[103+1]. Zmarszczki czasu, czyli medytacje Tomasza Stańki.

Free jazz podobno zaczął się od Stańki, to znaczy, Tomasz i jego trąbka, zaczarowana niewątpliwie utopili się w fantasmagorii dźwięku i wydźwięku nastroju i wystroju muzyki. Niestosowne bawić się tu słowami, obracać (nie mylić z obrazami, znaczy: z ubliżaniem, nie przybliżaniem, bo obrazy: krajobrazy pojawiają się jakby same, nienachalnie)  Pojawili się. I nie utonęli. I nie tyle trwają, (skąd już blisko do egzystencji) Co namacalnie są.

Zdumiewa mnie kariera słowa: projekt, i ich (projektów) krótka żywotność, albumy się teraz nabywa, nie kupuje, by je mieć, a nie by się nimi delektować, smakować, albo po prostu świetnie bawić.A już Broń Boże wracać, zatrzymać się i zapamiętać, wielokrotnie odtwarzać, to już absolutnie, wszak trzeba nabywać, nabywać, nabywać, przerzucać się tytułami. Bardzo szybko się o nich zapomina, rzadziej wspomina, a jeszcze rzadziej pamięta. Nie tylko dlatego chcę przypomnieć album Leosia, który liczy bez mała dziewiętnaście lat. Gdybym miała polecić komuś płytę Stańki, i to taką, która zburzyła by stereotyp Stańko trudnym artystą jest, to z razu usprawiedliwienie (do niesłuchania) i komplement, polecić płytę ale wysmakowaną, inteligentnie nagraną. I nie trudnonudną. Taką na której można uczyć się słuchać jazzu, jednocześnie się tym nie czerpiąc z tego przyjemność. Niewątpliwie była by to właśnie Leosia. Nie ma tu ekwibrystyczno- fantasmagorycznych popisów, nie ma tu wytężania smaku, ani pochwały lenistwa.

Jest po prostu muzyka.

I to jaka. Siła tkwi w spokoju, pewności, zrównoważeniu. Można by było kolekcjonować różne słowa, wyważać, smakować fakturę i znaczenie, ale po co? Wystarczy posłuchać. I dać się prowadzić. Przestrzeni w muzyce. Architekturze dźwięku. Tylko tyle.

Gdy słucham tej płyty przychodzi mi na myśl przyjemność patrzenia, widzenia i spostrzegania, czyli tego procesu z jakim mamy do czynienia gdy idziemy do muzeum „oglądać” obrazy. Sen kawalera. To pierwsze skojarzenie, które mi przychodzi do głowy, pewnie automatycznie. To bardzo znane, wielokrotnie analizowane malowidło,ponieważ  był kanwą podobnych (wystarczy wspomnieć: Wędrowca być może autorstwa Boscha, Juan de Nisa namalował  Alegorię Śmierci, no i kończąc wyliczankę także autorstwa Peredy y Salgado, Alegoria vanitas ok. 1634). Drugi ciąg skojarzeń to Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata nie ze względu na treść, a na surrealizm, rytm, trudny do uchwycenia, ale łatwy do smakowania.

[Chłopiec z koszem owoców, Michelangelo Merisi da Caravaggio,olej na płótnie, Galeria Borghese, źródło zdjęcia].
[Chłopiec z koszem owoców, Michelangelo Merisi da Caravaggio,olej na płótnie, Galeria Borghese, źródło zdjęcia].

Powieści, efemeryczność, albo po wieściach (zapisanych) efemetyczność, alegoryczność, goryczności smak. Trzecie skojarzenie to: Chłopiec z koszem owoców. Bardzo wczesny, nie religijny obraz autorstwa Michelangelo Merisi da Caravaggia. To jest tylko pozornie obraz pełen światła, radości. Chociaż tutaj pasował by może bardziej autoportret Chorego Bachusa? ( na co wskazuje odbicie lustrzane), ale pozostańmy przy roznosicielu owoców. Iluzja i piękno. Zaburzenie granicy obrazu. Kosz z owocami, to tylko pretekst by popisać się umiejętnościami, koloratura, i faktura. Niby przy okazji. W starożytności gości i gościnie obdarowano owocami i kwiatami, więc może to i nawiązanie do tegoż zwyczaju? Pliniusz w Historii naturalnej wspomina o malowaniu martwych jak najbardziej natur. A więc to nawiązanie, a może nawet bardziej rywalizowanie z mistrzami?A może alegoria smaku życia, alegoria smutku i zamsz przemijania. Zmarszczki czasu: zestawienie frenetycznej młodości, z przemijaniem, a może po prostu sprawne utrwalenie postaci kochanka? A może po prostu to tradycja neoplatońska (materia więzi duszę, ale jedyne co może ją wyzwolić to Miłość ziemska, która wznosi ku wyższej).

