[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.

Bardzo dobrze pamiętam to niebieskie opakowanie z charakterystycznym, białym napisem. Co więcej, nie miałam szansy o nim zapomnieć -remedium na spierzchnięty nos w czasie katariad, bo toż to kaaaatari/j/ady były i są, nie jakaś tam ledwie stróżka z nosa, lecz potężny obrzydliwie czerwony nochal z przyległościami jakże po tyradach libacji (jestem egzemplarz bezalkoholowy) ale z … Czytaj Dalej [454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.

[120+1]. Ach te daty, (π-i)? Żegnaj, Profesorze!

http://www.youtube.com/watch?v=XfcC6FYyL4U [Stephen i Monty Python - Galaxy Song,źródło]. Chociaż bardzo często są przytaczane jego wypowiedzi, jak te poniżej...     Przez miliony lat, ludzkość żyła tak jak zwierzęta. Wtedy stało się coś, co uwolniło siłę naszej wyobraźni. Nauczyliśmy się rozmawiać, nauczyliśmy się słuchać. Rozmowa umożliwiła przekazywanie pomysłów, dzięki czemu nauczyliśmy się wspólnie budować niemożliwe. Największe … Czytaj Dalej [120+1]. Ach te daty, (π-i)? Żegnaj, Profesorze!

224. Być jak Ron Clark.

[Doceniać swoją zdolność do zmiany samej siebie]. Takie zdanie pojawiło mi się w tym tygodniu, a potem przyszły następne. Złożone. Choć proste. I tak powstał ten wpis. Bardzo rzadko uogólniam. Nigdy i zawsze to bardzo niebezpieczne słowa. Dlatego spytam, kto by nie chciał z Was mieć styczność, w szkole, podczas edukacji formalnej, albo poza nią … Czytaj Dalej 224. Być jak Ron Clark.

179.symetria A.

Pamięci Witkacego. Nie zaważając na kształt i formę. Nieszczęścia sprzedam.      Imię odziedziczyłem po bracie,który nie zdążył mi być starszym, odszedł jak i ja odejdę, nie wynurzając swego cienia zanadto. Jakoby innych imion nie było, znoszona klątwa jakże uskuteczniana przeze mnie, Theo. Ani marszand ze mnie choć władałem językami ludzi, ani kaznodziejstwo, anieli także mnie … Czytaj Dalej 179.symetria A.

[25+2]. Gdzie jesteś Profesorze? (I) czyli spotkanie drugie (nie ostatnie).

  Choroba nie czyni wyjątkowym. Status społeczno- ekonomiczny, ani płeć, oczywiście, niosą one ważne i ważkie konsekwencje, niektóre z tożsamości społecznych (a mamy ich wiele, choć przez społeczeństwo jesteśmy określane i określani przez jedną najbardziej widoczną) spychają nas w dół, drugie podnoszą ku górze. Dawno wyleczyłam się z optymizmu, o amerykańskim hurraoptymizmie nie będę pisać … Czytaj Dalej [25+2]. Gdzie jesteś Profesorze? (I) czyli spotkanie drugie (nie ostatnie).

150. Wyobraź sobie, a usłyszysz.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal?

Osoby, które utraciły wzrok, czy to we wczesnym dzieciństwie, czy po okresie dorastania najefektywniej funkcjonują w społeczeństwie. Wynika to z kliku nakładających się na siebie rzeczy: najefektywniej przeprowadzona socjalizacja i rehabilitacja funkcjonalna; spójność wewnętrzna grupy (osoby z niepełnosprawnością choć są postrzegane jako homogeniczna grupa społeczna taką nie są, a linia demarkacyjna nie przebiega wedle podziałów … Czytaj Dalej 150. Wyobraź sobie, a usłyszysz.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal?

120.Dlaczego warto zobaczyć film o Stephanie Hawkingu… (Inaczej).

Można zobaczyć film o miłości, o harcie ducha, o niepełnosprawności i o geniuszu uwięzionym w ciele,  podanym w iście amerykańskim cieście, polanym hollywooodzkim sosie.  Mniam! ale mdłe, ale pyszne. Jak fast food. I co najgorsze można się tym zadowolić. Proponuję zobaczyć Teorię wszystkiego z innej perspektywy, a raczej z innych, różnych, uzupełniających się  perspektyw. A … Czytaj Dalej 120.Dlaczego warto zobaczyć film o Stephanie Hawkingu… (Inaczej).

88. (Po)chwała drobiazgów, czyli nie tylko zielone zeszyty.

Ani śnieg nie przykrył niedawnych krwawych wydarzeń, ani sromotnego upokorzenia nie zasypał, ani wieści słabości francuskiej armii nie zmroził --- na wieczność, nie na wieczność. Hulał wiatr wdzierając się w palta, i skostniałe myśli... Żołnierze niedzielnie bo  w świątek,piątek i niedzielę.W minucie każdej, dzielnie walczyli, ale zaprzepaścili swoje szanse na powrót z tarczą. Wiedzieć trzeba, że … Czytaj Dalej 88. (Po)chwała drobiazgów, czyli nie tylko zielone zeszyty.

73. W marcowym słońcu…(I).

To tutaj? Ale gwar! Ale huk! Ale tłok! Wyjdźmy na zewnątrz z tej świątyni, gdzie wszystko jest jednorazowe: kubki , rozmowy, smsy... Zobacz, zobacz, ten mężczyzna pod oknem, ma takie wytarte, workowate spodnie, i niechlujnie zarzuconą koszulę. spod której wychodzi druga, pomięta niemożebnie. Tak się teraz (wy)chodzi? –- Tak się teraz modzi. To najnowszy wrzask mordy, … Czytaj Dalej 73. W marcowym słońcu…(I).

69. Historia pewnej podróży, czy(li) krajobraz pełen nadziei.

...Szczupły, średniego wzrostu w koszuli z pagonami przechadza się ulicami pociągniętymi werniksem. Ulicami, które mogły być w każdym innym mieście. Ulicami, które prowadzą ku różnym (prze)znaczeniom. Chadzał, to tu, to tam. Szukając dobrze zainwestowanego czasu. Dni bezpowrotnie odzyskanych. przeszłych, dni, które dobrze znamy, a które warte są zapamiętania... Z przemokniętym cieniem, który wiesza na lampie  gubi … Czytaj Dalej 69. Historia pewnej podróży, czy(li) krajobraz pełen nadziei.

68. Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice.

Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice. W pierwszym tygodniu sierpnia, tuż przed weekendem, w czwartek 1942 roku Stefania Wilczyńska, Janusz Korczak i sto dziewięćdziesięcioro dwoje wychowanków Domu Sierot zostali doprowadzeni w szeregu na Umschlagplatz, skąd bydlęcymi wagonami odtransportowano ich do obozu zagłady w Treblince. Wszyscy zginęli. Może zaświadczy o nich zgubiona rękawiczka, skarpetka bezskutecznie … Czytaj Dalej 68. Lato pękło, wylało się ciepłem na ulice.

62. Człowiek, którego nikt nie (wy)słucha(ł).

Johannes Brahms uważał,że urodził się w niewłaściwym czasie by móc tworzyć, a jednak! Dla osób chcących zaprzyjaźnić się z muzyką klasyczną polecam uwadze chociażby Tańce węgierskie. I przejmujący smutek Gustava Mahlera. Oczywiście nie bez wpływu na jego muzykę kładą się koleje jego życia, dla zwolenników i zwolenniczek odczytywania twórczości poprzez fakty życia, tutaj mają niepowtarzalną … Czytaj Dalej 62. Człowiek, którego nikt nie (wy)słucha(ł).