117. Dziesięć kwestii, których o mnie Państwo nie wiecie.

Rozmowa to kontakt, zabawa i twórczość. Przynajmniej potencjalnie.

[O sztuce rozmowy, Stefan Garczyński, Wydawnictwo Warta 1977 r. s. 3].

Zastanawiam się, czyli zestawiam to co zastane, zobaczone, pewne, z tym co nieznane, to co trzeba jeszcze raz nazwać,zasmakować, osłuchać, dotknąć, powąchać z tym co poza, i z tym co było jest, będzie pozą, krasić spotkaniem najbliższym, bliskim i dalekim.

Zasntanawiam się. Jak to jest z tym czytaniem. Na poziom czytelnictwa narzeka się niemożebnie, że spada, spada, spaaada. I trzeba przekonać, że warto, że świat(ło) niesie się po kroju czcionki, i że może to być nośnikiem zmiany. Wiele osób nawołuje, żeby kartkować, przekładać, kupować, kupować, kupować i czytać. Jest to kwesia nie tylko na jeden wpis. Trzeba zdrapać nie jedną czcionkę by się dostać do meritum.

  • Z  jednej strony nie wiem czy kiedykolwiek w historii czytanie było czynnością masowego rażenia, może teraz jest czynnością masowego wrażenia, rodzaj doznawania i poznawania i podglądania świata. A może fatamorganą? (Abstrahuję od kwestii walki z analfabetyzmem). Jeszcze w XIX wieku książka była dobrem luksusoym, zbierano się w salonie, nie spoglądając na status socjoekonomiczny i czytano, czytano i chłepcono tą czcionkę wyśmienicie skrojoną. Obecnie książka staje się dobrem lusksuowym, zwłaszcza ta, po którą warto sięgać, nie tylko starannie wydana, ale ta, która nie jest humbugiem, ta, której wartość się nie zdeaktualizuje.  albo zrobi to najwolniej, ta, która wnosi treści, ta, o którą człowiek myślący (ale także chcący doznawać relaksu) się potknie.
  • Książka potrzebuje przestrzeni, (i to nie tylko dyskowej), ale życiowej.  Koniecznym jest by gdzieś ją ulokować, polożyć, odłożyć na niewiczny i nie zakurzony spoczynek, choć może zasłużony, a w strasznych mieszkaniach mieszczan, niejednokrotnie brakuje miejsca, książki się nie mieszczą. Jeśli dotknąć tematu dygitalizacji, cyfryzacji i formatowania książek elektronicznych to pora zastanowić się nad kwestią wykluczenia cyfrowego i (jak wyżej) wykluczenia ekonomicznego, ale także nad drugim skrajnym gromadzeniem ponad miarę czytelniczą. Stosunek do książki, do sztuki się zmienia, do posiadania książek, a co najważniejsze do słowa. Do słowa przeczytanego i stworzonego. Na książkę jako wytwór intelektualny już się nie czeka, ją się nabywa, ale i przez krótki i złudny czas się ją ma (gdzieś). Monogram się otwiera, nie bez znaczenia są przywołane słowa Stefana Garczyńskiego o istocie rozmowy. Otóż, w moim poczuciu, a chciałabym się mylić, dyskusja o istocie problemie zawartym w książce, w dziele, prowadzenie nie tylko dialogu z tekstem, ale rozmowy, której odniesieniem jest tekst, umiera, przynależna jest konkretnym przestrzenion, a i te się niebeziepiecznie kurczą i kruszą. Akademickie dysputy prowadzone (na szczęśćie nie wszędzie i nie zawsze) pod klucz, mocowanie się nie ze słowem, które burzy, i buduje, ale ze słowem, osadzonym w kontekście racji. A racja jest nie tylko (sic!) kontekstualna, ale także hierarchiczna. Spory jeśli są to ich istota zbudowana jest na retorycznym ćwiczeniu się ich uczestników i uczestniczek. Nie chodzi o to, by się spotkać, (i nie zawsze zgodzić, albo w ogóle nie zgodzić)— ale o to, by się przekonać.
