[3+1].[76+1]. To jest świat.

[Bicycle Race, Queen, źródło nagrania].

„Ruch” -powtarzałem sobie. (…) Dopóty byłem w ruchu, dopóty byłem zdrowy.

[Lance Armstrong: Mój powrót do życia. Nie tylko o kolarstwie,  Sally Jenkins,Studio Emka, Warszawa, 2000r. s.108].

Sądził, ba, nie zawahał się o tym nawet napisać,a ja  (już daaawno wspomnieć) On w prasie a zważywszy na czasy, w których żył, i kim był,  i czym się parał, miał rzesze czytelników i czytelniczek. Ja skromnie na blogu. On: Napisał, że to najznakomitsza maszyna wieku XIX.Jedyne co uznawał, to właśnie rower. Może ze względu na klaustrofobię na którą cierpiał, czy też, na inne choroby towarzyszące? Od pary, paro i innych wozów wolał kółka dwa.  Kolej  na kolej to  o wiele za wiele. Określał tę ostatnią jako: latające więzienie, a to dlatego,  dzieli się z towarzystwem, które nie zawsze przystaje do naszego smaku. Osiem wiorst szybkości, narzędzie oswajania przestrzeni, i uniezależniającym  pośrednio również ekonomicznie również człowieka od niej.Oto można i podróżować tanio, i odwiedzać krewnych mieszających nawet poza miastem, dojeżdzać do pracy, zażywać ruchu na (jeszcze wtedy świeżym) powietrzu. Wybór, oto co się tli  nie tak znowu w oddali. Oddali nam konstruktorzy tegoż wehikułu wybór.

Rower cenili także państwo Curie, którzy zaraz po udzieleniu sobie ślubu w ogrodzie wyruszyli w podróż poślubną, takie to sprzęty dostali bowiem w prezencie, zażyczywszy sobie je wcześniej. Maria, jak już wiemy, była do bólu praktyczna, zawsze.

Nie chodzi, a nawet nie jeździ, o rozstrzygnięcie dylematu:  zapłacić za bilet uprawniający do podróżowania komunikacją (pod) miejską (a szykują się podwyżki)! Warto zauważyć, że kiedyś,  lokowano robotników blisko fabryk, a to rodziło problemy różnej natury. Nie tylko powstawania gett, podwyższenia opłat czynszowych, czy też problem z rozrastaniem się aglomeracji. Nie bez znaczenia był też fakt, że rower, w produkcji był stosunkowo tani, jak i w eksploatacji, co więcej nie trzeba było specjalnych uprawnień, do tego by nim kierować,a poza tym, można było się nim dzielić. Kto/sia z podwórka nie zna tego zawołania: Ej, daj się kolnąć.  I nie jeźdź, tu, znaczy nie chodzi tutaj o połączenia telefoniczne. Chociaż element wspólny jest, gdyby się tak zastanowić: dzwonek, który powinien był teraz dać znać, gdyż ponieważ, jak również ,i jak krzywo, biegniemy w dygresje. 

Rower miał i tę zaletę, że mógł być, przynajmniej ten wynaleziony w 1885, określany jako bezpieczny, mógł być używany powszechnie, a ten przymiotnik oznaczał, że mogły nim poruszać się także kobiety. (Ach te XIX wieczne suknie! I tutaj dojeżdżamy do wniosku wpływ dziejów na modę kobiecą (ale to całkowicie inny temat, więc czynimy objazd).

A trzy lata później pewien lekarz weterynarii wynalazł był doń oponę  (inna sprawa, ciekawe czynili wynalazki medycy, ale to na inny artykuł, znowu).  John Boyd Dunlop, poszedł (sic!) za radą kolegi po fachu, ponieważ lekarz zalecił jego dziewięcioletniemu synowi,dużo ruchu, i tak się składa, że rower byłby świetnym instrumentem do zastosowania gdyby nie to, że nie można zamortyzować wstrząsów… Kto by pomysłał, że tak dalekosiężne będą skutki tego zalecenia. Ba można by napisać więcej, kto by sięgając dalej, głębiej w historię, kto/sia by pomyśłał/a że, takie będą skutki wynalezienia przez barona Karla von Draisa drezyny! (1817 roku). A samo określenie rower pojawiło się… Nie tak znowu dawno bo w 1860 roku! Dla porównania uznawane już za legendarne siodełko Brooks B17 produkowane jest w niezmienionej formie od blisko stu dwudziestu lat. Taka mobilna mapa myśli.

