[514]. Brak słów.

Miało być inaczej.Ciepłe, radosne święto w środku stycznia- gdy jednoczymy się w radości zabawie, robiąc dobro, piękno i radość. Niedzielnie, nie dzielnie, a radośnie.Szperam szukając słów, gestów, spojrzeń. Szperam… Szperam. Szukam,stukam…

 

 

Reklamy

(504). Piećset artykułów minęło…

Pracuj ciężko w czasie przeznaczonym na pracę. Baw się intensywnie, gdy przychodzi czas na zabawę. Ciesz się słuchaniem starych historii opowiadanych przez babcię, póki wciąż jeszcze żyje. Nawiązuj głęboki kontakt ze swoimi znajomymi. Patrz na dzieci oczami pełnymi cudów, jakimi one same patrzą na świat. Śmiej się z dowcipów i życiowych absurdów. Oddawaj się swoim pasjom i pragnieniom. Gromadź oszczędności na czarną godzinę i zbierz ich wystarczająco dużo, byś mógł wydać je w słoneczny dzień.

[Philip G. Zimbardo]

Czytaj Dalej „(504). Piećset artykułów minęło…”

[440].W(y)pis (informacyjny).

 

Czy wiecie co się szykuje? Chociaż… Podatek od linków, poważnie. Może warto przysiąść i po… Poczytać?Jeśli tak, to podaję sznurki. Właśnie. A może już czytałyście, czytaliście? A Co na ten temat sądzicie? Może Warto się zainteresować? Jeśli tak, to liczę na dyskusję, jeśli to to poszperajcie trochę w internetach i także na nią liczę, raz, dwa, trzy, osiem.

***

Na razie, czyli przynajmniej przez miesiąc do 26 lipca zawieszam publikowanie w czwartek i/ lub poniedziałek. Oczywiście będziemy się spotykać, tyle, że nie regularnie, może to być środa, piątek, czy dzień inny. Wiem, wiem, że czytacie, to świetnie, że komentujecie, zaglądacie i przybijacie wirtualne piątki. I inne dni tygodnia, to znaczy nie tylko piątki w piątki, ech… Oczywiście, będę pisać. I dłuugo i krótko (tak jak tu) i mam wrażenie, nadzieję, że w sam raz. Na raz. I naraz.  Zaglądajcie.  Bo będzie klika gorrących tematów, ależ te upały…  Nie raz, nie dwa, zresztą, po co ta arytmetyka. Lepiej podrzucić kilka ciekawostek.

Czytaj Dalej „[440].W(y)pis (informacyjny).”

[417+1]. Ogłoszenia (dwa).

Nie ukrywajmy tego, bo i po co, i dlaczego? Poprzedni wpis, nie przypadł Wam do gustu, zero komentarzy, cóż nie chcecie wypisów z książek, więc ich nie będzie. Przynajmniej na razie. Chociaż nie wykluczam, że się to zmieni, mieni, ni? Ale dziękuję za wszystkie cztery polubienia. Fajnie gdyby osoba przybijająca piątkę napisała, dlaczego, bo to taki ciepły gest podniesiony do potęgi. Niebanalny, prosty i serdeczny.  I za wszystkie takie, baaardzo dziękuję. Z seducha. Jeśli jednak chcecie podzielić się własnymi lekturami, jak i przeczytać to co ja podczytuje tu, albo tam- czy tu, czy jeszcze tam, czytam, dajcie znać.

Tu i ówdzie dochodzą mnie głosy, że warto by było napisać cykl arytułoporad jak dysponować własnym czasem, żeby sprawnie i wydajnie się poruszać w tym gąszczu. Jeśli i Ty jesteś zainteresowany, zainteresowana takowym, to napisz proszę,w komentarzach. Mogę podzielić się swoim doświadczeniem, w jaki sposób ja podchodziłam do tego tematu, jak się z nim zmagałam, a potem w jaki sposób sobie to ułożyłam, tak, że działa, ale uprzedzam,będzie to wymagało zaangażowania, Twojego. Niemniej, jeśli jest to dla Ciebie temat ważny, warto.

Pozdrawiam, życząc miłego weekendu. Wiem, wiem, to nie poniedziałek, ani czwartek, ponieważ jednak wiosna, ciepło i od czasu, do czasu, warto coś zrobić in!aczej 🙂 Taki niepodziewajek, a co? 🙂.

 

 

[399]. Pomysł na refren.

