[5+1]. czasami słucham popu.

Zamysł tegoż wydawnictwa sięga bodaj roku dwa tysiące dwunastego, kiedy to Jules Maxell występował z Gerrard prezentując chociażby utwór Rising Of The Moon. W roku dwa tysiące piętnastym dostał propozycję by napisać dla bułgarskiego chóru żeńskiego The Mystery of the Bulgarian Voices kilka kawałków. Nie sposób się nie domyślić kogo rezydent na stanowisku kompozytora w londyńskim Shakespeare’s Globe Theatre zdecydował się zaprosić do współtworzenia materiału. Owoc wspomnianej współpracy zamieszczony został na płycie, nie, nie Burn o której teraz piszę, ale na wydanym w dwa tysiące osiemnastym krążku pod tyrułem: BooCheeMish. Zatem nie jest to pierwsze zetknięcie się artystów, nie tylko jeśli chodzi o koncertowanie, a nawet jeśli by tak było to co z tego? Nic. Do współpracy doproszono jeszcze Jamesa Chapmana.
Album jest w zasadzie nie wiem jakbym miała go określić… Jakby to dziwnie nie zabrzmiało Lisa w stylu pop nieco ponad pół godziny treści. To takie sięganie do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego już wieku. A może zupełnie nie? Może to dopisywanie już filozofii?


Są tu gdzieniegdzie wokalizy trzyoktawowego głosu kontraktowego Lissy. Chociaż jest i więcej elektroniki – np. zastosowanie zestawu perkusyjnego. Czy jest to coś czego się spodziewałam? Nie, czy jest to coś czego się nie spodziewałam, a na co czekałam. Nikt nie prosił każda dostała? Nie. Nie, będę spieszyć z ferowaniem opinii, że oto Lissa Gerrard idzie w komerchę i że się skończyła, otóż pierwszy argument jest chybiony. Co to znaczy, idzie w komerchę, się się skończyła? I po czym to poznać? Czy trzeba wzniosłe albumy tylko nagrywać? Czy trzeba usprawiedliwiać dobry pop dopisując doń wzniosłe filozoficzne słowa? Moim zdaniem nie, a swoją drogą komercyjne albumy też trzeba umieć tworzyć. Przecież twórczość Amadeusza Mozarta też była komercją, rozrywką. Czy przywołując ten przykład porównuję Lisę do Amadeusza nie. Zupełnie nie, nie stanowi to także usprawiedliwienia. |Amadeusz to Amadeusz. Tam wchodziły w grę (sic!) inne konteksty, to co nazywamy rozrywką? Jak ona wyglądała? I dla kogo była przeznaczona? Czy nakładała jakieś powinności, jeśli tak to jakie. Zupełnie inne dekoracje, i temat na inny artykuł.

Burn może być całkowicie średnim lub marnym albumem, albumem, do tego którego dobrze się słucha nie popadając w abnegację, czy stagnację gustów i guścików. Czy z każdym albumem trzeba poszukiwać czegoś nowego, odkrywczego? Nie wiem. Czy Lisa rozmienia na drobne swój talent? Nie wiem. A czy muszę wiedzieć? Nie. Czasami słucham popowych albumów. Nie wiem, czy ten przejdzie do historii muzyki, dla mnie całkowicie nie musi, nikt nigdzie przechodzić. Teraz, czy potem. Nie ma zmęczenia. Tym bardziej do historii. Mogę o nim jutro zapomnieć, ale dzisiaj słucham (popu). Tak, czasami słucham popu. Takiego popu. I jest mi z tym dobrze. I dobrze, że dobrze.

[Lissa Gerrard, Julies Maxwel, 2021 źródło].



Dla osób, które zaglądają na mój blog, od jakiegoś czasu, nie będzie to odkrycie, ale raczej nawiązanie. O czym też świadczy numeracja. (Tak dla nowych blogowych bywalczyń i bywalców). Życzę przyjemności, i nie pakowania wszystkiego w pudełka. Zupełnie nie trzeba. Nie trzeba pakować na wynos. Chyba, że sądzisz inaczej to z chęcią posłucham, Ciebie posłucham, i tego co masz do napisania, jak sądzisz podobnie lub tak samo, to także posłucham (choć z czytania na głos zupełnie wyrosłam). Chyba, że czytam komuś, co rzadko się zderza…

4 myśli na temat “[5+1]. czasami słucham popu.

    1. Cześć, to ciekawe co piszesz. Dlaczego nie przepadasz za jazzem? Pytam, bo także za nim kiedyś nie przepadałam,a nawet go nie lubiłam. I ciekawa jestem,czy z tych samych powodów.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Trochę trudno mi sprecyzować niechęć do jazzu…myśle, że wszystko to kwestia czucia czegoś albo nie…jazzu po prostu nie czuję. Przynajmniej na tym etapie. Nie czułem kiedyś opery, miałem jednak możliwość obejrzenia jednej w łańcuckim parku podczas dni opery…no i mnie powstało…albo raczej ta konkretna opera, której arie były wręcz niesamowite…tak mnie porwało, że nie pamietam nawet jej tytułu.😀😀😀

        Polubione przez 1 osoba

        1. Chyba miałam podobnie. To znaczy, przede wszystkim np nie lubiłam klasyki jazzu ś p i e w a n e g o. Czułam się zagubiona w podgatunkach, fusion, było dla mnie nie do przełknięcia, jeden wielki chaos, ale potem jakoś naturalnie i niespiesznie mi przyszło słuchanie jazzu, i jak widać po zawartości blogu, bardzo go lubię. Przy czym nigdy nie słuchałam ze snobizmu, albo, że tak należy, bo… Takie są moje, osobiste doświadczenia.

          Polubione przez 1 osoba

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s