(624). To przedpołudnie należało by do Renoira,albo niezupełnie o czymś innym.

Chrzęści treść między wargami, a brzegiem słów nitki, nitki, nitki niczym księżyca nów, który można pić, albo chociaż w jego stronę spoglądać, by pleść opowieści wić. Mielę wątków wiele. I kołyszę myśli.

Rośnie we mnie tekst. Przylepia się do podniebienia pierwszą zgłoską, nabrzmiewa śliną myśli i grzęźnie w pestce grdyki. Dobrze być dobrze, autentycznie ze Sobą, z Innymi, Dalekimi Bliskimi i Bliskimi, którzy nie tylko są blisko.

Bliźni, ciekawe słowo, co musi się we mnie zabliźnić, żeby mogło przemówić? Żeby się wsłuchać w pieśń, żeby ją móc usłyszeć? Żeby spojrzeć w tę samą stronę rozmierzwić znaki nieszczególne…Poszczególnie. Spisać równania zdań, nie równać, nie mierzyć, a płynąć, płynąć, płynąć… Niczym w zieloność w spacerologiczny letni dzień, niczym wirujący pyłek obserwowany pod światło. Niby zanurzona w wodzie dłoń, ramiona, nogi… Co jeszcze musi się otworzyć, zamknąć, minąć, trwać, dziać? Drepczę moknięciem, i mówię do siebie. Łagodności, moja siło, niedoceniana, mocy moja przybywaj,przybywaj,bywaj, znaj moje członki i czcionki, rośnij, zmieniaj mnie, kołysz. Przyczyniaj się do zrozumienia, bądź. Ze mną i we mnie, przemieniaj,mieniaj, nazywaj. Płacz,płacz we mnie, zdejmij pancerz, zdejmij płaszcz, spokojnie przepływaj, zmieniaj, umacniaj, buduj, trwaj i rośnij, zielonością liści poszumem wzrastającym i opadającym wzrastającym i opadającym wrastającym do korzeni myśli.

[Parasole, Grechuta, źródło].

Wychynam jednym okiem i palcem serdecznie dużym w ową zieloność, i kołysze mi się, i skojawrza na neurlonaliach, że to przedpołudnie należało by do Renoira, gdyby żył, a nie tylko trwał w obrazach, a szczególnie w jednym. To co przychodzi mi na uszy, to nie tylko łagodne żyłki ciszy przeplatające moje linie papilarne, ale także Niebieski młyn, Grechuty, jedna z ulubionych moich piosenek, proszę wsłuchaj się w tekst, nie haustem, a zamyśleniem.

[Niebieski młyn, płyta Korowód 1971, tekst: T. Śliwiak, Muzyka J,K, Pawluśkiewicz, wykonanie Anawa i Marek Grechuta, źródło].

Wiosna pęka majem, piękni się pieni przelewając barwą lotem jaskółki kreską fresku naglą na niebiesie, który nie jedną myśl uniesie, strąci, zniesie. Jeszcze usta nie mówią, lecz ciała,stroje, znaj znak nie odczytywany. Jabłonie kwiatem, ale nie cieniem, siedzeniem,a pustką gwaru wylanego toczeniem zapytań, może to głóg, a może lipa, ług na oczy ignorancja. Ciało wygięte w biegu łuk, zatrzymane nieznajomym gestem, szelest, psyt.

Racja, ruch, razem, rzeszą rwetesu i tam i przede wszystkim tu: Renoir krawiec ze wszech miar. Nie tylko podeszły podeszwy, ale także sukmany, suknie i szurają parasolki, para, tam para parasolki, solo i hurmem, szturmem. Nie tylko na paryskim bulwarze, z tego co kojarzę może być i to niedzielne przedpołudnie pod innym znakiem zameldowania. Mogą być inne przykłady, a może li tylko inne przekłady przykładów, a filozofia smaków ta sama na języku, czy języczku u wagi? Przez wieki przymykając dotykane słońcem powieki… Rymy, rytmy, ryty, rytuały, razem, czy osobno? Nadobnie, czy tylko podobnie? W tym samym kierunku ku… Wspaniałości gwarności.

August zaczął pracować nad obrazem około tysiąc osiemset osiemdziesiątego roku może rok, później? Nie właśnie w tym, w tym zawarł i ruch i rym. Portrecista, który malował studyjne, w czasach gdy modny był impresjonizm, i… Kropka, jest to obraz ciekawy z różnych względów i widzenia punktów, albo na odwrót, także dlatego, że jest forpocztą nowej techniki, więcej zaczęty po staremu, czyli nie tyle presja impresji, co wspomnienie najlepszego momentu w karierze, do czasu, wszak to Parasolki, przeszły do historii, a zatem nie cała para poszła w gwizdek, w pędzel znaczy…

[ Parasolki, Auguste Renoir, 1881-1886 olej na płótnie jeden z większych obrazów tego artysty mierzy 180 × 115 cm znajduję się, Muzeum National Gallery w Londynie, źródło grafiki].

