[459]. Sekretne życie drzew. Co czują drzewa.Jak komunikują się ze sobą…

 

Pocenie się drzew możecie zresztą pośrednio zaobserwować – i to przy domach.
Rosną tam często dawne żywe choinki, których nikt nie chciał wyrzucić, więc je posadzono i cieszą się jak najlepszym zdrowiem.
Rosną i rosną, a w którymś momencie stają się o wiele wyższe, niż oczekiwali właściciele. Przede wszystkim jednak w większości wypadków stoją one za blisko ścian budynków, częściowo sięgają nawet konarami ponad dach. I tam pojawiają się swego rodzaju plamy potu. To, co dla nas, ludzi, jest już wystarczająco nieprzyjemne pod pachami, ma dla domów nie tylko wizualne skutki. Wskutek pocenia się drzew robi się tak wilgotno, że na fasadach i dachówkach osiedlają się glony i mchy. Deszcz gorzej spływa, hamowany przez roślinną okrywę, a obluzowane poduchy mchu zatykają rynnę. W miarę upływu lat tynk się kruszy wskutek wilgoci i trzeba przeprowadzać przedwczesny remont. Właściciele samochodów parkowanych pod drzewami odnoszą natomiast korzyści z tego działania kompensacyjnego. Przy temperaturach zbliżonych do zera ci, którzy parkują swe auta pod gołym niebem, muszą zeskrobywać lód z ich szyb, podczas gdy pojazdy zaparkowane pod koronami drzew często w ogóle nie są oblodzone. Abstrahując od tego, że drzewa mogą mieć negatywny wpływ na elewację budowli, fascynuje mnie, w jakim stopniu świerki i inne gatunki potrafią regulować mikroklimat otoczenia. O ileż większa musi być zatem siła oddziaływania dziewiczego lasu!

 

Co to jest las cmentarny?Czy rzeczywiście istnieje Wood World Web?

Czytaj Dalej „[459]. Sekretne życie drzew. Co czują drzewa.Jak komunikują się ze sobą…”

[452]. Stań. [W]stań posłuchaj jak Tomasz Stańko gra(ł). Przystań. Zmruż uszy. O przyStańkach.(O)Stańce, czyli to co zostało…

każdy moment wyboru jest momentem odwagi. Po takich momentach pojawia się we mnie głębokie zadowolenie.

W końcu wszytko powstało z wielkiego wybuchu. I to jest właśnie rzeczywistość. Od katastrofy do katastrofy. Najważniejsze to nie ulec lękowi i dokonywać wyborów.

[ Koniec rozterek,[w:] „Zwierciadło”,  2008, 8/1942, s. 14].

(O)Stańce, czyli to co zostało…

Właściwie następny artykuł jest zaplanowany na czwartek i tak miało zostać. Tylko, że właśnie teraz, przed chwilą odpaliłam sieć, i nie chodzi mi o powieź, ale o wiecie… I przeczytałam, że Tomasz Stańko nie żyje, pierwsza myśl, jak to to już? Wiem, nosił wiek pogodnie z wyprostowanymi barkami. Ale jak to, już? Jak ktosia polecała mi jeden z Jego albumów, kiedy to zaczynałam słuchać gatunków na dż. Powiedziała z niezbitym przekonaniem, że to muzyka trudna, wymagająca… Wydaje mi się wraz z tym jak wrastam w wiek, że to jedno z ulubionych i hołubionych przekonań przez osoby, które słuchają jazzu (ale niekoniecznie się nim zajmują). Stań. Przystań. Potrzyj uszy i posłuchaj tego co zostawił co stworzył Tomasz Stańko. I jakich wyborów (poza i muzycznych) dokonał. Rysa, czy katastrofa, o której wspomina  a może i blizny, ale i radość życia,radocha refleksja  były dla niego ważne, czyli całość, różne smaki, faktury, kolory! Posłuchać treści opowieści bez słów. Przystańki przy Stańce. Przystań. Przestań narzekać przystań przy Stańce, przy stańce zrób, pozę przyjmij przeżuj prozę proszę. I słuchaj. Przy Stańce przez tańce rytmu i rytmu przejdź mokrą stopą. Dumaj baw się. Próbuj.Płyń.

