[440].W(y)pis (informacyjny).

 

Czy wiecie co się szykuje? Chociaż… Podatek od linków, poważnie. Może warto przysiąść i po… Poczytać?Jeśli tak, to podaję sznurki. Właśnie. A może już czytałyście, czytaliście? A Co na ten temat sądzicie? Może Warto się zainteresować? Jeśli tak, to liczę na dyskusję, jeśli to to poszperajcie trochę w internetach i także na nią liczę, raz, dwa, trzy, osiem.

***

Na razie, czyli przynajmniej przez miesiąc do 26 lipca zawieszam publikowanie w czwartek i/ lub poniedziałek. Oczywiście będziemy się spotykać, tyle, że nie regularnie, może to być środa, piątek, czy dzień inny. Wiem, wiem, że czytacie, to świetnie, że komentujecie, zaglądacie i przybijacie wirtualne piątki. I inne dni tygodnia, to znaczy nie tylko piątki w piątki, ech… Oczywiście, będę pisać. I dłuugo i krótko (tak jak tu) i mam wrażenie, nadzieję, że w sam raz. Na raz. I naraz.  Zaglądajcie.  Bo będzie klika gorrących tematów, ależ te upały…  Nie raz, nie dwa, zresztą, po co ta arytmetyka. Lepiej podrzucić kilka ciekawostek.

Czytaj Dalej „[440].W(y)pis (informacyjny).”

Reklamy

[417+1]. Ogłoszenia (dwa).

Nie ukrywajmy tego, bo i po co, i dlaczego? Poprzedni wpis, nie przypadł Wam do gustu, zero komentarzy, cóż nie chcecie wypisów z książek, więc ich nie będzie. Przynajmniej na razie. Chociaż nie wykluczam, że się to zmieni, mieni, ni? Ale dziękuję za wszystkie cztery polubienia. Fajnie gdyby osoba przybijająca piątkę napisała, dlaczego, bo to taki ciepły gest podniesiony do potęgi. Niebanalny, prosty i serdeczny.  I za wszystkie takie, baaardzo dziękuję. Z seducha. Jeśli jednak chcecie podzielić się własnymi lekturami, jak i przeczytać to co ja podczytuje tu, albo tam- czy tu, czy jeszcze tam, czytam, dajcie znać.

Tu i ówdzie dochodzą mnie głosy, że warto by było napisać cykl arytułoporad jak dysponować własnym czasem, żeby sprawnie i wydajnie się poruszać w tym gąszczu. Jeśli i Ty jesteś zainteresowany, zainteresowana takowym, to napisz proszę,w komentarzach. Mogę podzielić się swoim doświadczeniem, w jaki sposób ja podchodziłam do tego tematu, jak się z nim zmagałam, a potem w jaki sposób sobie to ułożyłam, tak, że działa, ale uprzedzam,będzie to wymagało zaangażowania, Twojego. Niemniej, jeśli jest to dla Ciebie temat ważny, warto.

Pozdrawiam, życząc miłego weekendu. Wiem, wiem, to nie poniedziałek, ani czwartek, ponieważ jednak wiosna, ciepło i od czasu, do czasu, warto coś zrobić in!aczej 🙂 Taki niepodziewajek, a co? 🙂.

 

 

[284]. Rocznica.

Tak wiem, wiem, czcionka na tym blogu zarasta kurzem, ale dzięki temu, że tu jesteś nadal łypie zachęcająco czernią. Niemniej jednak jestem, bywam, piszę i przemysliwam. I się przeziębiam tak jak teraz, albo przedtem, wtem. Obiecuję, że nadgonię nieobecności i zaległości.

Dzisiaj czwarty października, a to ni mniej, ni więcej oznacza, rocznicę blogowania. Wpisem zainaugurowałam budowanie tego miejsca. Dziękuję za Twoją Obecność, komentowanie, czytanie, branie udział w dyskusjach. Najpierw chcę rozstać się z grypą i poukładać się z tym, albo owym, co odłożyłam na dowolnie nie wybrany bo(o)k. Ponieważ ponadprogramowe wpisy mi się już opublikowały wysmażenie nówki sztuki, trochę potrwa. Ale mniemy nadzieję, że nie długo, nie krótko, lecz w sam raz, czyli: oczkowanie na wesołą nutę. Dość sumitowania się. Zawsze można zajść do Arichi zażyć valium, czyli nakarmić się znaczeniem czcionki co kwitnie na blogostanie, i tak zostanie, czyli po prostu, albo po krzywu przeczytać o tym, co było.

