[Saturday Jazz Pianist].Wojciech MajewskiI Zamyślenie.

Sobota, sobota, sobota! Jest tak wiele pianistek i pianistów, i składów, że nie sposób zamknąć w szesnastu (co) sobotnich wpisów chociażby czołówkę, tych, których twórczości warto się przyglądać, przysłuchiwać… Biorę do ręki album, i pytam się dlaczego właśnie ten? A dlaczego nie? Przekładam płyty, i wykonawczynie, i wykonawców, i koncepcje, i skojarzenia… I tak sobie powtarzam, może ten? Może tamten sprzed chwil kilku będzie w następnym tygodniu? Ale następny tydzień to ocean czasu, który wzburzyć  się może..A tak mało czasu. 

Wiele jest płyt. Gdy natrafia się na Tą, to nie sposób mieć wątpliwości, w natłoku dźwięków i konieczności tak łatwo jej nie dostrzec, pominąć. A strata była by niepowetowana, nie dlatego, że Wojciech Majewski wielkim pianistą jest, nie dlatego, że pochodzi z muzycznej rodziny (tak, tak zbieżność nazwisk nieprzypadkowa), zresztą i bez reszty, występuje ze swoim bratem również na tej płycie. I smakuje to znakomicie, ale płytę polecam dlatego,że wiele tu odniesień do polskiej kultury. Lubię smakować albumy palimpsesty. Jeśli są znakomicie skrojone. A ta, niewątpliwie do takich należy. Gdy ją nabyłam dwanaście lat temu nie mogłam się oderwać od zaproponowanych dźwięków, i co najważniejsze nie chciałam. A album nie stracił na aktualności przez ponad dekadę… Nie znajdziemy tu matematycznie pięknej wirtuozerii Vijaya Iyera, ale mięsistą dynamikę namysłu i zamyślenia. Wojciech Majewski fascynował się postacią Marka Grechuty, o którym napisał książkę i nagrał album z interpretacjami jego przebojów (nakłoniony przez Danutę Grechutę) na tej płycie także znajdzie się jedna kompozycja. Na tym albumie zaproszono między innymi Grzegorza Turnaua, który uważany jest za kontynuatora tradycji krakowskiego barda. Bez wątpienia można napisać, że choć wytyczył on swoją własną ścieżkę, to z Zamościaninem ma wiele punktów wspólnych, (o których może innym razem). To nie jedyny trop. Odnajdziemy tu literackie ślady „Bema pamięci żałobny rapsod” i oczywiście odniesienie do twórczości Czesława Niemena, czy Krzysztofa Komedy (aż trudno uwierzyć jak polski jazz jest zanurzony w Komedzie, Komedzie, który żył i tworzył przez tak krótko). Czy ta płyta podszyta jest melancholią? Jeśli tak, to nie naiwnie romantyczną, jeśli tak, to do bólu praktyczną przechodzącą raptownie w radość zmierzwioną spojrzeniem. Mrugniecie do Leśmiana Nie to nie jest garść coverów, znajdziemy na tej krótkiej płycie, także własną kompozycję, ale przede wszystkim własne spojrzenie, czucie i wiarę w muzykę. 

Nagrać płytę po debiucie fonograficznym w taki właśnie sposób wymaga brewerii, niewątpliwie. Album tworzy zamkniętą, spójną,piękną całość. I to co w niej urzeka to przede wszystkim treść oprawiona w umiejętność grania przy jednoczesnej skromności osób biorących udział w zamieszaniu, tak by ukazać to co najważniejsze, najpiękniejsze i najwartościowsze, to co pozwala przekraczać Siebie nie tylko w muzyce, ale słuchaczce, czy słuchaczowi pozwala spojrzeć g ł ę b i e j.

Jeśli zatem czytasz mojego bloga, i czerpiesz z niego nie tylko informacje, ale niewątpliwie przyjemność i dostrzegasz piękno, jeśli chcesz się zachwycić zamyśleniem, jeśli trafiłeś tu przez przypadek, czy przebraną konieczność, to koniecznie, posłuchaj.  Tak miałam napisać, ale jeśli spojrzeć głębiej, a do tego ten dobór środków zachęca to oprócz o c z y w i s t y c h   skojarzeń album ten przywołuje na myśl

 obrazy, obrazy, obrazy.

Tak, można by było napisać, nie chodzi o Wędrowca nad morzem mgły Caspara Davida Friedricha chociaż ten wpisywał by się w romantyczne odniesienia szkiełka i oka i Boga i czucia i Wiary. Jeśli chodzi o pojmowanie muzyki to oscyluje między Ważącą perły, albo Kobieta z Wagą (Vermeera) Autoportretem w stroju ambasadora weneckiego (tam także Canaletto nawołuje do spoglądania w głąb). Równie trafnie moglibyśmy umieścić w tej narracji obraz Davida HockneyPan i Pani Clark i Percy, albo Olimpię Maneta, a wszystko to doprawione tycjanowskim cieniem. Delikatnie. 
To nie natłok to trop. Wystarczy przypatrzeć się Kobiecie ważącej perły, żeby zobaczyć, że obraz nie jest tym, jakim się wydaje. To jednak wymga cierpliwości, a ta, zanużona w dźwiękach i koncepcjach Majewskiego, zostaje ukojona, ujarzmiona i uodporniona na wybrryki polskich romantyków–cierpiętników.
 
Tym razem odstąpię od reguły i nie zaprezentuje chociaż jednego utworu z płyty, gdyż mam takie poczucie, że nie można wyrywać nagrań z kontekstu. 
Zamyślenie, Wojciech Majewski – fortepian, Tomasz Szukalski – saksofon, Robert Majewski – trabka, Palle Danielsson – kontrabas, Miśkiewicz -perkusja.Sony Music 2003 rok.
A kolega co zaproponuje?
Zamyslenie_Wojciech Majewski. Sony Music, 2003 rok
Zamyslenie Wojciech Majewski Quintet. Sony Music, 2003 rok
  1. Zamyślenie / Niekochana
  2. Pożegnanie – cz. I, II, III
  3. Po coś dał nam tę głębokość wejrzeń
  4. Radość
  5. Bema pamięci żałobny rapsod
  6. Tjonk Blues
  7. Pamięć Strawińskiego
  8. Nie pomogły spacery / Rozmowa
  9. Boże, pełen w Niebie chwały

Sony Music 2003 rok

3 myśli na temat “[Saturday Jazz Pianist].Wojciech MajewskiI Zamyślenie.

  1. Mówię jazz, słyszę: trąbka, saksofon, pianino tudzież kobiece lekkie wokale. Raczej takie skojarzenia 🙂
    Proponuję bębny a płytę sprawdzę 🙂

    1. Widzę, że ogląda się filmy… Jak wrażenia? Dzięki za propozycję, wiesz, jest wielu b.dobrych perkusistów (jazzowych) u nas, np. Cezary Konrad… Jazz jest znacznie, znacznie szerszy niż wokal, piano i trąbka, a na blogu, na razie wyimki, nie można wszystkiego naraz przedstawić…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s