[557]. I ‚m James. James [B](L)ONT. Ta[ka] kobieta to Skarb[ek].

Już nie ma tej kawiarni.
Jest popisujące się złoto.
W pośpiechu wykonana reprodukcja.

Nie ma chłopców: filatelistów
zbieraczy pocztówek i listów.
Kolekcjonerów czarno-białych uzdrowisk.

Skatalogował ich czas.

Nie ma już sobotnich poranków.
Dogmatycznej mgły.
Krótkowłosych sportowcówce
wsłuchanych w umięśnione samogłoski.

Nie wybaczam piękna
tamtym minionym chwilom
kiedy zapadaliśmy się
w czerwone skórzane fotele
i dodawaliśmy chmury do kawy.

[Cafe Museum, Ewa Liska,[w:] Gdzie Indziej, Wydawnictwo Literackie, 2004].

Czytaj Dalej „[557]. I ‚m James. James [B](L)ONT. Ta[ka] kobieta to Skarb[ek].”

Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.

Całuję cię w metafizyczny pępek – pisał Witkiewicz do żony – to spodobało mi się zważywszy na moje własne, całkiem prywatne upodobanie do ruchu. Ruchu q ku. I nie chodzi o matematyczne spacery całkiem, ani w szczególe, ani po całce, całkiem nie. Ruszmy cztery litery, albo chociażby gałkami ocznymi. W spacero i logię dalej niż zaszedł był Pitagoras. Nie, nie namawiam do powrotu (do powrotu do szkoły)…

Czytaj Dalej „[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.”

(532). Szcze(lina) ledwie (albo dwie).

Szczelina. Nitka. Obręb, Obiecana, nie do końca obmacana Ziemia Niczyja. Mapa drgań, ruchu, czyli życia.

Nierówność, dziurka od filiżanki i ucho od klucza. Albo na od_wrót— przez którą zerkamy na świat i na świt. (O tym, dlaczego rozcięcie papierem boli. Już wspominałam, i nie będę się tarzać, a tym bardziej -czkawka- wspomnienie po rybich przodkach i przodkiniach i pozdrowienia Praprababci Ewolucji, po powtarzać nie ma co się, macać), chociaż drażnienie to także ruch. I konsekwencja.


Konik morski, czyż nie ładny? [Schemat przedstawiający lokalizację hipokampu w ludzkim mózgu- źródło fotografii].

***

Czytaj Dalej „(532). Szcze(lina) ledwie (albo dwie).”

[526]. Przed czy po? (Jeszcze raz: o kawie).

Nie pijam herbaty. Herbata zamula. Co więcej, herbata była jedną z głównych przyczyn upadku Imperium Brytyjskiego. Bądź tak dobra i zrób mi kawę.

Goldfinger,I. Fleming, 

Arabica zawiera mniej kofeiny, ale jeśli chodzi o walory smakowe, sensorykę, czy głębię, czyli wszystko za co kawę cenimy to właśnie w arabice odnajdziemy, to wszystko, o czym wspomniałam, chociaż jako roślina pod względem uprawy jest bardziej wymagająca, chociażby dlatego, że jest mniej odporna na zmiany pogody, czy działalność szkodników. To nie jest też tak, że drugi pod względem liczebności gatunek kawy – =znany rozbójnik, no dobrze rozbójnik nie rozbójnik… Bardziej spójnik, czyli nazywając rzecz po imieniu robusta. Rozbójnik, chociaż często w obiegowej opinii uważana jest za tę gorszą odmianę, nie tędy droga. Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Oczywiście gdybyś się teraz napił/a takiej czystej stuprocentowej robusty, to istnieje duża szansa, że do picia kawy byś nie wrócił/a.

Czytaj Dalej „[526]. Przed czy po? (Jeszcze raz: o kawie).”

(519+1)Leniwa niedziela i (#Myśli luzem).

