(18/30). Iskry lecą, na przykład o tym, dlaczego „racja” jest przereklamowana, czyli o kłótni (inaczej). (#iskierki)

Podobnież statystyczna para kłóci się siedem razy (dziennie codziennie) nie wiem skąd takie statystyki, ale można sobie je w buty włożyć, przynajmniej zyska się parę centymetrów na wzroście. Jeśli komuś to potrzebne.  Ciekawym spostrzeżeniem jest natomiast to, że najczęstszą przyczyną spięcia na łączach jest … Nie, nie wyniesienie śmieci,finanse, czy seks. Chociaż o tym też będzie o co się naprawdę kłócimy sprzeczając się  o to,czy o tamto, i jeszcze tamto i o to właśnie tu i tak.

Przyczyną konfliktu jest przeświadczenie, że wzajemnie się nie słuchamy, nie czujemy się wysłuchani/wysłuchane.Nie czuje się zrozumian/a/y, wysłuchan-a/y,zauważon-a/y jej/jego potrzeby, tak to widzi, tak to czuje, i to słyszy. Jest ważne by to dostrzec, zdać sobie z tego faktu sprawę. Jak również z tego, że powyższe określenie jest bardzo pojemne, kryje w sobie wiele znaczeń.

 

Zanim pójdziemy dalej warto zdać sobie pytanie, czym różni się kłótnia od sprzeczki,albo od zaangażowanej dyskusji?

Każda z osób będzie miała swoją definicję. W  pierwszej bardzo istotną rolę grają emocje, szczeliny bólu, które zostają otwarte, przy czym ów ból może oznaczać coś zupełnie innego dla osób zaangażowanych w proces ostrej wymiany zdań*- chodzi -powtórzę raz jeszcze- o uruchomienie siebie w emocjach. Trudnych. Ważnych, często niedocenianych, albo niezauważanych, spłycanych, spychanych na plan dalszy.

O co się spieramy? Przyczyna deklaratywna kłótni często nie jest pierwszą, praprzyczyną sporu. To przypomina model góry lodowej, której zaledwie wierzchołek znajduje się nad powierzchnią wody.

Można się kłócić o  konkretny temat, ale także o układ sił w związku-to drugie występuje zwłaszcza na początku jego trwania. Bardzo często, może okazać się, że spór nie jest wyrazem siły, a słabości i to po obu stronach relacji.

To, że ktoś się godzi, to nie koniecznie znaczy, że odpuszcza. Nie jest to także synonimem wywieszenia białej flagi. Oczywiście można znaleźć schemat kłótni, omówić wszystkie jej etapy. Jest to bardzo proste, tylko, że pixel nie jest tam pogrzebany, chciałabym poruszyć, dać ku zastanowieniu takie myśli. Przy okazji #iskierki .

Schematy,etapy można znaleźć sobie w Internecie, ale nie chciałabym się na nich i ich omawianiu skupiać, także dlatego, że takich artykułów jest tryliardy bilionów (czy jakoś tak). Zwróć uwagę, na to, że to o co jest przedmiotem sporu jest skorelowane na jakim etapie związku jesteśmy. I co innego schemat kłótni poszczególnej, pojedynczej, a co innego osadzony w czasie, na przestrzeli lat. Osoby, które są w długoletnim związku kłócą się o co innego na początku jego trwania -(no nie tak od razu na początku, gdy są świry wiry dzikie węże i moment zakochania i wszystko co wraz z nim jest w pakiecie plus nabycie programu antywirusowego antykłótniowego). Im dłużej związek trwa, tak patrząc modelowo, tym zaczynamy się kłócić o sposób realizacji wyzwań, które przed nami stoją.Tak naprawdę racja jest przereklamowana, albo: co bardziej prawdopodobne, więcej rzeczy, istotnych przykrywa, czyniąc je niewidocznymi na pierwszy rzut gałki ocznej.