Miejsca wspólne, miejsca spójne, miejsca własne. Przestrzeń. Czas. Nieprzekraczalność i dotykalność. Ruch. Wieczory i poranki nasączone, albo rozmownym milczeniem i spojrzeniem w głąb (i nie chłodzi o warzywne deliberacje: oj kap, kap kapusta głowa pusta jak pisał klasyk). Mierzwieniem, a nie mierzeniem czasu. Ten nie ma tu, ani tam, nic do rzeczy, a za to  wiele do miejsc i do osób, do ludzi. Tętno. Smaki, zapachy, okrzyki.Dania, Zdania złożone w kancik.  Nieprzeczytane książki, nieodbyte rozmowy, przeżuty stra rrr ach! Od wyrzutów (su)mienia woli wolną (wolę), po wyrzut adrenaliny, albo innej liny. Może być (od biedy, lepiej starej) (po)most linowy. Wynik echokardiogramu. Gram życia. Mono- czy w zespole- dram. Radę dam. Dobrze, że linia nie jednostajna. O linie trzeba dbać. Tak, tak. Musi być gruba i wyrazista. Ta, czy inna.

Jak to jest, że rzesze osób, które przecież posiadają:imiona, nazwiska, profesje, zdrowie (mniej, bardziej, w ogóle nie wspomniawszy o strzykanie w szczególe) wzrost (albo spadek), wiek (niekoniecznie XXI, a i ten [ledwie][nad]gryziony), posiadają ulubione: jadłospisy, pomysły, wymysły, marzenia i mrzonki, plany i (rzadziej) [aero]plany drugie, trzecie, kolejne (a to już cała flota), może jakąś przyboczną grypę, i to czego tu nie wymienię i nie zamierzam wymieniać, bo mi czcionka zakwasów dostanie. Jak to jest, że te rzesze ludzi pragną być mądre, no dobrze, może nie tyle nieokreślona bliżej zbiorowość (ale pojedyncza i wielka w swych do-myślnych rozmiar-ach), co ludzie najbardziej, ludzie, a raczej człowiek, w liczbie swej najbardziej pojedynczej i pojednawczej i niepodzielnej, choć czasami niegramatycznymi odważnej: pragnie posiąść mądrość, ale ani jedna osoba z tej rzeczonej ogólności nie pranie być stara, albo nie dostrzega (choć czasami może widzieć, ale nie wiedzieć) że to tran_zakcja wiązana, dwa w jednym (czasami przynajmniej, ale bez gwarancji).

 

Stara, starta, strata. Stara się (wyżej wspomniana osoba) rozciągnąć czas i mięśnie, i co najtrudniejsze perspektywy. Zobaczyć więcej, usłyszeć gęściej. Przeszyć bardziej. A perspektywa nie tyle przeszywającego bólu, co zadyszki odstrasza. Zmarszczki czasu moszczą sobie wilgotne miejsca wokół oczu i ust (jakie szczęście, że nie potrzeba jeszcze botoksu).

Zasobnik na pastylki od złych słów i snów pomniejsza się, a opuszki palców już zaczynają drętwieć na samą myśl upływu czasu i sił witalnych. Jeśli jesteś kobietą, masz obowiązek stać na straży urody, nie przyprószonej siwizna startych, łamliwych, i rzadkich  snów. Jeśli wrzaski to tylko mody. Tej, wiecznie młodej, więc i nie każdemu (każdej) przystoi, nie mówiąc już o dotrzymywaniu [k]roku. Jeśli elegancja, to już patyna, znak poszczególny, naznaczenie, szyk (nigdy przestawny, ale zawsze odpowiedni). To już zobowiązuje, ale i związuje, na guzik z pętelką.

 

Dla pocieszenia na kokardkę. Nikt nie chce być stary. Starty na straty, starty na proch. Och. Miał miał. Taki fail start.