Czytaj Dalej „[452]. Stań. [W]stań posłuchaj jak Tomasz Stańko gra(ł). Przystań. Zmruż uszy. O przyStańkach.(O)Stańce, czyli to co zostało…”

[434]. Oj.

[ Niełatwy dzień.No Easy Day, Kevin Maurer, Mark Owen, Matt Bissonnette Kraków, 2013, Wydawnictwo Literackie, Wydanie: I,tłumaczenie: Łukasz Małecki
 Lektor: Przemysław Bluszcz, źródło fotografii].
„Jedyny łatwy dzień był wczoraj”.

„Wiedziałem, że spokój i czysty umysł to podstawa przy podejmowaniu decyzji”.

„Byle do śniadania, pomyślałem.
Jakbym znowu trafił do Green Teamu. Wiedziałem, że gdy człowiek za bardzo skupia się na zadaniu, zaczyna pękać. Jedyny sposób przetrwania polegał na myśleniu o najbliższym posiłku, więc kilka godzin przed najważniejszą misją w karierze obchodziło mnie tylko śniadanie.

[Niełatwy dzień, Mark Owen, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013].

 

 

Nie lubię takich książek, a  w zasadzie, i  w kwasie, nie czuję chemii do tematów przewodnich takich jak na załączonym obrazku obraz ku źrenicy oka, oka cyklonu, w którym rozgorzała już dawno walka. Walka na śmierć i życie. Dlaczego o niej piszę?

Czytaj Dalej „[434]. Oj.”

[429]. (Wy)łuskane.

(…) pomyślałam wtedy, że w Robercie kryje się jeszcze cały świat,

który muszę poznać.

 

***

Nic nie jest skończone dopóki Ty tego nie zobaczysz— mówił.

***

(…) w tym małym wycinku czasoprzestrzeni porzuciliśmy naszą samotność i razem zastąpiliśmy ją ufnością.

***

(…) —-Szukasz drogi na skróty— powiedziałam.

      —- A dlaczego miałbym wybrać najdłuższą? —odparł.

***

Czy napiszesz naszą historię?” „A chcesz?” „Musisz — odpowiedział. — Nikt inny nie będzie umiał tego zrobić”. „Napiszę”, przyrzekłam, choć wiedziałam, że trudno mi będzie dotrzymać tej obietnicy.

***

Musiałam się poważnie zastanowić nad tym, w jakim kierunku powinnam podążać. Czy robię to, co należy? A może to tylko zwykłe pobłażanie sobie?

***

— Co się z nami stanie? — spytałam.

— Zawsze będziemy — odpowiedział.

***

Każdy kto tu zawija jest kimś, nawet jeśli dla świata jest nikim.

***

Mogliśmy obdarowywać tylko wtedy,

gdy patrzyliśmy z perspektywy tego, kim naprawdę jesteśmy i co mamy.

 

 

 

[Poniedziałkowe dzieci, Just Kinds,
Patti Smith, Czarne, Wolowiec 2012. Wersję audio czyta Danuta Stenka, źródło okładki].
Nie lubię pisać o książkach.

Czytaj Dalej „[429]. (Wy)łuskane.”

[426]. Dotykanie świata.

[Siddhartha Hermann Hesse tł.: Małgorzata Łukasiewicz,Wyd.: Media Rodzina, źródło zdjęcia].

Można przekazywać wiedzę, ale nie mądrość. Mądrość można znaleźć, można nią żyć, można się na niej wspierać, można dzięki niej czynić cuda, ale wypowiedzieć jej i nauczać nie sposób.

[Siddhartha Hermann Hesse tł.: Małgorzata Łukasiewicz,Wyd.: Media Rodzina].

Czy tu, czy ta tam…

Czytaj Dalej „[426]. Dotykanie świata.”

[425]. Po prostu bez porostu. I tu. I tam. O czytaniu bez filozofii.