 

 

[Rower, Lech Janerka, źródło nagrania].

Drzewiej, jak  był Wyścig Pokoju, to pustoszały ulice. Cicho wszędzie, głucho wszędzie co to będzie, co to będzie.Mało kto/sia pamięta, że jeszcze w 1931 trasa wyścigu Tour de France liczyła nawet 5000 kilometrów. Bagatela. Dzisiaj mamy wersję krótszą o 30 do 40% tego dystansu.  Największy sukces odniósł  we wspomnianej rywalizacji Zenon Jaskuła, zdobywca trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej (1993 roku).

John Urry w jednym ze swych artykułów, pisze o tym jak wynalezienie aut, podróżowanie właśnie tym środkiem lokomocji zmienia świat, przestrzeń i czas. I dziwi się, że u progu nowego wieku, nie ma zainteresowania socjologów i socjolożek rodzajami ruchu tak w mieście jak i na wsi. Ja jednak będę twierdził– pisał [wtrącenie 5000lib]- że: automobliność jest dla nowoczesności cechą równie konstytutywną co ogólniejsze procesy urbanizacji (w znaczeniu, w jakim rozumiał je w latach 20. XX e. Corbusier).  Do tego mówi o rodzajach czasu, przedefiniowaniu przestrzeni w XIX wieku, a przez to i funkcjonowanie społeczeństw(a). Można także żyć w samochodzie. I  to na różne sposoby. A gdyby tak zastanowić się jakie znaczenie miało a) wynalezienie roweru, b) jego upowszechnienie . Można by taką refleksję poczynić czytając refleksje Johna Urry’ego. * A jeśli czasu na tę akurat lekturę nie chce się poświęcać, może warto wsiąść na rower i obniżyć, tak przy okazji ryzyko chorób cywilizacyjnych? Już o tym wspominałam, że rower to instrument wskrzeszania czasu, ale i jego modelowania. I także uczestnictwa w wielu grupach społecznych. To nie tylko sposób na zgrabną sylwetkę i zdrowy styl życia. Rower, to jest świat. Jak śpiewa Lech Janerka. Tylko czyj świat? I kto do niego ma wstęp (wolny, szybki). I czy nie żyjemy równocześnie w kilku takich przecież inaczej odbieramy krajobrazy, dekoracje i ludzi poruszając się na dwóch nogach, a inaczej kółkach. A jeśli sprawę skomplikuję, i się spytam tak na koniec osoba poruszająca się za pomocą wózka (niekoniecznie z napędem elektrycznym) to po chodniku, czy po ścieżce rowerowej? A jak przestrzeń miejska jest zmieniona gdy posiada sieć dróg przeznaczonych dla rowerzystek i rowerzystów?

 

*John Urry (2000) Inhabiting the Car [w:] International Journal of Urban and Regional Research.

Reklamy

40. Te i tamte, czyli białe mrówki.

Ten i tamten mit. Termit jakim jest każda osoba widzi. Nie nie chodzi o fatamorganę ani o inną telenowelę. Widzi  się, widzi. Jeśli sięgnie tam, nie, nie tam… Tam gdzie wzrok nie sięgnie. Nie, nie mówmy o wadach wzroku i postawy, podstawy i…

Widzi się, widzi. Widzi mi się. Albo nie… No, chyba, że mieszka, (prze)bywa tam gdzie akurat mieszkają białe mrówki.Te, te Telimena coś powinna  o tym wiedzieć. Taka to świątynia dumania.  Nie, nie chodzi o to, żeby widzieć… Mroczki przed telewizorem przed oczami, wróć, szybko, albo spaceruj bo nie chodzi o operę mydlaną b jak blog, albo gorzej: b jak breweria… Awantury  i inne tury będą potem… Znaczy, nie o to chodzi, że śmierdzi… To może od początku…

Na początku był cha_os. Ale o rojach dziś nie będzie. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem.  Albo słowo. Tylko nie wiadomo, które… Dobrze, żarty na dowolnie wybrany bok.

