[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.

Bardzo dobrze pamiętam to niebieskie opakowanie z charakterystycznym, białym napisem.

Co więcej, nie miałam szansy o nim zapomnieć -remedium na spierzchnięty nos w czasie katariad, bo toż to kaaaatari/j/ady były i są, nie jakaś tam ledwie stróżka z nosa, lecz potężny obrzydliwie czerwony nochal z przyległościami jakże po tyradach libacji (jestem egzemplarz bezalkoholowy) ale z tymi przygłodami z wielkiego Kat…

Czytaj Dalej „[454]. Białe jak śnieg, a jednak niebieskie. Nie tylko o katari/j/adach.”

Reklamy

[120+1]. Ach te daty, (π-i)? Żegnaj, Profesorze!

[Stephen i Monty Python – Galaxy Song,źródło]. Chociaż bardzo często są przytaczane jego wypowiedzi, jak te poniżej…

 

 

Przez miliony lat, ludzkość żyła tak jak zwierzęta. Wtedy stało się coś, co uwolniło siłę naszej wyobraźni. Nauczyliśmy się rozmawiać, nauczyliśmy się słuchać.

Rozmowa umożliwiła przekazywanie pomysłów, dzięki czemu nauczyliśmy się wspólnie budować niemożliwe. Największe osiągnięcia ludzkości tworzone są w rozmowie, a jej największe niepowodzenia są skutkiem braku rozmowy.

Nie musi tak być.

Nasze największe marzenia mogą stać się rzeczywistością.

Z technologią, którą dysponujemy możliwości są nieograniczone.

Wszystko, co musimy zrobić, to upewnić się, że wciąż rozmawiamy.

  • Źródło: reklama British Telecom (1993), 11 września 2012.Podkreślenia własne.

 

[Stephen William Hawking (1942–2018) człowiek nauki, także jej popularyzator  astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyk].

Jest jedynym w historii, który w serii Star Trek: a dokładnie, Star Trek Następne pokolenie zagrał sam siebie.( Ten film uwielbiał także Randy Pausch).

Magia liczb od samego początku, czy początku końca? A Phi, wzruszasz być może ramionami teraz, no a Pi?* Urodziny Hawkinga przypadły w trzechsetną rocznicę śmierci Galileusza. A (dzień) śmierci to również dzień, tym razem urodzin  innego naukowca,do którego Hawking był często porównywany, Einsteina. I Cóż, zarówno jeden jak i drugi był cele bitami, celebrytami w świecie N (auki).Umiał SMAkować życie. To także znak charakterystyczny brytyjskiej kultury i uprawiania nauki, niech za przykład posłuży takowy obrazek: Zorganizował imprezę dla podróżników w czasie, na którą… Nikt nie przyszedł. I nie dla tego, że olał zaproszenie Stephena. I co, mały smuteczek, wielkiego (astro)fizyka? Nie, radość, a raczej raaadocha,  W sali uniwersytetu Cambridge przygotowano sale i nakrycia, jednak nikt nie przyszedł,na podwieczorku w scenie Alicji w Krainie ciar, przepraszam, czarów, było inaczej, raczej skromnie, wiecie, królik, Szalony Kapelusznik, a tu Stephen w krainie, co najwyżej, kwarków, i dlaczemu, powód do uciechy? Zapraszam wszystkich gości kończy mi się data ważności (wrze świata)? Jest mały haczyk,wysłał zaproszenia dzień później, czym dowiódł, że, nie nie, że koleje państwowe mają problem, w czasie i przestrzeni, czy inni przewoźnicy, ale, że nie możliwe jest podróżowanie w czasie…Ot, nauka. Jak sam Hawking mówi(ł) lubi wino i proste eksperymenty, prosto także potrafił mówić o nauce, stąd jego książki, również dla dzieci, stawały się bestselerami.

 

 

 

*Dzień π obchodzony jest 14 marca i znów te daty,a raczej jej zapis w… USA – notuje się ją jako 3.14. Inauguracja  o 1:59 (po południu). Ciekawe dlaczego, pewnie to Pi, razy drzwi, nie? 🙂 Pewnie wiedzą ci,którzy mają (po)ciąg do liczb, a raczej do jednej…Ot, rozwinięcie tematu:

π, 3,141592

I jeszcze taki cyt, cyt, cytacik:

[grafika własna,wypowiedź: Stephena Wiliama Hawkinga]. Dla osób chcących poczytać więcej o Stephenie, polecam artykuł i dyskusję pod tekstem.

[(292+1)+1][314][(314)+1)+1]. (#12 poniedziałków:) Kobieta w czerni, albo pożegnanie z Marią.. Część trzecia (prawdopodobnie) ostatnia.

[Przedostatni walc, Wojciech Młynarski, źródło nagrania].

Skrócony odnośnick do tekstu: http://wp.me/p59KuC-1ei

Wiele krojów czcionek i inkaustu nie jednego haust zużyto by pisać o razach (nie od- ani u-) pierwszych, ale jak może smakować robienie czegoś po raz ostatni? Jeśli oczywiście, mamy tego świadomość. Zasypiamy się i budzimy ze świadomością tego, że jeszcze tyle czasu przed nami, że tętno i krew będą krążyć, że zobaczymy kolejny zachód słońca, a wschód pewnie prześpimy w ciepłym śnie o lepszym jutrze. Jest tylko dzisiaj, i wspomnienie wczoraj, i nadzieja na jutro. Jest tylko dzisiaj. Jest teraz. Ta chwila. Tylko ta chwila. Nie ma innej.Ta chwila.

Z drugiej strony, warto sięgnąć w przeszłość. Być może kiedyś trzymał/aś/eś w ręce kalejdoskop. Jak byłam dziewczynką fascynowała mnie tańcząca geometria. Warto odkurzyć historię. Zatem pomni i pomne, tej wiedzy usiądźmy przytomnie w wieści opowieści co tyle treści w sobie mieści. (dla osób nie czytających wcześniej: część pierwsza, część druga):

[Stephen Hawking].

To, że Maria i Piotr Curie oraz Ernest Rutherford konkurowali, albo inaczej brali udział w wyścigu wiadomo, i tak to dyskutowali na łamach czasopism naukowych, powtarzając swoje doświadczenia (małżeństwo Curie nawet użyczyło swojemu konkurentowi próbkę destylatów toru i radu, dałby radę go nabyć -choć za uiszczeniem wysokiej opłaty— we własnym zakresie).  Za niedługo, bo w 1903 roku Maria obroni swoją pracę doktorską. Podobnież była pierwszą kobietą we Francji, która uzyskała ten tytuł. W tym to czasie Piotr w kieszeni swojej marynarki nosił bromek radu… Napisać, że promieniał szczęściem, to była by hiperbolizacja. Teraz już wiemy, że nie było to bezpieczne rozwiązanie. I on także to wiedział.

Jak wiadomo, siedem lat wcześniej, (1896 roku) umiera Alfred Nobel a pozostawionym przez niego majątkiem będzie zarządzała Szwedzka Akademia.  Gdy rodzinie milionera podważenie ostatniej jego woli się nie udało, czas przyszedł (i pozostał) na przyznanie pierwszych nagród. O pierwszej nagrodzie z fizyki już pisałam, ale fakt na który warto zwrócić uwagę, i co znamienne rok później, Nagrodę otrzymali Pieter Zeeman i Antoon Lorentz za badania nad wpływem magnetyzmu na zjawisko promieniowania, a przygotowanie do tychże badań, czyli cały szereg mrówczych prac (o czym się już nie wspomina) wykonał nie kto inny jak… Piotr Curie.  A on jedynie został nominowany do otrzymania tej nagrody… Zwykło się mówić (choć o przy i słowiach już było), że co się odwlecze to nie uciecze… No, chyba, że jest się kobietą… Poza tym, że Maria została wymieniona w liście, który był glejtem do otrzymania Nagrody Nobla przez Panów Piotra i Henriego, to zostały tam zamieszczone zmodyfikowane fakty, dotyczące odkrycia dwóch pierwiastków radu i polonu. No, a to co wykonała Maria, to przecież fakty, o których wie każdy naukowiec, który jest zorientowany w materii, z którą ma do czynienia, czyli… Nic wielkiego.  Najbardziej zdumiewające było to, że wśród sygnatariuszy listu znalazł się Lippmann, dla którego Maria była tylko ubożuchną studentką, z dalekiego (i to nie istniejącego) kraju. O całej sytuacji to jest znieważeniu Marii powiadomił Piotra Magnus Gosta Mittag-Leffler znany matematyk. Piotr zaś odpowiedział, że wkład Marii jest równoważny i jeśli tylko panowie zostaną nominowani do Nagrody Nobla, on tejże nie przyjmie. I tak dzięki zabiegom niemieckiego Matematyka i oporowi Piotra Maria także uzyskała Nominację . Oczywiście nie przeszło to bezkolizyjnie, niektórzy członkowie komitetu mieli protestować zasłaniając się względami formalnymi, to jest wcześniejszemu sporządzeniu dokumentu, ale dzięki temu, że Maria była już wcześniej (i to dwa razy) nominowana do otrzymania nagrody stało się możliwe skorygowanie  treści dokumentu.

I tak d o c e n i o n o jej wkład za zapoczątkowanie nowych badań w dziedzinie fizyki, wytrwałość, oraz niezwykłą doskonałość metodyczną. Curie odkryli zjawisko promieniotwórczości.  To, że Piotr się zbuntował, i nie zgodził się na pominięcie wkładu żony, to jedna sprawa. Małżeństwo Curie przyjęło nagrodę (chociaż  podział finansowy nie był sprawiedliwy bo potraktowano ich jako jedną osobę) to już budziło zdumienie w środowisku naukowym, ale to, że odmówili przyjazdu do Szwecji… (Ha! Bob Dylan nie był pierwszy, który wywinął taki numer…Przed nim była Polka! Nasza RADaczka!) Ale dosyć żartów, tu chodziło o sprawę poważną. Naprawdę. Maria znów ma nawrót depresji. Zeszłego lata, poroniła (o czym się nie mówi, w zasadzie o wielu aspektach życia naukowczyń się nie dyskutuje, nie tyle, by roztrząsać prywatne sprawy, ale dla nauki właśnie, wyciągania wniosków etc). Nie, to nie skutek choroby popromiennej. Śmierć ukochanego ojca, potem dziecka, następnie niedożywienie,zmęczenie i praca, czyli powtórka znanego scenariusza, to wszystko odbiło się na stanie zdrowia Polki. Becquerel sam odbierał nagrodę, która podówczas, nie była tak znana jak dzisiaj.

