[737]. Akurat.

Nie jestem przekonana do twierdzeń typu:

1.

Potrzebujesz tego,czego nie chcesz.

Niby nośne i uwodzące pseudointelektualnym powabem boumotu albo pozytywnym maśleniem oczu, myślenoem wyciętym z podręczników świadomego gęgania. Cieżko mi to siedzi na żołądku lubo że na wątrobie także. Śmierdzi mi tu paternalizmem. Wpychanie się z zabłoconymi buciorami na świżutko odkurzony dywan. I to w najlepszym razie.A razów ci tu będzie dostatek. Niestety.

Można ów paternalizm przyrównać do takowej sytuacji: idziesz sobie do wpożywczego po świeżutki chlebek z pomidorkiem i białym serem,a sprzedawca mówi:ser jest (i nie trzeba się do niego śmiać) ale wiem czego ci potrzeba wcale nie świeżutkiego chleba,a pachnących rdzą starowypiekanych przed siedmioma dekadami gwoździ, proszę , i chwytając Cię za rękę, niż zaaoponować zdążysz, pcha do Odpowiedniego Sklepu.

****

2.

Nie rozumiem zachwytów nad zdaniem:

Są dwa sposoby przeżywania życia.

Jakby nic nie było cudem

i jakby wszystko było cudem.

I co z tego, że wypowiedział je Albert Einstein? Tylko dwa? O ooo cały alfabet? Ileż to wyrazów i zdań można wydłubać,ot, od do , o to, to cała różnorodność szczególnej teorii ciążenia. To tak jakby liczyć do dwóch tylko.

Na prawdę (jak tę prawdę ująć w słowa liczby…?) wszystko może być cudem? Śmierć bliskiej osoby? Obozy koncentracyjne? Wypadki odmieniane przez czasy i przypadki.Możesz powiedzieć wiesz, to przykłady ekstremalne…

Jak „wszystko”to „wszystko” i „zawsze”. I „wszędzie” przez wszystko rozumiem całość z przyległościami… Możesz powiedzieć, raczej napisać w komentarzu, bo jak powiesz to wiesz, nie usłyszę Cię: nie trzeba się do ekstremum odwoływać.A ekstremum funkcji można sobie w buty włożyć (jeśli już się ukończyło chadzanie do szkół wszelakich).

No ale wtedy to nie było by wszystko,przykłady i przekłady można mnożyć, mrozić i dzielić … I nie chodzi o lanie wody (czy wina) (chociaż teraz by można było się ochłodzić takim ha dwa o zimnym,gdybyż to nie była intelektualną konstrukcja na usprawiedliwienie intelektualnej indolencji stosowanej z lubością). Nic tu nie pomoże ładowanie chochelką do wiaderek,albo chociaż szklanek…Niczyja to wina. Chociaż..Win ci akurat u nas dostatek… Taki mamy klimat.Szach i mat.

Akurat!

3.

Nie chodzi o to, by wykoncypować intelektualnie ileż płynu ma być w szklanicy by było akurat albo chociaż akuratnie (czy wręcz przeciwnie).

Pytanie,czy widzisz szklankę do połowy pustą,czy pełną też się mija z celem (a bywa,u niektórych,że całkiem też z ciałem).

Czy zawsze jest połowa? A co jeśli jest więcej niż jedną szklanka? I o wiele więcej niż jeden płyn? Może trzeba pogmerać w szklaneczce ? Pobełtać? Nie żeby od razu burzę w kuflu wody uskuteczniać… Co to,to akurat nie… Czy jestem rad (a nie czy jest tam rad- chociaż o to też można …) albo czy jest tam rada (pamiętajmy alkohol nie rozwiązuje problemów tylko je pomnaża tak się zawsze zdarza) rada albo cykuta, czy myśl grzeczna,grzeszna,czy pokutna,wesoła czy smutna? Co jest aktualnie w szklanicy?

Jeśli już żonglujemy połówkami fakt, że jest do połowy peusta,przywołuje czy powoduje u mnie zmartwienie ? Czy to,że udało mi się podstawić kubeczek pod źródełko i nachlapać do niego połowę czyni mnie spokojną, bardziej optymistyczną osobą?

Może być też tak, że to co mam i ile mam w filiżance,akurat mnie pasuje, a nie psuje dobrego nastroju, nastrajając pogodę ducha i sprężystość ciała powodując myśli kierując w taką stronę,że uważam iż jest dobrze tak jak jest i ile jest. Nie tylko teraz,ale i w przyszłości, będzie lżej życie prowadzić nawadniając swe myśli zawartością tego co szklanicy. Rozejrzawszy się w jakich okolicznościach przyrody jestem teraz akurat.

Czy gości u mnie, czy już się zadomowiła na dobre (i gorsze) tak,że poszarzała,starła to i ów i jest już stara, stara bieda. Jeśli rozłożyła swe bambetle wszędzie, na pierwszym,drugim, i kolejnym planie i w tle, to nie jest pytaniem: czy dałam plamę,ale czy przypadkiem stara bieda nie upija mi z mojego kubeczka, kiedy na przykład na nią nie spoglądam? Akurat wtedy,ale nie tylko wtedy. Albo – co gorszą,- czy nie doglądam jej, aby się dobrze miała obrastała życiodajnym tłuszczykiem wtedy li tylko to stara bieda używa życia,a ja jej pieczołowicie doglądam, by niczego jej nie zabrakło. By było akurat. Co jeszcze jest na dnie szklanicy?

2 myśli na temat “[737]. Akurat.

  1. Chaosem ciągnie od tego wpisu (albo to tylko moja szara substancja próbuje bezskutecznie dobudzić Trzecią Szarą Komórkę, zazwyczaj odpowiedzialną głównie za szukanie dzbanka z kawą), generalnie to tak: (1) nie rozumiem całkiem, coś z chlebem i gwoździami… niedobór żelaza może? (2) wiadomo, ekstrema nigdy nie są zbyt tenteges, no chyba że się akurat robi maturę z matmy, a (3) też jasna sprawa, powiązana z (2) zresztą – szklanka nigdy nie jest ani całkiem pełna, ani na odwyrtkę. I czasem trzeba ją nieco opróżnić, czasem dolać, a czasem pieprznąć nią o blat żeby się nożyce odezwały. Chyba że blat z kamienia, to wtedy raczej będzie w drzazgi łamane przez drobny mak.

    Tak że ten.

    Polubienie

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s