[378]. (Bo na) warzywach się nie skończyło (I).

Czwartego października, czyli nie dalej jak wczoraj minęła trzecia, rocznica istnienia, pisania, blogu. Tego blogu.  I ‚m a Bond. James Blond. No, dobrze, niekoniecznie blond. Cóż za błąd.:)) (O tym jeszcze będzie) Wielbłąd (a o tym już było) :D!

Zaczęło się od, zresztą, i bez reszty, każda osoba wie (albo może się dowiedzieć) który z wisów był pierwszy. Kontynuując tradycję przedstawia się takowy artykuł:

 

Kraj obrazy, deko racje, i inne atrakcje.

Zacznijmy opowieść od naszkicowania krajobrazu. Kraj obraz. Słowo klucz. Wytrych. I nie chłodzi o detale, drogi wolnego ruchu, autostrady zdziwień, pola mgnień. Lądujemy nie tak znowu daleko. Chociaż niezupełnie blisko we Włoszech (nie na Włochach :)). Mogło by się wydawać, że tuż za miedzą, gdyby nie to, że w XVI wieku. A w zasadzie u jego progu. Gość w dom, los w dom. Czyli splecie się nie jedno życie. Wiadomo, że w tych czasach krew się lała gęsto jak idee wielkiego humanistycznego umysłu człowieka. Co odróżniało ten obszar od innych? Pewnie przychodzi Ci na myśl,zorganizowanie państw- miast, i słusznie, to o czym mówi (a i pisze) znacznie rzadziej to to,że ta część Europy była najsilniej zurbanizowana, a i połowa mieszkańców była zameldowana w ośrodkach miejskich. I nie chodzi tu o Neapol, Mediolan, czy Genuę, albo Florencję. Gdyby chcieć porównać Mediolan z Warszawą to to drugie miasto wygląda przy pierwszym jak ubogi krewny (odpowiednio 115ha, 12 ha a i Kraków wypada blado 58,5 ha). Miasta włoskie zachwycały, smakami, dźwiękami, kształtami architektury, ale także mieszaniną języków, kupców z różnych stron świata i światła, i gubionych kroków na trotuarach, tu a na arach, ach. Chodzi budzącego się smoka (nie, nie o smog) ale raczkujące zakłady produkcyjne, ale też lazarety. Kawy, przyprawy, to wszystko może przyprawić o zawrót głowy. Wszystkiego można było dotknąć, wziąć na język, a nie tylko na języki. (Plotka to stary wynalazek, niektórzy szepczą, że ewolucyjny). Na bank można było się urządzić, i to na nie jeden kredyt. Bo te instytucje już działały, tak jak prawnicy. Można było spacerować to na lewo, to na prawo, a gdy komuś się coś stało, nie ważne, czy stał, czy siedział ledwie, taka Florencja posiadała tysiąc łóżek w szpitalach (to jak leczono drzewiej zostawmy sobie na inny artykuł). W powietrzu unosi się feeria zapachów mieszanina medykamentów, przypraw, spoconych ciał. Gdzieniegdzie przez tłum przeciskali się żacy, którzy uczyli się rachować i kaligrafować a i szkolnictwo wyższe było obecne i to całkiem materialnie (pod postacią czterech uczelni). A to tylko fotografia Florencji, a gdzie Rzym. Wszak wszystkie drogi do niego prowadzą. Chociaż był bratem mniejszym, albo posiadał potężniejszą (wówczas) siostrę, nie chodzi o umniejszanie jego dostojeństwa, a o odmienny charakter i mniejsze rozmiary. Chociaż kościołów tu było dostatek. I nie chodzi tylko o Bazylikę św. Piotra, ale np o  „matkę kościołów” Dan Giovanni na Lateranie, a to li tylko przykład. Tutaj sfera sacrum mieszała się z profanum i nie rzecz w tym, że przybytki duchowej strawy były oddalone od miast, ale o to, że osoby peregrynujące były narażone na utratę nie tylko mienia, ale i życia. I miast zameldować się u siebie w domu pukali już do niebieskich bram.  