[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Nie tylko guzik (z pętelką).

W średniowiecznym świecie trąd potwierdza aż po naoczną oczywistość, że być chorym to tak samo jak być martwym; ciało zniszczone, rysy zniekształcone, wysięki. Rozkład nie jest jedynie tajemniczym mechanizmem choroby, jest powolnym postępowaniem (…) jest również jej stroną jawną, jej potworną inscenizacją.

  [Historia zdrowia i choroby. Praktyki sanitarne od średniowiecza, do współczesności. Georges Vigarello, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011, s16].

[Bajka średniowieczna, Kaczmarski, Łapiński, Gintrowski, Pomaton EMI].

   Średniowiecznym światłem i światem zarządza strach, mrok i strzelistość (gotyckich* katedr, tych, w których człowiek czuje się jak pyłek). Tak to widzimy, spoglądając na obrazy, słuchając dźwięków i wydźwięków, przekraczając progi chłodnych kościołów, wrtując grube, smoliście zapisane księgi. Tak chcemy patrzeć i to widzimy. Jako mroczny, duszny, choć długi przedsionek Odrodzenia. Odrodzenia, czyli forpoczty nowego, w zamyśle, lepszego,  życia. Pewnie nie wiecznego, ale do szpiku kości i czcionki (zemsty ręki śmiertelnej) opartego na (u)wadze i Człowiekowi jako marze wszechrzeczy.

   Prawda, o ile jest jedna i niepodzielna, leży gdzieś pośrodku.

W średniowieczu wymyślono nie tylko okulary, czy czek podróżny, weksel (za sprawą Templariuszy), o czym już wspominałam, ale wiele innych, do dziś używanych, w mniejszym lub większym stopniu, konceptów, czy rzeczy np logikę, puby, zegarki, czy koszule zapinane na guziki. Oczywiście, jest kłopot z przypisywaniem autorstwa ludziom, noszącym nie tylko na swoich barkach strach przed chorobami i śmiercią, ale przede wszystkim imiona i nazwiska i idee. Społeczeństwo, a przede wszystkim jednostka, jako koncepcja narodzi się później. Nie mówiąc o patentach, albo o prawach autorskich. Chociaż próbowano radzić sobie inaczej Leonardo da Vinci, w swoich projektach, znacznie wyprzedzających epokę rozumu (sic!), w której przyszło mu tworzyć, umieszczał celowo jeden, lub dwa błędy. Chronił się w ten sposób przed wykradzeniem rękopisów, szkiców, i to nie on jeden. I nie on pierwszy…

Wracając do wieków średnich

i…Okularów,które wtedy zostały wynalezione,twórca, albo twórczyni, wcale nie chciał/a  rozpowszechnić tego wynalazku. Tak więc kwestia nauki jako dobra wspólnie wypracowanego jest… Przereklamowana, by nie rzec, że to istny humbug. Owszem idea, szczytna, ale realizacja… Można by rzec

Errare humanum est.

Błądzić, wielbłądzić, wiele błądzić, a racja! Racja i prawda. To w jaki sposób zmieniały się wieki średnie, ich podejście do nauki, można prześledzić (nic tylko wielbłądy i śledzie) nie tylko przyglądając się konkretnym dziedzinom (takim jak medycyna z równowagą humorów, klejnotami zdrowia, przypraw i aromatów, oczyszczeń, sproszkowanych pereł i napojów w złocie), ale także wizerunkom, np przestawieniem cnót i jej zaprzeczeń. To temat bardzo nośny przez wieki utrwalany piórem i pędzlem:

[Program Wojna postu z karnawałem. Siedem grzechów głównych. Kaczmarski, Łapiński, Gintrowski, Pomaton EMI].

