[18]. O Bosche[m]!Oczy szeroko zamknięte.

Czymże jest życie, jeśli nie pasmem natchnionych szaleństw?

PigmalionGeorge Bernard Shaw.

Show must go on! Dlatego zaczynajmy, czem prędzej. Pobieżajmy by

nie spóźnić się do Nigdzie. I (za)błądzić skutecznie, w tych Światach, które są warte przeżucia naszego Czasu. Patrzeć by Dostrzegać, a Żyć by Doświadczać. Czuć pod stopami trawę zieloną, stojąc na obu nogach, mieć w ustach smak dobrze krojonego dzisiejszego dnia. I nocy wygodnie nieprzespanej. Zmierzać do swojej Ultima Thule. Bez przypisów, przepisów, pośpiechu, za to z innymi czynnościami na p…

[***]

— Tak byś chciała?

— Tak. D o k ł a d n i e   tak.

[***]

Nic nie powiedział tylko brwi uniósł. A mógłby chociaż słowo, nie, nie, że wymagam dużo: jedno,dwa,trzy,  noooo chociaż pięć -dziesiąt. Zdjęcia dwa (koniecznie rentgenowskie), podanie (ale nie: ręki,nogi,czy innego członka), życoobrys i curriculum żegnae sobie daruję. (Nie ma to jak robić sobie samej prezenty. Przynajmniej  nie trafione. Jak kul(k)ą w płot(kę)). No nie zmierzamy w stronę elaboratu,tylko w stronę słońca, iść ciągle iść, w stronę słońca, w stronę słońca aż po horyzontu brzeg. [Wiem fałszuję] jak najdłużej…Wiem, wiem, jak tylko jak zobaczę światełko w tunelu to mam zrobić czynność na p, w przeciwnym kierunku… Ale przecież tak naprawdę i nieprawdę zmierzamy do Nigdzie. Chwycił za rękę najbliżej stojącą osobę. Tak się dziwnie (roz)złożyło, że byłam nią ja. Całkiem przepadkiem.

— Wyprowadzam Cię na spacer.

Najpierw brwi, a potem cztery litry litery. Uniosłam. Uniosłam się (z) honorem! Jak się bierze w garść, walizki i ślub. Tako i ja się (za)Wzięłam. (Po)szłam by nie (za)wrócić. Zamknęłam: oczy(wiście) książki, sprawy i drzwi. (wy)Miarowym krokiem spieszyliś(my)  by uniknąć popołudniowych korków, wzroku, tłoku i przeznaczenia. Żadnych znaków, nawet szczególnych, drogowych, zodiaku, przystankowych ,o ostrzegawczych nie wspominając. Słowacki też nie rechotał.¹ Czyli tak jak (za)wsze…

***

 Wszędobylskie słowa wyzute są z sensu. Tak bym powiedziała, gdybym nie uskuteczniała w tej chwili— i  nomen omen moment wcześniej, milczenia. [Noooo tak m o m e n t y   były]. I za późno też było, by się odwrócić i poszukać wejścia awaryjnego. Rozglądam się. Na próżno. Mam bałagan w oczach, i nie chodzi tu o wadę charakteru, wzroku, lub potrawy postawy, czy utrzymania równowagi, wewnętrznej homeostazy, wszystko (w)płynie!

Spojrzał. Tak się (roz)złożyło, że na mnie. Bezczelnie. (Szczelnie, czy bezczelnie, ale dobry z niego hydraulik). Krok za krokiem, wchodzę, wchodzimy, bezszelestnie. Ujarzmiamy tupot kroków. Uciszamy spojrzenia. Głaszczemy zachwyt. Strwożoną, spoconą,nieco zdrętwiałą, na pewno śmiertelną dłonią. Szukam mojego wzroku. Mam bałagan w oczach.

***

Stanął przed nami. A w głowie huczy i przewraca się uporządkowany cha!os.