Drogą do dobrobytu, była kariera handlarza (wyznaczenie szlaku do Indii, szlak do Chin) albo bankiera. Zatrzymajmy się przy tym na chwilę, dla osób ceniących sobie ciekawostki językowe mam wiadomość. Nie wiadomo, czy pierwsi nadali przezwisko mieszkańcom Włoch Francuzi czy Niemcy. Zwali ich nie inaczej, tylko Lombardczykami. Chodziło o to, że Włochy w naszej części Europy to ci, którzy posługują się wekslami, żonglują kredytami. I jeszcze mała uwaga, nie chodzi o to, że tylko w stolicy espresso powstał system bankowy, a o to, że jeśli chodzi o naszą część świata, tak było. Można by wspomnieć także (wracając do kreślenia krajobrazu o Drugim  Bizancjum skąpane w Morzu Śródziemnym nie chodzi tylko o plac św. Marka centrum rzeczonej działalności, ale i o modę, urodę…I złotnictwo, ale to ostatnie to przecież wszystkie miasta-państwa włoskie, co innego produkcja szkła, tak szkła tego artykułu, który teraz posiadamy wszyscy w domach A jeszcze nie wspomniałam o Genui? O huku, pracy bo przecież tam urodzaj stoczni, i bardzo wykwalifikowanych pracowników w tej dziedzinie urodzaj. Ale jak się będziemy tak rozwodzić nad miastami dobrobytami, skarbami… Nigdy nie wyjdziemy na brzeg tematu głównego. Czujecie? Taki mamy klimat. Jedwabie, tkactwo, skórnictwo, futrzarstwo (a surowiec sprowadzano aż z Rosji) a z drugiej strony wyrabiano najlepszej jakości zbroje (tu prym wiódł był Mediolan). A Włochy środkowe? O nich zazwyczaj się zapomina bo przecież tam rolnictwo,pola uprawne, z tym, że warto zaznaczyć, że chłopi (i chłopki przecież bo one także pracowały fizycznie) już w XII a najdalej na początku   XIII wieku byli wolni/ wolne (nie obowiązywała ich pańszczyzna) tu także znany był średniowieczny wynalazek trójpolówki. A w XV wieku zaistniała rewolucja za sprawą małych białych lub brązowych ziarenek [ryżu]. Dieta była zróżnicowana, bo z jednej strony wiją się winorośle, z drugiej warzywa i owoce. Wiele rodów podróżuje do miast. Z drugiej strony wojenki i wojny o wpływy między poszczególnymi ośrodkami, zróżnicowanie społeczeństwa również w mikroskali. Wszystko kipiało rozwijało się, lub zwijało przekształcając, w inne mechanizmy. I  nie chodzi tu o prasę drukarską, chociaż i w tym aspekcie Włochy wiodły prym tak, także w tym. Obok pałaców powstawały biblioteki. A co należy podkreślić, szlaczkiem, kobiety we włoskim społeczeństwie zajmowały równie silną pozycję. Wystarczy spojrzeć na edukacje, w której również uczestniczyły. Znały języki obce, w tym język nowożytnych, wpływowych państw, łacinę, czytały te same książki (co mężczyźni) określenie studentka, odnosiło się do określenia statusu żaka, na równych prawach, a nie jak było to w innych krajach, towarzyszki studenta.

Oto ja.