Temperantia,

i jej wizerunki to kolejny przykład. Opiekunka nauki i techniki, śniona i ucieleśniona i cnota umiarkowania,  miała bardzo wiele twarzy i jeszcze więcej atrybutów, obrastała w nie z czasem (sic!) i postępem technicznym. Oto widzimy kobietę ubraną w  młodość, ponętną i sensualną z natury, która zgrabnie  przelewa wodę ze dzbanka, panuje nad  życiodajną cieczą. Ta wycięta ze średniowiecznych wyobrażeń trzyma dzbanek i kielich wina, ale tylko przez mgnienie, chwilę, moment. Potem zyskuje techniczne atrybuty Modestia z: klepsydrą, zegarem mechanicznym i uzdą i ostrogami  Stoi na… Skrzydłach wiatraka. Oto nie tylko wrzask mody i awangarda, ale przede wszystkim to wyraz postępu, uchwycenie go w ryzy, osadzenie w czasie i przestrzeni, jak również kryjące się za owymi symbolami nakazy zachowania się: uzda. Nie ma przypadku.Nigdy. Zawsze.

    Wieki średnie oparte na strachu, wielkim tchnieniu Boga, przekonaniu o kruchości życia, tak, tak to się zgadza, ale to tylko jedna strona medalu, czy monety. Bo jak ma się nie bać człowiek, który nie zna medykamentów, w dzisiejszym rozumieniu oczywiście bo sztuka leczenia trwa od prawieków, nie ma  na półkach aptecznych antybiotyków. Jeden język, jeden przekaz: żyj przykładnie. Jutro możesz nie mieć czasu na pokutę, możesz już rozstać się ze swym marnym ciałem, członki mogą odmówić ci posłuszeństwa, nie będziesz miał/a  władania nad myślą i uczynkiem. Możesz rozstać się z życiem nie za swoim przyczynkiem, nie grzesz więc myślą i uczynkiem. (Nawet Andersen, w swych dziennikach zapisywał skrupulatnie: co, gdzie, z jaką intensywnością strzyka, boli i piecze, a przecież żył o wiele, wiele lat później).

Czego zatem używano w wiekach średnich?

    R o z u m u ! Tak, chociaż ów skąpany był w trwodze, Boskim strachu, grzechu… Wymyślono nie tylko  czek (Templariusze)kredyty i ubezpieczenia ,oczywiście nie miały one charakteru powszechnego, skonstruowano ster piórowy żagiel łaciński, zanim połączono dwa wynalazki i stworzono karawele minęło trochę czasu (a właśnie: czas!) ale przecież to ta sama epoka. Używano strzemion— w zależności od miejsca pochodzenia występują różnice w konstrukcji. Najstarsze to te, pochodzenia hinduskiego, ale są także te, z Azji Środkowej  są i skandynawskie, ale te z Państwa Franków są the best of the best.

Pług nie tylko odesłał radło do lamusa, ale przede wszystkim wdarł się przebojem i przyczynił się do zmian w sposobie osadnictwa, podziału plonów, rozumieniu własności etc. Nie wiadomo, skąd pochodzi ów wynalazek, jaka nacja, go używała po raz pierwszy. Cóż, sukces ma wielu ojców…Tak pretensje zgłaszają zarówno Celtowie,Frankowie jak i  Słowianie. Koń, za sprawą osprzętu (podkowy oraz chomąta) stał się zwierzęciem pociągowym a młyn grecki (zwany też bałkańskim) wyposażony  przekładnie (przekładnia palcowa) staje się prototypem tych,które pojawią się  w średniowieczu małych młynów, poruszane przez wodę. Nie robi to wrażenia? Cóż, może nam spowszechniały sprzęta, ale to właśnie w takie, mniejsze młyny mogą się zapatrzeć właściciele ziemscy. I postawić sobie taki przybytek obok wielkiego młyna miejskiego, to istna mechaniczna żyła złota. A  młyny  paryskie? Aaaa wiatraki. Wiatrowe tartaki… Tak, tak, tak tartak wiatrowy, to jest to. Czy wiatrak_ach wymyślonych w Iranie, zmodernizowane w Europie, a raczej, dostosowane do warunków klimatycznych (wiatrów zmiennych). Czyż to nie pachnie nam mitem?  Czarownice mieszkające w domku na kurzej nóżce…  Tak tak, tu prawda miesza się z mitem, strach z myślą nieujarzmioną, niesforną i konstruowanie wynalazków, choroby, sny, smaki, humory, potwory, amory i…

    Nie nie tylko strach o wielkich żółtych białkach (cóż w tym życiu nie jest oksymoronem— rzekła milcząc młoda staruszka!), rachitycznych kończynach, przyprawiony modłami, wodą (nie tylko święconą) i czerstwą, bardzo symboliczną kromką chleba. A i włosiennica… Poza tym turnieje rycerskie, gdy i zabawy na świeżym powietrzu (były też gry przypominające do złudzenia piłkę nożną!) O! Oooo o czymś zapomniałam?Ja?

