[438]. Hybryda? Naturalnie?!

Dziś, zgodnie z tytułem, o samochłodach. 🙂 Brum! Brum! Nie, nie będziem lać wody.  Można by zacząć tak:To, że żyrafa jest najwyższym zwierzęciem stąpającym po błękitnej planecie, to wie prawie każda osoba. (Przy czym zwiększonej długości nie odpowiada zwiększona liczba kręgów- szyjnych). Jak i to, że żołądek takiego okazu jest czterokomorowy- przeczuwacz, tfu przeżuwacz, wiadomo!  Najpierw przeczuwa, potem przeżuwa połyka pokarm.Ale to dopiero początek.  Po nadtrawieniu na wpół strawiony pokarm powraca  (nie nie czkawką, ani nie stoi ością w gardle, ale spokojnie zmierza do jamy ustnej, gdzie zostaje powtórnie przeżuty. Mniej już, że język może mieć  nawet pięćdziesiąt centymetrów długości to dlatego nim może sobie przeczyścić uszy. Dlatego nie rozumiem, dlaczego w dzieciństwie (moim) często mogło się usłyszeć: nie pokazuj języka, bo ci krowa, wiadomo co…Ale,bądź co bądź tylko krowa nie zmienia podglądów. Uff…  Jak gorąco. Chociaż dla nas może to zwierzę stanowić i ciekawostkę, no może nie w wieku… Dorosłym, ale warto wspomnieć, że drzewiej znane było na terenie Rzymu, czy Grecji i tutaj wszelkie nitki, nie Ariadny, prowadzą ku nazwie łacińskiej…. Wspomniana ludność była przekonana, że wygląd zwierzęcia to wynik ingerencji człowieka w naturę,  hybryda lamparta i wielbłąda, nie że wiele błędów, albo chociaż jeden. stąd nazwa: camelopardalis.

Czytaj Dalej „[438]. Hybryda? Naturalnie?!”

Reklamy

[314+2][406+1].[#12 poniedziałków]. Budżet:moje doświadczenia [2]. Lista, lista, lista przebojów, albo inne (a)trakcje.Prosto do celu? Cel? Pal…

Słowo się rzekło, i tak zostało. I jak zostało, tak stało stało i się nie przewróciło. Wracamy do idei #12 poniedziałków, czyli drugi przed nami. Kontynuować będziemy kwestię przed tygodnia, czyli budżetu domowego. Pierwszy krok to taki kulinarno-techniczny, wiedzieć z czym i jak to się je. Drugi, to dy dy, dy, cholera jąka mi się czcionka, dyyyyscyplina datków i innych wydatków. I tu, na bank,ten nasz domowy, będą, po pop po po pod pod i inne tknięcia, tyknięcia, i pospolite ruszenia.

Budżet stoi na trzech nogach, pierwsza to świadomość kosztów, i przychodów, druga: to konsekwencja, trzecia: dyscyplina, i nie chodzi o taką szkolną, bacik i wacik. Dzisiaj będzie o świadomym gospodarowaniu.  I tak, będziecie się mylić, i potykać, to część drogi. Jakże fascynującej, jeśli macie już za Sobą odpowiedź na pytanie po co tak naprawdę prowadzę budżet? Będzie Wam łatwiej, co nie oznacza, że pójdzie jak zjazd z Kasprowego w zimie. Chociaż i z tym różnie bywa…

Po pierwsze: W pierwszej kolejności zapłać. Komorne, rachunki za telefon, internet, kartę miejską,OC,AC i inne OK wstępy na basen jeśli to część Twojej pracy, a nie rekreacji, czyli ureguluj zobowiązania, i tak to Cię czeka, więc po co odkładać?

Po drugie: zakupy z listą. (Nie jest ważne, czy kupujemy książki, czy sałatę-ta jest dobra nie tylko dlatego, że zielona ona ).

Wiem, wiem, że to stare jak wynalezienie szczoteczki do zębów, no ale cóż, Planowanie zakupów spożywczych, jeśli nie musisz, nie jesteś osobą o ograniczonej motoryce, starszą, czy nie wyjeżdżasz gdzieś — nie kupuj żywności na zapas. Chociaż od tego mogą zdarzać się wyjątki, czasami bywa tak, że nie można filtrować wody, albo pić z kranu, czy woda przegotowana nam nie służy jak wybieramy się na zakupy zmotoryzowani to warto wziąć zamiast jednej zgrzewki wody mineralnej, trzy. Warto zwrócić uwagę na fakt, że produkty w marketach nie są układane w taki sposób, by sprzyjać naszym wyborom. I nie chodzi o to, że nie są przypisane do miejsca, ale np o to, że produkty świeże są często u wejścia do sklepu, potem jeśli błądzimy między półkami to cóż, łatwiej się skusić na chpisy, czy coś słodkiego, jeśli w koszyku już mam warzywa i owoce! Pamiętaj.  Zakupy to nie sposób na spędzanie wolnego czasu. Z tym wiążę się jeszcze jedna kwestia, jeśli na takim „wypadzie” towarzyszy Ci progenitura, to z jednej strony podwyższa to wysokość rachunku, a z drugiej, uczysz dzieci takiego właśnie spędzania czasu. Jeśli przyjdziesz i kupisz, tylko to, po co przyszedłeś/ przyszłaś wydasz mniej pieniędzy, tak samo jeśli zakupy będziesz robić w tygodniu, kiedy jest mniejszy tłok. No i oczywiście jemy przed wyjściem.

Po trzecie:Płać (tylko) gotówką,

z nią trudniej się rozstać. I wiemy konkretnie ile mamy. Nie zawsze jest to możliwe, ale warto na tę kwestię zwrócić uwagę, chociażby dlatego, by robić to częściej.

Promocja po czwarte:

Wiemy, że nie każda promocja jest promocją w istocie. I to frazes, dlatego przyjrzyjmy się temu bliżej. Jak to jest, że jeśli myślimy o uleganiu reklamom, to zazwyczaj, o sobie powiemy,  że my to nie, jesteśmy bardziej świadomymi konsumentami i konsumentkami niż przeciętny przedstawiciel naszego społeczeństwa (ten wiecie od statystyki, co wychodzi z psem na spacer i ma trzy nogi) A jeśli pomyślimy pomyślimy o tym jaką szansę statystycznie możemy mieć by dzisiaj przytrafiło się nam, właśnie nam coś dobrego (np w pracy)? No właśnie, widać różnicę, czuć? Jeśli kupujemy coś, co znamy z reklamy, czy nie tłumaczymy, że chcemy coś „w y p r ó b o w a ć”?Ha! Haczyk, w zwracaniu uwagi na reklamę nie ma nic złego, jeśli robimy to świadomie.

A dlaczego tak często stosowana jest obniżka 20% bo właśnie według badań taką wysokość  osoba kupująca ma szansę odczuć. I na taki haczyk się nabrać. Nie każda promocja jest promocją, często jest to czyszczenie sklepowych półek. I tutaj, warto mieć listę np książek, które chcemy kupić, zadziwiająco często można natknąć na gorącą listę warzywną, pierwszej potrzeby bestseller, który koniecznie, niezaprzeczalnie, musisz przeczytać przed śmiercią, a te book haule? I miesięczne zakupy książek, i chwalenie się czy półkami, czy paczkami? Ciekawe ile z tych książek jest naprawdę trafionych? No dobrze, ale popatrzmy na moim przykładzie, zejdźmy z innych, rozpaczkingowców. Mam listę książek, które naprawdę chciałabym mieć, ale nie dlatego, żeby kurzyły się na półkach, ale dlatego, że byłyby skuteczne, i naprawdę bym z nich korzystała (dlatego poza poezją i esejami, a to i tak bardzo rzadko, nie kupuję beletrystyki) Generalnie w domu książek mam bardzo mało, dużo za to do mnie nie wróciło, ale także uważam książkę za jeden (wcale nie naj) ale z lepszych podarków, i też najintymniejszych (przynajmniej mających szansę stać się takim) . Mam listę i zauważyłam, że jej zawartość bardzo rzadko się zmienia, jeśli już coś na nią trafi to tam pozostaje, chociaż zdarzają się i takie pozycje, które ku chwale Ojczyzny i potomności wylatują. Więcej jest takich, które nie trafiają nań (zasada preselekcji). Jeśli mam taką możliwość to przyglądam się książce.Natomiast trzeba przyznać, że ta praktyka nie często jest stosowana.  Rzadko chodzę do księgarń, nie jest to sposób na relaks, to po prostu sklep, taki jak mięsny, oczywiście może być prowadzony z misją i przestrzenią na różne działania, ale pamiętajmy, że nie misją się płaci za michę, prąd i inne dobra. No dobra, idźmy dalej, jeśli o liście to warto rzucić okiem na artykuł.  Lista, w tym przypadku książek, daje nam świadomość tego, jak kształtuje się cena danego towaru, tak i wielokrotnie nie chwyciłam okazji, bo po prosu nie było mnie w danym momencie na nią stać, były inne, ważniejsze wydatki, i jak widać, przeżyłam, albo też przestrzeliłam, no ale cóż, wiem, że promocję będą się tarzać, tarzać i  powtarzać. Jeśli mamy świadomość ceny danego produktu i jeśli on nie spada z naszej listy, to wiemy, czy coś rzeczywiście jest promocją, czy nią nie jest. (Często przy okazjach takich jak CzarnyPiątek). Oczywiście są artykuły które a) musimy mieć natychmiast, np nie pozbędziesz się miesiączki bo za tydzień, albo za trzy miesiące będzie promocja na czteropak artykułów higienicznych, a są i takie, które warto kupić drożej, bo tanie np nie będą zdatne do długotrwałego użycia. Większe zakupy, planuję, a jeśli wyboru nie muszę dokonać teraz-zaraz, albo: zaraz-potem, to go odkładam.

Jeśli np kupujemy zostańmy już przy tematyce książkowej, np.  czytnik, i wiemy, że nie będziemy zmieniać go za rok, ani dwa to może warto się zastanowić jakie są nam niezbędne parametry, jakie chcielibyśmy by on miał, ale nie są niezbędne, w jakich okolicznościach przyrody będziemy chciały i chcieli go używać? Jeśli np zdecydujemy się kupić produkt wiodącej marki na rynku, strzelam, że jest to Kindle, to liczmy się z tym, że tym samym wiążemy się z zakupem, jeśli nie dożywotnim to długo terminowym, także i przeznaczonego formatu, z drugiej strony po co nam” tysiąc pincet”  formatów, skoro dwa są najpopularniejsze, a może i trzeci się przyda bo w pracy z niego korzystamy. No i po co najwyższa rozdzielczość hit tego roku (a więc cena wzrasta) skoro oko tego nie rozróżni? Może warto kupić czytnik lepszy niż najtańszy, ale np dwuletni? Albo jeśli czytamy dużo, to może warto zaoszczędzić na nowość, bo dłużej nam posłuży? Dokonując zakupów pamiętajmy o czymś takim jak paradoks wyboru (dotyczy to zwłaszcza dużych zakupów) tym zajął się w swojej pracy  Barry Schwartz. Krótko nieograniczony (albo uznawany za taki) wybór nas zabija, możliwości wyboru, zastanawiamy się, zastanawiamy i każdy wybór nam nie pasuje, mamy przekonanie, że gdybyśmy dokonali innego, to przecież było by lepiej,  coraz to nowe kryteria przytłaczają. No, ale zaraz górnik pracujący w kopalni, ciężko w ścianie nie ma takiego dylematu. To paradoks naszych czasów, chłopi pańszczyźniani w średniowieczu także nie mieli takich bolączek. Wracając jednak do naszych czasów i naszego przykładu. Kupując niech już będzie, że ten czytnik, czy inny domofon, warto narzucić sobie czas w jakim niezaprzeczalnie dokonamy wyboru. Jeśli takowego odgórnie nie mamy. Warto też nie odkładać zakupów prezentowych na koniec roku, albo coś zrobić samej, samemu jeśli mamy uzdolnienia w danym kierunku (zawsze możemy ćwiczyć, ćwiczyć, ćwierkać cienko, cienko, cieniuteńko- co za cudeńko). Jeśli wiemy, że ceny elektroniki zawsze idą w górę w kwietniu,  maju (czas komunii) to jeśli możemy to na los, nie kupujmy tego w tym czasie, nie chodzi o mniejszy wybór, ale bardziej o presję czasu, i to, że na bank, przepłacimy. Jeśli dana osoba jest dla nas ważna, to pamiętamy o jej urodzinach, nie tylko tydzień przed datą, albo wtedy gdy mózg elektroniczny, czyli dana aplikacja nam o tym przypomni. Uczmy się tego, nawet jeśli teraz tak jest.