[Królowa Bona – drzeworyt z dzieła Decjusza De vetustatibus Polonorum z 1521r,Ilustracja Encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera T.4 457 – Królowa Bona (z drzeworytu) źródło zdjęcia].
Izabela z rodu Aragonów, tak, dokładnie  tych Aragonów, którzy władali Neapolem i Giangalezza Sforzy  (dla odmiany mąż posiadał był słabą reputację)  rodzice bohaterki artykułu, i trójki dzieci, o których tu pisać nie będę i to nie dlatego, że tylko Bona Maria mogła się zestarzeć…. A i nie zawadzi wspomnieć, że Alfons II Aragoński założył pierwszą włoską Akademię humanistyczną a Bianka Maria żona Franciszka, niestrudzona w bojach (dowodziła obroną Cremony, chociaż to nie wyjątek w rodzie o którym mowa, wyedukowane kobiety, intelektualistki i erudytki. Warto chociażby wspomnieć, o Baptyście Sforzy czy Madonnie di Forli, nie zdziwiłabym się, gdyby przyszła Ci na myśl ciotka niejaka Lukrecja (Borgia oczywiście). I tutaj można się doszukiwać korzeni czarnej legendy władczyni Polski. Urodzonej  o trzynastej trzydzieści, w niedzielę drugiego lutego tysiąc czterysta dziewięćdziesiątego czwartego roku. Nie wiadomo, czy apodyktyczny stryj pomógł ojcu Bony pożegnać się ze światem doczesnym wiadomo tyle, że uzależnił od siebie swojego bratanka również ekonomicznie. Córka nim skończyła rok zaniemogła na zdrowiu (ospa wietrzna). Po śmierci męża udziałem Izabeli była żałoba po ojcu, i bracie. A wkrótce i syna (prawowitego następce tronu) miała utracić. A potem i córkę. Pozbawiona więzi rodzinnych,takich oczywiście, w których miałaby oparcie, a i zaznała ukojenia zmuszana do przeprowadzek, uzależniona ekonomicznie, targana wątpliwościami, strapieniami i wojną (Francuzi przejmują tron) zbiega z włości, z małoletnimi córkami do Neapolu, którym rządzi Fryderyk. I tak oto zmieniają się dekoracje najpierw Mantua, potem Bolonia, Rzym, aż wreszcie gościnne progi  Lukrecji. I tak oto mogły obserwować wkroczenie do miasta Cezara (Borgii). Nad krajem zbierały się wojenne chmury, wybuchowi potyczki chciał zaradzić władca poprzez dyplomację, tą jawną i wprost przeciwnie, jak i przez ufortyfikowanie miasta. Na nic się to jednak stało wskutek papiesko- francuskiej siły wojsk, które na domiar złego były nie tylko bardziej liczne, ale przede wszystkim lepiej wyposażone (artyleria). W 1501 wydany został papieski dokument w którym zapisano, że zgodnie z prawem Neapol zostaje podzielony między władców Hiszpanii i Francji, tak oto Franciszek zostaje bez korony i berła a i bez dachu nad głową już nie królewską, zbiega do Francji, jego żona także uchodzi, tam gdzie Izabela z Hipolitą(która niebawem także pożegna się z życiem, w wieku lat dziewięciu)  i Boną, na wyspę Ischię. Co warto podkreślić ten czarny rok tułaczki został zwieńczony odzyskaniem księstw Bari i Rossano. Osiadłszy w pierwszym, nie zawahała się odbudować swej potęgi i bogactwa. Nie chodzi