— Myślałaś, że to Cię minie. I to najlepiej. Szerokim,tryumfalnym, łukiem. Najlepiej. Tak jak mijają, terminy ważności, pociągi, ciągoty, ciągi bliższe i dalsze, i dni…

— Mówią o mnie wszystko czego nie wiedzą. Bo skrzętnie zacierałem ślady moje. A Oni i One, uprawiają niedynskrety swoje. Nie jedną gębę mi przyprawiają Heretyka,że nie ilustrowałem Żywego Słowa zamkniętego w dziele konkretnym, przypisują nie drobnym maczkiem, za to pismem nielekarskim recepty, sposoby odczytania, odbioru jedynie słusznego i to , to, że należę do Adamitów, gdzie drogą do zbawienia jest rozkosz All you need is love,a to tropią alchemię i astrologię, zoologię i biologię,mitologię i heretyckie wersety. All you neet is boo(to)ks, panowie i panie! Took took! Pasmo. Pismo ideograficzne dla zaawansowanych. Forpoczta do dysput, i rozkosze dla oka i członków wszelakich. A myślisz, że z jakiego powodu nie datowałem prac swoich. Przecież to marność i wszystko marność. Najważniejsze jest posłanie, przespanie, przesłanie i własna koszula, (furaskóra i komóra) Właśnie! Skóra, ta zaś wiadomo, kusi i zawodzi, zawozi i zwodzi na pokuszenie… Niczym dzieła moje. Nie jestem taki świetny, śnięty, święty, jak mnie malują. Przepraszam, język mi się plączę, to od tych farb…Choć pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko! O, o, o mniej niż zerooo! NIe lubię ujemnych temperatur, aaaale wróćmy do tematu. Tak, przyjmuję zlecenia…Wszystko zależy od perspektywy. Ot, Tryptyk Rozkoszy Ziemskich oglądany gdy jest zamknięty, to tylko płaska Ziemia, i trzeci Dzień Stworzenia. Nie, nie ma rozpraszać kontemplujących, ale sprzyjać medytacjom. Po otwarciu rzecz inna, orgia kolorów, i fantasmagoryczne sceny. To sportretowanie świata przed grzechem pierworodnym, to jeszcze nie utopione w głupocie ludzkiej utopie. Utopię, ja utopię impresje, znaczenia, i przeznaczenia, konsekwencje i…Drogę skażę, początek i kres_ka.

Cóż, i po śmierci mojej dyskutują, czy i w jakiej mierze przypisać mi program, moralizatorstwo, i grożenie pędzlem. Są, i owszem prace i takie, stworzone dla mieszczan, tak by potwierdzić ich status, uwypuklić, i schować się w cień, des demony, diobły,strzygi i upiory programowo przeznaczone  dla ludzi z wyższych sfer. Ze znacznie cięższą sakiewką. Oczywista, by nie straszyć, a mieć gdzie powiesić oczy. Wszystko ma warstwy, cebula też ma warstwy! Mam i ja!

Udzielałem się jak ojciec, dziad, i pradziad  w Bractwie Pani Naszej i zadzierzgnąłem tam znajomości niebłahe. Nie lico napełniłem sakiewkę. Nie szczędząc grosiwa na Kościół. A i ślad w mych dziełach pozostawiłem, ziścił się on chociażby pod postacią Łabędzia Białego. To nie tylko symbol końca peregrynacji duszy zmarłej do bram Niebieskich. I sygnał, że już puka doń, (listonosz zawsze dzwoni dwa razy), ale nie o to chodzi, wróćmy z tychże dygresji, chodzi o godło naszego Bractwa. Gdybyście na ucztach bywali to wiedzielibyście, że podawano tam podówczas  to ciemne, łabęzie mięso Tak, kreowałem legendę własną, któż tego nie czyni? Sam sobie zaprzeczam? Nie datując swych obrazów? Niech przypisują mi więcej, niźli mniej, niech się zastanawiają, aż po czasu kres…

Sposobność miałem i taką, że mieszkałem w trzecim co do wielkości mieście Brabancji.  Gdzież uciekać, po cóż gonić. Zmyślam?Gdybyż sława nie była i celem moim to pewnie nie przyjąłbym pseudonimu, który łatwo jest wymówić. Po cóż mi było wyjeżdżać? Także i pozostanie anonimowym, jest pewnym śladem, czyż trudno jest udawać anonimowego mając t a k i ch protektorów i apologetów (protektorki i apologetki) Filip Piękny,czy Izabela… Nie, nie będę wymieniać, ustawiać w szeregu,…Hmmm… Schowałem się za szaleństwem mi przypisanym, żem abnegat i outsider, chorym psychicznie i uzależnionym od substancji psychoaktywnych? A któż zdrowy waży się pogodzić bieg wieków, czy wyznaczyć nowe Idee fixe? Cóż, że poprzestawiał mi się chaos i hałas? Gdym widział pożogę w wieku lat trzynastu?  Któż wspomnień nie ma?