 

Wracamy do marketu, bardzo często produkty umieszczone na wysokości naszego wzroku są droższe. Warto zastanowić się, czy nie kupić zamienników. Jeśli tańszy zamiennik do filtrowania wody z kranu trzeba zmienić po trzech zamiast po sześciu tygodniach, a korzystamy z tego wynalazku często (pijemy dużo wody, mamy liczną rodzinę) to nie warto.

Osobiście uczę się także (co przychodzi mi z trudem, nawet jak to piszę), że nie warto oszczędzać na jakości jedzenia, to nie znaczy, że mam teraz kupować wszystko naj (droższe) chodzi o racjonalny wybór. Wiadomo, jest, że jeśli nie wlejesz benzyny do baku to samochód nie pojedzie, nie pomoże zaklinanie się na Los, czy odmawianie koronki różańca, no nie. Jeśli masz dom, który położony jest z daleka od bardzo uczęszczanych tras szybkiego ruchu,  i dysponujesz jeszcze jakimś, choćby najmniejszym placykiem, warto zastanowić się, czy nie posadzić tam kilku warzyw.

Po piąte: Zwierzak.

Jeśli dysponujesz (naj)mniejszym dochodem, to warto zastanowić się, czy zakup pupila to dobry pomysł. To przede wszystkim poświęcanie czasu i spędzanie go w inny sposób, np wychodzenie na dwór (czy będzie tak miło wychodzić o czwartej rano w zimę, a wakacje, z kim zostawić rybki jeśli wyjeżdżamy na dwa tygodnie?…) To także, choć nikt nie lubi o tym mówić koszty zabiegów, wizyt u lekarzy, lekarstw. Jeśli potrzebujemy zwierzaka to zastanówmy się nad tym, czy i kiedy warto go przygarnąć. Może zamiast kupna psa, możemy poświęcić godzinę tygodniowo by wyprowadzać psy ze schroniska, jeśli nie potrafimy, nie możemy, czy nie chcemy wykroić godziny przez trzy miesiące ciągiem, raz w tygodniu, to sytuacja ulegnie zmianie jeśli będziemy mieli czworonoga w domu? Sądzę, że na gorszę, acz mogę się mydlić, mylić znaczy. Może w ciągu tych czterech godzin w miesiącu nauczymy się czegoś nowego o zwierzakach, nad którymi zdecydujemy się podjąć opiekę, np w praktyce zobaczymy, że dana rasa psa będzie nam bardziej odpowiadała np zobaczymy, że popularne jamniki to nie psy kanapowe, ale takie, które potrzebują się wybiegać i to sporo. Może warto zamiast psa wybrać złowią albo świnkę morską? Niezależnie od dokonywanego wyboru warto ująć go w budżecie. Nie, nie tylko pieniężnych wydatków, to ważna część, ale część, liczy się także czas, jaki możemy i chcemy, i czasami będziemy musieli, poświęcić. A także aktywność, jeśli nie lubimy spędzać czasu na powietrzu, albo mieszkamy w mieście nie kupujemy psów rasy husky. Jeśli planujemy mieć dzieci, choćby za pięć lat, to także przemyślmy tę kwestię w tej odległej, jeszcze, perspektywie.

Po szóste: Inne sposoby oszczędzania.

Pamiętaj by z wyprzedzeniem pamiętać o własnych wizytach lekarskich. Nie tylko zakupach, o których się tu i tam trąbi sporo.

Jeśli kupujemy sprzęt „z wtyczką” warto by to była klasa energetyczna A aaaale niekoniecznie Az pięcioma plusami bo mogę się założyć, że prędzej nam się sprzęt zużyje, czy zepsuje niż będziemy mogli dostrzec różnicę w rachunku (za energię elektryczną) Zawsze, ale to zawsze wyciągajmy wtyczkę z prądu, no nie mówię o sprzęcie ratującym życie…. Jeśli nie korzystamy z wi-fi, albo z komputera, choćby był by to laptop, to po co jest włączony?

Jeśli nie korzystamy z ubrań, to albo: jeśli są w bardzo dobrym stanie, to oddajmy je osobom potrzebującym, nie kupujmy także na zapas- gdy schudniemy, nie, nie schudniemy dla tej fantastycznej spódniczki, jeśli natomiast tak się zdarzy, wtedy i tak będziemy musiały, musieli zmienić garderobę.

Czasami zamiast fryzjera w centrum miasta można poprosić uzdolnioną znajomą osobę, którą znamy, i której warto zapłacić (albo na zasadzie wymiany usług) , albo zakład,który znajduje się nieco dalej, a przecież tam też mogą być osoby, które się znają na swoim fachu, lubią to co robią, a może są mniej znane? Jeśli razem ze znajomymi pracujesz w jednym miejscu to może zorganizujecie sobie wspólne podwózki, a koszty będziecie dzielić? A może warto część drogi chociaż w jedną stronę spacerkiem?

Jeśli już budżet prowadzisz trzy miesiące, możesz podsumować sobie wydatki na kulturę, rekreacje, i te, z nich, które się da, obniżyć, np ustalając limit, nie zawsze tak się da uczynić,ale wtedy gdy da się to zrobić spróbuj, nie drastycznie. Stopniowo.

Eksperymentuj i niech to sprawia Ci przyjemność, a nie będzie karą, chociaż tak, oczywiście nie rzadko oszczędzanie bywa koniecznością.

Nawyk oszczędzania a inne zachowania:

Nie ważne, czy mieszkasz w pojedynkę, czy z przyjaciółmi, albo masz już rodzinę (własną) . Jeśli zauważysz, że jest jeszcze jakiś inny nawyk, który chcesz zastąpić innym, bardziej wspierającym, zachowaniem to zaproponuj taki oto zwyczaj.

Za każde przekleństwo do wspólnego słoika wrzucamy dwa złote. Uzbieraną kwotę za rok od tej daty (np 5.III.2019 roku) przeznaczamy na (i tu cel ważne by był ważny dla nas wszystkich np na wyjście do teatru dla całej rodziny, albo sponorowanie części kosztów wyjazdu na długi, albo krótki weekend ) albo: (wprost przeciwnie)  uzbieraną kwotę przeznaczamy na cele charytatywne (ale w przypadku gdy chcemy wyplewić zły nawyk, warto zastanowić się, czy nie poszukać takiej fundacji, czy stowarzyszania, które będzie prezentowało odmienne od naszych wartości, żeby jednak nie przekazując danej złotówki czuć się dobrze, czyli nieświadomie jednak  się rozgrzeszać, a jednak coś dobrego zrobiłem). Intencja jasna?

Jeśli zdecydujemy się przeznaczyć pieniądze ze słoika na jakiś cel charytatywny, niezależnie od idei (która zawsze musi być warta wspierania, choć nam  daleka, o takim przypadku piszę wyżej) warto pamiętać, że to nie to zachowanie nie ma nam zastąpić np darowizn, które uwzględniamy w rocznym budżecie . Głównym motorem, nie jest tu oszczędzanie, ale praca nad nawykiem,chociaż to już temat na całkiem inny artykuł… I jeśli będziecie chcieli/ chciały…

Innym sposobem jest wprowadzenie raz w tygodniu dwóch godzin bez prądu. To znaczy, spędzanie czasu inaczej niż przy komputerze, telefonie, np gra w gry planszowe(zaraz Ktoś napisze, że przy świecach, ach może być przy świecach, ważne, że nie przy samochodowych). I nie chodzi by rekreacje podporządkowywać temu, bo oszczędzam. Chociaż z drugiej strony warto, z głową planować wypady na miasto. I wszystko robić metodą małych kroków. Jeśli natychmiast zjemy całego słonia, to dostaniemy zaparcia, albo, albo lepiej nie myśleć co się stanie,oj stanie się. Na jednej nodze i straci równo —i jeszcze— wagę. Przewróciło się niech leży, jak śpiewa(ł) klasyk… Ale w innym kontekście.

 

W jaki sposób mogę zobaczyć czy mam oszczędności? Gdzie się one kryją? Czy muszę kupować jeszcze jedną kanapę, albo co zrobić ze starą, wyrzucić, może komuś oddać, albo sprzedać za symboliczną złotówkę. Czy książki, które dostałam a nie zamierzam czytać, albo już przeczytałam, przeczytałem mogę oddać do biblioteki, czy komuś po prostu dać, czy potrzebuję konkretny bibelot na półkę, taki, który kiedyś przyda, albo i nie, albo taki co będzie biernym kolekcjonerem kurzu? I nie chodzi mi o to, by dawać na prezent, czy inny brezent Bliskim czy Dalekim nam ludziom, napoczęte, nadgryzione nie, nie jabłka, ale też inne rzeczy, zużyte, bo to jest po prostu, nie no witki opadają, pewnie zwiędły… Prezent to powiedzenie innym sposobem, doceniam Cię, jesteś dla mnie ważny, ważna. To chyba jasne, jak jarzeniówka w bibliotece, nie?

Czy jeśli kupuję dany artykuł (buty, kurtkę, sprzęt elektroniczny dla siebie, czy też na prezent) upewniam się, czy jest możliwość zwrotu towaru do sklepu?

 

Kto ostatni gasi światło w Waszym mieszkaniu, czyli lista kontrolna:

  • Co oznacza dla Mnie znaczy pojęcie (mieć) oszczędności?__________________
  • Moje sposoby, które stosuje, albo mogę zastosować związane z racjonalnym wydatkowaniem energii elektrycznej___________
  • Moje sposoby na dokonywanie zakupów________________________
  • Czy wprowadziłam, wprowadziłem i w jakich kategoriach limity wydatków?
  • Dlaczego to zrobiłem (zrobiłam)?
  • Dlaczego tego nie zrobiłem (zrobiłam)?
  • W jaki sposób mogę wpleść idee oszczędzania tak by była praktyczną częścią mojego/ naszego stylu życia?
  • Czego się nauczyłem, nauczyłam dzięki oszczędzaniu____________________?
  • Które z rozwiązań się sprawdziły______________________a, które z nich warto zmienić________________?

A może zechcesz się podzielić refleksją po przeczytaniu tego tekstu, w komentarzu?

Na tym kończę moje medytacje te i owe budżetowe. Tanecznym krokiem, już z nie nowym rokiem, by nie wylądować goły jak święty turecki, bo ani święty, ani turecki. Ale żeby cóż, skończyć filologiczne (nie mylić z fizjologicznie, ani filozoficznie) to przysłowie goły jak święty turecki, ma swoje źródło, nie, nie w bajce, a udzierała go Sierotka (ale nie ta od siedmiu, nie, nie nie boleści, ani krasnoludków) to pseudonim Mikołaja Krzysztofa (Radziwiłła) marszałka wielkiego litewskiego, tego samego, który w 1582 roku udał się z pielgrzymką do ziemi świętej. (Droga tam, przez Wenecję, Trypolis, Damaszek) a z powrotem Egipt, Kreta, Włochy. Zajęło mu to dwadzieścia cztery miesiące. I ta podróż dostarczyła mu materiału do książki pt. Peregrynacja albo Pielgrzymowanie do Ziemi Świętej. A jeszcze bardziej konkretnie szukając to można natknąć się na akapit, w którym to autor opisuje i to w dosyć niewybrednych podówczas słowach derwisza.

A tańczyć nie zamierzam, napiszę tylko, w ostatnim zdaniu 🙂

Do przeczytania i skomentowania.

Następny artykuł w czwartek, ósmego marca.

[406]. [#12 poniedziałków]:Budżet, moje doświadczenia[1].

Pięknisty temat, taki klikalny jak konferencja o wskaźnikach komutatorów przestrzestrzennoczasowych, no dobrze, zostawmy to zanim się pogrążymy i wpadniemy jak inkaust w kompot, czy inna śliwka. Każda osoba wie, że pieniądze wymyślili Fenicjanie (tylko dlaczego tak mało), a przekaz pieniężny i kredyt ci rycerze, dzięki którym, przeklinamy każdy piątek, który wypada trzynastego… Pieniądze w różnych państwach miały różne formy np na terytorium Rzymu płacono niczym innym jak nadbałtyckim bursztynem… Polska to jeden z pierwszych krajów, w którym wprowadzono banknoty papierowe, ale nie zawsze tak było, do osiemnastego wieku oczywiście płacono różnymi monetami, ale także metalami szlachetnymi.

