(531). W drodze (na jarmark?).


Pocą się palce. Żołądek na wzór pestki, abo garści rodzynek, pęcherz przypomina o swoim istnieniu. Noce natarczywością napominają się bezkresem. Skraplają się godziny głodem.

A może zupełnie swobodnie przetaczasz na drugi bok swoje myśli i cudze cytaty obmacane językiem pamięci?Głaszczesz znane głoski dzisiaj zapomnianego zapamiętaniem dnia. Nie ma reguł, albo raczej- są, ale drzemią niespiesznie. Nabierając sił na (z)jawę. Ostrzy się cień zmarszczki czerstwym czekaniem…

Czytaj Dalej „(531). W drodze (na jarmark?).”

(530). Ludolfina się wygina całkami.Nie było rosołq? [Absu[ra]da(va)lium (#4)].

Na świeżo wykrochmalonej pościeli,Na płachtach białych czystością polegiwały placki ciasta równo rozwałkowanego, przybielonego mąką.

Na kluski do niedzielnego rosołu. Odpoczywają.

Już tylko wspomnieniem.

Dzieciństwa.

***
Pomiędzy nutami szemrze cy tu cy tam cytat. W swym dialekcie i obiecywań znacznych zapomnianych (nie)odkryciem znaczeń okrytym już wtem tylko akcentem zakrętu tu gdzieś w gęstwinach granic objazdu błędu myśli i kroków. Galopiadą wśród spacerologii burz. Na poczet jutrzejszych kałuż i knowań gubień i wędrowań. Zmoknięta postać do każdej atramentowej kropki. Z dziurawych kieszeniach i pełnymi absurdu łowić można światło van Gogha, a może Fragonarda? I równań krajobrazów na skraj dróg bocznych. Może nie format Fermata. Raczej Fibonacci kształty i drogi znaci. A mnożę nie? Tylko mgła.

Czytaj Dalej „(530). Ludolfina się wygina całkami.Nie było rosołq? [Absu[ra]da(va)lium (#4)].”

[528]. Ni w pięć.(#myśli luzem).

Zawsze zostawiam sobie trochę powietrza. Miejsca. Nie przelewa mi się. I nie kapie na głowę póki co. Ostatnio Ktosia zadała mi pytanie, co bele trele co zamierzasz prze czytać, czy tu, czy tam. Stycznie. Stycznie, chociaż jeden styczeń minął.

Czytaj Dalej „[528]. Ni w pięć.(#myśli luzem).”

(519+2). Leniwa niedziela (#myśli luzem).

Lubię powracać do lektur. Może nie jest to najbardziej ekonomiczne (przynajmniej czasowo)— wród wrzask Q uff mody na starcie starystyk, gdzie i którędy styka, cóż… Ale tych z lat dawnych, albo i bardzo dawnych. Czasami, niegramatycznymi, nawet o gram. O centy(czy raczej) metr. Gram sobie między wers(j)ami. Tymi zapamiętanymi i zapisanymi. Może to spacerologia zapomnienia. I przypinania przypomnienia co się mieni zapachami i wspomnieniami, nadziejami nadziewanymi czasem czasem, który się chowa po kieszeniach skrapla w parkowych kałużach.

Analogowy list i koperta.
Ludzie listy piszą… Źródło.

Czytaj Dalej „(519+2). Leniwa niedziela (#myśli luzem).”

[526]. Przed czy po? (Jeszcze raz: o kawie).

Nie pijam herbaty. Herbata zamula. Co więcej, herbata była jedną z głównych przyczyn upadku Imperium Brytyjskiego. Bądź tak dobra i zrób mi kawę.

Goldfinger,I. Fleming, 

Arabica zawiera mniej kofeiny, ale jeśli chodzi o walory smakowe, sensorykę, czy głębię, czyli wszystko za co kawę cenimy to właśnie w arabice odnajdziemy, to wszystko, o czym wspomniałam, chociaż jako roślina pod względem uprawy jest bardziej wymagająca, chociażby dlatego, że jest mniej odporna na zmiany pogody, czy działalność szkodników. To nie jest też tak, że drugi pod względem liczebności gatunek kawy – =znany rozbójnik, no dobrze rozbójnik nie rozbójnik… Bardziej spójnik, czyli nazywając rzecz po imieniu robusta. Rozbójnik, chociaż często w obiegowej opinii uważana jest za tę gorszą odmianę, nie tędy droga. Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Oczywiście gdybyś się teraz napił/a takiej czystej stuprocentowej robusty, to istnieje duża szansa, że do picia kawy byś nie wrócił/a.

Czytaj Dalej „[526]. Przed czy po? (Jeszcze raz: o kawie).”

(272+6)+1. Suple(ment). Portret z oddali, szkicowany w drodze.

W ramach odpoczynku, powróciłam do lektury książki, o której już wspominałam. Uważam, że warto czytać ją niespiesznie. Zresztą, ten rok jest inny, ze względu właśnie na przystanki, czytanie niespieszne, które sobie obrałam za cel i metę. Pisałam już, że zamierzam przeczytać mniej. Miej mniej, miej więcej. Powracanie lub zaznaczanie nowych, niezauważonych cytatów, refleksje, albo po prostu- bez zobowiązań, bez przyczyny branie słów na język.

Czytaj Dalej „(272+6)+1. Suple(ment). Portret z oddali, szkicowany w drodze.”