  • Czy nie jest tak, i tu dotykamy (odkrywany)  trzeciej strony, że nawołuje się do konieczności czytania (ze zrozumieniem i namysłem) już osoby o tym przekonane. Dyskusja we własnym gronie jest sposobem budowania swojej wartości i odrębności, samozaliczenia się do elity.Przez sam akt czytania. Zmierzamy do kolejnej kwestii:
  • podnosi się rangę lektury jako czegoś bardzo elitarnego. Oczywiście, że jeśli wydawnictw ciągłych cena stale wzrasta, to i możemy zakupić mniej, jeśli w ogóle, i te, bardziej wyrafinowane stają się jescze drożśze, i jeszcze mniej dostępne. Natomiast przez uczynienie jakiegoś produktu (a książka już dawno nim jest)  do miana trudno osiagalnego czynimy ten towar bardziej porządanym, luksowym, nieprzystępnym, zatem sami nie tylko aspirujemy do elity, ale nią jesteśmy. Kołem się toczy historia i niedaleko tu do histerii tej wyimaginowanej. Wierzę w wiedzę, ale i w drogę do wiedzy. Nie wiem czy to nieutopijna kwestia, pokładam nadzieję, choć wiadomo jak kończy się pokładanie nadziei, można nie tylko łatwo zostać matką, i to wiadomo kogo, ale równie łatwo kochanką (odważną jak pisze Stanisław Jerzy Lec), ważne by nie zlec, albo nie polec, a jeśli już to solidnie podknąć się o sokratejskie Nie Wiem.
  • Oczywiście czytanie staje się modne, jednakże cóż, zwróćmy proszę uwagę na to co i w jaki sosób staje się naszą lekturą. Szymborska pisała, że żyjemy intensywnie, ale krótszymi zdaniami. Zatem, „trzeba” przyjrzeć sie nie tylko to co czytamy, ale w jaki sopsób coś jest zapisane, wymagajmy od autrek i autorów. Ale także ile w nas zostaje wiedzy i spojrzenia, dotykania świata, z drugiej strony o istocie i celu zapominania, jako naturalnego i koniecznego procesu, który pozwala nam dodać wartość, którą tylko my możemy stworzyć. Jednakże to wymaga i samowiedzy i samopracy, poprłniania błędów, czasu, zwątpienia, błądzenia. Jednym z nich jest uleganie fatamorganie, natarczywej i przekonywująco obiecującej spełnienie.
  • Nie mam nic przeciwko reklamie, każda osoba jej ulega (w mniejszym lub większym stopniu), co więcej uleganie jej i łączące się z tym nieukontentowanie, niezadowolenie może nas czegoś nauczyć, czegoś czyli krytycznego dokonywania wyborów. Gdy natniemy się na miałką  (i źle złożoną) czcionkę, to gdy starczy nam miejsca/ funduszy/czasu/ cierpliwośći (własnej i cudzej) to nauczymy się dokonywać wyborów. Nauczymy się znajdować i szukać i zachwycać i zniesmaczać.
  • Oczywiście, tak jak czytamy z powodów różnych, tak i lektury nasze winny być różnorodne. Tak możemy czerpać z różnych stron, zdartych, zżółkłych, komercyjnie wysmukłych (sic!):

—Bo w odkrywaniu powinno się wiedziedzieć, czy to co się znajduje, jest w ogóle warte szukania. Pewne rzeczy po prostu są i jakby nigdy nic czekają, aż się je odkryje. (…) A inne warto zostawić w spokoju.

[Chłopiec w pasiastej piżamie, John Boyne, Wydawnictwo Literackie, Kraków,2007 s.126 wyróżnienie własne].

