[131+1].Ballady i niuanse(II): o czytaniu.

Nie o to chodzi by czytać.Pisałam nie raz, nie dwa, nawet nie trzy. Nie o to chodzi, żeby czytać wiele, zarzucać się opasłymi wydaniami ciągłymi. Chodzi o to by c z y  tu, c z y  t am , ta(ć) świadomie. Nie naburmuszoną czcionkę, czasami sięgnąć po coś lekkiego, chociaż niektórzy mówią, że życie to nieznośna lekkość bytu. 🙂

Jak to zrobić? Zwłaszcza, gdy nie mamy środków finansowych by inwestować je w książki? W jaki sposób czytać? Mogę podzielić się moją receptą na czy to tu, czy tam, częstowanie się czcionkami. Tych sposobów było kilka, i one ewoluowały zwłaszcza gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać.

Po pierwsze, napiszę coś oczywistego, nie musisz  z niego korzystać. Możesz weń powątpiewać. U mnie się sprawdził.

[Adam Strug. Tam na rzece. Strug,Leśmian,Soyka, Universal Polska,2015].

  • Po pierwsze: odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego tak naprawdę czytasz? Jaki jest Twój cel. Może to być na przykład chęć zażycia rozrywki , może to być kwestia zasięgnięcia informacji, pogłębienia wiedzy, czy próba podjęcia polemiki.
  • Po wtóre: o czym się często zapomina przyjrzyj się w jaki sposób spędzasz czas, nie, nie tylko ten, uważany za wolny,ale ogólnie, zarówno w pracy jak i poza nią. Inaczej będzie wyglądała praktyka czytania osoby młodej, inaczej osoby starszej, ale nie tylko ze względu na stan zdrowia, które to skojarzenie/a raczej stereotyp/ może się nasuwać, inaczej będzie wyglądało czytanie osób, które żyją w rodzinie, (wielodzietnej albo modelu 2+1, inaczej gdy dzieci są już dorosłe, a odmiennie gdy są małe, permutacji jest wiele). Uwzględnij charakter swojej pracy zarobkowej, jeśli  np pracujesz za pomocą komputera,i wiele czytasz, spędzanie dodatkowego czasu z papierową książką, może być nużące.
  • Po trzecie: Biorąc pod wzgląd dane uzyskane z odpowiedzi na dwa uprzednie pytania możemy sprofilować sposób czytania, a to ważne. Sposobów jest wiele. Tak jak i modeli życia.
  • Po czwarte: mniej znaczy więcej. Nie chodzi, by zarzucić się książkami, brać udział w szczytnych wyzwaniach, i czytać dużo, ale o to by dobierać sobie lektury. Nigdy nie gustowałam w kryminałach, wyjątkiem było  Wszystko czerwone Joanny Chmielewskiej przeczytane za czasów letnich nastoletnich, i któryś z kryminałów Agaty Christie by dotknąć jej fenomenu, puntem wyjścia była wiedza biograficzna i jej podróże z mężem (archeologiem).
  • Po piąte:pisałam już, spróbuj skorzystać z nowych technologii. Wersji elektronicznych, czy wersji audio. To, że nie sprawdziły się gdy czytasz np książkę specjalistyczną, nie znaczy, że należy je odrzucić. Zastanów się proszę może to kwestia np lektora, pory dnia, albo prezentowanych treści?
  • Po szóste: Ciesz się czytaniem,to nie obowiązek,a przynajmniej nie tylko, to przede wszystkim ma być przyjemność.Niby oczywiste,ale warto przypomnieć.
  • Po siódme: Jeśli masz okazję przekartkuj książkę,zobacz jaki ma układ treści,na co chcesz,na co możesz,a na co „musisz” zwrócić uwagę. Zobacz ją w szerszym kontekście.
  • Po ósme:czytaj blogi, wiele osób nie zalicza tej aktywności jako czytania, z mojej perspektywy, wiele mediów się tabloidyzacje,wiele jest też protagonistów,ale cóż,warto poświęcić czas na szukanie i czytanie.I przy tej zasadzie jak przy wielu, zastosowanie ma selektywny wybór, to znaczy, lepiej czytać mniej blogów,a bardziej dokładnie (można się zapisać na listę mailingową/albo obserwować blog). Skorzystaj z możliwości podyskutowania z autorką/autorem, moim zdaniem to atut,z którego warto skorzystać. Wpis może być wyjściem do ciekawej dyskusji,może się także okazać,że autor/ka może polecić coś więcej,niźli jest napisane,a niejednokrotnie okazuje się, że jeśli jest pasjonatką/pasjonatem tematu wie, o wiele więcej.Nie należy także lekceważyć efektu synergii,który powstaje w momencie wymiany poglądów. To proces. I  przebiega, w różnych kierunkach i na różnych płaszczyznach.
