[292+2]. Rad – nie rad? Rad, czy(li) rad da(je) radę (II).

/The Chordettes: Lolipop, źródło nagrania/. Można by przerobić na lolirad? Da radę?

Oto nowa substancja, która wyłania się z tego materiału, blendy uranowej. Sprawia ona, że powietrze staje się przewodnikiem. Można także mierzyć jej aktywność, dzięki elektrometrowi kwarcowemu, wynalezionemu przez Piotra. Tak właśnie towarzyszyliśmy naszemu bohaterowi drogą prób i błędów.

[wypowiedź Marii Curie, cytat za:Maria Skłodowska Curie, Laurent Lemiere Świat Książki, Warszawa, 2011 s.44, tłumaczenie Grażyna i Jacek Schirmerowie].

Fakt, że moja matka nie szukała ani znajomości z wielkimi tego świata, ani stosunków z wpływowymi osobistościami, bywa nieraz uważany za przejaw skromności. Moim zdaniem było raczej na odwrót: doskonale zdawała sobie sprawę z własnej wartości i bynajmniej nie czuła się zaszczycona kontaktami z ludźmi utytułowanymi, czy ministrami. Była, jak sądzę, bardzo zadowolona z poznania Rudyarda Kiplinga natomiast fakt, że została przedstawiona królowej Rumunii nie miał dla niej znaczenia.

[Wypowiedź Irene Joliot- Curie j.w. s. 55, wyróżnienie własne].

… Że nie przystoi jako ilustracja do artykułu o Marii? Że trudno sobie wyobrazić ją tańczącą, i rozprawiającą o lizakach, slodkich ustach, no, może i trudno, ale przecież utarty wizerunek (żeby nie napisać stereotypowy) to co innego niż codzienne szycie życia, gdzie różne ściegi zbiegają się w jeden wzór (czasami, tak jak w tym przypadku) chemiczny.

Jestem ciekawa, jak Maria Salomea odnalazła by się w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych ubiegłego wieku. O czym rozmawiała z Piotrem, gdy nie rozprawiali akurat o nauce, kryształach, promieniotwórczości… Co przecież rzadkie, ale kto/sia wie… Nie tak jakby się wydawało. O czym rozmawiali podczas owych wycieczek rowerowych? Chociażby te pytania cisną się na usta, kładą się na myśli.

Do słodkości jeszcze wrócimy.Mam mniam, nadzienie,  nadzieję, że szybciej niż się wydaje.   Podejmijmy opowieść w miejscu w którym, jak to  trafnie ująłeś Xpilu, ” trochę jakby się urywa przed zakończeniem” istotnie została cięta uuu. 😀 Usiądźmy zatem powtórnie w sytuacji. Dla tych osób, które nie zapoznały się z jej  częścią pierwszą, chwila wprowadzenia, dla tych, co mają lekturę za sobą, chwila przypomnienia.

Jak wiemy dziesiątego grudnia tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego szóstego roku umiera wynalazca,który snuł mit, o pokojowym współistnieniu ludzi, znaczy się wynalazca dynamitu, bombowy, by nie napisać rozrywkowy chłop(ak). Gdy rodzinie nie udaje się (a próbowano,próbowano!) podważyć (uff jaki ciężki) testamentu z chwilą śmierci fundatora ustanowiona została nagroda, za wybitne osiągnięcia w nauce.