Roztargnienie jest niebezpieczne tak samo w laboratorium jak i na ulicy, o czym przekonał się Piotr Curie i jego żona. Czwartek dziewiętnastego kwietnia tysiąc dziewięćset szóstego roku padało rzęsiście. Toczy i tłoczy się życie na przejściach dla pierwszych, drugich i trzecich pieszych w kolejce po śmierć. Louisa Manina, woźnicę feralnego tłum chciał (i o mało swojej obietnicy nie zrealizował) zlinczować w odwecie. Nie, nie dlatego (a przynajmniej) nie tylko dlatego, że dowiedziano się kto zginął pod kołami szaleńczo mknącej dorożki.Paryż, jak i w ogóle Francuzki i Francuzi byli podminowani sytuacją gospodarczą. Nastroje, eufemistycznie rzecz ujmując były wybuchowe, a rzecz uściślając strajk goni strajk, wreszcie zaczyna się mówić o warunkach pracy, braku zaplecza socjalnego etc. Warto sobie przypomnieć o jednej rzeczy zaczęto pisać o koncepcji dzieciństwa, jak je dzisiaj pojmujemy w tysiąc dziewięćsetnym roku. Drzewiej dziecko to taki mały dorosły. Dzieci pracowały w kopalniach, w warunkach trudnych do wyobrażenia. [Stąd też w baśniach pisze się o krasnoludkach, to dzieci, skarłowaciałe, które nie mają szans, na to by prawidłowo rosnąć. Nie mówiąc już o odżywaniu się, radości, czy zabawie. (O czym już w wspomniałam)] zabezpieczenia społeczne, warunki pracy. I to bardzo ważne aspekty życia społecznego, które teraz są podnoszone przez mieszkańców, zwłaszcza, że a) nie tak dawno  na łamach prasy, z każdej szpalty wrzeszczały tytuły o wypadku pod ziemią, b) ministerstwo spraw wewnętrznych zyskało nowego kierownika. Gdyby istniała wtedy chociażby telewizja, na miejscu byłyby wszystkie ekipy, a i wykonywano by symulację wypadku. O czym myślał wtedy Piotr? Czy wypadki (sic!) potoczyły by się (sic) bezpieczniejszą drogą, gdyby wracając ze spotkania z profesorami nauk ścisłych, zastał jednak swojego wydawcę, do którego wstąpił? Gdyby nie ten strajk pracowników drukarni… Redaktorzy nie mieli by o czym pisać. Jean Perrin mówił, miał mówić później, że gdy przekazał hiobową wieść o śmierci jej ukochanego zachowała stateczną postawę. Nie powinno to nikogo zdziwić, od dzieciństwa uczona uczona była tego by nie zdradzać swoich emocji, czy chodziło o matkę i zachowanie dystansu wobec córki, czy maskowanie uczuć wobec ojczyzny, której nikt nie raczył umieścić na mapach świata. Jej listy, jej dziennik z tego okresu jest pełen czułości, dziennik najbardziej tajny zdradza skrywane skrzętnie między papierem a atramentem, miłość, czułość i tęsknoty jotę.

Jakże przykre w tym wszystkim i to, że przez opinię publiczną postrzegana była jako żona uczonego, tak, żona uczonego, ten status też straciła, jakże miało się okazać, bezpowrotnie. Wywalczyła sobie Maria, a nie otrzymała w spadku, jak zwykło się pisać, katedrę fizyki ogólnej na Sorbonie. Jakież było zdziwienie publiczności, gdy zaczęła wykład tam, gdzie Piotr skończył, bez zbędnych peregrynacji, czy rzecz ujmując rzecz miej literacko, propedeutyki. Piątego listopada roku tysiąc dziewięćset szóstego. W tym czasie obie córki rezydowały u dziadka, który podął się ich wychowania, a matka, pierwsza kobieta, która uzyskała katedrę wyższej uczelni, jak zwykła to robić wsiąknęła w naukę. W tym czasie także należy uregulować własność radu, a Maria broni swojego wkładu intelektualnego. To z jednej strony, prywatnie przez dwa lata organizuje nauczanie zbiorowe, jak to się drzewiej nazywało mając na względzie dobro i rozwój córek, ale żeby ich nie izolować, zapewniając poprawny przebieg socjalizacji (inaczej rzecz się miała u Witkacego, który miał wszystkie rzeczy materialne, również te trudno osiągalne, ale nie chadzał do szkoły powszechnej) w tym liceum wykładowcami/wykładowczyni są nobliści/noblistki. To się nazywa dobór kadry. Do tego Maria zatrudniła guwernantkę, która uczy córki polskiego.  To co pozwoliło Marii oprzytomnieć to oczywiście, sprawa nauki, a raczej, pisząc wprost toczenie bojów na tym polu z lordem Wiliamem Thomsonem. Phi, powie może ktoś/ia któż to jakiś tam lord, którego Historia nie pamięta… Jeszcze rok przed śmiercią fizyk ów twierdził, że rad nie jest metalem. I zaprzągł w te rozważania prasę.  Opisał to jako ołów z helem. Rutherford miażdżył argumenty Kelvina w prasie naukowej, ale ten nie ujrzy ostatecznej, zwycięskiej rozgrywki Marii. W ostatnim roku pierwszej dekady roku tysiąc dziewięćsetnego wraz z Andre Debierneem otrzymuje kilka miligramów białego metalu, to ostatecznie zamyka rozgrywkę, ale to tylko wygrana bitwa, nie wojna. Przynajmniej na razie. W tym samym roku Maria w dwóch tomach wydaje swoje prace pt. Traktat o promieniotwórczości. Dzięki hojności Andre Carnegie Maria pracuje we własnym, wspaniale wyposażonym laboratorium jak również dzięki zaangażowaniu Armeta de Lisle‚a. Dysponuje takim zapleczem technologicznym i finansowym, o którym dzisiaj śnią naukowcy, nie tylko naukowczynie, na całym świecie. Tymczasem świat się podpala, wrą nastroje nacjonalistyczne, z jednej strony, z drugiej nauka rozwija się jakoby wbrew polityce. Maria bierze udział w pierwszym Międzynarodowym Kongresie Promieniotwórczości, na którym poznaje Lise Meitner, która nazywana jest nie inaczej jak „niemiecką Curie” z racji podobieństw w życiorysach.

Eugeniusz Curie umiera bez pośpiechu i po cichu w cieniu Wielkiej Historii, teraz to Maria musi zaopiekować się córkami. Ale jak zwykle to bywa we wszystko wmieszała się nie, nie tyle historia, co polityka z sosem nacjonalistycznym, ksenofobicznym i nienawiści wobec kobiet. No i uprzedzeniami wobec osiągnięć naukowych.  I w takim klimacie rozgrywa się na łamach prasy kandydatura Marii do Akademii Nauk, nie zostanie zaliczona do tej grupy, i będzie nad tym ubolewać do końca życia, oczywiście ubolewać skrycie, jak to miała w zwyczaju. Dwóch głosów zabrakło. Prasa nie była przychylna Marii, jej rolę określano jako współpracowniczki męża, albo „inteligentną i bardzo oddaną małżonkę”, a to eufemistyczne określenia, zarówno w świetle rzeczy już opisanych, jak i tych, które wkrótce miały nadejść. Głównymi autorami, tych zajść, których wskazuje historia mieli być: Julien Coudy i Henri Bourgeois. Maria uczestniczyła będzie również w pierwszym Kongresie Fizyki Solvaya. Do Brukseli w 1911 roku zjadą najwięksi uczeni. W Listopadzie prasa ujawnia romans z Paulem Langevin. I to krótki lont, który rozpala burzę, fizyk, który podówczas był już w separacji ze swoją żoną, a ich kłótnie były sławne ze swych decybeli, rozmachu, i potłuczonych naczyń, przy okazji. Gdy ma się te wiedzę trudno dać wiarę, o zarzutach powielanych w prasie, że P o l k a oto rozbija d o b r e  f r a n c u s k i e małżeństwo. Rozpętał się sztorm, nie tylko są wysuwane żądania by uczona zrezygnowała z wykładów na Sorbonie, ale generalnie wyjazdu z Francji, po prostu wyginania, i do podania się tej egzekucji namawiała ją Bronisława, przecież w Polsce, obejmie nie tylko takie stanowisko, które by ją interesowało, ale i z laboratorium nie będzie problemu, zwłaszcza, że sprawa polską była nie tylko żywo zainteresowana, ale i utrzymywała kontakty. I jeszcze jeden pan, namawia ją do powrotu do ziemi ojczystej, noblista, Polak: Henryk Sienkiewicz, kierując do Czcigodnej Pani list. to on również zapytuje jeszcze o jedną sprawę, mianowicie, czy zgodziła by się powołać podczas  swojego pobytu za Oceanem komitetu, którego głównym zadaniem było by zbieranie składek na powstanie w Polsce Instytutu Radowego. Posłańcy Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (któremu przewodniczył Kazimierz Żorawski, tak ten sam Kazio, który nie potrafił i nie chciał się przeciwstawić woli rodziców, by mógł poślubić biedną guwernantkę) mieli przekonać Marię do powrotu na ojczyzny łono. Nie do przecenienia zostaje jej wkład w naukę polską, wpierała rodzimych naukowców na wszystkie dostępne sposoby. Ad rem!

Taka sprawa to przede wszystkim sytuacja gdy przyjaźni, mówi się sprawdzam, i bez wątpienia, ci,którzy dotychczas deklarowali przyjaźń, Marii, ten egzamin zdali na szóstkę. Należy pamiętać o dwóch sprawach. Po pierwsze w czasach trudnych dla naszych Bliskich to my zdajemy egzamin, ale gdy nas dotykają złe obroty spraw ziemskich, to okazuje się kto rzeczywiście jest naszym przyjacielem, kto potrafi nie tylko z jednej strony okazać nam gesty przyjaźni, poważania, szacunku, z drugiej zachęcić do działania, do wytrwania w drodze do celu. Kto w nas wierzy. Ad rem! To czas dla Marii trudny, prasa ją znieważa.