  • Po dziewiąte: Powtarzam,i będę powtarzać. Zadbaj o przestrzeń i czas bez książek. Doskonale wiem, że obecnie panuje moda na czytanie, recenzowanie i gotowanie. To olbrzymi rynek,moda przeminie, pojawi się inny jej wrzask. Z przykrością obserwuje pauperyzowanie się procesu czytania,czytać wiele, ale po wierzchu. Nie chodzi o to, by czytać dużo. Choć to niesłychanie modne.
  • Po dziesiąte: dziel się książkami. Na różne sposoby, polecaj,podpowiadaj, użyczaj (z tym jednakże jestem ostrożna, bo wiele książek nie zostało mi zwróconych). Jeśli Cię na to stać, to warto kupić więcej niż jeden egzemplarz, i podarować Bliskiej Osobie. Jeśli nie chcesz użyczać, nie użyczaj, możesz się dzielić tytułami.
  • Po jedenaste: jeśli masz możliwość korzystaj z bibliotek(i). To nie tylko ekonomiczny sposób,ale jeśli pracowniczki i pracownicy tej instytucji poznają Twój gust, możesz poprosić o informację zwrotną, albo rekomendację podobnych książek. Bądź otwart_y/a, eksploruj, odkrywaj, sięgaj, nawet za cenę rozczarowania.
  • Po dwunaste: otaczaj się pięknym językiem, dotyczy to nie tylko sposobu wysławiania się,ale także szukania innych sposobów,np słuchania piosenki literackiej, autorskiej. Szukaj pasji,jak ją znajdziesz na pewno opisana jest w literaturze, jeśli nie jesteś prekursorką/prekursorem nowej dziedziny. Możesz też szukać dziedzin pokrewnych literaturze.
  • Po trzynaste:Kupuj z głową i portfelem: nie od razu gdy książka ukaże się na rynku,z biegiem lat staje się coraz bardziej wymagająca. I odsuwam zakupy w czasie, tak ze względów ekonomicznych, ale to także sposób by uniknąć humbugów. Najpierw czytaj to, co masz w domu, nie kupuj na zapas, prędzej skoczy Ci się miejsce w domu, albo na czytniku, niż zdążysz przeczytać. Jest jeden wyjątek, od tej zasady, korzystanie z promocji.
  • Po czternaste: Właśnie, korzystaj z promocji, rób listy, i liczba mnoga jest tu nie bez znaczenia.Przykłady? Listy prezentowe:by wiedzieć co odpowiedzieć,jeśli ktoś proponuje nam zrobienie prezentu,a nie poznał nas na tyle, by proponować (samej) samemu. [Wielka szkoda,ale się zdarza]. Róbmy także takie takie, które dotyczą Bliskich Osób,to pozwoli nie tylko mieć je w zanadrzu, czy przewidzieć wydatki, ale także umiejętne skorzystanie z proponowanych promocji.  Przykłady innych to np: książki,które warto przeczytać, książki które warto mieć, i tu mogą być jeszcze bardziej sprofilowane (ze względu np na format, albo gabaryty, albo…Przykładów jest wiele).
  • Po piętnaste: jeśli nie korzystasz z książek posiadanych rozdaj je, ale ludziom,którzy naprawdę się z nich ucieszą.Nie muszę wspominać,że poza wyjątkami, książki muszą wyglądać,nie mówię o zakreślaniu,malowaniu,czy zalewaniu…
  • Po szesnaste: Utrzymuj f u n k c j o n a l n y porządek w swojej biblioteczce. Chyba punkt nie wymagający rozwinięcia. To np doskonała część feedback , ja przeglądając swoją, wiem, jak zmienia(ł) mi się gust, światopodgląd, zainteresowania…
  • Po siedemnaste: Humor! Nie zapominaj o nim, nawet gdy jest przykurzony, znaczy czarny, ale z tym to uważaj…
  • Po osiemnaste: mając w pamięci punkt jedenasty zapytuję: A jaka jest Twoja propozycja?

