96.Ziarno prawdy. (I luksusu).

[Billy Joel, Piano Man]

.

***

Po owocach ich poznacie.

Te były znane były w Etiopii już w I tysiącleciu p.n.e. Zajadano się nimi,  długo i namiętnie, gotowane z dodatkiem  soli  z masełkiem były jednym z największym przysmaków. A na przestrzeni wieków, miejsca gdzie  je przyrządzano stały się swoistym centrum życia kulturalnego. Niezależnie od współrzędnych geograficznych. I dat. Niezależnie gdzie zechcemy się przenieść, (byle nie na tamten świat). Nie tylko Pyteasz szukając swej Ultima Thule nawoływał do porzucenia tego co znane.

Podróże. Kształcą. To doskonały sposób na transfer kulturowy (o czym wiedzieli np Wikingowie), kulturalny (o czym pisałam przy okazji wspomnień o jazzie) ekonomiczny (co wykorzystali Templariusze tworząc chociażby czek podróżny). Wiele książek zanurza nas w tęsknocie lub pragnieniu podróżowania, tak biografii jak i sposobów na przemieszczanie się, smakowanie i poznawanie jest wiele. Gałczyński na przykład pisał o inteligentach, co wciąż uciekają z miasta do miasta… A i życie tych, co spędzili swój czas pod jednym adresem meldunkowym tak jak Immanuel Kant, bywa porównane do podróży. Nie jest ważne to, czy prowadzimy je  samotnie, wręcz ascetycznie, czy jesteśmy wcieleniem sangwinika rządnego smaków, zapachów, miejsc, hedonisty sportretowanego przez Gustava Klimta (np w Pocałunku) . Czyż do tego sposobu zużywania się nie zachęcał Sokrates? Zachęcając do poznania samego siebie?

Obok strawy duchowej, czy intelektualnej podróże bogaciły także nasze menu. Nie, nie wspomnę o Bonie, o włoszczyźnie tym bardziej, że to wierutna (i nie smaczna) bzdura, którą jesteśmy karmieni od wieków, to  to nie (B)ona przywiozła do Polski modę na włoszczyznę. Chociaż to, eteryczna blondynka, o egzotycznej urodzie nie godziła się z rolą drugoplanową, tak samo jak Król, chciała mieć swój dwór. Innowacji było więcej, nie tylko lżejsze posiłki. A warto wspomnieć, że  panicze młodzi jeździli od dawna do  Włoch, by tam pobierać nauki, nie tylko dobrych manier i te, dotyczące gotowania. A i owszem Bona była niezwykłą kobietą, wykształconą, do tego nie godziła się na to by cieszyła oko możnych panów li tylko piękną wiotką figurą. Chciała mieć realny wpływ na politykę dla dobra swojego nowego kraju, który z odległego punktu na mapie stał się bardzo bliski, choć na początku obcy kulturowo.Możnym nie podobało się, że Sforza chce współrządzić wraz ze swym Małżonkiem. Zresztą, (i bez reszty) nie tylko to.  Rejowi i Kochanowskiemu nie podobał się sposób odżywiania Królowej Małżonki. Wszak Polacy, nie Włosi  i swą kucnie mają! Lubią konkretnie i ociekająco tłuszczem (nie tylko gęsim) pojeść. Te umorusane brody i paluchy… I poplamione ciuchy… Matko prać!* Bez namaczania… Nie zejdzie. Na dalszy plam, Plan znaczy… Znaczyć będą szaty wczorajsze dania. O których świadczyć będą także kronikarzy podania.

Ale nie o tym, nie będziem rozstrzygać i rachować ile na prawienie, ile na jadanie król Zygmunt a ile Sforza wydawali na posiłki…  I co komu odbiło się czkawką. Bo i zresztą (i bez reszty) po co? Jak nie o tym…Lecz o beduińskim napoju, który rozpowszechniony jest na całym świecie, a jego zapach jest najbardziej rozpoznawalny, najszybciej identyfikowany i najbardziej lubiany przez człowieczy nos. Nic dziwnego skoro to najpopularniejszy napój świata. Czterysta miliardów filiżanek napoju wypija się podczas jednego obiegu Ziemi wokół Słońca.  Zagryzając pośpiechem, nadgryzając zmęczenie, czy miłosne rozkojarzenie, asumpt do rozmów długich, krótkich i (nie)spiesznych… A wydajemy dwanaście miliardów dolarów

Na początku były… Kozy.