Jeśli chodzi o spożycie herbaty per capita, to okazuje się, że wyprzedzamy o trzy miejsca Chińczyków i Chinki. Moda ta przychodzi do nas spacerkiem … Z Czech. I nadal sobie idzie to tu, to tam, raczej, nie bójmy się tego stwierdzić-s z w e n da się. Po woli i powoli. Chociaż osobiście wolę kawę, to i dobrej jakości naparem Camellii nie pogardzę. Nie, dzisiaj nie będzie o herbacie. Zaparzam sobie tak, garść czarnego złota i wracam do lektur. Jeszcze raz– czytam, to do czego sięgnęłam i odpoczywam. Leniwa niedziela także jest potrzebna, wszak neuronalia pracują nieprzerwanie i równie pracowicie kiedy to zajmują się rozwiązaniem jakiegoś nader ważkiego i ważnego problemu, zwoje są obciążone tylko nieznacznie bardziej! Seneka Młodszy miał powiedzieć kiedyś:

Czytaj Dalej „(519+1)Leniwa niedziela i (#Myśli luzem).”
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…

No, nie da się ukryć, choć niektórzy/ niektóre próbują! Tego, o czym dzisiaj, nie można dotknąć, ba nie można nawet zobaczyć. A jednak pełni bardzo ważną rolę w naszym życiu. Tak Twoim też. Zapraszam do lektury, sprawa (nie) prusta, nie Prousta, usta usta? – nie,nie Prusa, przynajmniej, najmniej, tu i teraz, ale ciekawa, w artykule nie tylko o efekcie Prousta.

Na początek: Garść liczb.

Zacznijmy jednak od pytania: czy dziesięć tysięcy to dużo? Czy mało? Możesz powiedzieć, zależy czego, na jak długo i na jaki procent… No właśnie. 🙂 Receptory wewnątrz nosa pozwalają rozpoznać nie dziesięć tysięcy nut zapach(tych -i)owych,- jak do nie tak dawna sądzono, ale i z zapamiętaniem powtarzano, teraz wiemy, że ta liczba jest większa, znacznie: ba! Bilion! Mała różnica, prawda? Zanim zaczniemy się ekscytować liczbami, które-jednak, tak, są ważne, nadmienię, że trwa dyskusja o jej liczbie w odniesieniu do zapachów, jednak przeważają zwolenniczki/zwolennicy hipotezy, że tak naprawdę można wyróżnić ich aż siedem podstawowych zapachów: miętowy,kwiatowy, stęchły,ostry,ale też zgniły, kamforowy (np. zapach przeciw molom) i eteryczny. Wszystkie pozostałe które możemy wywąchać to miały być- wedle tej hipotezy, odmianą wyliczonych powyżej, to tak jak teoria barw podstawowych. Są trzy podstawowe- resztę można uzyskać mieszając pigmenty: czerwony, niebieski i żółty. Tyle podstaw.

Aby mieć przykrości za sobą, jak najprędzej, ekspresowo nadmienię, że te z nut, które są nieprzyjemne dla ludzkiego nosa mają swoją nazwę, tak lubujemy się w ich nadawaniu! To dlaczegóż nie z tej okazji? Wydzielanie potu o uporczywej woni: określamy jako bromhydrozę, albo po polsku,  nie z udając Greka/ Greczynki określenie jest mniej poetyckie i znaczy ni mniej, ni więcej tylko, tak zgadłyście, zgadliście: cuchnący pot. I tak zaczynamy z klucza znanego. Jednak, czy wiesz jak pachnie obrzydzenie, albo strach? No właśnie, to, że poszczególne części ciała człowieka mają swój indywidualny zapach, nie, nie, tylko włosy, dłonie, stopy, czy genitalia, ale także twarze- że każda z nich pachnie nie tylko z różną intensywnością, to wiemy, ale z fakt, że człowiek podświadomie może rozpoznać, czy jego towarzysz/ka czegoś się boi, albo czy jest (nie)szczęśliwy tylko po zapachu, to już może być novum. Zwłaszcza jeśli ktoś/ia jest osobą , z którą jesteśmy w bliskiej relacji. Nie powinno to dziwić, mimo wytężonych zabiegów kosmetycznych, to właśnie zapach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Nie, nie zawsze śmierdzi. (O zgrozo! O lotosie, O Losie!). Chociaż korzystając z komunikacji miejskiej w lecie, można sądzić inaczej. I tu nie trzeba zabliźniania się, niekoniecznie, z bliźnimi… Tu wim, to wiem, i Tuwim o tym też wiedział. Przekład? Przykład proszę Cię bardzo: interluda

[Śmierdziel, Tuwim, wykonanie Turnau,źródło].