Pierwsze wyróżnienie z dziedziny, której rozwojowi się właśnie przyglądamy, przypadło jak wiemy Roentgenowi. Jakież to teraz wydaje się niesłychane, przecież korzystamy z jego wynalazku tak często, i nie zastanawiamy się jaką drogę pokonał jego pomysłodawca i w jak krótkim czasie to się odbyło urzeczywistnienie myśli, no i oczywiście,gdzieś tam świta myśl fotografia ręki jego osobistej żony jest tą, którą zna świat. Na trwałe wpisała się w (pop)kulturę.Oczywista, oczywistość. Tak t(r)worzy się historia…

O tym, o czym się zapomina, to fakt, że Becquerel, Piotr i Maria Curie już wtedy byli nominowani do otrzymania tej nagrody, która nie była wtedy aż tak popularna i nie cieszyła się aż taką renomą, przecież dopiero co została ustanowiona. Chociaż oczywiście była ważna. To bohater drugiego planu, lekarz, Charles Bouchard miał prawo nominowania kandydatów, aż do  chwili rozstania się z życiem (po śmierci raczej było by mu trudno 🙂 ). Odznaczeni zostali Lorentz i Zeeman. Tak jak już wiemy, Piotr wykonał większość badań przygotowawczych, ale to ta dwójka zdobyła trofeum.

A kolejny rok sytuacja też nie rysowała się pomyślnie, przynajmniej dla Marii, która nie została ujęta w poczet tych, osób ważnych dla nauki, owszem Piotr i Henryk zostali nagrodzeni, ale Maria, cóż, tak to jest właśnie być Kobietą, naukowczynią, emigrantką. D z i e l n ą nie niedzielną emigrantką, biedną studentką, kobietą w świecie mężczyzn. Przecież ona nie należy do naszego świata… Dla niej przynależne są tylko słowa, słowa,słowa pochwalne, tak by podkreślić to jaka była harda, d z i e l n a (słowo wy_trach, i słowo wytrych ,słowo klucz, słowo zasłona dymna),  Maria skora do poświęceń. Tak stwierdziło czterech jajogłowych, co więcej w liście nominującym wymieniano tylko wkład Piotra i Henryka. To nic, że Maria i jej zaangażowanie w badania były powszechnie znane. A czy wspominałam, że do czwórki pod wezwaniem, która redagowała należał nie kto inny jak Gabriel Lippman? Tak, ten sam, wyznawał pogląd, że co dla innych jest podłogą, dla drugich jest sufitem.  W świetle tego co zrobił, albo czego n i e   z r o b i ł ,ukazuje gdzie sytuował osiągnięcia s w o j e j   byłej s t u d e n t k i. Jak to jest, że ze strony, z której wypatruje się przychylnych spojrzeń dostaje, bardzo często, lecz nie zawsze, zimny prysznic? Tak było i tym razem, Maria mogła do  dokonywać ablucji.

Chociaż, by oddać sprawiedliwość, a raczej dostrzec głos mniejszości, sztuk jeden, nie jest to rachuba równa,  jednakże warto odnotować dla porządku- jakie  twierdzenie wysnuł Magnus Gosta Mittag Leffler, ten matematyk, sądził, że kobiety w nauce są niedoceniane, ich wkład jest świadomie pomijany.  To on ubolewał  nad tym co właśnie się stało, nad wymazaniem dokonań Marii  i przypisywanie ich Henrykowi chociażby w owym liście. To Magnus napisał do Piotra donosząc o postanowieniu kolegów, to on dostał odpowiedź Curie, który wspomniał, że jeśli tylko on zostanie odznaczony to owej nagrody, nie zamierza przyjąć, gdyż wkład w badania jest równy, i nie sposób go sztucznie oddzielać i ważyć. Maria ma swoje zasłużone miejsce i dokonania naukowe. Dalszy ciąg (tym razem nie matematyczny) życia ścieg znamy. Warto też wspomnieć, że Charles Bouchard także raczył przypomnieć, ze Madame Curie była wcześniej nominowana do owej nagrody (i to dwukrotnie), że co prawda postanowień listu się nie zmienia, ale jest to możliwe dzięki temu faktowi tylnym wejściem na scenę została wprowadzona Maria, której zasługi były owszem znane powszechnie, owszem niepodważalne, ale niestety, miała to nieszczęście urodzić się kobietą, nie była traktowana poważnie, a jej pochodzenie jeszcze nie raz zostanie wypomniane. Skąd my znamy tę piosenkę? Niestety, nuta na którą jest ona śpiewana, nie przemija.  Powszechnie jakoś nie mówi się, o tym, że  Maria i Piotr dostali taki wymiar pieniężny nagrody, jakby stanowili jedno. I nie chodzi tu o przysięgę małżeńską.