Plamki narzucone refleksem. Intensywność czystości, a raczej chwyt zmiany, natura znaku. Emancypantka -elegantka jak z żurnala nie jest malowana impresjonistycznie styczna, czego nie można napisać, o dziewczętach po prawej stronie obrazu, wszak to impresjonizm w postaci czystej! I otóż zagadka, przyłapałyśmy Artystę przez wielkie Arrrr na gorącym uczynku kryzysu twórczego, widać i pęknięcie piękna (wspomniana prawa strona obrazu) i drogę, bo August po namalowaniu owych dziewczynek odłożył pracę nad płótnem, i udał się nie tyle w tan, co w podróż, skoro i tak przeżywał twórczą niemoc…Prze-rwał pracę niczym Tycjan, nie będzie to odkryciem, że August inspirował się Tiziano Vecellim lub Vecellio

Po cóż, zamykać się w pracowni? Marne (nie maryni-styczne) nadzieje, próżny trud, a znajomy tylko na palcach farby ślad i brud. Wziął sakwy dwie, a może i trzy, kufrów pięć, zresztą, tyle ile miał chęć i ruszył do Afryki Północnej, do Włoch, a nawet tam gdzie podobnież powadzą wszystkie drogi, do Rzymu, studiował tam wszelkich, także Antycznych Malarzy, co widać na rzeczonym obrazie. Upływ czasu dostrzec można nie tylko po formie, czy dobranych barwach nie tylko impresjonistycznych błękitach, ale błękit błękitowi nie równy, błąka się po obrazie i tu, i tam wśród panów i dam artysta-modysta zaczął od intensywnego uzyskiwanego syntetycznie dosyć drogiego: kobaltowego w połączeniu z żółcienią cynkową by skończyć ultramaryną francuską w duecie z żółcienią, ale tym tym razem neapolitańską, rozeznajemy owo pęknięcie również po prozach czy pozach, czy przemalowaniach (co można stwierdzić dysponując promieniami nie słońca, a roentgena) zmieniono i postać i jej usytuowanie w ówczesnym społeczeństwie, teraz jest to kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi! I obok niczym obłok pojawił się pan. Nie tylko on, o sole! Wyrosły para, para, para nie do pary, nie do wiary, parasole… I przemalował liście namalowane prostokątnymi ruchami użyczonymi od kolegi po fachu, ale to już sprawa dziejąca się w tle. Jest jeszcze jedna ciekawa sprawa, krzyk, który dzieje się na obrazie tak stycznie metaforycznie galopujący metafiriadą jak i rzeczy -oczy -wiście, a raczej rzeczy- noście, dosłownie, nośnie. Przemawiający głośniej, przez harmider i cen i scen. Zapytasz może co za krzyk? A no mody. Zwróć proszę uwagę jak kobieta jest przyodziana, i że można powiedzieć, że ona jest dziana nie tylko dzianiną, a no, dzieje się, dzieje na obrazie pełnym zdarzeń, nie tylko mierzeń, czy zamierzeń, wszak to nie przymierzalnia, ale orszak. Panie są w różnym wieku, ale i przynależą do różnych klas społecznych, zachowują i kasę i klasę. Chociaż obraz ukończony był w innym stylu, to August potrafił, i chciał ukazać styl wylewający się na ulicę, pod paltem, paltocikiem, płaszczem, czy parasolem, uchylając nie tylko rąbka tajemnicy, czy sukni, ale zadzierając przyłbicę, i zaglądając śmiało, czy tu, czy tam, w ubrania i krągłości dam. Czy ujęcie sceny, nie przypomina Ci czegoś? Na przykład?- możesz zapytać. Na przykład fotografii ulicznej. Geometria filmowa, to podpatrywanie rzeczywistości, jej widzenie, zapamiętywanie, dynamika sensu. Zachwyca mnie geometria. I zmiana, nie tylko wrażliwość na sprawy społeczne, co widzimy poprzez umieszczenie kobiety pracującej w centrum. A wiemy, że nie tylko był mercedesem, tfu mecenasem artystów, ale działał filantropijne, wystawiał kosze z jedzeniem daleko poza miejsce, w którym mieszkał, tak by nakarmić głodnych.

Miałam napisać, zupełnie o czymś innym, ale z jednej strony: pierwotny tekst utknął mi w grdyce, a część chrzęści w okolicach dziąseł, a z drugiej ,nie anatomiczne stycznej, strony, myślę, że ta niedziela, która mija jest w pewnej mierze, duuużej Augustowska bez obrazy, ale wycięta, wyjęta, choć nie wymięta jak z obrazu, może być, że i z powyższego. Jak to zwykł mawiać Stanisław ale nie Lem, tylko Jerzy co swe myśli najpierw zmierzwił, potem zmierzył (choćby li tylko spojrzeniem) a by nie ostały się tylko wspomnieniem zapisał: Wszystko jest w rękach człowieka. Dlatego należy je myć często, ale nie, że ręka rękę myje, chociaż po takim spacerze, lepiej niech umyje, zanim się rozbierze… I niecnych zamiarów nabierze…

Jak miał powiedzieć, a i zapisać Jan (Tuwim):Plan to coś, co potem wygląda absolutnie inaczej. Jak widać na dołączonym obrazku.

***

Brakuje mi domknięcia, klamry, i nie chodzi o pasek, który można zacisnąć jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Pisać jeszcze gęściej choć zdania nie będą szły gęsiego. Widzieć wyraźniej, wiedzieć więcej niż doraźnie. Czuć, życie w spokoju snuć. I koić łagodnie gładząc warstwy głębokie, wierzchnie i spodnie. Nie napiszę : będzie dobrze. Napiszę, niech będzie dobrze.

Łagodności, moja siło, niedoceniana mocy moja przybywaj,przybywaj,bywaj, znaj moje członki i czcionki, rośnij, zmieniaj mnie, kołysz. Przyczyniaj się do zrozumienia, bądź. Ze mną i we mnie, przemieniaj,mieniaj, nazywaj. Płacz,płacz we mnie, zdejmij pancerz, zdejmij płaszcz, spokojnie przepływaj, zmieniaj, umacniaj, buduj, trwaj i rośnij, zielonością liści poszumem wzrastającym i opadającym wzrastającym i opadającym wrastającym do korzeni myśli. Tymczasem tęsknota do drzwi łoomota, albo i łomocze wśród bólów mięśni i myśli daje się znaki i składnie kłopocze.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s