Ruda Wstążko, zachęciłaś mnie do tego,żeby zmienić kurs, i napisać zdań kilka na temat czasu spędzanego nad różnego rodzaju krojami czcionki. Sprawa — gdy ją rozciągnąć na materiał blogowy to raczej nie błoga,  a wydaje się prosta. Gdyby ją jednakże przetransportować do praktyki, to taktyki już nie są takie jak się wydaje. Albo właśnie, są, bo się wydają, czyli pozory robią to co potrafią najbardziej najlepiej, mydlą i mylą, albo mydlą bo mylą albo odwrotnie. A kij w___albo lepiej nie, bo będą jeszcze potrzebne.

Dyskusja zaczęła się pod [tym]artykułem.  I pomyślałam, ot, czasami nie gram grramatycznymi mi się zderza, przeskok na neronaliach i pssstryk i o!powiem,a raczej o!napiszę o doświadczeniach.

Czytaj Dalej „[425]. Po prostu bez porostu. I tu. I tam. O czytaniu bez filozofii.”

[422]. Namacalność i praktyczność.

Które z miast i państw nakreślonych na mapie, wiszącej w tle jeszcze istnieje? I w jaki sposób nakreśla swoje granice istnieniem i działaniem? Pęcznieje się, trzęsie, a może trwa? (W zapomnieniu, w zapamiętaniu, w dążeniu, w drążeniu, w czekaniu*- niepotrzebne kreślić]. Wiadomo.Oczywiście, że wiadomo. Mapę wykonał w 1620 roku Balthasar Florisz van Berckenrode.Co przedstawia, a co przestawia? Holandię i Fryzję Zachodnią,  inaczej,(niż  dziś) wzdłuż osi wschód zachód (a nie jako to drzewiej bywało:północ-południe). Cóż więcej wiadomo? Kobieta przywdziana była w vertugalles albo to ciąży stan przemienny po raz ósmy, czy jedenasty? Żona, czy/albo/i kochanka? (Przy)łapana na wrzącym uczynku, niecnym,rozgrzewającym myśli. Kto jest nieobecnym? wiadomo jedno, odzienie wierzchnie pierwotnie miało kolor zielony. Proces utleniania rzeźbi star(t)y obraz, już krawędzie granic jakby za mgłą (pamięci).

Czytaj Dalej „[422]. Namacalność i praktyczność.”

[(417+1)+1]. Zamiary.

Lubię kawę, dobre ziarno, ciepło kubka, smak na języku. Ciężkość płynu i jego strukturę.U-lotność. Lubię jazz i muzykę, która towarzyszy w życiu- obrasta nim i z niego wypływa. Tyciu i dbaniu o tycie (i nie co większe) linię, nie tylko o pięciolinie, melizmaty i inne (nie tylko) muzyczne te(-)maty. Dzisiaj nie będzie gimnastyki dźwięków. Uff. Oddech. Głęboki. Przeponowy. Oczywiście. Wiście oczy, albo połóżcie (wy)godnie wzrok na czcionce. Dziś nie o tym, lecz zagłębiam się w to, po co (jeszcze) chciałabym sięgnąć czytelniczo w tym roku, chociaż nie wiem, czy to dobre, czy (nie) strawne. Może ktoś/ia odmiennie smakował/a, i (nie) poleca: a jeśli tak, to dlaczego?

Czytaj Dalej „[(417+1)+1]. Zamiary.”

[417]. Wprowadź tytuł, czyli poleć książkę.

Już w powietrzu oddech lekki lata,no dobrze, może nie fruwa, ale ledwie pełznie, nie? Jeszcze nie Chałupy welcome to, ale już we dwóch, lub dwoje zanucić można byle rymem i rytmem  nie zanudzić. Już nie, nie Cichosza, chociaż sza lub szuru(m)-burum i nie tylko w kominie nas minie, warto warstwy ubrań zrzucać,rzucać, i kilogramy zmarszczek pieścić doświadczenie swe pokazać światu i świat tu. Rozprostować myśli. W słońcu. Może jakąś czcionką ciekawą, ciekłą, wściekłą? Angażującą znaczy. Skóra cierpnie, a może jednak nie? Wygrzewa swe centymetry w kwietniowym już słońcu. Słowem, i (przy)długim wstępem pytam: Co czytasz?Co chcesz, i możesz polecić? W jednym (przynajmniej) zdaniu dlaczego warto przeczytać? Albo/i jeśli to była pozycja, dzięki której coś w swoim życiu zmieniłaś, zmieniłeś napisz co i dlaczego. Dobrze tak podyskutować sobie o książkach.