Czytajmy też książki mierne, bierne i nadające się na przemiał. Choc w niedłużych ilościach. Dla przekładu i przykładu dla porównania, dla przekonania, dla błądzenia, choć w składowych ilościach śladowych. Czytleniczki i czytelnicy z długim stażem mogą zauważyć jak zmieniają się ich gusta, albo głębiej puntky odniesienia, zwłaszcza jeśli posiadają własną bibliote(cz)kę.

Warto nauczyć rozróżnicać się które są które. Można od czasu do czasu (z)grzeszyć.Poszukiwanie także jest przygodą radością  chociaż powiedzienie, że ważna jest droga, a nie cel nie ma tu całkowicie zastosowania. Jest to zdanie atrakcyjne, ale powierzchowne, wystarczy przegryźć czcionkę by dowiedzieć sie, że to nośne,ale medialnie.

Mogłabym powiedzieć, a zwarzyszy na okoliczności przyrody napisać, że czytanie czyni świat bardziej skomplikowanym, ale i bardziej atrakcyjnym, że poszerza horyzonty, ale i czyni podróż w głąb siebie możliwą, możliwe też, że ustrzega i ostrzega przed popełnieniem błędów, przynajmniej tych ortograficznych etc ale to tylko część witrażyku. Oczywiście, że chciało by się i ołtarzyk zbutować na chwałę i cześć chociaż czcionki część, no ale… Nie jest ważne tylko, że czytamy, ale nie też co i w jaki sposób. Bo cóż zmienia prześlizgnięcie się  okiem po koszulce, albo instrukcji obsługi gnoma?

Stefania Grodzieńska mówiła:

To co ja nazywam inteligencją, nie polega tylko na tym, że ktoś skończył wyższą wyższą uczelnię i paktykuje w jakimś zawodzie, to jest również jakieś nastawienie do świata, krąg zaiteresowań, styl życia. Nie wyobrażam sobie przed wojną, żeby ktoś , kto się uważa za inteligenta nie chodził do teatru tego czy innego, jeden na koncerty inny do kabaretów. Dziś  telewizja odebrała konieczność aktywnego uczestnictwa w życiu artystycznym i nawet umysłowym. Rozleniwiła.

[Krzywicka.Długie życie gorszycielki. Agata Tuszyńska, Wydanie II, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009  s. 251-252].

Oczywiście, trudno się nie zgodzić z humorystką/ satyryryczką, ale nie tak szybko, nie od razu, i nie ze wszystkim. Po kolei i nie mam na myśli polskiego transortu. Inteligencja to coś więcej niż skończenie szkół wyższych, średnich, i wyższych. To patrzenie, spostrzeganie, pewien rodzaj zgody i niezgody na świat. To uskuteczniona i urzeczywistniona mądrość, nawet gdy dotyczy mylenia. Oczywiście telewizja ogłupia, chociaż zależy kto i co i  w jaki sposób ogląda — chociaż wybór nikły, zgoda. Jest jeszcze jeden powód mało dyskutowany. Kwestia sztuki, kultury. Nie chodzi o scedowanie problemu. Ten, jak większość, jest złożony, a więc odpowiedzialność za jego rozwiązanie nie może spoczywać tylko po jedej ze stron. Pytanie zatem brzmi czy jest na co iść do kina, albo do teatru? Kabaret? Współczesny? Pani Grodzieńska chyba żartuje, i to gorzko. Dobrze biorąc w nawias poziom rdzimej rozrywki, to pytanie o kondycje sztuki i kultury.   Czy jest do kogo/ czego równać? Jeśli tak to, cóż do kogo? Do mitycznego Dwudziestolecia? Do greckich ideałów?