Choćby nie wiem w jakie podarki – osłodzić ten wiek. Czas związany ze stratą w roli głównej. Odchodzą Bliscy i dalecy, znani i nieznani, poznani i nie z szansą i bez najmniejszych, nawet tycich. Fakty stają się dokonane, albo podsypane solą gor(y)czy(cy), która nie tylko w oku, ale i w czynach, mowie i zaniechaniu, czyli nie uczynku. Nadzieje skonanie skostniałe, a przynajmniej anemiczne i mniej skłonne do spełnienia, płynne. Z wiekiem płyny trzeba uzupełniać coraz to częściej. I pamiętać o pigułkach, nie tyle po, co przed, i zamiast. Zresztą kolejność  tak przyimki,czyli wcale. Cale też nie ważne wcale, a wcale, bo rozmiar wszak znaczenia nie ma (Dość za to liczy się objętość, ale o tym sza, cicho sza).  Czyny gęściej mierzą się, mierzwią się wręcz, nie z motyką na księżyc więc, a na pewno trzeba wziąć wymiary  na (za)miary. Traci[my] perspektywy, a zyskujemy korekcje ,  a może prędzej korekcję [wz]roku. Kalendarz staje się krótszy,spróchniały,  i jakby czerstwy. Taki pomysł na re– re-tere-fere –refren. En do po-tęgi, tęgo mylę i myślę na(d)terminami.

Mity i te termity, po podgryzają plany mając nie mały apetyt na marzenia, by skrócić je jeśli nie o głowę, to i o mrzonki i inne korzonki, które jeszcze (i)grają (w zielone). Minę mam nie ten tego tęgą zamyśliwszy nad potęgą czasu przepadku, przypadku, czy lo to sru. Sru potykam się połykając powietrze na zdaje się prostej tej drodze.   Za to chodniki jakby bardziej niepraktycznie paraboliczne, para idzie w gwizdek (a lepiej by szedł w gwizd) miny nierówności każą patrzeć coraz to gęściej, uważniej, praktyczniej pod nogi. Choćby się ich miało w naddatku, albo co gorsza, w niedostatku. Patrzeć zawsze ku. Niezależnie od strefy ciążenia grawitacji zdziwień, znudzeń, pobudzeń, myśli pobrudzeń i strudzeń. Zmarszczki myśli. Gimnastyka znaczenia.  Głębia ostrości.

Ruch, znaczy życie. Ot,

To. Puls. Tętno.

Słyszysz?

Czujesz?

Widzisz?

Dostrzegasz?

Rozumiesz.

Umiesz.

Cykl ruchu. Strzałka czasu.

 

miany -Prze.

 

 

 

A miało być zupełnie o czymś innym.

 

[Wszystko gdzieś w nas, z albumu Drugi oddech, Krzysztof Napiórkowski, źródło nagrania].

 

Zbieżność  i podobieństwo miar  i innych jednostek do osób jest najzupełniej przypadkowe.

 

Zdjęcie miniaturki:

[Whistlers Mother, James Abbott McNeill Whistler, Przedstawiona osoba: Anna McNeill Whistler miejsce stworzenia Londyn, źródło zdjęcia].

 

 

[381].

Wieczór. Do pod(_)wieczorków, do wód dowód pór. Pięciu. Melodia krok uff. I świat (tł)a. Zadyszana czerń opada op, op, op. Op oopływa kształty. Opus. Niezależny od współrzędnych geograficznych epoki.  Kraj  i obraz westchnień i tchnień sen. Żeby dźwięk zobaczyć głaszcząc barwę, poczuć i potoczyć strunę tknąć od melancholii do odpo(d)wiedzi wiedzie wers wiersza zagubionego w zgubieniu. Przestrzeń ruch i om ość. Oscylacja fascynacja pytań, przynaglań, zamyślań grawitacja.  Gdy wyschnie już akcent ostatniej sylaby. Cisza. Sen. Odcisk  dna dnia myśli dna. Zmierzch smaków. Smak ów zmieszany z czernią która pożera ten wieczór. Niczym z obrazów Vincenta. A może nie. (w)Cale. Zmysł zamysł umysł. Kąt do potęgi oko liczności ostro łagodzących. Kontemplacja. Relacja.

REM. [Re]medium. Sen. Hen, hen, za piętnastą pary turą. Party turą…

[Zupełnie przypadkowe przepadkowe nagranie: Bolero,Bogusław Kaczmarczyk, Dominik Kwaśniewski, źródło nagrania].

Obrazek wyróżniający miniatury wpisu: Czaszka z palącym się papierosem Vincent Van Gogh źródło zdjęcia.

[(15+2)+(334)]+1. Klamry (II).

Moment.
Bez mięt. I ów skończyło się rumiankowanie. Bez. Podwyższonych pięt. Stóp znaczy. Nie procentowych, tych i owych ścięgien achillesowych. Temperatury utemperowane.