A właśnie, tak przy okazji,  nie jest prawdą, że tylko Bob Dylan nie przyjechał po odbiór nagrody, Polka też tak uczyniła. Maria doświadczała depresji. Mało kto/sia wiedział/a, że poprzedniego lata poroniła, taki to skutek odniosła nie z pełna miesięczna wycieczka rowerowa na którą wybrała się wraz z Piotrem. Do tego nie mogła uciec w prace, jak dotąd tak przecież czyniła, nie jako sprawy, którymi zajmowali się, biegły ku końcowi, trzeba było poodmykać różne kwestie. żałoba po stracie ojca, z nią także się nie zmierzyła. To wszystko skutkowało tym, że zareagowała psychosomatyczne. Jedynie co mogła,to prowadzić zajęcia, co też czyniła. Tak jak kiedyś jej matka, tak ona teraz odsunęła się od Ireny, tak jak kiedyś mało jadła i piła.

Nie odbyli w grudniu wycieczki do Szwecji, uczynili to pół roku później. A ponieważ nieobecni nie mają głosu, absencja przy wręczeniu nagrody zemściła się z niedowierzaniem czyta się laudacje, którą wygłosił Tornebladh, ręce opadają, nie mówiąc o szczęce. I członkach pozostałych. Nie będę karmić cytatami, kto/sia ciekaw/a niech zajrzy. Powszechne przekonanie, a może lepiej napisać skojarzenie, jest takie, że Maria została odznaczona ze względu na dokonanie odkrycia pierwiastków jednakże, o tym fakcie nie wspomniano. A to dlatego, że Tornebladh bał się, że one nie istnieją, przecież to fantasmagorie, kto by na poważnie brał wynurzenia ambitnej, bo ambitnej emigrantki? Oczywiście znane są próby podważenia istnienia polonu, miał to być jedynie związek chemiczny, i to wcale nie nowy. Na szczęście, no dobrze nie ma to nic wspólnego ze szczęściem, Maria ustosunkowała się do „”rewelacji” wypowiedzianych i opublikowanych przez Willego Marckwalda. pisząc do niego referat po niemiecku, przedtem udając się do laboratorium by jeszcze raz się upewnić czy to ona ma rację.

We Francji następują zmiany, rozdział Państwa od Kościoła, do tego gorąca polityka zagraniczna, umiera Camille Pisarro, ale to jakby mniej się liczy, gdyż…

Nastąpiła, jak to „okrasiła” inna zdobywczyni Nagrody Nobla, katastrofa Sztokholmska, owszem wiedzieli, że sława, uwaga prasy jaką nieoczekiwanie zyskali może być użyteczna, potrzebna i można ją wykorzystać, ale z drugiej strony, i to nie chodzi o szpaltę, rozpoczął się okres szaleństwa, budzący bałagan w oczach. Nie chodzi o wady, ani o zez, ani o astygmatyzm, ani o jasnowidztwo. Zwłaszcza Piotr, który wolał zacisze laboratorium, niech to będzie nawet szopa, w której przeprowadzali doświadczenia, od zgiełku. Piotr który potrafił skupić się tylko na jednej rzeczy w jednej chwili, który udzielał bardzo lakonicznych opowiedz, na zadawane pytania, często zbywał je przytaknięciem, albo wzruszeniem ramion. Zdawał sobie sprawę, że sława jest potrzebna, że dzięki temu mogą otworzyć się drzwi, i to te, które do tej pory pozostawały otwarte, i te do których bezskutecznie kołatali. Może jego zachowanie, ujawnia braki socjalizacyjne? W zamieszaniu, które nagle wybuchło jakby ktoś podłożył tonę dynamitu w spokojnej dotąd okolicy, Piotr żyjący w innym świecie, nie potrafił się odnaleźć? Nie miał wzorców. Wychowywał się w domu. Ponieważ cierpiał na dysleksje, miał prywatnego nauczyciela, co zresztą jak wiemy, było regułą, w wyższych sferach.