Niech Ci czcionka lekką będzie (nie zawsze) ale jednak! Dobrego czytania, smacznego!

PS. Niby się, w niektórych podpunktach powtórzyłam, ale uważam, że warto.

25 myśli na temat “[131+1].Ballady i niuanse(II): o czytaniu.

  1. Dziewiątka i siedemnastka górą! Pozostałe numerki też zacne, bardzo dobrze napisane. Niby to wszystko wiadomo, ale jednak dobrze jest zobaczyć to wypunktowane #000000 na #FFFFFF 😉

  2. Zadziwiające jest to, że choć bibliotekarzem jestem i to śmiem twierdzić z krwi i kości, z pasji i z zamiłowania to w swojej domowej biblioteczce mam prawdziwy burd… ekhm dom publiczny. O żadnej funkcjonalności nie może być mowy. Czasem przy sprzątaniu odnajduję książkę, którą kiedyś, gdzieś tam, odłożyłem na później, a ona sobie tak spędziła pół roku.

    Z punktem jedenastym zgadzam się w stu procentach. I dodam, że jako bibliotekarz niejednokrotnie sam skorzystałem z poleceń czytelnika tudzież czytelniczki. Także działa ten punkt w obie strony.

    1. Dzień dobry Charlie Librarian. Dobrego czytania i komentowania. 🙂
      Ad vocem tego co piszesz.
      Dwa razy udało mi się spotkać (bibliotekarkę i bibliotekarza)z powołania, pasji i zamiłowania i jak zawsze przy takiej okazji, spotkania i rozmowy są fascynujące. Oczywiście, że rozmowa o sztuce, a niewątpliwie literaturę możemy zaliczyć w jej poczet są fascynujące.Zwłaszcza jeśli ktos(ia) ma otwarty umysł (pominę, że to warunek sine qua non). Jeśli chodzi o osobiste doświadczenia, zasoby biblioteczne nie muszą być duże, ale ważna jest relacja z czytelnikami i czytelnikami i pasja w opiece nad zbiorami.Jako czytelniczka widzę jedynie cześć pracy bibliotekarek i bibliotekarzy.
      Co do porządków w bibliotece to uważam, że to ważne by porządek był funkcjonalny, każda osoba ma pewnie swój system, np Iwaszkiewicz musiał mieć książki ułożone kolorystycznie…Plecenia, oczywiście działają w dwie strony. 🙂

  3. Nie umiem zadbać o czas i przestrzeń bez książek. Kiedy nie mogę czytać – słucham audiobooka. Inaczej bym chyba nigdy nie sprzątała… Może i czytanie i gotowanie to dziś moda ale dla mnie i jedno i drugie to czynności, bez których nie wyobrażam sobie życia. Wyjątek – spacery z Dziećmi albo jakaś inna wspólna aktywność (np. niedługo zacznie się wypiek ciasteczek na Święta – czyli znów gotowanie).
    A co do polecania lektur – nie potrzebuję do tego biblioteki. Znam kogoś, kto zna mój gust literacki na tyle, że wiem, że cokolwiek mi poleci, to mi się spodoba. Ale jeśli się nie ma kogoś takiego za to się ma ważniejsze wydatki niż książki to faktycznie – biblioteki warto wspierać choćby przez sam fakt korzystania z nich.

