[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…

Zarówno kończący się rok jak i ten rozpoczynający się to czas robienia porządków, również w książkach. Powody? Są przynajmniej dwa. Potrzeba przestrzeni i robienie prezentów, a raczej kończenie tegoż procesu, bo jestem z osób biegających długodystansowo raczej, niż ze sprinterek. Zwłaszcza jeśli chodzi o upominki, książkowe, dla mnie to coś co nie ma stać i przyciągać kurz, albo być rzeczą przechodnią. Nie jest zatem upominkiem pierwszego wyboru. Nie, nie jest pudełkiem pełnych pralinek.

o czytaniu, czyli niepostanowienia na rok 2019.

Czytać mniej. To znaczy jakość zamiast ilości. Nie dla mnie słupki popularności podbijane challenge’ami.  A ta nazwa, w tym kontekście mnie razi,uwiera i mierzi. Lubię zabawy książkowe, zapraszam do wspólnej lektury. Nie pod etykietą pseudo wyzwania.

Trawestując słowa poetki: czytać mniej, a pełniejszymi zdaniami, wziąć je na język, poobracać gram po gramie, wybijać się po tyce znaczeń, by zagrało nową melodię, by posmakować składnie, tak, tak dosyć dokładnie. Raz podelektować, drugi raz po intelektualizować, trzeci po prostu pocieszyć, czyli radość robić, piękno i odpoczynek. Uff

grafika i pomysł własny. Jak zawsze, gdy niepodpisane.

Lektura to nie wyścigi, nie kolejny projekt, choć to tak popularne, że staje się normą, przynajmniej w środowiskach osób, które nie wahają sięgać po książki nie tylko w celu zobaczenia rysunków ilustratorów/ek jak się patrzy!


Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać. Biblioteka jest zbiorem snów zapomnianych, ale utrwalonych, jest szansą nieustannego powrotu, a każdy powrót może tu na powrót stać się pierwszym przyjściem.

[Bezpowrotnie utracona leworęczność, Jerzy Pilch]

Niektóre z nich, czyta się właśnie po to by je pamiętać, niektóre by pracowały, a nieliczne – jak pisze Pilch- by je zapomnieć. Przytoczony cytat, jest jednym z dowodów na to, że chcemy, mieć często furtkę, odwrotu, zaczęcia od nowa. Czystą kartę, ale już pisałam o złudnej atrakcyjności razów pierwszych. .. Lecz księga zdarzeń wciąż otwarta w połowie

Jestem ciekawa dlaczego i po co Ty sięgasz po książkę? Może mamy coś wspólnego, a może spoglądamy w zupełnie inne strony? Nie tylko te papierowe.

O tworzeniu list już pisałam i to niejednokrotnie, i tak, mam też taką w tym roku. Z tym, że jest to raczej szkic, niż scenariusz, i tak bardzo dobrze mi z tym. A jak jest u Ciebie? Mam na swojej liście od dwudziestu jeden do trzydziestu (pro)pozycji, ale jak przeczytam dwanaście, to nie tylko świat się nie zawali, ale myślę, że będzie pełniejszy. Może być też strzał w dziesiątkę.

Nie czytać wszędzie, wyrywać chwil na aktywność gałek ocznych i zwojów między uszami, tak by szurać papierami. Rozumiem, że mogą być wśród Was, i takie/ tacy, które/ którzy chcąc sobie łyknąć liter tury, to tak po trochu, po wielkiemu trochu i gdzieś w czasie między gramatyką, a czasownikami zużywają czcionki. Nie zakładam sobie liczby lektur. Nie stawiam poprzeczki. Patrz proszę akapit otwierający (ba możesz nawet pogłaskać go wzrokiem!)

Nie, nie kupuję. W tym roku nie kupuję książek. Chociaż pewnie przyjmę pod strzechę łupiny orzecha jeśli chcesz się podzielić,albo polecić. Zazwyczaj osoby czytające nabywają więcej wydawnictw ciągłych niż są w stanie spożyć. A przecież książki to nie dekoracja gabinetów.

I tak polecam zwiedzanie okolicznych bibliotek. Nie tylko ze względów ekonomicznych, ale dlatego by nie chadzać utartymi szlakami… A przy okazji można się przespacerować.

Czytanie to przede wszystkim- tak kiedyś w to nie wierzyłam- przyjemność…

Podzielisz się swoimi refleksjami czytelniczymi… Czy masz taką książkę, po którą chcesz sięgnąć w tym roku?

?


