177.Lekcje nieobecności, czyli o tym jak mała różnica— tworzy wielką.

[Sonety Szekspira, Stanisław Soyka,Pomaton EMI,1995, źródło].

Literatura powinna podpowiadać jak żyć. Wielkie dzieła tworzone były zazwyczaj przez pisarzy, którzy sięgali po po dzieła filozoficzne, zatem w ich książkach widza ta znajduję wyraz. Było by absurdem oczekiwać aby każdy człowiek czytał dzieła filozoficzne, ponieważ filozofia wymaga przygotowania. D0 czytania powieści natomiast w dostatecznym stopniu przygotowuje szkoła. Wielcy pisarze nie tylko czerpią z filozofii,ale także uprawiają eden z jej działów. Historiozofia, czyli filozofia dziejów bywa tworzona niemal wyłącznie przez pisarzy. Zajmowanie się nią wymaga dużej intuicji i wyobraźni, a tymi własnościami w naturalny sposób są obdarzeni wielcy pisarze. (…) Poznając przez literaturę panoramę możliwych poglądów zyskujemy możliwość dokonywania wyborów.

[W poszukiwaniu własnej drogi. Maria Szyszkowska w rozmowie z Gabrielem Michalikiem. Rozmowy o polityce, religii i szczęściu. Dom wYdawniczy tChu, Warszawa 2007, s. 178-179].

   Milan Kundera napisał kiedyś, w swojej Bardzo Znanej Książce, takie zdanie, które  przyszło mi do głowy. Przyszło, i zostało. dlatego zdecydowałam zacytować:

    Idea wiecznego powrotu ma w sobie coś tajemniczego. Przy jej pomocy Nietzsche wprowadził w zakłopotanie większość filozofów: pomyśleć, że wszystko, cośmy raz przeżyli, miałoby się kiedyś powtórzyć i to powtórzenie powtarzałoby się w nieskończoność!

[Nieznośna lekkość bytu, Milan Kundera, tłumaczenie: Agnieszka Holland].

    Nie sądzę by transfer wiedzy i umiejętności był tak łatwy, jak maluje to Maria Szyszkowska. Książka może być zaledwie zapalnikiem, malutką iskierką, jeśli oczywiście w głowie istnieją już jakieś konstrukcje i nawyk (do) myślenia, poszukiwania i chęć do spróbowania czegoś ponadto.

Ponad to, co się ma, posiada, wie, rozumie… O tym również wspominałam. Mam takie przeczucie, że Milan właśnie odpowiedział Marii, choć nie jest to odpowiedź symetryczna. Nad tym aspektem nie będę się wodziła, a rozwodzić się nie zamierzam.

    Nie wiem też czy literatura powinna podpowiadać, albo jak cienka jest granica, której przekroczenie skutkuje nad(o)powiadaniem, nadpisaniem, czy postponowaniem w jaki sposób żyć, a jeśli tak, to jakiego rodzaju to powinna być sugestia i jak głośno podpowiedziana.  Natychmiast włącza się czerwono bordowe światełko, i to nie jedno, nie żebym widziała podwójnie, potrójnie, czy w mój życiorys wpisana była inna wada wzroku… Chociaż… Takie na przykład jasnowidztwo, czarno (to) widzę.Przekłady przykładów stoją  w rządku i (nie) w porządku.

Dickens Karol,oczywiście, którego imieniem i nazwiskiem nazywane są ulice nie tylko w Anglii, najpierw wżenił się do bogatej rodziny, potem zniszczył życie żony oskarżając ją (niesłusznie) o niegospodarność (co w tamtym czasie równało się z wytoczeniem najcięższych dział skutkujących ostracyzmem społecznym, zwłaszcza, że Karol był już wtedy Wielkim Pisarzem, a nie początkującym dziennikarzem, praktykującym u przyszłego teścia, Autorytet Moralny Posiadającym), którego nie chciał nadszarpnąć w żadnej mierze, dlatego gdy podróżował pociągiem, który nieszczęśliwie zderzył się i byli ranni, nie pozwolił opatrzyć ran kochanki, byle by tylko nie wyszło na jaw, że ów Wielki Pisarz podróżuje z metresą. Młodą, giętką o alabastrowej cerze, która potrafi rozłożyć to i owo przed Największym Władcom* Ortografii, Gramatyki i Interpunkcji. Można no(-)żyć i mnożyć przykłady, postulaty, zobowiązania i odwoływać się do faktów. I czcionki by zabrakło. I  dna dnia nie starczyło.

Szekspir, pan (nie tylko) od Sonetów, ten sam od władania angielszczyzną i losem nie tylko literackich postaci, nie tylko znał się doskonale na medycynie, ale też był oskarżony o handel zbożem w czasie wielkiej klęski urodzaju. Nie chodzi o to, by szukać rys na wizerunkach wielkich tego i tamtego kontynentu. By z komplementu uczynić bajorko mentu, smentu i jak to dzisiaj piszę się hejtu. I nie ma to nic wspólnego z powitaniem hej tam. Hej tu, za morzem, może pomożem(y). Ahoj, ale zaprzestańmy na tychże figurach, każda osoba znajdzie własne przykłady… Nie brnijmy w banał wiadomo, że nie jedna mądra księga jest podszyta niecnymi intencjami, to z jednej strony, z drugiej, oczywiście, że porządki życia prywatnego mają wpływ na słowo (na)pisane i wydane, choć wydawać by się mogło, że tak nie jest.