tu o dobra doczesne, chociaż tymi nie gardzono, i przywiązywano wagę np do tego by zamek był funkcjonalny, dobrze ufortyfikowany i piękny, czy też hodowano rasowe konie, czy sokoły znane w świecie, ale przede wszystkim do ludzi, i nie chodzi o to, że młodziutka Bona także posiadała już swój dwór, ale o to, że Izabela krzewiła idee nauki, sztuki, literatury, interesowała się oświatą, sztuką. Stworzyła specjalną komisję za sprawą jej funkcjonowania miała rozwijać się edukacja i kształcenie, a nauczyciele w szkołach publicznych mieli nie tylko otrzymywać regularną pensję, ale także być zwolnieni z uiszczania podatków, otrzymać dach nad głową, i służby (no dobrze, służby to za dużo powiedziane, napisane ale dodatkowa para rąk do pomocy się przyda). Dotowała klasztory, te, których zwierz nicy zobowiązali się do nauczania ludu Pisma Świętego, była mecenatką artystów, intelektualistów była zwierzchniczką sądów (a dokładnie cywilnego, drugiej instancji w Grottaglie). Po uregulowaniu formalnym sprawowała pieczę nad dochodami skarbowymi Neapolu , a to wiązało się przede wszystkim z podniesieniem stopy życiowej. Cieszyła się nie tylko posłuchem, ale przede wszystkim autorytetem. Potrafiła osiągnąć wielkość dzięki pracy własnej, i pomimo niedogodności i wieloletniego cierpienia. Oczywiście, los ją rzucił w nie lada geografię, przecież Neapol to nie tylko miasto uniwersyteckie, ośrodek myśli, to tętniące humanizmem miejsce mocy. To miasto Akademii Neapolitańskiej, a księżna mogła nasiąkać uczonymi rozmowami, i czyniła tak do woli. Bona pobierała nauki dobrego smaku i kindersztuby u Marii Critopolis, posiadała własnego spowiednika, ale także uczyła się języków obcych, łaciny czy hiszpańskiego, ale także recytowała poezję, czy uczyła się tajnik medycyny, czy filozofii, historii, prawa i administracji, religii i teologii,matematyki i biologii a to tylko wyimki. Jazda konna i wszelkie gry i sporty ruchowe też nie były jej obce. Jakby tego było mało na dokładkę i śpiew i gra na instrumentach nie była jej obca. Czy zdziwi Cię jeśli napiszę, że tańczyć też potrafiła. I to nie byle jak skoro w różnych kronikach ów fakt jest wspomniany?  oczywiście można by powiedzieć, że to tak przecież bywało może nie (a raczej na pewno) wśród najniższych warstw społecznych, ale arystokracji i szlachty, takie zamknięcie w księgach. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze napisałam już wcześniej, że społeczeństwo włoskie było niejednorodne, można było też awansować, nawet jeśli pochodziło się z ubogiej rodziny, co prawda na znaczeniu zyskiwał mieszczanin, co było skutkiem peregrynacji ludności do miast, a i pozycja kobiet była mocna, do tego nie zapomnijmy, że Izabela dbała jeszcze o jeden aspekt (o zgrozo doba ma dwadzieścia cztery godziny, i chyba w XVI wieku też miała, nie? :D) mianowicie o socjalizację na przykład w takim Neapolu…

