[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.

Bardzo dobrze pamiętam to niebieskie opakowanie z charakterystycznym, białym napisem.

Co więcej, nie miałam szansy o nim zapomnieć -remedium na spierzchnięty nos w czasie katariad, bo toż to kaaaatari/j/ady były i są, nie jakaś tam ledwie stróżka z nosa, lecz potężny obrzydliwie czerwony nochal z przyległościami jakże po tyradach libacji (jestem egzemplarz bezalkoholowy) ale z tymi przygłodami z wielkiego Kat…

Czytaj Dalej „[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.”

[120+1]. Ach te daty, (π-i)? Żegnaj, Profesorze!

[Stephen i Monty Python – Galaxy Song,źródło]. Chociaż bardzo często są przytaczane jego wypowiedzi, jak te poniżej…

 

 

Przez miliony lat, ludzkość żyła tak jak zwierzęta. Wtedy stało się coś, co uwolniło siłę naszej wyobraźni. Nauczyliśmy się rozmawiać, nauczyliśmy się słuchać.

Rozmowa umożliwiła przekazywanie pomysłów, dzięki czemu nauczyliśmy się wspólnie budować niemożliwe. Największe osiągnięcia ludzkości tworzone są w rozmowie, a jej największe niepowodzenia są skutkiem braku rozmowy.

Nie musi tak być.

Nasze największe marzenia mogą stać się rzeczywistością.

Z technologią, którą dysponujemy możliwości są nieograniczone.

Wszystko, co musimy zrobić, to upewnić się, że wciąż rozmawiamy.

  • Źródło: reklama British Telecom (1993), 11 września 2012.Podkreślenia własne.

 

[Stephen William Hawking (1942–2018) człowiek nauki, także jej popularyzator  astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyk].

Jest jedynym w historii, który w serii Star Trek: a dokładnie, Star Trek Następne pokolenie zagrał sam siebie.( Ten film uwielbiał także Randy Pausch).

Magia liczb od samego początku, czy początku końca? A Phi, wzruszasz być może ramionami teraz, no a Pi?* Urodziny Hawkinga przypadły w trzechsetną rocznicę śmierci Galileusza. A (dzień) śmierci to również dzień, tym razem urodzin  innego naukowca,do którego Hawking był często porównywany, Einsteina. I Cóż, zarówno jeden jak i drugi był cele bitami, celebrytami w świecie N (auki).Umiał SMAkować życie. To także znak charakterystyczny brytyjskiej kultury i uprawiania nauki, niech za przykład posłuży takowy obrazek: Zorganizował imprezę dla podróżników w czasie, na którą… Nikt nie przyszedł. I nie dla tego, że olał zaproszenie Stephena. I co, mały smuteczek, wielkiego (astro)fizyka? Nie, radość, a raczej raaadocha,  W sali uniwersytetu Cambridge przygotowano sale i nakrycia, jednak nikt nie przyszedł,na podwieczorku w scenie Alicji w Krainie ciar, przepraszam, czarów, było inaczej, raczej skromnie, wiecie, królik, Szalony Kapelusznik, a tu Stephen w krainie, co najwyżej, kwarków, i dlaczemu, powód do uciechy? Zapraszam wszystkich gości kończy mi się data ważności (wrze świata)? Jest mały haczyk,wysłał zaproszenia dzień później, czym dowiódł, że, nie nie, że koleje państwowe mają problem, w czasie i przestrzeni, czy inni przewoźnicy, ale, że nie możliwe jest podróżowanie w czasie…Ot, nauka. Jak sam Hawking mówi(ł) lubi wino i proste eksperymenty, prosto także potrafił mówić o nauce, stąd jego książki, również dla dzieci, stawały się bestselerami.

 

 

 

*Dzień π obchodzony jest 14 marca i znów te daty,a raczej jej zapis w… USA – notuje się ją jako 3.14. Inauguracja  o 1:59 (po południu). Ciekawe dlaczego, pewnie to Pi, razy drzwi, nie? 🙂 Pewnie wiedzą ci,którzy mają (po)ciąg do liczb, a raczej do jednej…Ot, rozwinięcie tematu:

π, 3,141592

I jeszcze taki cyt, cyt, cytacik:

[grafika własna,wypowiedź: Stephena Wiliama Hawkinga]. Dla osób chcących poczytać więcej o Stephenie, polecam artykuł i dyskusję pod tekstem.

224. Być jak Ron Clark.

[Doceniać swoją zdolność do zmiany samej siebie].

Takie zdanie pojawiło mi się w tym tygodniu, a potem przyszły następne. Złożone. Choć proste. I tak powstał ten wpis.

Bardzo rzadko uogólniam. Nigdy i zawsze to bardzo niebezpieczne słowa. Dlatego spytam, kto by nie chciał z Was mieć styczność, w szkole, podczas edukacji formalnej, albo poza nią styczności z inspirującym nauczycielem, nauczycielką? Takim Morriem, albo Ronem Clarkiem? Kto z nas nie chciałby zakrzyknąć o Kapitanie mój kapitanie! Kto nie chciałby chociaż jednej godziny spędzić z Marceliną Kulikowską? Kto nie chciałby usłyszeć w czym jest naprawdę dobry, tak dobry, że wyjątkowy? I w jaki sposób może się realizować? Chociaż jeden jedyny raz być i współtworzyć taką relację, kiedy jest ona równie ważna, i wpisana w proces uczenia się. Gdzie liczy się z a r ó w n o  droga jak i cel. To nie prawda, że droga jest ważniejsza od jej pozytywnego zwieńczenia. A teraz —- kto takie słowa usłyszał?