Kundera optował za nałożeniem na osoby piszące konieczność tworzenia pod pseudonimami, by odczytywanie biograficzne dzieł nie było możliwe, by granice się zatarły. Nie chodzi o to, czy literatura da nam odpowiedzi, i czego będą one dotyczyły. Chodzi o to, że wiele programów, książek, audycji, i co tam jeszcze uzurpuje sobie do dawania dobrych rad, i niezbędnych.

Wiem, znam to przysłowie o tym w jaki sposób brukuje się piekło. Nieskutecznie, ale i syzyfowo. I cholernie, cholernie płytko. I zachodnio. I modnie.

[***]

     Jak to możliwe, że wierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę, choć przeczuwał trwogę drżenia. I długiej linii życia upatrywał ubezpieczenie na przyszłość, tą, która z definicji nadchodzi,  która miała go uchronić przed rychłą, niespodziewaną śmiercią.Pracował w radio, był tłumaczem literatury, organizował  czwartki literackie, tworzył słuchowiska, pisał również dla dzieci, korespondował z tymi, których świat uznał za Wielkich. Nie uświadczył światopodglądu, on go niósł, zniósł w kieszeniach, dłoniach, smutnościach. Zginął w pierwszych bombardowaniach Lublina przysypany gruzem zakładu fryzjerskiego. Nie zmarszczył życia, nie skruszył, nie wyssał go, choć prze_rzucał na klisze. Zmarł w dziewiątym dniu Wojny…Zaklinał lecz nie klął prędzej przykląkł i co mu przyszło?

monotonnie koń głowę unosi

grzywa spada raz po raz rytmem

koła koła

zioła

terkocze senne półżycie

drożyną leśną łąkową

dołem dołem

polem

nad wieczorem o rżyska zawadza

księżyc ciemny czerwony

wołam

złoty kołacz

nic nie ma nawet snu tylko kół skrzyp

mgława noc jawa rozlewna

wołam kołacz złoty

wołam koła dołem polem kołacz złoty

[Józef Czechowicz, Przez Kresy źródło tekstu].

 

     Dźwigał melancholię, która po śmierci Matki napęczniała, i stworzyła go bardziej samotnym, obcym dla światła świata. Nieporadny życiowo namiętnie naiwny. Stąpał cicho,miękko, szedł lekko pochylony. Swoje wiersze czytał jednostajnym tonem, wolał gdy recytują je inni, niźli on sam. Żył krótko, umarł wrześniem, w trzydziestym szóstym roku życia. Zginął przysypany gruzem, wcześniej mieścił się tam zakład fryzjerski. Czas się nie zdążył wypełnić, nie mówiąc o złapaniu zadyszki. Józef Czechowicz, brat Krzysztofa Kamila. Przewróciły się nadzieje, które już nie wstały pijane nieszczęściem absurdu.

  Zacznijmy od początku…[Na początku był Ha!Os i… Tak już zostało]. Stało (samodzielnie) tak, że…

[Źródło zdjęcia].
[Źródło zdjęcia] O Fiołkach było. Tutaj.

 . . . Nie jestem zwolenniczką pozytywnego myślenia, choć złapana zostałam,  i stałam i stałam i sta… Ba, dałam się złowić i w tą pułapkę w niecnej i niedojrzałej a nadgryzionej młodości w taki wzór układania i rozumienia świata, tyle, że pod spodem czasami coś od niechcenia się łuszczyło… To czasy nie tyle zamierzchłe, co nieco perspektywą oddalenia skurczone i skruszone. Bliżej mi do pozytywnego mylenia (się), albo błądzenia. (Nie mylić proszę z bredzeniem bliżej do brodzenia). Nie jestem zwolenniczką tego by przyklejać plasterek na rankę, która krwawi, w ten sposób także nie zatamuje się krwotoku,tok toku jeśli on rzeczywiście ma miejsce. Nie zamykać się na tematy trudne,brudne, nie mudne wolę te(-) maty, które nie są cekinowo nowe,pachnące, rosnące, niż tam(_)te maty prowadzone nudnie, płytko i marudnie gdzieś przy dnie byle nakleić uśmiech wraz z rachuneczkiem i cukiereczkiem na osłodę.

Nie jestem zwolenniczką odprawiana czarów. Ba odprawiania w długą drogę, także nie. Ów czar należy dostrzec i rozebrać na czynniki trzecie, drugie, pierwsze, przy założeniu, że warto nie wypełniać życia watą. Nie chodzi o to by zdjąć urok magii (sic!), ale o to by dostrzec prawidłowość, sposób działania, mechanizm. Może anachronizm? Trans(_)autentyk (nie tylko tyk- ale je też można zobaczyć [się]).

Zobaczyć i widzieć i się nie przestraszyć, nie struchleć.