Termity były nazywane białymi mrówkami. Ze względu na swoją społeczną naturę stworzone niejako na obraz i podobieństwo do swoich kuzynów. Życie i jednej i drugiej społeczności jest zajmujące. Tworzą kolonie  i dzielą się na kasty. Lecz można poszukać różnic na przykład w wyglądzie (czułek chociażby, czy brak talii u białych owadów).

Kolonię mą widzę ogromną. Tak mówił klasyk. No cóż wiadomo. Nie od dziś, jedna może liczyć ponad milion. Dziewięćdziesiąt pięć procent stanowią robotnicy. To te bezskrzydłe i ślepe. Ale nie są tak bezbronne jakby się mogło wydawać. Orientują się w świecie za pomocą zmysłów: węchu,smaku i dotyku. Goście o dużych szczękach i głowach, żołnierze. To oni budują i utrzymują kopiec jakby tego było mało to jeszcze zdobywają pożywienie dla całej kolonii. Ba, w razie zagrożenia to właśnie owady z tej kasty mogą obezwładniać przeciwników. Stosują broń chemiczną. Takie to obezwładnianie przeciwnika. Skuteczne. Co więcej, jeśli są ubytki w konstrukcji kopca, to zatykają je własną głową, skazując się tym samym na śmierć. Pozostają bowiem poza kolonią.

Druga kastą są te owady, które są zdolne do rozrodu. Najważniejszymi lokatorami z kartami VIP jest para królewska. To para z  d u ż y m i     p i ę k n y m i     o c z   a m i, oczami, które  wiadomo nie mogą kłamać,  co więcej,  od czasu  założenia kolonii do niczego więcej nie będą im potrzebne.

Kopiec, jak wygląda, każdy widzi, tylko nie termit. No, ale cóż, może dlatego, one są są takie ogromne. Do tego z klimatyzacją. Z korytarzami powietrznymi. A nad tym wszystkim piecze sprawuje największa, najważniejsza…Królowa. Królowa termitów. Zamieszkuje głęboko, głęboko na dole kopca, i wcale nie dlatego, że żyje najdłużej. Królowa może przeżyć w zdrowiu cztery dekady.

Wszystkie z rodzących się termitów w kolonii są zdolne do rozrodu. Nie ma wśród nich robotników. Po krótkim locie orientacyjnym królowa zrzeka się skrzydeł. Potem czas na taniec godowy, (bo nie tylko do tanga trzeba dwojga) dobra, dobra trzeba jeszcze substancji chemicznej. Potem oboje wyszukują miejsce na gniazdo. Ale to samica wiedzie prym i prowadzi, prowadzi partnera… Utrzymują kontakt za pomocą czułek. A gdy znajdą odpowiednie lokum to…

To dochodzi do podwyższenia wskaźnika demograficznego. Z jaj, które składa samica, rodzą się larwy miniaturki dorosłych osobników. Na początku są karmione przez parę królewską. Wiadomo, że dobro wraca. Tak więc gdy małe podrosną, utyją to one będą zaspokajać potrzeby protoplastów kolonii. Jedynym obowiązkiem króla jest co jakiś czas zapładnianie królowej. By kolonia rosła w siłę. I była ogromna. Królowa, zaś wiadomo, składa jaja. Dziennie może nawet złożyć ich do trzydziestu tysięcy. Ale ale pozostaje jedno, zasadnicze pytanie…

Być, albo nie być —> czyli jak termity trawią drewno. 