Uczeń lub uczennica to równorzędn_y/a partner/ka w procesie nauczania. Razem ze swoimi deltami (czyli stronami, które wymagają wsparcia) zaletami, marzeniami,planami, aspiracjami, możliwościami. Wiem, że w przeważającej większości już ukończyliśmy szkoły, opuściliśmy zielone ławki, a potem te „dorosłe” rzędy krzeseł i stołów. Zazwyczaj jest tak, że raz do roku, w okolicach czternastego października wspomina się swoich nauczycieli, albo łaskawie czci się minutą milczenia. A ja chciałabym dzisiaj inaczej. Chciałabym wierzyć w to, i mieć namacalne dowody, że gdy uczeń jest gotowy, nauczyciel/ka zawsze go znajdzie. Chciałabym słyszeć trudne i inspirujące pytania, od osób, które są ekspertkami i ekspertami w swojej dziedzinie, wyjaśnić prostymi słowami to co wydaje się (albo jest) skomplikowane, inspirować i ukazywać radość uczenia się i wykorzystywania swoich możliwości, i kiedyś taką się stać. Wierzę w to, że zdobywanie wiedzy i uczenie (się) może być inspirujące i pełne pasji, nie samo dla siebie, albo dla wzniosłych ideałów, tylko może być użyteczne w życiu, nie tylko osobistym, czy zawodowym, ale społecznym choć momentami jest bardzo, bardzo, bardzo trudne. Liczy się zarówno sam proces poszukiwania i znajdowania odpowiedzi, jak i odpowiedzialne towarzyszenie w tymże. Moje osobiste doświadczenie podpowiada mi, że j e d n a   z  k l u c z o w y ch  umiejętności to mądre (a  i [choć nie tylko] zatem konsekwentne) nauczenie (się) w jaki sposób mądrze w y m a g a ć od S i e b i e. Zachęcanie do Wielkich Marzeń i ich realizacji. Ł ą c z e n i e     t e o r i i    z     p r a k t y k ą. Tworzenie bezpiecznego środowiska uczenia (się) gdzie przekraczać się będzie strefy komfortu, ale nie strefy bezpieczeństwa. Marzy mi się taka sytuacja, gdy lęk przed popełnieniem błędu, ani jego popełnienie nie wstrzymuje dalszego procesu uczenia się/ drogi dalszego rozwoju,  a gdy piszę uczenia się mam na myśli t a k ż e osiągnięć, ale jest pewną ukrytą wskazówką „kwestią do rozwiązania” swoistą informacją zwrotną.

I tu jeszcze jedna uwaga, pozytywne nastawienie i budowanie wiary w uczennicę/ ucznia to jedno, a pozytywne pochwały to drugi aspekt, nie należy moim zdaniem nadużywać tego drugiego środka by zbudować to pierwsze. Tak naprawdę jest tu oczywiście widoczna część wspólna, ale jest to tylko pewien obszar. Nie można jednego zastępować drugim.

A drugi aspekt związany z tymi zagadnieniami jest następujący: pozytywne nastawienie jest bardzo ważne, jednakże samo w sobie nie stanowi remedium na problemy (czyli kwestie do rozwiązania) magiczne formułki nie stanowią zaklęć. Mogą pogłębić frustrację. Ważne jest działanie w celu rozwiązania, pokonania pojawiających się trudności, bo tych się nie uniknie, to część życia. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany i linia podziału nie przebiega wyznaczając trajektoria katastroficzne i pozytywne myślenie.

Truizmem jest powiedzenie, że powinno się widzieć w Ludziach tkwiące w nich możliwości, które nie zostały jeszcze zrealizowane, przede wszystkim wtedy (ale nie tylko) gdy inni spisali już osobę/ osoby na straty. Truizm truizmem, ale może koniecznym jest by ten truizm przypominać? By budować motywację wewnętrzną, by satysfakcjonująca droga stała się nagrodą samą w sobie, a dzieje się tak, gdy mamy zapewnione bezpieczne warunki uczenia się z jednej strony— a z drugiej inspirujący i wymagający cel, który chcemy, pragniemy osiągnąć, który jest dla nas atrakcyjny i stanowi wyzwanie.

Zadania dla chętnych:

♣ Zastanów się kto, w jakich sytuacjach i kiedy jest dla Ciebie nauczycielem/ nauczycielką?

♣ Powiedz, napisz komuś w czym jest Twoim zdaniem (wskaż obszar umiejętności/ emocji i ich praktyczne zastosowanie). Nie zakładaj przy tym, scenariusza  ta osoba na pewno wie, że jest ekspertką w dziedzinie x/y/z — nawet gdy wie, i jest o tym przekonana, dobrze jest usłyszeć komplement, który oczywiście możemy wskazać, a nie czczą pochwałę.

♣ Podziel się wiedzą w jaki sposób uniknąć błędów (może takich, które Ty popełniłeś/ popełniłaś) w życiu? I czego się z nich nauczyłaś/ nauczyłeś? Nie ma porażek, są tylko lekcje. Nieodrobione w porę wracają.

♣ Zastanów się dla  kogo, w jakich sytuacjach i kiedy jesteś dla Kogoś nauczycielem/ nauczycielką? Czy jest to źródłem satysfakcji dla Ciebie? Jeśli tak, to dlaczego?

♣ W jaki konkretny  i empatyczny sposób  możesz pomóc dzisiaj ludziom, z którymi teraz przebywasz? Jakie zachowanie wesprzeć, dlaczego właśnie tak?

[Do przeczytania]:

Wtorki z Morriem Mitch Alboom

[Do zobaczenia]:

♣ Prawdziwa historia Rona Clarka

Persepolis

Imagine

179.symetria A.

Pamięci Witkacego.

Nie zaważając na kształt i formę. Nieszczęścia sprzedam.

     Imię odziedziczyłem po bracie,który nie zdążył mi być starszym, odszedł jak i ja odejdę, nie wynurzając swego cienia zanadto. Jakoby innych imion nie było, znoszona klątwa jakże uskuteczniana przeze mnie, Theo. Ani marszand ze mnie choć władałem językami ludzi, ani kaznodziejstwo, anieli także mnie nie chcieli, nie chcieli spoglądać na nędzę, smród i brud. Cóż mogłem powiedzieć tym górnikom ich fedrującym dzieciom, żonom o zeschłej zrogowaciałej ze strachu skórze? Co chodzili by nigdy nie powrócić, albo też przytępić oddech pylicą, i umierać na raty, streszczając swoje życie do ciemnej,czerstwej kromki chleba. Mogę dać tylko mit…Odchodząc w kropkę.

/Twój Vincent/.

]*[

Jacek Bończyk wykonuje Autoportret Witkacego [źródło].

Bę­dę miał do Cie­bie proś­bę (…) ja­ko mój przy­ja­ciel praw­dzi­wy nie od­mó­wisz mi (…) Ch­cę mieć cy­ja­nek (…)  że­by w każ­dej chwi­li być pa­nem swe­go ży­cia. (…) Ła­skę mi wiel­ką zro­bisz, je­śli mnie choć tro­chę ko­chasz.

[Kon­tek­sty. An­tro­po­lo­gia kul­tu­ry, et­no­gra­fia, sztu­ka. Ma­li­now­ski – Wit­ka­cy, Kra­ków 2000].

Od regularnych nawyków biografii stronię, nadświatlona wielka tajemnica różnych narracji mieszają się w onirycznych bezkształtach i ostrych widzeniach rzeczy nieprzemijalności. Spal moje listy, wszystkie co do jednego. A te obrazy macie? Jeśli tak to dobrze, one kiedyś będą wiele warte.

