[759].O Spalonym (ale nie szczupaku) i o lekturze, która okazała niewypałem, i oczywiście o śrubkach… I śrubach.

„Bogatsza” jestem o kilka śrubek. Takie pudełko z niespodziewają.

****

miała być o miłości. A była o umieraniu, o umieraniu na raka i o samym raku. O miłości w ilościach śladowych i pomiędzy. Przeczytałam. Co więcej, zakupiłam, bez (bez- jak bez cukru proszę) bez upewniania się, czy na pewno, choć książki są dla mnie towarem luksusowym już teraz bardzo luksusowym W ciemno. Zakupiłam wydając trzynaście dziewięćdziesiąt. I czuję się nabita w butelkę (przeczytaj będzie o tym co jest ważne w miłości, przeczytaj przeczytaj będzie o miłości, o tym co ważne, i holistycznie. Spodoba Ci się, Ty lubisz takie klimaty) Łyknęłam, opinię (i o mnie i o książce) łyknęłam polecenie jak szczupak szczupak je wszystko w zasadzie coś o tym wiem…(od planktonu, po ryby, a i ptaki wodne) a jak uda mu się chwycić zębiskami palcec ludzki, to też nie pogardzi, ciekawe czy łyknąłby całą rękę? I czy strawił. Dość, mam dość. Jeśli chcę wejść w szczegóły, nazwanie, zapisanie przekracza możliwości moich słów. Nie mam oczywiście pretensji za utracone trzynastu dziewięćdziesiąt, czy za polecenie, i jego kategoryczność, nawet nie opinie, o mnie (na pewno Ci się spodoba). To w gruncie rzeczy- ważne mało. W tej, poszczególnej sytuacji. Nie rozłożyłabym tu akcentu.

Rozłożyłabym go tu: A może gdyby tak poskrobać to jednak lektura książki dała mi coś ważnego? A może (takie może, które jest już na pewno) to nie spędzony czas nad mieleniem rzędu zdań, tylko to co dzieje się pomiędzy, tak zbieg ściegów nitek? (Tak bardziej czuję niż wiem) Zbieg liczności okoliczności niełagodzących? A może gdyby tak nie stosować trików i uników względem Siebie. I trwać. Łagodniej nieco. Chociaż spróbować. Tak odtajać pomiędzy. Nie dokręcać sobie śrubek. Również tych wkręconych popołudniową porą za pomocą wiertarki. Postać, czy posiedzieć, nawet gdy trudno. I właśnie dlatego.

*****

Postać, czy posiedzieć można na przykład bez związku z poprzednimi akapitami, ale i ze związkiem, w różnych pozycjach, przyjmując różne propozycje, nawet te, które polegają na rozwiercaniu, wiercaniu, i przywieraniu kilku śrubek, a można i tak:

Jeśli przyjmiemy, że posiadamy jakąś ziemię, chociaż w wyobraźni to na ile jesteśmy właścicielkami, właścicielami krajobrazu? Możemy go kształtować (do pewnego stopnia) możemy zabrać (pod powiekami) ale czy on należy do nas tak jak kubek, czekolada, czy książka? Jeśli mieszkamy w obecności sosen, czy świerków i część z nich wyrżniemy tak by zrobić miejsce na altanę, czy taras, by móc pić na nim swoje ulubione napoje, prowadzić długie i dogłębne milczenie, albo wymieniać się spostrzeżeniami nie tylko na temat nietrafionych lektur, czy jesteśmy właścicielkami, właścicielami krajobrazu? Krajobrazu, który uległ zmianie, bo wybudowałyśmy taras, który stoi teraz, czy stał będzie zaraz, i jest integralnym miejscem naszego bytowania, ale czy wszyscy, wszystkie, którzy i które czytamy ten tekst mamy na myśli ten sam krajobraz? Nawet- zakładając, że patrzymy w jedno miejsce? I to samo dostrzegamy? Albo inaczej: czy to samo dostrzegamy tak samo wczoraj, jak dzisiaj, wczorajsze dzisiaj jest inne od jutrzejszego teraz. Nie trzeba przykręcać, czy odkręcać śrubek, czy popołudniową, czy inną porą, by zobaczyć różnicę. A jeśli nam ktoś, coś kiedyś gdzieś przykręci odkręci i dokręci jaki to będzie krajobraz? Czyj, nasz, czy nie nasz? Ziemia obmacana, ziemia obiecana czy niekoniecznie?

*******

[źródełko].

******

Może niektóre ze śrubek poluzować trzeba? Nie wiem, najpierw fajnie by było sobie zadawać pytanie, które z nich, by zyskać spojrzenie nie tyle nowe, co świeże. Nie wiemy co jest Sztuką. Przyzwyczaiłyśmy się, że obrazy, płasko- i niekoniecznie- rzeźby przedkłada, przekłada i ogląda się w muzeach, ach! Może tylko w kata logach? Może sztuka jako taka nie istnieje, tak jak nie istnieje czas? Czas to pojąć i sztuką zobaczyć. Nie, żeby to było fidrygałką. Gałka, czy też klamka zapadła. Zapadła by się w sobie, jeśli by potrafiła, lecz jest przedmiotem martwym (na szczęście).