[Bursztynek, bursztynek piosenka z audycji Ciuchcia, źródło].

Nooo dobrze, żarty na bok, i to dobrowolnie wybrany bok, albo na obłok, w kosmos, jednym słowem, na odstrzał. No, ale pod ad rem. Jakiś czas temu zaczęłam prowadzić budżet, i powiem, że to było trudne doświadczenie, ale nie dlatego, że w ten proces jest wpisana konieczność monitorowania wydatków (i przychodów, tak tak tego też), ale nie wcale nie, nie z tego powodu. Budżet domowy to nic innego jak zaplanowanie w czasie i przestrzeni dochody i wydatki, dochody i wydatki, do i wy, dochody, i schody…. Ruchome piaski, i piski? Hę? Co było wspierające? To, że już przed zapisaniem, czyli dokonaniem wydatku dokonywałam preselekcji. To co mnie zaskoczyło, że przez tak długi czas od początku nie miałam czegoś takiego, że pieniądze przeciekały mi przez palce np, przez picie kawy na mieście.  Z drugiej strony, trzeba było zbierać paragony, a nie zawsze dokonywałam zakupów… I tego się nie spodziewałam. Taki myk.

1. Uwagi techniczne. Podstawy. Czym to się je?

  • Dwie kolumny dochody (i tu wszystko, naprawdę:
  • przychód z renty/ emerytury,
  • wynagrodzenie za pracę etatową,
  • z tytułu umów zleceń,
  • umów o dzieło,
  • stypendium,
  • posiadane oszczędności, nie wiem).

Wydatki:

  • opłaty
  • z tytułu najmu mieszkania,
  • komornego
  • (i tu wszystko gaz,
  • internet,
  • energia elektryczna,
  • wywóz śmieci)
  • opłata za telefon
  • transport- bilety kolejowe, tramwajowe, etc
  • środki pierwszej potrzeby: żywność
  • środki czystości
  • chemia
  • odzież i obuwie
  • lekarstwa
  • sprzęt rehabilitacyjny i.in
  • darowizny na cele społeczne, cele, których realizacje wspieram (oprócz przekazywaniem 1% podatku)
  • edukacja:
  • spłata kredytu
  • koszt utrzymania samochodu: benzyna/gaz
  • kultura
  • sport
  • rekreacja
  • wypoczynek
  •  (kawa, alkohol, słodycze).

Są wydatki stałe, które zawsze będą występować, nie zmieni tego ani czas, ani miejsce, ani przestrzeń, i tak będziemy jeść, pić, gdzieś mieszkać, myć się, to co mnie zaskoczyło, to też ilość wydatków stałych. Są też te, drugie, zmienne, to te z nich, które mają syndrom pojawiam się i znikam. Są wydatki konsumpcyjne, przejedzone, i te, które są inwestycją np we własny rozwój. I warto przemyśleć, do jakiej kategorii coś przypiszemy, uwaga: nie każde wydatki z kategorii edukacja są inwestycją. No proszę, czego nauczyłeś/nauczyłaś się na maksa przydatnego w szkole. Wydatki konsumpcyjnie nie są złe.  Moment(y) aha: nawet wydatki, które uznamy za konsumpcyjne można kategoryzować jako stałe i zmienne.  I takie myślenie nad budżetem, cóż, jest, może być fascynujące, bo ów budżet, jest częścią większej całości, to nie tylko kwestia pieniędzy, No ale zatrzymajmy się na tym wynalazku fenickim. Co więcej, moim kolejnym odkryciem jest to, że w czasie charakter niektórych wydatków się zmienia, to znaczy to, co wcześniej upatrywaliśmy jako wydatki na rozwój stają się kosztami, i jeśli dostrzegamy tę prawidłowość, może ona świadczyć o przestrzeni rozwoju.

Planowanie wydatków, czyli zarządzanie budżetem to praca nad swoim charakterem, nie jest to odkrycie kopernikańskie, to coś co przydarza się przypadkiem, na marginesie. By tę pracę zainicjować warto sobie zadać pytanie: Po co na cholerę planować swój budżet? Jeśli motywacja jest zewnętrzna, może zadziałać, oczywiście, jeśli jest wewnętrzna to dostajemy silnik rakietowy do dyspozycji, poznajemy Siebie. To reguła śrubokręta. To czy będziemy tworzyć budżet na piechotę w notatnikach zeszytach, czy exelach, to jest drugorzędne. To co warto przeczytać i usłyszeć to nie tylko zapisywanie poniesionych wydatków i posiadanego przychodu, ale: jest zasada dwóch kolumn stosowania zapisywania planowanych wydatków i planowanych przychodów. I zaczynamy od tego, że zapisujemy je w sposób ogólny. I tak

Przychody:

Wydatki:

Wydatki stałe: Wydatki zmienne: Wydatki stałe:

Ot, wszystko. Całaż filozfiaż będą wydatki: do jakiej kategorii zaliczysz OC? Podatek gruntowy? Książki? Ale kolejną kolumienką, trzecią jest: wydatki nieplanowane, i nie chodzi o to, że pójdę na kawę dzisiaj popołudniu, bo se zapiszę w trzeciej kolumnie. No nie, jak pójdę to blogosławieństwo na drogę! Smakuj, nie chodzi o to, by wiecznie sobie czegoś odmawiać. Odmawiać to można, a zresztą, i bez reszty (tu wymowne machnięcie ręką, nogą, albo ramionami)

Jeśli decydujemy się oszczędzać, to kolejna reguła dodatkowe dochody i oszczędności.

Propozycja pierwszego kroku.

Najlepiej sobie założyć kajecik, albo inny mały, poręczny zeszycikonotesik im bardziej poręczny i mniej skomplikowany, tym lepiej, nie potrzeba żadnych aplikacji, tak to pociągające, ale jak będzie awaria? Najpierw zapisuj, wszystko, dosłownie wszystko co możesz kategoryzować wydatki, dochody.

Co można jeszcze zrobić?

A można, skoro pewne rzeczy są stałe (śmierć i podatki) to można zaplanować budżet kilka dni przed dochodem, tak tak, i to kolejny moment aha, to daje nam dwie przewagi:

Uczenie się myślenia perspektywicznego, zakotwiczenie w czasie, trzecia rzecz, jeśli pojawią się pokusy to będzie to nasza oręż, nasze ubezpieczanie, i nie chodzi o to by sobie wszystkiego odmawiać i od dziś, dwudziestego szóstego lutego, cóż asceza, post o chlebie i wodzie (z kranu- bo najtańsza). Zaplanujmy też przyjemności, jeśli czytamy, to załużmy sobie jeśli mamy taką możliwość, że miesięcznie mamy do dyspozycji dziesięć złotych na wydanie na prasę, książki, i tak może nie zdobędziemy danej pozycji za tę cenę, ale to może pokazać nam nasze realne możliwości i to, ile czasu zabierze nam kupno danej pozycji, która może być hitem, gorącą bułeczką w piekarni, czytelni, a może gdy emocje opadną nie warto jej kupić, a może jednak okaże się wprost przeciwnie, może warto zainwestować w czytnik, ten zakup radzę dobrze przemyśleć, bo może on być kosztowny, nie tylko ze względu na samo urządzenie, ale na pokusie dostania książki jednym kliknięciem, no i książka nie zajmuje miejsca na półce, co może być również wadą (jak i zaletą) kupimy więcej, szybciej i mniej przemyślanie (jeśli w ogóle) a może być też zaletą, a może się w ogóle nie przydać- zauważymy, że nie potrafimy zapamiętywać treści tak, jak to się dzieje w przypadku książek papierowych (zapach i szelest kartek jest mniej ważny). Może okazać się też, że daną książkę mieć trzeba i warto na nią poczekać, albo (jeśli to możliwe) przegrupować część wydatków z innych kategorii by mieć ją szybciej, a może udać się do zapomnianego przybytku: biblioteki?

Pytania kontrolne:

  • Po co i w jakim celu prowadzę budżet?
  • Czy jest to mój własny wybór? (Dlaczego tak? Dlaczego nie?)
  • Jakie kategorie należy umieścić pod szyldem budżet domowy?
  • Co jest wydatkiem, a co dochodem:
  • Które z kategorii są stałe, a które zmienne?
  • Co zrobiłam/ zrobiłem dobrze?
  • A co poprawię w najbliższym okresie (miesiąc) jakie zmiany wprowadzę w moim budżecie?
  • Co mnie cieszy?

Warto chociaż spróbować nawet jeśli masz dochód minimalny i całą serię wydatków, nigdy nie jesteś za biedną, ani za bogatą osobą by nie prowadzić budżetu. Jeśli masz pytania, zadaj je proszę w komentarzu. Rozmowa jest ważna. 🙂

Następny odcinek w najbliższy: poniedziałek albo czwartek 🙂 Do przeczytania. 🙂

Jakie są Twoje refleksje w prowadzeniu budżetu? Co się zmieniło, a co się jeszcze zmienia? Jakie były Twoje początki, fajnie by było gdybyś podzielił/a się opinią 🙂 Dzięki!

Co prawda, jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale warto od czegoś zacząć, czyż dzisiaj to nie wspaniała okazja by od czegoś zacząć? No i cóż, można na okrasę dodać zamykając artykuł ciekawostką filo logiczną. , że przytoczone przysłowie znane było już w starożytności, a wiemy o tym stąd, że można się na nie natknąć chociażby czytając komedię Arystofanesa (a konkretnie : Rycerze i Ptaki) ale Arystoteles w Etyce Nikomachejskiej. Tak, tak wiem, że oba dzieła dzieli ni mniej ni więcej tylko wiek cały. I jeśli myślisz, że powiedzenie to pochodzi z bajek, których autorstwo przypisuje się Ezopowi, to jesteś w prawdzie! Bingo. A konkretnie (Rozrzutnik i jaskółka). Przysłowie to znajdziemy we wszystkich językach (tych europejskich) po łacinie prezentuje się ono następująco: una hirunda non facit ver. Popularność czyni mem (nie mam na myśli bio- lololo-logicznego rozumienia tegoż pojęcia), czyli dany pierwowzór obrasta w różne warianty: dla przykładu jedna randka nie czyni małżeństwa, jedna słonka nie czyni zimy, albo chińskie: jeden aktor nie czyni sztuki. Ale mało kto wie, że  bajka to źródło jeszcze jednego przysłowia, mianowicie: będą z tego nici. I nie chodzi o wieszczenie niepowodzenia z prowadzeniem budżetu, bynajmniej, ani, ani przytaczanie, czy toczenie opowieści o Ariadnie, czy Arachne, tym to się nici przydały! Nie bez kozery polski zespół śpiewać może „Przyszyj to sam!” nawołując do pospolitego ruszenia guzikiem, nawet z pętelką i igłą i nitką! I w tej bajce (znamy ją z przekładu Biernata z Lublina) występuje mądra jaskółka. I tak zupełnie na zakończenie, kiedyś sądzono, że jaskółki nie odlatują za morze do ciepłych krajów, tylko wybiera wakacje w kraju, nawet zimowe ferie, i to niektórzy się zarzekali, że przecież widzieli, spotkali jaskółki nad stawami, czy bagnami… A wiedza ta była powszechnie uznana nawet w XVII wieku pisał o tym fakcie ceniony Gabriel Ręczyński.

Z przekonań ludowych wierzono, że uwicie przy domostwie gniazda przez jaskółki to zwiastun szczęścia i dobrobytu, ale nie żeby tylko to taki rodzaj polisy ubezpieczeniowej, czy zapewnienie znalezienia męża (własnego, znaczy przyszłego).

 

Zapachniało Wam wiosną?

Paachniało, przyjajmniej wtedy gdy to pisałam. No i zapomniałam Wam napisać, wracamy do idei #12 poniedziałków. Jeśli chodzi o prowadzenie budżetu, będzie jeszcze jeden wpis w tej materii.

[370]. Rodzaj[e] starości.

Dzień dobry, w dobry poniedziałek.

