Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.

Całuję cię w metafizyczny pępek – pisał Witkiewicz do żony – to spodobało mi się zważywszy na moje własne, całkiem prywatne upodobanie do ruchu. Ruchu q ku. I nie chodzi o matematyczne spacery całkiem, ani w szczególe, ani po całce, całkiem nie. Ruszmy cztery litery, albo chociażby gałkami ocznymi. W spacero i logię dalej niż zaszedł był Pitagoras. Nie, nie namawiam do powrotu (do powrotu do szkoły)…

Czytaj Dalej „[550]. Zielona plama, błękitna krop(l)(k)a.”

[537]. Naprawdę jaki jesteś…*[Myśli luzem].

Do jednych z pierwszych uczonych, którzy wskazywali na udział serca w procesie którego nazwa zaczyna się na literę eM, (czyli myśleniu, tak myśleniu) należał Empedokles z Akrafas, to właśnie ten proces miał być powodem wytworzenia krwi. Myśl wpędza w ruch krew! Kartezjusz, ten od zawołania: Cogito ergo sum (i zniknął) (i dokładnie ten sam gość od dualizmu mózg → ciało) porównywał działanie tego pierwszego do pompy hydraulicznej. Zygmunt Freud– silnika parowego, a Alan Turing, tak zgadłeś/aś- do komputera. Chociaż ostatnia z metafiad jest dosyć żwawa i żywotna, do dzisiaj, jeśli podążać tropem i tripem technologii bardziej trafne jest porównanie – do zasady wedle której funkcjonuje…

Czytaj Dalej „[537]. Naprawdę jaki jesteś…*[Myśli luzem].”

(532). Szcze(lina) ledwie (albo dwie).

Szczelina. Nitka. Obręb, Obiecana, nie do końca obmacana Ziemia Niczyja. Mapa drgań, ruchu, czyli życia.

Nierówność, dziurka od filiżanki i ucho od klucza. Albo na od_wrót— przez którą zerkamy na świat i na świt. (O tym, dlaczego rozcięcie papierem boli. Już wspominałam, i nie będę się tarzać, a tym bardziej -czkawka- wspomnienie po rybich przodkach i przodkiniach i pozdrowienia Praprababci Ewolucji, po powtarzać nie ma co się, macać), chociaż drażnienie to także ruch. I konsekwencja.


Konik morski, czyż nie ładny? [Schemat przedstawiający lokalizację hipokampu w ludzkim mózgu- źródło fotografii].

***

Czytaj Dalej „(532). Szcze(lina) ledwie (albo dwie).”
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…

No, nie da się ukryć, choć niektórzy/ niektóre próbują! Tego, o czym dzisiaj, nie można dotknąć, ba nie można nawet zobaczyć. A jednak pełni bardzo ważną rolę w naszym życiu. Tak Twoim też. Zapraszam do lektury, sprawa (nie) prusta, nie Prousta, usta usta? – nie,nie Prusa, przynajmniej, najmniej, tu i teraz, ale ciekawa, w artykule nie tylko o efekcie Prousta.

Na początek: Garść liczb.

Zacznijmy jednak od pytania: czy dziesięć tysięcy to dużo? Czy mało? Możesz powiedzieć, zależy czego, na jak długo i na jaki procent… No właśnie. 🙂 Receptory wewnątrz nosa pozwalają rozpoznać nie dziesięć tysięcy nut zapach(tych -i)owych,- jak do nie tak dawna sądzono, ale i z zapamiętaniem powtarzano, teraz wiemy, że ta liczba jest większa, znacznie: ba! Bilion! Mała różnica, prawda? Zanim zaczniemy się ekscytować liczbami, które-jednak, tak, są ważne, nadmienię, że trwa dyskusja o jej liczbie w odniesieniu do zapachów, jednak przeważają zwolenniczki/zwolennicy hipotezy, że tak naprawdę można wyróżnić ich aż siedem podstawowych zapachów: miętowy,kwiatowy, stęchły,ostry,ale też zgniły, kamforowy (np. zapach przeciw molom) i eteryczny. Wszystkie pozostałe które możemy wywąchać to miały być- wedle tej hipotezy, odmianą wyliczonych powyżej, to tak jak teoria barw podstawowych. Są trzy podstawowe- resztę można uzyskać mieszając pigmenty: czerwony, niebieski i żółty. Tyle podstaw.