Zostawiam cytat z  filmu:

[Czas do Alicji]

Moja Droga, przeszłości nie da się zmienić, ale jeśli chcesz, to możesz z niej się dużo nauczyć.

[Alicja po drugiej stronie lustra, reż. James Bobin, scenariusz: Linda Woolverton, 2016].

Spyta ktos/ia być może dlaczego taki? A może wcale nie…

[Pianoorchestra, Francois -Xavier Poizart, Ars Produktion 2013, źródło nagrania].

[281]. :-).

[Game day. Jon Schmidt,Piano Guys,  źródło nagrania].

Siedzimy, a z nami świat. A przynajmniej jego część. Ta, którą można ogarnąć okiem, dotknąć ręką, pomacać stopą. To wlewa, to wylewa, ziewa, ktoś chodzi, ktoś chłodzi, krzyczy, milczy, rozlicza, wylicza, zapamiętuje by zapomnieć, albo odwrotnie. Siedzimy w cieple, wlewa się do uszu zamszowy szum. Jest ciężko, brzuchy narzarte zdaniami, przydawkami, podmiotami…

X: No i teraz trzeba wyjść, nikt nas nie teleportuje, co za nieszczęście…

Ja: No i teraz można wyjść, nikt nas nie teleportuje co za szczęście. Można, a to j e s t  s z c z ę ś c i e.

[Dla przypomnienia].

Tyle, krótkich niby wpisów, pora już powrócić do tradycji artykułów. Poczekaj, jeszcze chwilę… A co tam! Oto forpoczta:

 

[Piano Guys, źródło nagrania].

271.

Francuski himalaista i  alpinista Maurice Herzog, kiedy po raz pierwszy wchodził na Annapurnę,a zdobył ten  bardzo wymagający  ośmiotysięcznik (3 czerwca 1950 roku) miał powiedzieć:

Kiedy podejmujemy się najcięższych zadań, korzystamy ze wszystkich zasobów, jakie posiadamy, i dopiero wtedy widzimy potęgę i wspaniałość człowieka.

Gór się nie zdobywa. One po prostu są. To przy takich okazjach część siebie, i mamy okazję także przy zdobywaniu góry  z sobą now_ym/ą pobyć, trochę się poznać.

Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901
[Vilhelm Hammershøi, Sonnige Stube, 1901, źródło zdjęcia].

Lubię to. Ten obraz. Jak się zastanowić to r ó  w n i e ż dlatego, że najważniejsze dzieje się p o i za kadrem.

PS. I. Uskuteczniam oszczędne pisanie. Wpis pojawia się automatycznie.

PS II. Poza, dziwne słowo, Owe. Warstwowe wielo. P(r)o[i] za B(Ż)ycia. Pro chili . Za.

270. Jest taki czas.

Niedziela. Nie, po niedzieli, noc jednakowo czarnosierpniowa. Pewne jest jedno:Jest późno, jest później niż późno. Ale jest.Oczy kleją się do mózgu, jest takie miejsce w środku czaszki, pomiędzy oczami… Zostawiam ślad. Proszę o cierpliwość, aktualnie zjadam swoje myśli, gonię, porządkuję, zatrzymuję się. Próbuję poczochrać chaos. Chyba to było we wtorek ? We wtorek, albo w piątek, jest godzina grubo po dwudziestej drugiej, rozmawiam, moje ciało uświadomiło mi, że nie jadło kolacji. Zaraz, zaraz (i nie chodzi tu o bakterie, ani o inne wirusy) uświadamiam sobie, że mało, że kolacji nie (śniadania, obiady, kolacje: wypożyczalnia, to jeszcze obiadu też nie pochłonęłam… Oczywiście, że nie chodzi o to, by być osobą zajętą, ale tą, która efektywnie działa. Doprowadza swoje zamierzenia do końca. Krok za krokiem. Nie sztuka udawać, że jest się zabieganą. I „w niedoczasie” to taka poza, albo rzeczywiste nieumiejętne zorganizowanie się. Piszę to dlatego, żeby prosić Cię o cierpliwość. Nowe wpisy na pewno będą, coś się kroi, coś przycina, a coś przepoczwarza. To się zdarza. Nie będę sypać tuizmami, że nie chcę publikować czegoś żeby tylko było. Jest tyle słów i tyle stów, i tyle sów. I tyle i jeszcze więcej różnorodności się w świecie mości, że ja ze swoimi spojrzeniowejrzeniami i czochraniem słów i znaczeń, mogę poszczekać, poczekać znaczy.

