63. Bo(o)k, tak. Ale zależy który.

Najmłodszym noblistą w dziedzinie literatury był Rudyard Kipling .W 1907 roku kiedy to otrzymał wyróżnienie miał 41 lat. Czy w pierwszej dekadzie 1900 przypuszczał jaki przewrót technologiczny czeka rynek wydawniczy? Zmarł przed wybuchem II wojny światowej na początku 1936 roku. W wyniku przedziurawienia wrzodu dwunastnicy i pojawienia się w wyniku tego krwotoku. Da Vinci skonstruował czołg, wierzył w mechaniczne ptaki, więc może i Rudyard wierzył w pojawienie się książki dźwiękowej czy elektronicznej? Tego się nigdy nie dowiemy. Zresztą (i bez reszty) za wybraniem osoby Kiplinga nie przemawia żaden fakt…Niech zatem będzie Karol Dickens ten co tak okrutnie traktował kobiety (wyrzucił swoją żonę, którą pojął gdy był jeszcze biedny, oskarżył ją o to, że zaniedbuje dom i jest chora psychicznie. Zrujnował ją, zniszczył wszystko na czym jej zależało, a w szczególności reputacje. Sam ukrywał, że ma kochankę, gdy podróżował z nią koleją żelazną i kobieta ucierpiała, miała złamaną rękę zabronił jej korzystania z pomocy lekarskiej bo co by się stało gdyby nagle się okazało, że pociągiem podróżuje Bardzo Znany Pisarz, do tego w takim towarzystwie?) No, ale może nie tylko nie warto nikogo pytać? Nie chodzi o to, że Karol napisał Opowieść wigilijną w półtorej miesiąca…

Mamy wybór.

Jeszcze przed wynalezieniem pisma Breila (w 1825 roku) osoby z dysfunkcją narządu wzroku mogły samodzielnie czytać. W 1786 roku w Paryżu V Hauy stworzył taką możliwość. Rynek książki rozwija się dynamicznie. Nie dość, że książka drukowana nie jedno ma imię (i różne wydania:ekskluzywne, kieszonkowe) to jeszcze jest książka mówiona i wydania eklektyczne, tfu, elektroniczne. Oto jest pytanie, które od wieków nurtuje filozofki i filozofów:

książka tradycyjna, czy o swojsko brzmiącej nazwie, ebook?

Pliniusz straszy Starszy się mylił papirus jest trwalszy niż 200 lat. Nie wiadomo też ile może przetrwać książka elektroniczna, która przecież jest zapisana na jakimś nośniku (np na cd, albo trzymana w chmurze, jednakże pamiętajmy,nie wchodzi się dwa razy do tej samej chmury, podobno, o tym już rozprawiali starożytni Grecy, a przynajmniej jeden taki Heraklit). Rozważmy zatem papierowo, czy elektronicznie czytać. Jeśli w ogóle czytać musimy…

1. Książka papierowa. Jaka jest każdy (każda) widzi. Przede wszystkim można jej dotknąć, przekartkować, powąchać, (są osoby, które twierdzą, że nie ma nic lepszego jak zaciągnięcie się zapachem świeżo kupionej, i bez tego jak bez filiżanki kawy nie rozpoczną dnia). Do tego można ją postawić na półce. Sycić wzrok, przekładać, układać w różne konfiguracje. Namacalnie i niezaprzeczalnie książka j e s t. No właśnie, ale czy każdy z nas ma do dyspozycji Bibliotekę Aleksandryjską? No, oczywiście, że można wypożyczać, ale niejednokrotnie na dany tytuł trzeba ćwiczyć, ćwiczyć się w cierpliwości…

2. Książka papierowa ładnie prezentuje i reprezentuje. Jest niejako forpocztą. Powiedz mi co czytasz, a powiedz mi kim jesteś. I ładnie zbiera kurz, kurzu ci u nas dostatek, zwłaszcza jak mamy piękne książki… No, ale przeglądanie półek i bibułek nie zawsze nam pasuje. Tutaj doskonale sprawdza się czytnik, co prawda półki są wirtualne, a książka nienamacalna przez co można pomyśleć, że łatwo ją utracić, a dostęp do sklepu, jest tylko wtedy gdy mamy zapewniony dostęp do magicznej sieci Internet. Oczywiście, nie stoimy w kolejkach, ba, nie wychodzimy z domu, może  ewentualnie z siebie, gdy mamy słabe łącze.

3. Łatwo przyszło i jeszcze szybciej poszło mawiają ci, którzy zapomnieli, zgubili, których okradziono, np wyrywając urządzenie z rąk. No, co innego taki czytnik, a takiego Super Booka by nikt nie odważył się wyrwać… (Wydana w 1976 roku w Denver książka mierzy  zaledwie 2,74 na 3,07 m, waży  252,6 kilograma…). Nie wiem, czy czytając w środkach komunikacji miejskiej nikt nam nie będzie patrzeć przez ramie, ale przynajmniej będzie mniejsza pokusa,trzeba będzie bardziej się nagimnastykować (ekwilibrystyka to jest to!) Przynajmniej żeby taki tytuł przeczytać.

