[166+5]. … Pięć

Jedziemy z tym kokosem. Odpowiadając na ostatnią to (r) turę pytań. Tym razem  Ruda Wstążko od Ciebie.

  1. Co najchętniej robisz w deszczowe, niekoniecznie jesienne, wieczory?

To co w nie deszczowe. Jeśli muszę się opatulić, to zmieniam rodzaj wierzchniego przyodziewku, w myśl powiedzenia, które nie są – co prawda- mądrością narodów, ale czasami warto zapamiętać: nie ma złej pogody* tylko są ludzie źle ubrani.Na cebulkę drodzy Państwo, na cebulkę.

2. Wolisz kawę czy herbatę? Jaką?

Kawę nawet na jej temat popełniłam artykuł [tutaj], ale z nie pogardzę też liściastą dobrą herbatą na przykład białą.

3.Oglądasz/czytasz daną pozycję tylko raz czy wracasz po kilka razy do filmów/książek?

Wracam, wraaacam, ale teraz coraz to rzadziej, ale zdarza się, że wracam, wybiórczo, nie do wszystkich, ale jednak.

4. Jakiej super mocy zdecydowanie nie chciałabyś mieć? Dlaczego?

A jakie mam do wyboru?

5. Jaki jest twój ulubiony film, bajka czy książka z dzieciństwa?

Hmm. Ulubiona nie wiem, czy ulubiona, nie wiem czy z dzieciństwa. Oczarowała mnie Astrid i jej Dzieci z Bullerbyn,  Tomek w krainie kangurów. Z czerwoną, twardą okładką. I jego spacer po Ogrodzie Saskim. (Dzisiaj byłabym krytyczna do tych pozycji), Szatan (z siódmej klasy) długo pozostał moją ulubioną lekturą z czasów wczesnoszkolnych. Może nie ulubiona bajka, ale lubiłam Gumisie i Smerfy. I baśnie. Baśnie zdecydowanie, zwłaszcza z innych kultur (i ta fascynacja mi pozostała). Był taki cykl książeczek „Poczytaj mi Mamo”. Wakacje Mikołajka (którymi się zaczytywałam), no i Nowy Ślad Czarnych Stóp, to było dla mnie odkrycie. Po latach dowiedziałam się, że Autorka doświadczyła pobytu w niemieckim obozie.

6 i 7). Czego słuchasz, gdy jesteś w złym nastroju? Jakiej muzyki słuchasz, mając świetny nastrój?

Coraz częściej słucham ciszy. Odpowiem tak, słucham jazzu i muzyki klasycznej (tego chyba najczęściej). Są to nurty tak pojemne i tak dynamiczne, że można słuchać mając dobry i niekoniecznie nastrój.

8.Wolisz słońce czy deszcz? Dlaczego?

Słońce. Lepiej mi służy. Ale lubię też zapach po deszczu. Jeśli szcz to tylko w wierszu, albo piosence.

9.Masz ulubiony serial? Jaki?

Nie masz. Kiedyś Chirurdzy, byli wyjątkiem. Szkoda mi czasu na oglądanie seriali. Być może niesłusznie.

10.Co robisz, mając do dyspozycji wolny poranek?

Ćwiczę, czytam. Piję kawę. Wychodzę na spacer.

11. Co obiecujesz sobie, że kiedyś zrobisz, a czego jeszcze nie zrobiłaś?

Uczę się nie obiecywania sobie i nie odkładania na kiedyś tam.

Nie będę wyznaczać nikogo do odpowiedzi, ale jeśli chcesz odpowiedzieć tu (w komentarzu) , albo na blogu (u siebie) odpowiedzieć, to zapraszam:

11

[166+4]… Cztery.

W gruncie rzeczy, czyli w rzeczy sednie i ich obrocie, lubię dostawać nominację do Liebsner Award, dlatego, że to oznacza, okazję do lepszego poznania się. Ale o tym już pisałam.

Tym razem dziękuję za wyróżnienie Agnieszko, Tobie. [:-)

 

1. Otworzyle(a)s rano oczy: jaka byla Twoja pierwsza mysl ?

Zaspana. 😀

2. Co znalazlabym dzisiaj na talerzu wpraszajac sie do Ciebie na sniadanie?

Od razu wpraszać…Ależ.  Jeśli dzisiaj, to trafiłabyś na dobry dzień i kolorowe kanapki (no oprócz tego pewnie jakieś światło i lód w lodówce by się znalazł :/). I możliwość zagotowania kawy w kawiarce.