Dzisiaj pytanie do Ciebie :-). Zastanawiałam się, czy nie wrzucić tutaj książek, które z jakiegoś powodu chciałabym tu umieścić, ale jednak pomyślałam, że będzie to w jednym z kolejnych artykułów. W nawiązaniu do tego oczywiście. :-). Zapraszam do dyskusji. 🙂

 

 

[400]. To co pomiędzy (uszami). Uwaga, nie chodzi o… Nos! :)

[Jak umysł rośnie w siłę, gdy mózg się starzeje,
Elkhonon Goldberg, Wydawnictwo Naukowe PWN,Warszawa, 2014, źródło grafiki].

Książkę nie czyni to, co prze(d)stawione jest na jej okładce, przynajmniej, nie powinno, sowa (chociażby tu przedstawiona) była utożsamiana przez człowieka jako (nie tylko) ptasia personifikacja mądrości wśród przedstawicieli/ lek skrzydlatego świata. Do czasu gdy się zorientowano, że nie potrafi ona nawet kontrolować własnej toalety, ale, że jej fizjonomia jest jaka jest, duże oczy, pozorujące tzw. mądre spojrzenie, cóż zrobić. Przesądzone. Sowa mądra głowa. A ppsik! A,a , aaa Propos głowy. A raczej tego, co mieści się między uszami (u homo sapiens). W nauce, tak samo jak i  w innych dziedzinach życia nastają mody. Najnowszym (i najdonioślejszym) jej wrzaskiem jest zainteresowanie umysłem. Mózgiem. Tak, tak zdaje się, że  już prawie wszyscy trąbią w jednej orkiestrze, że nie jest tak, że wykorzystujemy zaledwie dziesięć procent jego możliwości, co było by (nader łatwym, pociągającym -może) wytłumaczeniem postępowania tych, czy owych…To już wiemy.  Ad rem! Zwiększone zainteresowanie pociąga za sobą publikowanie nie tylko rzetelnie napisanych książek z danego tematu, i ja mimo tego, że uważam, przy jakiej lekturze przyjdzie mi poświęcić czas, to wpadam jak neuron w kompot, ot już w tym roku dałam się w takowe lekcje pływania…

Tytuł jak i autorkę, jak i wydawnictwo pominę milczeniem (wspomnę tylko, że jest to nowość, raczej nowa ość w szkielecie literatury popularnonaukowej) . I Ty, Droga Czytelniczko i Czytelniku równie drogi, możesz, jeśli oczywiście chcesz, uczynić pauzę teraz. Nie?  Piszę o tym dlatego, żeby nie dać się zwieść, uwieść. Raz na wozie, raz… Gimnastyka nie umyka. Na szczęście to co piszę powyżej nie dotyczy pozycji Jak umysł rośnie w siłę gdy mózg się starzeje.

 

Dlaczego mamy dwie, a nie jedną półkule? Co łączy talent i geniusz? Mózg i język, źródło (niepo)rozumienia? Errare humanum est? Te i inne pytania zadaje autor, i próbuje na nie udzielić odpowiedzi, przytaczając (czasami) jak zmieniały się teorie i hipotezy dotyczące przekonań na temat funkcjonowania mózgu. Obalając mity na jego temat [przynajmniej niektóre] np ten o przekonaniu, że lewa półkula -jeśli już przy niej jesteśmy- odpowiada za procesy językowe, a prawa: wzrokowo- przestrzenną. Nie jest też tak, że u osób praworęcznych dominuje lewa półkula, i odwrotnie. Nie ma też lustrzanego odbicia tychże. Chociaż ten akurat aspekt nie jest zbyt rozwinięty (a może to apetyt?).