Nie sposób określić konkretnej daty być może w XIII lub XIV wieku za sprawą arabskich kupców ziarno  przywiezione przewiezione zostało do Jemenu. Prawdopodobnie tam opracowano metodę preparowania nasion i wytwarzania czarnego złota, jak bywa do tej pory nazywane ze względu na dochody jakie przynosi jego uprawa i sprzedaż. Nie wiadomo, jak było u zaorania ziarna, znaczy zarania dziejów. Wiadomo, że ziarno padło na podatny grunt (nie mylić z podatkami).  A jak było na początku,  tak zawsze przez wieki, wieków…Przez wieki. I uchylone usta i powieki.

Nie wiadomo, jak było naprawdę, a jak pochodzenie wynalazku niepewne to jest doskonała pożywka dla legendy. Dwie są podawane, jak filiżanka z naparem przez wieki z ust do ust. Podczas swoich peregrynacji Shaikh ash-Shadhilem zauważyć miał niezwykle żywe zachowanie kóz. I on spróbował Spróbował i uwierzył i zasmakował. I popijał sobie. A może odkrywcą był  Kaldi etiopski pasterz? Nie rozwikłamy tej zagadki. I tak naprawdę nie zamierzamy.

***

Niech moc będzie z nami!

Mogli zakrzyknąć suficcy mistrzowie, gdyby tylko mieli to w zwyczaju.

Ziarno  spożywano, ba! Zajadano się nim, przez wieki sposób konsumpcji zmieniał się. Delektowanie się nim było możliwe na kila sposobów. Uff… W różnorodności siła i moc, zresztą po arabsku określenie tego dobrodziejstwa oznacza nic innego jak właśnie siłę, moc i wigor.

Ale napój, bo on  końcu wykiełkował z owego ziarna, czasami był spożywany w ukryciu, albowiem, w takich miejscach jak  Mekka, czy  Kair delektowanie się nim było surowo zabronione, krótko, ale jednak odnotowano ten fakt podaniach i kronikach.  W 1554 w Stambule otwarto przybytek gdzie można było zażywać nie tylko w licznym gronie, ale również publicznie zażywać okraszając każden łyk rozmową, szeptem, gestem. Oto właśnie stał się!

Nowy sposób spędzania czasu.

Jednak nie wszędzie było to możliwe,  przynajmniej w tym samym czasie, choć ziarno zostało rzucone!. Zasiane. I jego spożywanie stało się modne i smaczne. Nad Bosfor wrzask mody rozległ się o wiele później.   Restrykcje skończyły się dopiero gdy  wiek XVI dobiegał końca. Nie tylko wrzaski mody, nie tylko przyczynek do dyskusji, nie tylko argumenta dietetyczne, (Napój ów, bez dodatków to  tylko 2-5 kalorii). Zarazem ekspansja upodobań przyczyniła się do dobrostanu finansowego takich krajów jak np Turcja, które to zajmowało się handlem tymże ziarnem.

Ziarnem prawdy. I luksusu.

Mało tego, owe ziarno zostało przemycone do Ameryki Południowej, aby nie sprowadzać z obcych krajów, tylko uprawiać na własnych plantacjach. I tak oto plantacje swe widziały ogromne różne kraje, a uprawa czarnego złota szerzyła się za sprawą kolonializmu i różnorakich stowarzyszeń zajmujących się handlem tylko tym dobrem. Pierwszeństwo zbytu i pożądania nieodmiennie dzierży oczywiście ropa naftowa, ale na drugi miejscu  pojawia się… kawa.

[Kofeina, Piotr Salata].