Pisałam nie tak znowu dawno, że zaczęłam relaksomedytację (wiesz ile lat sobie to obiecywałam? No i dobrze, że nie wiesz. Zbędny to kawałek niewiedzy). Nie wiem, czy robię to w sposób prawidłowy. Nie będę pisała tu o efektach, ach, ach, wytrwałości, i tak dalej. Na pierwsze za wcześnie, a drugie, wiadome. Po cóż więc strzępić pixele? Napiszę o czymś na czym się dzisiaj złapałam. I nie chodzi o ćwiczenie refleksu (światła, własnych rekcji, ani foto_synezy, chociaż innych syntez_a i (nie) torów być może, może być. Ale nie idźmy tą drogą, nawet jeśli na końcu tunelu jest światło. Światło, nosisz je w sobie.), ale o re_ fleksję (Za Wikipedią: Dział gramatyki zajmujący się opisem form wyrazowych). Co było przed, po  fleksji? (Jeśli o to chodzi, to raczej nie biega o liczby zespolone, nieważne, czy w postaci kanonicznej, czy innej, nie chodzi też o wyspę należącą do Francji: Île de Ré — czy jakoś tak[t]) Re, czyli powtórzenie, fleksja, czyli przemiana (z łacińskiego). Ale ad rem, nim zastanie mnie faza REM. Wtem. Złapałam się na trzech „rzeczach”:

Pierwsza: używamy, wręcz nadużywamy słów, w taki sposób, i nie popijamy znaczeniem po połknięciu, albo w trakcie międlenia, mielenia i przemiany, że nie dość, że pewne związki i rozwiązki znaczeniowe, powiedzenia, czy znaczenia, są tak refleksyjnie używane, ot przyzwyczajenie. Zdziwiłam się.

Gdy zdałam (zdać dziwne słowo, zdawało się w czasie akademickiego/studenckiego żywota pościel do pralni), zdałam sobie sprawę, że życie składa się z chwil. A w zasadzie z chwili. Jednej. Niepodzielnej. Tej, która trwa. Teraz. W której słyszę stukanie klawiszy, tykanie zegara cichy pomruk wentylatorka, czy czegoś tam w komputerze. Czuję moje napięcia w ciele. I piekące o czy oczy. A też zwolniony tryb myślenia (ale: nie zwolnienie z myślenia, nie ma L4 od myśli karmienia). Słyszę kompanie komarów, a w zasadzie (i w kw…Asie)to komarzyc, bo to one upuszczają nam krew. Wyodrębnić potrafię i wiele innych tętnień. I nie muszę się w tym przypadku napocić, ale napoić, to czasami się przydarza, przytrafia i przypadaje, a i jest konieczne (o czym tutaj). Wracając do tematu, tu.  Cisza jest złożonym (wielokrotnie) zjawiskiem, już obiecywałam, że o tym napiszę. Ileż to razy mówi się, a nawet śpiewa: ważne są tylko chwile, właśnie. Nadużywanie, nadprzyzwyczajenie. Gdyby człowiek, żył chwilami,a nie latami, w zrównoważonym stopniu, to nie tylko perfekcjonizm by umarł, nie było by prokrastynacji, ale to szansa na zmianę. Myślenia i bycia.

Druga: Życie chwilą, a życie w chwili, to diametralna różnica.

Trzecia: mała różnica umożliwia dużą różnicę.

I czwarta tak na zakończenie tego wpisu, bo mózg przechodzi już w stan uśpienia, i mamiony jest obietnicą snu, a tu maraton liter (liter nie litr) chodziarz. chociaż jak ktoś/ia potrafi przeliczyć, ile to jest litr liter to i tak tkać może. A tu maraton taki głos mary. O marach było i markach (znaczy, nie firmach- ale znaczeniu nocnego marka: dla chętnych akcja wyszukiwarka b0daj wpis 166]. Znajdź jeden ze swoich ulubionych obrazów i spójrz, tak jakbyś oglądał/a go raz pierwszy. Jeszcze raz. Wy i godnych (nie głodnych) snów!

[Fragment: Podwójne życie Weroniki, reż. Krzysztof Kieślowski, muzyka: Zbigniew Preisner, źródło nagrania]. Dlaczego właśnie ten fragment? Dlaczego Preisner, bo był jednym z pierwszych, o którym pisałam na blogu. Bo tego albumu zawsze słucham w nocy. Tak się składa. Po prostu, bez intencji. I dzieje się to rzadko.  W odróżnieniu do innych płyt tegoż…

 

[242+1]. Nastąpił. Ciąg dalszy. Trzynaście miejsc zamieszkanych przez melancholiję.