Oto ja naznaczony niezwykłymi dekoracjami, umierałem na raty, znieczulałem się czasami porządkiem białego proszku. Choć kochałem kobiece ciała i umysły,wielokrotnie w tym samym czasie. Naznaczając go wspomnieniami brwerycznych imprez. Jako chłopiec

zacząłem ujarzmiać Pismo.

Ojciec mój Autorytet Moralny bez pokrycia w rzeczy oczywistości, nie nie chodzi o romanse, nie nie tylko o nie. O Matce Czas zapomniał, ślady zatarł. Tylko rys jej zaborczego charakteru gdzieś jeszcze się unosi, a to, że  uczyła mnie grać na fortepianie, wiadomo, wcześniej kształciła się u Żeleńskiego, później Ojciec mój zamknął Ją w żelaznym uścisku powinności i oczekiwań. Nie tolerowała innych kobiet w życiu syna swego jedynego. W domu z drewna o wysokich,dużych oknach, z których bezpiecznie jest wyskoczyć, w razie nagłego pożaru — gościła Persony  Sienkiewicza, Matejkę Żeromskiego…

Cienie Wielkich.

Wolność to niezbywalna cecha człowieka, warunek sin  qua non, ale jak nie zrobię tak jak On, źle skończę, a nawet gorzej. Najgorzej.  Głosy w mojej głowie. Wie[m].

Nie chodziłem do szkoły, zakazano mi tych brewerii i dezynwoltur. Otulono mnie Wszystkimi Książkami Świata,które sprowadzano na jego skraj, i oparami, które unosiło się z mojego laboratorium chemicznego. Tak też je też miałem, podobnież jak pierwszy aparat i ciemnię.

Cienie widzę cienie, głowy gadające, mielące ozorem między słowami.  Dyskutowałem z niezliczę Malinowskim, Ingardenem Fistkiem. Nie zliczę ich wszystkiem. Zgłosek w nazwiskach, tych złotych i srebrnych, tych zapamiętałych i zmiętych tych. Zacnych i mniej. Ej, nie zmaterializowałem się ze światem. Zostałem pomiędzy. Życiem, a śmiercią. Niecierpliwość i zachłanność świata spowodowały, że musiałem odebrać Światu Witkacego. Tego z Istnieniem Poszczególnym zjednoczonym, tego, którego najwygodniej się opuszcza, któremu się nie odpuszcza, którego się nie dopuszcza.

Potem odgoniła Śmierć ode mnie światło, barwy, zapachy i smaki. Obrano mi świat jak cebulę.

Nic nie zostało.

Prócz rozpaczy.

Rozpatrzy Mój świat mnie. Ten, co nie ma regularnej biografii. Narko_[lep]_tyczny taniec chronologii.

Sceny z życia rodzinnego nie uwiodły mnie, ale zmiażdżyły skarleniem hiperboli. Świat mnie boli. Zostały mi dane nazwy, wykresy, zakresy, daty, właściwości. I wątpliwości. Coraz mniej.

Presja życia melancholia holi a presji de. Nurzam się w niej, taplam. Tam, tam. Umrzeć, że w 1914 roku zaznaczam, że chciałbym widzieć siebie, gdy odchodzę. Chłodzę. Chodzę, chodzę od życia. Samobójstwo Narzeczonej mej pięknej, jedynej, niespełnionej onej. Czy Szymanowski nurzał swe cienie i cało w niej? Obłęd. Błędu. Wyruszam, ruszam, ruszam do Australii z Malinowskim. Ferie barw. Zapachów orgie. GIEnialne niebalalne. Oralny Kształtów Smak i ów krawędzi znak.  Wojna. A ja na przekór, na opór, na smak, w radzieckim wojsku tak. To tak, to to to tak. Nie jak ojciec po stronie rodzinnej prawdy. Podporucznikiem został -em w morzu alkoholowych oparów. Ocieram się o śmierć. Czuję jej oddech, żem nie zdechł, ech. Rewolucja Październikowa i Kijowskie czasy.Dziura i drżenie i przestrach i pot, i uryna i Order św. Anny. I tok, tok, tok. Ludzie, którzy jedzą ciemność, ość, ość,ość. Dość.

[Witkacy do kraju wraca. Jacek Kaczmarski źródło].

Umarłem, choć wróciłem. Ciałem. Choć więcej chciałem. Chciałem. Tłem zostałem.Żwirem. Miałem. Miałem  dziennik z czasów Rewolucji, spalon on w czasie późniejszej trwogi, którą przewidział. Widział. Znał, i nie chciałem smakować. Auć.

Zakotwiczam się w życiu w latach dwudziestych, tych, tych latach dwudziestych. Małżeństwo piękna, trwała fikcja. Ona mnie nie kocha. Dlaczego jest. Nie wiem.  Wiesz. Smakuje kochanek ciała.  Maluję, piszę, znam, błądzę. Trącę, i przetracam, tam, tam. I tu. Leje, leje czcionkę leje. Ocaleje połowa dramatów, trzy i pół powieści. W treści. Strofa kata. Koniec, czyli Katastrofa. I seks jest. I rozmowy,i mowy. I grafiafoto. Oto foto. Też jest. Filozofia. Cztery języki nie obce. Lektury, tury, tury liter. Zdania, zdania, dania.

Po

pod

ej

rzyj

świata

pod

szew

kę.

Żyj.Żyj, smakuj, jedź i tyj.

[25+2]. Gdzie jesteś Profesorze? (I) czyli spotkanie drugie (nie ostatnie).

Randy Pausch 23.10 1960- 25.07.  2008
prof. Randy Pausch 23.10 1960- 25.07. 2008 rok. [źródło zdjęcia].

  Choroba nie czyni wyjątkowym. Status społeczno- ekonomiczny, ani płeć, oczywiście, niosą one ważne i ważkie konsekwencje, niektóre z tożsamości społecznych (a mamy ich wiele, choć przez społeczeństwo jesteśmy określane i określani przez jedną najbardziej widoczną) spychają nas w dół, drugie podnoszą ku górze.

Dawno wyleczyłam się z optymizmu, o amerykańskim hurraoptymizmie nie będę pisać nie przez delikatność, ale dlatego,że to komunał, banał, pryszcz, szkodliwy i upierdliwy, humbug. Nie częstuje spotkanych mi ludzi hasłami typu: „Będzie dobrze” nie mówię też: „Nie będzie dobrze”, staram się uważnie słuchać, i powiedzieć, jeśli oczywiście jest ku temu miejsce i czas: „Niech będzie dobrze”. Mała różnica czyni dużą różnicę.

Czy nam się to podoba, czy nie —świat nie jest sprawiedliwy dla Wszystkich, występują nierówności i dyskryminacja ze względu na różne przesłanki. Swoim działaniem, jednostkowym, świadomym i konsekwentnym możemy uczynić to miejsce, w którym przyszło nam żyć, albo w którym zdecydowaliśmy się żyć b a  r d z i e j   s p r a w i e d l i w y m.