Żem się wkupił w ród opływający we włości, znaczenie i czeki, że za sprawą ożenku zyskały me prace, a że moja połowica jest przysypana prochem przykryta, niczem włosiennicą? Kimże jesteś by się przed Tobą sumitować? Wieki i usta otwierać?

A może to (wzystko) anagramat, szarada, fanaberia chichot losu? Jam jest Hieronymus Anthoniszoon van Aken Sławię i ganię czasy, z których się zrodziłem! Trepanacja czaszki, Lecznie głupoty, Wyrzynanie kamienia… Cóż, Średnie Wieki to nie tylko nie tylko ważenie humorów, amulety na bolącą kiszkę, oko i trzustkę. Ten (Ta), kto tak twierdzi jest… ehmmm. To ja wyposażyłem chirurga, a i samego diabła! w lejek. A i  a naukowczynie w okulus obdarzyłem.

 Żongluję tak pędzlem, barwą jak i znaczeniem, techniką i jej skomplikowaniem wszelkim, perspektywą. Rozdaję palimpsesty jak w najlepszej grze. Grze o życie. Wieczne. By wietrzne stało się wiecznym, bo cóż, tutaj jesteśmy przypowieścią Pascala. Możemy chować się za technologią, językami wieloma,  znaczeniami. Mój Statek szaleńców, czy to jako satyra, czy jako komentarz do dzieła literackiego, czy jako obraz wielokrotnie analizowany płynąć będzie dalej przez wieki, człowiek pośród żądz swoich prowadzony nie przeminie. Tak szybko. A może i na szczęście, wszak Ci co na górze nie gardzą uciechami somy, sławią piękno erotyzmu, a kary surowe toć to tylko w penitencjałach straszą. Dla przykładu, i ku zmyleniu nieprzytomnych potomnych.Sławo Słowo to słowo. I tak będzie zawsze.  Dzięcioł to nad grzechem ogłoszone zwycięstwo, puszczyk imię herezji, szczekający pies rozbestwienie plotki, miesiąc to symbol niedołęstwa umysłowego, pomieszania zmysłów, utrata władzy nad myślą, to obraz niestałości wszelakiej. Dzbanki, dzbany to przecież waginy i diabła obraz przecież nikt inny jak on się w nim kryje ujawnia się na przykład podczas sabatu czarownic a nóż to odpowiednik męskiego narządu płciowego,wiele strzyg, obrazów świętych to moja wizja, rewizja i przeznaczenie. Jedno co spaja i wyznacza linię życia to  naszpikowanie symbolami dzieł, baczenie na kondycję Sprawdzam czy goniąc swoją mądrość homo jeszcze sapię. Czy homo jeszcze sapiens.  Mieszam humor i grozę, grozę i gnozę, przestrzeganie i postrzeganie. Czego się boisz? I czy nadal chcesz zanucić piosenkę, że zamruczę…

Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Poznać wszystkie diabły, anioły,
elfy, strzygi i upiory.
Błąkać się w obrazach świętych,
spędzić dwie noce u wiedźm przeklętych.
Spotkać tego, co się boją – Boga ze zrudziałą brodą


Oranżada autor tekstu Jacek Stęszewski, piosenka pochodzi z albumu Oranżada,zespołu Koniec Świata – wyd. Lou & Rocked Boys, 2010 r.