 

Pozycja jest modelowym przykładem tego w jaki sposób można z powodzeniem napisać dobrą książkę popularnonaukową. Dobrą, czyli jaką? Mogłabyś, lub Mógłbyś spytać, bo przecież w określeniu „dobra”, ukryta jest ocena, pozytywna, ale nadal ocena. Nie o nią mi jednak chodzi, lecz o to, że przy takiej lekturze się nie nudzę, nie jest ona (zbytnio) uproszczona, więc autor/ka nie ubliża niczyjej inteligencji (a niestety, coraz to częściej spotykam na swojej drodze takowe książki popularnonaukowe) ani zbyt skomplikowana, chociaż na tyle wyważona, żeby z jednej strony podsumować to, co już wiemy na dany temat, z drugiej- dowiedzieć się czegoś nowego.

 

Jeszcze jeden aspekt wymaga podkreślenia Elkhonon Goldberg przykłada wagę by język, którym się posługuje był transparentny, to jest  ważne.  Jeśli miałabyś, miałbyś ochotę na chwilę relaksu z dobrą lekturą, również w postaci książki czytanej, to Jak umysł rośnie w siłę, gdy mózg się starzeje jest trafnym i trafionym wyborem. Również dlatego, że pozwala na zastanowienie się co dzieje się z narzędziem, którym dysponujemy (między uszami) gdy zarówno my, jak i on się starzeje. To, że ów proces ma nader złą prasę w naszej kulturze, to jasne, i zakrawa raczej na banał, niż na mądrość, życiową, ale co jeśli starość jest też wynalazkiem ewolucji, a nie drogą w jedną stronę, nieuchronnym podążaniem ku śmierci? I to, jak postuluje autor książki, nie takim złym, jak zwykło się sądzić?

To co czyni lekturę przyjemnym to ciekawostki ze świata kultury, sztuki, czasami polityki jednakże wszystkie one nie są dygresjami a wprowadzają w dane zagadnienie.Zastosowana struktura (treści) od ogółu, do szczegółu, także ułatwiała zrozumienie. Oczywiście, trzeba mieć w pamięci, że jest to książka o charakterze bardziej popularno-  niż -naukowym, stąd pewne uproszczenia, o czym także wspomina autor. Jednakże jeśli szukasz przystępnego wprowadzenia w świat mózgu, a jeszcze bardziej jego starzenia (a to temat raczej rzadziej poruszany) to weź dłoń, albo (nomen omen) na uszy tą lekturę.

 

I jeszcze jedno, uczeń Aleksandra Łurji, emigrant, łączy kulturowe doświadczenia wschodu z zachodem, co dzisiaj jest także rzadziej spotykane. Autor udowadnia, że literatura popularna także może być rzetelnie poprowadzoną opowieścią, choć z racji gatunku zrozumiałą, i prostym językiem opowiedzianą, to nie prostacką bez zbędnych uproszczeń.

To co utrudniało skupienie się, to monotonny (dla mnie) zbyt monotonny głos lektora, i przykrótkie pauzy przez niego czynione,  bo książka, wydana jest także w postaci książki mówionej (jak to się drzewiej określało audiobooka). Także wydaje mi się, że basy są podbite za bardzo (ja miałam wyłączone) a mimo to nader słyszalne.

Reasumując, zapraszam do lektury. Na pewno przyjrzę (albo: przysłucham)  się jeszcze (innym) książkom autora, jeśli takowe będą. Ta na pewno może być dobrym wstępem do obsługi tego, co mamy pomiędzy uszami. Elkhonon z jednej strony patrzy na półtora  pofałdowanej materii z lotu ptaka, a z drugiej zadaje trafne pytania, niby mgnienie, które mogą być zaczątkiem całkiem nowej przygody… A może ktoś/ia czytał/a i chce się podzielić refleksami? Zapraszam :).

Jestem ciekawa jeszcze jednej rzeczy, jaka część wiedzy przedstawionej w  tej książce będzie aktualna za dekadę, albo dwie? Jak sądzisz? A Twoja ulubiona książka popularnonaukowa? [Po]dzielisz się tytułem? Przyjemności (płynącej z) czytania.