3.  Jaka byla pierwsza czynnosc, ktora zrobile(a)s, kiedy wyszedles/wyszlas dzisiaj z domu ?

Dzisiaj mam stricte domowy dzień,stacjonarny… Z tego powodu nie jest aktualne to pytanie, to i następne.

4. Kim byla pierwsza osoba, do ktorej sie dzisiaj odezwale(a)s/ (poza domem)

ale mogę się [u]śmiechnąć do osoby, która to czyta, a co tam:).

5. Kogo dzis pierwszego obdarzyle(a)s usmiechem?

Czym? 🙂

6. Zagral(a)bys ze mna w gre „Simon says” ? (ale to ja jestem Szymonem)

Pierwsza myśl, która mi się pojawia to…Rozumiem, że to jest rodzaj sportu ekstremalnego (?), [naprawdę nie wiem co ta za gra] A [druga] A co tam…

7. Co dobrego zrobiles dzisiaj dla siebie ?

Nic. Albo przynajmniej nie pamiętam…

8. A dla bliskiej osoby?

Kawę i kolację.

9. A dla obcego?

a). Rozmawiałam.

b) Doradziłam w wyborze książek.

10.Zdradź mój sposób na opanowanie gniewu.

Najdłużej się zastanawiałam nad tym pytaniem. I to naprawdę była dla mnie zagwozdka. Naprawdę się zastanawiałam. I doszłam do wniosków następujących, że to zależy od tego jakiego rodzaju to jest gniew. Czego dotyczy.  I to było moje odkrycie, jest wiele gniewów, nie ma jednego. Dlatego nie ma (według mnie) jednej uniwersalnej recepty. Bo czyż przyrównywać  na przykład gniew wypływający z nierówności społecznych (walka o zniesienie niewolnictwa) a nasze codzienne złości. Nie odważyłabym się by powtórzyć za Arystotelesem (chociaż w pierwszym odruchu gdy przeczytałam tę myśl to przemówiła do mnie. Dziś okazuje się, że w nieco obcym języku), że:

arysto2Dzisiaj myślę sobie, że są momenty gdy ta myśl bywa trafna. A mój sposób na opanowanie gniewu? Czego się nauczyłam i na co zwróciłam uwagę dzięki Twojemu pytaniu. To to, żeby pobyć,ale tak naprawdę pobyć ze sobą w momencie gniewu. Zadać sobie pytanie: co mnie denerwuje w tej sytuacji? Dlaczego właśnie tak reaguje? I nie zadowalać się pierwszą odpowiedzią. Jest to doskonała okazja by dowiedzieć się czegoś o sobie. A następnie, co mogę zrobić  z tą sytuacją? Jakie działania podjąć (teraz- i w dłużej perspektywie). Także nauczyłam się, że moje ciało reaguje na gniew. I nie są to pożądane, wnoszące. Zadaję sobie więc pytanie, czy odczuwanie gniewu, jest tego warte? Tego się uczę. I przyjęcie takich perspektyw mnie osobiście pomaga. I zauważyłam, że w dłuższej perspektywie czasowej działa. Czasami warto pobiegać. Zawsze głośno powiedzieć, napisać co mnie złości. Mieć łączność ze sobą w przeżywaniu tej emocji.

Gdy jest to tak zwany mniejsza, ale dokuczliwa złość. Dobrym przykładem ilustrującym jest to, gdy złościmy się na zachowanie kogoś nam obcego. Czy ja będę pamiętała o tej sytuacji za rok, dwa pięć? I dlaczego ktoś ma decydować o moim samopoczuciu i rodzaju działania? W sytuacji gdy go nie znam, i być może- nigdy nie poznam? Ale też uważam, że określenie tej emocji jako gniew jest za mocne, i nadużywane.

11. . Co najbardziej cenisz w sobie ?

Jeszcze nie znam odpowiedzi na to pytanie.  :).

Za wszystkie za  pytania, cierpliwość i pamięć. Myślę, też, że niektóre z nich [5,7.9]są warte tego by zadawać sobie je każdego dnia. Nie będę wyznaczać nikogo do odpowiedzi, ale jeśli chcesz odpowiedzieć tu (w komentarzu) , albo na blogu (u siebie) odpowiedzieć, to zapraszam:

11

 

[284]. Rocznica.

