Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

(61+1). Z przymrożeniem… Z przymrużeniem…

Zmarszczka to nie jest ślad grawitacji złudzeń i pobudzeń pobrudzeń, to tatuaż zmiany, która czasami jest pożądana, a czasami się tuła pukając to tu, to tam, wciskając w szczeliny. O etymologii Dnia Kobiet wspominałam już drzewiej. Nie chodzi o to, by nie obchodzić, albo czynić to szerokim łukiem, chociaż… Ruch to zdrowie, warto jednak zrobić sobie prze rwę, nie mydlić z rwą kulszową, albo rwaniem sztangi, pooddychać głęboko przeponą. I zadać pytanie skąd?

Czytaj Dalej „(61+1). Z przymrożeniem… Z przymrużeniem…”

(532). Szcze(lina) ledwie (albo dwie).

Szczelina. Nitka. Obręb, Obiecana, nie do końca obmacana Ziemia Niczyja. Mapa drgań, ruchu, czyli życia.

Nierówność, dziurka od filiżanki i ucho od klucza. Albo na od_wrót— przez którą zerkamy na świat i na świt. (O tym, dlaczego rozcięcie papierem boli. Już wspominałam, i nie będę się tarzać, a tym bardziej -czkawka- wspomnienie po rybich przodkach i przodkiniach i pozdrowienia Praprababci Ewolucji, po powtarzać nie ma co się, macać), chociaż drażnienie to także ruch. I konsekwencja.


Konik morski, czyż nie ładny? [Schemat przedstawiający lokalizację hipokampu w ludzkim mózgu- źródło fotografii].

***

Czytaj Dalej „(532). Szcze(lina) ledwie (albo dwie).”

(531). W drodze (na jarmark?).


Pocą się palce. Żołądek na wzór pestki, abo garści rodzynek, pęcherz przypomina o swoim istnieniu. Noce natarczywością napominają się bezkresem. Skraplają się godziny głodem.

A może zupełnie swobodnie przetaczasz na drugi bok swoje myśli i cudze cytaty obmacane językiem pamięci?Głaszczesz znane głoski dzisiaj zapomnianego zapamiętaniem dnia. Nie ma reguł, albo raczej- są, ale drzemią niespiesznie. Nabierając sił na (z)jawę. Ostrzy się cień zmarszczki czerstwym czekaniem…

Czytaj Dalej „(531). W drodze (na jarmark?).”

(530). Ludolfina się wygina całkami.Nie było rosołq? [Absu[ra]da(va)lium (#4)].

Na świeżo wykrochmalonej pościeli,Na płachtach białych czystością polegiwały placki ciasta równo rozwałkowanego, przybielonego mąką.

Na kluski do niedzielnego rosołu. Odpoczywają.

Już tylko wspomnieniem.

Dzieciństwa.

***
Pomiędzy nutami szemrze cy tu cy tam cytat. W swym dialekcie i obiecywań znacznych zapomnianych (nie)odkryciem znaczeń okrytym już wtem tylko akcentem zakrętu tu gdzieś w gęstwinach granic objazdu błędu myśli i kroków. Galopiadą wśród spacerologii burz. Na poczet jutrzejszych kałuż i knowań gubień i wędrowań. Zmoknięta postać do każdej atramentowej kropki. Z dziurawych kieszeniach i pełnymi absurdu łowić można światło van Gogha, a może Fragonarda? I równań krajobrazów na skraj dróg bocznych. Może nie format Fermata. Raczej Fibonacci kształty i drogi znaci. A mnożę nie? Tylko mgła.

Czytaj Dalej „(530). Ludolfina się wygina całkami.Nie było rosołq? [Absu[ra]da(va)lium (#4)].”

[529]. …

Senność wymieciona przez słońce i pewność niespiesznych kroków. Siódma rano. Przed poranną kawą unieważnioną przez ból. Jestem ciałem, które odczuwa pulsowanie tętniących natarczywości skraplających się cierpieniem. Startych stale zmierzających ku mnie starości. Tyle słońca w czułym całym mieście, wiosna przebija się przez luty.