Oczywiście, że tak!

Monodia świecka! Twórczość truwerów, trubadurów, minesengerów. Początki świeckiej liryki średniowiecza, to nie tylko antyteza chorału. Sprowadzenie jej  do tego jest nie tylko błędem, ale prowadzi do  zubażania dokonań osób zajmujących się muzyka. Związana z z działalnością prowansalskich trubadurów  poezja i muzyka, dialektyka to ciągłość i podwaliny nie tylko muzyki.

Racja, racja innowacja!

W warstwie tekstowej twórcy czerpali ze źródeł antycznych, arabskich i chrześcijańskich, pochodzenie melodii nie jest jasne, może to hymny, tropy, sekwencje, albo bezpośrednio pochodzić od pieśni świeckich. Mają bardzo różną stylistykę, można było by nakreślićkontinuum, na pierwszym końcu znalazły by się [u]twory podobne do chorału, na drugim pieśni stricte taneczne. Tematyka miłosna choć dominuje (miłość oczywiście idealizowana, lub nieszczęśliwa z definicji. [Zresztą, wszystkie piosenki są o miłości :)]) nie jest tematyką jedyną: nie stroniono od tych politycznych, nakazów moralnych (walka dobra ze złem, miłość idealna: wolna od pragnień ciała, daleka, piękna, jako droga do szczęścia wiecznego), ale poruszano tematy społeczne, tworzono pieśni okolicznościowe np żałobne, albo cóż zupełnie… Osobiste.

Pieśni, ze względu na rodzaj struktury można podzielić na :

  • litanijne;
  • wierszowane;
  • hymniczne (nawiązywał do hymnu ambroziańskiego);
  • rondowe;

    Pierwszym znanym  twórcą był (W)ilhelm IX Trubadur postaci niezwykła autor j pieśni, z których jedenaście przetrwało do naszych czasów. Osoba tak chwalona, co przeklęta.  Słowem, cóż, w dzisiejszych czasach na pewno by się odnalazł (może by był twórcą rocka? :)) Zaczął władać Akwitanią w wieku piętnastu/ szesnastu lat. Kilkakrotnie brał udział w wyprawach krzyżowych. Pielgrzymował do grobu św. Jakuba… Na bank nie stał by z tyłu i nie przyglądał się światu. Tylko nasze umysły odczłowieczyły ludzi tamtych epok,strącając je albo w mroki zapomnienia (niekoniecznie średniowieczne), albo stawiając im pomniki, trwalsze niż ze spiży. Tylko pieśni pozostały…

Im więcej wody w kranie upłynie, tym  stają się one bardziej skomplikowane. Teksty  zanurzone wręcz pełne filozofii, palimpsestów, czy też antycznych, ale są też takie, które opiewają uroki doczesnego, jeśli nie hedonistycznego to dworskiego życia (chociaż… Bądźmy szczere, szczerzy, możemy sobie zwizualizować co się tam działo…). Tu, a raczej tam,  znów wtrąciła się historia, która w rytm marszowych kroków Wielkiej Krucjaty przeciwko Tatarom i Albigensom zrównała wszystko z ziemią, bynajmniej nie świętą, ale tą nasiąkłą krwią, kurzem, potem i strachem, smrodem rozkładających się ciał. Czas mroczny trwał dwie dekady. Starzy, młodzi, garbaci i rośli, wysocy i niscy, ci z planami na daleką i bliską przyszłość, jak i ci bez nich, ginęli i gnili.