Byliśmy dręczeni przez dziennikarzy i fotografów, ze wszystkich krajów świata, którzy posuwali się do przytaczania rozmowy mojej córki z boną i opisywania naszego biało-czarnego kota. Otrzymywaliśmy też liczne prośby o pieniądze, a łowcy autografów, snoby, światowcy, a nawet czasami ludzie nauki, odwiedzali nas w znanym Panu swpaniałym lokalu przy ulicy Lhimind. Słowem ani chwili spokoju w laboratorium i obfita korespondencja do wysyłania co wieczór. Czuję, że taki tryb życia wywołuje u mnie otępienie umysłowe.

[List Piotra Curie do Georgesa Gouy z  dn 22.I. s.57].

To co było zapalnikiem w całej wybuchowej miksturze, to nie przyznanie Nagrody Nobla, chociaż tak zwykło się uważać, dlatego, że spostrzegamy tę nagrodę, przyjmując a priori , że wiążę się z nią prestiż, i że tak zawsze było. To co rozpadało serca i umysły ówczesnych ludzi to nie Nobel, ale dwie inne kwestie:

po pierwsze histeria, a raczej historia życia Marii, jej upór, zapamiętanie w nauce, emigracja (sama przecież budowała tę narrację), spotkanie księcia może nie na białym koniu, ale z probówką w jednej, i kryształem w drugiej, ręce. (Jeśli poszperać w źródłach znajdziemy taką karykaturę Piotra, który jest porównany do Statui Wolności… Stany, stany i skojarzenia, i marzenia, i wierzenia z nimi związane, można zmienić stan nieważkości…) Pomimo tego, że przyznano im dwanaście honorowych doktoratów i inne nagrody, to tylko Piotr był członkiem Akademii Nauk, Marie lekceważono, konsekwentnie do końca jej dni, nigdy nie przyznano jej członkostwa, nad czym (skrycie) ubolewała.

To co  uległo zmianie, opinia publiczna wywierała presję, w wyniku której stworzono nową katedrę na Sorbonie, a którą objął, oczywiście Piotr. Jednak warunki pierwotnie zapewnione przez władze uczelni były żenujące, zważywszy na fakt, komu zostały przedstawione. Piotr przyjął propozycję dopiero gdy prócz pensji miał zapewnione  w pełni wyposażone laboratorium i  możliwość zatrudnienia trzech asystentów, na których zatrudnienie będzie miał wpływ, a i Maria będzie miała zagwarantowane stanowisko dyrektora badań.

Po drugie:  radośnie i bez skrępowania zaczęła wybuchać to tu, to tam, a ściśle rzecz ujmując wszędzie ekscytacja jeśli chodzi o zastosowanie radu, rad (bez) ości, czyli entuzjazmu co niemiara. Miarka się nie przebrała.  Co oczywiście miało także wymowę marketingową. (No dobrze przede wszystkim taką). Tak wiem, co możesz powiedzieć, czytając te słowa, że zaraz, zaraz (i inne bakcyle) jak marketingowa, a terapia radiacyjna, cyna, wróć, nie cyna, a medycyna? Nie zapominaj, jednak proszę, że cyny, wróć, ceny radu były koszmarnie kosmiczne, (a z roku na rok przez cztery dekady nieustająco, uporczywie rosły) a ten fakt miał wpływ na zastosowanie w leczeniu, to jedno, a drugi fakt, o którym nie wolno zapomnieć jest taki: Maria uzyskała z dwóch ton blendy smolistej ledwie jeden gran tego pierwiastka. Nie gram,ani mono d[r]am, ani dream nie, nie chodzi o moje uzdolnienia muzyczne, gran stanowi 0,065 grama. Dzięki wsparciu Centralnego Towarzystwa, rocznie zaczęto pozyskiwać cztery grany rocznie z tony materiału. To nadal mniej niż krop(k)(l)a w morzu potrzeb… Tymczasem sam przemysł radowy (z czego radzi byli ekonomiści, marketingowcy) rósł, pęczniał, wart miliony dolarów.