Europejki i Europejczycy, ale nie wszyscy, obywatele takich miast jak  Londyn, czy Amsterdam,  na początku XVII wieku mogli zakosztować owej nowinki. Chociaż Leonardo Rauwulfa wspomina, że smakołyk ten cieszył podniebienia już XVI wiecznych obywateli i obywatelki Europy.Pierwszą kawiarnię na tym kontynencie   otwarto w 1650 w Oxforfdzie. Właścicielem był Jacob (Jacobs). Na francuskich salonach miała pojawić się w 1644 roku, a elity miały oszaleć na jego dopiero ćwierć wieku później, do czego iście przyczynił się  Mustafa Pasza. Czy w chwili gdy wydawał przyjęcie dyplomatyczne, wydawało mu się, że kawa będzie tak entuzjastycznie przyjęta? I tak płonął, płynął czas beztrosko nad parującym naparem spotykały się pary…

Aż nie wtrąciła swoich kilku(nastu) zdań Histeria, teoria, znaczy Historia. Cenzura 1683 roku apetyt Turków na  Wiedeń. I tak jak wcześniej, w Arabii, tak i tu, w Europie, pojawiły się niepokoje i podnoszone zostały, nie tylko filiżanki z czarnym, mocnym naparem, ale przede wszystkim głosy sprzeciwu hierarchii by nie używać, nie spożywać, nie delektować się. Na szczęście i te dywagacje mamy już za sobą. Na początku XVII w. na temat picia kawy wypowiedział się papież Klemens VIII,  dając przyzwolenie. I błogosławieństwo. Franciszek Jerzy Kulczycki założył pierwszy kafehauz w Wiedniu. Skrzętnie skorzystał z tureckich zapasów kawy przytaszczonych i porzuconych przez najeźdźców.  Polak nie tylko wielkim apologetą tego napoju, ale i eksperymentatorem. To dzięki jego inwencji, i zapewne jego kubkom smakowym zawdzięczamy to, iż po dziś dodajemy do owego  napoju mleko i cukier. To właśnie jego mogą przeklinać osoby będące na wiecznej diecie. A wiadomo  o linię trzeba dbać! Tak, musi być gruba i wyrazista. W Austrii  wywieszano w oknach kawiarni jego portret istny pomnik trwalszy niż ze spiży.

Około 400 milionów filiżanek rocznie kawy.

Tyle właśnie wynosi spożycie. A w Polsce? W Polsce na Brackiej pada deszcz, nieustannie, niezaprzeczalnie, niezmiennie. a picie kawy? (Notabene co krok to kawiarnia) Żarty (i wtrącenia) odkładamy, na dowolnie wybrany bo(o)k. Książek zalewać nie należy.  Choć ziarna kawy wrzątkiem jak najbardziej. Królestwo za filiżankę aromatycznej czarnej mógł zakrzyknąć tak Jan III Sobieski jak Bohdan Chmielnicki, czy Ignacy Krasicki, bo ubóstwiali (po)pijać. Należeli oni jednak do mniejszości. Polacy nie zasmakowali w kawie, przynajmniej na jawie, przynajmniej nie od razu. Sny i wyspy (albo sny o wyspach, albo o podróżach) zostawmy, na razie. Publiczne spożywanie nie było w modzie, a prywatne w domach z betonu niesmaczne, póki co (ze względu na możliwość przyrządzania).

Jan Andrzej Morsztyn i Wacław Potocki nie tylko woleli popijać coś innego, ale jeśli brali kawę na język to na usta cisnął się im tylko niesmak… Nie w Krakowie, ani nie w Warszawie, na początku w napoju zasmakował Gdańsk, co nie jest dziwne zważywszy na uwarunkowania geograficzne. Stamtąd nastąpiła ekspansja nie tylko na stoły zamożnej szlachty, czy mieszczan, ale również jako zalecenie spożywania do XVII wiecznych podręczników medycznych. Józef Epifani Minasowicz opublikował pierwszą polską monografię na temat napoju, jeśli nie bogów, to przynajmniej klas wyższych— pióra  Tadeusza Krusińskiego.   W 1795 ukazał się pierwszy w języku polskim podręcznik  dla baristów. Uff, mogli odetchnąć z ulgą, i ze smakiem  Krótka wiadomość o kawie i jej właściwościach i skutkach na zdrowie ludzi spływających…” – przełożony z języka  francuskiego trafił do polskich czytelniczek i czytelników by mogli przeglądać i przekładać książkę z półki na półkę. Przekład dać i przykład dać dobrze parzonej i podanej kawie.