Aby mieć przykrości za sobą, jak najprędzej, ekspresowo nadmienię, że te z nut, które są nieprzyjemne dla ludzkiego nosa mają swoją nazwę, tak lubujemy się w ich nadawaniu! To dlaczegóż nie z tej okazji? Wydzielanie potu o uporczywej woni: określamy jako bromhydrozę, albo po polsku,  nie z udając Greka/ Greczynki określenie jest mniej poetyckie i znaczy ni mniej, ni więcej tylko, tak zgadłyście, zgadliście: cuchnący pot. I tak zaczynamy z klucza znanego. Jednak, czy wiesz jak pachnie obrzydzenie, albo strach? No właśnie, to, że poszczególne części ciała człowieka mają swój indywidualny zapach, nie, nie, tylko włosy, dłonie, stopy, czy genitalia, ale także twarze- że każda z nich pachnie nie tylko z różną intensywnością, to wiemy, ale z fakt, że człowiek podświadomie może rozpoznać, czy jego towarzysz/ka czegoś się boi, albo czy jest (nie)szczęśliwy tylko po zapachu, to już może być novum. Zwłaszcza jeśli ktoś/ia jest osobą , z którą jesteśmy w bliskiej relacji. Nie powinno to dziwić, mimo wytężonych zabiegów kosmetycznych, to właśnie zapach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Nie, nie zawsze śmierdzi. (O zgrozo! O lotosie, O Losie!). Chociaż korzystając z komunikacji miejskiej w lecie, można sądzić inaczej. I tu nie trzeba zabliźniania się, niekoniecznie, z bliźnimi… Tu wim, to wiem, i Tuwim o tym też wiedział. Przekład? Przykład proszę Cię bardzo: interluda

[Śmierdziel, Tuwim, wykonanie Turnau,źródło].

Nawiążę jeszcze raz do liczb: w identyfikację zapachów zaangażowane jest do sześciu milionów receptorów węchowych. Czy to dużo? Odpowiedź może Cię nie usatysfakcjonować: To zależy- do czego tę liczbę porównamy, to na przykład: czterdzieści cztery razy mniej niż ma to miejsce u psów. Zresztą nie są one wyjątkiem. Obecnie mamy zimę, która jak co roku zaskoczy drogowców/drogowczynie, ale za kilka miesięcy staniemy się mobilnym posiłkiem dla komarzyc. Czy to się Tobie podoba, czy raczej wręcz przeciw-nie. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy/ niektóre z nas są częściej kąsane/ kąsani od innych? Komarzyce należą do tych owadów, które mają węch i nie zawahają się go użyć są… Tak, na przykład dlatego, że potrafią one wyczuć zapach posiłku z bagatela odległości trzydziestu metrów. Mało? Proszę, próbuj odczytać tekst, pisany standardową czcionką, albo ręcznym pismem, z tej odległości. Zwłaszcza, jeśli masz wiele bodźców, np w bibliotece-chociaż to nie przebodźcowane miejsca, raczej ciche, no dobrze to spróbuj wyczuć swojego przyjaciela/ przyjaciółkę z tej właśnie odległości… A powinno to być, chociaż w teorii- jak przeczytamy później- łatwiejsze, bo Każdy/ Każda z nas ma swój naturalny (powtórzę to jeszcze nie raz) zapach, dlatego też samice komarów potrafią sobie wybrać z menu, i dlatego też ci/te z nas,którzy są częściej posiłkiem, dla tychże owadów, cóż, mogą powiedzieć, jestem bardziej atrakcyjny/atrakcyjna. A przynajmniej: Mój zapach jest bardziej słodki. Jednakże nie tylko chodzi o liczbę receptorów, to nie, nie, zapachy mamy w nosie, ale one tworzą się zupełnie gdzieś indziej— tak, właśnie tam: w mózgu. Nie tylko zresztą o receptory ich ilość biega: Człowiek posiada około czterystu czynnych genów, których zadaniem jest kodowanie receptorów węchowych. Dużo? Tak? Myszy w standardowym wyposażeniu mają ich około tysiąca trzystu, tak tu.