Nie jest rozstrzygnięte, czy Paul doznawał przemocy fizycznej ze strony żony, chociaż i takie podania można znaleźć, dość napisać, że jego małżeństwo, które prawnie było w separacji, należało już do przeszłości. Gdyby tylko Maria była mężczyzną, nie było by sprawy, o życiu Alberta [Einsteina] nie pisało się wiele, a było o czym. To nie wymiana przyjacielskich listów, i zamiana koloru sukien z czerni, na biel. Listy owe sprzedane zostają prasie przez żonę uczonego w akcie zemsty. Opublikowane pt. Historia miłosna: Pani Curie i profesor Langevin. Znamienny tytuł. Dalej są oskarżenia, emigrantka, której Francja udzieliła schronienia, która była biedna,  odbiera dobrego męża przykładnej Francuzce, chociaż trzeba, by być rzetelną, powiedzieć i to, że dziennikarz, który rozpętał to piekło na ziemi, skierował list z przeprosinami do uczonej, ale nic to nie pomogło, prasa miała o czym pisać. Oto biedna kobieta, wdowa rozbija idyllę francuziej kochającej się, rodziny. Machina poszła w ruch. a czcionka paliła się i rozpalała umysły nie tylko Paryżan. Żona uczonego wniosła pozew o alimenty i oskarżyła małżonka o cudzołóstwo. I pistolety miały wystrzelić, nie w przenośni, lecz zupełnie na poważnie, gdyż Langevin pozwał Tery’ego na pojedynek. W tym czasie wieści te przetoczyły i przekroczyły wszelkie granice… nie tylko absurdu, zdrowego rozsądku, ale przede wszystkim geograficzne. W tych dekoracjach, gdzie ani deka racji nie ma Georges Urbain kieruje do Paula ów sławny List nie tylko w obronie moralnej Curie, ale przede wszystkim ujawniając kulisy zajścia. I tak, z jednej strony sprawa sądowa w toku, z drugiej przyznano Marii dwukrotnie Nagrodę Nobla, co do tej pory pozostaje wydarzeniem bez precedensu. Ale aby to zrozumieć należy spojrzeć głębiej, albo jak kto/sia woli z szerszej perspektywy. Nie chodzi o roztoczenie parasola ochronnego nad wdowa Curie, czy o solidarność uczonych (hahahaha) jeśli już prędzej to można (jeśli już trzeba przyjrzeć się) to rozpatrzeć sytuację jako rywalizację między fizykami, a chemikami. Tak pierwsza Nagroda Nobla to kamyk (a raczej głaz, kamień węgielny) do pierwszego ogródka, druga, do drugiego. To pogodzenie dwóch środowisk, biorących udział w wyścigu. Radioaktywność to nie tylko początkująca, ba raczkująca dziedzina, ale łączy dwie dyscypliny. Co warto też zauważyć, a o czym niewiele się mówi, jeśli po odbiór pierwszej Nagrody Nobla z dziedziny Fizyki Curie, nie mogli przybyć, ze względów już wspomnianych, to jeśli chodzi o drugą domagano się od Marii by po drugą nie stawiała się osobiście, uczynił to listownie Savante Arjemius, no nie ma co myśleć o obronie uczonych, a powodem była sprawa Langevina. Wyobrażasz sobie taki list skierowany do mężczyzny? Czy muszę pisać, że Maria pojawiła się w Sztokholmie? Uprzednio, odpisawszy na list. Teraz już afera zmienia nazwę zataczając coraz to szersze kręgi. Do tego gdzieś ginie fakt, że procesu sądowego o zdradę jednak nie będzie, taki szczególik na marginesie histerii i historii  afery Curie. I tak przybywają trzy, Maria, Bronisława i Irena. Zauważone zostaje jeszcze jedno, słaba kondycja fizyczna Noblistki. Nie tylko jej bladość, ale potrzeba fizycznego podtrzymywania, wspierania się to na ramieniu siostry, to córki. Pięciodniowy maraton. Gratulacje nie mają końca, można dostrzec wśród nich także list, którego nadawcą jest nie kto inny jak Planck, ale nie każdy był taki przychylny, czy chociażby prawdomówny, wystarczy przyjrzeć się korespondencji Rutherforda, którą jednak tutaj, przez grzeczność pominiemy myśleniem i milczeniem. Dość stwierdzić, że do Marii skierował list pochwalny, komplementujący. Niemniej pod koniec roku 1911 Curie trafia do szpitala. Potrzebuje odpocznienia. I tak udaje się na kilka miesięcy do Hampshire za namową przyjaciółki i na jej zaproszenie.

Po przyjeździe Maria zmieni adres zameldowania, na paryski. Maria przewodzi badaniom nt. pierwiastków promieniotwórczych naucza, wygłasza referaty. Wyszła z bojów ręką nie tylko obronną, ale jak twierdzą historycy silniejszą. Na jednym z kongresów Fizyki Solvaya dołącza do niej córka (Irena oczywiście) ze swoim mężem. I spotyka tam też znajome twarze wśród nich wspomnianą już Meitner, która teraz pracuje w Berlinie ze swym mężem Otto Hahnem.

Czternaście lat przed wybuchem II wojny światowej Maria wygłosi wykład na Uniwersytecie Warszawskim. Będzie gościnią także w Instytucie Francuskim w tym mieście, opowiadała o paryskim instytucie Radowym chciała by taki powstał również w Warszawie. W jej starania zaangażowane były różne osoby od Meloney po Huberta C Hoovera. I tak na schodach Białego Domu, w obecności dygnitarzy (warto wyróżnić w tym miejscu Paula Claudela, o jego siostrze napisałam pierwszy artykuł zamieszczony na blogu) z rąk prezydenta otrzyma czek, który będzie kamieniem węgielnym instytutu, który zostanie wybudowany na warszawskiej Ochocie przy ulicy Wawelskiej 15 uczestniczyła tak w pracach projektowych, położenia kamienia węgielnego jak i otwarciu dzisiejszego Centrum Onkologii.

Podczas Wielkiej Wojny Maria z córką były na froncie, prześwietlały rannych żołnierzy za pomocą przenośnych aparatów rentgena. O czym także mało kto wie, tak naprawdę ryzykowały życie własne. Te pojazdy zyskały znamienny przydomek Małych Curie. Przebadano milion sto tysięcy wojaków, którzy inaczej musieli by umrzeć. A przecież mogły siedzieć wygodnie w swoich fotelach w instytucie zaliczanych do czołowych na świecie i prowadzić badania nad radioaktywnością. To ona uda się do francuskich ministrów proponując utworzenie specjalnego oddziału służby radiologicznej, to ona wyrusza wraz z nastoletnią Irką na front. Na pierwszą linię ognia. Ale takie posunięcie wymaga poparcia, które Maria, a jakżeby inaczej uzyskuje, auta renault i limuzyny zostają przemodelowane godnie z jej projektem. I takich samochodów za jej sprawą i sprawnym zaangażowaniem powstało ponad dwieście. Och, to taki gest cudzoziemki… Biednej guwernantki, która się chroni w ramionach męża, i grzeje

w jego sławie. Tyle, że prawie każda osoba mądra jest po tym jak ktoś/ia jednak przezwycięży trudności, wtedy usta i kieszenie ma wypchane frazesami w stylu:” jesteś dzielna”, „ja to zawsze w ciebie wierzyłem/ wierzyłam” etc. Marne pocieszenie, a właśnie jeśli już o Marnę chodzi to Maria i Irena pojechały w pełni wyposażonymi małymi Curie, na front podczas bitwy nad Marną jeszcze jedno warto zauważyć ów projekt, jak można było tyle ważnego sprzętu ważącego od ok 250 do 300 kg umieścić w jednym samochodzie o niewielkich rozmiarach. Jeśli komuś przychodzą na myśl podróże fiatem 126p to niech daruje sobie porównania. Trzeba było zmieścić nie tylko urządzenia, które wytwarzały wysokie napięcie, zawory, trzy lampy i statywy, stolik, zapas płyt i innych materiałów fotograficznych, a także ekran służący do prześwietleń.kasety, zasłony do przyciemniania, aparaty ochronne dla operatora, narzędzia medyczne,kable, części zapasowe, apteczki, zespoły prądnicowe, i komplet narzędzi do badania rannych i prowadzenia operacji, personel liczący trzy osoby: kierowce, laboranta i medyka/ Montowanie aparatury trwa, uśredniając, kwadranse dwa. Warto pamiętać, że szpitale były prowizoryczne, najlepszym sprzętem dysponowały panie Curie. I to wszystko mknie pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Nie dziwi więc spostrzeżenie, że w Belgii i Stanach Zjednoczonych Maria postrzegana jest (a przynajmniej była jeszcze nie dawno) jako lekarz. Tak, jako medyk. Po powrocie z Wielkiej Wojny, opublikuje swe raporty, które spisuje w wolnych chwilach. Nie, nie zabezpieczały się ołowianymi garniturami, chociaż wiedziano o zgubnym wpływie promieni X już wówczas. Bo jakże by inaczej tłumaczyć powstałe kursy zastrzeżenia, że aparaturę mają prawo obsługiwać wyłącznie technicy i lekarze przeszkoleni w tym zakresie nosząc odzież ochronną specjalnie przeznaczoną w tym celu? To mit, że Maria nie wiedziała o zgubnych skutkach promieniowania. To przecież ona angażuje się osobiście w kształcenie przyszłych laborantów, j i laborantki (dwadzieścia kobiet)ej zdolności pedagogiczne i andragogiczne często się pomija, jako nieważne. To ją na tym stanowisku zastąpi córka, Irena. Oboje wykształcą sto pięćdziesiąt kobiet w ciągu czterech lat wojennych jak i po zakończeniu działań zbrojnych. Punktów stałych i tymczasowych było 500, a mobilnych Curie 300. A personel jednego autka wykonuje przez dwa lata dziesięć tysięcy badań na siedmiu tysiącach rannych. To tak jak ratować miasta od nieuchronnej zagłady.

Jako pięćdziesięcioletnia kobieta w 1914 roku wyrusza w podróż za ocean po cenny gram radu. Zawojować Stany niemniej Zjednoczone pomoże jej Missy. Finał już znamy.

Nikomu nie zwierza się ze swojego cierpienia, można dostrzec symptomy, jeśli się o nich wie, ciągle pociera ręce tak jakby marzła wystawiając dłonie na mróz. Piszę na tablicy ogromniaste cyfry, litery nieskładnie, ale nikomu nie powie, że nie widzi.Bez powodzenia przechodzi operację katarakty, widzi od tej pory podwójnie, ćwiczy się w pisaniu i czytaniu, bez powodzenia. Dalej jest zwierzchniczką laboratorium najlepszego na świecie. Dalej nie jest przyjęta do grona Akademii Nauk, dalej nad tym ubolewa. Dalej, skrycie. Zostanie zaproszona do grona osób, które mają zasiadać w Komisji Współpracy Intelektualnej znanej jako CICI pod przewodnictwem Henri Bergsona. Maria zawsze zabiegać będzie o pokój, chociaż mit, pielęgnowany będzie inny, pieśń o oderwanej od spraw doczesnych idealistki, marzycielki, kobiety dzielnej, kobiety odzianej w surową czerń. To ona przyjmuje do pracy w swym laboratorium ludzi, którzy staną się wielcy tak jak Bernard Goldschmidt, który będzie w przyszłości szefem Komisji Energii Atomowej.