 

[Słoiczek miodu].
Nadgryzłaś, nadgryzłeś już swój po[sz]czątek tygodnia? Drzem dobry? Znaczy, dzień dobry, a nawet najlepszy. Mam dla Ciebie pytanie- prezent, może do porannej kawy, [z]jawy, czy innej jajecznicy. Naprawdę smaczny. Oto ono (no dobrze, będzie więcej niż jedno): Co się w Tobie starzeje? I jak się starzeje, czy murszeje, zastyga się i zwija? Jak jesienny, liść,który usechł, niesiony wiatrem,znika. A może jest (i) tak, że owa starość  jest niczym innym jak wyrazem, a może gram_ gram (do grama) gramatyką mądrości? Wystarczy jedno zdanie? Jak ono smakuje? Co/Kto w Tobie umiera? A może gdzieś zaśniedziałaś, zasiedziałaś (zaśniedziałeś zasiedziałeś) się, gdzie? Konkretnie. A co zyskuje nową formę (jaką?) ? Tą, która wspiera, rozwój, czy tą, która go utrudnia? Chodzi o konkrety, nie mylić z krokietami. Jak tą wiedzę już będziesz miał(a) to zastanów się nad jedną minimalną, małą zmianą,ledwie wzmianką, którą warto wprowadzić do swojego życia. Teraz. Nie wczoraj, nie jutro,nawet nie dzisiaj. Tylko teraz. Może będzie to wstawanie piętnaście minut wcześniej  nie godzinę, ledwie kwadrans każdego dnia, może coś innego, ale konkretnie i konsekwentnie, teraz. Jeśli chcesz się podzielić swoim pomysłem, to zapraszam do skomentowania, jeśli odpowiada Ci konwencja takich wpisów, również daj proszę znać. Podziel się proszę swoim doświadczeniem, będzie mi miło. Zapraszam do rozmowy.

i życzę smacznego dnia! #pytaj_ni[c]k

 

[#12 poniedziałków]: /Krótko/: [Zo]Stań.

Myślę sobie. Czasami mi się zdarza i zderza. Spacery to taki cytat z Siebie,ze Świat[ł]a, takowe wejrzenie.

Znasz ten zapach ciszy smakowany czubkiem języka, czasami nieco cierpki, a czasami, intuicyjnie słodkawy? Ja też nie. Co nie zmienia faktu, że coraz to częściej odchodzę na kilka kroków od muzyki, gimnastyki jazzowej, czy tej pojmowanej jak najbardziej klasyczne. Niemniej gdyby kto/sia chciał/a się nacieszyć niespiesznym dźwiękiem, którym koloruje się nie-pośpiech to polecam spacer. Nie musi być taki odbyty samotnie, ale taki, podczas którego się nie dyskutuje, nie opowiada o rzeczywistości, ale idzie, krok za krokiem. Nie w ciszy, bo jesteśmy otoczone, otoczeni przez dźwięki, faktury i barwy, przez dotyk. Nie unosimy się w powietrzu, ale nasza stopa ma kontakt z podłożem, czy to boso, czy wzuta w (jakiś) but.

Minimum czterdzieści minut do godziny pobądź w ciszy.NIe mniej, mózg i ciało wchodzą w ciszę w stopniowo, po woli i powoli. Zanurz się. Wyłącz telefon, radio, telewizję, Internet.Nie bierz ze sobą telefonu, słuchawek odtwarzaczy muzyki.  Nie wyłączaj myślenia, nie o to biega. Nie jest to możliwe. Jeśli dana kwestia pojawia się na horyzoncie to bądź tego świadom/a, i puść ją dalej. Gdy przyjdzie następna, powtórz to. Doświadczaj świata. Nawet gdy wychodzisz rano z psem, a powiedzmy (tu napiszmy) szczerze, czasami (nie gramatycznymi) Ci się po prostu nie chce tak wcześnie rano rozstawać się z łóżkiem,materacem i ciepłym snem. No, ale jak już musisz, albo przynajmniej tak czujesz. Może Ci się nie udać za pierwszym, drugim, albo kolejnym razem, ale za dziesiątym, może będziesz już pamiętał/a, owo zaświta Ci w niedospanych myślach. Spróbuj, nie chodzi o to, by Ci wyszło (za pierwszym, drugim razem, niepotrzebne skreślić*), ale za kolejnym. Nie chodzi też o to byś się sobie przyjrzał/a idź, ruszaj się, choćby wolno. To, że żyjemy w niezwykle złożonym świecie to banał. Mamy przecież także złożone narzędzia by go eksplorować, i to z urodzenia. Przykład? Przekład? A może [o]kład Proszę bardzo.Mózg człowieka to system o niemal nieograniczonej złożoności. Sama tylko Kora Mózgowa to około stu miliardów połączeń komórek nerwowych, każdy z nich połączony jest od tysiąca do dziesięciu tysięcy innych neuronów. Tak więc chcąc podać rząd wielkości, przyrównać samą tylko korę mózgową do czegoś, to śmiało moglibyśmy powiedzieć, że liczba ta mogła by zarówno określać liczbę wszystkich atomów, we wszystkich nam znanych galaktykach. A złożoność układu mózgu można by opisywać na różne sposoby, mnożyć metaforiady i zagalopywwywy, wać się w gramatyczne zawijasy, do tego dochodzi nowa wiedza o starych mechanizmach np kiedyś marginalizowane znaczenie komórek glejowych. Wszystko się zmienia, a może tylko stan skupienia zmienia? Upraszam o uwagę, bo waga jest niezmienna i oznacza, że upraszczam. Można pójść głębiej w las, w ten, w którym będzie i więcej drzew, i zapachów więcej, i zieloności, i ścieżek różnych, o zróżnicowanym podłożu, natężeniu światła i dźwięków. Nigdy nie jesteśmy w ciszy, choć możemy być wyciszeni/ wyciszone. To tak jak w zając miejsce w dyskusji, czy umysł ludzki może sam pojąć swoje działanie i możliwości w stu procentach? Rozmowa. Ta prowadzona na francuskich  salonach w osiemnastym wieku (a czas ów określany jest nie inaczej jak wiekiem rozmowy) była nie tylko sprawdzianem z odebrania kindersztuby, czy potwierdzeniem statusu socjoekonomicznego interlokutorek/-lokutorów, ale to namysł i danie świadectwa dobrych relacji z innymi ludźmi. To nie jest small talk, czyli  inne określenie: minerału z gromady krzemianów,który zalicza się do tych pospolitych, a nie, przepraszam, to sposób na gombrowiczowskie upupienie ciszy. Teraz rozmowy się przeprowadza, a nie prowadzi, czyli: skutek. To pierwsze, to rozwiązanie ukierunkowana na załatwianie (np sfinalizowanie) przedsięwzięć. A  drugie to  nic innego jak bycie ze sobą (i z innymi rzecz jasna),poznanie, realizacja w sferze intelektualnej.

Wyprowadźmy się na spacer, nawet w deszcz. Jeśli chcesz. Choćby mil, milcząc chwil dwie. Jeśli oczywiście się jeszcze chce.

 

*Obraz przedstawiony w miniaturze to: Prządki, albo Baśń o Arachne, Diego Velázquez, olej na płótnie, Prado źródło zdjęcia Wikipedia.

344.Trzy w jednym. Trzeci element, czyli REMedium (#12 poniedziałków), (#bo świat jest ciekawy!) [antystresow_nick3].

[Georges de La Tour, The Penitent Magdalene, 1625-1650, Metropolitan Museum of Art, źródło zdjęcia].

[Dla Renyi].

Niech się spełnią wyśnione marzenia, a przynajmniej, to najważniejsze.

Za górami, za lasami, za siedmioma do[linkami], czyli gdzieś w sieci, bardzo, baaardzo… Blisko, albo niesamowicie daleko…eko…eko…Eeee, tam! Tfu, A może już tu? Tu? Czy tam? Czytam.Czytajcie  a znajdziecie, znaczy się, znaczy się opowieścią, wieścią…

Mogłabym tak zacząć,ale gps zgubił trasę, brak zasięgu,  [lack of coverage, czy jakoś w takt] ale napiszę tylko, że [g]lubię  sposób wykorzystania światła i geometrii w obrazach de La Toura,  a opowieść się sama potoczy, toczy,toczy, to, czy to, wysypując worki słów,ów,ów i znaczenia zmęczenia, jak okruchy chleba sypane przez Jasia i Małgosię.

Skupienie i cielesność to wybija się na pierwszy plan, w którym kierunku spogląda kobieta? Czy sięga wzrokiem ponad ramę lustra? Czy w ogóle zdaje się gdzieś sięgać, a może wybiega myślami? Kiedyś, zanim poznałam sposób czytania obrazów, i ich historię bawiłam się także w skojarzenia. Oczywiście można też (do czego wrząco zachęcam) wykorzystać czynność przyglądania się nim jako sposobność do medytacji, rellaksacji. Im dłużej pobędziemy, z treścią jako wzbudzaczem neurlonaliów własnych, tym więcej uda nam się dostrzec i – co równie ważne, wędrówka nasza będzie również soczysta. W językach pochodzenia germańskiego sen i marzenie mają znaczenie synonimiczne i stosowało się je zamiennie. Spojrzenie, to także dziwne słowo,można coś nagle zobaczyć, czyli zdać sobie z tego sprawę, uświadomić, można mieć widzenie, kontakt z ukrytą (dotąd) częścią rzeczy, która staje się oczywistością. Rzeczy[oczy]wistość jawi się w całej [oka]załości. Przeobrażenia wyobrażeń, wrzenia skojarzeń. Obraz, zapach, przeczucie, czucie. Namacalność.Rzeczywist.ość.

Nie wiem, czy Maria, przebywa w przeszłości, przyszłości, czy teraźniejszości. Jest nieprzynależna do czasu i a(tra)kcji deko_racji, chociaż w niej zagnieżdżona, a może żegluje w stronę snu, może i tego na jawie? A może tego, który śniony był przez wiele epok, który hołubiono, ale także się obawiano tak jego jak i skutków. Gdyby spojrzeć na historię literatury holistyczne lwią część zajmuję tematyka śnienia, przywidzeń, wieszczeń. Także i w baśniach. Księżniczka na ziarnku grochu nie może wygodnie zażyć relaksu jaki daje chwila pożegnania się z tym, co przynosi dzienna aktywność,a więc pomyślnie przechodzi próbę, wiele dziewczyn zapada w letarg jest to synonim czasu dorastania, zachodzących przemian, intensywnego wzrostu (przecież nawet w śnie pojmowanym jako biologiczne zjawisko przybywa nam centymetrów). Zatem (a może przed_tem, a może:wtem),  Szekspir czy Salomon? Przykłady i przekłady można mnożyć. Opowiastki dla dzieci, czy liter tura dla dorosłych. (Chociaż te pierwsze są nie tylko dla progenitury).

Sen, krążenie krwi i czasu. Który upływa,niczym woda w kranie… Zużywa zmarszczki myśli i komórki ciała. Antonio de Pereda y Dalgado jest autorem obrazu, który nazywano na różne sposoby: Sen rycerza (albo: Sen kawalera),albo też: Życie jest snem… Ale jest też Śmierć i galant (Pedra de Camprobina), można by pisać, i pisać i pisać i zużywać niezliczone ilości czasu, pikseli, a i tak podobne by było to jak czerpanie wody przetakiem, nie zanurzylibyśmy się nawet po kostki w nurcie sztuki wariantywnej czy somnambulicznej nie zmoczylibyśmy nawet babcinych skarpet. Czas i sen, zestawienie dwóch rzeczywistości, czy dwa jej odbicia, wzajemnie się przenikające?

Albert Einstein powiedział, że czas istnieje tylko dlatego, żeby wszystko nie działo się na raz. Istnienie zarówno poza jak i w czasie, nie jest paradoksem.Osoby zajmujące się fizyką twierdzą, że postrzeganie tego zjawiska jako odcinków przeszłości, teraźniejszości i przyszłości jest błędne, chociaż bywa i poręczne, bywa i mydlące, tfu, mylące. Na percepcję  i przeżywanie  zjawiska (jakim jest czas) wpływa zarówno koncentracja, emocje, poczucie przestrzeni, czy pamięć nie należy też zapominać, że zaangażowane są w ten proces różne obszary mózgu.Podobnie jak i inne kwestie, tak i on nie mają charakteru liniowego. Przykład? Proszę bardzo.