 

Z ziemi włoskiej do Polski

Początkowo chciano wyswatać Bonę za brata papieża (Leona X) za Juliana Medici. Plany matki były inne od tych, które snuł Ferdynand Katolicki, ona widziała ją u boku nie kogo innego jak u boku księcia Mediolanu Maksymiliana Sforzy. Tak, nie mylisz się, był synem nie kogo innego jak tylko Ludwika il Moro, tego Ludwika… W dodatku, jak to w bajkach bywa, progenitura była dokładnym przeciwieństwem Bony, bo na niedokładne przeciwieństwo nie mamy co liczyć :). Nie ma co liczyć także na to, że tych dwoje zapałało do siebie miłością, raczej bliżej było by do ości, która stanęła była w gardle. No ale cóż poradzić gdy Izabela chciała odzyskać swój Mediolan? A nie zapominajmy,że przecież małżeństwa w tych czasach, zwłaszcza w rodach arystokracji były niczym innym jak transakcją i opisywana sytuacja była regułą, a nie wyjątkiem. Rozważano do rzeczonego ożenku również kandydaturę Księcia Filipa Sabaudzkiego brata księcia Karola III, matka miała nadzieję, że w ten sposób córka odzyska prawa do władania Mediolanem (jej przyszły małżonek po prostu przypomni do kogo ów pracowicie należy). Nie wiadomo jakby się losy Bony potoczyły gdyby Maksymilian nie wyjechał (pod przymusem) do Francji. W tej układance pojawia się także nazwisko Ferdynanda Habsburga… Z tym, że ci drudzy nie byli zainteresowani, przecież rodzina Bony już nic nie znaczy, co innego dawniej, dawniej to była by jeśli nie święta, to świetna partia… A może by tak Wawrzyniec Medici? Przyszły władca księstwa Urbino? I znów kara się odwróciła. Jako że Izabela słuchała uważnie tego co się dzieje na świecie, wiedziała, że drugiego października tysiąc pięćset piętnastego roku zmarła Barbara Zapolya, a tym samym była do zgarnięcia korona Polski. A to kraj nie byle jaki, wiedzie prym w ówczesnej Europie! (Również dlatego, że okolice te nie były nękane przez epidemie czarnej ospy, zgrozy czasów minionych, terytorium to mogło się rozwijać bez przeszkód a ludzie opływać w dostatek). Do negocjacji wkroczył (ponownie) cesarz Maksymilian, a miał ułatwione zadanie bo na jego dworze bawili panowie z owego dalekiego kraju. A i sam Zygmunt I nie narzekał na brak kandydatek pomimo tego, że dobiegał pięćdziesiątki. i tu też obecna była polityka (np jak za pomocą mariażu pozbyć się panów w białych płaszczach z czarnymi krzyżami na plecach i teleportować ich do Italii, inna rzecz, że to był pomysł z najwyższej półki tej z napisem fantastyka historyczna, albo fantastyka histeryczna]. Do tego wszystkiego pośród aktorów sceny politycznej obecny był i król Francji, który, a jakżeby inaczej chciał załatwić i swoje sprawy,ważne by Bona nie interesowała się wdowcem z Polski… Przecież ona ma dwadzieścia dwa, a on czterdzieści osiem (jakby arytmetyka w tym równaniu miała jakiekolwiek znaczenie…). To kto i jakie interesy chciał załatwić wiążąc donnę Bonę z konkretnym mężem (stanu) nie będę się wdawać, wszak to  rzetelny artykuł na blogu, a nie opasły tom. Dodajmy tylko, że sam Zygmunt zdecydował się, że Eleonora będzie jego wybranką, tymczasem, o  błogosławiona niewiedzo! Izabela uderzyła do ofensywy nie szczędząc dukatów. Można powiedzieć, że przeceniane dziś jest analogowe  selfie jakie przekazał  Dantyszkowi nauczyciel Bony, którym przyszły mąż się zachwycił. To akcja szeroko zakrojona, w której brało udział mrowie możnych panów. Pozostało pogodzić niedogodności lokacyjne, spisanie i ustalenie warunków intercyzy, wysokości posagu i sposoby jego przekazania i wiele innych detalików. Czy dziwi fakt, że Izabela wynegocjowała nader korzystne dla niej warunki? Ślub per procura odbył się (gdzieżby inaczej) w Neapolu, a przyrzeczone dobra (posag) rozłożone zostały i w czasie i na raty, ale co najważniejsze do sprawa sukcesji dóbr po matce, tego Zygmunt nie dopilnował. Poselstwo przyjęte przez cesarza w Wiedniu piętnastego września tysiąc pięćset siedemnastego wieku nie udało się uzyskać pisemnych gwarancji, iż donna Bona uzyska sukcesie po matce. A dlaczego ślub per procura w Neapolu? Z tej prostej przyczyny, że to była demonstracja tryumfu Izabeli! Niech no sobie możni panowie popatrzą jak jej potęga odradza się jak mityczny feniks! Co tam jacyś książęta włoscy, niech patrzą i płaczą jaką okazję zaprzepaścili, jak tu sam Zygmunt I wkracza na scenę ten, który przoduje Europie! Nie będę opisywała tu bogactwa obfitości orszaku królewskiego Izabeli, dość wspomnieć, że imprezy towarzyszące festyny wszelakiego rodzaju trwały, bagatela czternaście dni. A nad tem wszystkiem panowała nie tylko uroda Bony, ale także jej umiejętności np. taneczne. Bawiono się tak jakby ten dzień miałby być ostatni.