Nie wyklucza to także pamiętania o tym, co powiedział Walt Disney:

Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz tego także dokonać.

Oto podręczna lista ważnych myśli, a raczej konfrontowania myśli i znaczeń. Nie miałam sposobności poznać profesora Randyego Pauscha, pana od informatyki, ale (również) od marzeń od ich realizacji.  Wspominałam o Nim w wpisie dwudziestego drugiego listopada. Dwudziestego piątego lipca minęła siódma rocznica śmierci Inspiratora. Dlatego będę cytowała tutaj zdania, które mnie zatrzymały i opatrzę własnym komentarzem, mam nadzieję Profesorze, że nie zależnie gdzie jesteś, zadumasz się życzliwie nad tym co napiszę.

(…)kiedy w pokoju znajduje się słoń to go przedstaw.

Niezaprzeczalnie znajomość faktów to podstawa, dajmy sobie czas na ich zebranie, w taki sposób jakbyśmy byli obcy. Tyle ile potrzeba, wyznaczmy datę, potem zacznijmy analizę, podejmijmy, decyzję, i działajmy, ale nie wracajmy już do punktu pierwszego— o ile nie nastąpi   r a d y k a l n a   zmiana, coś przecież może się wydarzyć. Jeśli zaś ów, słoń jest w pokoju, nie udawajmy, że go nie ma, nie owijajmy w dywan i nie twórzmy rzeźby. Z drugiej strony nie ma co zaklinać świata, w sposób pozytywnie nieodpowiedzialny, jest i szarość, ciemność i mrok, i jasność i światło i wiele barw pomiędzy. Gdy idziemy przez ciemną dolinę, to nie stanie się ona jaśniejsza od naszego powtarzania, że stanie się jasność, ale nie wątpliwie od tego, że zapalimy zapałkę, albo latarkę, albo rozpalimy ognisko.

Jest, jak jest.. Nie da się tego zmienić. Można się tylko zastanowić, jak na to zareagować. NIe zmienia się w trakcie rozgrywki kart, które się dostało do ręki.

Niewątpliwie, są sytuacje graniczne (takie jak powyższe rak trzustki  z przerzutami) gdy nie można nic zrobić. Nic poza zmianą nastawienia, ale czy czasami nie jesteśmy rozleniwione, albo tak dalece nam ktoś (np. wyposażony w autorytet formalny) powtarza, że naprawdę nic nie da się już zrobić. Zawsze warto nie tylko próbować, ale i robić. Wiedza, Postęp, to wszystko nie stoi w miejscu, można zrobić wiele. Nie zawsze jest to do udźwignięcia samej/ samemu.

Nie kupowaliśmy dużo. Ale rozmyślaliśmy o wszystkim. Właśnie dlatego mój ojciec odznaczał się tą zaraźliwą ciekawością, która dotyczyła współczesnych wydarzeń, historii naszego życia. Dotając,uważałem tak naprawdę, że rodziny dzielą się na dwa rodzaje:

  1. Te, które potrzebują słownika, by dokończyć obiad.
  2. Te, które tego nie potrzebują.

Należeliśmy do kategorii pierwszej. Niemal każdy wieczór spędzaliśmy nad słownikiem, który stał na półce zaledwie sześć kroków od stołu. „Jeśli masz jakieś pytanie”—mówili rodzice— „to sam znajdź odpowiedź”.

Ów cytat nie wymaga komentarza, nie mam słownika przy stole, książki kupuje uważnie i rozważnie, ale ciekawość to niezbywalna cecha nie tylko odkrywczyń,  badaczek, eksploratorek, ale to dzięki jej karmieniu świat zyskuje nowe barwy. Zwłaszcza, jeśli z kimś ją dzielisz. Nie bądź zazdrosna/ zazdrosny o wiedzę.

Przestrzegał mnie, bym w sytuacji przewagi, czy to w pracy, czy w związkach z innymi ludźmi, zawsze grał fair.”Fakt, że siedzisz za kierownicą, nie oznacza, że możesz przejeżdżać ludzi.”

Wiadomo, wszystko wraca. Niezależnie, czy w to wierzysz, czy nie, niekoniecznie od tej samej osoby, w tym czasie, w którym się spodziewasz. Ale nie dlatego granie fair jest potrzebne (niezbywalne), ale dlatego, że to kwestia uczciwości. U c z c i w o ś c i    w ob e c   Si e b i e.

Moja wyobraźnia zawsze była trudna do opanowania (…) „Chcę namalować różne rzeczy na ścianach”— oznajmiłem.

„Co na przykład? —spytali.

„To co jest dla mnie ważne’ —odparłem — „Rzeczy, które uważam za wspaniałe. Zobaczycie.

To wyjaśnienie wystarczyło mojemu ojcu.

Nie mam takiej ściany, ale… Gdy przeczytałam te słowa po raz wtóry zorientowałam się, że mam naklejone kartki na drzwi.

Podstawy, podstawy, podstawy. Jako wykładowca na wyższej uczelni wiedziałem, jak wielu młodych ludzi ignoruje tę lekcję, zawsze ze szkodą dla siebie: musisz opanować podstawy, bo  przeciwnym razie nie uda ci się nigdy to, co uważasz za bardziej skomplikowane.

Dodam od siebie, tyle, wiedza cały czas ewoluuje, a my jesteśmy wyposażone i wyposażeni w krzywą zapominania, dlatego warto wrócić do postaw, i je sobie przypomnieć, albo się ich nauczyć. My także się zmieniamy, obrastamy w znaczenia i treści.

 

„Kiedy chrzanisz wszystko i nikt ci już o nic nie mówi, to znaczy to , że dali sobie z tobą spokój” (…) Kiedy się przekonujesz, że coś ci nie wychodzi i że nikt już nie zwraca sobie głowy, by ci o tym powiedzieć, to jest naprawdę kiepsko. Być może nie chcesz tego słyszeć, ale twoi krytycy to często ci, którzy mówią, że cię wciąż kochają i że zależy im na tobie, i że pragną, by poszło ci lepiej. Dużo się ostatnio mówi o dawaniu dzieciom poczucia własnej wartości. Nie jest to coś, co można komukolwiek dać; to coś c, co dzieci muszą same w sobie rozwinąć.