Podskórnie, by nie napisać podczcionkowo, znajduje się jeszcze jeden problem, który można wyłuskać to dlaczego tak jest. Czy nie jest dlatego właśnie tak, iż nie ma, albo jest ona za mało restrykcyjna, (auto) cenzury. Wiele pisało się o zniesieniu tej będącej w PRLu, ale nie chodzi o to, lecz o przymus przebojowości podszytej lękiem, a nie inteligencją, mądrością. Nie liczy się kto ile umie, czy jest inteligentny,ale w jaki sposób potrafi głośno i wyraźnie krzyczeć, wrzeszczeć i medialnieć i mienić się mienić w blasku fleszy, w blasku świateł i teł. Nie ma to nic wspólnego z miem Tyche, albo z umiłowaniem dziewięciu Muz. Nie ma obowiązku kształcenia się, wymagania od siebie, ani niczego innego również. Choć mogą być pytania proste, o które można by było się podknąć, to odpowiedzi takie już nie są, albo, jest ich jak na lekarstwo, a to bywa niejednokrotnie gorzkie. Co nie znaczy, że nie można ich prosto przedstawić. Co, więcej to, o czym nie można mówić (prosto), o tym należy milczeć pisał Lugwig Wittgensein, niech język giętki wypowie to co pomyśli głowa, wtórował Poeta,ale czy naprawdę nie tylko wszystko wolno, ale czy wolność jest dostępna wszystkim, którzy chcą jej zażyć?  Natłok pytań, coraz trudniejszych, i bardziej ważkich. To nie jest tekst o czytaniu.

Jacques Attali mówił, że muzyka jest czymś więcej niż tylko przedmiotem słuchania, jest sposobem postrzegania świata.  Można odnieść cytat do wielu dziedzin sztuki, uczestniczenie w czytaniu jest jedną z narracji o świecie, ale także sposobem na dostrzeganie jego różnorodności, a przynajmniej jednym ze sposobów. To kwestia rozpoznawania smaków. Kwestia rozmowy. Również o gorzkich smakach.

PS. A dziesięć kwestii, których o mnie nie wiecie? Cóż, tytuły obiecują, nęcą, steszczają. Znacznie ciekawsze są kwestie, które o mnie wiecie, co możecie (sic!) [wy]czytać. Jeśli ktoś potrzebuje uzasadnienia to istnieje koncepcja Okna Johari składa się z czterech elementów wpisanych w kwadraty:

  • Ja widzę i inni widzą
  • Ja widzę inni nie widzą
  • ja nie widzę, ale inni widzą
  • ja nie widzę i inni nie widzą

Badając konteksty, refleksy rzeczywistości danej osoby można powiedzieć coś o osobie, czego ona nie wie, bo nie może… 🙂

Piosenka z serialu dla młodzieży Siedem życzeń (1984 r). Muzyka John Porter, słowa Maciej Zębaty.

Wpis jest odpowiedzią na to co napisała na swoim blogu Pyza.

17 myśli na temat “117. Dziesięć kwestii, których o mnie Państwo nie wiecie.

  1. Odkąd pamiętam, książki były (i są do tej pory) podstawą mojego świata. Uwielbiam się zanurzać w te tak różnorodne światy – uwielbiam dawać się porywać słowom i tym co między słowami, obrazom malującym się w głowie, które mogę rozkładać na czynniki pierwsze i stale odkrywać coś, czego przedtem nie widziałem. Zupełnie jak z ulubionymi, oglądanymi po tysiąckroć filmami. Z tym, że żaden film nie da Ci tego co książka…nawet najlepiej dopracowany film, chociaż dużo też zależy od materiału źródłowego…

    Wracając do meritum… Ja od dzieciństwa wolałem książki niż gry komputerowe. Jeżeli mam jakąś pozycję na oku, wydam ostatni grosz. Od kilku lat jestem też namawiany na e-booki. Nie przeczę, że to poręczniejsze i objętościowo można więcej zabrać…ale przekonuję się do tej formy dopiero od niedawna, odkąd mam tableta. Zawsze u mnie pierwszeństwo będzie mieć tradycyjna i tradycyjna czcionka 🙂

    Mogę się obejść bez wielu rzeczy: bez jedzenia, picia, netu…od kilku lat uczę się nawet obchodzić bez przyjaciół. Nie do końca jeszcze mi się to udało i zapewne nie uda się nigdy…ale już coraz lepiej…jednak zmuszony do życia bez książek nawet na jeden dzień, zanudziłbym się na śmierć i załamał nerwowo. Jeżeli jadę gdzieś na dłużej niż dzień, zawsze zabieram przynajmniej jedną książkę.

