[568]. Bez tytułów tylu, gdzieś z przodu, gdzieś z tyłu…A morze, może obłok obok o krok, o bok…?

Chodzi ze mną, za mną, chłodząc i rozgrzewając aparat gębowy:

[źródło]

Znaleźć człowieka, z którym można porozmawiać nie wysłuchując banałów, konowałów, idiotyzmów cwaniackich, łgarstw, fałszywych zapewnień, tanich sprośności lub specjalistycznych bełkotów „fachowca”, dla którego branżowe wykształcenie plus umiejętność trzymania widelca jest całą jego kulturą, kogoś bez płaskostopia mózgowego i bez lizusowskiej mentalności- to znaleźć skarb.

[Waldemar Łyskak- podobnież, ale nie wiem nic ponadto].
Czytaj Dalej „[568]. Bez tytułów tylu, gdzieś z przodu, gdzieś z tyłu…A morze, może obłok obok o krok, o bok…?”

[567]. (Nic pewnego.) O pejzażu nie wiem.

Nie mnóż bytów ponad potrzebę. Stara mantra. Mantra tra ta ta ta tam tu i tam cyt. Cyt. Cy ta tu tum polifonija melancholii myśli tłum kruszeje i pewność maleje lejąc się w perspektywę szkiców smaków Rembrandta czy innego co nużył nurzając palce w farbach i werniksach. Ten sam głos może głębszy, może cichszy. Może milczy. Licz zagadki nie zagaduj lecz zgaduj z pewnością ciekawości. Nie chodzi o to by iść stronę oszczędność poznawczej. Tylko szerszego spojrzenia. Nie mitologicznego, ale prostej kreski impresjonizm zamiast kubizmu. Kropla kropli. Zapamiętać nie zemleć. Uśmiecham się łagodnie. Godnie przez dystans bliskości i bliskość błogości. I ten grymas Caravaggia. Pergaminowe spojrzenia słów nie wejrzą we wrzące pragnienia. Nic (pewnego) nie wiem o pejzażu z którego woda żywa tryska strumykiem lewie.

[566].Sza! Ci.

Nie jest monolitem. Skałą niewzruszoną wysmaganą wiatrem i czasem i zmarszczkami wiatru. Świat pełen jest dźwięków, nie tylko klawiaturowego stukania, natarczywych ścierań nienawarstwiań silni! silnikowo- samochodowych dyskursów przejeżdżających w tę, czy w w tamten stronę, głośniej po deszczu, deszcz u szeleszczu to tu, to tam pogłębiając zieloność, barwność, kroków porozrzucanych na trawie, plaży, asfalcie, wodzie… Jest to od-głos przeczesywania włosów dłonią. Wiatr, struga dźwięków otacza nas, wchłaniamy ją przez skórę, uszy, zmarszczki, oczy. Jest pulsem, znakiem, marszczeniem i gładzeniem. Chodzeniem i staniem. Fakturą nie tylko faktograficzną myśli. Spojrzeniem na obrazy i obrazy flamandzkich mistrzów. Noszeniem cytatów Cummingsa, czy może Baczyńskiego (?) w kieszeniach na nie okazję. Rumieńców pytań, czy łypiącym okiem jezior…Jęzorem rzek, rzekłabym niezliczoności… Niezlicz…

Czytaj Dalej „[566].Sza! Ci.”

[565].

Trzy młode pieśni utknęły w gardle jak pofałdowana starością zasuszona śliwka. Drażniona czerstwym zapomnieniem napomnieniem rzeczy i oczywistości. Gdzież echa zaślubin Kadmosa i Harmonii w Tebach, albo Wyśpiewywanych pieśni? Sławiących piętno piękna pod postacią dobra. Tylko Platon ziewa- jak miał w zwyczaju- platonicznie i przemawiając wobec sztuki i prawdy.

Homeryckie piętno piękna wiersze dni tak dalekie w swej smukłości tak piekielne w smutku. Eros z ciałem syna swego Memnona, wybija się poprzez wieki, forma, która wędruje poprzez słowa. Ucho i oko. Harmonia kosmosu, czyli ziemi szumi spokojnie zielenią, brązem i światłem poprzez cztery pory roku. Rytm symetrii. Perykles sprzyja rzeźbiarzom i artystom sztuk innych. Sztuka grecka pieści oko i rozsądek, jak najbardziej zdrowy. Piękność, piękność idealna głos Fidiasza, Myrona i Praksytelesa w jeden pejzaż, horyzont, spojrzenie hymn splecoione.

Czytaj Dalej „[565].”

[563].

Trzy Prawa Lema powiadają, że: l) Nikt nic nie czyta; 2) Jeśli ktoś coś czyta, to nic nie rozumie; 3) Jeśli ktoś coś czyta i rozumie, to natychmiast zapomina.

[Stanisław Lem].

***

[źródło].

Zastanawiam się kiedy pierwszy, a kiedy ostatni raz spotkałam się ze sobą, niespiesznie i (nie)spodziewanie. W radości, w smutku, w przeżywaniu trudnych i przyjemnych emocji.

Czytaj Dalej „[563].”

[561]. Taki mamy klimat.

słowa rozsypały się zawieszony na nitce ciętej cienkiej riposty. Waga ciężka, warga spierzchnięta upałem. Pestka grdyki. świat się tłoczy dalej, prędzej gęściej zatacza koła pięćdziesiąt lat po tym jak podeszwa jednego z dwunożnych potrąciły pył księżycowy. Nadal jesteśmy na brzegach mapy goniąc Ultima Thule, i tyle. Oddech po gwiezdnym szurnięciu, wielkim szurnięciu dla Dwunożnych, które zasypane będzie hieroglifami dat.