Chmurlandia, i wino-wajca burza, grad znad myśli. Spal-onych. Bary ton ów takich już nie ma, odtaje czcionka. U…au. Upał. Uśmiecha się przez zielon-ość. Pomieszana, pomarszcz-ona hałasem. Trasa coraz to szybszego ruchu. Nawet w sierpniu,tuż za oknem (tym na świt, i tym na świat). Fastryga czasu, fatyga zmarszczki. Zbieżność równo-leżników, zależników. Mnogość

Moment.
Mięta złamana sokiem z maliną. (I potęgą ten tego, pierwiastkiem m(n)oże? nietęgą miną. Oddech.

Moment.Trzeci. <czyli już nie tango, a jeszcze nie bryż)
Klamra. Light Made Lighter. Trio forte pianowe. Nawiązanie do myśli Evansa (Billa), a więc chwila. Jeszcze nie czerstwa, a już czwarta. Puszczanie kręgów na pięciolinii, oka do Keith’a (Jarrett) albo Matthew (Shipp’a). Lewa ręka. Instrumenty, których rolą jest niejako pilnowanie (wyznaczanie rytmu) mają urlop.Nawet jeśli to już było…

Zastanawiające są krzesła w wizji Mariusa Borgeauda** Przecież nikt na nich nigdy nie siedział…I nie zamierza. Nawet owad z rzędu prostoskrzydłych (Orthoptera) symbol niestałości.
Co innego obrazy Hollanda. Vermeera. Czy tego no, co w nazwisku ma ukrytą rodzinę... A oprowadzał możnych po swych pracowniach i był mistrzem reklamy. RemBRAndT. A i ten, co w zasadzie i w kwasie niewiele o nim wiadomo… Albo…Albo poczytaj[my] listy. Tam zawsze spokojniej? One mają przyszłość choć przeszły (i doszły) z przeszłoteraźniejszości. My z XX wieku z szelestu papieru.

Klamry.

A cień się wzdłuża (na obrusie).

*Nawiązanie do albumu C. Taborna Light Made Lighter, z 2001 roku, zwłaszcza do nagrania otwierającego album pt.Bodies We Came Out Of.
**Marius Borgeaud, Biały pokój, Kozmo, dziękuję za przypomnienie o tym obrazie!

[354].

Bierze urlop od myśli. Myś-L-nic[c]k w biurze idei zagubionych, zgrabnych i zgubionych, czasami gramatycznymi myślami tak ty cz(n)y_mi zgarbionych błąka się nieco zmoknięty wczorajszą treścią nut bluesowych, tych i owych. Owo_c bierze się tonem za wysokie Ce. Ceregielić nie mglić, nie miętolić przez rumianek, skończyło się rumakowanie,

a jednak ziścić znak na/[w][w]znak. Bierze nogi za pas. Paskudnie niechlujnie spacerologię uprawiać zacznie zmęczeniem na piątą stronę świtu. Tu i ówdzie bliskie to daleko, eko [i] logicznie . Brać bratatatać się czy brnąć, wstać, czy utknąć, wytknąć czy pod_ knąć, kląć wyjątków wymowy. Dyktando przez erudy[k]cję odmiany wypadki przypadków kładki kłaść w mozaikę tak tak tyk tyk tyk i I zmęczy o!raz. Dwa, Trzy, Trzy_ma w garści liczebników resztę. Tę i tę, temperament momentu. Tu. A mo[r]ze tam. Po zdarzeń horyzont. Dotąd. Smykle smukłe chropowate pytanie. Nie, nie, tak tak, takt tak,takt. Zgłoski. Samo (-)i współ(-). Dania (ze) zdań. Ostrzy[ż]zone one do minimum. Pad[a]ło. Od wczorajszego rana. Od przedwczoraj? Absu[rad]valium, akwarele trele czy bardziej akwarium niż skwarium.

 

 

 

Obraz miniatury:

Nighthawks, Edward Hopper, painting at The Art Institute of Chicago [więcej tutaj].

[338]. []Uwaga o wadze, czyli…Nie tylko o humorach.