[363]. Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej …”[Czyli tam, gdzie kończą się legendy].

Zabierałam się za ten artykuł jak za jeżozwierza, ten, tego ten z opowiadania jednego, bądź innego stwora potwora (bo nie ma sensu, przecież wszystkie osoby to czytały, zwłaszcza, że serialofilm, zwłaszcza, że gra)… Jest taka grupa tematów, które pojawiły się jako jedne z pierwszych, ale jeszcze nadal są nie napisane, odkładanie, odwlekane oblekane w kurz. No cóż.. Jeśli zatrzymamy się przy dzisiaj opublikowanym, to jest to bez wątpienia (a co tam, i z powątpiewaniem może być) motyw, z którego poruszeniem się nosiłam, ale nosiło mnie też w inne świat(ł)a strony, ale nie idźmy tym tropem. Blask w tunelu może… No właśnie, psyt iskierka zgasła. Ad rem! I nie chodzi o fazy, a przynajmniej fazy snu… A może właśnie to nie jest (z)jawa? Mara, a może strzyże uchem strzyga? Idźmy głębiej, ciemniej, mroczniej, w las, a może właśnie do grodu? [a może og_grodu Bosch się kłania].

Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej (…) Nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. [Opowiadania Wieðźmińskie, Andrzej Sapkowski, Ostatnie życzenie, Audioteka].

Kto/sia nie słyszała o Białym Wilku? Geraltcie z Rivii. Renegacie, człowieku- mutancie wagabundzie, o tym,   Któremu Przepowiedziano/? Nie jest ważne tak naprawdę, czy zaczęłaś, zacząłeś już zacieśniać więzy z sagą autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, czy przeczytałaś/eś opowiadania, czy ta przygoda jeszcze przed Tobą. Zasiądź wygodnie w fotelu z ulubionym (bezalkoholowym) płynem w szklanicy i… Czytaj. Zmroź, zmóż, zmruż uszy! Słuchaj.

 

[Materiały prasowe, nagrywanie książek audio na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego, Krew Elfów źródło].

[Krew Elfów, Saga o Wiedźminie tom III, Andrzej Sapkowski, Fonopolis, 2014r, źródło grafiki].
Na początku była wieść, jedna, druga, trzecia, i kolejna, już bez liczebnika przypisanego doń. Potem saga, właściwa. Pięcioksiąg. Opowiadaniami zajmiemy się przy innej okazji. Właściwy pięcioksiąg otwiera Krew Elfów. Nie będę streszczała historii, po pierwsze: dlatego, że nie lubię takowych „recenzji” tak jak tłumaczenie treści piosenki, a o dziwo jest to praktyka coraz częstsza. Po wtóre: o książkach tych napisano już tyle… A będzie jeszcze więcej, gdy serial wejdzie na ekrany.

Rozważania o toż i samości. I tego co wieczne, przewala się przez przestrzeń i czas, chociaż nadgryzione przez niejeden ząb ludzkie namiętności. A pozory robią to, co mają wpisane w geny, i czynią to najlepiej. Mylą twory i potwory są tam, gdzie się ich nie spodziewasz. Najemny zabójca potworów, ratuje świat, choć tego nie chce, zmacawszy, zmazawszy się z własnym przeznaczeniem, odkrywa ludzką twarz i to jest jeden z filarów pięcioksięgu. Galeria postaci jest pełnokrwista, wielowymiarowa, zanurzona w słowiańskiej mitologii. Dorzuciwszy do tego adaptowanie łacińskich powiedzeń. I stylizowany na dawny, język, który posiada fakturę i smak. Nie zawsze jest pyszny, ale zawsze właściwy. Do tego Autor bawi się wadami, doprawiając humorem i spojrzeniem z dysonansu. Mieszając wszystko w najmniej spodziewanych proporcjach. Można bawić się w odzyskiwanie historii. Czarownica to ta, która wie. W odróżnieniu do niewiasty, która nie wie nic. I do tego jest obca (w domu męża). Stare kobiety, często wygnane były do sieni, gdzie panowało zimno, dlatego od takiego losu broniły się i uciekały do lasu, w którym musiały przeżyć, znały się na ziołach, i ekosystemie, którego były, od tej pory, częścią. Dlatego też stanowiły konkurencję dla ludności miejskiej. Mamy społeczeństwo kastowe, które walczy o wpływy. Dobra, te najbardziej doczesne. Historia ma tu swój dalszy, nie matematyczny ciąg. Chociaż samego Wilka jest tutaj mało, to rozłożenie akcentów na wątek Ciri ma swoje uzasadnienie, chociażby takie, by wprowadzić nowych czytelników i czytelniczki, te, osoby, które nigdy nie zaznajomili się z uniwersum stworzonego Sapkowskiego. I chociaż znajdziemy tu znajome motywy, Dziecko Sierotę, (Dziecko Przeznaczenia), wieszczenie w okresie dorastania, motyw snu, niczym wyjęte z romantyzmu. I takie to łuskanie znaczeń ma do zaoferowania rzeczona proza.