Wiadomo czym się żywią te i tamte (te_r) mity. Jest drętwo. I to nie tylko dlatego, że SANEPID nie zdążył… Drewno. Aby je stawić potrzebny jest pierwotniak, znaczy, nie jeden… Wiele, wiele pierwotniaków… Ale nic nie jest niemożliwe ,zwłaszcza gdy społeczność się dzieli pożywieniem. Nic tylko zaśpiewać Przeżuj to sam. Może i czarną robotę trzeba odwalić samemu (samej), ale pożywienie (jak u pszczół) wspólne.  Dobra, dobra, wiele gatunków tropikalnych obywa się (i to doskonale) bez trawiących celulozę pierwotniaków. Niektóre hołdują w  swych gniazdach grzybom. Znaczy, że uprawiają grzyby. Inne żywią się trawą. Taaaką zieloną.

Ustalmy jedno. Termity nie są szkodnikami. Szkodniczkami też nie. Przyspieszają rozkład drewna. Recykling rulezz. Takie to substancje mogą strawić inni… Ale to zupełnie inna histeria, historia…

***

I pytanie za sto, co Państwu będę żałować… Tysiąc punktów. Czy Wam brakuje profilu facebookowego bloga nieniejszego?

Analogowy list i koperta.

27. Mam moją muzykę, a w niej…*

Każda osoba,która zdecydowała się na emigrację, wie, że konieczność dogania ją szybciej niż myśl,zbudowania swojej własnej geografii. Światop[od]glądu. Muzyka,muzyka tkliwa dynamika, można powiedzieć trawestując klasyka…I nie chodzi o kazikowe asocjacie, ani o muzykę świata, czy folklor. Choć, kto wie… Kto wie… Kto wyroki czasu zna, kto zna… Kto pamięć do dat i nut ma, kto ma…

 

To nie hymn emigrantów. Ani wezwanie, przestroga przed opuszczeniem kraju. Co innego Gałczyński…. Już Konstanty Ildefons gładzi wąs i podśpiewuje łagodnie i snadnie, któż zgadnie, któż zgadnie…

Wciąż uciekamy. Z miasta do miasta.
Inteligenci.
Tęskniąca nacja. Ginąca klasa.
Mali, zmarznięci.

Milionem rodzin. Z gramofonami.
Z kraju do kraju.
– Powiedzcie, gdzie jest wasza ojczyzna?
Wciąż nas pytają.

A my nie wiemy; a my płaczemy,
jak woda morska.
Pod sztuczną palmą listy piszemy
na brudnych dworcach.

[Wciąż uciekamy, Konstanty Ildefons Gałczyński,1936r, czy ktoś/ ktosia wie, z jakiego tomiku?].

Nie zdjęty niemocą, zasiądź spokojnie w fotelu, jak zaległo już wielu i przeczytaj to z przymrożonymi oczyma…. Że trudno czytać, się zżymasz? Wierzę, że zdzierżysz i wytrzymasz!

Rozpoznawcza geografia (z)dzierżawcza. 

Aaale co dalej? Gdzie śmielej? Siódma góra, ósma rzeka, co dalej, dalej na nas czeka. Zatem nie wzlekaj… Dalej jest równie ciekawie… Uciekaj, uciekaj piosence i na jawie, zostawmy zatem rymy częstochowskie i idźmy za nutą, muzyką,tekstem, piosenką, tak szybko, tak lekko, tak prędko…

Prezydent Wrocławia, zażyczył i zamówił sobie u Lecha Janerki pieśń nową o i tak oto  Nadzieja o Wrocławiu, rozlega się bezproblemowo już nie tylko niebieskie tramwaje po ulicach tego miasta m[o]kną…  Wrocławskie piosenki. Chadzają  temi ulicami niczym chudzi kosmici z miasta wodorostów,ktozy porywają ludzi z miasta stu mostów. Choć Podwodny Wroclove to miasto miłości szepcze się o tym, że jest ona  czasem złudna, nazbyt trudna,  marudna i nie pozbawiona ości, chociaż miejsca okiełznane, oswojone.często chwile są spędzane pod włos, by nie rzec—kradzione. Nie jeden szepnie, iż lepiej się  ma poznańskim rynku,a potem pójdzie i kurz z siebie strzepnie.  To pewnie przywilej gdy są obrośnięci zarostem, ideami i  tacy młodzi. To minie, nie szkodzi. I oni będą się guzdrać niczym Muchy,które, tu i ówdzie, na ganku, na rynku, za murem, wsłuchają się w rytm miasta. Co bije, co tętni, narasta. Poznają  się nań to wszak Ezoteryczny Poznań. Nic nie jest takie, jakim się wydaje. Piąta strona miasta. Średniego miasta… Gdzie żaden dom nad inne nie wyrasta*... Wita i żegna i trwa w bezruchu. Nie dzieje się nic i nic nie szkodzi, miasto oddycha, miasto smrodzi…