     Chowanie trupów w szafie, też na dłuższą metę pozbawione jest sensu (ale nie smrodu od U uciekać nie należy). O ile bardziej twarzowo wyglądają one na obrazach, w dziennym świetle, w pełnej krasie (można przekonać się czytając posty (1,2). Żarty na blok. (Blok operacyjny wiadomo, że śmiech jest mechanizmem obronnym jednym z wielu u osób dorosłych). W ramach nagrody ( przed i po_cieszenia), można sobie wybrać dowolny.

      Ucieczka jest jakimś sposobem wyjścia,wejścia awaryjnego z sytuacji. (Nie) podjęcie działania wyposaża nas w wiedzę, która mało kiedy, a w sytuacjach, które w danym momencie uważamy za trudne, jest mało przyjemna. Otwiera w nas nowe pokłady nie zawsze znanego, i… Następuję konieczność zmierzenia z tym— czego właśnie się nauczyłyśmy i nauczyliśmy.  Tu, jeśli uprawiamy biegi (krótko)dystansowe, brak nam tchu. I wychodzi z tego chu. Humoreska raczej gorzka. Do przełknięcia, ale dobra do potknięcia.

Nie można zmienić przeszłości, ale masz wpływ na przyszłość.

Nie stój u ciemnych świata wód

gdzie sny mozolne kłębią się i dławią

kiedy nad nimi czerwone korabie

smoki ogniste i obłoków łódź.

[Nie stój u ciemnych świata wód, Krzysztof Kamil Baczyński, Najpiękniejsze wiersze, Wydawnictwo bis, Warszawa 2000, s. 48].

     Nie, nie możesz zmienić przeszłości, możesz zmienić wektor, nadawania temu co się zdarzyło sensu. Nie, możesz zobaczyć ile jest tych wektorów, bo są różne, w różnych kierunkach.  Nasz wpływ na przyszłość, też też jest przeceniany. Nie biega, nawet nie chodzi, o to by odbierać człowiekowi rodzącą się w nim siłę, motywację i radość, że może coś zmienić, poprzestawiać by nie poprzestawał, iść, siedzieć, patrzeć, stwarzać czasowniki na własny prywatny użytek i pożytek. Nie chodzi o to ukazać mu jego małość i miejsce w szeregu. Świat nie jest sprawiedliwy, i można się starać i chcieć i działać i… Jest jeszcze gorzej. Chodzi o to by dostrzec szklankę do połowy pustą i do połowy pełną. Nie szukać tłumaczeń, że nasz wpływ na naszą przyszłość jest ograniczony. Tak, jest ograniczony, dlatego, ważne jest go świadomie wykorzystać. Tylko szklanka do połowy pełna i do połowy pusta jest szklanką. Dlaczego nikt nie zastanawia się nad tym, gdzie ta woda się znajduję, a tylko na jej poziomach, deliberacja jest uskuteczniania. Próbował ktoś pić z rozbitej literatki? Trudne i ryzykowne i… Pozbawione sensu (smaku chyba też— ale nie desperacji) acz możliwe. Czy to szklanka? Inaczej, co warunkuje nasze patrzenie, widzenie i postrzeganie. Dążność do kultury dobrobytu nie prowadzi przez modne frazesów fastrygi. Oczywiście, jest to jedna ze ścieżek, i to bardzo często uczęszczanych. Często zawierzamy takim zdaniom, powtarzanym bezwiednie, a w sytuacjach niekoniecznie granicznych, co w y m a g a j ą c y ch  okazuje się, że puszczają szwy, zdania rozlatują się w niewyraźny krój czcionki…  Nie umiemy być. Z tego deklinuje melancholia, ta  z którą doskonale wychodziło się na zdjęciu (niekonieczne rentgenowskim) tylko w wieku nie tyle dojrzałym, czy werterowskim co… XIX.

     Co więcej stawiam… Tezę,nie nie kolejkę,tezę, stawiam, że nie nawykliśmy się spotkać  nie tyle z opowieścią, wieści noszone przez czułość soczewek podszewek, zaszewek i innych rzeczy. Rzeczy oczywistością. Niby nie chcemy ulegać modzie, a wkraczamy w nią z całą rozpiętością tego co mamy, i chcielibyśmy mieć. Bez przegotowania przygotowania. Korespondencja. Ciekawe słowo, zużynane z rzadka, w odniesieniu do diariuszy osób, które zapisały (sic!) się w kulturze, bo dziś tylko wysyła się maile… Wróćmy zatem do owego słowa korespondować, wiemy co znaczy(ło) nasunęło mi się jeszcze jedno tym razem ukryte, schowane, znaczenie: Korespondować. Kore, to nie tylko posąg dziewczyny, czy określenie jej samej w języku greckim, ale też źrenica. Greccy filozofowie wierzyli w to, że można wejrzeć w dusze ludzkie właśnie patrząc w źrenice oka, tam kryje się mała dziewczynka. Dzisiaj wiemy, że wyposażone i wyposażeni w narzędzia możemy zobaczyć mózg ludzki jego wzrokowe nerwy, wkroczyć w niepoznany, tajemniczy świt i świat. Czy gotowe i gotowi jesteśmy na taką właśnie soczewkę spojrzenia? Wątpię.