Napój ów był nie tylko natchnieniem

(w 1779 Adam Kazimierz Czartoryski napisał utwór, pt. „Kawa”), czy pomocą w procesie twórczym, ale również przyczynił się do rozwoju przemysłu fajansu i porcelany wiwat manufaktury (radości i zbytku). W pięknych błękitnych małych filiżaneczkach, cieniutkich, lekko prześwitujących, napar z dodatkiem cukru lub soli bo i tak go podawano. Wielkim miłośnikiem tego napoju był Jan Sebastian Bach (czy inaczej skomponował by Kantatę o Kawie?) Bardzo popularna była podawana na sposób polski, z tłustą (a jakżeby inaczej!) śmietanką. Można śmiało napisać (i w zgodzie z prawdą), że cudzoziemców można było witać

 chlebem i kawą.

Za równo chleb i kawa to polska  marka i przepustka do światowej sławy. W odróżnieniu od lury „śląskiej”, lub „niemieckiej” ta przyporządkowana była klasie wyższej. Gdy zyskała na popularności i ów zwyczaj pijania przenikał do niższych warstw społecznychczarna kawa była dopuszczana do spożycia podczas postów. Był to napój  nie tylko ludzi zamożnych, society, ale  również biedaków. Tyle, że ta miała inny smak. Wytwarzano ją bowiem m.in. z bobu, żołędzi, palonego grochu.  Ale podawano w ten sposób także podczas II Wojny Światowej. Dla każdego (każdej) coś dobrego istnieje  odmiana kawy Kopi Luwak – to najdroższa  na świecie, kilogram kosztuje ok. 1000 euro.  Ziarno wydobywane jest… Z odchodów łaskuna, żywi się on  świeżymi ziarnami kawowca, ale… Ich nie trawi. Nic w przyrodzie nie gnije , nie ginie (tylko zmienia właściciela tak dopowiadają niektórzy). To, że produkty zarezerwowane dla klas wyższych przejmowali ci, którzy marzyli o awansie społecznym doskonale można zaobserwować przyglądając się historii fortepianów na salonach możnych. IW ekonomii mówi się o cyklu życia produktu i przejmowanie go przez wszystkie klasy społeczne, począwszy od najbogatszych po najbiedniejszych. Spożywanie kawy nie było wyjątkiem. Ot rytuał. Każdy człowiek należący do innej grupy społecznej miał własny, z tego prozaicznego powodu, że nie każdego było stać na służbę i własną kawiarkę jak dobrze urodzone szlachcianki i szlachciców.

Ów czerstwy chleb i czarna kawa.

Można dopatrywać się jej na obrazie Vincenta van Gogha pt. Jedzący kartofle. Sam pisał o tym czym podczas posługi w biednej górniczej dzielnicy się żywi. Czy na obrazie ManetŚniadanie na trawie dopatrzymy się czarnej kawy, która najczęściej spożywana jest do pierwszego posiłku? A Folies Bergère? Tu nie ma wątpliwości to królestwo trunków, flasz i butelek pijanego szczęścia. Iluzja, za iluzją goni, lustrzane odbicie przysiada na ramieniu niepostrzeżenie.

Kawa, papierosy i jazz!