Historia Marii Skłodowskiej, którą świat zna jako Madame Curie, kobietę, która promieniowała sławą. W jednym ze swoich listów adresowanych do Herthy Ayrton napisała:

Jedynie za pomocą pokojowych powiązań będziemy w stanie stworzyć pokojowe społeczeństwo(…) Aż trudno sobie wyobrazić , że po tylu stuleciach rozwoju ludzka rasa ciągle nie wie, jak rozwiązywać problemy bez uciekania się do przemocy.

Szkoda, że te słowa te, w odróżnieniu do jej dziedzictwa,  nadal pozostają aktualne. Maria za życia została legendą, po części sama dorzuciła do niej kila zdań. Niemniej, niestety, nie zmienia to faktu, że jej życie nadal pozostaje nieznane, poza oczywiście faktem, że jest jedyną osobą odznaczoną dwukrotnie Nagrodą Nobla, pierwszą kobietą, i obcokrajowczynią, która została pochowana na francuskim Panteonie. A szkoda. To biorąc pod wzgląd fakt, że jej życiorysem można obdzielić spokojnie jeszcze jedną osobę, to niewiele. Oczywiście, z jednej strony jej imię i nazwisko wymieniane jest jednym tchem wśród kobiet, które zmieniły świat, wśród Ważnych Polek, Francuzek, czy np. Sufrażystek, ale na tym wiedza często się kończy. A może warto by się zaczynała, by poznać Marię jako kobietę pełną namiętności, która uczyła i nauczyła się walczyć nie tylko o słuszne sprawy narodowe, ale i o własne, o to by zapisać się w historii z aptekarską precyzją. Romans z naukowcem francuskim  nie dodał jej legendzie rumieńców, jak to niektórzy pisarze niejako w obronie ówczesnych przytaczają pisarze, ale pozwala nakreślić klimat ówczesnej epoki.

Wpis ten ukazuje się jako trzeci artykuł, którego postacią główną jest Maria Salomea ze Skłodowskich Curie. Jak również w oznaczony tagiem #12 poniedziałków. A to dlatego, że poniżej znajduje się

Zadanie dla Osób chętnych:

Uzbrojon_y/a jesteś w magiczne przedmioty? (Papier i ołówek, pisak, pióro? ) i nieświęty spokój. Odpowiedz sobie na piśmie na pytanie:

Gdybym miał/a możliwość podróży w czasie i przestrzeni to dziesięć osób, które chciałbym/chciałabym poznać:

  1. ______________________
  2. ______________________
  3. ______________________
  4. ______________________
  5. ______________________
  6. ______________________
  7. ______________________
  8. ______________________
  9. ______________________
  10. _______________________

Gdy już wypiszesz, wybierz pięć, z tego grona. Następnie wypisz powody dlaczego właśnie te, a nie inne osoby? Jeśli są to członkinie, bądź członkowie Twojej Rodziny, którzy na przykład nie żyją, zapisz sobie refleksje, dlaczego właśnie te osoby chciałbyś, chciałabyś poznać? Co możesz teraz zrobić? Np zacząć poznawać historię Twojej Rodziny, pytać tych którzy żyją, albo samemu, samej/samemu zacząć np pisać dziennik? Jeśli wśród osób wymienionych są postaci historyczne, to zdecyduj, że w tym roku kalendarzowym sięgniesz po dwie książki np biograficzne. Jeśli chcesz, w wolności podziel się swoimi refleksjami poniżej, a może chcesz o kimś jeszcze przeczytać na tym blogu? Zapraszam do treści spisu, i do dyskusji poniżej. Ten artykuł jak i to zadanie może być przyczynkiem do poznania tak własnej historii, w perspektywie makro, poznanie losów wybitnej naukowczyni, a może przyczynkiem do poznania losów własnej rodziny. Jeśli ulica przy której mieszkasz nosi czyjeś nazwisko, może to okazja by się życiorysowi tej osoby przyjrzeć bliżej? Jeśli tak, to napisz w komentarzu poniżej.

Kończąc, ciekawe, czy Maria patrząc na niebo, albo spacerując swoimi ulubionymi alejkami już wiedziała, że to ostatnie chwile? Tego już się nie dowiemy. Doznanie czegoś po raz ostatni, może być równie silne, jak wykonywanie czegoś po raz pierwszy. Maria uwielbiała spacery, zarówno swój dom w Prowansji, zakupiony z drugiej nagrody noblowskiej, jak i alejki francuskiego laboratorium były specjalnie zaprojektowane tak, by znalazło się tam bardzo dużo zieleni.

 

260.Bohater mimo woli, albo o odbrązowieniu historii.

Narrenturm Andrzej Sapkowski, Niezależna Oficyna Wydawnicza Nowa,2002,źródło zdjęcia].
[Narrenturm,  tom pierwszy Trylogii Husyckiej, Andrzej Sapkowski, Niezależna Oficyna Wydawnicza Nowa,2002,źródło zdjęcia].

 Znam mnóstwo ludzi— odrzekł wreszcie bardzo poważnym głosem — całe mnóstwo ludzi bardziej mi obcych.

[Narrenturm, Andrzej Sapkowski].

Ile to razy wieszczono Koniec Świata? Niezliczone razy, ale on trwa. Wśród obrotów ciał niebieskich, ziemskich spraw, złudzeń, marzeń cielesnych i tych z ducha, i zawodzeń i zwodzeń. Trwa i trwać będzie. Poprzez skruszone daty, spojrzenia i wrzenia i wejrzenia ukradkowe. Świat nie zginął i nie spłonął przynajmniej nie cały. Ale i tak było wesoło. Tak oto poznajemy dwudziestotrzyletniego Reinmana (wrotycz) z Bielawy, zwanego także Reynevanem, ojciec jego poległ w walce pod Tannenbergiem, on sam, w chwili gdy się z nim zaznajamiamy,   jest początkującym lowelasem, szczycącym się swymi umiejętnościami w ars amandi, ale i medykiem i uczonym w pismach, pobierającym nauki najwpierw w szkole katedralnej we Wrocławiu, potem szkoląc się u aptekarzy świdnickich i u duchaków w hospicjum brzeskim,  potem za protekcją stryja pracował u Augustianów i rozpoczął był studia medyczne w Pradze na Uniwersytecie Karola, po dwóch latach był bakałarzem sztuk. Z Pragi wyjechał potem wyjechał na Śląsk, do Oleśnicy. 

Młodego, zadziornego, i beztroskiego młodzieńca, którego czyny niecne, acz każdemu człekowi wiadome, czynione  w alkowie wyprowadzają wprost na spotkanie z Historią, by nie spotkać się z histerią i gniewem wiele możnych, więcej niźli miało to miejsce, po cóż to kusić los i tak już nie łaskawy? Ucieka więc przed wymierzeniem kary przez rozgniewanych braci, strzegących jej słomianowdowczej cnoty,  ile to koń wyskoczy, wprost na spotkanie dat, i wydarzeń, które — jak to zawżdy bywa, mają tendencję by się plączyć i składać w niepomyślność okoliczności.

A że wszystko rozgrywa się ma w wieku XV — w pierwszej jego połowie, a był to czas wojen husyckich. Bohaterowie nie święci, o iście zmiemsko cielesnych motywacjach, język anachroniczno —sarkastyczny, taki do którego przyzwyczaił nas już autor sagi o Białym Wilku. Połączenie magikum i faktorium w należytych proporcyjach wiadome, nurzane w wartkiej akcji, okraszone humorum, i wiedzy zanurzonej w tamtych czasach. I wiele, wiele ucieczek, zbyt wiele, chociaż kto wie? Może rzeczy oczywiste dziwią najbardziej? I ten właśnie żyw, co potrafi biegać, uczestniczyć w maratonach rozpisanych przez Historię? Mieć zawżdy mocne uda, i sprawne nogi, nie zawadzi. Niezależnie od geografii znaczeń i zdarzeń.

A ówczesny Śląsk to tygiel religii, nacji, racji, i zamierzeń. Apologeci Sienkiewicza „powinni” sięgnąć po Narrenturm, nie ograniczając się li tylko do znajomości trylogii napisanej przez Noblistę. Pomyśleć li tylko, że Reinman z Bielawy chciał powrócić do (nie tylko) swej Adeli, tej, której wdzięki pamiętał nazbyt dobrze. Tej,która rzuciła pod jego adresem oskarżenia o czary… Tej, która uciekła nie bacząc na wielkie miłowanie. A uwikłan został w histerię i historię przez wielkie [Ha. Ha ha ha ha oto słyszymy rechot tejże, gdyż w podręcznikach o niej nie przeczytamy, chyba, że… pod ręcznikami będziemy mieli Trylogię husycką dla przykładu].

[Triumf śmierci, Peter Brugel Starszy, Muzeum Prado, źródło zdjęcia].
[Triumf śmierci, olej na desce, Peter Bruegel Starszy, Muzeum Prado, źródło zdjęcia]. To fragment tego obrazu umieszczony jest na okładce powieści.

Bielawczyk znajduje się w szponach zdarzeń, szturchany przez nie niedbale, nie mogąc nic zrobić ponadto, co był już uczynił. Bohater od siedmiu boleści, chociaż te, jako medyk (i to zdolny) potrafi uleczyć wedle średniowiecznych receptur postępując, ale z historią wojować  i to wtedy gdy to Hormony buzują w żyłach, a myśli mącą, tak, że figura medyka zdaje się być parodią chociażby Tristana, czy innych wielkich rycerzy miłujących właściwie, którzy to z godnością i pośwściągliwym krokiem weszli na karty historii, a nie tchórzliwie wbiegli uciekając przed wybatożeniem. Ni mniej, ni więcej głównemu bohaterowi, który staje się nim przez przypadek, mądrości stercza starcza li tylko do ksiąg, a jeśli zakosztuje on życiowych kopniaków , nic prócz siniaków z nich nie wyniesie…

Wszystko na tym świecie  zauważył od niechcenia Urban Horn — odbywa się  pod hasłem walki o prawdę, i choć zazwyczaj o bardzo różne prawdy chodzi, jedna prawda na tym korzysta. Ta prawdziwa.

[Cytat jak wyżej].