Kiedy stoimy przed obrazem w muzeum, nie mogę wiedzieć co człowiek stojący obok mnie w nim widzi — może zupełnie nie to co ja. Podobnie wobec strony zadrukowanej wierszem.  czy prozą, w niewielkim tylko stopniu można s p r a w d z i ć, jak ją pojmuje i czego się w nim dopatrzy (…) Ale wszystkie różnice w rodzajach odbioru słowa czy linii, czy barwy mnożą się przez siebie, i oto ja i mój bliźni żyjemy w dwóch  różnych światach, udając, że żyjemy w jednym. Niewykluczone, że stosuje si to też do odbioru języka  i całej kultury (…)

[Ogród nauk, Czesław Miłosz,Znak, Kraków, 2013 rok, s 186, rozstrzelenie tekstu, własne].

O języku (o jerzyku tylko jeden raz) pisałam wielokrotnie, i nie chodzi o fizjologie, ale o cielesność i urzeczywistnienie już tak. Wystarczy sprawdzić w treści spisie. W zasadzie, słowa Poety są dla mnie potwierdzeniem, tego, co już dawno i nie przy tej okazji napisałam. W tym fragmencie uderzyło mnie słowo: sprawdzam. Czyni się tak, jeśli nie jest się czegoś pewnym (lub pewną), gdy  jest się przekonanym (lub przekonaną), że jest z goła (i ubrana) zupełnie inaczej niż poświadcza nam to interlokutor[ka]. Ale wpis nie o tym miał być, nawet nie o miedziorycie autorstwa Albrechta Durera z 1514 roku…

Wspomniany już Janusz Limon zaznaczył, że:

Genom człowieka w jednej komórce liczy 3.2 miliarda nukleotydów, które w obrebie genomu mogą stworzyć 192 miliardy kombinacji kodonów. Ta liczba kombinacji nukleotydów tworzących nasze geny, porównywalna jest z szacowaną liczbą 200 miliardów gwiazd we wszechświecie. każdy z nas jest niepowtarzalny.

[Przestrzenie i zaułki, Janusz Limon,Słowo, Obraz, Terytoria, Gdańsk,2015 rok, s.64].

Jak to się dzieje, że przemawiają do nas tylko wielkie kwantyfikatory. A nie zupełnie pojedyncza liczba niezbywalnie pierwsza. Chyba, że dotyczy i dotyka, osobiście nas. Yuan Mei w tłumaczeniu Czesława Miłosza brzmi tak:

Kiedy nadchodzą chmury

Kiedy nadchodzą chmury, góra istnieć przestaje.

A kiedy nadchodzą, pokazuje, czym jest mocne

Górowanie

Jak myślisz?

Czy góra wie?

[Przekłady poetyckie. Wszystkie.Czesław Miłosz,Znak, Kraków, 2015, s534].

Miało być. O trzynastu miejscach, w których rozmierzwiła i zadomowiła się melancholija, i oczywiście, jest. O debiutanckim albumie Torda Gustavsena. Wiem, że niektóre i niektórzy z Was tęsknią za cyklem jazzowym, i nasiąkniętymi nimi sobotami. (Nie mylić z sabotami, ale jak ktos/ia  woli… To, oczy_wiście, można]. Melancholia nie rozumiana jako, czarna żółć, choroba wielkiej zmiany. Pisze tak, bo przecież jej wzmożenie następowało w czasach wielkich prze[z]mian, gdy ludzie w bólach i mąkach rodzili nie zawsze, swoje czasy. Patrz proszę: koniec XIX wieku. Doskonałym stadium przypadku jest chociażby Lalka autorstwa Bolesława Prusa, no, w ostateczności Aleksandra Głowackiego. Krzysztof Rutkowski, który popełnił książkę dotyczącą tegoż dzieła pisze w niej:

Lalka jest arcydziełem symetrii i lustrzanych odbić, podwojeń i powidoków. Arcydziełem — ponieważ symetrie, podwojenia i powidoki nie są nachalne i nie są zupełne, ujawniają się i kryją w mitach przepowiedniach z nadzwyczajną subtelnością.

[Wokulski w Paryżu, Krzysztof Rutkowski, Słowo, Obraz Terytoria, Gdańsk, 2010 cytat zaczerpnięty z rozdziału 4].

Zasiadając w przedsionku melancholii, zanurzam dłonie w myślach. Powracam do Liczb Niezbywalnie Pierwszych. Liże i liczę. Milczę. Szukam, mam nadzieje, że (choć) czasami znajduje.

[Skrócony [od]noś[nick] do tekstu: http://wp.me/p59KuC-Q2%5D.

