[536].

Lubię perony w małych miasteczkach, zalane słońcem, omiecione stukotem kroków. Kiedy czeka się swobodnie czesząc cień cieniując dzień prowadzący do swych marzeń, zamierzeń, czy chociażby popołudniowego spaceru nie marznąc gapi się na ludzi, a czas skapuje niespiesznymi minutami. Prognozy deszczowo niezmienne. Niewymierne liczby spadają do kałuż. Skojawrzenia. I rozmowy.

Idąc letnim wieczorem roku 1916 wzdłuż plant krakowskich, usłyszałem rozmowę, a raczej tylko kilka słów; wyrazy „całka Lebesgue’a” były tak nieoczekiwane, że zbliżyłem się do ławki i zapoznałem z dyskutantami: to Stefan Banach i Otto Nikodym rozmawiali o matematyce.

[Hugo Steinhaus]
Czytaj Dalej „[536].”
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

534. Dziś nie o tym.

Dylematy na tematy, które Ty, albo nie Ty poruszasz w przestrzeni, choćby małym palcem u nogi trącając i cerując.

Lubię czynności anachroniczno analogowe na przykład czynne czytanie (co może być zdumieniem: ze zrozumieniem). Może być, a jakże w tam tam, czy tu, czy tam w tandemie. Zadawać sobie pytania o nieregularnych kształtach. Jeśli chwycę ziarnko piasku pomiędzy dwa palce, i wyciągnę rękę prostując ją w łokciu, to jaką część kosmosu, zasłonię?

Za słonie nie odpowiadam, chociaż wiem, że …

Czytaj Dalej „534. Dziś nie o tym.”

533.Kropka, albo żyłki koronkowe.

Zaszurałam uchem (no bo jak można mrugnąć okiem to dlaczemu nie…odwrotnie?) I w ramach żaru z żartu (albo porannych ćwiczeń- nikt nie ucierpiał) czyli i trach tak w proch się obrócimy. Niezależnie od tego jak rozruszamy kończyny. Konstelacje myśli. I po(d)rzuciłam starty kawałek Siedmiu życzeń, ale słucham i nie mogę się napełnić to naprawdę dobry tekst i muzyka, która pozostaje. A może nostalgię mnożę? Lepiej lepko zastygnąć strzygąc uszami ledwie sącząc np muzykę panów Wilhelma (Akwitańskiego), Bernarda (de Ventadoura), Raimbaut’a (de Vaqueiras), Guirauta(Ruquiera). Dobrze, wystarczy tej mruczanko- wyliczanki. Monodia świecka, muzyka trubadurów, truwerów i -a jakże- minesingerów. Początki świeckiej liryki średniowiecza można datować na XI wiek, wszak wieki średnie to nie tylko asceza, wyrzeczenie ciała i uciech z tymże wiązanych. To także hulanki i swawole (choć bardzo kontrolowane przez władze) napięcie przebiegało przez – a jakże- ciało. O tym jednak, nie dziś, nie teraz. Nawet nie teraz- zaraz, albo zaraz-potem. Chociaż o pocie było, ale o tym potem, znaczy przedtem.

Czytaj Dalej „533.Kropka, albo żyłki koronkowe.”
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

(61+1). Z przymrożeniem… Z przymrużeniem…

Zmarszczka to nie jest ślad grawitacji złudzeń i pobudzeń pobrudzeń, to tatuaż zmiany, która czasami jest pożądana, a czasami się tuła pukając to tu, to tam, wciskając w szczeliny. O etymologii Dnia Kobiet wspominałam już drzewiej. Nie chodzi o to, by nie obchodzić, albo czynić to szerokim łukiem, chociaż… Ruch to zdrowie, warto jednak zrobić sobie prze rwę, nie mydlić z rwą kulszową, albo rwaniem sztangi, pooddychać głęboko przeponą. I zadać pytanie skąd?

Czytaj Dalej „(61+1). Z przymrożeniem… Z przymrużeniem…”

(531). W drodze (na jarmark?).


Pocą się palce. Żołądek na wzór pestki, abo garści rodzynek, pęcherz przypomina o swoim istnieniu. Noce natarczywością napominają się bezkresem. Skraplają się godziny głodem.

A może zupełnie swobodnie przetaczasz na drugi bok swoje myśli i cudze cytaty obmacane językiem pamięci?Głaszczesz znane głoski dzisiaj zapomnianego zapamiętaniem dnia. Nie ma reguł, albo raczej- są, ale drzemią niespiesznie. Nabierając sił na (z)jawę. Ostrzy się cień zmarszczki czerstwym czekaniem…

Czytaj Dalej „(531). W drodze (na jarmark?).”

(530). Ludolfina się wygina całkami.Nie było rosołq? [Absu[ra]da(va)lium (#4)].

Na świeżo wykrochmalonej pościeli,Na płachtach białych czystością polegiwały placki ciasta równo rozwałkowanego, przybielonego mąką.

Na kluski do niedzielnego rosołu. Odpoczywają.

