(7/30). Smutny uśmiech Konfucjusza(#iskierki).

Konfucjusz powiedział kiedyś, to co z namiętnością powtarza wiele liderek i liderów, menadżerów i menadżerek i

[żarówka ze szklaną bańką, źródło zdjęcia] #BoŚwiatJestCiekawy!
rzesze ludzi o innych profesjach.

Nieważne jak wolno stawiasz kroki, ważne byś nie zatrzymał się w drodze.

Zdanie wytrych! Doprawdy? Do prawdy dochodzi się powoli z namiętnością wypływającej z ciekawości, z trudnościami, ale i z refleksją, fleksją i mgnieniem. I prawem do zatrzymania się na drodze, gdziekolwiek ona prowadzi. Droga prowadzi, doprawdy? Prowadzi, czy my prowadzimy? Pro, czy wadzi? Przeszkadza, czy sprzyja? Może pro czy wadzić, czy jednak my prowadzimy? Albo kiedy dzieje się jedno, a kiedy drugie.

 

Prawo do odpoczynku, ba, do zaniechania, do wahań, jest wpisana w życie. A niedostrzeganie tego, to robienie sobie krzywdy. Doznawania frustracji.To tak, jakby nie uznawać prawa grawitacji. Ba, złościć się na nią.

Są skrzyżowania, i przejścia dla pieszych, przez które -uczestnicząc w ruchu — przechodzimy, czasami widząc czerwone,pomarańczowe, albo zielone światła, zatrzymujemy się. Nie, nie chodzi tylko o takie sytuacje. Chodzi o oddech. O nabranie dystansu. O życie, pełne zapachów, smaków, faktur, kształtów. O uznanie prawa żeby stać. Stać w miejscu. Spróbuj kiedyś iść patrząc za siebie. Jak bardzo dokładny jest obraz? Co możesz dostrzec? Czy obraz jest wyraźny? Na ile? Jak bardzo cieszy Cię doznanie krajobrazu? Jak długo możesz iść, nie wspomniawszy o biegu?

 

Ćwiczenie dla chętnych.

Zobacz gdzie w swoim życiu stoisz w miejscu. I co Ci to daje.

 

Dziękuję za towarzyszenie w #iskierkach, to już tydzień minął.

4 myśli na temat “(7/30). Smutny uśmiech Konfucjusza(#iskierki).

  1. Andrzej Urbańczyk napisał kiedyś, że stojąc w miejscu nie dotrze się nigdzie, a poruszając się choćby i metr na rok, wszędzie (o ile dysponuje się czasem rzecz jasna). Może to nie do końca w klimacie Twojego wpisu, ale nie mogę przepuścić okazji zareklamowania Urbańczyka, który jest postacią godną uwagi ze wszech miar. O.

    1. Oj tam jak najbardziej w temacie!
      Chętnie przeczytałabym coś Urbańczyka (jeśli mówimy o panu Kapitanie) możesz polecić konkretny tytuł? Trudno coś wybrać jeśli autor popełnił 50 tytułów (co do liczby mogę się mylić).

      1. Na dzień dobry mogę polecić z autopsji: „Słuchając głosu oceanu”, „Dziękuję Ci, Pacyfiku”, „Aloha, Hawaii”, „Błękitna groza”, „Z wiatrem i pod wiatr”. Wszystkie czytałem (niektóre wielokrotnie) i bardzo, bardzo polecam. To jest literatura marynistyczna, ale pisana bez tych wszystkich fordewindów, baksztagów i innych sztaksli, a jeżeli nawet już się z rzadka pojawiają, to zawsze z „cywilizowanym” objaśnieniem. Najważniejsze jednak, że gość ma świetny styl, jest bardzo bezpośredni, pisze optymistycznie i zahacza o mnóstwo tematów kompletnie niezwiązanych z żeglarstwem. Te książki autentycznie wzbogacają.

        1. Czuję się bardzo zachęcona! I na pewno sięgnę po wymienione przez Ciebie tytuły. A tym bardziej, że od jakiegoś czasu miałam w planach coś z tego gatunku łyknąć, nie opiwszy się wody. Dziękuję bardzo, za to mogę polecić coś z literatury górskiej. Jeśli byłbyś zainteresowany.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s