PS. Mam trochę zaległości, następny wpis pojawi się, gdy nadrobię, to znaczy pozbędę się ich bez znieczulenia. A miało być o Changing Places… Słucham tej płyty w kolorze blue, i nie wiem, dlaczego zyskała aż taką popularność. Owszem, przyjemna (nie napisałam: przyziemna) owszem, gen tęsknoty w sobie ma, ale żeby hit? Zapomniałam, że polski klimat w 80 procentach składa się z melancholii…

212.[IKD]. Internetowy Klub Dyskusyjny.

logo miniCzy kiedykolwiek ogarnęła Cię przemożna chęć podyskutowania o (książce/ obrazie/ malarstwie/ płycie)? Czy kiedykolwiek chciałeś/ chciałaś dalszej dyskusji, ale albo nie było czasu, albo towarzystwa, za to na podorędziu znajdowały się inne wytłumaczenia ? Czy kiedykolwiek  zastanawiałeś/ łaś się nad tym po co [nie] warto sięgać: co zobaczyć, przeczytać, czego posłuchać? Nie tylko czy, ale i Czym można było się zainspirować?

Pamiętasz może ten błysk w oku i ciepło rozlewające się w okolicy serca, gdy dowiadujesz się, że nieznany Ci dotąd człowiek czyta to samo, co Ty, słucha podobnej muzyki, albo inspiruje Was podobny sposób patrzenia na Świat? Czy jesteś ciekaw[a] spojrzenia na daną kwestię z innej, może nie dostrzeżonej wcześniej perspektywy? Nużą Cię opowieści o najnowszych wrzaskach mody? Szukasz czegoś i n n e g o Wiesz, że nie każda wymiana zdań jest dyskusją, ale często pierwsza jest mylona z drugą?

Jeśli tak jak ja, przynajmniej na jedno z pytań odpowiedziałeś/ odpowiedziałaś: „tak” zapraszam Cię do uczestniczenia w Internetowym Klubie Dyskusyjnym.

Wiem, że miejsc gdzie można podyskutować o książkach jest wiele, czynienie  tematu przewodniego z impresji po odbytej lekturze stało się treścią niejednego blogu i jest to podejście dość popularne. Mnie zaś brakuje d y s k u s j i  (na tematy wszelakie, ale nie na czcze dyskusje o niczym). Najczęściej poruszanym tematem, i kwestią wymiany poglądów jest dany tytuł, pozycja, nie rzadko bestseler (albo inna najlepsza-oczywiście- marketingowa włoszczyzna).

Proponuję odejść od  trendu. Jestem zdania, że doskonałym przyczynkiem do rozmowy nie musi być tylko i wyłącznie beletrystyka, ale także książka naukowa, czy artykuł o takim charakterze, jeśli nie  zawartość książki, to np. problem poruszony w którymś z rozdziałów. Gorąco wierzę w to, że nie tylko literatura, ale i inne dziedziny takie jak album płytowy, czy idea/ problem, kwestia w sztuce,  są ciekawe, warto o nich porozmawiać.

Zasady (bez kwasów):

  1. Dyskusja będzie odbywała się raz w miesiącu (albo: raz na dwa miesiące) data rozpoczęcia będzie podana wcześniej.
  2. Problem i źródło które będzie clou dyskusji również podam z wyprzedzeniem kilkutygodniowym, tak by osoby zainteresowane miały czas zdobyć (np. wypożyczyć z biblioteki) i zapoznać się z nim.
  3. Zawsze będzie tzw. nota wstępna (Podanie  tematu i pytań, krótkie wprowadzenie: jeśli uważam za niezbędne).
  4. Temat, zakres, i materiały wybieram samodzielnie, ale otwarta jetem na propozycje.
  5. Dyskusja będzie prowadzona na blogu 5000lib.wordpress.com  za pomocą komentarzy. Odbywać się ona będzie, jak zwykle pod danym wpisem oznaczonym: skrótem [IKD+ nr dyskusji].
  6. Do dyskusji można dołączyć  w każdej chwili. Wystarczy tylko zapoznać się z materiałem, który należy zdobyć we własnym zakresie.
  7.  Jak zwykle na blogu obowiązuje netykieta.
  8. Nie trzeba prowadzić własnego bloga, by uczestniczyć w dyskusji, konieczne jest podanie takich danych jak przy zamieszczeniu „zwykłego komentarza”.
  9. Autorka nie odpowiada za opinie wygłaszane przez innych uczestników i uczestniczki.
  10.  Dyskutując oddzielamy „problem od osoby” tj. nie dopuszcza się argumentów ad personam, dyskutujemy o meritum.
  11. ..