Już tylko wspomnieniem.

Dzieciństwa.

***
Pomiędzy nutami szemrze cy tu cy tam cytat. W swym dialekcie i obiecywań znacznych zapomnianych (nie)odkryciem znaczeń okrytym już wtem tylko akcentem zakrętu tu gdzieś w gęstwinach granic objazdu błędu myśli i kroków. Galopiadą wśród spacerologii burz. Na poczet jutrzejszych kałuż i knowań gubień i wędrowań. Zmoknięta postać do każdej atramentowej kropki. Z dziurawych kieszeniach i pełnymi absurdu łowić można światło van Gogha, a może Fragonarda? I równań krajobrazów na skraj dróg bocznych. Może nie format Fermata. Raczej Fibonacci kształty i drogi znaci. A mnożę nie? Tylko mgła.

Czytaj Dalej „(530). Ludolfina się wygina całkami.Nie było rosołq? [Absu[ra]da(va)lium (#4)].”

[529]. …

Senność wymieciona przez słońce i pewność niespiesznych kroków. Siódma rano. Przed poranną kawą unieważnioną przez ból. Jestem ciałem, które odczuwa pulsowanie tętniących natarczywości skraplających się cierpieniem. Startych stale zmierzających ku mnie starości. Tyle słońca w czułym całym mieście, wiosna przebija się przez luty.

Czytaj Dalej „[529]. …”

[528]. Ni w pięć.(#myśli luzem).

Zawsze zostawiam sobie trochę powietrza. Miejsca. Nie przelewa mi się. I nie kapie na głowę póki co. Ostatnio Ktosia zadała mi pytanie, co bele trele co zamierzasz prze czytać, czy tu, czy tam. Stycznie. Stycznie, chociaż jeden styczeń minął.

Czytaj Dalej „[528]. Ni w pięć.(#myśli luzem).”

[524]. Again and again. No pain, no gain’?

A niech będzie napiszę coś, ze wszech miar niepopularnego. Rozwój osobisty, którego dewizą jest mogę osiągnąć wszystko jeśli tylko wystarczająco się postaram, jest mechanizmem, na którym zarabia się biliardy, powoduje wzbudzanie winy. Nie, nie będziesz kimkolwiek chcesz, jeśli tylko w y s t a r c z a j ą c o — a nawet, t r o c h ę więcej się postaram. Tak, to cóż, wysysa się z nas złotówka po złotówce. Piękniście nie?

Zanim przejdziemy do lektury: polecę Ci kilka tekstów, do których możesz zajrzeć, jeśli oczywiście chcesz:

Wola

Czytaj Dalej „[524]. Again and again. No pain, no gain’?”

(519+1)Leniwa niedziela i (#Myśli luzem).

Jeśli chodzi o spożycie herbaty per capita, to okazuje się, że wyprzedzamy o trzy miejsca Chińczyków i Chinki. Moda ta przychodzi do nas spacerkiem … Z Czech. I nadal sobie idzie to tu, to tam, raczej, nie bójmy się tego stwierdzić-s z w e n da się. Po woli i powoli. Chociaż osobiście wolę kawę, to i dobrej jakości naparem Camellii nie pogardzę. Nie, dzisiaj nie będzie o herbacie. Zaparzam sobie tak, garść czarnego złota i wracam do lektur. Jeszcze raz– czytam, to do czego sięgnęłam i odpoczywam. Leniwa niedziela także jest potrzebna, wszak neuronalia pracują nieprzerwanie i równie pracowicie kiedy to zajmują się rozwiązaniem jakiegoś nader ważkiego i ważnego problemu, zwoje są obciążone tylko nieznacznie bardziej! Seneka Młodszy miał powiedzieć kiedyś:

Czytaj Dalej „(519+1)Leniwa niedziela i (#Myśli luzem).”
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…

No, nie da się ukryć, choć niektórzy/ niektóre próbują! Tego, o czym dzisiaj, nie można dotknąć, ba nie można nawet zobaczyć. A jednak pełni bardzo ważną rolę w naszym życiu. Tak Twoim też. Zapraszam do lektury, sprawa (nie) prusta, nie Prousta, usta usta? – nie,nie Prusa, przynajmniej, najmniej, tu i teraz, ale ciekawa, w artykule nie tylko o efekcie Prousta.

Na początek: Garść liczb.

Zacznijmy jednak od pytania: czy dziesięć tysięcy to dużo? Czy mało? Możesz powiedzieć, zależy czego, na jak długo i na jaki procent… No właśnie. 🙂 Receptory wewnątrz nosa pozwalają rozpoznać nie dziesięć tysięcy nut zapach(tych -i)owych,- jak do nie tak dawna sądzono, ale i z zapamiętaniem powtarzano, teraz wiemy, że ta liczba jest większa, znacznie: ba! Bilion! Mała różnica, prawda? Zanim zaczniemy się ekscytować liczbami, które-jednak, tak, są ważne, nadmienię, że trwa dyskusja o jej liczbie w odniesieniu do zapachów, jednak przeważają zwolenniczki/zwolennicy hipotezy, że tak naprawdę można wyróżnić ich aż siedem podstawowych zapachów: miętowy,kwiatowy, stęchły,ostry,ale też zgniły, kamforowy (np. zapach przeciw molom) i eteryczny. Wszystkie pozostałe które możemy wywąchać to miały być- wedle tej hipotezy, odmianą wyliczonych powyżej, to tak jak teoria barw podstawowych. Są trzy podstawowe- resztę można uzyskać mieszając pigmenty: czerwony, niebieski i żółty. Tyle podstaw.

