[353]. Pocztówka z przeszłości.

[Open piano, Wojciech Kamiński, Polish Jazz, źródło zdjęcia].
Bez zbędnych wy[s]tępów uff. Napiszę tylko, że pora odkurzyć linie na tym blogu, nawet ich pięć jeśli ktoś/ia ma chęć. Chili będzie o jazzie. I (co się przecież nie wywiolinuje, znaczy nie wyklucza) lekko i przyjemnie. Wyciągniemy z mroków i mroczków zapomnienia album Wojciecha Kamińskiego pianisty, aranżera, kompozytora. Jeśli ktoś/ia nie zapoznała się z jego twórczością to już (najwyższa pora). Zdaję sobie sprawę,że słuchanie jazzu, przez wielkie, albo największe z większych dży, stało się modne, i można zażywać tych [w]dzięków z różnych powodów,(bez) z racji wywodów. I gromko gombrowiczowsko zakrzyknąć donośnym szeptem: jazz dobrym jest, jak nie zachwyca jak zachwyca. Można też, po prostu bawić się słuchaniem muzyki, przypomnieć sobie lata minionych me_ lodię. Bo to takie sięgnięcie do przeszłości bez ości młodości. Czasami przywołani poszarpanego metrum.  – parzystego 2/4 (z wyjątkami), umiarkowanego tempo złożonego i  silnie synkopowanego rytmu (przecież to ragtime). Joplina twórczość zostaje przywołana nie tylko ze względu na nieśmiertelne The Entertainer. Zwróć proszę uwagę na skład zespołu. Nie mogę się zdecydować, które z nagrań tu zacytować, żeby zachęcić do posłuchania. Mam wrażenie, że albumu słuchać należy w całości, opowieści przechodzą od niechcenia jedna w drugą. Szybciej się kończą niż zaczynają. Może lepiej po prostu, po cichu włączyć play, w odtwarzaczu?

 

Nagrania:

1. Codzienny blues / The Daily Blues;
2. Deszczowy maj / A Rainy May
3. The Wika Rag;
4. The Entertainer;
5. Wchodź po trzech / Enter After „Three;
6. Autumn Leaves
7. Ruchome schody / Escalator
8. I Wish I Could Shimmy My Sister Kate
9. Blues dla dziewczyny / Blues For A Girl
10. Jazz Me Blues

Muzycy:
Wojciech Kamiński – piano
Zbigniew Jaremko – tenor saxophone
Henryk Majewski – trumpet
Janusz Zabiegliński – alto saxophone, clarinet
Władysław Halik – bass saxophone
Zbigniew Konopczyński – trombone
Marek Bliziński – guitar
Janusz Kozłowski – bass
Jerzy Bartz – drums.

[352].Tête–à-tête.

[Anouar Brahem Trio, Dave Holland, John Surman, album pt:Thimar, 1998, ECM, źródło obrazka].
W dyskusji pod ostatnim wpisem wspominałam, że nie słucham muzyki od dłuższego czasu.

I jest to prawda, co można wywnioskować po zawartości blogu. Niemniej, od przypadku do przepadku sobie myślę, że może warto by było do tradycji pisania o jazzie, zwłaszcza, że wiele osób uważa, że to nic innego jak próba pogłaskania cha!osu. Chciałam się z Tobą podzielić nie nową już bo już dawno pełnoletnią płytą, którą stworzył Tunezyjczyk Anouar Brahem pt:. Thimar, nagraną dla ECMu w 1998 roku. Lutnię/lirę  oud poznała polska publiczność dzięki temu, że Anna Maria Jopek na swoich koncertach i nagraniach zdecydowała się wzbogacić instrumentarium. Kto/sia lubi długie, niespieszne frazy, trzymanie nuty. Możesz zamknąć oczy i po gimnastykować myśli dać się prowadzić dźwiękom i wdziękom i wdziękom rzeczy nie oczywistości. MedytA[tra]kcja. Jedenaście nieprzegadanych utworów, które składają się na spójną opowieść wieść od dźwięku do ciszy i powrotem,  czy to wewnętrzną, jak oddech Świata, czy wewnętrzną niczym podróż, i nie chodzi o jakieś wyblakłe kolory,ale szept tête–à-tête. Oto utwór otwierający płytę”

[w wolnej chwili podrzucę Spotify Anour Brahem Trio, źródło nagrania].

[345+1].Pod scriptuarium.