[Mamona, Republika, Grzegorz Ciechowski, Masakra, źródło nagrania].

Jeszcze bardziej rozpalał wyobraźnie fakt ów,  energię, którą emitował ten pierwiastek można było wielokrotnie rozcieńczyć (obrazowo i matematycznie, rzecz ujmując nawet do sześciuset tysięcy razy) i to używając niedrogich substancji wystarczyło użyć owego bronka, znaczy bromku siarczkowego na przykład. Świat dostał świra na punkcie uzdrowicielskich właściwości radu.  Rad da radę. Przynajmniej takie było przekonanie, a konanie było długie i męczące, ale o tym (nieco) później. Na razie tych dwóch faktów ze sobą nie łączono. A (wcale nie potwory) roztwory radu dodawano do de_serów, do herbaty, do kawy,   toników zdrowotnych, tych i tamtych, i jeszcze tamtych, kosmetyków, nie wiem, czy lizaków, ale nie ukrywam, że tak powszechne stosowanie radu, skojarzyło mi się, z cukierkami i lizakami, do tego rytm i rym jest radośnie nie skrępowany lolirad,lolipop, lorirad pam, pam, pam. Ciekawe, czy kobiety entuzjastycznie „nabywające drogą kupna” rad wklepując sobie tonik z wkładką pod oczy pomyślały, że szykują się w ostatnią podróż? Oto  co mogły powiedzieć osoby używające kosmetyków, albo zakładających stroje, które miały te właściwość, że piekielną, piękną barwą świeciły w ciemnościach: Zakład pogrzebowy „RADość zaprasza, w naszej trumnie wyglądasz jak żyw_y/a”…

Wertując reklamy środków zawierających rad, można przeczytać, że dzięki temu, skóra na zawsze zachowa swą młodość. Szkoda, tylko, że rozstanie z życiem, doczesnym, całkowicie cielesnym, następowało tak szybko… Lekarstwo na potencje, woreczek noszony blisko narządów płciowych męskich, miał wyleczyć z impotencji, zresztą worków było wiele, ten na artretyzm, noszony blisko pasa, miał leczyć i zapobiegać, a wzbogacenie nawozów roślinnych, a  pasta do zębów, nie tylko je wybielała, ale także miała uczynić je mocne, zdrowe, a dzięki systematycznemu jej stosowaniu nie trzeba było się martwić, tym, że trzeci komplet zębów za darmo nie rośnie (fakt, nie był już potrzebny) ale przecież nie o to chłodziło ludziom dobrej woli.

A domowe inhalatory, revigotatory, czy radithory? Kto/sia dzisiaj pamięta o tych urządzeniach? To jednak wszystko nic, Marii przybył członek rodziny, o którym nic nie wiedziała rzekomy doktor Curie, który rozpowszechniał substancje na bazie (rozcieńczonego) radu. Ta nawet zawiadomiła prawnika, była wzburzona postępowaniem nieznanego człowieka. W rewiach na całym świecie, występowały kobiety ubrane tylko w rad, dzięki czemu świeciły w ciemności, tym i owym (na pewno nie przykładem). Kobiety i mężczyźni mieli w portfelach malutkie bromki nasączone roztworem radu… Szaleństwo ludzi z wyższych sfer, którzy zaludnić mieli za niedługo sfery niebieskie. O czym przecież nie wiedzieli, choć mogli, gdyby przeczytali (ze zrozumieniem) artykuł Piotra, który przestrzegał przed… dotkliwymi poparzeniami… To nie jest tak, że zarówno on jak i Maria nie wiedzieli o skutkach ubocznych radu, tylko nikt nie chciał ich słuchać.  Taniec szaleństwa trwa nadal… Odsuwając w dal trudy, znoje, niepokoje…