    W bloku niewiele jest miejsca, od czasu do czasu bywa, że muszę część swoich książek ODDAĆ…kiedy przychodzi mi wybierać które zostawić a które oddać, czuję się jakbym miał robioną operację na otwartym sercu. Bez znieczulenia.

    Coraz mniej ludzi dzisiaj czyta, a jeśli już to w biegu, płytko i po łebkach…bez refleksji i zazwyczaj na jednym razie się kończy. Książki są czymś tak ekscytującym, wzbogacającym wyobraźnię, nasz zasób słowny i emocjonalny, że paradoksalnie aż brakuje słów żeby to opisać.

    Mając prawie 30 lat na karku, chyba mogę zacząć postrzegać świat pokoleniowo. Czasami mam styczność z młodszym pokoleniem, które teraz dopiero dorasta. Owszem, każdy ma własne gusta, zainteresowania…i to jest piękne. Ale szczerze Ci powiem, przeraża mnie i zasmuca reakcja niektórych dzisiejszych dzieci i nastolatków.

    Dla nich książki kojarzą jeśli nie ze szkołą, to z NUDĄ po prostu. Dziwią się jak można czytać… A ja się dziwię, jak można być ta zakręconym na punkcie gier, smartfonów i elektroniki wszelakiej, marginalizując równocześnie czas na świeżym powietrzu, a książki to już w ogóle odsyłając do lamusa…

    Trafiłaś mnie tym tematem w samo serce, dziękuję Ci 🙂

    1. Książki znaczą wiele,ale nie powiedziałabym, że są Wszystkim, w moim życiu. Co więcej, można się z tezami w nich zawartymi nie zgadzać. Ebooki są dobrym rozwiążaniem nie przywiązaywałabym się do mitu czarnej czcionki i szelestu papieru. Myślę, że oddawanie książek, choć trudne, to niejedna osoba chora na serce odpowiaedziała by Ci, że wolałaby w zamian oddać swoje książki, i tak najważniejsze jest, według mnie, co się z nich wynosi, nie wszystkie są warte tego by trzymać je w domu. Mogę żyć bez książek, więcej niż jeden dzień, a Przyjaciele? To relacja, którą buduje się latami, naprawdę możesz się bez nich obejść (choć trudno Ci to przychodzi?)?
      Nie wiem, czy coraz mniej ludzi czyta, faktem, jest, że czytają też niewnikliwie, a i to nie wszyscy. Na szczęśćie. Czytanie stało się modne i nośne (co można obserwować chociażby na przykładzie blogowania o książkach), ale to wszystko zależy od tego gdzie pójdziesz. Jeśli zajrzysz do Empiku, lub innego Matrasa, to a i owszem, możesz odnieść takie wrażenie (co nie znaczy, że będzie ono celne), ale jak pójdziesz do Biblioteki Narodowej? Co na ten temat powiesz?
      Jeszcze kilka lat temu wydałabym ostatni grosz jak piszesz na książkę, albo książki, dziś absolutnie bym tego nie zrobiła, i nie radziłabym tego nikomu.Może podskórnie wiesz, że ostatni grosz, tak naprawdę nie jest tym o s t a t n i m? A może masz na tyle konfortową sytuację by tak postępować? Nie wiem, nie mnie to oceniać, ale wiem, że z tego co piszesz, książki są częścią Twojego Świata, bardzo ważną, szanuję to.
      Tak jak nastolatki i nastolatkowie tak i książki są różne. Niekiedy warto przesiedzieć trochę czasu nad grą niż czytać jakiś hubug. Można być zakręconym na punkcie elektroniki wszelakiej, myśmy, niemieli takich doświadczeń w dzieciństwie, więc nie wiadomo jak się odnieść, a i uogólniać łatwo, prosto i przyjemnie (zwłaszcza jeśli siebie sytuuje się wyżej). To nie zarzut z mojej strony, kiedyś tak samo myślałam jak Ty, dzisiaj jestem do swoich sądów bardziej krytyczna. Najłatwiej bowiem naisać nasze czasy były lepsze, byliśmy grzeczniejsi, całe dnie spędziliśmy na podwórku… Tuwim mówił, że dla dzieci pisze się tak samo jak dla dorosłych, tyle, że lepiej. Może my jako dorośli nie potrafimy sprostać tym czasom, które nastały? Nie wiem czy masz dzieci i jak je wychowujesz, ale problem, czy też kwestię widzę szerzej… I powiem jeszcze jedno, w domach, w których się czytało i dzieci, i nastolatkowie czytają. Pozdrawiam, i dzięki za miłe słowa. 🙂