    W dwie dekady, wyrżnięto trubadurów, zapomniano o ich pieśniach, lirykach, tekstach i muzykach. Prawie zapomniano, bo papier wszystko przetrzyma zostało dwa i pół tysiąca tekstów i prawie trzy tysiące melodii. Tak, tak,nie wiadomo, choć są osoby, które są tego zdania, że muzyka łagodzi obyczaje, może jest wieczna, nie że rzucona na wiatr, pędzi przez daty, zdarzenia i czas. Jeśli są obecne strażniczki i strażnicy tradycji, ale i umysły, które wykraczają poza horyzont myśli i możliwości. Truwerzy i minnsängerzy będą nieść tę tradycje we własnych krajach, przyjdą z innych stron, choć to przecież także Francja, ośrodek kultury, oni poniosą tradycje dalej, choć w innym narzeczu, będą świadkiniami i świadkami swoich czasów.

Eleonora Akwitańska
Eleonora Akwitańska [źródło zdjęcia].

    Eleonora Akwitańska, to ona sprowadziła na północ Francji truwerów i minnisängeórw, ale nie dość na tym. Sprowadzić rolę do tego faktu to chybić i ubliżyć Królowej. Wszechstronnie wykształcona (nie tylko potrafiła i lubiła czytać, uwagą darzyła też i inne dziedziny sztuki: muzykę i poezję, biegle znała łacinę. O umysł dbała tak samo jak o ciało — ćwiczyła fechtunek. Obok książek zawsze miała buty jeździeckie i strój do polowania). Nasiąknęła śródziemnomorską kulturą trubadurów ceniła wolność myśli i zachowań otoczona intelektualistami swego czasu, nie rzadko sprzeciwiała się dostojnikom kościelnym przynajmniej niektórym,  stała się jedną z najwybitniejszych (a są i tacy, według, których była  najwybitniejszą) kobiet  żyjących w XII wieku. Znana nie tylko od Pirenejów aż po wzgórza Cheviot na granicy angielsko-szkockiej gdzie (współ)rządziła,ale daleko poza granicą swojego rozległego kraju.

Gdy Eleonora miała piętnaście lat, jej ojciec  wyruszył na wielkanocną pielgrzymkę do wspomnianego już Santiago de Compostela, była to jego ostatnia podróż. Zmarł  nagle podobno przyczyną było zatrucie pokarmowe. Rozstał się z życiem w Wielki Piątek 9 kwietnia 1137 roku. Zostawiając dwie córki, których życie nigdy nie miało być takie jak kiedyś. Rodzina i dobra ziemskie wraz z nieruchomościami przekazane były pod opiekę francuskiego króla Ludwika VI zwanego Grubym,  przynajmniej aż do czasu gdy starsza z córek nie uzyska samodzielności. Król prosił również (a raczej przede wszystkim) by ten otoczył opieką,  Eleonorę, co znaczyło tyle, by znalazł jej godnego małżonka, i by w przyszłości mogła rządzić tym, co jej pozostawił w spadku. Do postaci Eleonory Akwitańskiej na pewno wrócimy. Ludwik VII i Henryk II to dwaj jej mężowie, nie nawspominawszy o jej kochankach. Truwerzy, także ci opiewający Króla Artura i jego żołnierzy, często bywali na dworach Eleonory i ich córek, także więcej się zachowało nie tylko dzieł, pism, czy melodii, ale i nazwisk osób, które parały się tą dziedziną sztuki. Ryszard Lwie Serce, nie jest tu wyjątkiem, albo jedyną znamienitą personą (bodaj najczęściej wspominaną). Pieśni tak trubadurów, a już na pewno truwerów, nie głosiły ascezy. Trudno wśród twórczyń i twórców znaleźć apologetki i apologetów tego stylu życia.  Dobrze, oczywiście ideami głoszonymi w pieśniach była miłość, idealizowana,(znamy tę melodię) czysta, nietknięta, niemal Boska, ale cóż, myli się ta osoba, która sądzi, że nie opiewano uroków ciała, hedonistycznych uciech, radości i piękna przyrody, a muzyka była takaż zmysłowa. Na dworach gdzie urządzano i bale i turnieje rycerskie potrafiono docenić to, co dzieje się tu i teraz, i zmysłową stronę rzeczywistości. To my, współcześni popełniamy grzech ciężki oceniając historię,  gusta, kanony biorąc pod rozwagę dzisiaj panujące wzorce, ale także taki—zadowalamy się stereotypowym (skrótowym i krzywdzącym) przedstawieniem rzeczy. Na szczęście, można nauczyć się je rewidować i zmieniać. Bo, to także umiejętność, kolejna, której  a priori nie uczy się w szkole (co – oczywiście- nie wyklucza światłego podejścia nauczycielek i nauczycieli). Podrzucając dygresje  i ton gorzki przyjrzyjmy się temu co działo się