Czytaj Dalej „[529]. …”

[528]. Ni w pięć.(#myśli luzem).

Zawsze zostawiam sobie trochę powietrza. Miejsca. Nie przelewa mi się. I nie kapie na głowę póki co. Ostatnio Ktosia zadała mi pytanie, co bele trele co zamierzasz prze czytać, czy tu, czy tam. Stycznie. Stycznie, chociaż jeden styczeń minął.

Czytaj Dalej „[528]. Ni w pięć.(#myśli luzem).”

(519+2). Leniwa niedziela (#myśli luzem).

Lubię powracać do lektur. Może nie jest to najbardziej ekonomiczne (przynajmniej czasowo)— wród wrzask Q uff mody na starcie starystyk, gdzie i którędy styka, cóż… Ale tych z lat dawnych, albo i bardzo dawnych. Czasami, niegramatycznymi, nawet o gram. O centy(czy raczej) metr. Gram sobie między wers(j)ami. Tymi zapamiętanymi i zapisanymi. Może to spacerologia zapomnienia. I przypinania przypomnienia co się mieni zapachami i wspomnieniami, nadziejami nadziewanymi czasem czasem, który się chowa po kieszeniach skrapla w parkowych kałużach.

Analogowy list i koperta.
Ludzie listy piszą… Źródło.

Czytaj Dalej „(519+2). Leniwa niedziela (#myśli luzem).”

[526]. Przed czy po? (Jeszcze raz: o kawie).

Nie pijam herbaty. Herbata zamula. Co więcej, herbata była jedną z głównych przyczyn upadku Imperium Brytyjskiego. Bądź tak dobra i zrób mi kawę.

Goldfinger,I. Fleming, 

Arabica zawiera mniej kofeiny, ale jeśli chodzi o walory smakowe, sensorykę, czy głębię, czyli wszystko za co kawę cenimy to właśnie w arabice odnajdziemy, to wszystko, o czym wspomniałam, chociaż jako roślina pod względem uprawy jest bardziej wymagająca, chociażby dlatego, że jest mniej odporna na zmiany pogody, czy działalność szkodników. To nie jest też tak, że drugi pod względem liczebności gatunek kawy – =znany rozbójnik, no dobrze rozbójnik nie rozbójnik… Bardziej spójnik, czyli nazywając rzecz po imieniu robusta. Rozbójnik, chociaż często w obiegowej opinii uważana jest za tę gorszą odmianę, nie tędy droga. Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Oczywiście gdybyś się teraz napił/a takiej czystej stuprocentowej robusty, to istnieje duża szansa, że do picia kawy byś nie wrócił/a.

Czytaj Dalej „[526]. Przed czy po? (Jeszcze raz: o kawie).”

(272+6)+1. Suple(ment). Portret z oddali, szkicowany w drodze.

W ramach odpoczynku, powróciłam do lektury książki, o której już wspominałam. Uważam, że warto czytać ją niespiesznie. Zresztą, ten rok jest inny, ze względu właśnie na przystanki, czytanie niespieszne, które sobie obrałam za cel i metę. Pisałam już, że zamierzam przeczytać mniej. Miej mniej, miej więcej. Powracanie lub zaznaczanie nowych, niezauważonych cytatów, refleksje, albo po prostu- bez zobowiązań, bez przyczyny branie słów na język.

Czytaj Dalej „(272+6)+1. Suple(ment). Portret z oddali, szkicowany w drodze.”

[524]. Again and again. No pain, no gain’?