      PS. Widzę, że Cię zniechęciłam tym komentarzem…

      1. Nie zniechęciłaś, Moja Droga! Absolutnie! 🙂 Po prostu mam nieco gorszy niż zwykle nastrój ostatnimi czasy.

        Cały ten mój komentarz powyżej był wyrazem mojego uwielbienia i szacunku dla słowa pisanego. Dla jego oddziaływania na wyobraźnię, dla tego jak poszerza horyzonty i słownictwo. Niektóre jednak zdania napisałem tam tylko jako metaforę. Uwielbiam czytać, ale nie robię tego codziennie i potrafię wytrzymać bez książek więcej niż jeden dzień – pod warunkiem, że jest akurat coś ciekawego, zaprzątającego moją uwagę 🙂

        Czytanie to obok spacerów, muzyki i spotkań towarzyskich, ulubiona przeze mnie forma spędzania wolnego czasu i mając do wyboru siedzenie na necie czy książkę, zawsze wybiorę książkę.

        Co do przyjaciół, zgadzam się oczywiście, że to relacja budowana latami. Ale nawet po latach i znając kogoś na wylot, człowiek nie ma pewności iż przyjaciele nie pójdą własnymi drogami. Coś takiego przytrafiło mi się parę lat temu, po maturze. Cała moja klasa się rozeszła, rozjechała po Polsce i świecie. Ludzie, których znam 10 lat już albo i więcej, którzy w latach szkolnych często i gęsto mnie odwiedzali, teraz już się ze mną nie kontaktują, tylko tyle co cześć i pa i życzenia na urodziny.

        W swoim mieście zostałem sam jak palec, nikogo nie ma i nikt mnie nie odwiedza. Naiwnie wierzę w przyjaźń na całe życie i ciągłe podtrzymywanie kontaktów, ale przekonuje się od paru lat, że to nie bardzo się sprawdza. Jako osobie bardzo towarzyskiej, ciężko mi się z tym pogodzić. Dlatego napisałem, że uczę się obywać bez przyjaciół…

        Została mi tylko garstka znajomych z netu, w tym i inni Moi Czytelnicy. Cieszę się, że mam chociaż Was 🙂

        Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na małą przygodę ze sztuką 😉

        Jeśli milczę, nie znaczy to wcale, że czuję się urażony. Jeśli coś mi nie pasuje, mówię o tym wprost. A tutaj wszystko jest w porządku 🙂