Internet jest pełen dobrych, ba najlepszych rad, jak się kłócić i jak tego nie robić. Chciałabym dziś wspomnieć o takich spostrzeżeniach, które bardzo często umykają dawaczom i dawaczkom rad wszelakich. I zaznaczyć, że nie jest to rada, ale jeśli chcesz, się nad tym zastanowić.

[żarówka ze szklaną bańką, źródło zdjęcia] #BoŚwiatJestCiekawy!
Jeśli już się zastanowisz o co się rzeczywiście kłócisz. A na końcu zobaczysz, dlaczego i jak się godzisz. Wróćmy jednak do początku. 

Bardzo często, ba nagminnie wspomina się o empatii, o dostrzeganiu w kłótni potrzeb drugiej osoby, i chwała za to, ta umiejętność jest bardzo ważna, niezbędna do budowania bliskich,trwałych, satysfakcjonujących, zdrowo funkcjonujących związków. Jednak bardzo rzadko wspomina się o tym, by na początku przyjrzeć się sobie. Można to zrobić „na sucho”,czyli najlepiej poza sytuacją konfliktową.  Umiejętność rozumienia drugiego człowieka jest niezbędna, tak jak rozumienie siebie, swoich działań, nawykowych także, w procesie kłótni, której przeżywanie i funkcjonowanie w podczas niej jest wymagające. W jaki sposób się wtedy zachowujesz? Co jest iskrą,która zwiastuje, uruchamia konflikt? Jak się zachowujesz podczas jego trwania? Co jest dla Ciebie ważne? Jest wiele pytań. Uruchomienie współczucia do siebie i do drugiej strony i innych kompetencji to ważne i wspierające, pozwalające na realne wyjście ku drugiemu człowiekowi, jego potrzebom i zobaczeniu rozumienia jego świata i relacji, w której jesteście/ jesteśmy.

Dawanie części rad zwłaszcza przez Internet jest trudne, z tego względu, że ludzie – na szczęście- są różni. Jedni będą uciekać przed konfliktem (i to jest bardzo duży problem) drudzy do niego dążyć (np dlatego- chociaż nie jest to powiedziane, że tak musi być) by uciec przed sprawami, które trzeba rozwiązać, podjąć wyzwanie emocjonalne itp. A poza umownie nakreślonymi punktami jest całe continuum zachowań, których opisywanie nie jest moim zamiarem.

Również dlatego tak ważne jest przyjrzenie się sobie. Przyjrzyj się, czy kłótnia jest wyjściem do komunikacji (jednym z. a nie jedynym narzędzi z wachlarza komunikacja), czy sięgasz po nią zamiast, w zastępstwie innego zachowania.

[Portret małżonków Arnolfinich – obraz namalowany przez Jana van Eycka w 1434 w technice olejnej na desce. Dzieło przechowywane jest w National Gallery w Londynie, źródło].
Pozytywne doświadczenie kłótni jako trudnego twórczego i sprawczego, momentu także budowania zaufania w związku i higieniczne, bezpieczne przejście przez spór jest niezbywalne.

Ważnym jest też to by móc zobaczyć, że moment sporu nie jest okazją do personalnego zwycięstwa, strzelenia gola.  Tak naprawdę każda ze stron zaangażowanych w konflikt ma coś istotnego do powiedzenia, zatem kłótnia jest  jedną z okazji kiedy to możemy dogrzebać się do przyczyny bardzo istotnej, kontakt z tym, co pod spodem, a nie z tym – co deklaratywne i wyrażone w pierwszym etapie. Racja zatem nie jest orężem zdobytym w walce. Tak naprawdę owa mityczna racja niczego nie załatwia. Nie można się nią najeść (chyba, że jest to racja żywnościowa, ale nie o tym tutaj, więc racje, a raczej żarty,na book, czyli między wiersze, bajki włożyć trzeba). 