Często [z](_)byt [z]byt[ki]  się znieczulamy, albo w rozchełstaniu popadamy w mesjanistyczne wygodne, ukonstytuowane histerią historii frazesy, cierpienia za miliony, (nie, nie dolarów, czy euro). Chociaż tak, na cierpieniu także się zarabia (tak jak na produkowaniu nie_szczęścia). Zostawmy tę nić opowieści.

     Paul Celan uważał, że wiersz to miejsce spotkania, a i on sam ciąży ku innemu, w jego naturze jest dążenie do innego, czyli do przekroczenia siebie samego. Obliczono, że w twórczości poety zwrot ty czytasz pojawia się ponad tysiąc trzysta razy. Poezja to dar wyjątkowości języka, jak sam mówił dar dla uważnych. Aby ona zaistniała musi być spełnionych kilka niezbywalnych warunków, ale uważność to także luksus, dwudziestopierwszowiecznych ludzi, jeszcze wymuskanych i radosnych w dobro_bycie i osnutych w dobre obycie bon nadaje ton.  Jak wytłumaczyć zastaną rzeczy oczywistość drącą rwącą Tadeusza Różewicza po Wojnach zastanych. Jak stanąć po stronie Słowa i jego cierpkości cierpliwości. Odrzućmy brawurki laurki szkolne w dyktando obrócone. Tego Różewicza, którego nie zniszczyła edukacja i powszechny frazes.

Nie jest prawdą, że jakiekolwiek Twoje życie było obdarowało Cię doświadczeniami.

     Wiedza to nie doświadczenie. Sama, wyabstrachowana, czysta. Staje się nim wtedy gdy jest użyteczna, czyli dostępna w działaniu. Wiedza, a działanie oparte na wiedzy, to dwie różne — i odległe —kwestie. Szyderczo brzmi w cierpieniach, ach czy to pojedynczych wyodrębnionych w niepokojach szpitalnej pościeli, albo podczas bombardowań, uciekamy we frazes. Przygniatamy się maltretując kłopocikami, wymyślamy śniące śliniące się problemy, a gdy świat wali się w gruzy rzeczy wistość i rzeczy wizję obracając spazmatycznie w ość nic, czyli nicość nagle stwierdzamy, ze zdumieniem trwogi, że brak nam słów. Proszę nie mów mi, że na pewne daty, zdarzenia zderzeń nie ma słów.Może nie być stów, może nie być snów, ale słów… Pomyśl proszę inaczej, choć na chwilę. Może  ów deficyt bierze się stąd, że sytuacje zwykłe nie tylko zgadujemy zbyt często, ale przede wszystkim zagadujemy one są nadużywane bez konieczności, nadganiana rzeczywistość sprzeczności nie powinna być [z]noszona ona przez głaskanie śmiechu. Odwracamy się banałem od tego co jest tłumacząc, że zbyt wrażliwi/ zbyt wrażliwe jesteśmy na cierpienie. Może jest tak,że nie ćwiczymy się w tym by być zarówno ze swoim, jak i przede wszystkim cudzym, osobnym, smutkiem, czy bliskim, czy dalekim.

Wiem, że to co jest najgłośniej oferowane przez wrzask mody za tym się idzie. Kołkołkołczing, doświadczing, piękning minimalizing leasing, życie bierzemy w leasing,nic darowane, wszystko pożyczone mówiła Poetka. Pożyczone, bo nie mamy wyjścia.  Po życzone. Czego zatem i za tamten Tobie życzę?

Znaczy ono,owo wejście,  jest, ale niekoniecznie abstrakcyjne, akcyjne, znaczy się a_trakcyjne, a już na pewno nie atrakcyjne. Epikur mówił, że szczęście to brak cierpienia, a my co robimy? Gdzie go szukamy i jak nazywamy. I czym znieczulamy, wygładzamy i czego wyglądamy. Życie nie obdarowuje nas doświadczeniami. Ja, osobiście nie znajduję w sobie tej odwagi, którą daje Prawda, Praw da, z której wypływa by powiedzieć Ludziom, którzy doświadczyli Wojen, głodu, cierpienia Hiobowego, sytuacji granicznych, że oto Życie obdarowuje ich, tylko trzeba umieć ten podarek przyjąć. Nie trzeba Burzy jak z obrazów Gorgona, albo sytuacji, którą maluje Tadeusz Różewicz w wierszu pt Drzewo by podważyć prawdziwość kolejnej tezy, która brzmi:

Doświadczenie, jest czymś, co dostajesz, kiedy nie dostajesz tego, czego chcesz.