        1. Poruszyłeś ciekawą i ważną kwestię, szacunku do słowa pisanego.

          Rozumiem, że chciałeś napisać, że książki są ważną częścią Twojego życia, bo z jakiegoś powodu Twoja aktywność uległa zmniejszeniu na zewnątrz. i masz więcej czasu na czytanie. Nie będę rozprawiać na tym, czy książki coś kompensują w Twoim życiu, a jeśli tak, to co. Tak zrozumiałam Twoją wypowiedzieć powyżej. Bo nawet jeśli coś to przecież dobrze,że książki, Wydaje mi się, że jesteś bardzo samotny, ale mogę się mylić. Dlaczego piszę o samotności? Bo książki jej sprzyjają, bo w wyniku jej, ale nie tylko jej, można zanadto książkom zawierzyć. I ja również miałam taki moment, a może w wyniku obcowania z książkami, stałam się bardziej wobec nich krytyczna? No, na pewno miało na to wpływ nie tylko sam akt czytania, jako taki, ale aktywności poza tego kręgu. Myślę,że one są ważne i korzystnie wpływają na proces czytania. Widzę po sobie jak w ciągu lat mój sposób obcowania z książką się zmienia, ale również dobór lektur, i uważam, że nie każde słowo drukowane jest warte szacunku, a i szacunek objawia się z gotowości do dyskusji, do zmiany (poglądów i relacji), a nie zawsze do odniesienia się do wspólnego kręgu przekonań i „przekonywania przekonanych).. No i tu zmierzamy do następnej kwestii umiejętności dyskusji, i temu czemu ona ma służyć…
          Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

  2. Książki są mną. Ja jestem nimi. Miewałam w życiu momenty, że czytałam mniej, żeby nie powiedzieć – mało – choć dla każdego to znaczy coś innego. Bywały też takie (i tu częściej – przyznaję) gdzie wciągało mnie na maksa – zarywałam noce (WIEDZIAŁAM że będzie ciężko JUTRO które nadchodziło zbyt szybko – ale ciekawość była – jest – większa). Są sytuacje, gdzie nawet skłaniam się ku audiobookom. Rzadko – ale zdarza się. NIektóre głosy czarują. Współtworzą całość. Do ebooków mam mniejsze serce – ale wiem że tak być musi, takie czasy. Lepsze ebooki niż wcale. Czytanie jest fajne ale trzeba przykładu dla innych – mniejszych. Ja czytam dużo, Młodego tęż ciągnie. NIe pójdzie spać bez czytania. NIe zadowoli się też „byle” czerwonym kapturkiem (choć sama w sobie jest świetna). To troche chyba jak geny. Tak myślę. I nie ukrywam, że serce mi rośnie jak widzę, że się czyta :-))

    1. Budują nas spotkania, rozmowy, albumy, książki, spektakle, koncerty…Też zarywałam noce z powodu książek (teraz coraz rzadziej, też tak masz?) Dobry audiobook to uczta. Do ebooków się również przekonałam, chociaż ciężko było…
      W domach, w których obecne są książki, ludzie czytają…

  3. A czy „listy i inne brewerie” można traktować jak obcowanie z kulturą wyższą? 🙂
    Stare dobre czasy – nasze dzieci też tak powiedzą.
    A wszystko na co trzeba poświęcić trochę czasu i wysiłku, niekiedy pieniędzy jak piszesz (piszę o odbiorcach) staje się w jakimś stopniu elitarne.

  4. W kwestii talentu, to zdecydowanie przychylam się do komentarza powyżej. Masz.
    W/g mnie do zestawień różnych ciekawych tematów, słów, myśli nawet znaków graficznych. To ciekawa podróż tu zaglądać.
    W kwestii czytania, jestem tego samego zdania, czytajmy cokolwiek i myślmy, co ono czytanie nam robi. Bezmyślnie się nie godzi. Po prostu.
    Ja przyznaję teraz czytam mało, choć lubię z różnych powodów i wywodów również. Nie mogę jednak się przemóc, by słowo pisane wyrzucić. Jeszcze reklamy gazetowe różne, ok. Ale książki, bez względu na treść, nie mogę. Taka wada genetyczna jakaś.
    Umiejętność czytania magiczna jest. I nie zniknie, wierzę w to głęboko.

  5. Dziękuję za dobre,i smaczne słowa. 🙂
    Ad vocem czytania, można czytać wiele, potem mniej, potem znów, śladem sinsusoidy. Może być tak, że czyta się mniej, ale bardziej wartościowe/ albo bardziej wnoszące, albo trudniejsze rzeczy. Tak po prostu. Ważne jest to co zostaje w nas, i co skutkuje.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s