Dlatego tak ważne jest zobaczenie siebie i drugiej osoby. Zobacz o co Ci chodzi w danej sytuacji dla siebie to pozwoli Ci zrozumieć drugą, bliską osobę. Moment kłótni, zwłaszcza z drugą, bliską osobą jest trudny, i wymagający.

Są rzeczy, słowa, o których nie można wspominać bo to niszczy bezpowrotnie relacje. Ważne jest oznaczenie i przestrzeganie granic. Postawienie ich. Zakomunikowanie na co się zgadzam, a na co nie. Nie chodzi o to, by wszystkiego zabronić,co to to, nie, i jeszcze koniecznym jest wyjaśnienie dlaczego akurat to jest dla nas to takie ważne- by poruszać się w danych granicach, powiedzenie nie bo nie, nie skutkuje. Jeśli ktoś permanentnie uderza w  punkt graniczny i forsuje granice, warto sobie zadać pytanie dlaczego to robi? I co to oznacza dla związku?

Kłótnia zakłada nakreślenie naszego stanowiska i wsłuchanie i wysłuchanie tego co ma do powiedzenia partner/ka. I stanięcie po drugiej stronie, wypracowanie rozwiązania [nie kompromisu albo [w ostateczności) kompromisu].  To nie tylko moment ścierania się, ostrych słów, to także czas i miejsce kiedy można powiedzieć także ważne rzeczy, zakładając, że osoby rzeczywiście to czują: zależy mi na Tobie, ufam Ci.Tak jest to (może być) trudne.

To także okazja na przyjrzenie się sobie. Zobaczeniem jak pracuje ze swoją złością (i innymi emocjami- w sytuacjach trudnych) i jej przeżywaniem, w jaki sposób z nią (zostańmy dla przykładu: ze złością, jeśli już żeśmy ją przywołali) współpracuję, wyrażam, czy mam i jakiego rodzaju z nią kontakt jaki on jest.

To także zobaczenie siebie jako związku ,co oznacza konflikt dla nas, i jak się, jako para, w nim zachowujemy. To moment wglądu, a nie tylko bolesnego doświadczenia ,które nic nie wnosi poza cierpieniem, to także kluczowa informacja, która prowadzi do przywoływanego na początku tekstu pytania co znaczy się pogodzić i kiedy,i jak to zrobić? Czy jest to moment gdy wypracowaliśmy rozwiązanie, czy tylko czas kiedy jesteśmy wyczerpani i nie chcemy dalej brnąć w konflikt, który -nadal jest i to nie rozwiązany, ale także to feedback tego jak radzimy sobie nie tylko ze stresem, ale z sytuacjami trudnymi w ogóle, i z danymi jej aspektami np. dotyczącymi komunikacji o nich, rozwiązywaniem ich, przeżywaniem. 

 

Powiedzenie, my się nie kłócimy w związku -bardzo często słyszę to od par z krótkim stażem, to- z jednej strony- wypracowanie dystansu, i poniesienie kosztów związanych z utrzymaniem narzuconych sobie pozycji, kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola. A z drugiej strony sposoby na omijanie trudnych kwestii, bardzo trudnych, wymagających. Zaprzepaszczenie sposobu na budowanie bliskości. Nie chcę powiedzieć o tym, że jest to jedyny sposób na jej budowanie, nie. To taki moment, kiedy możemy podkreślić różnicę, zobaczenie siebie jako osoby i siebie jako osoby w związku i samej relacji.Co decydujemy się utracić, co zobaczyć, a na co przymknąć uszy.

Oczywiście, kłócić się trzeba umieć, i nabywamy tej umiejętności, jeśli nad nią pracujemy, ale nie chodzi o ostrzenie noży, czy innych narzędzi gdy zrzędzimy, gdy nas swędzi, i tak:  nie zawsze warto do tego trudnego momentu doprowadzać, zyskanie świadomości, kiedy warto, a kiedy warto odpuścić to także zobaczenie, co i dlaczego jest dla nas ważne- w jakim aspekcie.