 Lista dyskusji:

209. A jednak!

A jednak się wzrusza czcionka, śniegiem przyprósza (albo i nie) i pojawia wpis nowy. Świeży, nie śmigany, nie czytany, wróć nie komentowany, wróć… Znaczy zostań. I przeczytaj. Aj. Znaczy, że mróz? Jednak, nie.

Niby mnie nie ma, uskuteczniam nieobecność, wróć… Niby odpoczywam od blogu, ale przecież kto choć raz w życiu zdecydował/a się na prowadzenie, czy lepiej, udzielanie [się] w takim miejscu, regularnie i konsekwentnie, wie, że nie ma tak łatwo. Pewnie teraz (teraz -zaraz, albo zaraz -potem) wyruszacie na bal/ domówkę/wędrówkę/ posiadówkę tudzież zabawę inną…Gdziekolwiek jesteście…

Dziękuję Wam: to jest Każdej i Każdemu z osobna,  za wspólnie spędzony rok (słowo spędzić nie ma nic wspólnego z przeganianiem, wypędzaniem i [wy]ganianiem). Ten wyczytany i skomentowany, ten- ocieplony Dobrymi Słowami, spostrzeżeniami, radościami, [za]dumami.

♠♠ ♠♠ ♠♠

 

Jeśli tu jesteś, a jesteś niezaprzeczalnie (Trawestując powiedzenie: Czytam więc jestem), nie zależnie czy tu, czy tam, czytasz. To z dużym prawdopodobieństwem zamierzasz albo blogujesz, blogowałaś/ blogowałeś, albo będziesz blogować. Życzę Ci więc Inspiracji, rozmówczyń i rozmówców zaangażowanych, przyjaznych i dyskutujących, niekoniecznie wyrażających to samo zdanie, ale potrafiących spojrzeć w tym samym kierunku. Jeśli krytyki to wnoszącej i wspierającej, na zasadzie prawidłowo udzielonej informacji zwrotnej. (Uff). Niech Ci tematów nigdy nie zabraknie i czcionka lekką będzie. No i oczywiście poczucia [c]humoru (humor nie ma nic wspólnego ze średniowiecznymi płynami… Zestrojonymi, wystrojonymi wróć!  Ustrojowymi).  No i świetniej muzyki! Niech Twój krok wyznacza rytm wewnętrznego bębna.

Życzę Ci Czasu. Tak tego Ci życzę Czasu spędzonego (spędzenie nie ma nic wspólnego z przegnaniem, wygnaniem) przeżytego z Bliskimi i Dalekimi (ale ważnymi) Bliźnimi.  A co!

Życzę Ci Miłości, Wiary i Nadziei (niezależnie od tego  w jaki sposób rozłożysz akcenty). Nie tylko mów, ale rozmów (nie chodzi o rozmówienie się z Kimkolwiek).

Życzę Ci spokoju, który panuje w górskich samotniach, byś mógł i mogła usłyszeć Siebie i Świat. I odwagi, możliwości i uwagi podążania za tym Głosem, który szepce Ci do serca opowieści o wspaniałym życiu. Twoim.

Życzę Ci by każda pogoda była dobra, zwłaszcza pogoda ducha (i ciała).

I na koniec, a w zasadzie na Początek (nie tylko Nowego Roku) nie tylko szukania, ale znajdowania odpowiedzi na pytania...

[Marek Grechuta, Dni, których jeszcze nie znamy].

 

Do przeczytania, skomentowania, dyskutowania w  nie Nowym  już wtedy Roku, ale nadgryzionym jeśli nie zębem czasu, to żuchwą czcionki, takie oto żuchwałe [po/przed/ w trackie, takcie]równanie mi się urodziło,a co.Nie nowym, ale nie przeżutym, znaczy, jeszcze nie przeżytym, znaczy, w całości. Znaczy, mam na myśli brak ości i cało 🙂 O o o oooo.  Zwał(a) jak zwał(a), czyli już za chwileczkę, już za momencik! Blog z wpisami znacznie się kręcić.. Do przeczytania.

PS. , znaczy, ten, tego, tym, sknicie? 🙂

 

 

 

208. Apus apus (albo hator, hator, hator). Inaczej: Za chwilę dalszy ciąg pro i gram [u]…

[Jerzyk zwyczajny (Apus apus) źródło zdjęcia].
[Jerzyk zwyczajny (Apus apus) źródło zdjęcia].

Oto nastał ten dzień. Powierzę Ci, wsadzę sęk_w_kręt znaczy, sekret. Może się zdziwisz. Otóż: Nie jestem  językiem, znaczy jerzykiem (jerzyczką nawet nie). To znaczy nie potrafię wszystkiego robić w locie. Bo je, dobra, boje też zostawmy, rzyki znaczy jerzyki (nie, że ktoś[ia) je „rzyki”.