I chociaż obie władczynie (Izabela i Bona) odwlekały rozłąkę to czas pędził nieubłaganie. Bona miała nie tylko uchodzić do bardzo dalekiego kraju, tak odmiennego kulturowo od jej ojczyzny. Miała ostatni raz zobaczyć matkę, i pożegnać wszelkie bliskie jej osoby. Co prawda mogła zabrać ze sobą (w myśl warunków ślubnych grono to powiększyło się o cztery służki i jeszcze jedną matronę) jedną matronę i dwie młode służki, ale wyobrażasz sobie dozgonną rozłąkę z rodziną? Nawet teraz, gdy wiek XXI nasiąkł technologią na wyciągnięcie ręki, a co dopiero wtedy… Cztery dekady daleko, daleko od słońca Italii, krajanie, którzy z nią wyruszą w podróż do Polski narzekać będą na wilgoć, zimno, nieprzychylny klimat. Inna sprawa, że wyprawa była mordęgą, wystarczy napisać, że tylko Bona radziła sobie doskonale. A gdy u celu podróży na mowę powitalną odpowiedziała płynną, kunsztowną łaciną dostojnicy i panie polskie mogły co najwyżej (a raczej najniższej) zbierać szczęki z ziemi, i masować sobie staw skroniowo -żuchwowy. Może nastąpiło przemieszczenie krążka (i to nie jednego) przy okazji, ale o fizjologii nie będziemy teraz pisać. Przybyłe Włoszki i Włosi podczas pierwszego bankietu zetknęli się po raz pierwszy (i nie ostatni, niestety) z tłustą i ciężką kuchnią polską. Zraszaną nie tylko toastami (a jakże) ale przykrymi dłuuugimi mowami. A nazajutrz przecież dalszy ciąg podróży. Państwo młodzi spotkali się po raz pierwszy dwa kilometry od wjazdu do królewskiego miasta Krakowa gdzie oczekiwał Król Zygmunt wraz ze swoją świtą. I znów ceremoniał. Skracam opowieść bo na opisanie wszelkich peregrynacji, miejsc w pochodach, czy dysput o tym, kto w jakim porządku ma jechać towarzysząc Królowej nie starczyło by czcionki, a gdzie podarki, czy opis rzeczonego wiana? Można by rozbudować opowieść do rana wieść niczym sznury drogocennych korali. Każdy możny miał swój orszak, a tym samym pochód wydłużał się i wzdłużał, pęczniał z każdym postojem czy powitaniem, a nie tylko na ziemiach polskich na trasie przejazdu gromadzili się mieszkańcy i przybyli specjalnie na tę okazję goście. Ludzie ówczesnej epoki nie różnili się specjalnie od nas, zadomowionych w XX, czy XXI wieku. A gdzie tam Kleparz, czy katedra, i znów konwenanse, mowy, czy wielogodzinne ceremoniały.

 

Bona zamieszkała w wyremontowanym w dużej części zamku, który wywarł na jej towarzyszkach i towarzyszach niemałe wrażenie. Zajęła komnaty na drugim piętrze od strony katedry. I znów konwenanse, odwiedziny małżonka wraz z senatorami, niby wytchnienie, ale cóż to skoro jednak nie. A Kraków pęczniał w szwach gdyż do jego bram pukali coraz to nowi wielmoże ze swoimi zastępami nie tylko ludzi, ale i zwierząt. Sam Jerzy, książę Brzegu miał jeśli liczyć tylko konie ich sto czterdzieści sztuk. A przecież one nie żywiły się powietrzem. Trzeba było rozlokować przybywających i nie uchybić ceremoniałowi. Aż cud i uśmiech losu, w którym ukazuje garnitur śnieżnobiałych zębów, iż zaślubiny odbyły się zgodnie z planem (dla lubiących daty osiemnastego kwietnia roku pańskiego tysiąc pięćset osiemnastego).  Potem tylko powrót do zamku i ośmiogodzinna uczta weselna (samych mis wysadzanych szlachetnymi kamieniami i zdobieniami było tysiąc trzysta) a sala złota była nie tylko z nazwy. A potem dla odmiany były uczuty i gdzieś pomiędzy noc poślubna. I tak przez dni kilka. A potem żyli długo i szczęśliwie. Nie, no tak dobrze nie ma. Nawet w bajkach. A Bona dorobiła się i białej i czarnej legendy.