A niech będzie napiszę coś, ze wszech miar niepopularnego. Rozwój osobisty, którego dewizą jest mogę osiągnąć wszystko jeśli tylko wystarczająco się postaram, jest mechanizmem, na którym zarabia się biliardy, powoduje wzbudzanie winy. Nie, nie będziesz kimkolwiek chcesz, jeśli tylko w y s t a r c z a j ą c o — a nawet, t r o c h ę więcej się postaram. Tak, to cóż, wysysa się z nas złotówka po złotówce. Piękniście nie?

Zanim przejdziemy do lektury: polecę Ci kilka tekstów, do których możesz zajrzeć, jeśli oczywiście chcesz:

Wola

Czytaj Dalej „[524]. Again and again. No pain, no gain’?”
Obszar gwiazdotwórczy LH 95 w Wielkim Obłoku Magellana.

[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…

No, nie da się ukryć, choć niektórzy/ niektóre próbują! Tego, o czym dzisiaj, nie można dotknąć, ba nie można nawet zobaczyć. A jednak pełni bardzo ważną rolę w naszym życiu. Tak Twoim też. Zapraszam do lektury, sprawa (nie) prusta, nie Prousta, usta usta? – nie,nie Prusa, przynajmniej, najmniej, tu i teraz, ale ciekawa, w artykule nie tylko o efekcie Prousta.

Na początek: Garść liczb.

Zacznijmy jednak od pytania: czy dziesięć tysięcy to dużo? Czy mało? Możesz powiedzieć, zależy czego, na jak długo i na jaki procent… No właśnie. 🙂 Receptory wewnątrz nosa pozwalają rozpoznać nie dziesięć tysięcy nut zapach(tych -i)owych,- jak do nie tak dawna sądzono, ale i z zapamiętaniem powtarzano, teraz wiemy, że ta liczba jest większa, znacznie: ba! Bilion! Mała różnica, prawda? Zanim zaczniemy się ekscytować liczbami, które-jednak, tak, są ważne, nadmienię, że trwa dyskusja o jej liczbie w odniesieniu do zapachów, jednak przeważają zwolenniczki/zwolennicy hipotezy, że tak naprawdę można wyróżnić ich aż siedem podstawowych zapachów: miętowy,kwiatowy, stęchły,ostry,ale też zgniły, kamforowy (np. zapach przeciw molom) i eteryczny. Wszystkie pozostałe które możemy wywąchać to miały być- wedle tej hipotezy, odmianą wyliczonych powyżej, to tak jak teoria barw podstawowych. Są trzy podstawowe- resztę można uzyskać mieszając pigmenty: czerwony, niebieski i żółty. Tyle podstaw.

Aby mieć przykrości za sobą, jak najprędzej, ekspresowo nadmienię, że te z nut, które są nieprzyjemne dla ludzkiego nosa mają swoją nazwę, tak lubujemy się w ich nadawaniu! To dlaczegóż nie z tej okazji? Wydzielanie potu o uporczywej woni: określamy jako bromhydrozę, albo po polsku,  nie z udając Greka/ Greczynki określenie jest mniej poetyckie i znaczy ni mniej, ni więcej tylko, tak zgadłyście, zgadliście: cuchnący pot. I tak zaczynamy z klucza znanego. Jednak, czy wiesz jak pachnie obrzydzenie, albo strach? No właśnie, to, że poszczególne części ciała człowieka mają swój indywidualny zapach, nie, nie, tylko włosy, dłonie, stopy, czy genitalia, ale także twarze- że każda z nich pachnie nie tylko z różną intensywnością, to wiemy, ale z fakt, że człowiek podświadomie może rozpoznać, czy jego towarzysz/ka czegoś się boi, albo czy jest (nie)szczęśliwy tylko po zapachu, to już może być novum. Zwłaszcza jeśli ktoś/ia jest osobą , z którą jesteśmy w bliskiej relacji. Nie powinno to dziwić, mimo wytężonych zabiegów kosmetycznych, to właśnie zapach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Nie, nie zawsze śmierdzi. (O zgrozo! O lotosie, O Losie!). Chociaż korzystając z komunikacji miejskiej w lecie, można sądzić inaczej. I tu nie trzeba zabliźniania się, niekoniecznie, z bliźnimi… Tu wim, to wiem, i Tuwim o tym też wiedział. Przekład? Przykład proszę Cię bardzo: interluda

[Śmierdziel, Tuwim, wykonanie Turnau,źródło].