    1. Czas i przestrzeń bez książek jest ważny. Zwłaszcza jeśli się bardzo dużo czyta (nie piszę, że czytasz mało). Od czasu do czasu zdarzają się „kryzysy” czytelnicze. Piszę w „” bo przecież czytanie to wolny wybór. Oczywiście, że są zawody, w których to jest część pracy,ale nie (tylko)o tym.
      Chyba każda osoba czytająca, a na pewno każda, którą ja znam, ma osobę, która zna jej gust i może/chce coś polecić, ale pisałam o takiej sytuacji, kiedy mamy jeszcze jedną taką relację, osoby kompetentnej, z którą jak piszesz Charlie Librarian, to relacja, czyli przebiega w dwóch kierunkach.
      Biblioteki to świetne miejsca, to nie tylko miejsce wypożyczania i oddawania książek. Ale o tym, może kiedy indziej.
      Biblioteki moim zdaniem są niedoceniane, a wspierać je można na różne sposoby. Nie jestem pewna, czy fakt wypożyczania książek, można nazwać wpieraniem bibliotek.
      Co teraz czytasz?

      1. Kiedy chodzę do biblioteki to tym samym daję znać, że ta instytucja (czy raczej ta konkretna biblioteka) jest potrzebna, że nie jest żadnym przeżytkiem, bo wciąż są ludzie, którzy z niej korzystają. Ja nie korzystam, bo na ogół i tak trzymałam książki za długo. Może niedługo jednak się wybiorę do tego przybytku i postaram się pozbyć nadmiaru swoich książek, z którymi nie wiem co robić. Nie przyjmą to odwiedzę wszystkie punkty gdzie się dzieli książkami…
        Dużo teraz czytam, bo od jakiegoś czasu czytuję po kilka książek jednocześnie. Ale chyba najbardziej warta tego, bo o niej wspomnieć jest Inna dusza Łukasza Orbitowskiego… ale coś więcej nt. tej książki będzie u mnie na blogu, kiedy już skończę czytać.

  4. Słuszne i niby oczywiste dla czytających, ale dobrze sobie czasem o tym przypomnieć, tak myślę.
    p.s. puk, puk, znaki dymne puszczam 😉

    1. OOO jak miło Cię czytać, znowu. 🙂 Niby oczywiste, ale właśnie, teraz jest ów przymus czytania, podejmowania „wyzwań” itd. Czytania niejednokrotnie ilościowego… Chodzi o niuans, nie o ballady. 🙂 Nie uzurpuję sobie (w tym przypadku:)) odkrywania Ameryki.
      PS. Proszę dzwonić, pukanie zepsute. :)Przyjęłam.