Jeśli Ktoś/ia spodziewa się sążnistego artykułu, w rozwiązku z obietnicą, to nie tędy bieg (na orientację) co najwyżej na skróty, nie mylić ze skrótowcami, mamy grypoobieg, i zacieśnianie zażyłości i innych ości z łóżkiem, dlatego  plany zeszły na ten drugi, mniej widoczny kadr, w związku z tym nie mam zamiaru dać plamy. Ale by nieco sobie potańczyć na przykład taki wojskowy kadryl, i chociaż po chrzęści części zacząć wywiązywać się z (po)danego słowa będzie o nich właśnie mowa, czyli to i owo językowo. Z przymrożeniem czcionki. I wagi. Przywiązywania do tegoż. I uwagi, ależ, ależ…

Jeśli już jesteśmy przy niemocy, to zastanówmy się, czy mówi się kasłam, kaszlę, smarkam, czyli smarczę? Jeśli chodzi o odpowiedź na pierwsze pytanie: o trzech czasownikach oznaczających tę  czynność. Przestarzały mamy do wyboru:kaszlać, kasłać i kaszleć, wszystkie są poprawne, z zastrzeżeniem, w starannej polszczyźnie preferowany jest kaszleć. Kasłać odmienia się tak jak czasownik czytać, Inaczej ma się rzecz ze  smarczeniem, jest to forma niepoprawna, jeśli już określać inaczej wydmuchiwanie nosa, to tylko smarkać. Nie uświadczymy w słownikach bezokolicznika smarczeć. Jednak słowo smarkać możemy odmieniać na dwa sposoby. Wyboru nie mamy jeśli chodzi o udrażnianie i udrożenie np górnych dróg oddechowych. To już całkiem inna histeria, histeoria, teoria, znaczy…  Tak, tak, doskonale rozumiem, że można nie być w sosie, gdy zważymy na wszelkie reguły rządzące językiem. Zaraz, zaraz (i nie chodzi o bakterię, ani baterię)* czy wiemy skąd wzięło się to powiedzenie? Jeśli się przyjrzeć bliżej można zauważyć, że ma wiele wspólnego, z ludzkim ciałem, opisywanym przez Greków, następnie  wierzenia  przejęli ludzie żyjący w  średniowieczu. Drzewiej wierzono, że zdrowie człowiekowi zapewnia homeostaza czterech płynów- czyli humorów,które znajdują się w  ciele mianowicie: krwi, zażółci, czarnej żółci, i flegmy,tak uważał już Hipokrates, ( cenił sobie także praktykę lekarską, obserwację i zachowanie zdroworozsądkowego osądu, a nie tylko odwołanie do sił wyższych, czy nazwewnictwa) to on nazwał płyny humorami a że zauważono również podobieństwo między śluzem, a sosem, i przekonaniami, że humory (sic!)  oddziałują zarówno na nastrój człowieka jak i jego/ jej temperament, konotacja była logiczna.  Takie to mamy somatyczne rozprzestrzenienie i ślady w języku, o czym pewnie szerzej napiszę jak rozstanę się z choróbskiem. Język, cóż za fascynujący temat! Niemniej, teraz o innym języczku.

Języczek u wagi.    Chociaż bardzo często w Internecie można zauważyć błędną pisownię tego wyrażenia jako: języczek uwagi, to tylko ta pierwsza jest poprawna. Nie chodzi o uwagę, a o wagę, i to tę starą, szalkową, gdy spojrzymy w ten sposób na to wyrażenie, wtedy to jego znaczenie stanie się dla nas jasne. Mówimy o języczku u wagi,wtedy, kiedyy to pozornie nie znaczący czynnik może zyskać kluczowe znaczenie, to jest przechylić (nomen omen) szalę, Jak wiemy między dwoma takimi (szalami)* znajduje się strzałeczka, ona wskazuje przechylenie. Nici z szukania (i znajdowania) tu uwagi, no chyba, że w sposób niepoprawny użyjemy zwrotu, o którym mowa, wtedy możemy zyskać na uwadze, a raczej stracić, zostaniemy bowiem zapamiętane jako osoby, które w sposób niepoprawny posługują się językiem… Niezależnie od stażu, czy czynią to…

 

Rok czasu, miesiąc czasu, tydzień czasu, itd. To popularny (niestety!) pleonazm. Pleonazm to takie wyrażenie, które zawiera w sobie już definicję, inaczej pisząc, masło maślane. Przecież nie mówimy, kilometr odległości, a określenie tydzień, miesiąc, czy rok zawiera w sobie już przypisany czas, wiemy, że tydzień trawa siedem dni, a rok ( w zależności, czy jest przestępny, czy nie) trzysta sześćdziesiąt pięć, albo sześć.Jest jeszcze jeden hahahaczyk, są zwroty pleonastyczne, takie, których nie uważamy, na pierwszy rzut oka, lub ucha za błędne, a jednak! Używamy ich wtedy gdy chcemy zaakcentować sens tego, co mówimy przykładami są: cofnąć się do tyłu, zjechać windą na dół, iść na piechotę, krótka chwilka, wirus HIV,panaceum na wszystko, ale… Nie będę wskazywać palcem…. Przejdźmy do następnej kwestii.