To bardzo ważny dla mnie cytat. Miałam szczęście spotkać osoby, które wiedziały w j a k i   s po s ó b   m ą dr z e   ode mnie w ym a g a ć.  Ważne jest by wiedzieć w jaki sposób to robić. Dowiedziałam się, że kwestia mądrych wymagań to kwestia fundamentalnego szacunku. Ad vocem poczucia własnej wartości ono wtedy rośnie, karmi się. Dzieci i Osoby Dorosłe mogą je w sobie rozwinąć tylko gdy ma po temu właściwe/ tj. wspierające/ warunki. I w tym aspekcie możemy je dać zarówno Dzieciom jak i Dorosłym. Nie tylko poprzez właściwą informację zwrotną.

Wytrwałość to cnota, ale nie zawsze chodzi o to , by wszyscy wiedzieli,jak ciężko się nad czymś pracuje.

Agnieszka Chrzanowska śpiewała kiedyś piosenkę pt. Wytrwałość. Wychwalając cnoty olimpijskie i to był by właściwy komentarz. Zwróć proszę uwagę na słowo wytrwałość. To pewien proces.

Gdzie jesteś Profesorze, nie wiem, ale wiem gdzie znaleźć Twoje myśli, i w jaki sposób się do nich odnieść.

wszystkie cytaty pochodzą z książki: The Last Lecture, Randy Pausch, Jeffrey Zaslow, Wyd. Nowa Proza, Warszawa 2008.

150. Wyobraź sobie, a usłyszysz.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal?

Osoby, które utraciły wzrok, czy to we wczesnym dzieciństwie, czy po okresie dorastania najefektywniej funkcjonują w społeczeństwie. Wynika to z kliku nakładających się na siebie rzeczy:

Czytaj Dalej „150. Wyobraź sobie, a usłyszysz.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal?”

120.Dlaczego warto zobaczyć film o Stephanie Hawkingu… (Inaczej).

Można zobaczyć film o miłości, o harcie ducha, o niepełnosprawności i o geniuszu uwięzionym w ciele,  podanym w iście amerykańskim cieście, polanym hollywooodzkim sosie.  Mniam! ale mdłe, ale pyszne. Jak fast food. I co najgorsze można się tym zadowolić.

Czytaj Dalej „120.Dlaczego warto zobaczyć film o Stephanie Hawkingu… (Inaczej).”

88. (Po)chwała drobiazgów, czyli nie tylko zielone zeszyty.

Ani śnieg nie przykrył niedawnych krwawych wydarzeń, ani sromotnego upokorzenia nie zasypał, ani wieści słabości francuskiej armii nie zmroził — na wieczność, nie na wieczność. Hulał wiatr wdzierając się w palta, i skostniałe myśli… Żołnierze niedzielnie bo  w świątek,piątek i niedzielę.W minucie każdej, dzielnie walczyli, ale zaprzepaścili swoje szanse na powrót z tarczą. Wiedzieć trzeba, że kampanie tej przeprawy nie tylko były skrupulatnie zaplanowane przez wroga, ale i stały si forpocztą nowego sposobu prowadzenia i rozstrzygania konfliktów zbrojnych. Z francuskich, kolorowych mundurów pozostały strzępy wypłowiałej tkaniny,obrosłej brudem, sztywnej od mrozu i błocka nieprzydatnej już do niczego.

Słupek rtęci poniżej zera utrudnił (albo nierzadko uniemożliwił) poruszanie się po drogach. Ślady te trudno było zatrzeć nawet niespełna rok po wydarzeniach wojny francusko — pruskiej.

Wiosną gdy przemarznięta ziemia zdecydowała się obudzić do życia, wraz z roztopionym śniegiem ukazywała żałość ludzkiej natury, która ukazuje swoje prawdziwe oblicze w czasach niespokojnie krwawych, pogorzeliska, zniszczenia, ruiny płakały w pełnym lipcowym słońcu. I tak cud, że akuszerka z medykiem zdążyli do owego wystawnego domu o dużych, czystych oknach,wypastowanych parkietach, długich, korytarzach by odebrać poród. (Jakaż to by była sromota nie zdążyć do tak zacnego domu)...

Albowiem wiedzieć musicie, że choć śmierć w trakcie utarczek, buńczucznego gniewu i napęczniałej wojennej rozpaczy przychodzi często pośród ludzi (i długo po niej wraz z hiobowymi wieściami o śmierci bliskich, dalekich krewnych, [nie]spełnionych kochanków na których drodze tylko kres doczesnego życia i bezkresna tęsknota) tak i  rozdzierający ból miesza się z tym, który zwiastuje nowe życie.

Czytaj Dalej „88. (Po)chwała drobiazgów, czyli nie tylko zielone zeszyty.”

73. W marcowym słońcu…(I).

To tutaj? Ale gwar! Ale huk! Ale tłok! Wyjdźmy na zewnątrz z tej świątyni, gdzie wszystko jest jednorazowe: kubki , rozmowy, smsy… Zobacz, zobacz, ten mężczyzna pod oknem, ma takie wytarte, workowate spodnie, i niechlujnie zarzuconą koszulę. spod której wychodzi druga, pomięta niemożebnie. Tak się teraz (wy)chodzi?

– Tak się teraz modzi. To najnowszy wrzask mordy, mody. Tak wyraża się teraz wolność.

— Może przede wszystkim ość? Wyraża się niewyprasowaniem, niezdecydowaniem… Ech– westchnął prawie nie zauważalnie i machnął ręką. Wyszliśmy nie z małym trudem przeciskając się przez tłum. Wyszliśmy na warszawskie powietrze otrzepując się z niedbałym pośpiechem rzucanych w rozmowie słów…  

Czytaj Dalej „73. W marcowym słońcu…(I).”

69. Historia pewnej podróży, czy(li) krajobraz pełen nadziei.

…Szczupły, średniego wzrostu w koszuli z pagonami przechadza się ulicami pociągniętymi werniksem. Ulicami, które mogły być w każdym innym mieście. Ulicami, które prowadzą ku różnym (prze)znaczeniom. Chadzał, to tu, to tam. Szukając dobrze zainwestowanego czasu. Dni bezpowrotnie odzyskanych. przeszłych, dni, które dobrze znamy, a które warte są zapamiętania…

Z przemokniętym cieniem, który wiesza na lampie  gubi kroki i spojrzenia. W twarzach, krajach i obrazach, a przede wszystkim na tym horyzoncie co się oddala, czaruje i obiecuje historią, historią (nie)jednej podróży…Szuka pytań… Czytaj Dalej „69. Historia pewnej podróży, czy(li) krajobraz pełen nadziei.”

68. Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice.

Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice. W pierwszym tygodniu sierpnia, tuż przed weekendem, w czwartek 1942 roku Stefania Wilczyńska, Janusz Korczak i sto dziewięćdziesięcioro dwoje wychowanków Domu Sierot zostali doprowadzeni w szeregu na Umschlagplatz, skąd bydlęcymi wagonami odtransportowano ich do obozu zagłady w Treblince. Wszyscy zginęli. Może zaświadczy o nich zgubiona rękawiczka, skarpetka bezskutecznie szukająca pary z przyporządkowanym numerem w oszklonej gablocie, zżółkły skrawek papieru z wykaligrafowanym zdaniem, którego tryb dokonany nigdy nie znajdzie zastosowania w rzeczywistości. Rzeczywistości której nie będzie. Nie teraz. Czytaj Dalej „68. Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice.”

62. Człowiek, którego nikt nie (wy)słucha(ł).

Johannes Brahms uważał,że urodził się w niewłaściwym czasie by móc tworzyć, a jednak! Dla osób chcących zaprzyjaźnić się z muzyką klasyczną polecam uwadze chociażby Tańce węgierskie. I przejmujący smutek Gustava Mahlera. Oczywiście nie bez wpływu na jego muzykę kładą się koleje jego życia, dla zwolenników i zwolenniczek odczytywania twórczości poprzez fakty życia, tutaj mają niepowtarzalną okazję.Zresztą nawet tam gdzie nie mają, to i tak doszukują. Gdyby nie choroba Henri de Toulouse-Lautreca i jego stan zdrowia to czy doszukiwano by się w jego twórczości, takiego a nie innego podejścia do ciała, jako reperkusji niepełnosprawności. Nie wszystkich spotyka ten sam los, dlaczego nie mówi się o biegu życia Sigmunta Freuda, chociażby jego depresjach i podejściu do kobiet, którymi się otaczał w przestrzeni publicznej jak i całkiem prywatnej…

 Oczywiście można i n a c z e j.  Bo przecież nie ma gwarancji, że istnieje j e d n o rozwiązanie i jeden, w domyśle prawidłowy rodzaj postrzegania. Takie rzeczy to tylko u polonistów/ polonistek, i to też nie wszystkich. Owa niechęć jednego rozwiązania przejawia się tym, że nie przepadam za słuchaniem muzyki filmowej wraz z obrazem, chociaż równocześnie jeśli uznaje ją jako dobrą, albo bardzo dobrą staje się zauważalna. W życiu pełno jest paradoksów.Można się najeść, i napchać kieszenie, a nawet urosnąć o kilka centymetrów.

Nie przepadam za stałymi wartościami, które są przypisane sztuce, dlatego stronię od muzyki programowej, a jednocześnie, o zgrozo lubię twórczość i (jeśli to możliwe) osobę Mahlera. Oczywiście nie przeczę, że Historia i Los nie pozostaje bez wpływu na twórczość, ale odczytywanie jej przez pryzmat przeżyć bywa złudne. Co gorsza, nie trafne, co jeszcze gorsze utrwalone przez wieki, wtłaczane do głów. Wystarczy podać szkolny (sic!)przykład Jana Kochanowskiego pisał treny po stracie swojej najmłodszej córki, Orszulki. Zaprawdę,zaprawdę powiadam Wam, wielkie mu pustki uczyniła [by] w domu [jego]. Gdyby istniała. Bo to zła kobieta była… Nie, nie, nie. To tylko wprawka literacka. Była, a przez wieki zwodziła polonistów i polonistki. A ileż niepoprawnego możemy uczynić gdy niepewne, acz istniejące, ale nie w takim natężeniu jakim myślimy uważamy za prawdziwe. Jedynie prawdziwe.

Tyle, że poznawanie,odczytywanie historii dzieła tylko przez biografie jego twórczyni, czy twórcy to tak jakby mówić o podróżach, poruszając się tylko na trasie praca dom. Ewentualnie w odwrotnym kierunku.

A tymczasem borem lasem idzie Historia. Z przy_t(r)upem. Taki oto reneseans, rezonans tfu, renesans. Zmienność sojuszów, geometra sił w nieustannym ruchu,wrzeniu, współwalce popychanym ku nieistnieniu. Gwałt i pożoga. Ambicyjki i ambicje. Walce i walki. W takim świecie konstruowany jest renesans, czyli zwycięstwo Człowieka nad Naturą. Smród,zakrzepła i ta jeszcze ciepła krew, kurz, pożoga, zbrodnia,zbrodnię goni. I w takich dekoracjach człowiek próbował ujarzmić świat by mu służył. Dysonans.Zaprzęgnąć śmierć i zbrodnie by służyły jego interesom. Nie wszystko takie piękne jak to w szkołach (i na obrazach) malują. Nie ma prostych dróg, i prostych rozwiązań, a czarno białe ilustracje tylko w telewizji, ale to było dawno, a teraz takie rzeczy to tylko w Idzie. 🙂

Odkładając żarty, na dowolnie wybrany —bok można przywołać postać niejednoznaczną, niesprawiedliwie ocenioną i tragiczną. Niccolo Machiavelliego. Podróżował on spotykając się z możnymi tego świata, wystarczy wspomnieć chociażby Ludwika XII, czy Maksymiliana I, albo papieża Juliusza II.

Z drugiej strony nie doceniany, nie wysłuchany, odsądzany od czci i wiary, również dzisiaj. Sądził,że cel uświęca środki. I nie zawahał powiedzieć tego głośno. I to go zgubiło w oczach współczesnych. Najznamienitszym jego dziełem była Historia Rzymu Liwiusza. Dzisiaj mówi się,za sprawą edukacji tylko o nieszczęsnym Księciu,. To tak jakby zadowolić się brykiem mając w zasięgu ręki i wzroku wspaniałą bibliotekę. Albo jakimś śmieciowym jedzeniem mając do wyboru najznakomitsza restaurację.

Niccolo, ach Niccolo… Pisałeś o cnotach republikańskich jakie warto (ba! Koniecznym jest) urzeczywistnić w życiu politycznym dla dobra ogółu, czyli kraju.Tak by kraj rósł w siłę, a ludziom żyło się dostatnio. Co zrobić by rząd były sprawiedliwie, skutecznie i przynosiły pożytek poddanym i władcom. Ważne by władza była silna,ale to nie znaczy żeby przekształcić ją w tyranię. Władza powinna być środkiem i to środkiem skutecznym. Ma służyć czemuś. A przecież świat domagał się tak rozwiązań jak i silnej ręki. Tak by wstrzymać rozpad i wykurzyć barbarzyńców z południa, barbarzyńców z północy, barbarzyńców, z wnętrza. I to barbarzyńców, bynajmniej nie czułych. Zdrada, spisek, mord, kurz i krew, smród to rzeczywistość renesansowej Italii. Italii, która składa się z małych państw—miast, które walczą o wpływy do tego muszą przetrwać wewnętrzne spory. Tak, tak właśnie w tych czasach żył i tworzył w takich oto dekoracjach chociażby Leonardo da Vinci.