Nawiążę jeszcze raz do liczb: w identyfikację zapachów zaangażowane jest do sześciu milionów receptorów węchowych. Czy to dużo? Odpowiedź może Cię nie usatysfakcjonować: To zależy- do czego tę liczbę porównamy, to na przykład: czterdzieści cztery razy mniej niż ma to miejsce u psów. Zresztą nie są one wyjątkiem. Obecnie mamy zimę, która jak co roku zaskoczy drogowców/drogowczynie, ale za kilka miesięcy staniemy się mobilnym posiłkiem dla komarzyc. Czy to się Tobie podoba, czy raczej wręcz przeciw-nie. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy/ niektóre z nas są częściej kąsane/ kąsani od innych? Komarzyce należą do tych owadów, które mają węch i nie zawahają się go użyć są… Tak, na przykład dlatego, że potrafią one wyczuć zapach posiłku z bagatela odległości trzydziestu metrów. Mało? Proszę, próbuj odczytać tekst, pisany standardową czcionką, albo ręcznym pismem, z tej odległości. Zwłaszcza, jeśli masz wiele bodźców, np w bibliotece-chociaż to nie przebodźcowane miejsca, raczej ciche, no dobrze to spróbuj wyczuć swojego przyjaciela/ przyjaciółkę z tej właśnie odległości… A powinno to być, chociaż w teorii- jak przeczytamy później- łatwiejsze, bo Każdy/ Każda z nas ma swój naturalny (powtórzę to jeszcze nie raz) zapach, dlatego też samice komarów potrafią sobie wybrać z menu, i dlatego też ci/te z nas,którzy są częściej posiłkiem, dla tychże owadów, cóż, mogą powiedzieć, jestem bardziej atrakcyjny/atrakcyjna. A przynajmniej: Mój zapach jest bardziej słodki. Jednakże nie tylko chodzi o liczbę receptorów, to nie, nie, zapachy mamy w nosie, ale one tworzą się zupełnie gdzieś indziej— tak, właśnie tam: w mózgu. Nie tylko zresztą o receptory ich ilość biega: Człowiek posiada około czterystu czynnych genów, których zadaniem jest kodowanie receptorów węchowych. Dużo? Tak? Myszy w standardowym wyposażeniu mają ich około tysiąca trzystu, tak tu.

Dlaczego zmysł powonienia jest dla nas tak ważny (o czym możemy się dowiedzieć z artykułu) a jednocześnie tak niedoceniany? Tak, dziś (także) o tym. Zapraszam nie tylko do lektury, ale również, a może przede wszystkim? – do zastanowienia.

Czytaj Dalej „[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…”

[520]. Najwyższa Miłość: „Po raz pierwszy mam wszystko gotowe”.

Zanim zaczniemy, oto artykuły, które mogły Ci umknąć, te z nich, które (luźno) powiązane z tematem dzisiejszego, a mogą Cię zainteresować. Jeśli nie czytałeś/ czytałaś: zapraszam:

Kto/ sia czytała nie jeden artykuł dotyczący muzyki na tymże blogu, wie dobrze, że nie potykam, nie przepadam za poznawaniem jakiegokolwiek gatunku od albumów, które ktoś/ia uznał/a za (jak to mawiają Rzymianki/ Rzymianie, ale tylko Te/Ci, z nich, którzy żyli w czasach starożytnych): Best of the best. Jestem zwolenniczką innego poznawania, np jazzu, który uchodzi za gatunek trudny w odbiorze. Dzisiaj wyjmiemy wyjątek, ale tylko dlatego, że jeśli jesteś stałym Czytaczem/ Czytaczką tego, co się tu wyprawia, to już zdążyłaś się przyzwyczaić, że jazz jest! A jeśli zamierzasz być (stałym Czytaczem/ Czytaczką tego, co się tu przy-wy-prawia) to może pora przyzwyczaić się do obecności muzyki (tak, wszelakiej)?