Najlepiej rozmawiać o swoich bolączkach precyzyjnie określić kwestie, które domagają się rozwiązania. Tak, o tym słyszymy często, jak o tym, że jest to trudne, wiąże się z otwartością, i emocjami.

Niepokazywanie tychże pozbywa nas życia. A one przecież są, sączą się, kumulują, buzują, są. Wiem, że to temat na nie jeden artykuł, wiem, że #iskierki mały być z założenia krótkie. Szkoda, że tak często, jeśli w ogóle, uczy się nas konwersacji, a tak rzadko, jeśli w ogóle, rozmowy. Zwłaszcza o kwestiach, które nas dla nas ważne.

 

W ramach zadania dla osób chętnych zostawiam refleksje tutaj podniesione. I przechodzę,niespiesznym, acz pewnym krokiem do podsumowania.

Wiedz o swoich i czyjś granicach- respektuj je. To także ten aspekt świadomości, czy to co mówię, nie przekraczam jakiś granic w sobie.

Świadomość o co naprawdę, ale też konkretnie kłócimy się, jakie jest moje stanowisko, jaki mam zarzut? Na czym mi zależy, jakie są moje potrzeby.  Zacznij od samoświadomości, dialogu z sobą, potem możemy wyjść z otwartością, ciekawością ku drugiej osobie, szczerze, a nie z chęci manipulowania. Z zaangażowaniem. O co się spieramy i czy potrafimy się wspierać, gdy się spieramy. 🙂

Godzić się tak, ale szczerze. Warto nazwać problem, i jeśli nie jest rozwiązany to to przyznać, uznać, że rozwiązanie  dla nas ważne, i – jeśli nie potrafimy zrobić tego teraz warto odłożyć, nie na kiedyś, ale świadomie- to jest lepsze, niż nałożenie plasterka na sączącą się ranę, ponad wszystko. 

Spór to także okazja do zobaczenia gdzie ja mogę i chcę zmienić siebie, swoje postrzeganie, zachowanie, a nie partnerkę, czy partnera, to także przestrzeń, zobaczenie gdzie chcę dążyć zmieniając własną osobę, i jakie poprawki warto wprowadzić: u siebie.

Jeśli piętnasty rok kłócimy się o to samo, a czynimy to wspierająco, czyli potrafimy trafnie zaadresować problem, który jest głębiej- a mimo to kłótnia nie skutkuje rozwiązaniem sytuacji konfliktowych, to ważny sygnał dla naszej relacji, można się wtedy zastosować, czy nie jest to sygnał żeby wyjść z tej relacji, nie, nie zachęcam do rozstań, to ostateczna ostateczność, ale przecież i tak bywa, oczywiście nie jest to stwierdzenie, że u Ciebie tak jest i musisz (co za słowo) podjąć takie,a takie kroki. Nie.

Kłótnia to moment, w którym warto się zatrzymać, na chwilę,  i zdać sobie sprawę, że oto teraz mówimy,co chcemy sobie wzajemnie przekazać, że jest to  coś istotnego  Warto wtedy zwolnić i zobaczyć także i w jaki sposób to zrobić skutecznie, higienicznie i bezpiecznie, z poszanowaniem własnej godności i granic, zrobić to w taki sposób by zostać usłyszaną i zrozumianą (usłyszanym i zrozumianym) i zobaczyć co wynika z tej sytuacji dla nas i naszej relacji, jakie, które z rozwiązań warto wprowadzić. Przecież nie toczymy sporów o rzeczy błahe.

 

A jakie są Wasze refleksje związane z powyższym tematem?

 

 

 

*zdaję sobie sprawę, że a)określenie ostrej wymiany zdań jest nieostre 🙂 b) nawet jeśli jest ostre, to znaczy mamy zgodność co pod tym pojęciem rozumiemy, to nie oznacza (nie musi oznaczać) to kłótni, ale dla wygody czytania tego tekstu pozwalam sobie potraktowania ich w sposób synonimiczny.