Yellow Submarine to pewnie nie jest piosenka o tej Łodzi,  O.S.T.Rzą się słowa, i rodzą melodie Czyli co? Nie taka Ziemia obiecana jak ją Wajda odmalował? Przedstawił, że skłamał? E, tam, nie szkodzi!  Walden z Pągowskim zanuciliby tylko Walczyk o Łodzi. A u  przeciwniczki, tfu,au! U prząśniczki jak dawniej siedzą jak anioł dzieweczki i… Niewzruszone tylko przędą i plączą niteczki…Ale przecież nie dziwota, skoro to jest hejnał tegoż miasta! Tu żadna ścieżka zapomnieniem nie zarasta. I wzbiera do życia ochota.

Po nitce do kłębka, do takiego wniosku musiał już dojść drzewiej Tezeusz, zwłaszcza, że doszedł jak wielu — do celu. Nie wiadomo, czy był w Tomaszowie, albo w Pile, albo w Spale, albo czy był w Polsce, nie mówiono o tem wcale…

Pstryk i buch! Toż to nie wieść ze sztambucha. Cóż mówi się na mieście, o czym wieś z zapartym tchem słucha?Ale cóż to w wiadomościach podano jedno Wyżów tonie.To nie  wiadomo, czy tak się Często_ chowa, czy mieszkańcy spoglądają w Zak[ł]op[ot]ane  trzy, a może cztery dni, a wszystko było tak jak gdyby… Liczyć na to, że się rozjaśni?Wszystkie drogi prowadziły właśnie hen,hen  tam względnie do Milówki. Gdzie się wraca, gdzie się ckni znajduje i gubi. Pakuje w kieszenie kilogramy wypoczynku i ciszy…

Idzie na pola, idzie na bory, na miesiąc i na sady, na siwe wody… i gdzieżby nie wędrował gdzieżby nie spozierał, zelówek nie zdzieał…  Mieczysław Karłowicz, też je umiłował. Góry. Muzyka mojej duszy…  Niezwykłe miejsca, czy do wspomnianego już Zakopanego, czy wraz z Leszkiem Długoszem do  Kazimierza nad Wisłą Dolnego w jakieś kawiarence, albo lepiej, w kawalerce.  (za)Siadać niczym panowie dwaj. A może by tak miły udać się do Lanckorony? Albo spłoszyć augustowskie noce… Po co? I dlaczego? Pytania daremne, a odpowiedzi więcej niż niezmiernie senne. Czy nie wystarczy  usiąść na rynku, tak po prostu. Tak zwyczajnie ucieszyć, nasycić swe zmysły nienagannie? Jedno jest pewne, nie,nie w Kielc_ach!. Witkac_y wiedział o czem pisał? O Kurrrr… O to może pogodzi tę rozterkę okrutną Grudziądz, Toruń, albo Kuuutno?Bo czyż w Kutnie musi być wiecznie wietrznie i smutnie okrutnie? A Kra, kra, kra ków ów cóż zmierzamy i po temu, pomału, po wielkiemu mału permanentnie i programowo deszczowo do celu. List_opadowo i ciemniej i smutniej. Takie to Siedem Widoków w Drodze do Krakowa, z małym postojem w Inowrocławiu? Cóż za absurd, cóż za pomysł! Niedorzeczny, niepraktyczny, nużący, niebezpieczny! In Novo Wladislaw miasto piękniste nie tylko dla Dziewic z Kruszwicy, alboż tych panien pakoskich, wyraziste, ale dziś je widzę wąskie, chmurne  i ogromnie mgliste… Żegnaj Stacyjko Zdój,żegnaj Zielona Bydgoszczy, Krynico zdrój żegnaj moją tęsknotę za spacerami znaj, przywołaj lekko i miękko nie jedną melodią, nie jedną piosenką. Także może tak na bieszczadzki szlak? Albo by na moment uciszyć dylematy, lamenty i krzyki obrać cel, powiedzmy…  Ustrzyki? Nie ominą mnie także trudy i znoje wiecznie zielone Wzgórza nad Soliną, będzie żal opuszczać je z nietęgą miną. Ciepłe, jasne, bezpieczne.Przyjdzie wytchnienia myślą szukać gdy dni i noce przeminą… A dalej widzisz już horyzont do nas z odległych wraca stron…To ten, to ten Krakowski Spleen, i choć nie chciałam wyszło tak, czy na bok czy na wznak, Olsztyn kocham, i rozumiem… Dróg co plączą się, się plączą, pojąć nie chcę czy umiem…? Dlaczego i po co przenosicie mnie chłopaki do Krakowa, od nowa?Odnowa! I choć Stare mury są gościnne wszak wszystkie ścieżynki prowadzą na królewskiego grodu szlak Kraków gdzieżby tak…Jeszcze nigdy tak jak dziś nie miał w sobie takiej siły i może to ten deszcz, może przez tą mgłę, ale w każdej twarzy widzę Cię… Nie, to nie Wola, Grochów  Och!ota, ani Żoliborz, ani inny Nie_men, o_men, każda osoba ma swój sen…Może różni nas tylko kolejność scen?