Małżeństwo Curie zmienia adres zameldowania na bulwar Kellermanna, to miejsce dysput naukowych chociażby z Perrinem, czy Langevinem. No dobrze, od czasu do czasu Maria i Piotr zażywają ruchu na świeżym powietrzu, oczywiście pedałując. A świat szaleje na punkcie pierwiastka, który wydziela niebieską poświatę. Nieliczni , tacy jak np. Otto Walkoff i Friedrich Giesel, zachowują dystans. Sam Piotr wiedział o szkodliwości radu, ale jego nikt nie słuchał [Historia zna takie przypadki- i to wcale nie dlatego ich nie wysłuchano, że wypowiadali się nie gramatycznie…].

Warto zaznaczyć, że Piotr i Maria nie opatentowali ani radu, ani sposobu w jaki go uzyskiwano, dlatego też nie wzbogacili się tak jak na przykład sir Wiliam Crookes twórca spintaryskopu instrument za pomocą którego wykrywano promieniotwórczość, albo Armet de Lisle, biznesmen, z którym państwo Curie podpisali umowę.

Mówi się, że zarówno Maria i Piotr nie dążyli do gromadzenia dóbr doczesnych, ale działali w duchu nauki, nie, nie wykluczam tego, ani tego nie neguję. Rozpatrując jednak tę kwestię  można natknąć się na inne ujęcie sprawy, chociaż, na forum jest ona  rzadziej poruszaną, warto się i temu przyjrzeć. Po pierwsze nie przypuszczano, że rad wzbudzi taką sensację, gdy Piotr pisał do Towarzystwa, by umożliwiono Marii prowadzenie badań w tym zakresie odpowiedzi nie było, bo przecież wszelkie wiadomości były niepewne, nikłe, a zastosowania, chociażby w medycynie, niewiadome, brak widoków na przyszłość, a wiadomo, że zastosowanie rozwiązania w lecznictwie przynosi nieśmiertelność i wymierne korzyści finansowe. Nici z rozświetlenia przyszłości (niebieską poświatą). Przynajmniej na początku tak myślano.

