[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…

Zarówno kończący się rok jak i ten rozpoczynający się to czas robienia porządków, również w książkach. Powody? Są przynajmniej dwa. Potrzeba przestrzeni i robienie prezentów, a raczej kończenie tegoż procesu, bo jestem z osób biegających długodystansowo raczej, niż ze sprinterek. Zwłaszcza jeśli chodzi o upominki, książkowe, dla mnie to coś co nie ma stać i przyciągać kurz, albo być rzeczą przechodnią. Nie jest zatem upominkiem pierwszego wyboru. Nie, nie jest pudełkiem pełnych pralinek.

Czytaj Dalej „[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…”
Reklamy
Wyobrażenie protogwiazdy ukrytej wewnątrz globuli Boka

[516]. Pewna pełna pewność.

Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.
[Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana, źródło].




Robię porządki, regularnie pielę grządki. Po woli i powoli. W rytmie własnego bębna. Pulsu. Powracam do oddechu, choć tak, chciałabym szybciej, ale wolę mądrzej i w sposób wewnętrznego prowadzenia.

Życie to chwila jawy między dwoma snami. [kwestia Prospera w Burzy Wiliama Szekspira].

Czytaj Dalej „[516]. Pewna pełna pewność.”

[510+1]. Podróż w siedmiu krokach dla tych osób, które nie robią postanowień noworocznych, albo robią, ale nie wychodzi, albo: wprost przeciwnie. Wychodzi. Bokiem…

Nie bez kozery w poprzednim artykule odwołałam się do obrazu Medytującego filozofa. Kontynuując temat życzeń. Tych, które składamy w kancik, i równie szybko o nich zapominamy. Dzisiaj będzie, krócej i o nich, i o kruchych rzeczach na p.

Czytaj Dalej „[510+1]. Podróż w siedmiu krokach dla tych osób, które nie robią postanowień noworocznych, albo robią, ale nie wychodzi, albo: wprost przeciwnie. Wychodzi. Bokiem…”

[509]. Pora na pora? Nie, pora na nicki i inne poradniki.

Nie tak dawno temu, pisałam o tym, jaki jest pierwszy krok do bycia Sobą. Wniknęła i kwestia poradników.

Reniyu wspominałaś, o tym, że nie lubisz ich. A nawet nie cierpisz.  I dodałaś tę myśl: „kto umie robić – robi, kto nie umie robić – naucza… czy jakoś tak;-)”.  Przypomniało mi się, jaki cytat był powieszony na jednej ze ścian uniwersyteckiej sali. Dziś się dowiedziałam, że powiedzenie to przypisywane jest prof. Janowi Miodkowi (nie wiem, czy jest On jej autorem, czy tylko zwykł przytaczać) sentencja brzmi następująco:

Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa! Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie wie dlaczego. W tym pomieszczeniu łączymy teorię z praktyką. Nic nie działa i nikt nie wie dlaczego.

Czytaj Dalej „[509]. Pora na pora? Nie, pora na nicki i inne poradniki.”

[508]. O cierpnącej, cieknącej, cierpiącej, śniącej albo jeszcze innej, ale jednak: o cierpliwości.

Stanisław Jerzy (co chciał pewnie nie jeden raz na laurach z)Lec (może nawet z wycieńczenia?) napisał kiedyś— nie wiadomo, czy w akcie desperacji, czy w chwili wytchnienia, olśnienia:

Trzeba mieć dużo cierpliwości, aby się jej nauczyć.

Myśl ślę w przestrzeń, czy też idę zeń, zen. (Myślę), Przeżuwając żeń-szeń, że pewnie jest, że jest, tylko bardzo, albo przynajmniej dobrze się kamufluje. Cierpi ta liw [w] ość, tkliwość i delikatność, Herbertowską czułość oś(ć) którą wyznacza dla oglądu świat(ł)a to nitka . Szlaczek, nie szlak. Żyłka led dwie? Nie, analogowa, w pojedynczej liczbie [wy]rażona

Bernard Shaw mawiał (w) tak(t):

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki,
pływa
ć pod wodą jak ryby,
brakuje nam tylko jednego …..
nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie…

***

[Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia Wikipedia].
Ro(c)k kruszy się niczym ciasto. (Melodia) Kończy czy mnożysz raczej ciąg dalszy ciąg czy…Pętelka ugrzęzła w kropce. Wzdłuża się w przecinek albo część cudzysłowu?

***

Czytaj Dalej „[508]. O cierpnącej, cieknącej, cierpiącej, śniącej albo jeszcze innej, ale jednak: o cierpliwości.”

(505). Gorzkie (gorzkie światło).

Miasto tańczy drżącego kankana
w barwnym mleku świateł rozproszone
dyszy niebo jak zgaszony dywan
namarszczony z flandryjskich koronek
asfalt ślisko ucieka przed światłem
w łuk
w umarłym kadłubie ulicy
można bardzo głośno mówić
można... bardzo cicho krzyczeć.
Latarniami miasto zgasi gwiazdy
i dźwięk zacznie w banię nieba wnikać
sam zostanę na czarnym asfalcie
balansując krawędzią chodnika.


[Hymn wieczorów miejskich, Krzysztof Kamil Baczyński].


Czytaj Dalej „(505). Gorzkie (gorzkie światło).”

(17/30). Pauza ćwierćnutowa (albo:westchnienie) (#iskierki).

Nie tylko Lutosławski (o czym wspominałam) czy Prus Bolesław- ten sławny trener personalny i aktywator motywacyjny (także nadmieniłam) nie cierpieli chlustu hałasu. Czy tu, czy tam chlustu narastających szmerów upustu.