Jeśli kawa to nie tylko czarna (w 1818 Ferdynard Bohm zako pierwszy uprawiał kawę… Piękną i zdrową Kawę Zbożową!) Na początku XVIII wieku Antoni Momber założył sławny lokal w Gdańsku, a w 1724 roku Henri Duval  w Warszawie. Kto był pierwszy? Do dziś nie ma zgody. Otóż sukces ma wiele matek. Kawiarnie stały się miejscem intelektualnej dysputy i zażywania łyku rozrywki. Z Ziemiańskiej radio nie tylko transmitowano pierwsze jazzowe audycje, ale również podawano wyśmienitą kawę. O stoliku w tej właśnie kawiarni marzyła każda osoba gdyż tam nie tylko się bywało, lansowało, ale po prostu istniało. To naznaczenie. Wyróżnienie, wychynięcie z niebytu…

W ekranizacji,jak i w samym Panu Tadeuszu,   mamy uchwyconą scenę  rodzajową picia kawy. Smak. Takt, Iluzja. Ziarno rzucone na pokuszenie i dobrze skrojone maniery.Maszynki! Ów znak, że gospodarze nie tylko wiedzą co jest smaczne, ale i posiadają nie małe konto złociszy,  to tak jak piękny czarny fortepian w salonie. Im bardziej wysmakowany tym lepiej (mniej majętnym zostają parapety i podróbki). Wyznacznik statusu socjoekonomicznego i sukcesu. Podawanie kawy przynosiło nie tylko wyśmienity aromat, ale i sławę, dzięki temu znany jest  Tadeusz Tarasiewicz, właściciel firmy „Pluton”,podawał napar uzyskiwany we własnej palarni. Z czasem gdy trochę wody w kranach upłynęło, tyle samo zagotowało się w czajnikach, i wypito nie jedną, nie drugą, i całkiem niespokojnie trzecią kawę. Zaczęto bywać „na mieście” i spędzać czas w kawiarniach.  Vincent (van Gogh) kolejny, który kawę na stał wpisał do swego menu mówił, że można przez nią stracić majątek… Tak więc można rozpatrywać sposób konsumowania kawy jako efekt bogacenia się społeczeństwa. I patrzeć na sposób jej podawania przez pryzmat zamożności. Camus mówił, że w bogatych domach używa się przymiotników, tak, i można skontaktować w zamożnych domach używa się kawiarek i podaje w filiżankach made in Ćmielów, przy dźwiękach jazzu lub Bachowskiego (nie bachicznego, choć czy to się wyklucza?) zachwytu nad światem.

Ale i zbić nie jeden, w ów biznes inwestowały także koncerny motoryzacyjne np Peugeot. Kawa umożliwiała także inny rodzaj nieśmiertelności, niezależnie kto kogo znał, z kim bywał… Dla przykładu wynalazczynią papierowego filtra do kawy była  gospodyni domowa Melitta Bentz. Być może Panie Vincencie trzeba stać po właściwej stronie filiżanki?

[Kawiarenki, Irena Jarocka]

Jeśli wieźć  w rachubę żywot przeciętnego człowieka, to statystycy ocelnili, że spędza on na podawaniu i przyrządzaniu kawy prawie dwieście dni w życiu,dwadzieścia cztery minuty dziennie. Oczywiście jeśli nie pracuje jako barist(k)a. Zapach kawy należy do najlepiej rozpoznawalnych zapachów na świecie, i to właśnie on jest najbardziej ulubionym…

Zapachniało mi końcem wpisu. I końcem peregrynacji. Nie bez racji zakrzyknę zróbcie mi miejsce przy stole… (Zaproście mnie/do stołu/Zróbcie mi miejsce/Między Wami*) Kawiarnianego stołu oczywiście. Oczy wiście, paczcie i podziwiajcie. Smakujcie, Czy te oczy mogą kłamać? Oczywiście, że nie! W górę kubki (z kawą) niech nasze smakowe (kubki) zaznają rozkoszy krztynę. Na dobrą pogodę, i jeszcze lepszą minę.

—-

* Bo przecież w tamtych czasach tylko matki zajmowały się domem, bywały takie wyjątki jak Książę Albert, który ubóstwiał bawić się z dziećmi, o co Królowa Wiktoria była niemożebnie zazdrosna…

* E. Wojnowska, Zaproście mnie do stołu

36 myśli na temat “96.Ziarno prawdy. (I luksusu).