 

Dzisiaj zaślubiny odbywają się w blasku fleszy cyfrowych, czy analogowych, wszystko jedno, a drzewiej nie było inaczej zabawki się tylko zmieniły, tyle, że miały wydźwięk cywilizacyjnych wydarzeń, społeczno-politycznych. Przybywali na nie nie tylko możni, ale przede wszystkim humanistki i humaniści. A ślad owych wydarzeń zapisany został w utworach muzycznych, albo literackich, tak też ocalony od zapomnienia. Ślub to nie tylko przepych i morze trunków to także konsylia naukowe, konferencje i uczone dysputy np filozoficzne. To nie śniło się nawet fizjologom! Taka anatomia weselnej zabawy! Co warto odnotować ślub Zygmunta I z Boną Sforzą jest opiewany w literaturze, nie bez racji (i nie chodzi tu o obfite racje żywnościowe, kilkanaście rodzai mięs i obfitości kęs) ale też należy wyraźną czcionką napisać, że  był to ostatni tak znaczący ślub polskiego monarchy. (A wiele już do dziś wody w Wiśle upłynęło). Przez delikatność nie wspomniawszy o tej w kranie. Smutne to, ale prawdziwe. Ślub Bony z Zygmuntem (jego rozmach) można przeczytać nie  inaczej jak tylko. Polska jest centrum renesansu. I nie chodzi o uczty, bale, rozdawnictwo medali, czy podarków kosztownych (a jakżeby inaczej gdy gościnie i goście się rozjeżdżali). Bo na warzywach się nie skończyło, ba… Nawet nie zaczęło, aaaale o tym, innym razem. Jak łatwo się domyślić, ciąg dalszy nastąpi… Ale spokojnie, nikomu na odcisk.

 

 

 

 

 

Reklamy

8 myśli na temat “[378]. (Bo na) warzywach się nie skończyło (I).

    1. Nie to najwyraźniej ścieg okoliczności. 🙂
      Nie czytałam „Córek”.
      Czy chcesz mi powiedzieć, napisać, zważywszy na oko-liczności (ale ich nie zważywszy :)), że „weszłam Ci w czytelnictwo”/? 🙂

  1. Bona to jedna z moich ulubionych kobiecych postaci historycznych. Musiała być niesamowita! We współczesnych czasach, taka kobieta trzęsłaby połową tego świata 🙂

    1. Cześć!Była niesamowita. Z co najmniej kilku względów. Nie dała sobie w kaszę dmuchać. Przyjechała do odległego geograficznie i kulturowo kraju, i rzeczywiście przejęła się losem poddanych, uważała bowiem go już za swój, to znaczy taki za który jest odpowiedzialna. A za co Ty ją lubisz? I jakie są Twoje inne postaci historyczne? 🙂

  2. Dokładnie za to samo o czym piszesz – nie bała się nowego, szanowała kraj do którego przybyła – ludzi, obyczaje, nie wyrzekając się swoich. I właśnie to – nie dała się zapędzić w kozi róg 🙂
    Moje ulubione epoki w historii i kulturze Polski to właśnie złoty wiek, ale przede wszystkim troszkę bliższe – Młoda Polska i międzywojnie. Postaci? hm… wymieniłabym Marię Curie Skłodowską, ale powiem szczerze, że nie zastanawiałam się nad tym szerzej…

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s