Autor Księcia urodził się w 1469 roku w rodzinie, której imię kiedyś było świetlane, jednakże świetność przeminęła z gorącym wiatrem pożogi, i już nie wróci. Nicolo pierwszy syn Bernarda nie tylko doktora praw, bibliofila, ale także czułego, wyrozumiałego ojca. W epoce krwi, walk o władzę, w epoce, w której powietrze przesiąknięte było swądem palonych ciał… Wychowanie bez cienia paternalizmu, czy chociażby wyniosłości. Bernard od podboju świata zdecydowanie wolał książki, które z pasją kolekcjonował. Cycero, albo Owidiusz, to jego kompanii. (A nie kompani z wojska, ale jakiego właściwie wojska?) No i oczywiście Liwiusz!  

***

Ojciec napoił Nicolo  szacunkiem i miłością również do wydawnictw ciągłych. Śmiało napisać, że cała rodzina oddychała powietrzem i zakurzonych ksiąg. Tutaj należy szukać źródła miłości do słowa skopiowanego, bo przecież drzewiej się przepisywało księgi wielkie, ba opasłe,ba— księgi mądre. Druk nie był ani tak tani żeby mógł być powszechny, ani tak powszechny by mógł być tani. Ojciec w imię dobrej lektury jest w stanie przeciwstawić się możnym tego świata. Autorytetom– nie tylko formalnym. Nieposłuszeństwo także przejmie Niccolo. Z resztą (i bez reszty) nie tylko on. Taki na przykład Savonarola, pogromca luksusu i… Medyceuszy, zwolennik… Palenia ksiąg i …Atomistów. No, tych chciał tylko napomnieć. Nie spalić, chociaż mogliby (zdaniem Savonaroli) spalić się ze wstydu. To właśnie jemu przeciwstawia się Nicolo kopiując dzieło Lukrecjusza, (zresztą, nie tylko jego). Tylko tak można go ocalić, również dla siebie. Ocalić od zapomnienia. Zanim Savonarola został zdradzony, osądzony, wydany na śmierć w płomieniach (bynajmniej nie piekielnych, tylko ludzkich. Taki przynajmniej był pierwotny zamysł). Ale nie, nie ziści się. Zwolennik ascezy jako sposobu na oczyszczenie, ów krytyk Kościoła ostatecznie zadynda na sznurach, nie tylko on,  wraz ze swoimi dwoma przyjaciółmi (Domenic BuonviciniSilvestr Maruffi oto towarzysze niedoli). Zostaną z nich tylko   zwłoki,które następnie zostaną spalone, i wrzucone do rzeki. Wierna rzeka, na dobre i na złe i…Na najgorsze. Bez grobu, bez adresu, bez protestów, bez wyznawców. Takie nadzieje, nadzieje na wieczne zapomnienie mieli wrogowie, nadzieje płomienne, a na pewno płonne… 

***

Niccolò di Bernardo dei Machiavelli miał troje rodzeństwa. Dwie starsze siostry, i młodszego brata,oto Toto. Spolegliwy, skromny, duchownego, który umiera wcześnie, zbyt wcześnie napełniając serce wielką smutą. Mógł przecież tyle dokonać… Przecież skoro Niccoló tyle dokonał, to Toto… wychowywany w miłości, umiłowaniu wiedzy…Chociaż oboje mieli odmienne usposobienia to przecież oboje mogli osiągnąć wiele, nie tylko dla siebie, ale również, przede wszystkim, dla Ojczyzny!

Pierwsze trzy dekady życia Machiavellego przykryte są kurzem wieków i wiadomo zgoła  nic o kolejach losu tego wielkiego Florentczyka.

Jakby uciekał, ale dokąd? I przed czym? I dokąd, i dokąd tak pędzi, tak gna? I po co… —ach to z innego dzieła, nie zatrzymujmy zatem lokomotywy dziejów. Przyjrzyjmy się żywotowi człowieka poczciwego, w czasach okrutnych, krwawych, cuchnących i pięknych. Chociaż pewnie inne zdanie miały by osoby, które zaangażowane były w spisek  Mord w pełnej krasie, polowanie na zwolenników, sieczka, smród, zakrzepła krew i sztuka (Rysunek Leonardo da Vinci, rysunek ów przynajmniej przetrwał, czego nie można powiedzieć o portretach stworzonych przez  Botticellego). Nieudany zamach stanu przeprowadzony 26 kwietnia 1478 we Florencji przejdzie do Historii. Krwawym, nierównym krokiem. Nierównym zapewne z śmiertelnego wycieczenia ofiar… 

***

Italia podzielona, poróżniona, spływająca krwią, hańbą, występkami, i pożogą poraniona, rozrywki tak między maluczkimi jak i wielkimi, by nie napisać, tłustymi i zachłannym: Wenecją, Florencją, Księstwem Mediolanu, Państwem Kościelnym, Królestwem Neapolu., I w takim oto świecie podróżuje myśl ludzka, która zwycięży Czas, ujarzmi go dla potomnych w dziełach tak literackich jak i myśli technicznej. Nie oznacza to, że dopiero teraz zbudziła się z komy, lecz zyskała nowe możliwości. Tak oto niepokoje czasy obrastają piękną, zatykającą dech w piersiach, nie z powodu problemu z oddychaniem, Sztuką, która inspirować będzie przez wieki po wieki… 

Wieki średnie,nazwane niesłusznie wiekami ciemnymi także nie stroniły od wynalazków. Owszem, nie zawsze, albo nie często przypisywano autorstwo, dzieła pozostawały często anonimowe, nie myślano bowiem o społeczeństwie tak jak na przykład w XIX wieku, ale przecież to nie oznacza, że myśl techniczna, myśl ludzka, rozwijała się. Świadczy to tylko, że homo sapiens XXI wieczny, ocenia często, choć nie zawsze historię z własnej,wygodnej, aktualnej perspektywy… W średniowieczu wynaleziono koło, rozpowszechniono produkcje okularów. Ale porzućmy te ciekawe czasy. I wróćmy do rozedrganej Italii.

Piękny kąsek i jaki zdrowy, pyszny, taka Florencja! Palce lizać!  W sam raz dla zdobywców ciepłe i bogate gniazdko można sobie uwić. Wróg nie śpi. Z byle kim. I byle gdzie. Francja, Hiszpania, Cesarstwo Niemieckie, Szwajcaria która zajmuje Lombardię i Mediolan. Wszyscy chcą rządzić. Niepodzielnie. I wiecznie. Swoista Wojna postu z karnawałem, dziwna to wojna przecież Italia nie dysponuje własnym wojskiem. Florencja nie ma go od dwustu lat. Tak, tak. Wojna to dziwna. Dlatego Machiavelli upiera się, przy konieczności posiadania własnej armii. Bo kto swoją krew będzie wylewał na cudzej ziemi, za nie swoje ambicje? I bogactwa. Nikt. 