      1. Moje ślinianki zaczęły pracować. Jak zacząć dzień bez kawy? Dowcipny, smaczny tekst. A jaki zapach! Dzięki za miły początek dnia. Pozdrawiam również kawowo.

        1. 🙂 Dziękuję, moje zagajenie nie miało na celu dopraszanie się komplementów. Pozdrawiam również nad filiżanki kawy. 🙂 I z muzyką Krzysztofa Napiórkowskiego (jeden z poprzednich postów). Dobrego dnia. 🙂

    1. Witaj na blogu! Zapraszam. Kawa kawie nie równa, ale przecież nie wszyscy muszą pić,a co Ty lubisz pić? Fantastyczna jest biała herbata.

  1. Nie wypada, ale wysiorbuję do ostatniej kropli, tfu, słowa.

    A dziękuję za uświadomienie, że łączy mnie coś z Vincentem, też zwykle po niewłaściwej stronie filiżanki (bardziej nawet tej życiowej niż z kawą) staję.

  2. Walczę z tym nałogiem, ale wciąż jest 3:0 dla kawy. Ze znanych mi osób, oczywiście nie osobiście, Balzac pił niesamowite ilości kawy, z każdym dniem więcej filiżanek. Bez kawy nie mógł pisać. Podobno był to specjalny gatunek czy też mieszanka z innymi produktami. Jest o tym cały rozdział w biografii tego pisarza popełnionej przez Stefana Zweiga, bardzo ładny zresztą opis przeciętnego dnia Balzaca.

    Ładnie śpiewa o czarnej kawie Ella, nie znałem tego utworu, dzięki. Pozdrawiam i idę jeszcze przed snem zaparzyć sobie ostatnią filiżankę 🙂

    1. Dobry wieczór, miło mi Cię widzieć na blogu. Dobrego czytania i komentowania.
      Nie wiem, czy u mnie to nałóg, lubię też dobrą gatunkowo herbatę, najlepiej białą, ale jeśli miałabym wybierać między kawą a innym napojem… Wybór byłby oczywisty (przynajmniej dla mnie).
      Tak też słyszałam o Balzacu, ale miło, że piszesz.
      Polecam się, znaczy, mój blog się poleca. Jest tu trochę jazzu. W sam raz do wieczornej filiżanki.
      Pozdrawiam,

  3. A ja ją (kawę znaczy) po prostu żłopię. Chyba, że czytam – wtedy machinalnie piję. A jak jestem w kawiarni, to smakuję i wącham.
    Pocałunek to mój ulubiony obok Macierzyństwa obraz Klimta stawiany obok Czterech Pór Roku Muchy! O Bonie najładniej pisał Jasienica. Poleca tak przy tej okazji „Damy Złotego wieku” Kamila Janickiego 🙂

  4. Były czasy, że i ja żłopałam jako żywo kawę. Przestałam, otworzyłam się też na herbaty, liściaste, nie saszetkowe.
    I wodę mineralną, której nie lubię (czego nie robi się dla zdrowia).
    No w kawiarni to smakuje, i smakuje, choć i tak kawa smakuje, również w domu.
    O Bonie pisała także Maria Bogucka.
    Jest dwóch Kamilów Janickich, ale ten od „Dam Złotego wieku” nie przkonuje mnie, niestety. Zupełnie. Szkoda.