Tak wiem, wiem, czcionka na tym blogu zarasta kurzem, ale dzięki temu, że tu jesteś nadal łypie zachęcająco czernią. Niemniej jednak jestem, bywam, piszę i przemysliwam. I się przeziębiam tak jak teraz, albo przedtem, wtem. Obiecuję, że nadgonię nieobecności i zaległości.

Dzisiaj czwarty października, a to ni mniej, ni więcej oznacza, rocznicę blogowania. Wpisem zainaugurowałam budowanie tego miejsca. Dziękuję za Twoją Obecność, komentowanie, czytanie, branie udział w dyskusjach. Najpierw chcę rozstać się z grypą i poukładać się z tym, albo owym, co odłożyłam na dowolnie nie wybrany bo(o)k. Ponieważ ponadprogramowe wpisy mi się już opublikowały wysmażenie nówki sztuki, trochę potrwa. Ale mniemy nadzieję, że nie długo, nie krótko, lecz w sam raz, czyli: oczkowanie na wesołą nutę. Dość sumitowania się. Zawsze można zajść do Arichi zażyć valium, czyli nakarmić się znaczeniem czcionki co kwitnie na blogostanie, i tak zostanie, czyli po prostu, albo po krzywu przeczytać o tym, co było.

Zostawiam cytat z  filmu:

[Czas do Alicji]

Moja Droga, przeszłości nie da się zmienić, ale jeśli chcesz, to możesz z niej się dużo nauczyć.

[Alicja po drugiej stronie lustra, reż. James Bobin, scenariusz: Linda Woolverton, 2016].

Spyta ktos/ia być może dlaczego taki? A może wcale nie…

[Pianoorchestra, Francois -Xavier Poizart, Ars Produktion 2013, źródło nagrania].

[240 +1]. Wogle mi się nie podob[n]a.

Prometeusz śmieje się cicho. Jest to teraz jego jedyny sposób wyrażania niezgody na świat.

[Stary Prometeusz, [w:] Król mrówek, Zbigniew Herbert, Kraków, a5, s. 88].

Robię wielbłądy, wiele wielbłądów, uff, (jak gorrrąco) karawanę swoją widzę  monotonną, tfu, ogromną (i nie wskutek wad w(_)zroku). Całą karawan[n]ę, w dodatku, ona jedzie dalej. A im dalej w las (chociaż to ogary weń poszły, sa sa) w tym więcej drzew,ech. Jak to mówią, a nawet piszczą, piszą, znaczy się: niech drzewa na nasze trumny rosną jak najdłużej. A co tam! Już widzę swoje, sekwoje! O yeee. Ech, ech. Z drugiej, i kolejnych stron, nie mogę się pogodzić z niechlujstwem język [tym i] owym. Gdy słyszę wogle, albo… Inne kwiatki, to przekręcają mi się okulary na drugą stronę, i nie piszę tu tylko o soczewicy, to znaczy o innych ogniskowych i takich tam kap kap kap kapelusikach, to znaczy cylindrach… Kap, kap płyną łzy. Zgryzoty, tak, że można się odwodnić. Nić naprawdę nić nie pomoże, przyszyj to sam/a! Chociaż nie zamierzam tego udowodnić. Odwodnić. Wracając do tematu. Prometeusz już się nie śmieje. Nie wspomnę o (jego) żołądku.  Co prawda, dał ludziom Ogień, niósł sagan [o]świty, o zez ty, pewnie jemu też sposób prezentowania treści nie tylko leży na /w [w ą] t[o] r o b i e, ale w głowie się nie mieści.

Sadzenie wielbłądów, przyzwolenie na niechlujstwo, nieprzygotowanie, Albo o in tej gęncji. I rozum. I żołądek. Chociaż przez ten [d]ostatni do serca, to znaczy, że jednak kardio- mniej-ar  rytm[e]icznie, Anemicznie? Logicznie? Czy jakoś [w] takt:

[Bezbłędny, z albumu: Dorota Miśkiewicz. The best of, Dorota Miśkiewicz, o której już wspominałam przy różnych okazjach, źródło nagrania].