Jeśli ktoś się spodziewał takiego obrotu i ciał nie niebieskich i spraw. To nie byłam tym kimś ja. Jeśli się spodziewał, to jest cholernie bogaty, gdyż uskutecznił milczenie. Jak to się stało, że wróciłam/ wróciliśmy do siebie. I stanęliśmy obok. Chyba nikogo to nie interesuje…


Rechot Słowackiego, z albumu  Dwie Skały,J. Kaczmarski, 2001

[2 listopada minęła sześćdziesiąta czwarta rocznica śmierci  Georga Bernarda Shawa].


Oczywiście krótka przypowieść o Hieronimie Boschu nie wyczerpuje tematu. Chociażby jego fascynujących dzieł. Można oczywiście śledzić,naśladowców, odniesienia do jego wizji, nie, nie mam na myśli tylko Surrealistów, czy wspomnianego tu Jacka Kaczmarskiego (Syn Marnotrawny) Jacka Kleyfa i innych, można poprzestać na dziełach, które sam stworzył, albo na tych, których autorstwo mu przypisano. Dla mnie w pewny sposób alter ego Boscha to Vermeer. Nie, nic mi się nie pomydliło. Wiele jest interpretacji i analiz. Za mną chodziła tylko jedna, jedyna piosenka pewnego popołudnia, i przyszło pytanie, co by było gdyby tak rzeczywiście   Poznać wszystkie diabły, anioły,/elfy, strzygi i upiory./Błąkać się w obrazach świętych,/spędzić dwie noce u wiedźm przeklętych./Spotkać tego, co się boją – Boga ze zrudziałą brodą…

14 myśli na temat “[18]. O Bosche[m]!Oczy szeroko zamknięte.

  1. Byłam tu już kilkakrotnie, ale przyznam szczerze, że nie umiałam się odnieść do posta (notki/opowieści/radosnego strumienia świadomości). Dzisiaj to rzadkość – pisać w ten sposób, niepozwalający na wgalopowanie w biegu i napisanie: „Cze, fajny blogasek, wpadnij do mnie i zostaw komcia”.

    1. A w ogóle to za szybko wysłałam, bo nawet nie zdążyłam się ani przywitać, ani pożegnać.

      Pozdrawiam serdecznie!

    2. Dzień dobry. Nie wiem w jaki sposób mam się do Ciebie zwracać? Ken. G Zapraszam zatem. Do czytania i oczywiście komentowania, zadawania pytań… Cóż więcej mogę napisać? Dziękuję za dobre słowo i zapraszam.

      1. Hm, po prostu Kendżi (Ken.G). Nie wiem czego dokładnie dotyczyło pytanie 🙂

        Pozdrawiam raz jeszcze i życzę udanego dnia. U mnie dziś wyjątkowo bez smogu 😉

        1. Wiem jak się czyta, ale miałam wątpliwość czy spolszczać. Pisać Ken G, czy Kendżi, czy jeszcze jakoś inaczej…Spokojnie, często zadaję to pytanie, niezależnie, czy mam wątpliwości, czy nie. 🙂
          Bez smogu, ale ze Smokiem, pewnie 🙂 I na Brackiej pewno leje… 😀 Dobrego zatem. 😀

    1. Obieżyświatko.
      Tak ciężko? Co Ci utrudniło czytanie, a co wspierało?
      Nie chciałam dzielić wpisu na dwie części…
      Dobrego wieczoru.:)

      1. A nie, nie chodzi o dzielenie czy o niepodzielenie 😉
        To tempo! Tempo wpisu, językowe. Miałam wrażenie, że jak najszybciej muszę doczytać do końca, no i się śpieszyłam 🙂
        O.

  2. Obieżyświatko,
    Cóż ja Ci mogę napisać, ważne, że się czcionką nie zachłysnęłaś. 🙂 A tak poważnie, jeśli wpis jest gęsty, to znaczy, że zamysł się udał. Dobrej nocy, i/lub dnia. 🙂

  3. Koniec Świata – osłuchałam, wysłuchałam, zapamiętałam. To mnie przenosi w czasie do czasu, kiedy jeszcze nie byłam, nie miałam, nie istniałam. Wszystko było niczym, a nic było wszystkim. Plączę. Ale dzisiaj taki dzień.
    Pozdrawiam i serdeczności przesyłam. 🙂

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s