Liniowe pojmowanie muzyki zostało przypisane (sic!) tej dziedzinie dopiero gdy tworzyli tacy jak Haydn, Beethoven, czy Mozart. Miało to także ścisły związek z rozbudową teorii muzyki.  I to bywa nieoczywiste, choć zrośnięte w postrzeganiu, gdyby się temu przyjrzeć bliżej. Czas i jego pojmowanie bywa różne, zależy od epoki, i co z tym związane,  (w przypadku teorii względności) układu odniesienia. Zanurzenie w sztukę, czy to z bliska, czy z odDali. Skojarzenia są przejrzystooczywiste choć… Śmierć Prokris, już nie jest tak czytelnym przykładem. Czy czy widzimy kobietę, która ucięła sobie drzemkę? Jaki charakter ma owe władanie Tanatosa? Ułożenie ciała niektórych badaczy sztuki wskazuje na to, że nie jest to sen, kobieta się nie zbudzi, zapadła na sen wieczny, a to za sprawą morderstwa. Piero de Cosimo, jak wielu mu współczesnych, korzystał uwieczniając postaci ludzkie ze zwłok, i takowe zostały mu dostarczone, wzmacnia to (czy wpisuję się to w)  wymowę owidiuszowej opowieści, główny motyw to przecież tragiczna w skutkach historia miłosna. Co więcej możemy zobaczyć? Świadectwo czasów alchemicznych, poszukiwań kamienia filozoficznego, chociażby za sprawą pelikana. Faun inaczej zwany Luperkusem, czyli tym, który strzeże przed wilkami, nieobecny w historii literackiej a tu to nic innego jak wyraz dzikiej, nieskalanie czystej siły.  Drzewo to ruch w dwóch kierunkach: z martwych wstawania i nieśmiertelności. A czerwień płaszcza podkreślona także przez umieszczenie na obrazie psa, to odniesienie do Hermesa który był uosobieniem niezmąconej mądrości. To on włada materią, i to on może kreować jej przemiany (o czym świadczy  zarówno umieszczenie na płótnie ptaków i ich wielkość, perspektywa, to nic innego jak metafora lotnej materii). Ruch, wszechobecny ruch, chociaż prawie wszystkie postaci są statyczne. Ruch na i pod powierzchnią widzialności.Zdrapywanie znaczeń, odkrywanie i zakrywanie. Odczytywanie.  Podążanie śladem opowieści.

Również roślinność wydaje się być przerysowana, niejako doklejona, przyczepiona do rzeczy oczywistości, do rzeczywistości. Do  szkieletu ości nieuchronnych skutków. Gdy patrzę na ten obraz to widzę drogę, która wiedzie nie w przód, ani w tył, ale w głąb,a zarówno postaci fauna jak i psa, biorą rzeczywistość w nawias. Zwierzęta na drugim planie ukazują ruch, przemiany, materii. Głębię.

[Śmierć Prokris, Piero di Cosimo, olej na płótnie, National Gallery, źródło zdjęcia].
Zbieżność, czy synergia? Pierwsze z brzegu pytanie: Czy obrazy mogą być akustyczne? W jakiej mierze następuje przenikanie sztuk? I czy ma to coś wspólnego z oczytaniem osoby, która patrzy? I widzi, patrzy i dostrzega. I przeżywa. Czy charakter prywatnego dialogu z muzyką zmieni wiedza jaką posiadam o tym, czego dokonał Hermann von Helmholtz?  Badacz ucha wewnętrznego, a dokładnie uwagę skupił na błonie podstawnej. Dostrzegł, że ta złożona jest z ponad dwóch tysięcy różnej długości włókien, rozłożonych w taki sposób   że przypominają ułożenie strun w fortepianie, włókna te  są elastyczne. A ich zakończenia reagują na dźwięki niejako zbierając je otoczenia i doprowadzając do mózgu. I reagują tak jakbyśmy w uchu nosili harfę. Stąd działanie ucha często było metaforycznie tak właśnie przestawiane. To czego badacz nie dostrzegł to rola płynu, który wypełnia ucho wewnętrzne. To on transmituje drgania błony bębenkowej,oczywiście wiemy o roli jaką o d g r y w a j ą  (sic!) kosteczki (ossicula auditora) znajdujących się w uchu środkowym: młoteczek (malleus), kowadełko (incus) i strzemiączko (stapes).  Wkładają nam do głowy już w szkole, że to najmniejsze kości w ludzkim organizmie, ale nie często mówi się o tym, że  To także jedyne kości, które nie zmieniają swojego rozmiaru przez całe życie człowieka, dlatego, że w momencie gdy przychodzimy na świat są już ostatecznie ukształtowane. W okresie płodowym tworzą się poza „obrębem czaszki” (a dokładnie są ukształtowane z łuków skrzelowych). Skojarzenie z rybami jest tu jak najbardziej na miejscu, z tą różnicą, że u nich kostki podtrzymują skrzela, a u nas wędrują ku środkowi głowy, aby ostatecznie stać się częścią aparatu słuchowego ( złożonego z ucha zewnętrznego, ucha środkowego oraz ucha wewnętrznego). Powróćmy do tematu, przewodniego, chciało by się rzec (albo napisać, w tych okolicznościach przyrody) motywu.

O harmonii, wszelakiej, tej dotyczącej ciała, złotej proporcji, matematyki i dźwięku wspominał już Pitagoras. Skojarzenia, których doznał Helmholtz z fortepianem, pewnie dlatego podszepnął mu mózg, że gdy jako żak wyjeżdżał był by podjąć studia lekarskie,wziął ze sobą ten właśnie instrument, i pomimo obowiązków jakie wiązały się ze studiowaniem, grywał na nim  przynajmniej godzinę dziennie. Zauważył, że każdemu tonowi towarzyszą dźwięki wyższe (zwane harmonicznymi albo inaczej alikwotami).  To nie jest tak, że struna drga jednostajnym dźwiękiem, można powiedzieć (upraszczając kwestię) że mamy dźwięk podstawowy, on służy do określenia wysokości, i równocześnie możemy rozpoznać, dźwięki towarzyszące które nasączają wysokość dźwięku barwą. Przyjrzał, a może bardziej trafne określeniem było by przysłuchał się wszystkim alikwotom w które wyprodukowali ludzie grywający w orkiestrze. Sztuka i nauka splatają się niczym nerwy wzrokowe w organizmie człowieka. Warstwy. I wieczny ruch. Prospero w szekspirowskiej Burzy wypowiada kwestię Życie to chwila jawy między dwoma snami, tak więc i tu kolejna warstwa. Sen. Spójrz proszę, czy i Maria Magdalena nie śni? Czy to nie jest punkt, od którego zaczęliśmy opowieść wieść? Wejść do tego świat(ł)a…

[Noc. Grzegorz Turnau, Zbigniew Preisner, Głosy, źródło nagrania].

Czy wiesz, że nieprzerwany sen sławetne osiem godzin spoczywania w łóżku, to wynalazek bardzo świeży? Onegdaj sypiano inaczej, a wiązało się to z tym, że nie mieliśmy do dyspozycji sztucznego światła (Psyt, iskierka zgasła). I nie chodzi tylko o to, że chodzono spać z kurami, czy innymi owcami, ale o to, że zażywano snu na raty. W nocy urządzano np uczty, albo spotkania recytatorskie. Czy wiesz, co to jest podkurek, albo doświtek? To nic innego jak rodzaj posiłku nazwa określa porę spożywania (przed pierwszym pianiem koguta). Pierwsza transza snu trwała około trzech godzin, potem biesiadowano,albo modlono się, albo zacieśniano relacje (i tu mam na myśli wszelkiego rodzaju, od prowadzonych biesiad, po spółkowanie i płodzenie potomstwa, bardzo często w podręcznikach medycznych pisanych w  XVII wieku zalecana była ta pora płodzenia) przez około dwie godziny, by następnie znów pożegnać się z jawą, aż do świtu. Tyle, że tu nie chodzi o korzystanie, bądź nie prywatnie z wynalazku elektryczności. Jedna kwestia to stosowanie różnego natężenia i różnej barwy sztucznego światła, a druga, to oświetlenie miast. Przeszkadza ono nie tylko entuzjastkom i entuzjastom astronomii.  Bywało tak przed rewolucją przemysłową, a więc rozpatrując historię ludzkości jako continuum bardzo niedawno spano na raty.Tak jak ładowanie baterii w urządzeniach elektronicznych.

Oczywiście, jak to bywa z innymi przykładami czynności tak i w tym przypadku wraz z nią dostajemy cały pakiet wierzeń i przesądów i praktyk. Na Wawelu można zobaczyć (ale już nie dotknąć, jak to w muzeum bywa) bardzo maleńkie łóżka królów. Dlaczego, bynajmniej nie z racji braku funduszy, albo puszczenia z dymem zamku (co zdarzyło się Zygmuntowi Wazie) A dlatego, że władcy sypiali na siedząco. Tak, na siedząco (a Masajki Masajowie na stojąco). Ci pierwsi bali się bowiem, że gdy oni są we władaniu Tanatosa, rychło umrą. To przekonanie było bardzo powszechne: sen jako brat śmierci, nawet medycy tak ujmowali seans, sens rzeczy. Nie jest to dziwne, dlatego, że zachowanie pacjentki/ pacjenta w czasie snu naprawdę niewiele wnosi. To co najważniejsze ukryte jest dla oczu.

W 1869 roku została opublikowana książka  Cooke‚a pt: Siedem sióstr snu, autor przedstawia tam wyniki ówczesnych badań nad siedmioma głównymi narkotykami świata. (a były nimi, zależnie od regionu geograficznego,: tytoń, opium, konopie indyjskie, orzechy betelu, koka, bieluń,  i… Muchomor czerwony, nie pisał o alkoholu. Autorka tego blogu, jest przeciwna używkom (!) Bardzo często przywoływane są takie postaci jak Witkacy, czy Carroll jego Alicja w krainie Ciar_uff, czarów. Sen i widzenia, mary, czary, przywidzenia i powidoki to szeroki nurt literatury. Przez delikatność nie wspomnę o romantyzmie czy młodej polsce. W tym czasie jesteśmy sami ze sobą, do tego bez broni. Zwierzęta często śpią z przerwami (często te z nich, które są zagrożone ze strony drapieżników).

Teraz gdy dysponujemy techniką, owe znaki snu, jeśli występują, stały się dla nas czytelne, bardziej cielesne, namacalne, przejrzyste, niezaprzeczalne, oczywiste. Prawdziwą rewolucję w dziedzinie badań nad snem to cenzura jaką stanowi wynalezienie encefalografu (z języka greckiego enképhalos – mózg, gráphō – piszę) a więc i  metody,której użycie pozwala na zbadanie i/lub zdiagnozowanie bioelektrycznych czynności mózgu. Dlatego też odkryliśmy, że sen ze swej natury  jest zjawiskiem niejednorodnym, ale też jest  bardziej  skomplikowanym, niż to się wydawało na pierwszy rzut oka (sic!). Jednocześnie do dziś nie wiadomo, dlaczego tak naprawdę śnimy, jest wiele hipotez, wiele szkiców, ale żadnej wiążącej i ostatecznej odpowiedzi. Jedną z najbardziej popularnych jest to, że jako ludzie potrzebujemy czasu w którym następuje  konsolidacja nabytych umiejętności, tych, które opanowanie ćwiczyliśmy/ ćwiczyłyśmy poprzedniego dnia (dlatego tak ważne jest wysypianie się podczas sesji egzaminacyjnej na studiach), czy tworzenie wspomnień. Taki zapis na twardy dysk. Także jest jakieś czucie i wiara w uczeniu się przez sen, ale nie w takim kształcie jak to się propagowało (podkładanie książek pod poduszkę) albo/i używanie programów i taśm z nagraniami słówek w języku (tak samo jeszcze) obcym.

Cykl naszego funkcjonowania wyznacza zegar biologiczny,niektóre osoby zajmujące się nauką i badaniami nad snem twierdzą, że dysponujemy więcej niż jednym takim zegarem. Niezależnie od tego, którą z perspektyw przyjmiemy możemy być pewne i pewni, że zegar(y) połączony/e są z centralnym układem nerwowym, z mózgiem. W ten sposób następują regulacja procesów biologicznych a także układów wewnętrznych związanych z gospodarką hormonalną organizmu, temperaturą ciała, koncentracją, nastrojem, czy przemianą materii. Co więcej, nasz cykl snu i czuwania pokrywa się z ruchem ziemi. Inaczej przebiega u dzieci, u nastolatków (nie dziwne, że często spóźniają się na lekcje) i osób dorosłych,czy seniorów.