4. Ile waży ebook? No cóż jest lekki jak piórko. I to niewątpliwie zaleta dla tych którzy a) często podróżują, b) planują przeprowadzkę, albo co gorsza, są właśnie w trakcie c) wystarczy taki remoncik by cokolwiek pochlapać, by gdziekolwiek zamącić. Książki elektroniczne się nie brudzą i kręgosłupa nie trudzą. Z kolei taką całkowicie analogową trudniej jest zniszczyć doszczętnie, chyba, że jesteśmy Savonarolą i ognisko swoje widzimy ogromne… Chociaż ten żywioł pochłonąć może wszystko.

5. Zażywanie lektury w świetle lamp nawowych dawno już minęło. Teraz tylko no cóż, pozostaje nam albo najnowsza technologia, która męczy szybciej oczy (jeśli wierzyć statystykom o 25% szybciej jeśli mamy do dyspozycji książki elektroniczne), albo przy świetle sztucznym. Apologeci książek elektronicznych mówią, że można czytać w każdych warunkach, a no, można zwłaszcza mając wodoodporny egzemplarz urządzenia, ale takich na rodzimym rynku jak na lekarstwo. Tak w każdych dopóki nam starczy baterii. Pokaż mi swoją baterię, a powiem ci… jak długo będziesz czytał(a).

6. Zapora technologiczna: niemożność skorzystania z tego rozwiązania przekreśla książki elektroniczne. Nie każda osoba może skorzystać z tego rozwiązania w obecnym kształcie (np. osoby starsze te, które wykluczone elektronicznie, ograniczona sprawność rąk, lub niewidomi, oczywiście są syntezatory mowy, no ale dalekie są jeszcze od doskonałości, co więcej można wtedy skorzystać z książek mówionych, rynek bowiem prężnie się rozwija).

7. Zapora ekonomiczna: książka coraz droższa, niezależnie od tego w jakiej formie. Dla tych, którzy chcą się zmierzyć z książką elektroniczną muszą kupić urządzenie przenośne, niezależnie od tego, czy będzie to komputer (czytanie nieporęczne) tablet, czy czytnik jednorazowa opłata za urządzenie jest, i nie można tego ukryć. Do tego z czasem i biegiem giga i terabajtów wymagania sprzętowe będą rosły. I rosły jak pokrzywy po deszczu.

8. Na polskim rynku wydawniczym mało jest książek  naukowych, ale znając życie będzie coraz więcej. Ością w oku, stoi jak to zwykle bywa cena książki, tak, tak przede wszystkim tej elektronicznych, ale tylko w tych nie analogowych możliwe jest, że będą interaktywne. Ba, już są.

9. Notatki, cóż lepiej się robi mając do dyspozycji papier, ach ten papier. Ciekawe co by powiedzieli ci, co pisali na mezopotamskich glinianych tabliczkach i pismem klinowym. To jedna z najdawniejszych form pisma. Pisma, czyli zemsty ręki śmiertelnej. I te właśnie książki zbierał Asurbanipala w swojej bibliotece, czy o książkach elektronicznych też będziemy pamiętać tak długo? Czy będziemy tworzyć w pełni nie analogowe biblioteki?

10. Książki przynajmniej te, wgrywane do czytnika możemy mieć zawsze przy sobie, o ile oczywiście nie zgubimy w samolocie, czy innym autobusie.

Co jest lepsze zatem? Odpowiem jak Sokrates. Nie wiem. To czego potrzebujemy. Coraz głośniej mówi się, że nasz mózg jest przyzwyczajony do czytania książek papierowych, nie tylko dlatego, że wzrok się wolniej męczy, ale również ze względu na zapamiętanie, i koncentracje. Istnieje pokusa traktowanie książki elektronicznej jak zwartości Internetu (hiperłącza) jak i możliwość porzucenia jednej książki na rzecz drugiej, drugiej na rzecz kolejnej. Czy jednak sprawa ma się tak z młodym pokoleniem, pokoleniem, które urodziło się z tabletem i myszką w ręce? Czasy skryptoriów odeszły w zapomnienie, wiwat Gutenberg! Nie, nie będę wartościować co jest lepsze, zależy jak leży, w dłoni, oczywiście. Nie, nie wiście. Czytajcie, albo lepiej nie. Najlepiej nie. 

5 myśli na temat “63. Bo(o)k, tak. Ale zależy który.

  1. Ja tam nadal wole tradycyjne książki, choć do e boków coraz częściej zaglądam jak mi się nie chce ruszyć tyłka do biblioteki. 🙂
    Plus dla książek jeszcze taki że jak są już nie potrzebne to mole je zjedzą czy inne szkodniki, elektroniką raczej każdy pogardzi 😉

    1. Nie, nie książki są potrzebne, jeśli nie do czytania (oglądania) to zawsze można coś podeprzeć… 🙂 Cenię książki, analogowe jednak elektroniczne jednak zyskują. A co lubisz (lubicie) czytać?

  2. Odwieczne pytanie lepsze „co” czy lepsze „jak” 🙂
    Ważniejsze czy czytamy czy ważniejsze jak czytamy 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s