Jerzyki gdyby tak wziąć je na języki to robią rzeczy niezwykłe, chociaż dla nich to oczywista oczywistość. Spędzanie całego dnia w locie  to nic (i nie chodzi o nieudolność polskiego przewodnika, przewoźnika).

Tak, tak to ten ptak, co go często myli się  go z jaskółką, czarny(m) sztylet(em), baaardzo często, ale bliżej mu do najlżejszego ptaka świata (skrzyżowania coli z misiem- jasne, nawet gdy ciemne, że z kolibrem).

Otóż zwierzę się, choć pewnie o tym wiecie, że zwierzę to (o wdzięcznej i echolokacyjnej nazwie: Apus, apus)  może nie siadać przez wiele miesięcy. Śpi, rozmnaża się, je w powietrzu (Czyli nie przy_siada bo np je. Nie toczmy bojów o jedzenie/ nie marnotrawmy czasu na trawienie.  Jerzyk zwyczajny potrafi nie tylko najeść się podczas lotu, ale i młode nakarmić (zbiera małe owady, gromadzi w podgardlu i je transportuje).  Zanim mi się czcionka rozpędzi w tematy  logiczne [inaczej] i ornitologiczne to logiczne, or bi znaczy be or not to be? Logiczne że  pozwolę sobie napisać, [a co!(albo) a co? (z zaciekawieniem) albo: a co? (zalotnie)], że ogłaszam przerwę  (nie, nie żadna lwa  coolszowa, znaczy: rwa kulszowa owa). O!głaszczę, znaczy ogłaszam prze-rwę w dostawie świeżych wpisów.

Co ma tę dobrą stronę,strunę, stronę (czynną) że można czytać, czy tu, czy tam, spokojnie, bez łapczywego połykania czcionki (nie grozi zakrztuszeniem) komentować (nie mylić proszę z lamentowaniem, ani laminowaniem) do woli (komentarze ukazują się po zatwierdzeniu- czyli jak za_wszę, zawsze nie mylić proszę z zatwardzeniem, albo zardzewieniem).

Aaaaaa! Jerzyk zwyczajny, ma jeszcze jedną cechę osobniczą — wraca po wielokroć wraca, wra ca ca do tego samego gnia zzz da da da, tak, może nawet zasiedlać piętnaście wiosen to samo, bez przeprowadzki. Tao, znaczy, takoż i ja wrócę. Mam nadzieję, (miejcie nadzieje choć tą lichą marną) choć wiadomo, jak to z nią jest, i z kim jest skoligacona… Że będziecie, w dobrym zdrowiu i wyraźnej czcionce.

Jeśli ktos/ia ma zaległości i inne przyległości to może czytać/komentować/ i bywać, nadrabiać (nie tyle miną – bez podkładania mi tu takich) co komentarzem… Dobrą myślą (śląc) i [za]niedbaniem.

A że zgłaszano mi wielokrotnie, że za gęsto, że za często publikuję posty (nie nie będę wskazywać palcem, ba dłonią nie będę, kursorem nawet) to teraz czas na czytanie… 🙂 A dla mnie czas na odpoczywanie.  Zapraszam, jak zawsze serdecznie.

[189].[Pierwsza].

[Big time, Peter Gabriel].

***

   Dojrzewa światłem, szumem, chłodnym powietrzem, i jesienią piątek. Jeszcze ludzie mają pośpiech na podeszwach, w uszach i bałagan w oczach. Ciepło. Pomiędzy pierwszą kawą a przerwach w zawiązkach i rozwiązkach obowiązków zastanawiam się c z y   p o p e ł n i ć    ó w    w  p i s.    A    j e ś l i    t a k, to   w j a k i     s p o s ó b ? Jeśli w ogóle, to jak w szczególe? I w którym? Na początku było owo, wiadomo: jakie, wiadomo: które, wiadomo: że cały wpis.

A dziś?

Dziś już jest okrzepły i pęczniejący treści spis. Kusi opowieść o dziurach czarnych, ale kusi też strzyżenie się gwiazd, i starzenie fryzjera, stężeniu frajera (ewentualnie odwrotnie- do góry dnem)i… Pomysłów, słów, słów, słów na wpisy mult[ł]um, Ummm.Ommm.Hmm.Ehem, dobrze bardziej tłum niż tu niż tam tumult.Obrastam w życie i nie życie. Wzdłużam się jak to pisał Miron.