Niektórzy i niektóre twierdzą, że czas jest tylko sposobem porządkowania, układania sobie pod beretem. Nie, nie chodzi o przykręcanie śrubek i porządkowaniu klepek…. Jak wiadomo beret, to rodzaj poduszki, nie dlatego piszę, że domniemywam, iż dla każdego są najważniejsze jego (bądź jej) litery cztery. Chodziło mi o poduszkę sensomotoryczną, z czterema literami styczną, przynajmniej czasami. A właśnie czasy, niegramatyczne, też czasami z życiem styczne….

To co nazywamy: przeszłością, przyszłością i teraźniejszością to model porządkowania, nie nie tylko, przecież nie neguję iż konieczności nas dotykają, czy wręcz dotyczą. Przywoływany tu i ówdzie Albert twierdził, że czas jest jedynie iluzją. Osoby, które zajmują się naukowo neurobiologią mózgu twierdzą, że mityczne teraz, trwa nie dłużej niż dwie trzy…. A dokładnie dwa i siedem setnych sekundy. Oczywiście jest jeszcze zjawisko dylatacji czasu, czyli ten sam zegar zależnie od tego w jakim miejscu zostanie umieszczony, a ściślej rzecz ujmując, nie nie znowu nie tak mocno ściskając ów budzik (tym śmierć, jak śpiewał Piasek, może dlatego, że piasek się w klepsydrze już przesypał nie dla Andrzeja Piasecznego) ściślej rzecz ujmując na jakiej wysokości ów budzik umieścimy, pomiar czasu będzie się różnił. Taka siła ciążenia, co wiele zmienia. (Nie tylko jeśli chodzi o wagę, wszystkie rzeczy jakoś można stracić, czy strącić, ale na wadze, trudno- to temat na inny artykuł) A gdzie inne okoliczności na przykład prędkość? Prędko nadrobię (nie tyle miną, choć na minę mnie nie wsadzaj jak powiedział najsłynniejszy polski wojskowy Gombrowicz). Podrzucając, wróć, albo nie wracaj, porzucając na chwilę zagadnienia filozof, fizyczne, było kilka stanowisk postrzegania czasu na przykład prezentyzm nie chodzi o gifty (o gify i rify tym bardziej nie) wedle którego nie ma przeszłości, ani przyszłości jest tylko teraz. Teraz, które ciągle się przesuwa, ale deklasuje to co było przedtem i co potem, a raczej, czyni z przedtem i potem iluzję, zanim przedtem nie stanie się teraz. Spróbuj się najeść, nachodzić na przyszłość, bólu czy przyjemności nie przeżywamy wczoraj, albo jutro gdy teraz się uszczypnę. Mogę doznawać skutków rany, przykręcania odkręcania pewnych śrubek, czegoś tam (roz)montowania, ale ból, który jest dokuczliwy, dzieje się teraz. Dajmy na to, że Cię uszczypnę. Nie mogę jednak spowodować, że uszczypnę Cię teraz, ale będzie Cię bolało wczoraj. Tak jak nie doznasz przedwczorajszych orgazmów w tej chwili.

I tak, takie postrzeganie czasu i przestrzeni obecne jest w religiach wschodu, chociażby w buddyzmie, i tak, to postulują już ludzie na zachodzie, ludzie, którzy zapożyczyli sobie tak modną ostatnimi czasy (sic!) uważność, która korzeniami sięga do Japonii, Chin, czy Indii.

A aaaale zaraz, znaczy teraz, które z teraz jest teraz, a które będzie za chwil teraz po tym teraz, które teraz ma teraz prymat nad jakim z teraz? Teraz jest teraz do potęgi teraz. I jest tych teraz teraz teraz bardzo dużo, więc już słyszę, jak mówisz, skocz Waść teraz oszczędź z tym teraz, już teraz. Skacz teraz, do tego teraz co jestterazmeritum. Bez tłumów, ale jednak. I choć są wszystkie teraz równoważne. Oczywiście nie wszystkie z wymienionych (a wymieniłam tylko niektóre, nie zamieniając i nie zmieniając żadnego z teraz na teraz czy teraz czy teraz, czy ten raz, czy drugi, nie pisząc o kolejnym) a bardzo niektóre są moimi teraz, one są teraz, czyli przez chwilę, dla mnie, niektóre są o mnie, niektóre są dla mnie, niektóre z teraz mnie ominie, a wiele z teraz, już teraz się nie zdarzy, choć wiele się zderzy. O teraz, teraz proszę Cię, o to:

wyobraź sobie, że to co napisałam, w tej chwili, mówię do Ciebie siedząc i popijając kawę (Ty możesz pić, albo nie pić, albo pić, do tego, żebym przeszła do tego teraz, które stanowi metrum momento! Meritum). Wyobraź sobie, że mówię do Ciebie. Tak mówię, do Ciebie, czyli z przeszłości. Dźwięk rozchodzi się w czasie i przestrzeni, z kiedyś którego przecież nie ma, jeśli by kierować się tym co postulują prezentyści i prezentystki. Dźwięk rozchodzi się, w czasie i przestrzeni docierając z opóźnieniem czyli z przeszłości… Z małym ale jednak opóźnieniem a jeśli rozchodzi się o znaczenie do niektórych może dotrzeć jeszcze później… A do niektórych z tych niektórych może jeszcze zrozumienie tego co mówię może dostrzec, dotrzeć (i nie zetrzeć) jeszcze później (optymistyczną wersję zakładam). A natura światła? Nie, nie mówię o oświeceniu, a oświetleniu. Podróż światła. Nie tylko chodzi o podróż światła do Ziemi, ale dajmy na to, opóźnienia błysku (ang. flash-lag; FLE).

Z fizyki przyszliśmy do metafizyki (krótko, ale jednak) by zeskoczyć, na boisko piłkarskie. Tak i oto okazuje się, że te wszystkie kłótnie, no dobrze d y s k u s j e na sterydach (bo przecież nie scysje),które towarzyszyły oglądaniu meczu, albo biegu lekkoatletycznego (falstart) ale zostańmy przy meczach, ma głębsze podstawy fizjologiczne… Nie, że mamy fizjologiczną potrzebę się spierać czy… Był spalony, nie nie było! Był! No jakżeż nie widzisz jak patrzysz, no jak patrzysz? Gdzie położyłeś, położyłaś oczy. Oczywiście, że był! „Jak był jak go nie było…Jakieś mi pustki uczyniła na boisku moiem, tym zniknieniem swoiem” (trawestując słowa poety) I tak dalej… Właśnie dalej. Dalej! Słowo klucz. Kiedy piłka porusza się w linii prostej oko ludzkie sytuuje ją w pozycji bardziej z przodu. Inaczej. Jeśli mamy dwie kulki poruszające się po linii prostej i będziemy chcieli je nałożyć na siebie, to zawsze gdy będzie nam się wydawało, że to owo już nastąpiło, to zawsze będzie to przestrzelone, żeby nie powiedzieć … Znajdujemy się na spalonych pozycjach. I tu wkracza technika VR. Kilka śrubek. Przykręconych gdzie trzeba, szkiełko i oko. Oko kamery w tym przypadku. Co innego jeśli uczestniczymy w badaniach. Kiedy wymagane jest od nas by nałożyć dwie kulki na siebie w czasie gdy będziemy widzieli, widziały, że równo na siebie nachodzą, a co innego gdy gramy w piłkę i osoba, która sędziuje mecz, musi orzec czy był spalony, czy nie (działa polegając na przeczuciu i doświadczeniu) czy znajdujemy się w czasach prehistorycznych i próbujemy upolować sobie obiad, kolacje, czy inne śniadanie, które jeszcze się rusza, o zapi… Zapiernicza na własnych nogach, ile natura dała, a ile człowiek jest w stanie odebrać. Niby jeden mechanizm, ale jednak różne skutki, przy meczu możemy się pomylić, i poróżnić z nie znajomymi, którzy w tamtym teraz jeszcze byli naszymi jak najbardziej znajomymi, ale jak nie zjemy kolacji, śniadania, bo nie upolujemy, wszak wskazanie pozycji to jedno, drugie wykonanie akcji, ready stedy ,go... Trzy dwa jeden falstart… No i ruszyły bądź ruszyli, ale z falą wodospadu. To, że dotarcie bodźca do mózgu to nie to samo co jego zinterpretowanie i wykonanie akcji. Dopiero w jak teraz się przesunie, w tamte teraz, czyli potem potem skroplone, czy skropleni możemy ruszyć falą na start, albo na jakąś zwierzynę. Opóźnienie błysku. Nie chodzi o to, że oświecenia doznajemy później, a nie jak jesteśmy w tym teraz, tyle, że nieco przesuniętym ,i potem okażę się, że to jednak dobra książka, że jednak jak szczupak, nie trzeba było łykać wszystkiego… Zwłaszcza jak ktoś nam dokręca śrubę, jak nam dokręca śrubę w paszczy, to jeść nie możemy od razu, a i w tym teraz, co nastąpi teraz, czyli te raz. Tym razem będzie to utrudnione, bądź niemożliwe, czy będziemy chcieli/ chciały zjeść ser, czy poczęstować się zrazą. Czym jest teraz, jaka jest natura czasu? Nie wiem… Co innego jak kogoś częstujemy tą czy inną frazą uzurpując sobie prawo do meblowania jego/ jej miejsca, bo uważamy, że jest za chudy, za wysoka, za niski, za czarny, zbyt żółta, za głupia, zbyt inteligentna… etc. A to już temat na zupełnie inny artykuł…

Chcesz przeczytać?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s