W tym samym czasie w Niemczech.

 Walther von der Vogelweide [źródło zdjęcia].
Walther von der Vogelweide [źródło zdjęcia].

    Tworzą minnisängerzy (ludzie dobrze urodzeni, z „właściwych” stanów. Dobrze urodzeni, światli, chociaż, od czasu do czasu, przedarł się przez sito jakiś uzdolniony niezwykle mieszczanin, albo mieszczka) ich liryka to przede wszystkim hymny na cześć miłości pieśni na jeden głos  wykonywane z towarzyszeniem instrumentów (gra bez akordów). Także te, które pochodziły z obcych stron, a przyszły wraz z peregrynacjami do miejsc świętych do innych krajów. Najbardziej znanym twórcą, choć nie jedynym,   był niewątpliwie  Walther von der Vogelweide.  Oczywiście twórczość minnisängerów ewoluuje, także pod względem języka (obecność parodii, czy wulgaryzmów. Tak, tak to nie nowość, nie wrzask naszych czasów). Nie tylko rodzaj wykonywanych pieśni się zmienia, ale i profesja zanika. No może nie tyle zanika, co jej wykonywania podejmują się mieszczanie. Zmienia się struktura społeczna, świat. Zatem i muzyka, i poezja pełnią już odmienne funkcje.

   Word music, to nie wymysł naszych czasów, tylko  nazwa brzmi jakoś z angielska. Muzyka nie tylko ma płeć, ale uwikłana jest w czas burzliwy, konwenanse normy, kreowanie mody i politykę, ot show i biznes. A jak wiadomo, show must go on! Co działo się przed tym gdy w Europie rozbrzmiało wiele głosów równocześnie… Dużo, dużo więcej… Niż można by się było spodziewać. Historia nie tylko lubi się powtarzać, ona to z premedytacją i upodobaniem robi, tylko trochę zmienia dekoracje

22 myśli na temat “[Klasyczne korepetycje-w dobrym tonie]. Nie tylko guzik (z pętelką).

    1. Dzień dobry na blogu. 🙂
      Dziękuję.
      Odpowiedź tak naprawdę jest prozaiczna, z życia. Próbowałam w jakiś sposób fokusować tematy blogowe, ale w moim przypadku to nie ma sensu.
      Dobrego wieczoru 🙂 I zapraszam, oczywiście.

  1. Świetny tekst. Lubię sobie tak „pobłądzić” za Twoimi skojarzeniami i refleksjami, przywołują mi one ułamki wiedzy, ktore sie rozsypały gdzies przez czas.

    A propos, tak mi się skojarzyło, miałam zapytać wcześniej, bo zauważyłam, że w niektórych słowach zmieniasz kolor czcionki literki . Czy jestes synestetką? kiedy byłam mała, byłam synestetką. Takie mam wspomnienie z dzieciństwa, litera A była zawsze czerwona a B niebieska i tak dalej. Kiedyś powiedziałam o tym rodzicom, chyba mocno się przestraszyli, bo pamietam, jak przez mgłę, że odpowiadali, ze to niemożliwe ;-))
    „Wyleczyłam” się niestety z tego, i bardzo żałuję, bo to tak wzbogaca percepcję rożnych zmysłów…
    Czasem minsię jeszcze tak zdarza, miec kolorowe fajerwerki w głowie, kiet słucham muzyki, ale bardzo rzadko…