Dlaczego zmysł powonienia jest dla nas tak ważny (o czym możemy się dowiedzieć z artykułu) a jednocześnie tak niedoceniany? Tak, dziś (także) o tym. Zapraszam nie tylko do lektury, ale również, a może przede wszystkim? – do zastanowienia.

Czytaj Dalej „[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…”

[515]. O jak o… No wiesz, co mam na myśli…

Aż zabrakło mi tchu, żeby [do]kończyć tytuł.Normanie się zakorkowałam.

No dobrze, nie tylko na myśli. Tutaj daję swój upust mojej fascynacji tej, która rośnie, powraca i tętni, nie tylko w te dni, ale i tamte.Zmierzajmy ku meritum.

Czytaj Dalej „[515]. O jak o… No wiesz, co mam na myśli…”

[513]. Te(r)mit i orzech włoski, i kalafior, i o wiele więcej, czyli o udawaniu Greka?

Czy nie jest zdumiewającym fakt, że jak pijesz kawę, herbatę lub zupełnie innym płynem nawilżasz usta i przełyk, to,że czujesz, i temperaturę filiżanki, i jej ciężar, i odczucie chłodu lub ciepła danego płynu w ustach, smak, zapachy, i to tylko część bogactwa, które możesz nazwać i odczuć. Nazwać i zapamiętać.To, że potrafisz usytuować położenie filiżanki względem swojego ciała. Trafić do ust nawet z zamkniętymi oczami, to, i jeszcze tryliard miliardów kwestii, potrzebnych i zbędnych.

Czy nie jest zdumiewającym fakt, że udaje Ci się nalać do czajnika właśnie tyle wody, żeby starczyło akurat tyle ile potrzeba by napełnić dwa kubki? Czy nie jest fascynujące, że my, jako ludzie nie tyle potrafimy – przy odpowiednim nakładzie sił i środków- wylądować na księżycu, ale badać funkcjonowania swojego własnego mózgu? Oczywiście relatywnie bardzo niewiele o nim wiemy. Najmniej z całego kosmosu spraw, i rzeczywistości robimy trzy kroki na przód, nawet jeśli równocześnie zrobimy dwa w tył, to i tak bilans wychodzi (sic!) in plus. Bogactwo, wrzenie i puls świata. Na wyciągnięcie ręki, albo i nie. Możesz ją trzymać w…

Czytaj Dalej „[513]. Te(r)mit i orzech włoski, i kalafior, i o wiele więcej, czyli o udawaniu Greka?”

[Kości twarzoczaszki człowieka strony lewej z widoczną otwartą od strony bocznej zatoką szczękową.

[507]. Ku pokrzepieniu (nie tylko) serc: „Muzeum figur woskowych”, czyli: mam to w… Nosie (niestety!) (#szczelin w szczegółach dalszy ciąg).

[Kości twarzoczaszki człowieka strony lewej z widoczną otwartą od strony bocznej zatoką szczękową.
[Kości twarzoczaszki człowieka strony lewej z widoczną otwartą od strony bocznej zatoką szczękową.Henry Vandyke Carter – Henry Gray (1918) Anatomy of the Human Body ,źródło].
 