Czyżby o Warszawie? Kto wie, kto wie..  David Bowie. Bo_wie. A może tak naprawdę jesteśmy z jednego miasta? Chwytaj w żagle wiatr i pędź o pędź o krok, poprzez krawędź,w mrok…Milczysz czyż, Szczecin,lub Gdańsk? A może jednak Kalisz….Na Bliny w  Lublinie? Tracę kontenans mam mizerną minę—… Lub nie?, Opole... O ja p… O pole! Że Łomża i  Mława też śliska sprawa? I nic, żaden płyn, żadna strawa, nie da  ukojenia kofeina słodka kawa, lub dwie, a może by tak jednak na kawę? W Warszawie? A może taki cichutki Walc winobranowy?Wiem, wiem, mam pomysł, wymuskany, świeży, genialny, nowy!
Zamknę się w domu na spusty cztery, po co mi głębokość wejrzeń? Po co na brzegu mapy spacery… ? Zalec w fotelu, powlec się kurzem i udawać zakalec…  Kiedyś jak już się skruszę i skurczę zmiecie mnie jakiś nie Boży palec…


* Tytuł postu to nawiązanie do tematu piosenki Czesława Niemena Sen o Warszawie, autor słów Marek Gaszyński,[1996].

*Średnie Miasta, Starsi Panowie Dwaj.

***

O samej stolicy naszego (nie)pięknego kraju powstało 3500 piosenek… Także…

Zmroź na chwilę jeszcze uszy…

opis za youtube:

[„Nowa Warszawa” to przeplatany wspomnieniami Stanisławy Celińskiej oraz oryginalnymi materiałami filmowymi koncert znakomitej aktorki i Royal String Quartet w reżyserii Bartka Konopki, reżysera głośnego „Królika po berlińsku”. Film został zrealizowany przy udziale Programu 2 TVP. Premiera telewizyjna 2 czerwca w dwójce].

[15+1]. Kołysanka, czyli Miłość.