Reklamy

7 myśli na temat “[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…

  1. Nowy Rok zaczęłam od zakupów – głównie artykuły hobbystyczne, w tym chyba powinnam liczyć 2 książki, bo też z zakresu hobby, właśnie wczoraj odebrałam i jestem zadowolona z odkrytej treści – przejrzałam z uwagą przy kawie i była to czysta przyjemność.
    Książki czytam czasem dla rozrywki, ale głównie z ciekawości (ale już o tym wiesz, bo pisałam), więc z ciekawości, ale też zbieżności moich zainteresowań z poruszonym tematem, nabyłam Boskie zwierzęta. Jest parę książek, o których mogę powiedzieć, że zbudowały fundament dla mojej świadomości i myślę, że Boskie zwierzęta mają szansę dołączyć do tej grupy, ale to może dam znać, jak przeczytam:-)
    PS – czy moje maile docierają do Ciebie? Wysłałam w piątek i wczoraj jeszcze raz…

    1. Także czytam z połączenia rozrywki i ciekawości, myślę, że ta droga u mnie się sprawdza. Do tego myślę, że czytanie dla relaksu (czystego i nieskrępowanego) nie musi być wcale płytkie. A często (choć nie zawsze) jest tak traktowane.
      Czytałam kilka pozycji, które wydał Pan Szymon Hołownia. Wiem, że „Boskie zwierzęta” miały solidną kampanię marketingową. Poza tym, ten nurt staje się coraz to bardziej popularny. Ciekawa jestem Twojego odbioru. Mogę polecić Ci dwa tytuły podobne, jeśli oczywiście chcesz?
      PS. Dzięki za cynk! Daj proszę znać, czy dotarła odpowiedź?
      Niech Twój dzień będzie dobrym.

      1. I dobrze, że staje się popularny! To ważne sprawy. Ja tak na poważnie boksuję się z tym tematem już od co najmniej 5 lat. Moralność zderza się z wygodą i za długo już wygoda wygrywała. Jednocześnie to trudne emocjonalnie treści, więc ciężko mi się z tym zmierzyć. Wiedza to często cierpienie, świadomość różnych spraw, szczególnie dla osób wrażliwych, bywa bardzo bolesna. Tak bolesna, że generuje różne mechanizmy obronne – u mnie wycofanie i schowanie głowy w piasek. Przynajmniej do chwili, w której czuję, że sobie poradzę. Od kilku miesięcy mogę powiedzieć o sobie, że jestem wegetarianką, więc powinno mi być o tyle łatwiej, że bez poczucia winy… Tak myślę…
        Co do czytelniczych wyzwań, to nie trafiają do mnie zupełnie. Ale nie jestem pewna, czy ma to coś wspólnego z czytelnictwem, czy ja po prostu w ogóle nie lubię takich zorganizowanych akcji. Nie lubię żadnych cudzych wyzwań:-) Choć zdarzyło mi się kilka razy wziąć udział w wyzwaniu fotograficznym. Ale potraktowałam to jako naukę, więc to chyba jednak było coś innego, niż typowe wyzwanie, np. przeczytam 52 książki w rok, albo wydziergam 12 czapek w 12 miesięcy… itp;-)

        1. To ważne co piszesz.
          Nie wszystko co napiszę jest popularne, łatwe do przyjęcia.
          To może zacznę od końca.
          Dla mnie, nie musisz tak mieć oczywiście, nastąpiło pomylenie– świadome lub nie- pojęć. Idąc za przykładem, o którym wspomniałaś. Przeczytanie 52 książek w rok nie jest wyzwaniem, tylko wymagającym zaplanowania działaniem, ale wyzwaniem może być przeczytaniem jednej lub dwóch, które są z różnych względów trudne. Dla mnie wyzwanie ma inny ciężar gatunkowy. Wiem, że teraz ogłoszenie challangów jest modne, bo np nasz mózg pójdzie za tym. No i 10 punktów plus, że poradziliśmy/ poradziłyśmy sobie, tyle, że to sztuczne pompowanie balonika. Tak mam, nikt inny nie „musi” tak mieć.
          Mam paroletnie doświadczenie długie z dietą wegetariańską, wtedy jak jeszcze nie była modna. I z mojego osobistego doświadczenia, oraz z wiedzy, którą posiadałam wynika, że całkowite przejście na wege nie jest korzystne bo nie wszystko, a chodzi mi tu o witaminy z grupy B, da się suplementować. I to jest pierwszy argument za dietą mieszaną/racjonalną, tak to sobie nazwałam. Nie chodzi mi tu o wartościowanie, nazywanie z klucza dobro/ zło- nie. Nie potrafię teraz znaleźć bardziej adekwatnego słowa. Może mi pomożesz?
          Zwłaszcza biorąc pod wzgląd tryb życia, który prowadzę, 100% wege wiem, po konsultacjach, że się nie sprawdza. Poza tym, niestety, i tak sprawdzałam to nie tylko ja, taka dieta jest droższa. Jestem za jedzeniem świadomym. Budowaniem diety, która staje się naszym sposobem odżywania, a nie tylko myślnikiem w biografii, którego nie potrafimy utrzymać. Wiem, co sądzisz o poradnikach, polecam sięgnąć do tego, który już opisywałam. Lubię wegetariańskie jedzenie, smaki, zapachy. Oczywiście to co dzieje się na fermach, faszerowanie antybiotykami mięsa itd, to jest straszne.
          Zwróć proszę uwagę,n że jeśli chodzi o np fałszowanie żywności to może dotyczyć nie tylko mięsa.
          Tak jak czytam Twoją wypowiedź, rozumiem, że chodzi Ci także o cierpienie zwierząt itd. Znajoma, jak kiedyś rozmawiałyśmy o aspekcie żywienia w szczególności wege itd powiedziała coś, co do tej pory pamiętam. Zaznaczę, że w wielu kwestiach,naprawdę wielu mamy diametralnie różne poglądy. Powiedziała tak: „Rozumiem, że zwierzęta cierpią, my je zjadamy,a co jeśli za dziesięć lat okaże się, że rośliny cierpią w ten sam sposób, tylko my, teraz, na tym etapie rozwoju technologii, nie potrafimy tego odczytać. Zaprzestaniemy także je jeść? Czy niewiedza usprawiedliwia postępowanie?” Przytaczam tę wypowiedź nie dlatego by kogokolwiek/ Ciebie „nawrócić” nie mam takiego zamiaru, przytaczam by naświetlić kwestię z wielu stron, zdaje się niepopularnych. Wiem też, że to trudne zmieniać swoje życie, nawet bardzo, nawet pozytywnie postrzegana zmiana jest trudna do wprowadzenia w życie.