***

Czytaj Dalej „(17/30). Pauza ćwierćnutowa (albo:westchnienie) (#iskierki).”

(16/30). Sobą być. (#iskierki).

[żarówka ze szklaną bańką, źródło zdjęcia] #BoŚwiatJestCiekawy!
Pstryk.

Jak często słyszał/eś/aś nawoływanie do bycia sobą? Przestraszam. Przepraszam, do    B y c i a    S o b ą. Znasz to z autopsji?

W całej rozciągłości… Ze wszech miar uwolnić drzemiące kreatywności, wyrytych i ukrytych pragnień mgnień. Tylko jeśli kupisz, jeśli wejdziesz szczebelek wyżej, kiedy połkniesz pigułę, schudniesz, urośniesz, zdobędziesz awans, nie będziesz jadł/a cukru, wciśniesz się w stare jeansy, zrobisz kaloryfer, zakręcisz kurek z… itd. A dla mnie pierwszym krokiem by  Być Sobą to znaczy nie oszukiwać się. I tu jest pixel pogrzebany, przegrzany itp.A nie znajduje się po stronie reklam, filmów, osób, które chcą nam coś sprzedać.  Warto usiąść w tym zdaniu. Poobracać je w palcach. Wymacać znaczenia i zmącenia. Wszak, nikt tak jak my sami nie potrafimy się oszukać. I szukać siebie jak wiatru w polu widzenia,do widzenia! Wiedzenia i zwiedzenia. Łasimy się na proste rozwiązania trudnych spraw i trudzimy się na łatwą nadzieje, nadziewaną frazesami, frazami do natychmiastowej aplikacji.Zmiana, ta, którą uważa się powszechnie za ważną, to proces,  który jest osadzony w czasie i przestrzeni-a nie spadająca gwiazda, za której sprawą dekoracje przeistaczają się w inne. Nigdy nie jest łatwy, prosty, choć czasami b y w a  przyjemny. (Dlatego też poradniki nie działają, tak – jakbyśmy tego oczekiwały/li- proste jak ogon świni- bo nie takie jest ich działanie). Pytanie, czy potrzebujesz kolejnego poradnika? Po co? Jakiej informacji teraz potrzebujesz? A jakiej chcesz?

 

 

[473]. Jestem tą, której nie szukasz, a której potrzebujesz.

Iwaszkiewicz lubił jesień, która nasyca kontury miast i jego wnętrza. Człowiek, w którym – jak sam pisał, lato się przełamywało.

A potem przyjdzie śmierć: wszystko rozwiązując niczego nie wyjaśni. Odejdziemy tak, jakeśmy żyli: osobno. Świat nasz własny i jedyny musi nam wystarczyć do śmierci i po śmierci. Byle tylko nie zgłębiać tej myśli do końca, byle tylko nie przemyśleć tego fizycznie. Obumieranie rąk, mącenie się myśli, sen wieczysty przeżyty naprawdę: wtedy chwyta paroksyzm piekielnego, kurczowego strachu. Odejdziemy tak, jakeśmy naprawdę żyli: osobno. Zawsze pomiędzy potwornie wielkim światem i potwornie wielkim niebem, samotni.

[Księżyc wschodzi, Czytelnik 1975, Jarosław Iwaszkiewicz].

Czytaj Dalej „[473]. Jestem tą, której nie szukasz, a której potrzebujesz.”

[472]. U…Rrrywki. (Albo czkawka?) Kafka raz.

John Lennon powiedział kiedyś, że życie to coś, co dzieje się wokół nas, gdy jesteśmy zajęci układaniem planów.

 

Słowa zasypiają przed wyartykułowaniem zdania. Puzzle. Czy trzy spójniki. Strzyka, (u)składa i cisza. Pełna dźwięk/Uff. Uff… Tylko czasami przed snem przychodzi(jeśli zdąży i podąży) na myśl wspomnienie spojrzenia barmanki (Bar w Folies-Bergere) z obrazu Édouarda Maneta, ale już nie słowa Franza (Zrozumieć szczęście, to jakby zrozumieć, że grunt, na którym stoisz, nie może być szerszy od dwóch stóp, które go pokrywają).

 

***

[Trzy spójniki, Michał Łanuszka, źródło].

[468]. Sień je. O przedsionkach (albo zupełnie o czymś innym?).

Każdy ma swoje własne zamiłowania(…) Mnie natomiast ogromną przyjemność sprawia dowiadywanie się różnych ponurych rzeczy z trudnych książek. [Tako rzecze Lem, Stanisław Lem].

Już.  W wilgotnym powietrzu i zamglonej startości starości szarości mimochłodem wdychanym i wyjechanym przeszuranym i przeczołganym. W bet o nowej wilgoci świtu ff, lekkim zeschłym powiewie liści i zadumie Baczyńskiego, czy Vermeera, a może to tylko gra cieniorytów: oddechów ciem i motyli. W (łykowa)tych łykanych zaokrągleń godzin, głodzie witaminy D. I w k(r)o(r)kach, które zwiększają się gdy asfalt się łuszczy. I w skroplonych tęsknot. W wypalonym knocie dnia, uporze dymu elektrycznych nitkowatych światłach elektrycznych bibliotek i wielkopowierzchniowych sklepów, bynajmniej nie cynamonowych.

A jeśli czytasz, to temat rozpisany na tachanie tomiszczy. Tusz i obłok. Tuż obok. I jazz jest. Jest?

 

Szelest. Psyt. Jest tam Kto?