 Logicznie? Ale z pewnością nie gramatycznie, ale dramatycznie, tak że zęby swędzą i myśli dostają drgawek, czkawek i ogólnie jest nieszczególnie. Szlag mnie trafia, nadal, gdy oglądam vlogi, słucham (pseudo)audycji niby „wyluzowanych”, albo i nawet, co najgorsze, nie,  i merytorycznie  tak naprawdę nie przygotowanych ludzi, którzy dbają o wygląd, o ułożenie rąk (to nie jest prawda, że wieżyczka z dłoni, dodaje nam kompetencji)  ale takie pobieżne wypowiadanie (nie czytał_am/em ale się wypowiem, albo przeczytał/em przeczytałam kilka faktów wrzucę na mój fantastyczny blogostan, vlogostan, zajmę się lifestylem). To papugowanie po tym co jest wrzaskiem mody na Zachodzie. Ja rozumiem, że vlogi na youtube są antytezą teletrelewizji, ale do jasnej, ciemnej, i tej w cętki, cholery, to nie chodzi o to by właśnie takie postępowanie było usprawiedliwieniem, i do tego czymś co należy pielęgnować.

Nie chce mi się o tym pisać,
Ale nie da się nie pisać,
Chociaż mi powinno zwisać
Tak, jak wszystkim wkoło zwisa;
Skoro jednak mi nie zwisa,
No to muszę o tym pisać, tak, czy siak.

[Przyśpiewka byle jaka o europejskości Polaka, Jacek Kaczmarski].

Można się nie zgadzać, można kontestować, można polemizować, ale kurcze dostaję kurczy, myśl mi się kurczy. Mnie się to, mnie się to. to nie podoba! I  ja się nie zgadz[g]am.  Gdyby to jeszcze było marginalne zjawisko. I za taką jakość dostaje się pieniądze. I takie zachowania, wogle się upowszechniają. Cóż. :(. Od Sasanki do polanki!

Prometeusz pewnie jeszcze nie smętny, ale już smutny. I śmiech zasechł mu w nadwyrężonym gardle,zdechł[o] ech[o],  ale by tak miernie nie zakończyć oto garść maści na zmarszczki:

OD SASA DO LASA mylnym jest sądzić, że powiedzenie to  pochodzi od Sasów, czy nazwiska Stanisława Leszczyńskiego, tak wiem, wiem, tak drzewiej uczono! Może od początku, rozróżniamy dwa podobne powiedzenia, obok, tegoż, od którego zaczęłam,istnieje: jeden do sasa, drugi do lasa. Wiem, wiem, historia August: to II to III i rzeczony Stanisław, ale co gdy się tymże nie zadowolimy? W Przypowieściach polskich, autorstwa Salomona Rysińskiego (książki wydanej w 1618r!)  możemy przeczytać: Jedno sa sa, drugie do lasa. Owo sa sa to nic innego jak sposób przywołania zwierząt gospodarskich (coś jak kici kici gdy wołamy przydomowego tygrysasa). Jeśli tak spojrzymy na to zdanie, to znaczenie diametralnie się zmienia. To nic innego jak stwierdzenie pewnego stanu rzeczy, a raczej posłuchu zwierząt, jedno grzecznie podąża za wydaną komendą, drugie hasa niezależnie i spieszy się niespiesznie… Tak  więc należało by rozróżnić sa sa, od sasa, i nie powtarzać błędnie, powołując się na etymologię, którą nie istniała. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że język jest tworem żywym, a raczej, żywym organizmem (co uparcie powtarzam) i w wyniku zaistniałych zmian, i kontekstu kulturowo, społeczno, politycznego sa sa uległo przeistoczeniu w Sasa, co nie zmienia faktu, że powoływanie się na konflikt polityczny jako powstanie wyżej wymienionego powiedzenia jest błędem.  Chociaż wielu uchodzi on płazem… A właśnie jeśli już przy żabach jesteśmy…

[fragment programu: 50 Kabaretu OT.TO, Kabaret OT.TO, źródło nagrania].