    1. Dziękuję.
      A odpowiadając na Twoje pytanie:. Nie, nie jestem synestetką, kolor czcionki ma znaczenie, niebieskie są zawsze imiona i nazwiska, (kiedyś pomarańczowe były linki, a teraz są brązowe- to akurat zależy od szablonu) zielone, albo czasami czerwone, ale staram się tego koloru unikać, są pojęcia a lubię się też bawić słowami w słowach, takim przykładem są deko_racje, albo Oczy_wiście… Jest taka świetna książka, Urodziłem się pewnego błękitnego dnia, o mężczyźnie z zespołem Aspergera, oczywiście mówi on w wywiadach, że jest ponadprzeciętnie uzdolniony, i żeby nie traktować osób z niepełnosprawnością jako albo skrajnie głupich, albo ponadprzeciętnie uzdolnionych, bo to nadinterpretacja, dosyć częsta, by nie napisać nagminna,…A książkę polecam.

  2. Chylę czoło za każdym razem gdy czytam rehabilitację średniowiecza, w zasadzie to chylę je dwa razy za jednym pochyleniem… raz oddając honor osobie która średniowiecze rehabilituje a dwa… w smutku że trzeba to robić.

    Sam zwolennikiem podziału historii ludzkiej na epoki, nie jestem, ale uznaję uzus i nie zamierzam walczyć z wiatrakami.

    A tak na moje oko, to właśnie średniowiecze (traktowane jako skrót myślowy, a nie określenie konkretnego okresu w historii Europy), zaowocowało najbardziej wysublimowanymi dziełami łączącymi w sobie dwa najsilniejsze bodźce ludzkiej egzystencji znane pod łacińskimi imionami Erosa i Tanatosa.

    ps. Kto dziś jeszcze słucha Gintrowskiego?

      1. W czasach gdy w dobrym tonie jest wskazywanie na „średniowieczny matecznik” zabobonu, ciemnoty itp. Już samo „niedokładanie drewna do stosu” (to od Kofty) zasługuje na szacunek.

        1. Nie sądzę by ludzie tak dalece uogólniali, nie wszyscy 🙂 Oczywiście, wieki średnie mieszczą w sobie dużo zjawisk, także i tych ciemnych kart historii, nie przeczę temu. zwracam uwagę na to, że to czas różnorodny. Tyle.

  3. ułach, och się otrząsnęłam jak po prysznicu 🙂 Templariusze, te szczwane lisy zawsze mnie zadziwiali ale, że czek wynaleźli to nie wiedziałam łobuzy jedne 😉
    Lubie takie Twoje posty retrospekcyjne, pobudzają jak chłodny prysznic. Wszystko mi smakuje.
    Tylko z pojęciem prawdy się nie zgadzam, no ale ja muszę z czymś, bo coś takiego jak prawda nie istnieje 🙂

    1. Z chęcią dowiem się jak postrzegasz/ rozumiesz prawdę. 🙂
      Templariusze wynaleźli dużo więcej niż czek, a to związane było z ich pielgrzymkami do Ziemi Świętej i oczywiście peregrynacjami kupców, którzy zaciągali u nich pożyczki, albo/ i deponowali dobra. Tak naprawdę Legenda i podania (które bardzo często się mieszają) o Templariuszach rozgrzewa umysły współczesnych do czerwoności.
      Zawsze wierzyłam, że ludzie potrafią czytać ze zrozumieniem, a blog nie musi oznaczać, zamieszczania krótkich tekstów, Przy czym oczywiście długość, jest kwestią umowną.
      Pozdrawiam Omm. 🙂

  4. W kwestii prawdy nie jestem absolutnie oryginalna. Zakładam, że każdy ma…swoją i każdy ma rację 🙂
    Zdecydowanie długość nie ma znaczenia, jakoś Droga Moja, jakość jest cennym dobrem 🙂 Serdeczności 🙂

  5. Średniowiecze to jedna z moich ulubionych epok, jest niesamowita, tajemnicza, a zarazem magiczna i, jak już to podkreśliłaś, to wcale nie są „wieki ciemne”, a powiedziałabym nawet, że oświetlone! Zawsze przed oczami staje mi obraz księgi i mnicha ją przepisującego, wiedza, doświadczenie i ciężka praca, do tego jeszcze szczypta talentu i całe życie. Poza tym ogrody średniowieczne to też przecież sztuka, a wiersze? Cudowność.