 

Tekst ten dedykuję wszystkim niezmiernie… Pociągającym… Czyli zasmarkanym! Kichajcie na wszystko i czytajcie, teraz i wszędzie:  niech Wam czcionka lepką,  lekką będzie.

 

 

Jeśli miałbyś w domu czworonoga, to zauważyłbyś że pies lub kot przeziębia się rzadziej (i to o wiele!) niż dwunożn-y/a Pan/i -a -kontynuuję swą wypowiedź -większość ludzi przechodzi dwa do pięciu przeziębień (w asortyment (nie)przyjemności wliczam także zapalenie zatok przynosowych) w ciągu dwunastu miesięcy, tyle statystyki. Dlaczego tak właśnie jest? Słyszę jękliwe zdanie wykwit wśród katariad. Oto dzisiejszy temat. Przewodni, choć zapchany, zakichany i diabli wiedzą jaki jeszcze. Ponoć wart uwagi. (I nie chodzi o te w dzienniczku- prędzej jakaś recepta by się przydała) aua.

Czytaj Dalej „[507]. Ku pokrzepieniu (nie tylko) serc: „Muzeum figur woskowych”, czyli: mam to w… Nosie (niestety!) (#szczelin w szczegółach dalszy ciąg).”

(25/30). (Nie tylko) o teorii budzika (#iskierki).

Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.

[Maya Angelou]

Fotografia na początku, to nie moja facjata przed poranną kawą (albo przed spotkaniem z Kafką) chociaż… Nie, nie ja inaczej się czeszę, chociaż cieszę się pewnie nadobnie podobnie… Nie brnijmy w ten temat. Chociaż pomyśl, czy i Ty nie chcesz sobie raz jeden jedyny tak porządnie rozćwiczyć żuchwy,czy spoglądając na tę fotografię, czy  i Tobie nie chce się, tak raz, a zdrowo …. Tak, tak można je stłumić, ale nie powstrzymać.

[Ziewający młody makak japoński,źródło].
Tak naprawdę jest bardziej zaraźliwe niż katar. I o wiele bardziej tajemnicze i ciekawe, niż się na pierwszy, a nawet drugi rzut oka wydaje. Wiemy zaledwie tyle, że hipotezę  o nudzie można między Youtuby włożyć (Nuuudzę się, Nudzę się pamiętacie ten skecz?). Ludovico Giovanni Ariosto miał powiedzieć Miłość jak ziewa­nie, naj­częściej kończy się spaniem. Tylko nie wiem, miło i ośćą do czego? Nudne wykłady? Wkłady, czy inne spacerologię, znaczy progresie w dygresje czy co…Chociaż dziś nie o tym (ostatnim, no chyba, że usnę bo tak gimnastykuję swoją żuchwę, że pewnie dostanę „zakwas→uff” Uff to westchnienie ledwie, nie mylić z: ledwo, ledwo i prawo i lewo).

Jedno trwa pięć do dziesięciu sekund i ma trzy fazy: długi wdech, pauzę i szybki wydech.  Mięśnie napinają się i rozluźniają, zostają (oczywiście nie te same grupy mięśni: pamiętamy, że jedna grupa się napina, a antagoniści: rozluźniają) uwolnione neuroprzekaźniki, między innymi dopomina się dopamina, ale nie tylko oksytocyna, czy hormonu adrenokortykotropowego oraz aminokwasu – glicyny, odpowiadają one za prawidłową komunikację pomiędzy neuronami. Kiedy równowaga tych substancji zostaje zakłócona  to zaczynamy … A na koniec ta ulga i błogość, odprężenie… Znacie to?

Czytaj Dalej „(25/30). (Nie tylko) o teorii budzika (#iskierki).”

(23/30). Czy pamiętasz o… Swojej pamięci? (#iskierki).