Jeśli chcesz poznać, kim był John Coltrane, musisz znać A Love Supreme.

[Elvin Jones- perskusista, muzyk, który brał udział w nagraniu rzeczonego albumu. (ur. 9 września 1928 w Pontiac, zm. 18 maja 2004 w Englewood w stanie New Jersey). Magazyn „Life” napisał o nim, że jest „najwspanialszym perkusistą rytmicznym świata”].

Osobiście wolę najpierw posłuchać nagrań, czy przeczytać książkę, nawet pomdytować, usiąść w nim/ niej, rozgościć się, wsiąść, wziąć na język, posmakować, ugryźć. jeśli atmosfera jest przyjezdna, przyjazna, dopiero potem dowiedzieć się o historii jego/jej powstania, ale jeśli chcesz, to zapraszam już teraz, ale później także! Do lektury-A jakże!. (A jeśli nie nawykłaś/nie nawykłeś do niesymetrycznych rwanych dźwięków, to nie zrażaj się proszę pierwszymi minutami nagrania). Przyjemności! No dobrze, żartowałam: it ‚s free (jazz) ofcourse!

Czytaj Dalej „[520]. Najwyższa Miłość: „Po raz pierwszy mam wszystko gotowe”.”

[515]. O jak o… No wiesz, co mam na myśli…

Aż zabrakło mi tchu, żeby [do]kończyć tytuł.Normanie się zakorkowałam.

No dobrze, nie tylko na myśli. Tutaj daję swój upust mojej fascynacji tej, która rośnie, powraca i tętni, nie tylko w te dni, ale i tamte.Zmierzajmy ku meritum.

Czytaj Dalej „[515]. O jak o… No wiesz, co mam na myśli…”

[513]. Te(r)mit i orzech włoski, i kalafior, i o wiele więcej, czyli o udawaniu Greka?

Czy nie jest zdumiewającym fakt, że jak pijesz kawę, herbatę lub zupełnie innym płynem nawilżasz usta i przełyk, to,że czujesz, i temperaturę filiżanki, i jej ciężar, i odczucie chłodu lub ciepła danego płynu w ustach, smak, zapachy, i to tylko część bogactwa, które możesz nazwać i odczuć. Nazwać i zapamiętać.To, że potrafisz usytuować położenie filiżanki względem swojego ciała. Trafić do ust nawet z zamkniętymi oczami, to, i jeszcze tryliard miliardów kwestii, potrzebnych i zbędnych.

Czy nie jest zdumiewającym fakt, że udaje Ci się nalać do czajnika właśnie tyle wody, żeby starczyło akurat tyle ile potrzeba by napełnić dwa kubki? Czy nie jest fascynujące, że my, jako ludzie nie tyle potrafimy – przy odpowiednim nakładzie sił i środków- wylądować na księżycu, ale badać funkcjonowania swojego własnego mózgu? Oczywiście relatywnie bardzo niewiele o nim wiemy. Najmniej z całego kosmosu spraw, i rzeczywistości robimy trzy kroki na przód, nawet jeśli równocześnie zrobimy dwa w tył, to i tak bilans wychodzi (sic!) in plus. Bogactwo, wrzenie i puls świata. Na wyciągnięcie ręki, albo i nie. Możesz ją trzymać w…

Czytaj Dalej „[513]. Te(r)mit i orzech włoski, i kalafior, i o wiele więcej, czyli o udawaniu Greka?”

[512]. Owca i bycie baranicą (nie mydlić z baraniną).

Bycie zajętą osobą jest bardzo modne, ale nie znaczy to wcale, że spędzamy swój czas pożytecznie, albo produktywnie. Często, choć nie zawsze, wręcz przeciwnie.