Po drugie Gdy ogląd na tę sprawę uległ zmianie, okazało się, że patentowanie samego pierwiastka nie było by możliwe. a gdy Curie zorientowali się, że jednak warto starać się uregulować tę kwestie prawnie zarówno jeśli chodzi o sam rad jak i sposób w jaki jest on pozyskiwany, to, to już czyniono gdzie indziej, chociażby w Niemczech. Co z tego, że za pomocą innej metody, zresztą, Maria też nie stosowała tylko jednej. Istnieje wiele dróg do Rzymu… I wiele drogowskazów. Nie zapominajmy także o trzeciej kwestii. Wielu naukowców, albo wżeniło się w bogate rody, albo pochodziło z takowych, albo skazywali się na życie w biedzie. Jednakże panowała opinia że niemoralnym jest czerpanie zysku z odkryć naukowych. /Ciekawe co teraz by powiedzieli, gdyby wiedzieli, że sekwencje DNA są patentowane/. Tak więc twierdzenie, o altruizmie i dostępności rozwiązań naukowych ku pożytkowi dla wszystkich była nie tylko mile widziana, ale także społecznie wzmacniana. Nie, nie sądzę by działanie, które podjęli Maria i Piotr było rodzajem świadomej rachuby. Nie zapominajmy o przeszłości Marii, z jednej strony, angażowała się społecznie, chociaż mówi się w psychologii, że nie można ekstrapolować wniosków dotyczących zachowania ludzi przyglądając się temu jak wcześniej się zachowywali, ten wniosek dotyczy silnej woli (i to jest raczej na inny artykuł). Jednakże wracając od altruistycznego wątku, jedna sprawa, to społeczny klimat dotyczący kwestii osiągnięć naukowych i ich wykorzystania, druga to, że nie było możliwe opatentowanie radu i sposobów jego pozyskiwania, trzecia, ale o tym za chwilę… Maria na trzecie imię miała Oszczędność. To dzięki pomocy Curie, Rutherford mógł dowieść, że opracowana przez niego metoda transmutacji jest skuteczna. Pomagali także innym naukowcom rozsyłając darmowe próbki radu wysokiej jakości (ta pochodząca z Niemiec była trzysta razy mniej aktywna). W Hollywood trzy lata przed wybuchem II Wojny światowej, nazwano rad niewidocznym promieniem. A rad, nie ma na to rady przeszedł do popkultury z większym impetem (w głąb i siłą nie jednego wodospadu) niż fotografia ręki Bethy, stało się tak chociażby za sprawą obrazu autorstwa Lamberta Hillyera. Cholera jeśli Kopernik wstrzymał Słońce to Maria Curie, wstrząsnęła Ziemią. Wydawano książki przygodowe, tak jak „Wyścig po rad” czy „Radowa jaskinia” kto/sia dziś o nich pamięta? W ampułkach, maściach, zapytywano, czy w kulach wojskowych też może być, i w proszku do prania do zażywania (tak, mam na myśli te z apteki), wszędzie rad. Lekarstwo na śmierć. Można łykać, można pić, można zażyć, można nosić pod brodą pół godziny dziennie opaski z radioaktywnego kauczuku, to sprzyja pięknu, jeśli oczywiście wierzyć reklamie, wszyscy wierzyli. Prawie wszyscy. Wszyscy śnięci, żywi i nie święci, a przynajmniej szybko rozstający się z życiem. Zbawienie na receptę, tak dla dwunożnych jak i dla czworonożnych i innych, wszak dodawano ów magiczny składnik do pasz. Można spotkać go na wyposażeniu ówczesnych prewentoriów, nie tylko w domach (nie mam na myśli domów pogrzebowych). Tak, owszem słyszy się o nielicznych śmierciach, a to panien pracujących na poczcie, które używały radu do przyklejania znaczków, a to o nowotworach szczęki tu i ówdzie. Dopiero śmierć Marcela Demalandera i Maurice Demitoroux  zyska rozgłos.

Tak powstała specjalna komisja , w której obradach uczestniczyła Maria, komisja opracowywała wytyczne, których miały przestrzegać osoby, pracujące w przemyśle radowym, warto zaznaczyć, że sam pierwiastek we Francji został zakazany dopiero w 1970 roku.

Wróćmy do trzeciej kwestii. Curie choć nigdy nie opatentowani radu, ani sposobów w jaki go pozyskiwali mieli przychody z tytułu praw autorskich. Tak niewątpliwie Piotr i Maria oddali nauce to co najcenniejsze, tak musieli utrzymać swoją rodzinę, tak nauka to sposób na życie. Armet de Lisle (postać przez konkurencje postrzegana w sposób negatywny, ktoś w rodzaju menadżera państwa Curie, ale też właściciel Banku Radowego i redaktor czasopisma „Rad” przemysłowiec właściciel fabryki „Sole Radu” ) finansuje nie tylko wydobycie radu, ale także stwarza Biologiczne Laboratorium Radowe, powołane specjalnie miejsce, w którym naukowcy będą zajmowali się radem i jego zastosowaniem w takich dziedzinach jak medycyna, to tutaj Henri Dominici opracuje metodę promieniowania ultraprzenikliwego. To Curie posiadają tajemną wiedzę,  (jakbyśmy to dzisiaj określili) know how. Przylądając się temu kiedy, w jakich dawkach, i w jakich gałęziach przemysłu rad był stosowany, albo/ i wmawiano ludziom, iż tajemny składnik to rad, tak by byli radzi wysupłać „trochę” grosza, można dostać zawrotów głowy, albo tę część ciała szybko stracić. Naprawdę gdyby nie to, że artykuł się niepomiernie wzdłuża, to mogłabym cytować rodzaje zastosowań, a i przecież wspomniałam już o licznych.