Na pewno znasz tę sytuację bardzo dobrze, jesteś właśnie na przyjęciu: głośna muzyka wali w bębenki nieznośnym basem, i to nie jednym chełstem hałasu, szczyptą chaosu, ktoś woła, ktoś inny-śmieje , gwar oblepia obłapiając przestrzeń gdzie wiecznie coś miga, śmiga, gdzieś strzyka, zapachy, strzępy rozmów docierających do małżowin, i jeszcze ta myśl, co trzeba zrobić na jutro.

Piętnaście z(a)dań na minutę. Albo jeszcze szybciej. Arytmia znaków.

Czytaj Dalej „(23/30). Czy pamiętasz o… Swojej pamięci? (#iskierki).”

(6/30). Nie przecinam. (#iskierki).

 

[żarówka ze szklaną bańką, źródło zdjęcia] #BoŚwiatJestCiekawy!
Nie wiadomo co by było gdyby…

Osoby, które mnie znają, wiedzą, że nie przepadam za gdybaniologią stosowaną, która podobnież ma swoją fachową nazwę, która uleciała mi z neuronaliów. Za to wiadomo, czym skutkowało ponaglenie przez władze uczelni w Sant Petersburgu Dymita Mendelejewa, który zobowiązał się, że napisze podręcznik dla studentów. Wiecie, nauka matką wynalazków. I takie tam. Przygłody bibliotekarzy (i bibliotekarek) w krainie entropii, i tropi i tripy i tropy, czyli jeszcze jeden materiał do kolekcji Zakuć, zdać, zapomnieć. Zakuć, zdać, zapo pomieć. Mieć po, czyli z bani.

Czytaj Dalej „(6/30). Nie przecinam. (#iskierki).”

[468]. Śmiechu warte (albo warte śmiechu) ale czy aby na pewno?

I.

Zaczęli grzać. Nareszcie bo neuronalia mi zamarzały, nie wspominając o ciele, swoim własnym.

II.

A teraz nawet nie można sobie pozwolić na zapadniecie w letarg. Mijam. Ta(r)g próżności. Trzyma m(i)nie w kierun q do rzeczywistości, to rozmowy, książki i kawa. Drętwo, chociaż jesień zaczyna krążyć w żyłach i aortach miast i w(i)si. Nieuchronna uwertura grudnia być może bez śniegowych grud i niezaprzeczalnej radości z pierwszej bitwie na śnieżki. Rok się kruszy. Idziemy w starość.  Tak niezaprzeczalną jak i nieuchronną.

III.

[śmiechu mi trzeba, sdm, źródło]

Ze śmiechem należy się obchodzić ostrożnie: jest zaraźliwy

[Goglol]

Czytaj Dalej „[468]. Śmiechu warte (albo warte śmiechu) ale czy aby na pewno?”

[441]. Ciemno to widzę…Czyli jasno o czerwonym olbrzymie białym i czarnym karle). I…W końcu o końcu.

Aaale od początku. Na początku był śmiech os, podobno, czyli  ha ha! Os.A co jeśli zgaśnie nasza gwiazda, i nie chodzi o (urodzenie się pod) szczęśliwą, mniej lub bardziej, czy w ogóle, ale o przydziałową w gęstwinie przypadłą przypadkowi. Jasne! Jasne jak słońce. Tak? Czy oby na pewno? Czy wiesz, że słońce naprawdę jest innej barwy? I dlaczego widzimy je właśnie na żółto, skoro jest białe? A to dlatego, że w widmie słonecznym żółta barwa dominuje, ale przecież nie jest jedyna, bo jest i błękit, i to sporo, zieleń, czy czerwień. I te wszystkie barwy razem, nasz galaretowaty organ (mam na myśli mózg) interpretuje jako barwę białą. (Tak osoby zajmujące się fizyką powiedzą, że nie ma koloru białego tak samo jak czarnego).

Czytaj Dalej „[441]. Ciemno to widzę…Czyli jasno o czerwonym olbrzymie białym i czarnym karle). I…W końcu o końcu.”