    Jakiż wytarty! A wygodny! Jak stare buty. W naszym kręgu kulturowym nauczyłyśmy i nauczyliśmy się czerpać wiedzę z porażek, tak na gruncie osobistym, jak i kulturowym. Przykład? Ile wiemy o Powstaniu Wielkopolskim? Jedynym zwycięskim w naszej historii, a ile o Warszawskim? Doświadczenie jest nim wtedy, kiedy zwracamy uwagę na to co nam niesie, i co możemy z tą wiedzą zrobić, w jakich sytuacjach sięgnąć i skorzystać, niezależnie czy dotyczy porażki, czy sukcesu. W jaki sposób się uczymy? Do czego przywiązujemy wagę i uwagę. Powiedź to osobie głodnej, osobie, która wydała swoją ostatnią wychudzoną nadzieję, rzuć jej tym właśnie zdaniem. Co robił Van Gogh gdy nauczał jako ksiądz w dzielnicach nędzy, w czarnej rozpaczy tych, co nie wiadomo czy dzisiaj powrócą, a nie czy się nawrócą. Nasze słowa często są wygodne, wyhodowane w cieplarnianych warunkach.  Co to znaczy przeżyć? Nie przewegetować, albo przeegotować. Bardzo prosto jest nauczać zarzucać gdy ma się tyle dobrego, że się przywyka do luksusu, który nam zwietrzał i spowszedniał. Nie chodzi o to, by rozłożyć na czynniki pierwsze, drugie i kolejne zdanie w ten sposób, by znaleźć antytezę, by nie tylko rozwodnić, ale i udowodnić, albo by uderzyć w dumne tony dzielności i podzielności.

     Mówi się, że:

nie ma błędów, są tylko lekcje, które trzeba można odrobić,

by iść dalej. Nie prawda, można iść dalej nie odrobiwszy niczego. Zwłaszcza, że czasy szkolne już dawno za nami. Jesteśmy zobligowane i zobligowani uczyć się do osiemnastego roku życia- dalej, to nasz wybór i przywilej,nie rzadko okazja, ale także wymagania i radość, frajda i używanie, zużywanie nie tylko Wielkich i nie tylko słów. To obecność.

Twoje życie staje się lepszym gdy Ty stajesz się lepszą osobą.

      Zaraz, zaraz. I nie chodzi o wirusy, czy bakterię. Tylko o moment zatrzymania się. Lepszym dla kogo? Wobec kogo, czego? A może staje się bardziej skomplikowanym? Patrz punkt pierwszy. Nie neguję miłych zmian. Nie mylmy zmian wnoszących, z miłymi doświadczeniami. Powtarzam jak mantrę nawet pożądana zmiana, niesie ze sobą różne spektrum emocji i tych dobrych, i tych dobrych, bo nie ma złych emocji, tylko są te, które nie są akceptowane społecznie,albo zależnie od płci, są albo wzmacniane, albo wypierane. (Sławetne nie marz się jak Baba). Chodzi o byciu ku sytuacji. Nie zatopionym albo utopionym w sytuacji, ale byciu ku sytuacji.  Nie stosowaniu zaklęć, nalepek, czy zbędnych etykiet, zaklinaniu obniżonym nastrojem rozstrojem i innym rojem. Nie zawsze, nie wszędzie ma się siłę na działanie. Nie usprawiedliwiaj się bakiem czasu, natarczywością powinności, albo natłokiem słów. Zamiast Powiedzieć Nie będzie dobrze, albo Będzie dobrze. Powiedz proszę niech będzie dobrze. Zamiast udawać i wmawiać sobie, że wiesz, jeśli rzeczywiście nie wiesz. Powiedz to. Zadaj sobie pytanie, czy chcesz uczestniczyć w tej sytuacji, jaką by ona nie była. Jeśli tak. To Bądź, choć byś miała błądzić. Bądź najlepiej jak potrafisz. Nie chodzi też o to by uczyć się czyimś kosztem, chodzi o to by uczyć się w tej sytuacji. Tak takie przewartościowanie Bycia i Uczestniczenia i stanięcia wobec Siebie w Prawdzie jest kosztowne, i wymagające, ale kiedy do cholery jasnej, ciemnej i tej w cętki poszarpanej mamy się tego nauczyć, jeśli przyjmujemy proste, atrakcyjnie opakowane frazesy? Przywleczone gdzieś z Zachodu. Jeśli przyjrzymy się biografiom „wielkich myślicieli i myślicielek, którzy i które krzewiły tzw. pozytywne myślenie, zauważymy, że nadzwyczaj nie rzadko osoby te rozstawały się z życiem wybierając samobójczą śmierć, albo gdzieś w zapomnieniu na ósmym dnie nędzy. Nie chodzi o to, by zdyskredytować wszelkie nauki. Chodzi o stanięciu , albo leżeniu (ale nie pławieniu) w Prawdzie.

Nie musisz być wielkim/ wielką by zacząć, musisz zacząć by być wielkim.

    Zazwyczaj obarczone jesteśmy taką wiedzą, przekonaniami, możliwościami, niemożliwościami, że trudno jest zacząć, albo wytrwać w sposób mądry, wnoszący. I okazuje się, że nie zaczynamy od początku, to było by blogosławieństwo. Nie wystarczy dziesięć tysięcy powtórzeń, trzeba je potroić, by wyzbyć się tego— co nie wspierające, utrudniające, czy uniemożliwiające. Na nie wszystko mamy też wpływ. Pierwsze dziesięć tysięcy powtórzeń by zobaczyć i poczuć nową funkcję, drugie dziesięć tysięcy powtórzeń, by wymazać stary nawyk, trzecie by zachowanie wypracowane stało się nawykiem. Dobrym nawykiem. Nigdy nie jest tak, że wobec świata, w którym żyjemy jesteśmy równi i równe. Wypracowanie i wdrażanie takich mechanizmów jak Prawa Człowieka ma za zadanie tą równość wprowadzić w czyn, na poziomie konkretnych, mierzalnych działań. Nikt jednak nie podarował nikomu takich rozwiązań zostały one nie wypracowane, ale nie bójmy się tego określenia wywalczone.