Na jego jakość wpływają czynniki zewnętrzne takie jak (nie)obecność światła naturalnego, nawyki wytworzone i wdrożone w cyklu życia. Nawyki, czyli czynności wykonywane rutynowo, które jednak pozostają pod naszą kontrolą. Zalecenia, odnoszące się do higieny snu mogą wydawać się proste, ale ich wdrożenie już takie nie jest.

Chociaż każda osoba ma określony chronotyp i wedle niego działa (jesteśmy skowronkami, sowami, albo posiadamy zestawienie ze sobą dwóch typów, czyli typ mieszany) to możemy zaobserwować, że najwyższe ciśnienie krwi mamy w okolicach godziny osiemnastej trzydzieści (nie wspominam o sytuacjach gdy to szef/owa, zwierzchniczka, zwierzchnik, lub inny osobnik homo sapiens przyczyni się do podwyższenia tegoż) najlepszą koordynację ruchową można zaobserwować około godziny czternastej. Mówimy tu o osobach dorosłych, i oczywiście godziny te mają charakter punktów orientacyjnych. Najlepiej jest więc pobyć przy sobie i poznać swój organizm. Niemniej,występują prawidłowości,i obserwując swój sposób funkcjonowania można zauważyć, że około godziny szóstej po południu do wpół do siódmej mamy najwyższe ciśnienie krwi, a o wpół do czwartej nad ranem mamy najniższą temperaturę ciała (nie dziwi ten fakt, gdyż najefektywniejszy sen mamy od drugiej w nocy, do właśnie, trzeciej). od szóstej trzydzieści ciśnienie krwi wzrasta, około ósmej organizm zaczyna produkować melatoninę około czternastej mamy najlepszą koordynację a o piętnastej trzydzieści najlepszy czas reakcji. Można odnaleźć prawidłowości, ale i tak należy słuchać siebie. Swojego chronotypu.

Tak naprawdę nie robimy się nagle senni nagle, potrzeba, chociażby zażycia drzemki narasta wraz z upływającym czasem, chociaż tak, możemy dostać nagły zastrzyk energii. I tak osoby, które mają nie normowany czas pracy, albo pracują na zmiany, mogą potwierdzić, że tak jak nie da się wyspać na zapas (raz niewyspana noc przepada), tak nie da się jej także odespać, trudno jest dlatego, że wtedy działamy w sprzeczności ze swoim zegarem biologicznym. Jeśli pracujemy rano i kładziemy się spać nocą możemy zaobserwować tworzenie się „okna snu” nocą najbardziej efektywny czas to między drugą a trzecią, tak jak pisałam, ale jest także drugie okno, jeśli odczuwasz senność wczesnym popołudniem (jeśli jesteś skowronkiem) albo nieco później (jeśli jesteś sową).

Kiedyś spędzano czas inaczej, zażywano więcej ruchu (albo po prostu, wskutek pracy, i /lub braku praw pracowniczych) było się do tego zmuszoną/zmuszonym, nie było technologii, nie było także produkowanego niebieskiego światła. Nie chodzi o to, że jest ono złe, chodzi o to, że zaburza ono naturalny rytm naszego organizmu, powoduje, że jesteśmy spięci/spięte, nasza uwaga ciągle w gotowości, jeśli śpimy to jest to sen śmieciowy. Tak jakbyśmy ciągle napychali swoje żołądki „jedzeniem” z fast foodu. Do tego jesteśmy tak z urządzeniami wszelakiej maści zrośnięci, że (chociażby) spacerując mamy telefon/tablet/komputer przy sobie, mało tego słuchawki na uszach, a przynajmniej zawsze gdzieś w pobliżu. Jeśli nauczymy się wychodzić bez urządzeń, wstawać przy analogowym (sic!) budziku, a nie WszystkomającymNiekoniecznieSmartAleFonie to jakość naszego życia wzrośnie. Jeśli korzystasz z urządzeń elektronicznych wieczorem, nie idź od razu spać, można to zrobić przed toaletą wieczorną, tak żeby nie pobudzać się do spirali myśli.

Chcąc zainwestować w swój sen, pomyśl o nim jako o następujących po sobie cyklach dziewięćdziesięciominutowych. (Taki jeden składa się z czterech do pięciu faz) jeśli musisz wstać wcześniej, to wstań dziewięćdziesiąt minut wcześniej, wtedy będzie to mniej uciążliwe. Mózg człowieka lubi rutynę. Pamiętasz gdzie ostatnio  położyłaś/ położyłeś klucze? Jak wychodzisz z domu to ubierasz najpierw prawy, czy lewy but? Zastanawiasz się, bo przecież robisz to odruchowo, a no właśnie tak samo z rytmami snu i przebudzenia, warto nauczyć się wyliczyć ile potrzebujemy cykli snu, by czuć się wyspanymi, i odmierzać czas właśnie cyklami, a nie godzinami przespanymi. Do tego zacząć przywiązywać wagę do tego jakie rytuały towarzyszą nam przed snem i po spaniu w ciągu magicznych dziewięćdziesięciu minut, tak to wymaga samoobserwacji i zaangażowania, możemy się o sobie wiele dowiedzieć. Jeśli jestem sową i nie lubię ani robić śniadań, ani nie odczuwam od razu głodu, jem coś co nie angażuje mnie na długi czas, wrzucam do blendera dwa banany, miętę, i mleko i popijam sobie koktajl, dopiero drugie śniadanie, gdy organizm się rozbudzi jest bardziej treściwe. Jeśli zauważam, że mam problem z zasypianiem, rezygnuję z angażujących emocje filmów i ciężkich rozmów (oczywiście, są wyjątki)  i kawy (wiem, wiem co pisałam o kawie nadal ją bardzo lubię- choć kofeina zostaje w organizmie sześć godzin po wypiciu filiżanki, a zaczyna działać pobudzająco dopiero po dwudziestu minutach od wypicia). Faza nRem snu, to ta w której organizm regeneruje zarówno tkanki jak i psychicznie odbudowuje, faza Rem dodatnio wpływa na kreatywność, ale nie zapominajmy, że sen jest z natury polifazowy i potrzebujemy przechodzenia od faz płytkiego snu, głębokiego i do wybudzenia, to jest system naczyń połączonych. Gdy noc trwa nasze cykle też zmieniają charakter coraz krótsze są te, w których doświadczamy płytkiego snu, coraz dłuższe w fazie REM.

[Kołysanka o niedoli, Wiedźmin 3 Dziki Gon, źródło nagrania].

Co pomaga zasnąć (czyli oczywiste oczywistości na senne przypadłości):

Sen to nie wyabstrahowana przestrzeń i czas w rzeczywistości, to nie jest poświęcenie jednej trzeciej naszego życia na nieproduktywne działania.   Co pomaga zasnąć i dobrze wstać:

  • poznanie swojego chronotypu, i działanie w zgodzie z nim, nawet jeśli częściowo dostosujesz się to będzie to i tak dużo. Wiedząc, że jesteś sową możesz np w pracy przysunąć biurko bliżej naturalnego źródła światła, jeśli masz wybór za rzeczy bardziej wymagające nie brać się natychmiast po przyjściu, przygotować śniadania wcześniej. Jeśli jesteś skowronkiem odwrotnie, kwestie skomplikowane brać na warsztat jak najwcześniej. Umówić się z osobą, z którą jesteś w związku, że wolisz przygotowywać poranne posiłki, zamiast kolacji.
  • zadbaj o stałą godzinę pobudki, z zasadą pięciu (lub czterech- to zależy od preferencji) przespanych cykli snu
  • zadbaj o to, by łóżko kojarzyło się z dwoma rodzajami aktywności (obie zaczynają się na literę es :))  Łóżko także nie jest tak starym wynalazkiem jak się wydawać mogło, na początku spano, albo na podłodze, albo na ławach, które służyły także do (niewygodnego siedzenia) przy stole podczas posiłków, luksusem było posiadanie stodoły, ale Ad rem! Nie czytaj (chociaż z lekturą przed spaniem to sprawa sporna), nie roztrząsaj dnia następnego. Jeśli mieszkasz w kawalerce i nie możesz wydzielić innej przestrzeni do spania, a na przykład lubisz czytać przed snem, to po tym jak już skończysz obcować z tekstem, zgaś światło, wyjdź na chwilę np umyć zęby, do pomieszczenia łagodnie oświetlonego i wejdź znów do ciemnego pokoju, mózg odbywa podróż ze światła do ciemności, naturalny kierunek ku zapadnięciu w sen.
  • naucz się relaksować, medytować, wyciszać, zaproponuj sobie rytuał wyciszania (a może zaproponuj swój sposób?) możesz się rozciągać, ale z ćwiczeniami ostrożnie one pobudzają do działania, dlatego lepiej je wykonywać po przebudzeniu. Ważne jest pierwsze dziewięćdziesiąt minut po pobudce i dziewięćdziesiąt minut przed zaśnięciem.
  • ostatnią kawę pij do godziny siedemnastej jeśli ją w ogóle pijasz, jeśli cierpisz na bezsenność, zrezygnuj z tego napoju.
  • nie odsypiaj w weekendy, ani nie śpij dłużej to tylko rozstraja organizm,oczywiście można zafundować sobie piżamowy dzień, ale to co innego niż spanie do trzynastej. Można wstać o stałej porze, a potem znów powrócić do łóżka. Brzmi to być może kuriozalnie, ale pozwala uniknąć roztrojenia organizmu.
  • stosuj w ciągu dnia przerwę od technologii,choćby miało być to tylko pięć minut (potem stosownie wydłużaj ten czas). Ta już tak wrosła w nasze życie, że nawet jej nie zauważamy. Jeśli biegamy, dysponujemy elektroniką, która mierzy i podpowiada, mamy wszystko smart, ale coraz to mniej w życiu art, mniej sztuki życia, więcej sztuki przetrwania (a może tylko/ aż[?]trwania?);
  • jeśli korzystasz z drzemek to idealnym czasem będzie pół godziny, albo półtorej (chyba, że sypiasz nieregularnie to wtedy zrezygnuj z nich). Pamiętaj, że kofeina zawarta w kawie zaczyna działać dwadzieścia, albo nawet trzydzieści minut po tym jak jak ją się uraczymy;
  • dbaj o ciszę, stosuj dietę bogatą w przetwory mleczne, jedz w sposób regularny, lekkostrawne posiłki wieczorem, nie kładź się głodn-a/y ani z uczuciem przejedzenia
  • miej optymalną do spania temperaturę w pomieszczeniu do dwudziestu jeden stopni, w którym się kładziesz (może pomóc letni prysznic tuż przed snem), i przewietrzone pomieszczenie (uwaga na komary w okresie letnim, podczas okresowych upałów nie otwieraj okna popołudniu, tylko rano i wieczorem);
  • pracuj z ciałem, przede wszystkim go słuchaj, gdzie gromadzą się napięcia (gwarantuje Ci, że one się zbierają) ?
  • jedź śniadania, i pij wodę (mogą być też koktajle, zupy, czy inne mięty z cytryną) małymi łyczkami;
  • mózg lubi nawyki, zgodnie z cyklem dziewięćdziesięciominutowym snu określ swój czas pobudki, i trzymaj się tego, nawet w dni wolne od pracy;
  • Korzystaj z „analogowego” budzika, naucz się wstawać zaraz po tym jak zadzwoni. Nie korzystaj z zegarka wbudowanego w telefon, najlepiej gasić go na noc, jeśli nie korzystać z godzin ciszy, to włączyć wibrację i wynieść do innego pomieszczenia.
  • miej dobry materac, wietrz pościel i regularnie ją pierz;
  • jeśli nie potrafisz usnąć w przeciągu dwudziestu minut, wstań i zajmij się czymś, nie leż próbując usilnie zasnąć;

Wprowadzenie małych zmian, może znacząco wpłynąć na komfort snu, nie, nie na komfort życia, przecież sen jest także jego częścią, istotną. Tak np spisywanie „kwestii do załatwienia” i (oddzielnie) planowanie dnia następnego. Traktowanie tych dwóch kwestii rozdzielnie może wprowadzić ład i ujarzmić myśli, tak by nie kłaść się z dniem następnym do łóżka.