W daty i zdarzenia wrzucone są upiory i strzygi, ale też postaci nie mogące fizycznie wstrząsać czasami, ironiami i biegiem zdarzeń. Sapkowski nawiązuje tak do postaci literackich jak i do innych autorów, jak np Szekspir i jego wieża głupców/ błaznów.Sprawnie posługuje się rzeczy opisaniem wspominając to Zawiszę Czarnego, Gutenberga czy Kopernika wikłając ich właśnie w owe czasy i przypisując im (nie zawsze) smaczne pozy. Ot, proza, pro i za życia…

Reinman z Bielawy, nie wiadomo, czy jest li tylko wykształconym nieociosanym niespełna rozumu, łotrzykiem, (choć pisząc łotrzyk można by było wyczuć posmak oksymoronu) czy tylko kamuflującym  i to mistrzowsko (sic!) swą mądrość człekiem…

Czy podróże kształcą? Zapewne tak, tych co tego chcą się takowej edukacji poddać, wyciągając zeń nauki, a to znaczy,że  nie wszystkich i nie z zasady. A jeśli tak, to od takowych jest sporo wyjątków. I oto, mamy do czynienia z jednym z nich. W stanie czystym. No może trochę okurzonym, i śmierdzącym, ukruszonym, zużytym znaczy (po wędrówce, a przed zażyciem ablucji). A może osąd jest zbyt ostry? Może to, czyli przyodzianie takich właśnie póz, jest sposób na przetrwanie w zawierusze histerii i historii, na zachowanie władzy, jeśli nie tej związanej z urodzeniem (jak to drzewiej bywało) to przynajmniej tej we wszystkich członkach własnych się mieszczącej?I tu mamy pytanie o Przeznaczenie, o kierowanie własnym losem?

Czytanie, czy to pozycji historycznych, czy to fantasy, (ale nie tej ociekającej li tylko cyckami gołymi i żelazem)  wymaga jako takiego oczytania, obeznania i biegłości w czasach zaprzeszłych, antropologii, i innych sztukach wyzwolonych zapewne, ale chociaż historia jest nazwana najbardziej stronniczą z nauk, książka może być punktem wyjścia by zapoznać się z czasami minionymi? Jakby nie patrzeć na Narrenturm, jest to książka warta uwagi,która doskonale nadaje się na letnie miesiące, zapewne jest źródłem rozrywki. Zwłaszcza, że Polskie Radio wespół w zespół nagrali ową powieść. To nie słuchowisko, to produkcja warta naszego czasu, zrealizowana w ciągu dwóch miesięcy w zespole  stu dwunastu aktorów, okraszone efektami specjalnymi i muzyką na długo przed tym jak audiobooki stały się modne. To nie jest adaptacja, to po prostu produkcja pełnym uchem, który wystarczy zmróżyć. I zacząć słuchać.  Owszem, owszem można się nie zgadzać ze światem przestawionym i przestawionym, jednakże warto poznać, by wiedzieć z czym podejmujemy polemikę. Lubię łuskać znaczenia, i czasy. Szukać by Znajdować.

A Twoja ulubiona książka/ seria fantasy?

233.Kędzierzawe czwartki. O miłośniku Liczb (Niezbywalnie) Pierwszych i jego doświadczeniach.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tiamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, źródło zdjęcia].
[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, źródło zdjęcia].

Podobnie jak wielu rodziców, normalność rozumieli jako bycie szczęśliwym i użytecznym.

[Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera, Daniel Tamment, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010 r, seria: Przez Rzekę, s.53].

 Gdyby nie to, że ktosia mi poleciła przeczytanie tej książki, to z dużym prawdopodobieństwem (bo tego z pewnością, i to nie zbitą stwierdzić nie można) gdybym nawet na nią, w tym czasie (nie dekadę wcześniej, licząc od jej przeczytania) trafiła. Zboczyłabym zobaczyłabym okładkę i podtytuł, paternalistyczne ociekający marketingiem, który musi, bo po prostu i po krzywo (to nie oda do zielska) wsadzić swoje macki muuusi. Tak więc, po przydługiej introdukcji, przeczyłam.I chociaż o Zespole Aspergera wiedziałam już wiele, przeczytanie tej właśnie książki, było niezwykłym doświadczeniem. Stało i nie stało się nic. Po jej przeczytaniu. Nic, bo żyłam, tak jak żyję. A jednak coś: bo uparte myśli drążą skałę, i chcący zbudziły moje marzenia, a że rzecz to intymna, te akurat pozostawiam dla Siebie i dla Bliskich mi Osób. Nie chcę tej wiedzy pozostawiać dla siebie. Nie może i Ty, zdecydujesz się sięgnąć po tę pozycję, i być może jak ja odłożyłabyś, albo odłożył na półkę? I to nie była by półka własnej biblioteczki? A szkoda. Sam Daniel mówi o sobie, że nie jest geniuszem, że z autyzmu się nie wyrasta, i tym samym poddaje w wątpliwość wszelkie mity, tak chętnie powtarzane (zwłaszcza przy takich sytuacjach) stereotypy dotyczące osób z niepełnosprawnościami. Daniel Tamment ma doświadczenia ze spektrum autyzmu i synestezji, które sam opisał w cytowanej już przeze mnie książce, której tytuł brzmi:

Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera. Jest to książka napisana nie tylko przystępnym językiem, ale wykraczająca poza doświadczenia osobiste autora i dla mnie, osobiście jej treść była bardzo wnosząca. To po pierwsze.

Po wtóre: Daniel wspomina na samym początku swojej książki (po wprowadzeniu dotyczącego kwestii w jaki sposób widzi i czuje liczby) wspomina, że obraz zaburzeń, jest różnorodny, u różnych osób, o czym zapominamy, i my.

Warto zaznaczyć i przy tej okazji: jeśli częścią naszego doświadczenia życiowego nie jest należenie do tychże grup. Te, które postrzegamy jako swoje widzimy jako bardzo złożoną, o różnych zależnościach zachodzących wewnątrz, obce jako monolit, a przykłady nie pasujące do tychże traktujemy jako wyjątki, te mają — w myśl uporczywie powtarzanego przysłowia — potwierdzać regułę…).

Jeśli macie zamiar przeczytać tę książkę, proszę sięgnijcie do niej bezpośrednio a dopiero potem szukajcie w Internecie materiałów o Autorze, jest ich trochę, a nawet t r o c h ę  więcej.

Jestem przekonana, że w tym przypadku kolejność ma znaczenie, i że taka jest właściwa.

Jedną rzeczą, jest to, że autor opisuje swoją niepełnosprawność bez patosu, i z różnych perspektyw (np matki i ojca), ale nie tylko. 

[A tak wygląda (ze zdjęcia) Autor. Źródło].
[A tak wygląda (ze zdjęcia) Autor. Źródło].

Drugą to stawianie sobie wymagań. W sposób, mądry i wnoszący. Taki, który pozwala na rozwój, w czasach gdy jego zaburzenie było albo nieznane, albo z czasem, zostawało opisywane. Sam Daniel [u]zyskał diagnozę późno (co nie stanowi novum) jeśli chodzi o zaburzenia ze spektrum autyzmu — bo w wieku dwudziestu sześciu lat, wcześniej nie rozpoznano jego potrzeb, a i potem wiązało się to z wieloma stereotypowymi decyzjami. Jeśli jednak chcecie przeczytać o Dzielnym Rycerzu Danielu i Jego Walce z Chorobą, (do tego zdiagnozowano u niego epilepsje płatów skroniowych). Jeśli takie skojarzenia, i — co gorsza — o c z e k i w a n i a, żywicie względem tej właśnie lektury to darujcie sobie tę lekturę. Żyjcie w zdrowiu (i nieświadomości). Jego/ Jej wybór. Dasz (lub nie darz) bór! :-). Moim zdaniem nie jest to książka tylko dla zwolenniczek i zwolenników (autobiografii). 

[Buzu Squat, Przebudzenie, źródło nagrania].

 

Nie jestem przekonana do tego, że da się przekroczyć rzekę bez bólu i wyrzeczeń… Niezależnie od tego czym dysponujemy… O czym marzymy i gdzie (aktualnie) jesteśmy w Życiu. Wracając jednak do książki, to zwraca uwagę świadomość Daniela Tammeta nie tylko względem własnych przypadłości, czego raczej się spodziewamy, ale względem przeszłości, np szczegóły dotyczące własnej rodziny. I nie ma to nic wspólnego z doświadczeniem choroby, czy niepełnej sprawności. Jeśli będziemy czytać w sposób uważny, to wyczytamy więcej, nie dlatego by przypisywać znaczenia, których nie ma, widzieć Znaki (nie tylko wodne) ale dlatego, że wiedza np o sposobie socjalizacji (patrz proszę cytat otwierający ów wpis) tu rzeczywiście jest. Ponieważ choroba/ nie w pełni sprawność,  i doświadczenia z niej płynące są tylko częścią, ważną, ale częścią całości, tę książkę czyta się tak dobrze. I  z kart tej książki przebija, coś jeszcze — u_ważność i świadomość Autora, to po prostu czuję. Widać jaką pracę wykonał w sderze emocji.  I widać także różnice kulturowe między Polską a Wielką Brytanią (zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie czas, w którym działa się akcja). Daniel Tammet nie unika tematów uważanych, nawet dzisiaj, za trudne, czy stabuizowane.

To wszystko połączone z pewną dozą surowości, przekonuje mnie, by tę właśnie książkę Wam polecić, zwłaszcza, że część z Was obchodzi dziś Święta Wielkiej Nocy i może zdecydujecie się na spędzenie czasu z książką, może właśnie tą?

A skoro był cytat na początek, to niech i teraz nastanie: 

Niepokoiłem się oczywiście o podróż i powodzenie mojego wolontariatu. Jednak było we mnie coś jeszcze: podekscytowanie,że w końcu biorę odpowiedzialność za swoje życie i swój los. Ta myśl zapierała mi dech w piersiach.

[s.150].

177.Lekcje nieobecności, czyli o tym jak mała różnica— tworzy wielką.

[Sonety Szekspira, Stanisław Soyka,Pomaton EMI,1995, źródło].

Literatura powinna podpowiadać jak żyć. Wielkie dzieła tworzone były zazwyczaj przez pisarzy, którzy sięgali po po dzieła filozoficzne, zatem w ich książkach widza ta znajduję wyraz. Było by absurdem oczekiwać aby każdy człowiek czytał dzieła filozoficzne, ponieważ filozofia wymaga przygotowania. D0 czytania powieści natomiast w dostatecznym stopniu przygotowuje szkoła. Wielcy pisarze nie tylko czerpią z filozofii,ale także uprawiają eden z jej działów. Historiozofia, czyli filozofia dziejów bywa tworzona niemal wyłącznie przez pisarzy. Zajmowanie się nią wymaga dużej intuicji i wyobraźni, a tymi własnościami w naturalny sposób są obdarzeni wielcy pisarze. (…) Poznając przez literaturę panoramę możliwych poglądów zyskujemy możliwość dokonywania wyborów.

[W poszukiwaniu własnej drogi. Maria Szyszkowska w rozmowie z Gabrielem Michalikiem. Rozmowy o polityce, religii i szczęściu. Dom wYdawniczy tChu, Warszawa 2007, s. 178-179].