Rożen, znany od szesnastego wieku, na początku oznaczał nic innego, jak palec (wskazujący) dopiero potem takie narzędzia jak szpadę, czy ostrokół, czy pręt na które nabijane zostało mięso. Niezależnie od zmieniającego się znaczenia, rożen zawsze był rodzaju męskiego, wyrażenie to rożno zatem jest błędne. Ale dlaczego tak się dzieje? Wyrażenie to znane z literatury, i to wcale nie najnowszej, zostało przeniesione i przy okazji zdeformowane. Kto/sia nie pamięta błędnego wyrażenia kiełbasa z rożna, tak popularnego w ubiegłym, już, wieku? Język jest tworem żywym, i pewnie za jakiś czas, używanie słowa rożno, stanie się normą, na razie tak nie jest… Psyt, to na tyle dziś opowiastek owych. Garść słów. Znaczeń i oglądów.

 

A Twoje ulubione powiedzenie, zwrot? A może o czymś Chciałabyś, Chciałbyś przeczytać?

*nie mylić z  garderoby, w liczbie mnogiej. 🙂

[331]. [Nie]Powroty.

Głowa i namysł. I zmysł, nie szósty bynajmniej. Nie chciałam składać słów w ten oto wzór. Szedł, szedł od pięty, od wersu do puenty. Od słowa, po przez rytm i rytm, do znaczenia bez zmęczenia.

Szedł, szedł.

I Odszedł.

Jeśli to nie jest pierwszy artykuł, który czytasz na tym blogu, to wiesz, albo się właśnie dowiadujesz, że twórczość Wojciecha Młynarskiego była mi bliska nawet gdy bywała mi daleka. Niewątpliwie odzywał się wtedy, gdy miał coś do powiedzenia, nie tylko pisał teksty piosenek, nie tylko tłumaczył (dzięki Niemu piosenka francuska nie ma przed nami tajemnic, ale jest przełożona pięknym, literackim językiem) jest też autorem librett, tak do musicali jak do oper. Mistrz suspensu, smakowitego tekstu, rymu i rytmu, treści co w pięknej formie się mieści,  wzniósł piosenkę do kategorii Sztuki przez wielkie Sz. Absolutnie! Wielcy odchodzą gęstym krokiem, po cichu łapczywym pośmiechem i pośpiechem absurdalnym. Na szczęście zostają teksty. I preteksty. Pra,pra… Teksty. Nie, nie znam wszystkich. Absolutnie! Wypadało by strzelić puentą, i rzutkim wierszem, ale myśli nie pomieszczę. Panie Wojciechu, dziękuję. Można się nie zgadzać, ale warto znać smak tekstu Wojciecha Młynarskiego, zachęcam do tego.

[Absolutnie,Wojciech Młynarski, Wojciech Młynarski prawie całość, źródło nagrania].

I jeszcze jedno najlepiej chyba oddać uwagę rozmowie na dwa głosy :

 

[Ona rozmawia, audycja Agaty Młynarskiej, rozmowa z Wojciechem Młynarskim, Radio Pin, źródło nagrania].

 

Analogowy list i koperta.

[325]. Do czytania nocą (II).

Czterdziestej zimy liśćopadł .Na barki, ma[r]ca dotyka. Połyka. Jest.

Nicują smolistolistne myśli, myśląc jasne  głaszcząc i gładząc cie[-]nie przez przetak w milliczenia t[r]akt. Tak  wilgotnieją  pieśni (w)inne, pienią się wszędobylskie pleśni zapo/na/pomnienia. Mieniąc  nieco szkic oddycha lepkim m[e]chem. Podszczypujesz wiedzi  od strony pytania . O(d)-(o)powiadania. Powiadania. Dania. Da.

I ryba. Po grecku.

To oczywiste. Niskie ciśnienie sferycznostatyczne.

 

***

 

[Lisa Gerard, Zbigniew Preisner, Ewa Lipska– Dokąd? źródło nagrania].