Tak naprawdę, choć rozczepiliśmy atom, byliśmy na księżycu, i odkryliśmy nie jedną Amerykę to nie wiemy dlaczego sen jest nam potrzebny. Jest niewiele kwestii które nas łączą nie tylko jako ludzi, śpią już organizmy bezkręgowe, to jak śpi to zależy jakiego rodzaju ma fotoperiod nocny, czy dzienny (tak jak np człowiek). Ciekawym przykładem jest przykładem ssaków morskich [sen delfinów używają do tego połowy mózgu, czy foki uchatki, które mogą spać dwadzieścia godzin na dobę].

Chociaż różnica między zapotrzebowaniem na sen się różni, autor teorii względności jeśli nie przespał dwunastu, no, jedenastu godzin czuł się źle, Napoleonowi, wystarczyło tylko kilka godzin. Fazowa aktywność spoczynkowa mózgu, to określenie czasu snu, można go podzielić na dwie fazy nonREM (regeneracja biologiczna, zasypianie, czas między snem, a czuwaniem, sen płytki) i stadium REM (jest to bardzo aktywny rodzaj snu, w którym aktywność mózgu można zmierzyć zużyciem tlenu i glukozy, i uwaga, jest ono momentami większe niż gdy jesteśmy na jawie zniesienie napięcia mięśniowego,pojawienie się marzeń sennych, następuje szybki ruch gałek ocznych, tutaj przeżywamy swoje doświadczenia, marzenia, pragnienia i lęki na poziomie neurobiologicznym bardzo mało wiemy o śnie wiemy, że następuje konsolidacja śladów pamięciowych).

Ze względu na udział fal wolnych sen podzielono na cztery podstawowe stadia. Pierwsze trzy wchodzą w skład fazy NREM, natomiast czwarta to faza REM (sen atawistyczny po przodkach):

  1. stadium pierwsze, w którym świadomość bodźców docierających ze środowiska stopniowo maleje, w zapisie EEG pojawiają się wolne ruchy gałek ocznych, znikają fale alfa, a dominują te o częstości 2–7 Hz o amplitudzie nie wyższej niż 75 μV
  2. stadium drugie, można rozpoznać po tym, że bodźce zostają bez odpowiedzi, można też zaobserwować występowanie  wrzecion snu  (czasami nazywane są falami sigma) i zespołów K;
  3. stadium trzecie, podczas badania polisomnograficznego, takim badaniem jest np EEG w od 20–50% czasu zajmują fale o częstości 2 Hz lub wolniejsze o amplitudzie nie mniejszej niż 75 μV;
  4. stadium czwarte, pięćdziesiąt procent jego treści to fale wolnych o amplitudzie powyżej 75 μV.

 

Nie da się wyspać na zapas. Po deprywacji snu (wymuszonej bezsenności) więcej jest stadium trzeciego i czwartego, sen nie jest dłuższy, ale jest inny (proporcje faz i ich kolejność). Sen to jestem nadal ja, ale w innym stanie. Nie mogę się za kogoś wyspać. Relaksuj mózg przed snem. Zrób swoisty masaż neuronnaliów.

Zadanie dla osób chętnych:

  1. Co dostrzegasz na obrazie de la Toura? Opisz, zobacz.
  2. Przyjrzyj się swojej higienie snu, co możesz zmienić? Wprowadź jedną zmianę, ale zrób to dzisiaj.

I tu zbiegły się wszystkie nitki naszej opowieści, uprzedzałam, że będzie długo

Smacznego, treściwego snu, życzę.

[(292+1)+1][314][(314)+1)+1]. (#12 poniedziałków:) Kobieta w czerni, albo pożegnanie z Marią.. Część trzecia (prawdopodobnie) ostatnia.

[Przedostatni walc, Wojciech Młynarski, źródło nagrania].

Skrócony odnośnick do tekstu: http://wp.me/p59KuC-1ei

Wiele krojów czcionek i inkaustu nie jednego haust zużyto by pisać o razach (nie od- ani u-) pierwszych, ale jak może smakować robienie czegoś po raz ostatni? Jeśli oczywiście, mamy tego świadomość. Zasypiamy się i budzimy ze świadomością tego, że jeszcze tyle czasu przed nami, że tętno i krew będą krążyć, że zobaczymy kolejny zachód słońca, a wschód pewnie prześpimy w ciepłym śnie o lepszym jutrze. Jest tylko dzisiaj, i wspomnienie wczoraj, i nadzieja na jutro. Jest tylko dzisiaj. Jest teraz. Ta chwila. Tylko ta chwila. Nie ma innej.Ta chwila.

Z drugiej strony, warto sięgnąć w przeszłość. Być może kiedyś trzymał/aś/eś w ręce kalejdoskop. Jak byłam dziewczynką fascynowała mnie tańcząca geometria. Warto odkurzyć historię. Zatem pomni i pomne, tej wiedzy usiądźmy przytomnie w wieści opowieści co tyle treści w sobie mieści. (dla osób nie czytających wcześniej: część pierwsza, część druga):

[Stephen Hawking].

To, że Maria i Piotr Curie oraz Ernest Rutherford konkurowali, albo inaczej brali udział w wyścigu wiadomo, i tak to dyskutowali na łamach czasopism naukowych, powtarzając swoje doświadczenia (małżeństwo Curie nawet użyczyło swojemu konkurentowi próbkę destylatów toru i radu, dałby radę go nabyć -choć za uiszczeniem wysokiej opłaty— we własnym zakresie).  Za niedługo, bo w 1903 roku Maria obroni swoją pracę doktorską. Podobnież była pierwszą kobietą we Francji, która uzyskała ten tytuł. W tym to czasie Piotr w kieszeni swojej marynarki nosił bromek radu… Napisać, że promieniał szczęściem, to była by hiperbolizacja. Teraz już wiemy, że nie było to bezpieczne rozwiązanie. I on także to wiedział.

Jak wiadomo, siedem lat wcześniej, (1896 roku) umiera Alfred Nobel a pozostawionym przez niego majątkiem będzie zarządzała Szwedzka Akademia.  Gdy rodzinie milionera podważenie ostatniej jego woli się nie udało, czas przyszedł (i pozostał) na przyznanie pierwszych nagród. O pierwszej nagrodzie z fizyki już pisałam, ale fakt na który warto zwrócić uwagę, i co znamienne rok później, Nagrodę otrzymali Pieter Zeeman i Antoon Lorentz za badania nad wpływem magnetyzmu na zjawisko promieniowania, a przygotowanie do tychże badań, czyli cały szereg mrówczych prac (o czym się już nie wspomina) wykonał nie kto inny jak… Piotr Curie.  A on jedynie został nominowany do otrzymania tej nagrody… Zwykło się mówić (choć o przy i słowiach już było), że co się odwlecze to nie uciecze… No, chyba, że jest się kobietą… Poza tym, że Maria została wymieniona w liście, który był glejtem do otrzymania Nagrody Nobla przez Panów Piotra i Henriego, to zostały tam zamieszczone zmodyfikowane fakty, dotyczące odkrycia dwóch pierwiastków radu i polonu. No, a to co wykonała Maria, to przecież fakty, o których wie każdy naukowiec, który jest zorientowany w materii, z którą ma do czynienia, czyli… Nic wielkiego.  Najbardziej zdumiewające było to, że wśród sygnatariuszy listu znalazł się Lippmann, dla którego Maria była tylko ubożuchną studentką, z dalekiego (i to nie istniejącego) kraju. O całej sytuacji to jest znieważeniu Marii powiadomił Piotra Magnus Gosta Mittag-Leffler znany matematyk. Piotr zaś odpowiedział, że wkład Marii jest równoważny i jeśli tylko panowie zostaną nominowani do Nagrody Nobla, on tejże nie przyjmie. I tak dzięki zabiegom niemieckiego Matematyka i oporowi Piotra Maria także uzyskała Nominację . Oczywiście nie przeszło to bezkolizyjnie, niektórzy członkowie komitetu mieli protestować zasłaniając się względami formalnymi, to jest wcześniejszemu sporządzeniu dokumentu, ale dzięki temu, że Maria była już wcześniej (i to dwa razy) nominowana do otrzymania nagrody stało się możliwe skorygowanie  treści dokumentu.

I tak d o c e n i o n o jej wkład za zapoczątkowanie nowych badań w dziedzinie fizyki, wytrwałość, oraz niezwykłą doskonałość metodyczną. Curie odkryli zjawisko promieniotwórczości.  To, że Piotr się zbuntował, i nie zgodził się na pominięcie wkładu żony, to jedna sprawa. Małżeństwo Curie przyjęło nagrodę (chociaż  podział finansowy nie był sprawiedliwy bo potraktowano ich jako jedną osobę) to już budziło zdumienie w środowisku naukowym, ale to, że odmówili przyjazdu do Szwecji… (Ha! Bob Dylan nie był pierwszy, który wywinął taki numer…Przed nim była Polka! Nasza RADaczka!) Ale dosyć żartów, tu chodziło o sprawę poważną. Naprawdę. Maria znów ma nawrót depresji. Zeszłego lata, poroniła (o czym się nie mówi, w zasadzie o wielu aspektach życia naukowczyń się nie dyskutuje, nie tyle, by roztrząsać prywatne sprawy, ale dla nauki właśnie, wyciągania wniosków etc). Nie, to nie skutek choroby popromiennej. Śmierć ukochanego ojca, potem dziecka, następnie niedożywienie,zmęczenie i praca, czyli powtórka znanego scenariusza, to wszystko odbiło się na stanie zdrowia Polki. Becquerel sam odbierał nagrodę, która podówczas, nie była tak znana jak dzisiaj.

Roztargnienie jest niebezpieczne tak samo w laboratorium jak i na ulicy, o czym przekonał się Piotr Curie i jego żona. Czwartek dziewiętnastego kwietnia tysiąc dziewięćset szóstego roku padało rzęsiście. Toczy i tłoczy się życie na przejściach dla pierwszych, drugich i trzecich pieszych w kolejce po śmierć. Louisa Manina, woźnicę feralnego tłum chciał (i o mało swojej obietnicy nie zrealizował) zlinczować w odwecie. Nie, nie dlatego (a przynajmniej) nie tylko dlatego, że dowiedziano się kto zginął pod kołami szaleńczo mknącej dorożki.Paryż, jak i w ogóle Francuzki i Francuzi byli podminowani sytuacją gospodarczą. Nastroje, eufemistycznie rzecz ujmując były wybuchowe, a rzecz uściślając strajk goni strajk, wreszcie zaczyna się mówić o warunkach pracy, braku zaplecza socjalnego etc. Warto sobie przypomnieć o jednej rzeczy zaczęto pisać o koncepcji dzieciństwa, jak je dzisiaj pojmujemy w tysiąc dziewięćsetnym roku. Drzewiej dziecko to taki mały dorosły. Dzieci pracowały w kopalniach, w warunkach trudnych do wyobrażenia. [Stąd też w baśniach pisze się o krasnoludkach, to dzieci, skarłowaciałe, które nie mają szans, na to by prawidłowo rosnąć. Nie mówiąc już o odżywaniu się, radości, czy zabawie. (O czym już w wspomniałam)] zabezpieczenia społeczne, warunki pracy. I to bardzo ważne aspekty życia społecznego, które teraz są podnoszone przez mieszkańców, zwłaszcza, że a) nie tak dawno  na łamach prasy, z każdej szpalty wrzeszczały tytuły o wypadku pod ziemią, b) ministerstwo spraw wewnętrznych zyskało nowego kierownika. Gdyby istniała wtedy chociażby telewizja, na miejscu byłyby wszystkie ekipy, a i wykonywano by symulację wypadku. O czym myślał wtedy Piotr? Czy wypadki (sic!) potoczyły by się (sic) bezpieczniejszą drogą, gdyby wracając ze spotkania z profesorami nauk ścisłych, zastał jednak swojego wydawcę, do którego wstąpił? Gdyby nie ten strajk pracowników drukarni… Redaktorzy nie mieli by o czym pisać. Jean Perrin mówił, miał mówić później, że gdy przekazał hiobową wieść o śmierci jej ukochanego zachowała stateczną postawę. Nie powinno to nikogo zdziwić, od dzieciństwa uczona uczona była tego by nie zdradzać swoich emocji, czy chodziło o matkę i zachowanie dystansu wobec córki, czy maskowanie uczuć wobec ojczyzny, której nikt nie raczył umieścić na mapach świata. Jej listy, jej dziennik z tego okresu jest pełen czułości, dziennik najbardziej tajny zdradza skrywane skrzętnie między papierem a atramentem, miłość, czułość i tęsknoty jotę.