(519+1)Leniwa niedziela i (#Myśli luzem).

Jeśli chodzi o spożycie herbaty per capita, to okazuje się, że wyprzedzamy o trzy miejsca Chińczyków i Chinki. Moda ta przychodzi do nas spacerkiem … Z Czech. I nadal sobie idzie to tu, to tam, raczej, nie bójmy się tego stwierdzić-s z w e n da się. Po woli i powoli. Chociaż osobiście wolę kawę, to i dobrej jakości naparem Camellii nie pogardzę. Nie, dzisiaj nie będzie o herbacie. Zaparzam sobie tak, garść czarnego złota i wracam do lektur. Jeszcze raz– czytam, to do czego sięgnęłam i odpoczywam. Leniwa niedziela także jest potrzebna, wszak neuronalia pracują nieprzerwanie i równie pracowicie kiedy to zajmują się rozwiązaniem jakiegoś nader ważkiego i ważnego problemu, zwoje są obciążone tylko nieznacznie bardziej! Seneka Młodszy miał powiedzieć kiedyś:

Czytaj Dalej „(519+1)Leniwa niedziela i (#Myśli luzem).”

[521]. Suplement.

I co? I to mnie dzisiaj zatrzymało. Dlatego zostawiam tutaj bym mogła sobie do tego sięgnąć. Chociaż nie wiem nic o snach ważek, ciem i motyli.Myślę, że warto przypomnieć, odświeżyć. Do czego i Ciebie, Droga Czytelniczko/ Czytelniku zapraszam, #bypamiętać, a jeśli jednak chcesz sięgnąć do innych artykułów o oddechu,właśnie, no cóż, nie mogę Ci tego zabronić. Przytaczam, tylko niektóre.

Pozdrawiam,niech Ci czcionka nie lepką, lekką będzie, do jutra. A hooj.

O tym, co mam na myśli.

Nie tylko o katariadach. A no właśnie o tym.

Słowo o przeponie. Czy sięgniesz po nie?

Możesz też wstać. I stać. Czy Cię na to stać?

[519]. Myśli luzem.

Gogol wspomniał kiedyś: Bardzo wiele książek należy przeczytać po to, aby sobie uświadomić, jak mało się wie. To jednak bardzo bolesna czynność. Zwłaszcza jeśli człowiek uświadomi sobie, że stan jego (nie)wiedzy przekłada się na jakość życia. Tego, czasu którego ciągle ub…

Czytaj Dalej „[519]. Myśli luzem.”

[518]. Don’t Stop Me Now. Zgryz? Nie, nie zgryz,dodatkowe siekacze, czterooktawowy, i bary(i)_t(on czyli: Show must go) on…

[Quenn, Live at Aid 1985, źródło]

Wtedy było już oczywiste, że jego dni są policzone, ale on chciał prowadzić nadal normalne życie i tworzyć. Powiedział: „Piszcie dla mnie i nagrywajmy. Dokończycie, kiedy mnie już nie będzie”. Potrafił wspaniale pogodzić się z losem.(…) Nie czuł się dobrze, ale jeśli było trzeba, pytał: „Potrzebujemy wokalu? Zaśpiewam.” Wypijał kilka kieliszków wódki, opierał się na biurku i śpiewał zachwycająco, z wielką pasją i siłą. Dopóki nie padł ze zmęczenia. Myślę o nim cały czas. Nie ma dnia, żebym o nim w jakiś sposób choć raz nie pomyślał.

[Brianem Mayem, rozmowiał Neil McCornick, The Daily Telegraph, tłum. Forum, 10 października 2011 r.-wspominając ostatnią sesję nagraniową Queen z-uwaga- 1991 roku]

Dokładnie pamiętam moment kiedy się dowiedziałam, że frontman Queen zmarł na Aids, a chwilę przedtem, że ma doświadczenie życia z tą chorobą. Pamiętam rozmowy toczące się przy stole. I szok, tak szok. I smak tamtych chwil.

Czytaj Dalej „[518]. Don’t Stop Me Now. Zgryz? Nie, nie zgryz,dodatkowe siekacze, czterooktawowy, i bary(i)_t(on czyli: Show must go) on…”

[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…

Zarówno kończący się rok jak i ten rozpoczynający się to czas robienia porządków, również w książkach. Powody? Są przynajmniej dwa. Potrzeba przestrzeni i robienie prezentów, a raczej kończenie tegoż procesu, bo jestem z osób biegających długodystansowo raczej, niż ze sprinterek. Zwłaszcza jeśli chodzi o upominki, książkowe, dla mnie to coś co nie ma stać i przyciągać kurz, albo być rzeczą przechodnią. Nie jest zatem upominkiem pierwszego wyboru. Nie, nie jest pudełkiem pełnych pralinek.

Czytaj Dalej „[517]. Lekko, czyli nie dostać zadyszki…”
Wyobrażenie protogwiazdy ukrytej wewnątrz globuli Boka

[516]. Pewna pełna pewność.

Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.
[Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana, źródło].




Robię porządki, regularnie pielę grządki. Po woli i powoli. W rytmie własnego bębna. Pulsu. Powracam do oddechu, choć tak, chciałabym szybciej, ale wolę mądrzej i w sposób wewnętrznego prowadzenia.

Życie to chwila jawy między dwoma snami. [kwestia Prospera w Burzy Wiliama Szekspira].

Czytaj Dalej „[516]. Pewna pełna pewność.”