**stanąć w prawdzie, oznacza dla mnie stanięcie w szczerości, prawda nie jest tu adekwatnym stwierdzeniem gdyż to, że człowiek nie zdaje sobie sprawy z czegoś, np- w kontekście artykułu- w danej sytuacji, nie oznacza, z założenia, że jest po stronie kłamstwa. To oznaczało by bowiem intencjonalne działanie, a więc – chociaż szczątkową świadomość.

 

***oczywiście zdaje sobie sprawę ze złożoności tematu i tego, ze ten artykuł go nie wyczerpuje. Nie miałam takiego zamiaru. Temat poruszyłam dlatego, że mam poczucie, że mało rozmawiamy o kłótni. Jest to temat przemilczany, a nie warto, a jeśli już to pisze się często jednostronnie np o empatii, i o tym jak ważne jest przepraszanie, postępowanie np wedle wzoru, podnoszenie, nazwanie etapów kłótni. A przecież są sytuację, że spór jest momentem początkowym (tak naprawdę ciągiem dalszym- ma swoją przyczynę) a nie momentem zakończenia. Pstryk i nie ma, niczym kadr wyjęty z baśni, albo z komedii romantycznych. Momenty tarcia są wpisane w relacje, zwłaszcza bliskie i ważne dla nas. I takiego rozłożenia akcentów, mnie osobiście brakuje w dyskursie o kłótni. O tym, że warto przyjrzeć się na początku sobie, stanąć w prawdzie, w potrzebach, a potem wyjść do drugiej osoby realnie usłyszeć to co ma do powiedzenia, to co chce nam pokazać, co jest dla niej, dla nas -ważne. Poruszenia tematów, z innej strony. Usłyszenia tego, co tak często niewypowiadane.

 

 

#iskierki do przeczytania jutro o 17.00. Miło Was będzie zobaczyć! Zapraszam.

2 myśli na temat “(18/30). Iskry lecą, na przykład o tym, dlaczego „racja” jest przereklamowana, czyli o kłótni (inaczej). (#iskierki)

  1. Jestem beznadziejnym kłótnikiem. Po pierwsze, nigdy nie staram się nikogo przekabacić „na swoją stronę”. Nie interesuje mnie udowodnienie własnej racji, niezależnie od tego, czy jest ona obiektywnie prawdziwa czy nie. Po drugie, staram się nie powtarzać wlasnych argumentów. Jeżeli druga strona argument przyjęła, to fajnie, a jeżeli nie, to nie ma sensu go przytaczać ponownie, bo i po co? Po trzecie, nie interesują mnie kłótnie, których *jedynym* celem jest ich „wygranie” (cudzysłów zamierzony, bo tu na ogół nie ma wygranych po żadnej stronie). Jeżeli widzę, że ktoś się kłóci tylko po to, żeby udowodnić, że ma rację, bez jednoczesnej próby rozwiązania jakiegoś konkretnego problemu, odpuszczam (to jest chyba ta walka o układ sił, o której wspominasz na samym początku). Po czwarte (i ostatnie) chętnie, jawnie i nawet z dozą satysfakcji przyznaję się do własnych błędów oraz zmieniam swój punkt widzenia, jeżeli ktoś mi wykaże czarno na białym, że moja teza wyjściowa była nieprawidłowa. Co prawda do tego ostatniego nie trzeba się kłócić, wystarczy rzeczowa dyskusja, ale czasem emocje biorą górę i to jest całkiem normalne.