Jeszcze chwila, chociaż Wiedźmińska opowieść ładnie wygląda na półce. Warto zapoznać się z adaptacją dźwiękową. Szczególnie zimą, albo jesienią. Dwanaście godzin uczty, gry aktorskiej, i efektów nie tylko dźwiękowych.

A to dwa cytaty na koniec, a może na początek (przygody) z Ciri i resztą ferajny?

 

  • Tam gdzie dziś piętrzą się góry, będą kiedyś morza tam gdzie dziś zwełnią się morza, będą kiedyś pustynie. A głupota pozostanie głupotą.
  • Błędy też się dla mnie liczą. Nie wykreślam ich ani z życia, ani z pamięci. I nigdy nie winię za nie innych.
  • Z tą wodą to głupota (…) Mycie może choremu tylko zaszkodzić. Zdrowemu zresztą też. Pamiętacie starego Schradera? Żona mu się raz kazała umyć i Schraderowi zmarło się wkrótce po tym.
    —Bo go wściekły piec pokąsał.
    — Jakby się nie umył, toby go pies nie pokąsał.

A jakie są Twoje wrażenia, po lekturze? Co zachęciło Cię do słuchania/ czytania? Jak wspominasz lekturę? Jakie widzisz jej atuty?

 

 

 

[343]. Droga Matka.


[Droga 66, Dorota Warakomska, 20212, Biblioteka Akustyczna, źródło zdjęcia].
Droga 66 jest okazją do spotkania z ludźmi i historią, tak tą ukrytą w rodzinnych opowieściach, czy szeptach liści i kraj_obrazów, niesionych przez wiatr, tak i tej społecznej napęczniałych od dat, ukrytych w datach, wydarzeniach… Akcja toczy się swoim rytmem, odnieść można wrażenie, że jedzie się drogą, choć jednocześnie niespiesznie, tak, w sam raz, by móc wysłuchać opowieści napotykanych ludzi. Przyznam, że mam problem z tą pozycją, z dwóch powodów. Pierwszy to używanie słowa: Murzyn (o tych kwestiach już pisałam) a druga to kwestia koncepcji.

Książka którą można spokojnie wziąć ją do pociągu (niekoniecznie byle jakiego), tramwaju, czy czytać rozdział po rozdziale w drodze z/do pracy w całkowicie innych okolicznościach przyrody czyta się szybko. To, że lektorką jest Autorka, jest bardzo dużym plusem. Jednak mam wrażenie, że to co dostaje nie jest opowieścią pogłębioną, to tak jak robienie zdjęć polaroidem. Czy jest to wadą? Może być (zwłaszcza gdy nie jest to pierwsza lektura o historii Stanów Zjednoczonych Ameryki). Przecież może być to przyczynek do sięgnięcia po inną książkę, nie tylko podróżniczą. Zastanawiam się, czy nie jest to lektura, która potwierdza nasze wyobrażenia? Portret z lotu ptaka?

Jeśli chcesz sięgnąć po lektury na lato to możesz przeczytać na przykład te. A T y, co aktualnie czytasz/ polecasz?