Nawiążę jeszcze raz do liczb: w identyfikację zapachów zaangażowane jest do sześciu milionów receptorów węchowych. Czy to dużo? Odpowiedź może Cię nie usatysfakcjonować: To zależy- do czego tę liczbę porównamy, to na przykład: czterdzieści cztery razy mniej niż ma to miejsce u psów. Zresztą nie są one wyjątkiem. Obecnie mamy zimę, która jak co roku zaskoczy drogowców/drogowczynie, ale za kilka miesięcy staniemy się mobilnym posiłkiem dla komarzyc. Czy to się Tobie podoba, czy raczej wręcz przeciw-nie. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego niektórzy/ niektóre z nas są częściej kąsane/ kąsani od innych? Komarzyce należą do tych owadów, które mają węch i nie zawahają się go użyć są… Tak, na przykład dlatego, że potrafią one wyczuć zapach posiłku z bagatela odległości trzydziestu metrów. Mało? Proszę, próbuj odczytać tekst, pisany standardową czcionką, albo ręcznym pismem, z tej odległości. Zwłaszcza, jeśli masz wiele bodźców, np w bibliotece-chociaż to nie przebodźcowane miejsca, raczej ciche, no dobrze to spróbuj wyczuć swojego przyjaciela/ przyjaciółkę z tej właśnie odległości… A powinno to być, chociaż w teorii- jak przeczytamy później- łatwiejsze, bo Każdy/ Każda z nas ma swój naturalny (powtórzę to jeszcze nie raz) zapach, dlatego też samice komarów potrafią sobie wybrać z menu, i dlatego też ci/te z nas,którzy są częściej posiłkiem, dla tychże owadów, cóż, mogą powiedzieć, jestem bardziej atrakcyjny/atrakcyjna. A przynajmniej: Mój zapach jest bardziej słodki. Jednakże nie tylko chodzi o liczbę receptorów, to nie, nie, zapachy mamy w nosie, ale one tworzą się zupełnie gdzieś indziej— tak, właśnie tam: w mózgu. Nie tylko zresztą o receptory ich ilość biega: Człowiek posiada około czterystu czynnych genów, których zadaniem jest kodowanie receptorów węchowych. Dużo? Tak? Myszy w standardowym wyposażeniu mają ich około tysiąca trzystu, tak tu.

Dlaczego zmysł powonienia jest dla nas tak ważny (o czym możemy się dowiedzieć z artykułu) a jednocześnie tak niedoceniany? Tak, dziś (także) o tym. Zapraszam nie tylko do lektury, ale również, a może przede wszystkim? – do zastanowienia.

Czytaj Dalej „[523]. Och, ach! Co za pech? Nie,nie tylko zza pach…”

[521]. Suplement.

I co? I to mnie dzisiaj zatrzymało. Dlatego zostawiam tutaj bym mogła sobie do tego sięgnąć. Chociaż nie wiem nic o snach ważek, ciem i motyli.Myślę, że warto przypomnieć, odświeżyć. Do czego i Ciebie, Droga Czytelniczko/ Czytelniku zapraszam, #bypamiętać, a jeśli jednak chcesz sięgnąć do innych artykułów o oddechu,właśnie, no cóż, nie mogę Ci tego zabronić. Przytaczam, tylko niektóre.

Pozdrawiam,niech Ci czcionka nie lepką, lekką będzie, do jutra. A hooj.

O tym, co mam na myśli.

Nie tylko o katariadach. A no właśnie o tym.

Słowo o przeponie. Czy sięgniesz po nie?

Możesz też wstać. I stać. Czy Cię na to stać?