  5. Dlaczego czytam? Jakoś nigdy nie zadałam sobie tego pytania…
    Bo lubię historie (to o beletrystyce). Z ciekawości (to o ksiażkach popularno-naukowych). Z chęci poznania niezwykłych ludzi (wiadomo, że biografie) – co sprawiło, że stali się niezwykli. Czasami czytam, żeby oderwać się od rzeczywistości, która mi dokucza (inni idą na przykład pić;-)) – wtedy czytam dużo i szybko. Zazwyczaj jednak czytam powoli. Przywiązuję się do książki, do danej historii i jej bohaterów. Przeżywam. Potem muszę napisać o swoich wrażenich, żeby je uporządkować, żeby samej sobie odpowiedzieć na pytanie, co do mnie wniosła dana lektura. Dopiero jak to sobie poukładam, napiszę, skonfrontuję swoje wrażenia z innymi (najczęściej na Lubimy czytać – chyba brakuje mi rozmów o ksiażkach) jestem gotowa pożegnać się z ksiażką i zacząć kolejną.
    Mało mam ksiażek w domu, dlatego łatwo mi utrzymać w nich porządek. Rzadko kupuję, chyba że bardzo mnie jakaś pozycja zaintryguje i nie ma jej w bibliotece. Bo zazwyczaj pożyczam z biblioteki. Albo dostaję w prezencie. Bardzo lubię książkowe prezenty. Trudno mi rozstać się ze swoimi ksiażkami, nawet tymi już przeczytanymi, chyba, że wiem, ze na pewno trafiłyby do odpowiednich osób, a w sumie rzadko mam taką pewność, w moim otoczeniu jest tylko dwoje zagorzałych czytelników, z czego jedna osoba (męska) ma zgoła odmienny ode mnie gust, choć i tak lubimy sobie pogadać o książkach, które czytamy, choć już sobie ich nawzajem nie pożyczamy (wyjątek trylogia Millennium)…
    Listy robię… Są długie i coraz dłuższe, a i tak co chwilę jakieś tytuły wpadają bez kolejki…
    I się rozpisałam…
    Ale lubiłam czytać i pisać o czytaniu od dzieciństwa i tak mi już zostało (w dzieciństwie miałam specjalny zeszty, w którym pisałam o przeczytanych ksiażkach).
    Dlaczego moja córka nie lubi? Choć jej czytałam i kupowałam książeczki dla dzieci, puszczałam kasety z bajkami…
    Ale to już zupełnie inny temat.

    1. Czytam(y) z różnych powodów. I one przez lata, może się nie zmieniają, ale inaczej rozkładają się akcenty. Widać to przede wszystkim po książkach.
      Mnie także brakuje rozmów, (o książkach). Noszę się z pomysłem, nie nowym,i nie moim- bo już spotykanym na blogach, by raz na miesiąc, raz na dwa miesiące wybrać książkę, zadać kilka pytań i dyskutować o danej książce.
      Też niewiele mam książek w domu, po pierwsze: to droga przyjemność, po wtóre: przestrzeń jest ograniczona, zwłaszcza jak się ma małe mieszkanie, po trzecie: nie każda książka jest warta by ją posiadać. Niektóre z książek po prostu wystarczy przeczytać, niektóre chce się mieć z różnych względów, najczęściej merytorycznych, ale np wizualnych (albumy). Chcę posiadać takie książki, co do których wiem, że sięgnę do nich więcej niż trzy razy. Kiedyś użyczałam książki, ale bardzo często do mnie nie wracały. I w moim poczuciu, bardzo wartościowe. Dlatego teraz jeśli użyczam to bardzo ostrożnie, płyt także już nie, bo zdarzało się, że powróciła zarysowana, albo nie wracała (zwłaszcza jeśli była z autografem). Ale porozmawiać, polecić, bardzo chętnie. Daję także książki na prezent. Uważam, że jest to dobry koncept. Może przyczynić się do zaciśnięcia więzi, choć oczywiście nie musi. Rozstaję się z książkami, jeśli wiem, że książka trafi w dobre ręce.
      Dyskusja, o książkach, z ludźmi nam bliskimi, ale o odmiennym guście- może być wnosząca, mam takiego jednego znajomego- z którym prezentujemy sobie książki, wiemy, że inaczej nie sięgniemy po nie, albo będzie nam trudno. (Nie z racji negatywnego nastawienia). Poza tym jeśli dajemy książki w prezencie może to być miernikiem jakości relacji.
      Listy są pomocne, przynajmniej dla mnie. Oczywiście są modyfikowane, ale lepiej tak, niż w ogóle. Poza tym lepiej robić i zobaczyć jak się sprawdza i co trzeba (jeśli trzeba)zmienić. Jest taki wiek, że się nie lubi czytać, a potem spotyka się takich, a nie innych ludzi, i niepostrzeżenie zaczyna się czytać,dyskutować etc.
      Rozpisuj się, rozpisuj… 🙂 Niech Ci czcionka lekką będzie. 🙂

  6. Przyznam szczerze i nieco nieśmiało, że przeważnie odczuwam organiczną wręcz niechęć do poradników „jak czytać, gdy chce się spać”, „jak znaleźć czas na czytanie” itp. itd.