   Milan Kundera napisał kiedyś, w swojej Bardzo Znanej Książce, takie zdanie, które  przyszło mi do głowy. Przyszło, i zostało. dlatego zdecydowałam zacytować:

    Idea wiecznego powrotu ma w sobie coś tajemniczego. Przy jej pomocy Nietzsche wprowadził w zakłopotanie większość filozofów: pomyśleć, że wszystko, cośmy raz przeżyli, miałoby się kiedyś powtórzyć i to powtórzenie powtarzałoby się w nieskończoność!

[Nieznośna lekkość bytu, Milan Kundera, tłumaczenie: Agnieszka Holland].

    Nie sądzę by transfer wiedzy i umiejętności był tak łatwy, jak maluje to Maria Szyszkowska. Książka może być zaledwie zapalnikiem, malutką iskierką, jeśli oczywiście w głowie istnieją już jakieś konstrukcje i nawyk (do) myślenia, poszukiwania i chęć do spróbowania czegoś ponadto.

Ponad to, co się ma, posiada, wie, rozumie… O tym również wspominałam. Mam takie przeczucie, że Milan właśnie odpowiedział Marii, choć nie jest to odpowiedź symetryczna. Nad tym aspektem nie będę się wodziła, a rozwodzić się nie zamierzam.

    Nie wiem też czy literatura powinna podpowiadać, albo jak cienka jest granica, której przekroczenie skutkuje nad(o)powiadaniem, nadpisaniem, czy postponowaniem w jaki sposób żyć, a jeśli tak, to jakiego rodzaju to powinna być sugestia i jak głośno podpowiedziana.  Natychmiast włącza się czerwono bordowe światełko, i to nie jedno, nie żebym widziała podwójnie, potrójnie, czy w mój życiorys wpisana była inna wada wzroku… Chociaż… Takie na przykład jasnowidztwo, czarno (to) widzę.Przekłady przykładów stoją  w rządku i (nie) w porządku.

Dickens Karol,oczywiście, którego imieniem i nazwiskiem nazywane są ulice nie tylko w Anglii, najpierw wżenił się do bogatej rodziny, potem zniszczył życie żony oskarżając ją (niesłusznie) o niegospodarność (co w tamtym czasie równało się z wytoczeniem najcięższych dział skutkujących ostracyzmem społecznym, zwłaszcza, że Karol był już wtedy Wielkim Pisarzem, a nie początkującym dziennikarzem, praktykującym u przyszłego teścia, Autorytet Moralny Posiadającym), którego nie chciał nadszarpnąć w żadnej mierze, dlatego gdy podróżował pociągiem, który nieszczęśliwie zderzył się i byli ranni, nie pozwolił opatrzyć ran kochanki, byle by tylko nie wyszło na jaw, że ów Wielki Pisarz podróżuje z metresą. Młodą, giętką o alabastrowej cerze, która potrafi rozłożyć to i owo przed Największym Władcom* Ortografii, Gramatyki i Interpunkcji. Można no(-)żyć i mnożyć przykłady, postulaty, zobowiązania i odwoływać się do faktów. I czcionki by zabrakło. I  dna dnia nie starczyło.

Szekspir, pan (nie tylko) od Sonetów, ten sam od władania angielszczyzną i losem nie tylko literackich postaci, nie tylko znał się doskonale na medycynie, ale też był oskarżony o handel zbożem w czasie wielkiej klęski urodzaju. Nie chodzi o to, by szukać rys na wizerunkach wielkich tego i tamtego kontynentu. By z komplementu uczynić bajorko mentu, smentu i jak to dzisiaj piszę się hejtu. I nie ma to nic wspólnego z powitaniem hej tam. Hej tu, za morzem, może pomożem(y). Ahoj, ale zaprzestańmy na tychże figurach, każda osoba znajdzie własne przykłady… Nie brnijmy w banał wiadomo, że nie jedna mądra księga jest podszyta niecnymi intencjami, to z jednej strony, z drugiej, oczywiście, że porządki życia prywatnego mają wpływ na słowo (na)pisane i wydane, choć wydawać by się mogło, że tak nie jest.

Kundera optował za nałożeniem na osoby piszące konieczność tworzenia pod pseudonimami, by odczytywanie biograficzne dzieł nie było możliwe, by granice się zatarły. Nie chodzi o to, czy literatura da nam odpowiedzi, i czego będą one dotyczyły. Chodzi o to, że wiele programów, książek, audycji, i co tam jeszcze uzurpuje sobie do dawania dobrych rad, i niezbędnych.

Wiem, znam to przysłowie o tym w jaki sposób brukuje się piekło. Nieskutecznie, ale i syzyfowo. I cholernie, cholernie płytko. I zachodnio. I modnie.

[***]

     Jak to możliwe, że wierzył w swoją szczęśliwą gwiazdę, choć przeczuwał trwogę drżenia. I długiej linii życia upatrywał ubezpieczenie na przyszłość, tą, która z definicji nadchodzi,  która miała go uchronić przed rychłą, niespodziewaną śmiercią.Pracował w radio, był tłumaczem literatury, organizował  czwartki literackie, tworzył słuchowiska, pisał również dla dzieci, korespondował z tymi, których świat uznał za Wielkich. Nie uświadczył światopodglądu, on go niósł, zniósł w kieszeniach, dłoniach, smutnościach. Zginął w pierwszych bombardowaniach Lublina przysypany gruzem zakładu fryzjerskiego. Nie zmarszczył życia, nie skruszył, nie wyssał go, choć prze_rzucał na klisze. Zmarł w dziewiątym dniu Wojny…Zaklinał lecz nie klął prędzej przykląkł i co mu przyszło?

monotonnie koń głowę unosi

grzywa spada raz po raz rytmem

koła koła

zioła

terkocze senne półżycie

drożyną leśną łąkową

dołem dołem

polem

nad wieczorem o rżyska zawadza

księżyc ciemny czerwony

wołam

złoty kołacz

nic nie ma nawet snu tylko kół skrzyp

mgława noc jawa rozlewna

wołam kołacz złoty

wołam koła dołem polem kołacz złoty

[Józef Czechowicz, Przez Kresy źródło tekstu].

 

     Dźwigał melancholię, która po śmierci Matki napęczniała, i stworzyła go bardziej samotnym, obcym dla światła świata. Nieporadny życiowo namiętnie naiwny. Stąpał cicho,miękko, szedł lekko pochylony. Swoje wiersze czytał jednostajnym tonem, wolał gdy recytują je inni, niźli on sam. Żył krótko, umarł wrześniem, w trzydziestym szóstym roku życia. Zginął przysypany gruzem, wcześniej mieścił się tam zakład fryzjerski. Czas się nie zdążył wypełnić, nie mówiąc o złapaniu zadyszki. Józef Czechowicz, brat Krzysztofa Kamila. Przewróciły się nadzieje, które już nie wstały pijane nieszczęściem absurdu.

  Zacznijmy od początku…[Na początku był Ha!Os i… Tak już zostało]. Stało (samodzielnie) tak, że…

[Źródło zdjęcia].
[Źródło zdjęcia] O Fiołkach było. Tutaj.

 . . . Nie jestem zwolenniczką pozytywnego myślenia, choć złapana zostałam,  i stałam i stałam i sta… Ba, dałam się złowić i w tą pułapkę w niecnej i niedojrzałej a nadgryzionej młodości w taki wzór układania i rozumienia świata, tyle, że pod spodem czasami coś od niechcenia się łuszczyło… To czasy nie tyle zamierzchłe, co nieco perspektywą oddalenia skurczone i skruszone. Bliżej mi do pozytywnego mylenia (się), albo błądzenia. (Nie mylić proszę z bredzeniem bliżej do brodzenia). Nie jestem zwolenniczką tego by przyklejać plasterek na rankę, która krwawi, w ten sposób także nie zatamuje się krwotoku,tok toku jeśli on rzeczywiście ma miejsce. Nie zamykać się na tematy trudne,brudne, nie mudne wolę te(-) maty, które nie są cekinowo nowe,pachnące, rosnące, niż tam(_)te maty prowadzone nudnie, płytko i marudnie gdzieś przy dnie byle nakleić uśmiech wraz z rachuneczkiem i cukiereczkiem na osłodę.

Nie jestem zwolenniczką odprawiana czarów. Ba odprawiania w długą drogę, także nie. Ów czar należy dostrzec i rozebrać na czynniki trzecie, drugie, pierwsze, przy założeniu, że warto nie wypełniać życia watą. Nie chodzi o to by zdjąć urok magii (sic!), ale o to by dostrzec prawidłowość, sposób działania, mechanizm. Może anachronizm? Trans(_)autentyk (nie tylko tyk- ale je też można zobaczyć [się]).

Zobaczyć i widzieć i się nie przestraszyć, nie struchleć.

     Chowanie trupów w szafie, też na dłuższą metę pozbawione jest sensu (ale nie smrodu od U uciekać nie należy). O ile bardziej twarzowo wyglądają one na obrazach, w dziennym świetle, w pełnej krasie (można przekonać się czytając posty (1,2). Żarty na blok. (Blok operacyjny wiadomo, że śmiech jest mechanizmem obronnym jednym z wielu u osób dorosłych). W ramach nagrody ( przed i po_cieszenia), można sobie wybrać dowolny.

      Ucieczka jest jakimś sposobem wyjścia,wejścia awaryjnego z sytuacji. (Nie) podjęcie działania wyposaża nas w wiedzę, która mało kiedy, a w sytuacjach, które w danym momencie uważamy za trudne, jest mało przyjemna. Otwiera w nas nowe pokłady nie zawsze znanego, i… Następuję konieczność zmierzenia z tym— czego właśnie się nauczyłyśmy i nauczyliśmy.  Tu, jeśli uprawiamy biegi (krótko)dystansowe, brak nam tchu. I wychodzi z tego chu. Humoreska raczej gorzka. Do przełknięcia, ale dobra do potknięcia.

Nie można zmienić przeszłości, ale masz wpływ na przyszłość.

Nie stój u ciemnych świata wód

gdzie sny mozolne kłębią się i dławią

kiedy nad nimi czerwone korabie

smoki ogniste i obłoków łódź.

[Nie stój u ciemnych świata wód, Krzysztof Kamil Baczyński, Najpiękniejsze wiersze, Wydawnictwo bis, Warszawa 2000, s. 48].