można komuś, coś płazem puścić, albo coś komuś płazem może ujść, o chodzeniu już było [z serii: w[y]pisy dla osób wytrwałych], ale nie o żaby, nawet duże, nawet wielkie, nawet ropuchy tu chłodzi. Wiesz, co autor/ka powiedzenia miał/a na myśli? A no właśnie nie zażyłość z przyrodą. I inną brodą, brodzenie też nie było domeną, bredzenie tyż. Skacze tu o powierzchnie, ale nie akwenu, tylko płaską powierzchnię broni. (W takiej o[d]słonie powiedzenie się broni] tak, chodzi tu o narzędzie, za pomocą którego staczano pojedynki, i w wyniku których nie jedna szyja rozstawała się z głową. Takie oto płazy spotykamy na kartach XIX wiecznych ksiąg. Z jednej strony (i nie mam tu na myśli stronicy) płaz lub/i płaza służyła do pasowania chłopców na rycerzy, a z drugiej: do wymierzania kar/y. I nie znaczy to, że takie odpłacenie się nie bolało, ano bolało. I to znacznie, ale lepiej zyskać trochę sińców, niż rozstać się z życiem… Własnym. Doczesnym. Ale własnym. Nie dziwi, w tych okolicznościach przyrody, że płaz ma konotację z wyrazem płaski. I nie jest to omyłka. Tak więc płazem, mogło znaczyć (i znaczyło) płasko. Stąd mamy powiedzenie słać się płazem. Co znaczy, płaszczyć się. No tak, to zachowanie u ludzi, a co z żabami, dużymi żabami i innymi płozami? A no może tym razem zameldujmy się, znaczy, zatrzymajmy, przy pozie. Znaczy płozie. Tej u sań… Tak to jedno, ale jeśli chodzi o żaby, to one, przynajmniej drzewiej tak bywało, płazały i płozały, pełzać dopiero zaczęły dosyć niedawno na przełomach   XIX  i XX wieku… Wystarczy uchylić wieko, wytężyć wzrok by dowiedzieć się… Ale o tym, także już było. O zjawisku przejmowania znaczeń, tak by dane zjawisko (i jego nazwę) zneutralizować, pisałam dawniej wspominając o języku.

A co Ciebie drażni w języku? Polskim. Naszym? Albo: Co było dla Ciebie okryciem, wróć, odkryciem?

PS I.Od tego powinnam była zacząć. Tak tak podczytuje, i czasami trafiam na rzetelnie prowadzone blogi,żeby nie było i tutaj składam wielkie chapeau bas! I doceniam. Dzielenie się doświadczeniem, wiedzą, spostrzegam staranność i poświęcenie czasu i chęć uczenia się.I Dziękuję.

PSII. Wpis ukazuje się gdy leżę w łóżku i uskuteczniam moją zażyłość z przeziębieniem, dlatego na komentarze odpowiem w późniejszym terminie. Gdy zakończę ów romans, dziękuję za wyrozumiałość.

[281]. :-).

[Game day. Jon Schmidt,Piano Guys,  źródło nagrania].

Siedzimy, a z nami świat. A przynajmniej jego część. Ta, którą można ogarnąć okiem, dotknąć ręką, pomacać stopą. To wlewa, to wylewa, ziewa, ktoś chodzi, ktoś chłodzi, krzyczy, milczy, rozlicza, wylicza, zapamiętuje by zapomnieć, albo odwrotnie. Siedzimy w cieple, wlewa się do uszu zamszowy szum. Jest ciężko, brzuchy narzarte zdaniami, przydawkami, podmiotami…

X: No i teraz trzeba wyjść, nikt nas nie teleportuje, co za nieszczęście…

Ja: No i teraz można wyjść, nikt nas nie teleportuje co za szczęście. Można, a to j e s t  s z c z ę ś c i e.

[Dla przypomnienia].

Tyle, krótkich niby wpisów, pora już powrócić do tradycji artykułów. Poczekaj, jeszcze chwilę… A co tam! Oto forpoczta:

 

[Piano Guys, źródło nagrania].

[280]. Bez tytułu, ale ze znaczeniem, bez zmęczenia. I smędzenia.

 

i tamte. I nie wszystkiek. Nie wszystek [w dur]unę***.

Się mi Skni ….

za gotycko[wo]gęstymi i tymi, i tymi i tamtymi przeszłymi, przyszłymi, a nadto teraźniejszymi piosenkami z papilarno(nie)linearnymi odciskami prapraprapra* i (choćby) preTekstu, który z każdą myślą będzie gęstniał zrozumieniem, zdziwieniem i nuceniem zapamiętaniem w zachwyceniu. Chwyceniu byle nie marketingowym, owym.  I [n]o!wym

I nie znużeniem, zanurzeniem w tandecie i innej tapecie wszak, niech to szlag![er] wiele z ówczesnych [pewn]ością zdjętych, ściętych i zziębniętych /albo na domiar ([dobr-/zł-/])** ego rozgorączkowanych/ jest tym,  że potrafi napisać tekst, a słowo:

a) staje się ciałem, (szkoda, że nie obcym w gardle osoby piszącej)

b) dostaje zMARszczek i palpi[a]t[r]a[k]cji znaczenia/ zniszczenia

a) słowo… Owo zanucić może zamienić się nie tylko w: „zanudzić”, ale i „nie pamiętać”, ale i [w] zapomnieć, [po]minąć, i … I związać się z praprapragnieniem odgrodzenia od hałasu i cha!_(l)osu  zapomnienia stosu.