    Z innej beczki, coś chyba jest na rzeczy, bo to już drugi dziś artykuł o kłóceniu się, na który się napatoczyłem. Chyba muszę sięgnąć po „Erystykę” Schoppenhauera 😉

    1. Czytam, i czytam, i czytam to co piszesz. I mam kilka refleksji.
      Po pierwsze jak rozumiemy spór, czym on jest, kiedy zachodzi, po wtóre – w jakiej konwencji go prowadzimy.
      Po trzecie: Czym innym jest kłótnia z Osobą Bliską, ważny jest także kontekst. Emocje. I słyszenie siebie, tego co mówię, chcę powiedzieć, przekazać coś ważnego i wyjść do partnera/partnerki w dyskusji i ułyszeć jej racje, to tak gładko się pisze, ale to także komunikacyjnie można się nauczyć.
      Kulturowo kłótnia ma złą prasę, ale przecież -to także element komunikacji-zwłaszcza jeśli jest się z kimś blisko, najbliżej, ważny, i wnoszący, nie nie chodzi by dążyć do kulminacji za wszelką cenę. Tak jak pisałam warto odpuszczać, tyle, że poruszają nas te maty i inne materace, które są dla nas ważne. Takie które budzą emocje, którymi szyjemy, żyjemy.
      Ważne by nauczyć się abc rozmowy. To podstawa, nie wiem, jakie są Twoje doświadczenia (a chętnie o nich przeczytam), bo w polskiej szkole takich rzeczy nie uczyli (za moich czasów pobierania edukacji formalnej).

      Tak jak pisałam, na początku dobrze jest uzgodnić Dla mnie osobiście spór jest także momentem gdzie bardzo dużo mogę dowiedzieć się o sobie i o relacji.
      W naszej kulturze kłótnia i wyrażenie złości (kulturowo szczególnie przez kobiety) jest niemile widziana.
      Oczywiście można unikać sporów (nie mówię, że o tym aspekcie wspominasz). To generuje koszty, duże tak dla osoby jak dla relacji, i może być powodem dystansu, braku zaufania do siebie i do partnerki/partnera. Przecież nie każda różnica zdań nazwijmy to tak roboczo, nie powoduje tego, że związek staje na skraju przepaści, a jeśli tak, to, to jest także feedback.

      Temat jest szeroki i wielowątkowy.
      Piszesz, że: „Nie interesuje mnie udowodnienie własnej racji, niezależnie od tego, czy jest ona obiektywnie prawdziwa czy nie”, mnie także jest to bliskie. Wygranie sporów dla sportu to już na starcie, tak jak wspominasz jest się przegranym, człowiek to nie jest worek treningowy.
      Wiesz co zauważyłam jeszcze,że mam kilku znajomych, i tu piszę o własnym doświadczeniu, nie o Tobie, którzy deklarują, jeśli ktoś mnie przekona, to z chęcią zmienię zdanie, tyle, że tutaj by wyjście ze skóry i stanięcie obok nie pomogło. I to rozumiem, bo zmiana, jeśli dotyczy spraw ważnych i wrażliwych jest bardzo trudna do przeprowadzenia. Nie piszę, zaznaczam jeszcze raz, że tak jest u Ciebie. Wspominam, o tym w kontekście takim, że może to być ruch pozorny, ale okopywanie się na swoich pozycjach prawdziwe.
      Przyznanie do błędów własnych, i nie chodzi tylko o ortokrafficzne 🙂 jest wyrazem inteligencji i higieny osobistej. Coś co sobie cenię.

      Schoppenhauer także jeszcze przede mną, ciekawą biografie miał, ale znam ją tylko pobieżnie, tak jak i jego myśli (te spisane i niektóre) cóż jeszcze przede mną.

      Ciekawe co jest na rzeczy:). I na której. :-).
      Pozdrawiam

      Poruszyłam ten temat bo tak jak wspominałam wydaje mi się, że mało się o nim pisze, a jeśli tak to np. w kontekście dochodzenia do kompromisu, a ten, moim zdaniem, w powszechnym rozumieniu tego pojęcia nie jest dobrym wyjściem…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s