  5. Czyn Boguckiej znam. „Damy Złotego Wieku” to nie rzecz historyczna, ale mi przypadła do gustu. I tu można poruszyć kwestię subiektywnej oceby kogoś / czegoś. Ja to lubię. On lubi Bonę. Bonę można oceniać różnie. Co do kawy… To tak, też piję wodę. Dużo. I wszelkie herbaty zielone, czerwone, uwielbiam yerbę, pokrzywę i nie lubię mięty suszonej. Wychodzi na to, że piję. No cóż… Miłego wieczoru 😉

  6. Nie czytałam „Dam…”, więc głowy nie dam. Przejrzałam inną, ale nie zdzierżyłam. Bonę można oceniać różnie, i się to robi, ale najgorsze jest, że sprowadza się ją do natki pietruszki i włoszczyzny innej… A i uderza się w jej macierzyństwo. Generalnie baaardzo stereotypowo się o niej mówi.
    Wodę to ja się uczę pić dopiero.
    Nie umiem przekonać się do yerby.Dla mnie to magia, czarna magia.
    I niedobra.
    I smolista.
    PS.Miało być bo wcale nie trawa, ale nie znalazłam dobrej jakości…
    A tu są czarne słowa, czarna herbata/ nie wspominając o kawie…
    I piękna piosenka dla mnie chyba najlepsza AMJ.I taka smolista

    Miłego! 🙂

  7. Bo A.M.Jopek ma smolisty głos… W „Damach…” Bona nie jest soriwadzona do pietruszki. Pokazana jest jako kobieta wpływowa, która walczy o władzę i rozsądek męża oraz syna. Kulisy dworów i władzy są barwne i dosyć przerażakące.
    PS. Pietruszka została wyśmiana, a niemacierzyństwo przyjęte jako cecha i już.

    1. Nie, nie wiem czy AMJ ma smolisty głos.
      Ale niektóre piosenki, no ciary przechodzą.
      Janickiego nie czytałam, ciekawe, czy napisał coś nowego.
      Macierzyństwo Bony jest b. krytycznie oceniane, ot podwójne standardy, co prawda niektóre badaczki wpominają, że straciła dziecko w czasie przejażki poniósł koń, z którego nieszczęśliwie spadła, ale zapomina się, że przygotowała Zygmunta Augusta do pełnienia władzy.
      No, pietruszka od dłuższego czasu jest wyśmiewana, ale w książkach, a wiadomo, że po nie sięgają nieliczni, no może nie aż tak nieliczni. Chociaż fakt ów jest potwierdzony, że jadała lżej niż polscy panowie,z czego — jak pisałam— żartowali i Rej i Kochanowski.

  8. Piękny wpis. Chociaż miłośniczką kawy jestem od dawien dawna, to jakoś jej historia mnie mniej interesowała niż sposoby parzenia, palenia, mielenia. I tylko z Pana Tadeusza zapamiętałam ten fragment o wspaniale parzonej kawie. A czytałam tę ukochaną lekturę w czasach, kiedy w Polsce tak pięknie się kawy nie podawało i królowała sypana, plujką zwana w szklankach podawana.
    To z dbaniem o linię mi się podoba. Bo to o mnie 🙂 A kawę na ogół pijam bez mleka i cukru.

    1. Jukkasarasti witaj na blogu, dobrego czytania i komentowania. Dziękuję za komplement i zapraszam do buszowania po blogu. Także pamiętam tę scenę z „Pana Tadeusza” w filmie jest ładnie pokazana. Ad vocem Mickiewicza, miał ciekawą historię życia, i uważany jest nie bez racji za feministę, ale to raczej tylko tytułem zachęty do zgłębiania opowieści i biografii,a także literatury. Uwielbiam kawę. Zapach, fakturę, przeróżne smaki. Lubię eksperymentować z powyższymi. Dlaczego pijasz kawę bez mleka i cukru? Od samego początku czarna i mocna? Pozdrawiam,

      1. Od samego początku czarna i gorzka. I mocna. Pewnie dlatego, że jak dobra kawa, to szkoda smak psuć. Jak gorsza to i mleka i cukru (brązowego) i lawendy i diabli wiedzą jeszcze czego dodać potrafię, bo eksperymentować lubię. Choćby po to, żeby się upewnić, że espresso i tak jest najlepsze 🙂
        Dziękuję za pozdrowienia i odpozdrawiam 🙂

          1. Kawa: Lavazza oro. Kawiarnia: Kona Cost Cafe w Toruniu, ale i tak częściej bywam w Sowie, bo bliżej. We Wroc. to była Lulu. I sieciówka Coffie Heavan. No, ale Wroc. to było dawnoinieprawda 😉