I chociaż się zdziwić, zastanowić, zatrzymać ,trzymać za… Za zdanie, za czkawkę przydawki, za słowo, i to nie to, żeby to było o jedno za dużo. Niekoniecznie we wrzątku alfa bety cznym, czym (rym cym czy[n]{?}) można zgrzeszyć zawierzyć zdziwić się zachwyceniem, chwyceniem za najczulsze neurony zmysłów. Uff…

 

Na szczęście są wyjątki.

[Krajobraz z wilgą i ludzie, muz: Marek Grechuta,sł: Tadeusz Nowak  album: Droga za widnokres, źródło: nagrania].

 

*pratekst, czyli palimpsest. Jest, słowo takie jest.

*** można wybrać, z trzech dostępnych możliwości 🙂 a co tam

*** odwołanie do: nie wszystek umrę, ale można przeczytać przynajmniej na trzy sp/ osoby: nie wszystek w dur/ nie wszystek w urnę/ nie wszystek durne etc (ale przecież jeśli nie jest to pierwszy wpis, który czytasz na tym blogu, dobrze o tym nawyku wiesz…)

[279].[Przed][s]spokój?(1)

Zajrzyj w siebie! W Twoim wnętrzu jest źródło, które nigdy nie wyschnie, jeśli potrafisz je odszukać.

[Marek Aureliusz].

[Vilhelm Hammershøi- Die_vier Zimmer, 1914, źródło zdjęcia].
[Vilhelm Hammershøi- Die vier Zimmer, 1914, źródło zdjęcia].

♠♠ ♠ ♠♠ ♠ ♠♠

Przestrzenie [przy]wiedzenia, [przy]widzenia…

[Kt]O! [wy]szedł przez drzwi? M[n]oże po raz nie pie[rw]szy, a  [d]ostatni? [Al]bo odwro[!]tnie? [Kt]O! [od-od]mierz[wi]ał swój [dz]cień centymetrami na fra[s]mudze? Kto(_) dał prze[kr]oczyć próg nudzie? Kto nie [do]rósł do klamki, która już zapadła? Która z hi[s]teorii wkroczyła pew(ł)nym [kr]okiem… Mie[sza]njąc słowa, rozgawory, [po(d)kła]dając miny, rozpalając i rozpadając szelesty… Gęszcząc i gasząc gesty…

 

 

 

271.

Francuski himalaista i  alpinista Maurice Herzog, kiedy po raz pierwszy wchodził na Annapurnę,a zdobył ten  bardzo wymagający  ośmiotysięcznik (3 czerwca 1950 roku) miał powiedzieć:

Kiedy podejmujemy się najcięższych zadań, korzystamy ze wszystkich zasobów, jakie posiadamy, i dopiero wtedy widzimy potęgę i wspaniałość człowieka.

Gór się nie zdobywa. One po prostu są. To przy takich okazjach część siebie, i mamy okazję także przy zdobywaniu góry  z sobą now_ym/ą pobyć, trochę się poznać.

Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901
[Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901, źródło zdjęcia].

Lubię to. Ten obraz. Jak się zastanowić to r ó  w n i e ż dlatego, że najważniejsze dzieje się p o i za kadrem.

PS. I. Uskuteczniam oszczędne pisanie. Wpis pojawia się automatycznie.

PS II. Poza, dziwne słowo, Owe. Warstwowe wielo. P(r)o[i] za B(Ż)ycia. Pro chili . Za.