     Nie, nie możesz zmienić przeszłości, możesz zmienić wektor, nadawania temu co się zdarzyło sensu. Nie, możesz zobaczyć ile jest tych wektorów, bo są różne, w różnych kierunkach.  Nasz wpływ na przyszłość, też też jest przeceniany. Nie biega, nawet nie chodzi, o to by odbierać człowiekowi rodzącą się w nim siłę, motywację i radość, że może coś zmienić, poprzestawiać by nie poprzestawał, iść, siedzieć, patrzeć, stwarzać czasowniki na własny prywatny użytek i pożytek. Nie chodzi o to ukazać mu jego małość i miejsce w szeregu. Świat nie jest sprawiedliwy, i można się starać i chcieć i działać i… Jest jeszcze gorzej. Chodzi o to by dostrzec szklankę do połowy pustą i do połowy pełną. Nie szukać tłumaczeń, że nasz wpływ na naszą przyszłość jest ograniczony. Tak, jest ograniczony, dlatego, ważne jest go świadomie wykorzystać. Tylko szklanka do połowy pełna i do połowy pusta jest szklanką. Dlaczego nikt nie zastanawia się nad tym, gdzie ta woda się znajduję, a tylko na jej poziomach, deliberacja jest uskuteczniania. Próbował ktoś pić z rozbitej literatki? Trudne i ryzykowne i… Pozbawione sensu (smaku chyba też— ale nie desperacji) acz możliwe. Czy to szklanka? Inaczej, co warunkuje nasze patrzenie, widzenie i postrzeganie. Dążność do kultury dobrobytu nie prowadzi przez modne frazesów fastrygi. Oczywiście, jest to jedna ze ścieżek, i to bardzo często uczęszczanych. Często zawierzamy takim zdaniom, powtarzanym bezwiednie, a w sytuacjach niekoniecznie granicznych, co w y m a g a j ą c y ch  okazuje się, że puszczają szwy, zdania rozlatują się w niewyraźny krój czcionki…  Nie umiemy być. Z tego deklinuje melancholia, ta  z którą doskonale wychodziło się na zdjęciu (niekonieczne rentgenowskim) tylko w wieku nie tyle dojrzałym, czy werterowskim co… XIX.

     Co więcej stawiam… Tezę,nie nie kolejkę,tezę, stawiam, że nie nawykliśmy się spotkać  nie tyle z opowieścią, wieści noszone przez czułość soczewek podszewek, zaszewek i innych rzeczy. Rzeczy oczywistością. Niby nie chcemy ulegać modzie, a wkraczamy w nią z całą rozpiętością tego co mamy, i chcielibyśmy mieć. Bez przegotowania przygotowania. Korespondencja. Ciekawe słowo, zużynane z rzadka, w odniesieniu do diariuszy osób, które zapisały (sic!) się w kulturze, bo dziś tylko wysyła się maile… Wróćmy zatem do owego słowa korespondować, wiemy co znaczy(ło) nasunęło mi się jeszcze jedno tym razem ukryte, schowane, znaczenie: Korespondować. Kore, to nie tylko posąg dziewczyny, czy określenie jej samej w języku greckim, ale też źrenica. Greccy filozofowie wierzyli w to, że można wejrzeć w dusze ludzkie właśnie patrząc w źrenice oka, tam kryje się mała dziewczynka. Dzisiaj wiemy, że wyposażone i wyposażeni w narzędzia możemy zobaczyć mózg ludzki jego wzrokowe nerwy, wkroczyć w niepoznany, tajemniczy świt i świat. Czy gotowe i gotowi jesteśmy na taką właśnie soczewkę spojrzenia? Wątpię.

Często [z](_)byt [z]byt[ki]  się znieczulamy, albo w rozchełstaniu popadamy w mesjanistyczne wygodne, ukonstytuowane histerią historii frazesy, cierpienia za miliony, (nie, nie dolarów, czy euro). Chociaż tak, na cierpieniu także się zarabia (tak jak na produkowaniu nie_szczęścia). Zostawmy tę nić opowieści.

     Paul Celan uważał, że wiersz to miejsce spotkania, a i on sam ciąży ku innemu, w jego naturze jest dążenie do innego, czyli do przekroczenia siebie samego. Obliczono, że w twórczości poety zwrot ty czytasz pojawia się ponad tysiąc trzysta razy. Poezja to dar wyjątkowości języka, jak sam mówił dar dla uważnych. Aby ona zaistniała musi być spełnionych kilka niezbywalnych warunków, ale uważność to także luksus, dwudziestopierwszowiecznych ludzi, jeszcze wymuskanych i radosnych w dobro_bycie i osnutych w dobre obycie bon nadaje ton.  Jak wytłumaczyć zastaną rzeczy oczywistość drącą rwącą Tadeusza Różewicza po Wojnach zastanych. Jak stanąć po stronie Słowa i jego cierpkości cierpliwości. Odrzućmy brawurki laurki szkolne w dyktando obrócone. Tego Różewicza, którego nie zniszczyła edukacja i powszechny frazes.

Nie jest prawdą, że jakiekolwiek Twoje życie było obdarowało Cię doświadczeniami.

     Wiedza to nie doświadczenie. Sama, wyabstrachowana, czysta. Staje się nim wtedy gdy jest użyteczna, czyli dostępna w działaniu. Wiedza, a działanie oparte na wiedzy, to dwie różne — i odległe —kwestie. Szyderczo brzmi w cierpieniach, ach czy to pojedynczych wyodrębnionych w niepokojach szpitalnej pościeli, albo podczas bombardowań, uciekamy we frazes. Przygniatamy się maltretując kłopocikami, wymyślamy śniące śliniące się problemy, a gdy świat wali się w gruzy rzeczy wistość i rzeczy wizję obracając spazmatycznie w ość nic, czyli nicość nagle stwierdzamy, ze zdumieniem trwogi, że brak nam słów. Proszę nie mów mi, że na pewne daty, zdarzenia zderzeń nie ma słów.Może nie być stów, może nie być snów, ale słów… Pomyśl proszę inaczej, choć na chwilę. Może  ów deficyt bierze się stąd, że sytuacje zwykłe nie tylko zgadujemy zbyt często, ale przede wszystkim zagadujemy one są nadużywane bez konieczności, nadganiana rzeczywistość sprzeczności nie powinna być [z]noszona ona przez głaskanie śmiechu. Odwracamy się banałem od tego co jest tłumacząc, że zbyt wrażliwi/ zbyt wrażliwe jesteśmy na cierpienie. Może jest tak,że nie ćwiczymy się w tym by być zarówno ze swoim, jak i przede wszystkim cudzym, osobnym, smutkiem, czy bliskim, czy dalekim.

Wiem, że to co jest najgłośniej oferowane przez wrzask mody za tym się idzie. Kołkołkołczing, doświadczing, piękning minimalizing leasing, życie bierzemy w leasing,nic darowane, wszystko pożyczone mówiła Poetka. Pożyczone, bo nie mamy wyjścia.  Po życzone. Czego zatem i za tamten Tobie życzę?

Znaczy ono,owo wejście,  jest, ale niekoniecznie abstrakcyjne, akcyjne, znaczy się a_trakcyjne, a już na pewno nie atrakcyjne. Epikur mówił, że szczęście to brak cierpienia, a my co robimy? Gdzie go szukamy i jak nazywamy. I czym znieczulamy, wygładzamy i czego wyglądamy. Życie nie obdarowuje nas doświadczeniami. Ja, osobiście nie znajduję w sobie tej odwagi, którą daje Prawda, Praw da, z której wypływa by powiedzieć Ludziom, którzy doświadczyli Wojen, głodu, cierpienia Hiobowego, sytuacji granicznych, że oto Życie obdarowuje ich, tylko trzeba umieć ten podarek przyjąć. Nie trzeba Burzy jak z obrazów Gorgona, albo sytuacji, którą maluje Tadeusz Różewicz w wierszu pt Drzewo by podważyć prawdziwość kolejnej tezy, która brzmi:

Doświadczenie, jest czymś, co dostajesz, kiedy nie dostajesz tego, czego chcesz.

    Jakiż wytarty! A wygodny! Jak stare buty. W naszym kręgu kulturowym nauczyłyśmy i nauczyliśmy się czerpać wiedzę z porażek, tak na gruncie osobistym, jak i kulturowym. Przykład? Ile wiemy o Powstaniu Wielkopolskim? Jedynym zwycięskim w naszej historii, a ile o Warszawskim? Doświadczenie jest nim wtedy, kiedy zwracamy uwagę na to co nam niesie, i co możemy z tą wiedzą zrobić, w jakich sytuacjach sięgnąć i skorzystać, niezależnie czy dotyczy porażki, czy sukcesu. W jaki sposób się uczymy? Do czego przywiązujemy wagę i uwagę. Powiedź to osobie głodnej, osobie, która wydała swoją ostatnią wychudzoną nadzieję, rzuć jej tym właśnie zdaniem. Co robił Van Gogh gdy nauczał jako ksiądz w dzielnicach nędzy, w czarnej rozpaczy tych, co nie wiadomo czy dzisiaj powrócą, a nie czy się nawrócą. Nasze słowa często są wygodne, wyhodowane w cieplarnianych warunkach.  Co to znaczy przeżyć? Nie przewegetować, albo przeegotować. Bardzo prosto jest nauczać zarzucać gdy ma się tyle dobrego, że się przywyka do luksusu, który nam zwietrzał i spowszedniał. Nie chodzi o to, by rozłożyć na czynniki pierwsze, drugie i kolejne zdanie w ten sposób, by znaleźć antytezę, by nie tylko rozwodnić, ale i udowodnić, albo by uderzyć w dumne tony dzielności i podzielności.

     Mówi się, że:

nie ma błędów, są tylko lekcje, które trzeba można odrobić,

by iść dalej. Nie prawda, można iść dalej nie odrobiwszy niczego. Zwłaszcza, że czasy szkolne już dawno za nami. Jesteśmy zobligowane i zobligowani uczyć się do osiemnastego roku życia- dalej, to nasz wybór i przywilej,nie rzadko okazja, ale także wymagania i radość, frajda i używanie, zużywanie nie tylko Wielkich i nie tylko słów. To obecność.

Twoje życie staje się lepszym gdy Ty stajesz się lepszą osobą.