    1. Myślę, że to złożona sprawa. Po pierwsze oceniamy historię z dzisiejszej perspektywy, nie jesteśmy nauczeni myśleć w sposób historyczny. Myślę, że średniowiecze jest mniej magiczne, równie okrutne, co nie znaczy, że nie warto się tym okresem interesować. Wieki ciemne? Nie sądzę, żeby było aż tak, chodzi o to, że każda epoka ma swoich protektorów i protektorki. Wiadomo, że z jednej strony to sinusoida, a z drugiej strony PR. Odwołanie się do renesansowych ideałów. http://wp.me/p59KuC-8Z Wiadomo, że renesans to baardzo krwawy okres historii, co nie przekreśla wynalazków i odkryć, które zostały dokonane w tym czasie. Co Cię konkretnie interesuje w średniowieczu?

      1. Ciężko się mówi o epoce, w której się nie żyło, ciężko sobie wyobrazić pewne sprawy i – no właśnie – możemy opierać się tylko na wyobraźni popartej źródłami historycznymi/ naukowymi. Mnie fascynuje przede wszystkim mit, legenda – ta epoka jest tak przesycona pewną fantastycznością, a zarazem jest tak surowa, przyziemna i realna, że jest to niemalże niebywałe. Fascynuje mnie sztuka, kościoły, klasztory, piśmiennictwo, ogrody 🙂

        1. Jeśli ciężko mówi się o epoce, w której się nie żyło, to tym samym, wedle tego co mówisz, możemy świadczyć o tym czasie, w którym żyjemy. A co, jeśli i tak nie mamy pełnego oglądu? Mit i legenda towarzyszą każdej epoce, niezależnie od tego, czy ona minęła, czy też nie, tyle, że te, które tworzone są na bieżąco, trudno jest czasami dostrzec. Jeśli podoba Ci się aura średniowieczna to polecam wpis: http://wp.me/p59KuC-3V

          1. Powiedziałam swoje zdanie. Ciężko mi się mówi o PRL-u, bo nie żyłam w tych czasach i mogę tylko polegać na podręcznikach z historii/ filmach/ artykułach/ opiniach innych osób – a co z takim średniowieczem? Nawet to, co czytam w podręczniku czy w źródle historycznym jest zbudowane na moim wyobrażeniu o tej epoce, a w rzeczywistości zapewne wyglądało to całkiem inaczej.
            Faktycznie, mit i legenda towarzyszą każdej epoce, jak dla mnie jednak średniowiecze wyróżnia się tym, że tych legend było sporo, a przynajmniej były one najbardziej wyraziste.

            1. O PRLu krąży wiele mitów i legend, i to akurat niezależne jest od tego ile czasu upłynęło. Teraz, także tworzone są narracje, które dotyczą teraźniejszości. Historia to pole wpływów, i nie chodzi mi o tworzenie teorii spiskowych.
              Tych legend także dlatego było sporo, bo na nich opierała się nauka w dużej mierze, jeśli nie całkowicie.

  6. Witaj. Wiem, że powinnam była odezwać się wcześniej, ale musiałam wyłączyć się na jakiś czas. Teksty oczywiście przeczytam i oczywiście do kawy. Jak prxrczytam, napiszę, jakie mi do głowy myśli przyniosą.

    The sec.

    1. Dzięki! 🙂
      Dobrego czytania. Do dobrej kawy.
      A wiesz skąd pochodzi nazwa cappuccino? Od mnichów kapucynów, od nakrycia ich głowy… No, a ten rodzaj kawy pokryty jest pianką… Tak mi się skojarzyło :-).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s