270. Jest taki czas.

Niedziela. Nie, po niedzieli, noc jednakowo czarnosierpniowa. Pewne jest jedno:Jest późno, jest później niż późno. Ale jest.Oczy kleją się do mózgu, jest takie miejsce w środku czaszki, pomiędzy oczami… Zostawiam ślad. Proszę o cierpliwość, aktualnie zjadam swoje myśli, gonię, porządkuję, zatrzymuję się. Próbuję poczochrać chaos. Chyba to było we wtorek ? We wtorek, albo w piątek, jest godzina grubo po dwudziestej drugiej, rozmawiam, moje ciało uświadomiło mi, że nie jadło kolacji. Zaraz, zaraz (i nie chodzi tu o bakterie, ani o inne wirusy) uświadamiam sobie, że mało, że kolacji nie (śniadania, obiady, kolacje: wypożyczalnia, to jeszcze obiadu też nie pochłonęłam… Oczywiście, że nie chodzi o to, by być osobą zajętą, ale tą, która efektywnie działa. Doprowadza swoje zamierzenia do końca. Krok za krokiem. Nie sztuka udawać, że jest się zabieganą. I „w niedoczasie” to taka poza, albo rzeczywiste nieumiejętne zorganizowanie się. Piszę to dlatego, żeby prosić Cię o cierpliwość. Nowe wpisy na pewno będą, coś się kroi, coś przycina, a coś przepoczwarza. To się zdarza. Nie będę sypać tuizmami, że nie chcę publikować czegoś żeby tylko było. Jest tyle słów i tyle stów, i tyle sów. I tyle i jeszcze więcej różnorodności się w świecie mości, że ja ze swoimi spojrzeniowejrzeniami i czochraniem słów i znaczeń, mogę poszczekać, poczekać znaczy.

Pisałam nie tak znowu dawno, że zaczęłam relaksomedytację (wiesz ile lat sobie to obiecywałam? No i dobrze, że nie wiesz. Zbędny to kawałek niewiedzy). Nie wiem, czy robię to w sposób prawidłowy. Nie będę pisała tu o efektach, ach, ach, wytrwałości, i tak dalej. Na pierwsze za wcześnie, a drugie, wiadome. Po cóż więc strzępić pixele? Napiszę o czymś na czym się dzisiaj złapałam. I nie chodzi o ćwiczenie refleksu (światła, własnych rekcji, ani foto_synezy, chociaż innych syntez_a i (nie) torów być może, może być. Ale nie idźmy tą drogą, nawet jeśli na końcu tunelu jest światło. Światło, nosisz je w sobie.), ale o re_ fleksję (Za Wikipedią: Dział gramatyki zajmujący się opisem form wyrazowych). Co było przed, po  fleksji? (Jeśli o to chodzi, to raczej nie biega o liczby zespolone, nieważne, czy w postaci kanonicznej, czy innej, nie chodzi też o wyspę należącą do Francji: Île de Ré — czy jakoś tak[t]) Re, czyli powtórzenie, fleksja, czyli przemiana (z łacińskiego). Ale ad rem, nim zastanie mnie faza REM. Wtem. Złapałam się na trzech „rzeczach”:

Pierwsza: używamy, wręcz nadużywamy słów, w taki sposób, i nie popijamy znaczeniem po połknięciu, albo w trakcie międlenia, mielenia i przemiany, że nie dość, że pewne związki i rozwiązki znaczeniowe, powiedzenia, czy znaczenia, są tak refleksyjnie używane, ot przyzwyczajenie. Zdziwiłam się.

Gdy zdałam (zdać dziwne słowo, zdawało się w czasie akademickiego/studenckiego żywota pościel do pralni), zdałam sobie sprawę, że życie składa się z chwil. A w zasadzie z chwili. Jednej. Niepodzielnej. Tej, która trwa. Teraz. W której słyszę stukanie klawiszy, tykanie zegara cichy pomruk wentylatorka, czy czegoś tam w komputerze. Czuję moje napięcia w ciele. I piekące o czy oczy. A też zwolniony tryb myślenia (ale: nie zwolnienie z myślenia, nie ma L4 od myśli karmienia). Słyszę kompanie komarów, a w zasadzie (i w kw…Asie)to komarzyc, bo to one upuszczają nam krew. Wyodrębnić potrafię i wiele innych tętnień. I nie muszę się w tym przypadku napocić, ale napoić, to czasami się przydarza, przytrafia i przypadaje, a i jest konieczne (o czym tutaj). Wracając do tematu, tu.  Cisza jest złożonym (wielokrotnie) zjawiskiem, już obiecywałam, że o tym napiszę. Ileż to razy mówi się, a nawet śpiewa: ważne są tylko chwile, właśnie. Nadużywanie, nadprzyzwyczajenie. Gdyby człowiek, żył chwilami,a nie latami, w zrównoważonym stopniu, to nie tylko perfekcjonizm by umarł, nie było by prokrastynacji, ale to szansa na zmianę. Myślenia i bycia.