Sukces nigdy nie przyjdzie sam. Nie osiągamy go też samotnie.

    Możemy go sobie przypisać, bo któż nam zabroni! Ale nie będzie to prawda. Tak jak nie jest nią bezwiednie powtarzane przysłowie:

Co nas nie zabije — to nas wymaże wzmocni.

     Co nas nie zabije, możne nas zmienić, w taki sposób, w jaki byś my nie chcieli, albo zabijać na raty, ale skutecznie. I czy musimy w imię przysłów jako rzekomej mądrości owego wszystkiego próbować? Tonąca osoba brzytwy się chwyta, brzytwy języka tyka, tyka nasz zegarek, tyka, czas ucieka, wieczność nie zwleka, nawleka nas na zmarszczki czasu,przychyli do ziemi i w proch obróci, wieczność się nie nie waha i nie smuci. 

Pod(_)róże kształcą.

    Dają więcej różnorodnych okazji, stawiają nas w na pozór nowych, albo rzeczywiście nowych warunkach, tak, ale kształcą tylko te osoby, które chcą, mogą i potrafią uzupełniać swe luki kompetencyjne. Uczone i uczeni jesteśmy tego, by zaklinać rzeczywistość i rzeczy oczywistość. Mówimy, będzie dobrze! Będzie dobrze, jak mantrę, lepiej to znaczy bardziej prawdziwie, jest powiedzieć: niech będzie dobrze! I pobyć, potowarzyszyć, po prostu być z drugą osobą.

 Nie bądźmy dodatkiem  w kraju rzeczy dostatnich. Nie przepisujmy w pogoni za szczęściem szczelin pustych słów. Paul Auster w Dzienniku Zimowym pisze, że pisanie zaczyna się w ciele, także tam się toczy, choć nie kończy, lecz zasypia, ale nie sypie. Psychosomatyka  głosu głodu. Pismo ciała, do którego Auster powraca po latach…

To co nie zginęło,

póki my żyjemy.

Jeszcze.

Długo.

Wnioski, szybciej nioski. Znosić wnioski? Roznosić roznioski. Jeden jest, niemiły i gorzki.

Niech będzie dobrze, czyli nie udzielajmy lekcji (z) nieobecności.

Nie zadowólmy się humbugiem, choćby nie wiem jak atrakcyjnym, nie nurzajmy się w niewygodach, ale nie wmawiajmy sobie, że jesteśmy aż tak delikatni i wrażliwi by nie mogło nam niewygodnie, by było nam to usprawiedliwione, ale nie obnośmy się z cierpiętnictwem, jak z orzecznictwem Istnienia. Szukajmy i znajdujmy sytuacje, które nas no właśnie… Co…

*Pisownia zamierzona. :-).

31 myśli na temat “177.Lekcje nieobecności, czyli o tym jak mała różnica— tworzy wielką.

  1. „Książka może być zaledwie zapalnikiem, malutką iskierką, jeśli oczywiście w głowie istnieją już jakieś konstrukcje i nawyk do myślenia, poszukiwania i chęć do spróbowania czegoś ponadto.” – Święte słowa!. Już świętej pamięci Staś od Lemów pisał, że czytanie książek może bardzo fajnie przemeblowć komuś głowę, pod warunkiem jednakże, że są tam już jakieś meble 😉

    1. Tak też mi się skojarzyło z Lemem, nie, nie ściągnęłam tego od Niego!
      Jak dobrze wiedzieć, że Ktoś jeszcze Lema pamięta, nie pisząc o czytaniu!
      PS. Szybko czytasz!

      1. Nie tylko pamięta, ale ma w domu mały, mentalny, ale bardzo permanentny ołtarzyk pana Stanisława. Oraz komplet wszystkich dzieł, niektóre z własnoręcznym podpisem autora. Przypuszczam, że gdybym się kiedyś dostał do (niestety nieistniejącej już) „Wielkiej Gry” o Lemie, miałbym niezerowe szanse na wygraną 😉 Jedni lubią owce, inni kozy, a ja lubię Lema. Zresztą chyba widać to po moim blogu, nieprawdaż… http://xpil.eu/blog/?s=stanis%C5%82aw+lem

        1. O już zazdraszczam pozytywnie i konsekwentnie, a i także się cieszę z faktu, że mamy kolejną porozumienia nić, choć u mnie z mienia Lema nic, bo użyczyłam książkę (bez grafu auto) na wieczne nieoddanie. Chodzą słuchy tam i tu, że mają wznowić Wielką Grę, więc może mentalnie trzeba się przygotować? Jak będziesz startował, daj proszę znać, kibicować będę! [Piszę poważnie, choć czcionka mi się chwieję, podsyłaj linki i sznurki bo nie wszystko u Ciebie czytałam) I jeszcze jedno baaardzo lubiłam WG. 🙂

    2. A mnie się z Carlosem Ruizem Zafónem skojarzyło: Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie. (z książki Cień wiatru)
      Do Lema jeszcze nie dojrzałam… Albo nie ma we mnie nic, w czym mogłaby się jego twórczość odbić… Hmmmm…

      1. Jeżeli chcesz, mogę Ci doradzić, w jakiej kolejności czytać Lema, żeby się nie zniechęcić, i żeby mieć z tego maksymalną frajdę.