            1. Lavazza znam, ale klasyczną bez magicznego oro. Ja w zasadzie miałam ulubioną sieciówkę (za czasów dawnoinieprawda, ale jej już nie ma, tak, to chodzę do bardzo lokalnych…)

              1. A klasyczna Lavazza a oro to nie to samo? Taka w złotym opakowaniu? Tę w każdym razie widuję najczęściej w sklepach. A dziś widziałam kawę wyborczą (to chyba alternatywa dla kiełbasy). Nazywa się KORWiN z podtytułem: tak smakuje wolność. I paszczą Korwina na opakowaniu 😀

              2. Ta puszka to była złota? Bo z puszek to znam tylko złotą (oro) i czarną (espresso).
                Nie, ta kawa z Januszem to nie żart. Może jak będę następnym razem mijać ten kiosk z kawą to się zrujnuję, szczelę fotkę i opinię o kawie u siebie na blogu. Jak zdążę to może zrobię to w niedzielę wyborczą żeby sprawdzić, czy ktoś uzna to za łamanie ciszy 😀

              3. Puszka była ciemna, czarna z przeźroczystym białym plastikowym zamknięciem. Dawno Lavazzy nie kupowałam.
                Mnie by się nie chciało inwestować w kawę, którą firmuje ten pan, i jej sprawdzać i jeszcze za nią płacić (nie ważne ile). Coraz bardziej lubię lokalne kawiarnie, takie, które nie krzyczą do mnie jakimś popem i ogólnie mam wizję Kawiarni Idealnej. Może kiedyś…

              4. A ja tak sobie myślę, że takiego Korwina dobrze upalonego a następnie zapuszkowanego to, kto wie, może mogłabym polubić 😉

              5. Uważaj… Z deliberacjami… ;p
                A właśnie!Jak przyrządzasz swoją ulubioną kawę?
                PS. Chcąc odpowiedzieć na to pytanie „musisz” założyć/ zacząć nowy wątek, z racji na „rozjeżdżający się” szablon mam zagnieżdżone komentarze tylko sześciokrotnie.

  9. Moją ulubioną kawę przyrządzam w sposób następujący:
    1) otwieram puszkę z kawą;
    2) przesypuję ziarna z puszki do młynka;
    3) mielę – średnio drobno, raczej na piasek niż na pył (młynek mam z ostrzami czyli sama decyduję, jak długo mielić);
    4) zmieloną kawę wsypuję do kolby od ekspresu w ilości podwójnej (czyli sitko do pełna. Mam tylko jedno, więc gdybym chciała słabszą kawę to musiałabym napełnić do połowy);
    5) mocno ugniatam kawę łyżeczką, bo temery są drogie;
    6) włączam ekspres, uprzednio upewniwszy się, że jest w nim woda;
    7) wkręcam kolbę do ekspresu;
    8) pod kolbę podstawiam filiżankę do espresso;
    9) kiedy się już oba światełka palą, włączam drugi przycisk;
    10) kiedy filiżanka jest w 3/4 napełniona wyłączam ekspres.
    Cały rytuał, prawda? 😉

    Dla ciekawych – kawa lawendowa
    Procedura zasadniczo jak wyżej opisana tylko do kolby oprócz kawy wsypuję szczyptę suszonej i roztartej w palcach lawendy spożywczej. Filiżanka – jak do cappuccino i napełniana w 1/3. Do takiej kawy dolewam gorącego mleka w ilości takiej samej jak kawy. I zapominając o tym, że miód pod wpływem temperatury traci swoje właściwości zdrowotne słodzę odrobiną łagodnego miodu, bo się ładnie z lawendą komponuję. Kawa dobra na chłodne, jesienne popołudnia…

    1. Niby procedura znana, ale o lawendzie spożywczej nie słyszałam, całe życie się człowiek uczy (jeśli chce)… Też zdarza mi się słodzić kawę miodem (kupnym od pszczelarza lub pszczelarki).

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s