noc tężeje wzmaga się ciemność jak werniks zapada nad miastem zamyka go bez planu pozory robią to co potrafią najlepiej mylą tyle się wydarza w ciszy nie sposób zamknąć w gest otworzyć w czynie słowa są bezradnie piękne tylko forma tylko smukłość gramatycznie niepoprawna szelest wymyka się  znaczenie i smak wchodzę do wody zanurzam się delikatnie czuję jej gorycz i siłę tkwiącą w niestałości chłód i moją gęsią skórę płynę

pamiętam rocznice nieokrągłe twarze  gesty wzdłużające się cienie za ciasne buty myśli za wąskie horyzonty sprzeczności fantasmagorie zdziwienie piękna i moc zachwytu niosą mnie rady dawane nie w porę skradzione chwile zdarzenia zdań i równoważniki prognoz, rytm kroków rozmów i dat   płynę

kalejdoskop tęsknota otwiera przeszłość pragnienie przyszłość jestem każdym ruchem i zastygłą myślą płynę

wiatr kładzie się na mojej twarzy usta pierzchną oddycham miarowo płynę

***

***

Aga Zaryan nagrała album dla Muzeum Powstania Warszawskiego [2007] Jednak dla mnie materiał który wykracza Poza  wszelkie rocznice. I taki był zamysł autorski. By pokazać wszystkie odcienie codzienności. Oczywiście znajdziemy tutaj, tak w warstwie  stricte tekstowej, tak doboru postaci, jak i aranżacyjnej Ślady. Ślady. Ślady…

Krystyna Krachelska— Od miasta wolała otwarte przestrzenie, wieś, pola, chmury, i niebieskie niebo. Posiadała fenomenalny słuch, śpiewała tak publicznie, jak prywatnie. Użyczyła twarzy warszawskiej Syrence, o czym nie wiedzieli jej Rodzice, czy Bliscy, z którymi podówczas mieszkała (w warszawskiej komunie przy ul. Fałata). Tym trudniej było ukryć ten fakt, iż owo pozowanie trwało rok.  Syrena miała być szklana, umieszczona na postumencie niejako wyłaniającą się z Wisły. Ostatecznie nie zrealizowano tej wizji gdyż pochłonęła by za dużo środków finansowych. Krystyna Krachelska zginęła pierwszego dnia, w pierwszej godzinie Powstania Warszawskiego na Polach Mokotowskich. Została postrzelona przez niemieckiego snajpera. Ratowała rannego kolegę.

Ostatni wiersz napisała dwa miesiące przed  śmiercią.

  • AGA ZARYAN  UMIERA PIĘKNO
  • 1.Kalinowym mostem chodziłam – sł. Krystyna Krahelska
    2.Warszawa widziana po raz trzeci – sł. Elżbieta Szemplińska
    3.Wiersz o nas i chłopcach – sł. Krystyna Krahelska
    4.Miłość– sł. Krystyna Krahelska
    5.Żoliborz – sł. Mira Grelichowska
    6.Umiera piękno – sł. Anna Świrszczyńska
    7.Kolęda warszawska – sł. Józef Żywina
    8.Piosenka o Powstaniu – sł . Jan Twardowski
    9.Miłość (repryza) – sł. Krystyna Krahelska
  • Michał Tokaj muzyka i aranżacja wszystkich utworów, fortepian
  • Michał Barański — kontrabas,
  • Łukasz Żyta —perkusja
  • ponadto: harfy, obój i sekcja smyków.

14. Ale kwiatki!

Czaro Jeśli zapytam Cię gdzie najrzęsiściej,najbardziej literacko, najbardziej konsekwentnie pada  to pewnie będziesz wiedziała. Dlatego nie zapytam.:D  (nie)Spokojnie.Was też nie zapytam, bo także grzeszycie wiedzą. To widać z kroju czcionki! (wy)Czytać można jak z nut.  Zostawmy przepowiednie meteorologiczne… Na moment.

Przejdźmy do przepowiedni meldunkowych. Spacerkiem po jednym z największych w Europie malowniczych Rynków ku zachwycającej krzywiźnie ulicy Brackiej  Napiszmy to całkiem po cichu, po wielkiemu cichu, że jej nazwa  to nie nawiązanie do upodobań florystycznych. Uwaga, w innym mieście na KA, też jest Bracka ulica. Tak więc jak to jest?