Zmarszczkuje. Starzeję. Schylam, ale nie uchylam.

Nie wiem.

Logo0bTwierdzę, dzisiaj, że to słowo  z szansą na Początek. Po szczątki, (byle nie szczątki) zakątki i przylądki. Na wywrócenie czcionką do góry. Na wywiercenie znaczeń.

***

Powiastka o mistrzyni/mistrzu Zen, która prosi by opróżnić filiżanki przed napełnieniem ich naparem… Jeśli zatem towarzyszy temu słowo, to brzmi ono nie wiem, takie, które oznacza gotowość na wiedzę i nauczenie się umiejętności. Na porządkowanie świata. Na me_blogowanie, meblowanie go inaczej, lepiej, sprawniej i z frajdą. I kropkiem. I myśliczką.

Nie wiem.

[Jak sportretować blog?]
[Jak sportretować blog?]

Nie wiem, to słowo oznaczające nadzieje, z jej cieniem łagodnym na obrzeżach liter.  Nie wiem, t e r a z,       j e s z c z e   nie wiem, ale już za raz, za dwa, zaraz (i nie chodzi tu o wielką bakterię). Już za momencik (nie mętlik) rzeczy stan, rzeczy rzeczywistość, namacalność zawiesistość, świetlistość i cieniość, obłość, nagość, i ubran. Oś radości i znaczenia i smaki pojawią się w nieporządku i trwaniu. Nie wiem, ale się do_wiem. Jak? po co? Dlaczego? Kto? Co? W jakiej kolejności? Czym to się je? Jak międli? Co powoduje? Gdzie skutek? Związek? Implikacja i przenikanie. Znikanie i pojawianie.Powstawanie. Wstawanie i pokładanie. Przecież wiem. Bardzo dobrze wiem. Znam tą układankę. Wiem gdzie, które i w jaki sposób puzzle włożyć, wyłożyć i ułożyć. Nie, nie zawsze jest to wiedza wygodna, ale bez wątpienia warto odrzucić owo nie wiem, właśnie wtedy. I właśnie dlatego. Dla tego, dla tej, dla tego i dla samej Siebie.

Tak więc wiadomo, że są dwa rodzaje: nie wiem. To które otwiera, czyni możliwym, i to, które trzeba odsunąć, nawet pomimo braku odwagi, gotowości, które bywa usprawiedliwieniem, dezercją, ucieczką. Dostrzeganie bardziej niż przestrzeganie, Doświadczanie niż nadstrzeganie, nadgryzanie niż podgryzanie. Ostrzenie niż tępienie apetytów, słów, przecinków. Czasowniki niż rzeczy_ogniki, rzecznowniki, rzeczowniki. Starania i owych starań wyniki. Ogół i szczegół. Pełnia i droga. Przyczyna i cel. Nie starczy, bo jeszcze młody, nie straszy. Znaczy się nie starczy czcionki by wymieniać, nie mówiąc o pod_nad_za_ mienianiu. Mieniu. Zużywaniu. Istnieniu. Światłu, Świata i cieniu. Akcje implikacje, komplikacje, kontrakcje, ekwinokcjum. Mgła, ląd i dum, dum, dum…

Pierwsza rocznica Listów i innych Brewerii, przypada w niedzielę czwartego października. Tak jakby nie przekartkować kalendarza to d z i ś .

A zaczęło się właśnie tak.

Dziękuję tym z Was, którzy zasilają szeregi Tajemniczych Zaglądaczy i Zaglądaczek, Czytaczy i Czytaczek, czy tu, czy tam, po kryjomu, nieśmiało, ale konsekwentnie. Dziękuję tym z Was, którzy komentują, pytają i dyskutują.

Życzę Wszystkim nam Inspiracji,  mniej rad i mniej ości, ale radości, pozytywnego zdziwienia i poznawania świata. I humoru.Po i czyn ku i od i  po  po czyn(ie) i ku przy_czynie. Przyczynku. By ułożyło się to co rozproszone, by zagościło to co upragnione, by Każdej Osobie wedle potrzeb i marzeń, przed i po –myślnych tych i tamtych wiatrów i zdarzeń i wiedzy w jaki sposób ustawić żagle. Niech nam czcionka lekką będzie. Ahoj i w góry! Do góry. Drogą pełniejszą, choć —wydawało by się— mniej pewniejszą bo bardziej wymagającą i mniej uczęszczaną.

Zamiast cukierków, ale można się częstować trochę pobuszować (a przy tym poczytać i czcionką nie zgrzytać). 😀

Zamiast „stu lat”, ale można śpiewać:

[Peter Gabriel z albumu So].