Co to w ogóle za wyrażenia spędzać, spędzać to tak jakby odganiać, albo pędzić, pędzić to można a) na złamanie karku (nie radzę, mamy jeden w standardzie i to tego marnie chroniony) albo b) bimber- to z kolei nie zdrowe…

Produktywność. Słowo, które robi zawrotną karierę, coraz częściej mówi się o zblokowanym czasie przeznaczonym na wykonanie pewnych zadań, i słusznie, a jeśli nie słusznie, to często celnie. Tylko jeśli tak kwitniesz, przed komputerem, nie masz wrażenia, że zapuszczasz jeśli nie korzenie to pędy  i… Spinasz się coraz to bardziej przyjmując niefizjologiczną pozycję, dzięki czemu napięcie odkłada się w najmniej odpowiednich miejscach, najbardziej u Ciebie wrażliwych, a potem tu stryka, tam boli i karnawał bólu gotowy… Można przegiąć w drugą stronę (nie że bierną) tylko bardziej zastaną. A z pewnością zasiedzianą….

Czytaj Dalej „[512]. Owca i bycie baranicą (nie mydlić z baraniną).”

[509]. Pora na pora? Nie, pora na nicki i inne poradniki.

Nie tak dawno temu, pisałam o tym, jaki jest pierwszy krok do bycia Sobą. Wniknęła i kwestia poradników.

Reniyu wspominałaś, o tym, że nie lubisz ich. A nawet nie cierpisz.  I dodałaś tę myśl: „kto umie robić – robi, kto nie umie robić – naucza… czy jakoś tak;-)”.  Przypomniało mi się, jaki cytat był powieszony na jednej ze ścian uniwersyteckiej sali. Dziś się dowiedziałam, że powiedzenie to przypisywane jest prof. Janowi Miodkowi (nie wiem, czy jest On jej autorem, czy tylko zwykł przytaczać) sentencja brzmi następująco:

Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa! Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego. W tym pomieszczeniu łączymy teorię z praktyką. Nic nie działa i nikt nie wie dlaczego.

Czytaj Dalej „[509]. Pora na pora? Nie, pora na nicki i inne poradniki.”

[Kości twarzoczaszki człowieka strony lewej z widoczną otwartą od strony bocznej zatoką szczękową.

[507]. Ku pokrzepieniu (nie tylko) serc: „Muzeum figur woskowych”, czyli: mam to w… Nosie (niestety!) (#szczelin w szczegółach dalszy ciąg).

[Kości twarzoczaszki człowieka strony lewej z widoczną otwartą od strony bocznej zatoką szczękową.
[Kości twarzoczaszki człowieka strony lewej z widoczną otwartą od strony bocznej zatoką szczękową.Henry Vandyke Carter – Henry Gray (1918) Anatomy of the Human Body ,źródło].
 

 

Tekst ten dedykuję wszystkim niezmiernie… Pociągającym… Czyli zasmarkanym! Kichajcie na wszystko i czytajcie, teraz i wszędzie:  niech Wam czcionka lepką,  lekką będzie.

 

 

Jeśli miałbyś w domu czworonoga, to zauważyłbyś że pies lub kot przeziębia się rzadziej (i to o wiele!) niż dwunożn-y/a Pan/i -a -kontynuuję swą wypowiedź -większość ludzi przechodzi dwa do pięciu przeziębień (w asortyment (nie)przyjemności wliczam także zapalenie zatok przynosowych) w ciągu dwunastu miesięcy, tyle statystyki. Dlaczego tak właśnie jest? Słyszę jękliwe zdanie wykwit wśród katariad. Oto dzisiejszy temat. Przewodni, choć zapchany, zakichany i diabli wiedzą jaki jeszcze. Ponoć wart uwagi. (I nie chodzi o te w dzienniczku- prędzej jakaś recepta by się przydała) aua.

Czytaj Dalej „[507]. Ku pokrzepieniu (nie tylko) serc: „Muzeum figur woskowych”, czyli: mam to w… Nosie (niestety!) (#szczelin w szczegółach dalszy ciąg).”