Jak jest każdy (każda) widzi. Nie Bratek, ale Brat. Czyli wszystko zostaje w rodzinie. (Mówią, że z nią najlepiej na zdjęciu się wychodzi. I to jeszcze stanąć z boku, byle by się  mogło, oczywiście p r z y p a d k i e m odciąć.  O wychodzeniu, wchodzeniu i turystyce pieszej jeszcze będzie). Gwoli ścisłości najsampierw był bratski z czasem ts przeszło w c zadomowione w polszczyźnie. Gdyby teraz nazwano tę ulicę pewnie była by Braterską, albo Bratnią. Tak krakowska jak i warszawska ulica odnosi się  więc do Braci. I to nie studenckiej, ale kto był(a) w grodzie Kraka ten (ta) wie, że nie opodal znajduje się Kościół Franciszkanów, czyli Braci Mniejszych. Dobrze, tutaj sprawa jest jasna, prosta (jeśli pominąć charakterystyczne ze względu na  konieczności urbanistyczne, chodniki),ale Warszawa? Otóż, warszawska ulica przechodziła przez grunty, które należały podówczas do zakonów,zborów i bractw. Tak przy jednym jak i drugim trakcie znajduje się wiele ważnych budynków. Świadków Historii i histerii.

Stolica. Obecna:

To nie tylko ważny trakt Historii mordów Niemieckich. Tak przyzwyczailiśmy się, że miasto to dręczone było i jest przez Kalipso.

  • Polska Agencja Prasowa (nr 6/8)
  • Skwer Wolnego Słowa i pomnik Memoriał Wolnego Słowa,
  • Wolf Bracka – dom handlowy, w którym mieści się salon mody. Jeśli szukacie butiku Gucciego to tam właśnie. A i nie ma to nic wspólnego z Pszczołą Mają(nr 9).
  • Kamienica Zofii Kiersnowskiej (nr 18) –  dawniej mieściło się tam Gimnazjum Ludwika Lorentza.
  • Pałac Brzozowskich (nr 20) tak, tak to pierwowzór pałacu księżnej Bilińskiej Jarosława Iwaszkiewicza. Tutaj także mieszka bohaterka  Balzakianów Jacka Dehnela.
  • Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy (nr 25) zaczął funkcjonować już w 1914 roku. Niedawno wydana książeczka Cezarego Łazarewicza pt: Sześć pięter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich.( Kraków: Znak, 2013), ale to nie jedyna publikacja poświęcona temu przybytkowi. Niedawno, bo w 2011 roku Bracia Jabłonowscy wrócili na Bracką.

Stolica. Przeszła:

  • Kamienica Hetmańska
  • Nie istniejąca już winiarnia Bodega;
  • Dom Władysława Orkana;
  • Pamiątkowy portal po kamienicy kupieckiej Pod Białą Głową;
  • Dom nr 7 związany z postacią Adama Mickiewicza;
  • Kamienica nr 9 gdzie mieszkał jeden z architektów Plant;
  • sąsiadował z nią budynek, w którym mieszkał Ludwik Michałowski;
  • Kamienica nr 12 chyba bardziej znana jako tzw Pałac Larischa
  • nie wspominając już o Ligenzach i Jordanch. (Trzy numery dalej).
  • …i kawiarniach, kawiarenkach i innych przybytkach rozpusty.

Apele o nieprzenoszeniu tego tam i z powrotem, nie skutkują. Dwa w jednym:

Oczywiście ulicę rozsławili  panowie dwaj  (jeszcze) nie starsi. Jeden z Warszawy, który napisał był słowa (uczynił to gdy przebywał chorując u drugiego Pana, oczywiście Krakusa). Ów Krakus zaniemógł nieco później gdy skończono kręcić teledysk. Oczywiście przetrwał,wyzdrowiał był, czego nie można napisać o fortepianie. W piosence leje permanentnie:

Grzegorz Turnau– muzyka, Michał Zabłocki– słowa, Wyd. Pomaton EMI 1995, album To tu, to tam.

Stop, stop, stop. Strop. To nie koniec.  To ściana. Deszczu. Ale tak poważnie to jest jeszcze Nad Scriptum (bo od tego powinnam była zacząć), czy Wiecie, kto przed wojną mieszkał w Warszawie przy ulicy Brackiej?  Czekam na odpowiedzi. Próżno jej szukać po wikipediach, czy kopalińskich.