Refleksologia.Sanatorium myśli. Sztuka (ta uważana za dobrą, i ta, która rzeczyoczywiście nią jest)  nie obroni się sama, nawet sztuka mięsa, no chyba, że jesteśmy wegetarian/kami/nami to wtedy szansa jest na sukces… Errare humanum est...Majaczy niby gest, szelest.  Smuga ścieżki.Sztuka szuka ujścia, czasami [przeszłymi, i szłymi szybciej, coraz to szyb…ej, to wolniej, nie w sam raz,  przyszłościowymi horyzontami zderzeń i zdarzeń, jak kurzem]. Czeka na o[d]krycie. Być m[n]oże  zimniej jest w tych stronach świat[ł]a? Takie mamy klimatorium. Klimakterium renesansowego zmęczenia znaczenia się zmienia, mienia z imienia. Niestety.

Czytania książek, obcowania z obrazami, nie chodzi o retoryczne prztyczki i gimnastyczne potyczki, słuchania i słyszenia,dostrzegania, obcowania, muzyk trzeba się nauczyć, żeby umieć, aby czerpać przyjemność. Wierzę w wiedzę, rzetelność przygotowania, szacunek, dystans  szans i ten do siebie, i biegi na orientację.

[Mich & Mitch and Zbig łodeggy, źródło nagrania].

[Mirch & Mitch and Zbigniew Wodecki w Studio im. Agnieszki Osieckiej, 3 Program Polskiego Radia, źródło nagrania].

 

[345]. Lubię wracać tam gdzie byłem już (czyli do Krakowa).

[Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch, Rzuć to wszystko co złe, źródło nagrania].

Co robić? Uświadomić sobie, że jutra może już nie będzie. Nauczyć się żyć chwilą, która jest. To znaczy przyjąć, że wszystko to, co było, to było, ale już tego nie ma, a to co będzie, tak naprawdę nie musi się zdarzyć. A więc bawić się tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia. Taka postawa dotyczy zresztą nie tylko zabawy.

To ideał życia w ogóle.

[Zbigniew Wodecki].

 w Zwierciadle, 1/1935, styczeń 2008 odpowiedź na pytanie, co robić, żeby się dobrze bawić.

 

Smutność. Piosenki Zbigniewa Wodeckiego kojarzą mi się z domem, potem z potokiem wod[ecki]y w kranie niezależnie od adresu meldunkowego myśli, czyli z wydłużającym się cieniem, życiem, śmiechem, tyciem dat. Mam wrażenie, że jest to Muzyk niedoceniany, jego jazzowe i big band’owe zacięcie (nie)znane, o wznowieniu ( a tak naprawdę, nagraniu na nowo) albumu z 1978 roku…  Nie będę przytaczała (zaiste ciekawej) biografii, czy  czasów Piwnicy, Marka i Wacka, historii pewnych podróży (nie tylko z Markiem Grechutą) debiutu, wojarzy (nie tylko) z Ewą Demarczyk, nie pisnę słowem o dystansie do swojej osoby, czy o poczuciu taktu (sic!) o rytmie nie wspomniawszy, i humoru, o tym wszystkim można przeczytać.Z  biegiem  dat, ze sztormem lat zaczęłam dostrzegać i doceniać to, że był  chciał i potrafił być, blisko ludzi, wspomnę tylko Jego życiową mądrość, to, że mówił to, co myślał i to piękną polszczyzną,empatycznie. Nie tylko zaczynał dzień od Bacha, ale rzeczywiście cenił jego kunszt. Wzdycham: Kiedyś to pisano piosenki, i to po polsku…Ciepłym barytonem je śpiewano.
I wyliczę: przygotowanie i szacunek. I to jeszcze jedno pytanie.

Panie Zbigniewie. I kto się ani chwili nie zawaha i dzień tak pięknie teraz, zacznie od Bacha?

[album: Jazz sebastian Bach, The Swingle singers, źródło nagrania, fuga, co czyni dodanie sekcji, album katuję od piętnastu lat…].

Za wcześnie, zbyt nagle. Przecież był od zawsze. Tak zwyczajnie (nad)zwyczajny.

 

[342]. (400 x10¹²) albo: Smuga Świat(ł)a.

[Idąc zawsze idź, Grzegorz Tomczak, źródło nagrania].

