[18+1]. Miniatura z cygarem (w tle).

1.

Smutnością nasączam. Jestem. Obok obłok słów. I marznę. Choć jeszcze nie jesień. Choć już w kieszeniach wrzesień i w uchu i oku. Cisza cisza, po zmroku. Zapada mgła, a tak chciałabym chłonąć zieloność, zieloności tej nasycenie i mnogość, nie nadziewać się na nadzieję, ale rozgościć się: we wszystko j e s t. Jest dobrze, w pewności, która czuję się dobrze w towarzystwie moim i faktów, że jeszcze zdążę, że jeszcze zdążymy. My. Nie zardzewiejemy w datach. Jeszcze nie, długo nie. A świat będzie dobry jak świeży, pachnący chleb posmarowany suto masłem. I najemy się nim do syta, po głodu brzegi. I śmiać się nam będą oczy, usta i piegi.

***

2. Na senne noce polecam:

[Karłowicz Recomposed, Karłowicz Atom String Quartet I Filharmonia Szczecińska, źródło],

3. Dyskusja zasłyszana przy okazji. Podobnież gdy Polki i Polacy chcą schudnąć, to częstokroć ratują się kawą i papierosami. Źródła brak. Nie podam liny do badań, porównań, statystyk. Choć Zygmunt by się jakiegoś doszukał w dzieciństwie, albo stworzył je sam. Nie od razu przemknął mi przed oczyma jego sylwetki zarys, za to teraz pojawił się w całej swej nie- okazałości gdy zamykam ten tekst.

Papierosy, cygara, cygarety i dym nam coraz rzadziej towarzyszy (inna spowija nas mgła niepewności, albo opary absurdu, albo… ).

Miał być okulistą. Z tym, że z medycyną nie bardzo było mu do twarzy, co innego było mu w głowie, a raczej w żyłach. Oj, w głowie, na języku, i na sumieniu miał wiele, o wiele za wiele. Lubował się w kokainie, rzecz wiadoma. Uzależnił —od nikotyny. Rzucanie palenia doskonale mu szło, rzucał wyśmienicie, niedbale: czy to w poście, czy karnawale: krótkotrwale, nader krótkotrwale, ale rzucał, rzucał wytrwale. Pochłaniał w ilościach hurtowych. Jeśli przywołamy z czeluści naszych neuronów obraz Zygmunta na fotografiach okaże się, że na wielu z nich w ręce dzierży cygaro. Miał problemy z sercem, i nie chodzi o zawiłości – pisząc eufemistycznie- życia prywatnego, czy te występujące w życiu zawodowym, bo te nader często, gromadnie ciążyły (na jego sumieniu) stadnie, ale o to- zupełnie na inny artykuł- chroniczne palenie przyczyniło się do jego problemów kardiologicznych, ale i – nie zapomnijmy, o tym, że chorował na nowotwór jamy ustnej, trzydzieści operacji nie pomogło, trzydzieści cholernie bolesnych operacji (zapewniam, że nie chciałabyś, nie chciałbyś znaleźć się w lazarecie lat trzydziestych ubiegłego wieku, a i pewnie nie teraz). Ból był tak dojmujący, że w tysiąc dziewięćset trzydziestym roku popełnił samobójstwo. Przedawkował morfinę, którą podał mu jego osobisty lekarz. Palił do ostatniej minuty, do przedostatniego oddechu, tak, wypalenie cygara miało być ostatnią rzeczą jaką zrobił. Panie Freud gdzieś się Pan zapodział między niespiesznym sprintem słów, szronów oksymoronów, ale niech Pan już stąd idzie, razem ze swoim cygarem. Dumam nad zegarem.

Sącząc unoszące się tuż nad ciszą dźwięki.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s