        1. Chętnie skorzystamze wskazówek:-)
          Ja zaczęłam od czytania na głos bratankom Bajki robotów… Nie żeby mi się nie podobało, nawet fajne historie, chłopaki, o ile sobie przypominam nawet zadowoleni byli, ale mnie nie wciągnęło…

          1. „Bajki robotów” są bardzo, bardzo wielowarstwowe i bardzo, bardzo ponadczasowe. Ale niektórych drażni ich „bajkowa” forma. Ja osobiście „Bajki” uwielbiam, to moja pierwsza przeczytana w życiu książka (w wieku czterech lat miałem już obcykany Mały Atlas Grzybów, poradnik o ruchu drogowym i właśnie „Bajki Robotów”). Po pierwsze, musisz sobie odpowiedzieć, czy wolisz zacząć od fantastyki, czy od nauki/filozofii. Bo Lem pisał i to i tamto. Jeżeli fantastyka, zdecydowanie polecam „Wizję lokalną”. Możesz przedtem przeczytać Podróż Czternastą (z „Dzienników gwiazdowych”), która jest mini-żartem otwierającym całą tę przygodę. Po „Wizji” również bardzo polecam „Fiasko”, które bierze początek w „Opowieściach o pilocie Pirxie”, ale na tyle luźno, że można się bez Pirxa na początek obejść. Jeżeli Ci się spieszy i potrzebujesz form krótkich, polecam „Doskonałą próżnię” oraz „Wielkość urojoną” – jedna jest pełna wstępów do nieistniejących książek, a druga – serią recenzji innych (również nieistniejących) książek. Był to sposób Lema na opisanie pomysłów na książki, które chciałby sam napisać, ale będąc świadomym własnej śmiertelności wiedział, że nie zdąży.

            Od strony zaś filozoficznej – cóż, „Fantastyka i futurologia” oraz „Filozofia przypadku” – obydwie dość sążniste i pisane dość trudnym językiem, jednak bardzo poszerzają horyzonty. Oprócz tego oczywiście „Dialogi”, książka moim zdaniem nierówna, ale jednak pełna mądrości. „Summy technologiae” nie polecam, wbrew opiniom krytyków – nie spodobała mi się.

            Jeżeli lubisz się pośmiać – koniecznie „Dzienniki gwiazdowe” – zarówno Ijon Tichy jak i profesor Tarantoga gwarantują długie godziny obolałych mięśni twarzy i przepony 😉

            Dość fajny jest też „Katar”, powieść kryminalna z dużą dozą matematyki i chemii.

            Ogólnie rzecz biorąc musisz się nastawić na niedokończone wątki i niekompletne fabuły, bo Lem uważał, że podobnie jak ludzkie życie, tak i książka nie powinna mieć jakiegoś konkretnego „końca” w sensie „i żyli długo i szczęśliwie”.

            Uff, rozpisałem się.

            1. Mogę się wtrącić? Bo, aż mi głupio, ale i ciepło na klawiaturze się robi, że sobie tak rozmawiacie, można napisać, że otwiera się POLE poLEMiki… [i pytanie, czy istnieje, życie po LEMie i jak ono wygląda?] Do sznurka, z Lemami zasiądę jakoś w weekend, na spokojnie.
              Ad rem! Jest jeszcze korespondencja niedawno wydana pomiędzy Lemem a Mrożkiem. (Nie wiem czy czytaliście [?]). „Listy”. Można od tego zacząć, jeśli ktoś lubi taką literaturę i uzupełnić „Striptizem, Mrożkiem, protretem neurotyka”, Niemczyckiej.
              Renya witam Cię na blogu, dobrego czytania i komentowania 🙂

              1. „Listy” zacząłem czytać, przeczytałem może z jedną trzecią, a potem jakieś życiowe wydarzenia mnie dopadły i przerwałem lekturę – dzięki za przypomnienie, trzeba wznowić. To, co przeczytałem, było bardzo dobre. Ciekawie widzieć „normalny”, codzienny świat oczyma wielkiego pisarza – nie w formie „dopieszczonej” książki, tylko takiego normalnego, ludzkiego listu. A że obydwaj byli nieprzeciętni, czyta się naprawdę sympatycznie.