      Zaraz, zaraz. I nie chodzi o wirusy, czy bakterię. Tylko o moment zatrzymania się. Lepszym dla kogo? Wobec kogo, czego? A może staje się bardziej skomplikowanym? Patrz punkt pierwszy. Nie neguję miłych zmian. Nie mylmy zmian wnoszących, z miłymi doświadczeniami. Powtarzam jak mantrę nawet pożądana zmiana, niesie ze sobą różne spektrum emocji i tych dobrych, i tych dobrych, bo nie ma złych emocji, tylko są te, które nie są akceptowane społecznie,albo zależnie od płci, są albo wzmacniane, albo wypierane. (Sławetne nie marz się jak Baba). Chodzi o byciu ku sytuacji. Nie zatopionym albo utopionym w sytuacji, ale byciu ku sytuacji.  Nie stosowaniu zaklęć, nalepek, czy zbędnych etykiet, zaklinaniu obniżonym nastrojem rozstrojem i innym rojem. Nie zawsze, nie wszędzie ma się siłę na działanie. Nie usprawiedliwiaj się bakiem czasu, natarczywością powinności, albo natłokiem słów. Zamiast Powiedzieć Nie będzie dobrze, albo Będzie dobrze. Powiedz proszę niech będzie dobrze. Zamiast udawać i wmawiać sobie, że wiesz, jeśli rzeczywiście nie wiesz. Powiedz to. Zadaj sobie pytanie, czy chcesz uczestniczyć w tej sytuacji, jaką by ona nie była. Jeśli tak. To Bądź, choć byś miała błądzić. Bądź najlepiej jak potrafisz. Nie chodzi też o to by uczyć się czyimś kosztem, chodzi o to by uczyć się w tej sytuacji. Tak takie przewartościowanie Bycia i Uczestniczenia i stanięcia wobec Siebie w Prawdzie jest kosztowne, i wymagające, ale kiedy do cholery jasnej, ciemnej i tej w cętki poszarpanej mamy się tego nauczyć, jeśli przyjmujemy proste, atrakcyjnie opakowane frazesy? Przywleczone gdzieś z Zachodu. Jeśli przyjrzymy się biografiom „wielkich myślicieli i myślicielek, którzy i które krzewiły tzw. pozytywne myślenie, zauważymy, że nadzwyczaj nie rzadko osoby te rozstawały się z życiem wybierając samobójczą śmierć, albo gdzieś w zapomnieniu na ósmym dnie nędzy. Nie chodzi o to, by zdyskredytować wszelkie nauki. Chodzi o stanięciu , albo leżeniu (ale nie pławieniu) w Prawdzie.

Nie musisz być wielkim/ wielką by zacząć, musisz zacząć by być wielkim.

    Zazwyczaj obarczone jesteśmy taką wiedzą, przekonaniami, możliwościami, niemożliwościami, że trudno jest zacząć, albo wytrwać w sposób mądry, wnoszący. I okazuje się, że nie zaczynamy od początku, to było by blogosławieństwo. Nie wystarczy dziesięć tysięcy powtórzeń, trzeba je potroić, by wyzbyć się tego— co nie wspierające, utrudniające, czy uniemożliwiające. Na nie wszystko mamy też wpływ. Pierwsze dziesięć tysięcy powtórzeń by zobaczyć i poczuć nową funkcję, drugie dziesięć tysięcy powtórzeń, by wymazać stary nawyk, trzecie by zachowanie wypracowane stało się nawykiem. Dobrym nawykiem. Nigdy nie jest tak, że wobec świata, w którym żyjemy jesteśmy równi i równe. Wypracowanie i wdrażanie takich mechanizmów jak Prawa Człowieka ma za zadanie tą równość wprowadzić w czyn, na poziomie konkretnych, mierzalnych działań. Nikt jednak nie podarował nikomu takich rozwiązań zostały one nie wypracowane, ale nie bójmy się tego określenia wywalczone.

Sukces nigdy nie przyjdzie sam. Nie osiągamy go też samotnie.

    Możemy go sobie przypisać, bo któż nam zabroni! Ale nie będzie to prawda. Tak jak nie jest nią bezwiednie powtarzane przysłowie:

Co nas nie zabije — to nas wymaże wzmocni.

     Co nas nie zabije, możne nas zmienić, w taki sposób, w jaki byś my nie chcieli, albo zabijać na raty, ale skutecznie. I czy musimy w imię przysłów jako rzekomej mądrości owego wszystkiego próbować? Tonąca osoba brzytwy się chwyta, brzytwy języka tyka, tyka nasz zegarek, tyka, czas ucieka, wieczność nie zwleka, nawleka nas na zmarszczki czasu,przychyli do ziemi i w proch obróci, wieczność się nie nie waha i nie smuci. 

Pod(_)róże kształcą.

    Dają więcej różnorodnych okazji, stawiają nas w na pozór nowych, albo rzeczywiście nowych warunkach, tak, ale kształcą tylko te osoby, które chcą, mogą i potrafią uzupełniać swe luki kompetencyjne. Uczone i uczeni jesteśmy tego, by zaklinać rzeczywistość i rzeczy oczywistość. Mówimy, będzie dobrze! Będzie dobrze, jak mantrę, lepiej to znaczy bardziej prawdziwie, jest powiedzieć: niech będzie dobrze! I pobyć, potowarzyszyć, po prostu być z drugą osobą.

 Nie bądźmy dodatkiem  w kraju rzeczy dostatnich. Nie przepisujmy w pogoni za szczęściem szczelin pustych słów. Paul Auster w Dzienniku Zimowym pisze, że pisanie zaczyna się w ciele, także tam się toczy, choć nie kończy, lecz zasypia, ale nie sypie. Psychosomatyka  głosu głodu. Pismo ciała, do którego Auster powraca po latach…

To co nie zginęło,

póki my żyjemy.

Jeszcze.

Długo.

Wnioski, szybciej nioski. Znosić wnioski? Roznosić roznioski. Jeden jest, niemiły i gorzki.

Niech będzie dobrze, czyli nie udzielajmy lekcji (z) nieobecności.

Nie zadowólmy się humbugiem, choćby nie wiem jak atrakcyjnym, nie nurzajmy się w niewygodach, ale nie wmawiajmy sobie, że jesteśmy aż tak delikatni i wrażliwi by nie mogło nam niewygodnie, by było nam to usprawiedliwione, ale nie obnośmy się z cierpiętnictwem, jak z orzecznictwem Istnienia. Szukajmy i znajdujmy sytuacje, które nas no właśnie… Co…

*Pisownia zamierzona. :-).

170. Głowa i namysł.

Człowiek nie żyje wyłącznie swoim życiem osobistym, jako jednostka, ale świadomie lub nieświadomie, również życiem swojej epoki i swojego pokolenia.

[Tomasz Mann].

 

[Atlantyda, słowa: Wisława Szymborska, muzyka i wykonanie: Grzegorz Turnau, Płyta: To tu, to tam, Pomaton  EMI1995].

Gdybym miała wskazać jedną poetkę/poetę, z twórczością, której się identyfikuję bez wątpienia, że to twórczość Wisławy Szymborskiej, chociaż wspomniałam również, że częstuję się nią jak…I tu zawodzi mnie moja —przydziałowa— wyobraźnia (zawodzi, by nie napisać,że to wrzask, wrzask mody,  nie, że fałszuje, co to, to nie. By nie napisać, że wyje, wyjesz, wy_jecie (wy jecie?— Tylko co)?

W każdym razie, tym, i innym- nie często.

Czytaj Dalej „170. Głowa i namysł.”

[68+1].Los utracony(ch).

Szeptem.

Tylko szeptem

zadaje się t a k i e  pytania.

***

[Slajd 1].

Dlaczego świat wymyślił nieobecność? Spytał niemal bezgłośnie. Odpowiedziała mu Cisza. Rozejrzał się powoli. Śmiech, gwar, zgubione kroki , dzieci, psy,mężczyźni i kobiety i soczysta zieleń. Radość wylała się na ulice, zieleńce, parki, wszędzie jej było pełno. Głośno i natarczywie. Nikt nie chciał go usłyszeć, a On, cóż, nie wiedział gdzie położyć spojrzenia, czy je rozdać ptakom, drzewom, ulicom, czy schować na wieczne zmarnowanie. Dlaczego nikt nie zadaje Pytań ważnych i ważkich?

Przemierzał ulice, zapachy prowadziły go na pokuszenie, strzępki rozmów —łechtały zaciekawienie, mimo to pytanie powracało. Dlaczego świat wymyślił Nieobecność? I po co?

Czytaj Dalej „[68+1].Los utracony(ch).”

116.Wpis (około)okolicznościowy.

***

Czerwony Tulipan

***

Najlepiej ujarzmić zabieganie głębokim oddechem. Jeden. Dwa. Trzy. I wydech. I smak, zapach, kolor, faktura. Świat zadziwia, i zamęcza, i wykręca i zakręca. Wymyślił nieobecność by ulżyć natłokowi ale także hiobowe obarczyć sumienia. Świat gna i się zmienia, wytchnienia, wytchnienia, rzeczywistości spokoju (i) natchnienia...

Czytaj Dalej „116.Wpis (około)okolicznościowy.”

114. Lubię t o

zbieram czasami je głaszczę  czasami wkładam w przydziałową paszczę mierzwię smakuje redaguję naprawiam wyprawiam neguję pruję i     spisuję

mają swój kształt smaku i krój stóju  strój stój wystrój dźwięk męk  gramatyczny znój  strój i stroje nastroje nas troje nas dwoje

to twoje

to moje

akcent i smak rytm i takt  na język raz (wy)brane (s)próbowane (do)znawane-(po)znawane roz  ebrane i zwracane ubrane i przebrane  brane zbieane, brane zbadane zadane przeprane zadbane w znaczeń pare są trwają i znikają  zapamiętane zapomnieniem cieszą się (zbyt) krótkim znaczeniem zbyt długim drugim zmęczeniem męczeniem  tarmoszeniem przemieszczeniem miętoszonego znaczenia istnienia

mieszczą się i moszczą mczą kochają i zazdroszczą wypraszaja i (u)goszczą, ukoją i rozzłoszczą  ukłują i ukonią i wymoszczą zaoszczędzą i roztrwonią (do)gonią (prze)gonią i znikną ale nie zamikną, milkną klną(c) i koją, leżą,łżą kołyszą i stoją stroją rozmnarzają się dwoją i troją jątrzą i g(n)oją

oto ja

wytłumaczę i wytłuszczę znaczenie przetłumaczę  wyłuszczę wypuszczę przepuszczę i upuszczę szeleszczenie podbiję i uproszczę ogonki wykruszczę wyganiając w guszczę  nie chcę chcę i muszę przepchnę upchnę w walizeczkę ciszy wepchnę wytknę i rozepchnę i rozpuszczę

Czytaj Dalej „114. Lubię t o”

106.Harmonia spokoju, czyli Starght story.

Dzisiaj, po niemalże czternastu latach, to uznany zespół, z wieloma nagrodami na kącie. Jeśli wierzyć podaniom wszystko zaczęło się od zdawania egzaminu licencjackiego i zmiany trybu nauki z zaocznego na dzienny tryb. Okazało się, że jeśli nie do tanga to do jazzu, obowiązkowo trzeba trojga.

Czytaj Dalej „106.Harmonia spokoju, czyli Starght story.”