[585]. Po winności. Powinności.

Oglądam film, który mnie wzrusza i zastanawia. I w pewien sposób głaszcze poczucie, że można dalej i pięknie. W tym miesiącu jednak na wznak podczytuję sobie pewne kwestie, i cóż, nie zgadzam się z tym co nadgryzam w przelocie, w ciągu przeciągu. Nie sądzę, że literatura ma pierwszeństwo w postrzeganiu, budowaniu, czy – tu najmniej- doświadczaniu świata. Jest pomocna, chociażby jako narzędzie komunikowania się, lecz jednym z, może być, ale wcale nie musi. Nie chodzi by wynosić ją na piedestał. Uszanować to co daje, i to co potrafimy, chcemy wziąć.

Czy Twoim zdaniem, literatura- dzisiaj ma powinności (nie chodzi, że jest konsumowana po/ przy winie- choć i tak być może? Może może.) Jeśli tak to jakie?

[584]. Rozmyślanie sabot.

Czasami soboty zdarzają się we wtorki po kolacji. Na strunacji argumentacji, i pomiędzy wierszami zdarzeń zderzeń rozmów marzeń. Spadają w niespiesznej rozmowie, nawet gdy się nie zgagasz zgadzasz. A może właśnie wtedy? Wylewa się kałuża niebieskiej farbki na zmęczone mięśnie. I zapach pomarańczowych słoneczników. Kiedy tworzysz przestrzeń, a nie rozpłaszczasz się na płaszczyźnie, nie chodzi o to, że zostajesz w samej bliźnie bielizny dryfując wprost na mielizny.

[583]. Klamka.

A jeśli stanowisz się nad stawianiem sensów gęstych wśród jesieni, kołysz się wśród cytatów dni, wśród stawy godzin między ciszami półek i półrozmów. Zamknij oczy, otwórz umysł, choćby uchyl skrzypiące drzwi, choćby chwyć za klamkę, tą, która jeszcze nie zapadła. Między krokiem, a odgłosem kroku.

Nie ma ciszy, ale przestrzeń. jest. I oto różnica.

[582].

Kołysze się w łupinie orzecha, który to podłóg woli i potrzeby morze może wziąć na plecy. Zagryza dniem. Popijając prognozą wpatrując się w obraz pewnego holenderskiego mistrza. Bynajmniej, nie rentgenowski. Wołam, wołam za Vincentem co zgubił (buty) farby i myśli, których miał dużo za dużo wiele za niewiele. Nie, nie był to ton butny… Piosenka raczej, albo refren, choćby refren. Cichaj zapachem bzu i agrestu przemiennym zadumami list opadem. Deszczem… W szklance wódki. Literatce z kanonu lektur polskich. Lek ów tur przeterminowany czek czekaniem. Wiek smutków i opisów przyrody metodami na nudności nud.

[581]. …(Nie mylić z imieniem sowy).

A jeśli najważniejsze rozmowy nie zostały wypowiedziane? Słowa zapomniane i cytaty zatopione w natarczywości hałaśliwych niuansów? Kapelusz spokojnie spocząwszy między uszami dziwi się światłom odpoczywającym na chropowatościach szarości chodnika. Świat nieuważny tak samo gna inaczej spoglądnąwszy ku przeszłości…

[579]. Rano…

Rano kiedy zdrapuje z powiek resztki rdzy (zapomnianego snu zapamiętanej pozy niewyschłej prozy). Rano kiedy spoglądam w starość świata. Rano, kiedy składam w w pierwszy łyk kawy zanurzam dłonie w zmęczenie świtu siadam do napoczętych godzin. Wszystko jest jeszcze niemożliwe. Łuskam chwilę z op!Adniętych mielizn pamięci. Dzień cieniorytem rzeźbię pośpiechem znaków ukłutych w zdania zapachów smaków i rozmów kalamburów gestów…

[578]. Astrid.

Miejmy to już za sobą. Lekturę Dzieci z Bullerbyn przeczytałam – w odróżnieniu od Ani z Zielonego Pagórka- z przyjemnością. I to nie jeden raz, co jeśli chodzi o lek to tury turem do lektur raczej nie byłam koniem pociągowym, nie zależnie od tego czy z przekładu aby aby czy niby niby… Ale Astrid to inna bajka. Jeśli chcecie sobie trochę poczytać- a jeszcze bardziej pooglądać to mogę się podzielić Portretami Astrid Lindgren. Jest to raczej lektura wprowadzająca niż dogłębna. To album, który z przyjemnością się ogląda.

Jak to dobrze, kiedy w domu są ludzie starsi od nas, bo póki oni żyją, jesteśmy jeszcze dziećmi.

[Swietłana Aleksjejewicz]

Dlaczego wspominam o tym? Dzisiaj obchodzimy Dzień Odpoczynku Dla Zszarganych Nerwów! No, ale jak tu nie być nerwowym/ą, jak komórki posiada się właśnie nerwowe! Można trochę pooddychać głęboko, przejść się na spacer, czy napić się, napić kawy oczywiście. Piszę, i to po i ważnie. Chociaż z przypruszeniem czcionki! Aaaa co? Bo fantazja, fantazja jest od tego by popierwiastkować sobie odrobinę w strugach jesiennego dreszczu. Spokoju.

(506). Puzzle. W kolorze po kor(z)e o pokorze.

Kore po grecku źrenica oka.

Korzyć się⊃, to nic innego jak okazywać pokorę. Korzy[ś]ć z takiego zachowania można skojarzyć z korzeniem.[U]korzenić: mieć podstawę ale także wykazywać postawę, ale także: czerpać korzyść z soków witalnych.

Tego -co karmi.Tego/Tą co karmi

Dzięki czemu rośniesz.

Czytaj Dalej „(506). Puzzle. W kolorze po kor(z)e o pokorze.”