Aby mieć przykrości za sobą, jak najprędzej, ekspresowo nadmienię, że te z nut, które są nieprzyjemne dla ludzkiego nosa mają swoją nazwę, tak lubujemy się w ich nadawaniu! To dlaczegóż nie z tej okazji? Wydzielanie potu o uporczywej woni: określamy jako bromhydrozę, albo po polsku,  nie z udając Greka/ Greczynki określenie jest mniej poetyckie i znaczy ni mniej, ni więcej tylko, tak zgadłyście, zgadliście: cuchnący pot. I tak zaczynamy z klucza znanego. Jednak, czy wiesz jak pachnie obrzydzenie, albo strach? No właśnie, to, że poszczególne części ciała człowieka mają swój indywidualny zapach, nie, nie, tylko włosy, dłonie, stopy, czy genitalia, ale także twarze- że każda z nich pachnie nie tylko z różną intensywnością, to wiemy, ale z fakt, że człowiek podświadomie może rozpoznać, czy jego towarzysz/ka czegoś się boi, albo czy jest (nie)szczęśliwy tylko po zapachu, to już może być novum. Zwłaszcza jeśli ktoś/ia jest osobą , z którą jesteśmy w bliskiej relacji. Nie powinno to dziwić, mimo wytężonych zabiegów kosmetycznych, to właśnie zapach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Nie, nie zawsze śmierdzi. (O zgrozo! O lotosie, O Losie!). Chociaż korzystając z komunikacji miejskiej w lecie, można sądzić inaczej. I tu nie trzeba zabliźniania się, niekoniecznie, z bliźnimi… Tu wim, to wiem, i Tuwim o tym też wiedział. Przekład? Przykład proszę Cię bardzo: interluda

[Śmierdziel, Tuwim, wykonanie Turnau,źródło].

Nawiążę jeszcze raz do liczb: w identyfikację zapachów zaangażowane jest do sześciu milionów receptorów węchowych. Czy to dużo? Odpowiedź może Cię nie usatysfakcjonować: To zależy- do czego tę liczbę porównamy, to na przykład: czterdzieści cztery razy mniej niż ma to miejsce u psów. Zresztą nie są one wyjątkiem. Obecnie mamy zimę, która jak co roku zaskoczy drogowców/drogowczynie, ale za kilka miesięcy staniemy się mobilnym posiłkiem dla komarzyc. Czy to się Tobie podoba, czy raczej wręcz przeciw-nie. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy/ niektóre z nas są częściej kąsane/ kąsani od innych? Komarzyce należą do tych owadów, które mają węch i nie zawahają się go użyć są… Tak, na przykład dlatego, że potrafią one wyczuć zapach posiłku z bagatela odległości trzydziestu metrów. Mało? Proszę, próbuj odczytać tekst, pisany standardową czcionką, albo ręcznym pismem, z tej odległości. Zwłaszcza, jeśli masz wiele bodźców, np w bibliotece-chociaż to nie przebodźcowane miejsca, raczej ciche, no dobrze to spróbuj wyczuć swojego przyjaciela/ przyjaciółkę z tej właśnie odległości… A powinno to być, chociaż w teorii- jak przeczytamy później- łatwiejsze, bo Każdy/ Każda z nas ma swój naturalny (powtórzę to jeszcze nie raz) zapach, dlatego też samice komarów potrafią sobie wybrać z menu, i dlatego też ci/te z nas,którzy są częściej posiłkiem, dla tychże owadów, cóż, mogą powiedzieć, jestem bardziej atrakcyjny/atrakcyjna. A przynajmniej: Mój zapach jest bardziej słodki. Jednakże nie tylko chodzi o liczbę receptorów, to nie, nie, zapachy mamy w nosie, ale one tworzą się zupełnie gdzieś indziej— tak, właśnie tam: w mózgu. Nie tylko zresztą o receptory ich ilość biega: Człowiek posiada około czterystu czynnych genów, których zadaniem jest kodowanie receptorów węchowych. Dużo? Tak? Myszy w standardowym wyposażeniu mają ich około tysiąca trzystu, tak tu.

Dlaczego zmysł powonienia jest dla nas tak ważny (o czym możemy się dowiedzieć z artykułu) a jednocześnie tak niedoceniany? Tak, dziś (także) o tym. Zapraszam nie tylko do lektury, ale również, a może przede wszystkim? – do zastanowienia.

Czytaj Dalej „[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…”