Homo sapie[ns] buduję konsekwencję właśnie wtedy gdy po raz kolejny wstaje, decyduje i robi jeszcze jeden krok. Właśnie wtedy gdy grawitacja w uszach i żyłach dudni najgłośniej. Nauka chłodzenia, nauka chodzenia[1,2,3].[ Przy][po]wieść o ratowaniu, a może opowiastka o radowaniu? Maj uderza  w nozdrza dawno zapamiętanym zapachem. I nasycone inkaustem niebo spada na gimnastykujące się myśli.Się my[d]li w smugach, gramach, gamach, gafach i grafach świat[ł]a. I zieloność jaw, traw wdziera się do źrenicy oka tuż przed zmierzwionym, nieco zniecierpliwionym i z[dręt]wiałym jeszcze [zmi]e[rz]chem. [D]jeszcze dreszcze i grama[tyka] tyka. [u]tyka, tyk, tyk, ty…

Pośród innych w krwi wyodrębnić można sześć miliardów bilionów cząsteczek hemoglobiny (400 x10¹²). Następują ciągi reakcji chemicznych, dzięki którym pozyskana zostaje energia do ż.ycia.

A [a]lchemik (z obrazu Thomasa Wycka) tak samo ćwiczy się w przełykaniu wiedzy i przymykaniu powiek. Po wiek dwudziesty pierwszy. To pewnie re_akcja alergiczna na  kurz.

 

PS. Długi wpis już w poniedziałek (wieczorem).

[326]. Na szczęście.

gdyby Giordano mógł się uśmiechać to z pewnością by to uczynił otulając oddechem niczym Kot z Cheshire  frazę V=43πR3 [do siódmej potęgi] nagość nagłości w całej okazałości /(okazołzowitości obfitości) otwarte w posłowiu(co ciałem niebieskim się stało i trzy literową formę przybrało): jak, jak, j a k objąć i uczesać myśli i nie  pocieszać się gwarancją grawitacji tą, która karmi Atlasa równowagą  i głaszcze pewną  i prawą ręką  odpowiedzi zdziwienia  te mogące zachłysnąć się nie tylko tym świat(ł)em (od_bittem tłem ) [bły-](za)-snąć oto niespodziewane ćwiczenia z utraty (pewnci) szkieletu z(a)mienności  zmiennych niepodzielny refren pioseneczki  wierzyć w wiedzę, a oznacza  to uczyć (się) bez ustanku panie Holst! Oznacza to również, wakat na Etacie  Pępka Świata.

Na szczęście.

Co jeszcze powie nam mechaniczne oko Jamesa Webba, a czego nie zdążył wyszeptać nam Spitzer ?

[Gustav Theodore (von) Holst ,Orchestra: BBC Symphony Orchestra ( z towarzyszeniem chóru kobiecego)
pod batutą Sir Adriana  Boulta(źródło nagrania)].

Jeszcze grubsza historia wszechświat:a/ów.  Uff. Na szczęście.

*tak wiem, brakuje przecinków i innych wycinków, ale to zamierzone i zmierzone, choć nieco zmierzwione. Ech.

hammershoi_ida_reading_a_letter[Vilhelm Hammershøi , Ida, czytająca list, źródło zdjęcia].

[95+12]. Nie czekaj na wiosnę, (u)śmiechnij się już dziś.

[Wake, Blue Note,2005 Okładka albumu, źródło zdjęcia]
[Wake, Blue Note,2005 Okładka albumu, źródło zdjęcia].

Ostatnimi czasy niegramatycznymi dostatnio, składa się tak, że nie mam za dużo ani możliwości, ani ochoty zanurzać się w muzyczne pejzaże, ale czasami zajrzę w te, dźwiękowe, te i owe horyzonty zdarzeń i zderzeń. Zamiast podążać wytartym szlakiem nowości i innych ości ja zapraszam moich Gości, czyli Was, do poszperania trochę głębiej. Osoba, która czyta blog nie od dziś, a powiedzmy, od soboty, szóstego czerwca 2015 roku, zna już Iiro Rantalę, albo jakoś tak trafiła przepadkiem na wpis z tamtego dnia. Lubię powroty, czasami. (Nie chodzi o powtórzenia gramatyczne). Niespieszne. Radosne. Gdy nie ma się bałaganu w oczach i wiatru w kieszeniach. Jazz kojarzony z geografią Północy bywa kojarzony z wyważeniem dźwięku, i przyjemnym chłodem. Nic bardziej mylnego jeśli chodzi o odniesienie do Wake.

A ponieważ już trochę przymroziło, i czas chłodu nam nastał, choć dzień się wzdłuża i wynurza, ja zapraszam do zapoznania się z dwunastoletnim pięknie i piekielnie radosnym, prostym, albumem z tamtej strony wdzięku. Jeśli chciałabym zachęcić do zaprzyjaźnienia się z jazzem lekkim, łatwym, przyjemnym, przyjaznym i treściwym, to z chęcią poleciłabym album z 2005 roku. Zwłaszcza, że mamy tu zarówno odniesienie do klasyki [np  Ellington] jak i kompozycje autorskie Finlandczyka. Album stanowi spójną całość. Dlatego niejako zaprzeczeniem było by umieszczanie jednego nagrania.  Poniżej utwór trzeci, zagrany na żywo (jak kość trochę słaba :)):

[źródło nagrania].