    Ty jednak stawiasz pytanie dużo prościej, a jednocześnie bardziej fundamentalnie. Chciałbym skomentować każdy wpis z osobna, lecz czasu na to mało, a i miejsce jakby ograniczone. Co z kolei przenosi mnie do kwestii poruszanej w komentarzach, a mianowicie do niedoboru rozmów o książkach. Ciekawą ideą byłby wirtualny klub dyskusyjny – raz na czas jakiś wybrać książkę, wyznaczyć termin, a potem mówić, rozmawiać, dyskutować i omawiać.

    1. Ten wpis to nie miał być poradnik. Ja nie wiem, co odczuwam gdyż zraziwszy się w młodym wieku (XXI już) do poradników i uproszczonego transferu kulturowego zarzuciłam czytanie poradników, kiedyś miałam takie ćwiczenie na studiach, że musiałam zrecenzować poradniki (ale była to recenzja krytyczna, nie chodziło o literacką).
      Oczywiście, możesz skomentować każdy wpis z osobna. Czasu dostatek, przecież nie trzeba tego zrobić dzisiaj/natychmiast/ już.
      Gdzieś pod wtórymś wpisem zarzuciłam taką właśnie propozycję, internetowego Klubu Książki. Pomysł nie jest mój (zastrzegam) i nie jest nowy (uprzedzam) ale raz na jakiś czas (regularnie) mogłabym się podjąć gdyby była taka chęć.

      1. Może ten nieporadnikowy zamysł to powód, dla którego tak dobrze wypada. Tu też zresztą wchodzimy na intrygująco grząski teren autorskiego intencjonalizmu.

        A ideę Klubu przemyślę jeszcze i może zadziałam w temacie.

        1. 🙂
          Tak więc słucham. w tych okolicznościach czytam o grząskich intencjach? Oczywiście, to pewnie temat rzeka, ale nie wchodziłabym w szkolny nurt pod tytułem: „Co autor/ka miała na myśli”
          ***
          Ja z chęcią podejmę „idee klubu” każda osoba będzie mile widziana/ czytana, 🙂
          Tylko w nieco zmienionej formie.

          1. Nurt raczej akademicki, a nie szkolny. A chodziło mi o konflikt między tym, jakie były zamiary autora, a co odczytali czytelnicy. Do tego dochodzę teoretyczno-literackie dyskusje o „śmierci autora”, o tym, że każde odczytanie tworzy tekst na nowo i tym podobne. Linia rozdziału między zapisem, a odczytem bywa płynna.

            1. Dlatego, (chodzi o poruszony przez Ciebie aspekt „śmierci autora”) np Kundera był przeciwnikiem [od]czytania biograficznego tekstu. Tak mi przyszło na myśl, czytałeś może o drugim obiegu literatury?

            2. Biograficzne odczytywanie tekstów jest chyba dość mocno wczorajsze, jeśli chodzi o krytykę literacką. Owszem, można się doszukiwać wpływów z życia, ale według mnie sens ma to tylko, jeśli bardziej interesujemy się autorem, a nie dziełem. Ja stoję zdecydowanie po stronie tekstu.

              Czy chodzi o ten podziemno-buntowniczy drugi obieg literatury czy coś innego może?

              1. Być może biograficzne odczytywanie tekstów jest mocno wczorajsze, jak piszesz, ale też, mam niestety takie wrażenie, mocno aktualne– zwłaszcza jako kontrargument jeśli chcemy „dołożyć autorowi/autorce).
                Nie. Przepraszam za przejęzyczenie, chodziło mi o literaturę drugiego stopnia… Mea culpa.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s