzęści treść między wargami, a brzegiem słów nitki, nitki, nitki niczym księżyca nów, który można pić, albo chociaż w jego stronę spoglądać, by pleść opowieści wić. Mielę wątków wiele. I kołyszę myśli. Rośnie we mnie tekst. Przylepia się do podniebienia pierwszą zgłoską, nabrzmiewa śliną myśli i grzęźnie w pestce grdyki. Dobrze być dobrze, autentycznie ze … Czytaj Dalej (624). To przedpołudnie należało by do Renoira,albo niezupełnie o czymś innym.

(621). Dokąd (ryby płyną)?

Coś poruszającego, i poruszanego jest w malowidle naskalnym, jaskiniowym nie nowym (datowanym bardzo około 15000 10 000 w hiszpańskiej Altamirze). A co jeśli sztuka ta, przez Wielkie Sz, a nawet przez wielkie Szt, nie ma postawionych celów? I dopiero je przepisujemy z wieków przyszłych, wyobrażeń i powinności? I dopiero je przypisujemy niczym mnisi i mniszki, … Czytaj Dalej (621). Dokąd (ryby płyną)?