[239+9]. O obieraniu cebuli. (#by pamiętać).

W każdej sytuacji jest zawarty potencjał jaki niesie ze sobą (prawidłowe) udzielenie informacji zwrotnej, można po niego sięgnąć. Nie tylko odpakować/ rozszyfrować Potem spytać, czy uzyskane dzięki temu wiadomości wspierają mój osobisty rozwój, czy nie? A potem co z tym mogę zrobić? W jakim zakresie?A potem co chcę z tym zrobić? Teraz. W tej chwili. I jak chcę wdrożyć nabytą wiedzę (wypisać minimum trzy rozwiązania).

[Red & Black light wersja studyjna, a była i koncertowa, Ibrahim Maaloufźródło nagrania].

O obieraniu cebuli już było tylko, że trochę innym.

 

[305]. — Masaż Myśl(_)n[c]i(k_ów).—

Krótki od[noś] ni(c)k do teks_tu: http://wp.me/p59KuC-16L

Jeżeli (li nie będzie o jeżach, ach…)

Jeżeli ostatnimi czasy zdarza mi się szukać i słuchać muzyki to takiej, która przyjazna jest moim neuronom. Niespiesznie je masuje, daje wy_tchnienie. Piszę jak najbardziej poważnie. Nie jest to (tylko) zgrabna meta_for_a.

Jeśli szukasz skroplonego w dźwiękach i wydzwiękach impro_wiza_cji i innych przepustek do lepszego świata, gra tego Greka wychowanka Tatiany Nikolayevnej oraz Rudolfa Serkina jest w sam raz dla Ciebie, a jeśli nie, to przynajmniej skosztuj.  To, że Eicher zdecydował się podpisać z nim kontrakt, było nobilitujące, niczym wypisanie biletu w jedną stronę. Stronę światowego jazzu, oczywiście. O nim już wspomniałam [tutaj]. Co nie znaczy, że nie można zażyć powtórnie dawki kojącej radości. Wiem, wiem, Akroasis (bo o tym albumie dzisiaj), składa się z   adaptacji na fortepian (jakżeby inaczej?)  bizantyjskich hymnów, które wykonuje się w czasie Wielkanocy, więc tak jakby nie to święto, jakby mi się policzkowało. Tsabropoulos czerpie pełnymi garściami z tradycji swoich przodkiń i przodków. A jednocześnie potrafi, wiem, że to patetycznie i Herbertowsko zabrzmi, być wierny sobie, intuicji i i… Improwizacje przychodzą mu lekko,jak gdyby od chceniaod niechcenia zarazem, teraz-zaraz i zaraz-potem, płynnie obraca powietrze w palcach by włożyć weń dźwięk. Zwiewnie wplata w nie  niuanse harmoniczne. To się nazywa erudycja. Erudycja, która chroni i koi moje neurony i prostuje [myśl_ni(c)k]. Można nazwać wydany na płycie materiał para_doks_em, gdyż choć jest zwarty, krótki i treściwy, to nie męczy i nie międli osoby słuchającej i odpocząć przy dźwiękach chcącej. Wiem, że to album nie nowy, ale przecież nie o to chłodzi, jest to materiał do którego nawet po czternastu latach wraca się z chęcią, i ciekawością [ciekawością, którą nie zawiera żadnej ości, a tylko samą pieszczotę smaków]. Nie, to nie jest nostalgia, to tkanie radosnych oksymoronów. Albo po prostu, dobra muzyka, która doskonale komponuje się z szybko zapadającym zmierzchem, i zaopiekowanymi kubkami smakowymi…

Zatem smacznego!

[286]. Konfitury.

Ci co mnie znają to wiedzą, że jeśli chodzi, a w tym wypadku tak jest, o skłaskładanki, skakanki, składaki i inne pokłady sinusoidy, to raczej nie dla mnie zabawa. A[n] to logie, wolę ole! A i to z przyprószeniem oka w rosole, jakąś dobrą szczyptą maggi. Dosyć, dosyć jeśli chłodzi o kulinaria, chociaż zamierzam jeszcze coś zaserwować. Jeśli zaś idzie, a idzie spacerologię uprawia, o antologię, to wybredna jestem, i na horyzoncie widzę dwie, może cztery, sześć g[ł]odne posiadania, z tym, że ani jednej nie mam. Chociaż znam. Nie powiem, bo to nie miejsce, ale mościć się mogę napisać. Znam. Introdukcja dedukcji była długa. Zazwyczaj lubię robić własne. Niezbyt rozwlekłe i nie zbyt ciasne, na swój wewnętrzny, prywatny użytek.