              2. Raz w jakimś programie telewizyjnym widziałam jeden z pokoi Lema (tyyyle książek i tak poukładanych, zegar w drzewie, nie wiem dlaczego, ale zrobiło to na mnie wrażenie- skoro pamiętam). Iwaszkiewicz, dla przykładu, swoje książki układał wedle… Kolorów okładek.
                „Bajki” właśnie sobie odświeżam- w tej chwili, wyszły w postaci książki mówionej, czyta Borys Szyc, ciekawam co powiesz na jego interpretację? Nie wiem czy to sugestia, że właśnie rozmawiam z Wami o Lemie, ale jak czytam czasami Twój blog Xpil to gdzieś tam pod podszewką czcionki czasami znajduję czasami skiwierczący się humor, taki posmaczek Lema, dziś na to wpadłam…

              3. „Bajek” w wersji Szyca słuchałem, mam wersję z Audioteki (nawiasem mówiąc udało mi się ją dostać całkiem tanio, ale o tym kiedy indziej). O ile Szyca kiedyś bardzo lubiłem jako lektora audiobooków, o tyle ostatnio trochę mnie jego maniera razi. Ale jako prawdziwy fan Lema czuję się w obowiązku „mania” wszystkich jego dzieł w każdej postaci, więc skrzętnie gromadzę zarówno wersje papierowe jak i elekstroniczne.

              4. Z dokonań lektorskich Szyca znam tylko z Bajek, i mam takie poczucie jak Ty, ale nie myślałam, że w tym względzie jestem przewrażliwiona. Bardzo lubię Fronczewskiego i Malajkata jako lektorów. Z chęcią przeczytam to, skąd pozyskujesz audio i (jeśli czytasz) e-booki…Pewnie widziałeś wywiady dostępne chociażby na youtube?

              5. Audiobooki „pozyskuję” głównie z serwisu Audioteka.pl, natomiast ebooki głównie z Amazon.com, czasem z Empiku.

              6. Rzuć okiem i czcionką na UpolujEbooka.pl są jeszcze Wolne Lektury, i NinaTeka jako serwisy kulturalne. 🙂

              7. Zanotowane. Rzucę okiem, jak tylko znajdę chwilę. A o to ostatnio ciężko. Ale przecież w końcu się kiedyś uda…

              8. Odnośnie „Bajek” rzeczywiście są wielowarstwowe, ale to odkryłam dopiero przy drugiej lekturze. Pierwszy raz czytałam na szybko i urwanymi zdaniami. Wiesz, że krąży plotka, że Lem był inwigilowany przez obce wywiady, sprawdzali, czy to co pisze ma pokrycie w rzeczywistości, bynajmniej, nie wirtualnej… Nie wiem ile w tym prawdy…

            2. Bardzo dziękuję:-) Raczej mi się nie spieszy i na razie mam przygotowany stosik ksiażek z półki do przeczytania, ale I Lem się kiedyś doczeka, jestem pewna, dlatego Twój przewodnik zapisuję do notesu:-)

  2. Zaskoczyło mnie… że Kundera pojawił się w przekładzie Agnieszki Holland. Do tej pory czytałam te tłumaczone przez Marka Bieńczyka (z francuskiego). A co do literatury – może wszystko – pokazywać jak żyć, jak (nie)żyć, jak by można żyć, etc.

  3. 1.Piękna o Lemie dyskusja się wywiązała i znów synchroniczność się ukazała.

    2.Fragment z doświadczingiem przywiódł mi na myśl monolog „Modern Man” w wykonaniu George’a Carlina.

    3. Sztuką nie jest zrezygnować ze wszystkich prób zmiany, ale potrafić dostrzec to, na co rzeczywisty i wymierny wpływ mieć możemy. Choć nie można też zapominać o sile symbolu, gestu. Czasem pozornie nic nie znaczący drobiazg lawinę może zacząć lub znaczenia nabrać retrospektywnie.

      1. Mogę rozwinąć, mogę zwinąć – na życzenie. Jedną z mądrości życiowych jest umiejętność rozróżniania pomiędzy tym, co zmienić możemy, a na co nie mamy żadnego wpływu. Można jednak popaść w przesadę w rezygnowaniu z działania, zwłaszcza w sprawach postrzeganych jako „wielkie”. A takich właśnie sprawach czasem suma drobnych gestów, symboli i pozornie nieznaczących deklaracji może być kroplą, od której pęka czara pełna goryczy.

        1. Piszesz tak ogólnie, że nie wiem, czy Cię rozumiem zgodnie z intencją, i od czego zacząć…
          Rozróżnienie jest ważne, ale zanim to, warto wiedzieć, że rzeczy na pozór niezmieniane, można uczynić zmienianymi, tylko wymaga to wiele trudu, zaangażowania, i wysiłku więcej niż tylko jednej osoby. A najprościej powiedzieć, nie da się, a czasami NIE WIEMY, że można, albo jesteśmy przekonani/ przekonane, że się nie da.

  4. Wydaje mi się, że dobrze rozumiesz, bo o ile ja dobrze rozumiem Ciebie, to się zgadzam z Twym uzupełnieniem. Życie ogółem jest trudne właśnie ze względu na swą płynność. Pewników w nim mało, a rządzi zmiana.

    1. Rządzi zmiana, ale jest także proces zmiany i to nie jest takie łatwe, i inne okoliczności i dekoracje wszelakie, to bardzo złożone procesy, łatwo się o nich dyskutuje, chociaż nie wszystkie widac na pierwszy, drugi i kolejny rzut oka…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s