A dzięki operatywności Armeta de Lisle także mogą poradzić sobie z faktem, że nie opatentowali radu, a także obejść austriackie embargo na pozyskiwanie surowca. Zastosowanie radu sprzyjało, a raczej niejako „wymusiło”stworzenie gałęzi przemysłu (pomijając kwestię marketingową) tak jak upowszechnienie druku, sprzyjało stworzenie nie tylko rynku takim jak dzisiaj go widzimy (sic!) ale wytworzenie nawyku czytania, przecież stworzyło przestrzeń do wynalezienia (w średniowieczu) okularów… I innych potrzebnych akcesoriów…

Dlaczego rada pisać o radzie? Dlaczego piszę o Marii i Piotrze Curie. Nie dlatego by ująć, pomniejszyć ich odkrycia, bynajmniej. Chodzi o zniesienie obiegowych opinii, stereotypów. A także do sięgania głębiej. O budzenie ciekawości, bez łykania ości, ale chęci by przyglądać się uważnie(j) światu.

Owszem, Maria była sumienna, wytwarzane i proponowane narzędzia, których używała, dokładność pomiarów wykonywanych za ich pomocą przy jednoczesnej prostocie, jest dzisiaj w erze binarnej, cyfrowej więcej niż zdumiewająca. Oszem poświęciła wszystko co mogła, co miała, należy jednak pamiętać, że sama jeszcze za życia tworzyła własną legendę, wiedziała jak ważna jest  nie tylko sumienność, i poświęcenie, ale także dobrze pojęta dbałość o swoje interesy, czyż inaczej moglibyśmy i mogłybyśmy usłyszeć o Marii Skłodowskiej Curie i jej dokonaniach? Na pewno nie, jeśli masz wątpliwości przyjrzy się proszę chociażby listowi Noblowskiemu.

Owszem, największą wartość przypisywała nauce, i tym co dzięki niej można zdziałać. Koleje jej losu rozpalają nadzieje, i marzenia o lepszym jutrze, dzięki marzeniom, ambitnym celom, wymaganiom stawianym w sposób mądry i konsekwentny. Jednakże wiele w jej biografii jest mitów i stereotypów. Owszem doświadczała dyskryminacji, chociażby ze względu na dwie przesłanki, płeć i pochodzenie, to fakt niezaprzeczalny. Potrafiła nie tylko szukać, ale i znaleźć drogi wyjścia z niełatwych, albo i beznadziejnych sytuacji. Zmagała się z chorobą (ale nie po promienną), potrafiła się śmiać, doświadczała RADości. Czasami szczęścia. Pasjonujące jest życie Marii, im baczniej się mu przyglądamy tym ciekawsze pytania budzi ze snu, jest bardziej inspirujące, przestańmy się zadowalać laurkami…

I jest jeszcze coś, jak pokazuje sytuacja z radem, nie wszystko złoto co  święci tryumfy (nie tylko marketingowe). Najnowsze wrzaski mody bywają szkodliwe nie tylko dla słuchu. Chociaż warto nastawiać ucha, nie warto oka mrużyć. A jak zobaczymy światełko w tunelu (niekoniecznie) niebieskie warto się zastanowić, czy wartko nie spierwiastkować, znaczy spierniczać w odwrotnym kierunku…

PS. Jak można się domyślić, i dozo_baczyć, nie jest to nasze ostatnie spotkanie z Marią. Urywa się jako…

Skrócony od[noś]ni[c]k do tekstu: http://wp.me/p59KuC-19o

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s