          1. Chodzi nie tylko o cierpienie zwierząt, ale o sposób ich traktowania w ogóle, którego skutkiem jest właśnie to cierpienie – są mięsem, towarem, jeszcze za życia i na takie traktowanie istot żyjących nie ma mojej zgody. Wiadomo, że jeść trzeba, ale mogę wybrać to, co jem, by nie wspierać niemoralnych praktyk. Nacisk społeczny ma siłę do zmieniania świata, dlatego wierzę, że suma pojedynczych konsumenckich wyborów może wpłynąć na poprawę losu istot wykorzystywanych i cierpiących dla maksymalizacji cudzego zysku. To samo dotyczy każdej gałęzi przemysłu opartego na krzywdzie i wyzysku. Kluczem jest wiedza i świadomość.

            1. Zgadzam się, że kluczem jest wiedza i świadomość. Napiszę więcej, o ile to możliwe odczuwam potrzebę jej całościowego posiadania, również kwestii, które nie idą w zgodzie z wprowadzaną zmianą, tak, jest to trudne. Może właśnie dlatego tak pamiętam tę przytoczoną wypowiedź Znajomej? Przepraszam, ewidentnie skróciłam- pisząc o cierpieniu. Tak, pojmujemy je w ten sam sposób. Na pytanie Znajomej dalej nie potrafię odpowiedzieć. Czy w związku z tym, że rośliny czują,co mam jeść? Dalej jedzenie wege, zwłaszcza, że teraz to już cały przemysł, jest wielokrotnie droższe. Nadal organizm ludzki nie potrafi w diecie wege suplementować sobie wszystkich koniecznych witamin z grupy b, niektóre tak, i niektóre z nich, a nie wszystkie, potrafimy sztucznie zasuplementować. Oczywiście podkreślam to jeszcze raz, z samą mocą, nie musisz się ze mną zgadzać, nie piszę tego w tym celu.

              1. Nie uważam, że jedzenie wegetariańskie jest droższe, przynajmniej nie tu, gdzie mieszkam. Warzywa są dość tanie. Świadome odżywianie stosuję już od kilku lat, teraz tylko wyeliminowałam z niego mięso. Nie widzę różnicy w kosztach.
                Nie idę za modą. Idee związane z ekologią i wegetarianizmem były blisko mnie od czasów liceum – to tam miałam z nimi pierwszy kontakt, bo tam działała grupa moich rówieśników mocno zaangażowanych w ten ruch. Wtedy, gdy spora grupa moich znajomych stała się wege (nie wiem, czy są do tej pory) uważałam, że to moda i sposób na wyróżnienie się. Teraz, po prawie 30 latach mojej ewolucji (strasznie długo, ale widać tyle potrzebowałam) – również w sposobie odżywiania się – to świadoma decyzja.
                Obawa Twojej Znajomej, czym żywić się będzie wrażliwa na krzywdę ludzkość, jeśli okaże się, że rośliny też cierpią, jest tak absurdalna, że aż trudno się do tego odnieść. Szczególnie absurdalnie brzmi to w ustach osoby jedzącej mięso, dla której krzywda zwierząt nie jest powodem do zaprzestania ich jedzenia. I żeby była jasność – nie jestem przeciwniczką jedzenia mięsa, jestem natomiast wrogiem niehumanitarnego traktowania zwierząt, które jest efektem globalnego przemysłu mięsnego nastawionego na jak największy zysk, przy jak najmniejszych kosztach. Produkcja mięsa jest dziś jak dziki kapitalizm XIX w., tylko zwierzęta same nie zawalczą o swoje prawa. Powinni to robić świadomi i wrażliwi konsumenci.
                Życie to ciągłe wybory, a ludzie mają potrzebę racjonalizowania swoich wyborów. Twoja Znajoma tak sobie zracjonalizowała fakt, że mimo globalnej krzywdy, jaką wyrządza planecie i zwierzętom produkcja mięsa, ona z niego nie zrezygnuje. Racja mojego wyboru jest taka, że nie chcę tej globalnej krzywdy dłużej finansować.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s