Czytaj Dalej „[561]. Taki mamy klimat.”

[556+1]. Kiedy człowiek przestaje tańczyć?

kolejny obrót ziemi- a może tylko przystanek sztuki nowoczesnej w europejskiej galeryjce (oddech, zapamiętanie, miętoszenie, znoszenie i patrzenie na to co stworzyła kreska Pieta Mondriana, albo mediana Kandinsky’ego) nie, nie kogoś zupełnie do niego nie podobnego

***

Czytaj Dalej „[556+1]. Kiedy człowiek przestaje tańczyć?”

[559]. Się tłoczy to czy to się toczy to tam to znam, znam mniemam, że mam, a ,może mnożę nie mam.

Daleko z bliska się tłoczy, życie wylewa się io toczy, toczy trzęsie i tupta przed oczy przez uszy pogniecie poruszy pokruszy. Znam piątki po piątej tłok, znak stop[-klatka] dziki pęd nie zagadka a z gąszczu przeczekań wylewa się pośpiech i wytchnienie znad kroków z prac nie tylko syzyfowych, przestanków na przystankach, wyczekiwanie na pkp, pks, i tram do tamtego tam i dalej jeszcze, dalej niż w tekście zmieszczę. To organoleptycznie znam wyczekiwanie nie statyczne, a statystyczne. Słońce tam tak samo wschodzi zachodząc nad niejedną głową.

Czytaj Dalej „[559]. Się tłoczy to czy to się toczy to tam to znam, znam mniemam, że mam, a ,może mnożę nie mam.”

[558].

Tyle myśli, które nie rozłożą się w zdaniach ze zwinnością gramatyczną, lekkością niby to nie taktyczną, tak[w]tem -nie muzycznym, lecz równie praktycznym, kawa, która stygnie niecierpliwości czarnym zapachem na języku i mankiecie. Rzeczy obroty i zawirowania które wiercą, który gniotą, które przędza, nie przechadzają się piechotą.

Ubrana w chiton, himation – zgodnie z natarczywym wrzaskiem mody, dudniącym w małżowinach, Kora z Lyonu nigdy nie zazna już błogiego uczucia wyrzutów endorfin po porannej gimnastyce- patrzy w bliską dal snu, który chyba dalej dotyka powiekami, przez wieki śpiąca nie-królewna. Hera Cheramyesa aż nazbyt rozumie jej położenie (sic!) -sama straciła głowę, nie wiadomo, czy z/ dla miłości, czy za(gubienia), czy z zaniedbania czy z przyzwyczajenia na baczność zdaje się pilnować czasów i gram ma ma tych czy tam nie udają Greczynek, nie wiadomo, czy jadają ryby (po grecku) czy sałatkę tylko? Nie publikują menu z Jemenu, czy wysp niebyłych, na Insta, bo story wiadomo to inna historia… Choć może i ta sama? Ta, która płynie, płynie, płynie… Stygnie. Murszeje. Wraz z ostatnim łykiem kawy i łypnięciem oka na hieroglify impresjonistów z jutrzejszych obrazów rentgenowskich zwiastujących skrzywienia kręgosłupa- cóż praca bir (nie n)owa, ma swoje prawa przyciągania…

[Kora z Lyonu, część znajdująca się w Musée des Beaux-Arts de Lyon, marmur. Woman wearing the Ionic dress (diagonal himation and chiton) and a pōlos and holding a bird. From the Acropolis of Athens, probably a caryatid.- źródło zdjęcia].

[554].(A jednak!) Pomogły spacery.

Co łączy Steve’a Jobs‚a, Nietzschego i Rimbauda? Umiłowanie do chodzenia. Pierwszy z nich podczas spacerów załatwiał swoje najpilniejsze i najważniejsze interesy. Drugi: miał nieszczęśliwe życie, a zwłaszcza jego koniec. Niemniej jednak był wyjątkowym piechurem jeśli można by było przyrównać — w ten sposób pisał swoje dzieło. Samotne wycieczki i ruch traktował jako składnik higieny osobistej. Dlatego mówił, że dobrze piszemy tylko stopami.

Czytaj Dalej „[554].(A jednak!) Pomogły spacery.”

[552]. Odwlekane porządki.

Odwlekane porządki nawlekane myśli (a może odwrotnie? Ot, przemeblowanie). Czytam czy tu, czy tam książkę, ślady, znaki, smugi i pojawiają się nieoczekiwanie pytania, zbłądzenia zdziwienia, z niemniej nieoczekiwanymi przeziębieniami. Może (zapewne wsparte lekturą leku turą turkocą q zna znajomym znakom). I wstążki para boli mórz. Na teraz, na zapomnienie, na napomnienie na już. Pojawiają się niespiesznie już zmierzwione, a jeszcze, jeszcze niepocieszone, i jakoby pod powierzchnią mierzwią się mierzwią. Pod denkiem nie tyle snów, co rzeczy oczywistości. Nawlekane porządki. Na to co jest. Na zmierzchły gest. Na nagą kreskę myślnicka. Na zmarszczkę co nie znika, nie znika, nie znika nie…

[D.Hockney, Mr and Mrs Clark and Percy,akryl na płótnie, Londyn, źródło].