To co interesujące dla mnie to światło, które się pląta, jak napisał Baczyński w Hymnie wieczorów miejskich: gładzi zwilgłe srebrem ściany/płynnych łysków miękki natłok/i na stole rozślizganym/ czarny piesek gryzie światło. Bez wątpienia i z wątpieniem można przerzucać i przesiewać, i przekładać i przewlekać skojarzenia, nadać znaczenia. Ale to, niewątpliwie, drugo-, a może i trzeciorzędny zabieg. Myśl o prostocie, o jej spostrzeganiu. Utrwalaniu i słuchaniu.

Skojarzenie następne: Jeszcze przed tym gdy Ludwik Pasteur nie opublikował swoich prac, mówiono o sile życiowej, która ze swej natury jest nieodgadniona i nieuchwytna, ani szkiełkiem, ani okiem. Mówiono, że vis vitalis, po prostu jest. Albo nie, w pierwszym przypadku istnieje życie, w drugim: nie. Albo inaczej: w pierwszym życie trwa, w drugim: uchodzi. Nie było mowy o biokatalizatorach, enzymach, czy reakcjach biochemicznych. A przecież w nich jest siła, moc i wytłumaczenie. Nie chodzi o to, by uciekać w mistykę i Wielkie Kwantyfikatory. Nie tłumaczmy, a przeżywajmy, zakrzyknie posadacz/ka drugiego głosu. Nie, nie chodzi o to, by iść, spacerować w skrajności, s skrajność. Chodzi jedynie o to, by sztuka nawet gdy wytłumaczymy, dostrzeżemy połączymy, przyczynę ze skutkiem, obecność z jej brakiem, dekoracje z kontekstem, przyczynę z wynikaniem, nie tyle się obroniła, co dalej zachwycała swą wnoszącą siłą. Ale nic to bez pamięci.  A może jest to album utkany z miłości do Matki, wszak jej został dedykowany? A czy istnieje tylko jedna, prawidłowa, odpowiedź?

Leosia
[Leosia, Tomasz Stańko, ECM, 1997, źródło zdjęcia zaczerpnięte ze strony Artysty].

Dla mnie jest to piękna medytacyjna płyta. Warta zasłuchania.

Zmarszczki czasu, medytacje Tomasza Stańki. Konfitury z emocji, partytury. Pary i tury tu. Ci…

Tomasz Stanko — trąbka
Bobo Stenson — piano
Anders Jormin — kontrabas
Tony Oxley — perkusja

Leosia, Tomasz Stańko, ECM, 1997.

O zmarszczkach i ich niezbywalnej ważności, jeszcze będzie, ale już w odrębnym tekście.

Skrócony [od]noś[ni(c)k] do tekstu: http://wp.me/p59KuC-R0

22 myśli na temat “[103+1]. Zmarszczki czasu, czyli medytacje Tomasza Stańki.

  1. Zapach jazzowego Krakowa, jakże różny od świątecznego pachnącego grzańcem jarmarku… Gdzieś pod Jaszczurami brzmi trąbka.. nie z wieży … na perkusji nadaje Zaucha a na Brackiej pada deszcz. Super klimat jeszcze bez smogu.

    1. Otóż to! Jakoś tak tęskni mi się za tymi czasami, za jazzem, za Krakowem, Bracką, która moknie w deszczu, niezależnie od meteorologii, i filiżanką dobrej kawy gdzieś w kawiarni, a Tobie? Czy tylko mnie się wydaje, że się coś (bezpowrotnie) skończyło…?

          1. Odbiegliśmy od Twojego tematu. Tomek Stańko, który Cię tak zafascynował gra po dzisiaj i Jego gra wszystkich nas fascynuje…. ale teraz wolę Canta Basie”go

            1. No tak, ale czy to źle?
              Tak, i Tomek Stańko i Cant Basie to klasyka. I ta, która nie przemija, polecam bardzo dobrą książkę, wywiad- rzekę z Tomkiem Stańko: „Desperado” Książek bardzo dobrze się przygotował do tej rozmowy, co rzadkie dzisiaj w epoce przeprowadzania takich rozmów.

  2. Dla relaksu polecam nie tylko „czas relaksu” ale również to:
    Jazz Band Ball Orchestra & guests – Old Jazz Meeting – Złota Tarka 2012

              1. Polecałeś mi ten utwór, pamiętasz?
                Bardzo lubię tematykę górką.
                Czytujesz taką literaturę?
                Ze wspomnień:

                Z nowoczesności, choć nie słucham takiej nuty:

                Tekst za każdym razem mnie zadziwia:

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s