Druga: Życie chwilą, a życie w chwili, to diametralna różnica.

Trzecia: mała różnica umożliwia dużą różnicę.

I czwarta tak na zakończenie tego wpisu, bo mózg przechodzi już w stan uśpienia, i mamiony jest obietnicą snu, a tu maraton liter (liter nie litr) chodziarz. chociaż jak ktoś/ia potrafi przeliczyć, ile to jest litr liter to i tak tkać może. A tu maraton taki głos mary. O marach było i markach (znaczy, nie firmach- ale znaczeniu nocnego marka: dla chętnych akcja wyszukiwarka b0daj wpis 166]. Znajdź jeden ze swoich ulubionych obrazów i spójrz, tak jakbyś oglądał/a go raz pierwszy. Jeszcze raz. Wy i godnych (nie głodnych) snów!

[Fragment: Podwójne życie Weroniki, reż. Krzysztof Kieślowski, muzyka: Zbigniew Preisner, źródło nagrania]. Dlaczego właśnie ten fragment? Dlaczego Preisner, bo był jednym z pierwszych, o którym pisałam na blogu. Bo tego albumu zawsze słucham w nocy. Tak się składa. Po prostu, bez intencji. I dzieje się to rzadko.  W odróżnieniu do innych płyt tegoż…

 

Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901

[33+1].[255+1].[256+1].[257+1].

Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901
[Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901, źródło zdjęcia].

1.

(e

[c]ho, ho,ooo)

trzymaj się swoich dziur, swoich chmur swoich rozstań. I stań. Przybliżeń drżeń (odda)leń. bliżeń przy teraźnniejszych odpoczynków i uczynków muskanych palcami by kształt wyczuć

krawędzie wszędzie

2.

[geometria miękkich linii horyzontu wlewa się przez otwarte okna ciepłym powietrzem wraz z drażnieniem ucha wewnętrznego tętnienie miasta.

Kurz osiada z ciężkim spokojem]

3.

4.

Poukładałeś już sen wyprasowany minutami, które już się [z]użyły

od przebudzenia.

rozpakowujesz tydzień, świeży poniedziałek wciągasz  porami skóry daty zamierzeń terminy ważności działań i nawyków równo_[od]ważniki zdań, dań…Życioobrys

…do chwili gdy natarczywość budzika rozpruje resztki ciszy upchanej po kątach ostrych, w oko_licz_ nowościach nie łagodzących.

Do( )wody na istnienie

po(_) woli rosną.

5.

nad drzwiami wisi wyblakła reprodukcja Vilhelma Hammershøiego (Sonnige Stube z tysiąc dziewięćset pierwszego roku) tak dobrze wytarta wspomnieniami zdziwień, teraz już obłaskawiona znajomością szczegółów wtopiona w miejsca i zdarzenia, cierpliwie czeka na obroty ciał (gałek ocznych i spojrzeń)

 5.½

stygnie dzień wraz ze smakiem kawy na języku

rozmowy umoszczone w znaczeniach [sł]ów muszą poczekać na niespieszne mi(_)gracje zdarzeń

/***/

[The Koln Concert, ECM, 1975 r.Jarret, część I,  źródło nagrania]. O albumie i historii jego powstania pisałam tutaj.

257.

Wypisy ze snów użytecznych zbiera. Na język fakturę słów lekko. Dni powszednich miejsca przebyłe. Niewystygłe wspomnieniem. Jeszcze ciepłe. Mądre pamięcią niewyblakłych wspomnień. Mości się w teraz. Bawiąc się miękką geometrią linii na mapach.

Kobieta czytająca list przy otwartym oknie, Vermeer, źródło zdjęcia.
[Kobieta czytająca list przy otwartym oknie, Vermeer, źródło zdjęcia].

255. czy[Tam]…?

[Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia].
[Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia].

zapachu kształtu zagnieceń zmarszczek po minionych dniach powszednich szukam listków zasłużonych pomiędzy wers[j]ami znaczenia nie  czerstwych wspomnień lecz wody żywej gdy noc nasączona była piosenką  a św[s]it obietnicami możliwości rozkwitających marzeń nabierających kolorów o odurzającym zapachu spełnienia wilgocących gardło przy przełykaniu gramatyki sposobów

swobodnego oddechu przeponowego.