Po obróceniu się w proch Savonaroli, Niccolo zostaje szefem urzędu odpowiadającego… (Cóż to za niespodziewany obrót spraw) (sic!)Za wojnę i przedpokój, tfu, pokój, za stosunki z innymi państwami. Nazywany Oratore. Albo inaczej Ambasadorem, albo inaczej sekretarzem II Kancelarii.

Podróżuje, negocjuje, pisze listy i analizy… które inni mają głęboko w. d…Na dnie biurka, nie bibułkach. Nikt  nie czyta, tego co Machiavelli postuluje, o co walczy, ale… za to wszyscy chwalą.Dziękuję bardzo.Pięknie. Siadaj trzy z dwoma. (Skąd my to znamy? Czym nam śmierdzi ten klimat?) Florencja uskutecznia granie na zwlekanie  gdy inni uskuteczniają czyhanie.

Hiszpania i Francja i Papiestwo, wszyscy chcieli tłuste piękne i bogate obszary Włoch posiąść we władanie.  W takich oto dekoracjach Nicolo próbuje zorganizować coś na kształt wojska, czyli własną milicje ludową. Rekruci pochodzą z terenów wiejskich, wierni i bitni, lecz tylko w słusznej sprawie. Nie plamiący sobie rąk sprawami doczesnych walkami między patrycjuszami, a biednymi. Piechota na czasy niespokojne,szkoda tylko, że pod wodzem, którego nie słuchać zwykła. Bonaparte miał rację, że nieumiejętność wodza jest największym przekleństwem narodów. Cóż tu kryć. Nie słuchano Machiavellego, ale przyznawano mu rację. Siadaj,bardzo dobrze, trzy mniej. Traktowano jak uczniaka. No może takiego, który ma znajomości w gronie nauczycielskim. Ale ten czas przeminie, prawda?Znajomości i przychylne oko możnych do czasu.Ziemia krąży wokół Słońca,  a a dekoracje się zmieniają. Klimat pozostaje taki sam. Choć w wątlejszym wydaniu. Do łask (i na tron) wrócili Medyceusze. Nicolo gnije w cuchnących lochach, pełnych szczurów, durów, chorób, mak niewymownych. Wywichnięcie rąk na sznurach sześciokrotnie. Taka oto „gimnastyka” Siedzi krótko.Oskarżony o spisek, pokutuje za nie swoje winy. Ale cóż to za pocieszenie. Nie wróci nigdy na swoje dawne stanowisko. Co więcej, zabrania się mu wstępu do Palazzo dela Senioorina, (to ten dworek z fontanną Neptuna).

Wsi spokojna, wsi wesoła.Machiavelli nie jest jednak zadowolony. A kto by był? Skazany na banicję, odsunięty od władzy. Od możliwości wprowadzenia zmian. Urządza polowania na zwierzynę, handluje drewnem…Pisze i czeka,tylko na co? W tym czasie powstanie dużo później wydany, osławiony (o zgrozo!) Książę, czyli opowieść o Cezarym Borgii. Ale przecież nie tylko o tym, to świadectwo czasów niebezpiecznych, niebezpiecznych dla mieszkańców.  I z taką świadomością należy odczytywać dzieła Machiavellego. Tyle, że pamiętajmy o tym, Machiavelli piastował urząd, stanowisko polityczne. Napisał nie tylko traktat o władzy, ale także komedie. Także diagnoza społeczna, tyle, że o innym charakterze. 

Zgoda, księga zdarzeń wciąż otwarta w połowie w połowie… Niewłaściwym jest dyskutując o komediach Machiavellego przykładać szkiełka i oka i mieszać z tym co zawarte jest w Księciu. A jeśli jesteśmy już przy Noblistce to niejednokrotnie mówiła, że nie chce jak to nazwały Joanna Szczęsna i Anna Szczęsna biografii zewnętrznej, uważała,że wszystko co warte zapamiętania jest napisane czarno na białym, w jej wierszach. I dotrzymała swojego postanowienia. W chwilami życie bywa znośne, filmie autorstwa Katarzyny Kolędy –-Zalewskiej odnajdziemy te same informacje co w Pamiątkowych rupieciach. Miles Davis twierdził,że wielcy muzycy są jak wielcy bokserzy, co znają się na samoobronie. Ponad sześćdziesięcioletni trębacz wiedział o czym mówi.Są obszary, które są prywatne. Tyle, że samoobrona,skuteczna nie wystarczy, podobnie jak znajomość dat i faktów. Wtedy to nie jest niczym więcej jak szkolnym wypracowaniem. Marnym. Miernym. Nie wartym uwagi, ale i utrwalającym złe nawyki, patrzenia jednowymiarowego postrzegania dzieła. Nie chodzi o to by komplikować sobie życie ale by dostrzec jego różnorodność. Nie zadowalać się prostymi odpowiedziami. A jeśli już, to miejmy tego świadomość.

Nicolo Machiavelli kierował się tym co odpowiadała rzeczywistość w czasach krwawych i chaotycznych nie tylko szukał stanowczych, sprawdzonych, pewnych, rozwiązań. Nie tylko nie zrozumiany został przez ówczesnych, ale również przez współczesnych. Oskarżony o machiawelizm… Machiavelli to postać niezrozumiana, sprowadzona do jednego cytatu. Cel uświęca środki.  Brahms żył we właściwym czasie, czego nie można napisać o Nicolo Machiavellim. Tak kurczowe trzymanie się stereotypów może świadczyć o nieumiejętności odczytywania (i nauczania) historii. Zadowalamy się tym, co możemy odczytać siedząc wygodnie w fotelu, nakryci ciepłym,mechatym kocykiem, z kubkiem czarnej kawy w prawej ręce, lewą podkręcając pokrętło grzejnika. XXI wieczna perspektywa czytania tego co było, niezależnie czy dojrzewające pośród płócien renesansowych mistrzów, czy w wiekach średnich… Średnich, ale nie znaczy, że nie wyrosłych, albo że były no cóż średnio na jeżozwierza… Tak zupełnie przez przypadek, czas, który niegodnie zastąpił i zstąpił, nastał po tym co zafundowała nam starożytność…Pytanie pozostaje zatem w jaki sposób czytać książki? Ze zrozumieniem, to na pewno. Historii oddać to co historyczne, ale także z dystansem. Do biografii malarzy (malarek), rzeźbiarzy (rzeźbiarek), pisarzy (pisarek)…