I do tej pory  (pora ma znaczenie, choć nie jest to danie Misia Uszatka co spożywa na wieczerzę) do tej pory się zastanawiałam dla kogo są właśnie te, wyprodukowane i przepuszczone przez wykres i ucho nieznajomej osoby w wytwórni. Bo jeśli ktoś/sia zna, i jest zaznajomiony dobrze z twórczością: X, Y, Z i  reszty alfabetu to po co? A jeśli ktoś/ia nie zna, to po co zdawać się na gust obcych osób? I ich wybór? Nie przeciągając (zbytnio) struny, można zdradzić już dzisiejszy album, wydany przez ACT dwanaście lat temu. Lubię wyciągać nieco tylko przykurzone albumy. Może i znane. Albo wprost przeciwnie, To z jaką prędkością dźwięku nabywa się nowe, zapominając już o tych co zasłyszane, a może posiadane [?] brzmi trwożnie, jeśli zdamy sobie z tego sprawę. Kupujemy, jemy, jemy,gros gromadzimy stos. Byle tylko czkała nówka sztu[cz]ka. I tak tego nie zabierzemy…

[Magic Moments 2: The Ultimate Act World Jazz Anthology Vol. VII,Various Artist, ACT, 2004, źródło zdjęcia].
[Magic Moments 2: The Ultimate Act World Jazz Anthology Vol. VII,Various Artist, ACT, 2004, źródło zdjęcia].

Entuzjastki i entuzjaści lżejszego wydania jazzu, takiego, którego doskonale słucha się nie tylko z kubkiem czekolady, kawy, albo czegoś mocniejszego (a może i bez tego), ale za to  w drodze.

Gdziekolwiek ona prowadzi. Miłe dźwięki odnajdą w magicznym pudełku. To fantastyczny album do tego by zaznajomić się z nim  nocą, podczas przemieszczania się z punktu A do punktu B, i reszty alfa i betu. Czasami nawet można bet zamienić na wygodne (bo jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz) łóżko, albo inny fotEL. Będzie lekko, piękniście po prostu zzzzza…!Ma!szyście. :-). Doskonale na słotę, gdy na jesień ma się ochotę, ale na przesilenie okolicznościowe, liczne i  cykliczne, ale (jak ma się rozumieć)  nowe  już nie. To część siódma, ale doskonale nadaje się do tego, by była pierwszą. I czasami jedyną. Może ktoś/ia się skusi? Do własnego poszukiwania i znajdowania? Z koloratur, zachwytu i partytur szykowania, na zimę konfitur? Hę. Hmmm. Takie muzyczne spotkanie wśród znajomych…

[To dla tych co jarrra gitarra, jako ilustracja muzyczna nagranie La Habana A Oscuras, zapożyczone z innej płyty, w prezentowanej antologii znajduje się pod numerem trzecim, źródło nagrania].

Smacznego!

Album: Magic Moments – Magic Moments 2 – The Ultimate ACT World Jazz Anthology Vol. VII
Data wydania: 2004
Wytwórnia : The ACT Company ‎– ACT
Gatunek: Jazz
Czas: 1:01:26

Nagrania:

1. e.s.t. Esbjörn Svensson Trio – O.D.R.I.P. (Radio Edit) *
2. Norah Jones / Joel Harrison – I Walk The Line (Radio Edit)
3. Gerardo Nunez / Paolo Fresu / Perico Sambeat – La Habana A Oscuras *
4. Viktoria Tolstoy – Dear Diary *
5. Terry Lyne Carrington, Greg Osby, Adam Rogers, Jimmy Haslip – Ethiopia *
6. Ramon Valle Trio – Dilsburgh Morning Light *
7. Muriel Zoe – Bye Bye Blackbird
8. Perico Sambeat / Brad Mehldau – Mirall (Radio Edit)
9. Rebekka Bakken / Julia Hulsmann Trio – Same Girl
10. Richie Beirach / Gregor Huebner / George Mraz – Chant (Radio Edit)
11. Huong Thanh / Nguyen Le / Paul McCandless – South Delta Song
12. Marsmobil / Roberto Di Gioia / Till Bronner – Hand In Hand (Radio Edit)
13. Rigmor Gustafsson / Nils Landgren – Makin’ Whoopee
14. ElbtonalPercussion / Christopher Dell – Freak Taeb (Radio Edit)
15. Jens Thomas / Christof Lauer – Be Yourself
16. Nils Landgren Funk Unit – Thank You For The Music *

* Wcześniej nie wydano.