Jakże przykre w tym wszystkim i to, że przez opinię publiczną postrzegana była jako żona uczonego, tak, żona uczonego, ten status też straciła, jakże miało się okazać, bezpowrotnie. Wywalczyła sobie Maria, a nie otrzymała w spadku, jak zwykło się pisać, katedrę fizyki ogólnej na Sorbonie. Jakież było zdziwienie publiczności, gdy zaczęła wykład tam, gdzie Piotr skończył, bez zbędnych peregrynacji, czy rzecz ujmując rzecz miej literacko, propedeutyki. Piątego listopada roku tysiąc dziewięćset szóstego. W tym czasie obie córki rezydowały u dziadka, który podął się ich wychowania, a matka, pierwsza kobieta, która uzyskała katedrę wyższej uczelni, jak zwykła to robić wsiąknęła w naukę. W tym czasie także należy uregulować własność radu, a Maria broni swojego wkładu intelektualnego. To z jednej strony, prywatnie przez dwa lata organizuje nauczanie zbiorowe, jak to się drzewiej nazywało mając na względzie dobro i rozwój córek, ale żeby ich nie izolować, zapewniając poprawny przebieg socjalizacji (inaczej rzecz się miała u Witkacego, który miał wszystkie rzeczy materialne, również te trudno osiągalne, ale nie chadzał do szkoły powszechnej) w tym liceum wykładowcami/wykładowczyni są nobliści/noblistki. To się nazywa dobór kadry. Do tego Maria zatrudniła guwernantkę, która uczy córki polskiego.  To co pozwoliło Marii oprzytomnieć to oczywiście, sprawa nauki, a raczej, pisząc wprost toczenie bojów na tym polu z lordem Wiliamem Thomsonem. Phi, powie może ktoś/ia któż to jakiś tam lord, którego Historia nie pamięta… Jeszcze rok przed śmiercią fizyk ów twierdził, że rad nie jest metalem. I zaprzągł w te rozważania prasę.  Opisał to jako ołów z helem. Rutherford miażdżył argumenty Kelvina w prasie naukowej, ale ten nie ujrzy ostatecznej, zwycięskiej rozgrywki Marii. W ostatnim roku pierwszej dekady roku tysiąc dziewięćsetnego wraz z Andre Debierneem otrzymuje kilka miligramów białego metalu, to ostatecznie zamyka rozgrywkę, ale to tylko wygrana bitwa, nie wojna. Przynajmniej na razie. W tym samym roku Maria w dwóch tomach wydaje swoje prace pt. Traktat o promieniotwórczości. Dzięki hojności Andre Carnegie Maria pracuje we własnym, wspaniale wyposażonym laboratorium jak również dzięki zaangażowaniu Armeta de Lisle‚a. Dysponuje takim zapleczem technologicznym i finansowym, o którym dzisiaj śnią naukowcy, nie tylko naukowczynie, na całym świecie. Tymczasem świat się podpala, wrą nastroje nacjonalistyczne, z jednej strony, z drugiej nauka rozwija się jakoby wbrew polityce. Maria bierze udział w pierwszym Międzynarodowym Kongresie Promieniotwórczości, na którym poznaje Lise Meitner, która nazywana jest nie inaczej jak „niemiecką Curie” z racji podobieństw w życiorysach.

Eugeniusz Curie umiera bez pośpiechu i po cichu w cieniu Wielkiej Historii, teraz to Maria musi zaopiekować się córkami. Ale jak zwykle to bywa we wszystko wmieszała się nie, nie tyle historia, co polityka z sosem nacjonalistycznym, ksenofobicznym i nienawiści wobec kobiet. No i uprzedzeniami wobec osiągnięć naukowych.  I w takim klimacie rozgrywa się na łamach prasy kandydatura Marii do Akademii Nauk, nie zostanie zaliczona do tej grupy, i będzie nad tym ubolewać do końca życia, oczywiście ubolewać skrycie, jak to miała w zwyczaju. Dwóch głosów zabrakło. Prasa nie była przychylna Marii, jej rolę określano jako współpracowniczki męża, albo „inteligentną i bardzo oddaną małżonkę”, a to eufemistyczne określenia, zarówno w świetle rzeczy już opisanych, jak i tych, które wkrótce miały nadejść. Głównymi autorami, tych zajść, których wskazuje historia mieli być: Julien Coudy i Henri Bourgeois. Maria uczestniczyła będzie również w pierwszym Kongresie Fizyki Solvaya. Do Brukseli w 1911 roku zjadą najwięksi uczeni. W Listopadzie prasa ujawnia romans z Paulem Langevin. I to krótki lont, który rozpala burzę, fizyk, który podówczas był już w separacji ze swoją żoną, a ich kłótnie były sławne ze swych decybeli, rozmachu, i potłuczonych naczyń, przy okazji. Gdy ma się te wiedzę trudno dać wiarę, o zarzutach powielanych w prasie, że P o l k a oto rozbija d o b r e  f r a n c u s k i e małżeństwo. Rozpętał się sztorm, nie tylko są wysuwane żądania by uczona zrezygnowała z wykładów na Sorbonie, ale generalnie wyjazdu z Francji, po prostu wyginania, i do podania się tej egzekucji namawiała ją Bronisława, przecież w Polsce, obejmie nie tylko takie stanowisko, które by ją interesowało, ale i z laboratorium nie będzie problemu, zwłaszcza, że sprawa polską była nie tylko żywo zainteresowana, ale i utrzymywała kontakty. I jeszcze jeden pan, namawia ją do powrotu do ziemi ojczystej, noblista, Polak: Henryk Sienkiewicz, kierując do Czcigodnej Pani list. to on również zapytuje jeszcze o jedną sprawę, mianowicie, czy zgodziła by się powołać podczas  swojego pobytu za Oceanem komitetu, którego głównym zadaniem było by zbieranie składek na powstanie w Polsce Instytutu Radowego. Posłańcy Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (któremu przewodniczył Kazimierz Żorawski, tak ten sam Kazio, który nie potrafił i nie chciał się przeciwstawić woli rodziców, by mógł poślubić biedną guwernantkę) mieli przekonać Marię do powrotu na ojczyzny łono. Nie do przecenienia zostaje jej wkład w naukę polską, wpierała rodzimych naukowców na wszystkie dostępne sposoby. Ad rem!

Taka sprawa to przede wszystkim sytuacja gdy przyjaźni, mówi się sprawdzam, i bez wątpienia, ci,którzy dotychczas deklarowali przyjaźń, Marii, ten egzamin zdali na szóstkę. Należy pamiętać o dwóch sprawach. Po pierwsze w czasach trudnych dla naszych Bliskich to my zdajemy egzamin, ale gdy nas dotykają złe obroty spraw ziemskich, to okazuje się kto rzeczywiście jest naszym przyjacielem, kto potrafi nie tylko z jednej strony okazać nam gesty przyjaźni, poważania, szacunku, z drugiej zachęcić do działania, do wytrwania w drodze do celu. Kto w nas wierzy. Ad rem! To czas dla Marii trudny, prasa ją znieważa.

Nie jest rozstrzygnięte, czy Paul doznawał przemocy fizycznej ze strony żony, chociaż i takie podania można znaleźć, dość napisać, że jego małżeństwo, które prawnie było w separacji, należało już do przeszłości. Gdyby tylko Maria była mężczyzną, nie było by sprawy, o życiu Alberta [Einsteina] nie pisało się wiele, a było o czym. To nie wymiana przyjacielskich listów, i zamiana koloru sukien z czerni, na biel. Listy owe sprzedane zostają prasie przez żonę uczonego w akcie zemsty. Opublikowane pt. Historia miłosna: Pani Curie i profesor Langevin. Znamienny tytuł. Dalej są oskarżenia, emigrantka, której Francja udzieliła schronienia, która była biedna,  odbiera dobrego męża przykładnej Francuzce, chociaż trzeba, by być rzetelną, powiedzieć i to, że dziennikarz, który rozpętał to piekło na ziemi, skierował list z przeprosinami do uczonej, ale nic to nie pomogło, prasa miała o czym pisać. Oto biedna kobieta, wdowa rozbija idyllę francuziej kochającej się, rodziny. Machina poszła w ruch. a czcionka paliła się i rozpalała umysły nie tylko Paryżan. Żona uczonego wniosła pozew o alimenty i oskarżyła małżonka o cudzołóstwo. I pistolety miały wystrzelić, nie w przenośni, lecz zupełnie na poważnie, gdyż Langevin pozwał Tery’ego na pojedynek. W tym czasie wieści te przetoczyły i przekroczyły wszelkie granice… nie tylko absurdu, zdrowego rozsądku, ale przede wszystkim geograficzne. W tych dekoracjach, gdzie ani deka racji nie ma Georges Urbain kieruje do Paula ów sławny List nie tylko w obronie moralnej Curie, ale przede wszystkim ujawniając kulisy zajścia. I tak, z jednej strony sprawa sądowa w toku, z drugiej przyznano Marii dwukrotnie Nagrodę Nobla, co do tej pory pozostaje wydarzeniem bez precedensu. Ale aby to zrozumieć należy spojrzeć głębiej, albo jak kto/sia woli z szerszej perspektywy. Nie chodzi o roztoczenie parasola ochronnego nad wdowa Curie, czy o solidarność uczonych (hahahaha) jeśli już prędzej to można (jeśli już trzeba przyjrzeć się) to rozpatrzeć sytuację jako rywalizację między fizykami, a chemikami. Tak pierwsza Nagroda Nobla to kamyk (a raczej głaz, kamień węgielny) do pierwszego ogródka, druga, do drugiego. To pogodzenie dwóch środowisk, biorących udział w wyścigu. Radioaktywność to nie tylko początkująca, ba raczkująca dziedzina, ale łączy dwie dyscypliny. Co warto też zauważyć, a o czym niewiele się mówi, jeśli po odbiór pierwszej Nagrody Nobla z dziedziny Fizyki Curie, nie mogli przybyć, ze względów już wspomnianych, to jeśli chodzi o drugą domagano się od Marii by po drugą nie stawiała się osobiście, uczynił to listownie Savante Arjemius, no nie ma co myśleć o obronie uczonych, a powodem była sprawa Langevina. Wyobrażasz sobie taki list skierowany do mężczyzny? Czy muszę pisać, że Maria pojawiła się w Sztokholmie? Uprzednio, odpisawszy na list. Teraz już afera zmienia nazwę zataczając coraz to szersze kręgi. Do tego gdzieś ginie fakt, że procesu sądowego o zdradę jednak nie będzie, taki szczególik na marginesie histerii i historii  afery Curie. I tak przybywają trzy, Maria, Bronisława i Irena. Zauważone zostaje jeszcze jedno, słaba kondycja fizyczna Noblistki. Nie tylko jej bladość, ale potrzeba fizycznego podtrzymywania, wspierania się to na ramieniu siostry, to córki. Pięciodniowy maraton. Gratulacje nie mają końca, można dostrzec wśród nich także list, którego nadawcą jest nie kto inny jak Planck, ale nie każdy był taki przychylny, czy chociażby prawdomówny, wystarczy przyjrzeć się korespondencji Rutherforda, którą jednak tutaj, przez grzeczność pominiemy myśleniem i milczeniem. Dość stwierdzić, że do Marii skierował list pochwalny, komplementujący. Niemniej pod koniec roku 1911 Curie trafia do szpitala. Potrzebuje odpocznienia. I tak udaje się na kilka miesięcy do Hampshire za namową przyjaciółki i na jej zaproszenie.

Po przyjeździe Maria zmieni adres zameldowania, na paryski. Maria przewodzi badaniom nt. pierwiastków promieniotwórczych naucza, wygłasza referaty. Wyszła z bojów ręką nie tylko obronną, ale jak twierdzą historycy silniejszą. Na jednym z kongresów Fizyki Solvaya dołącza do niej córka (Irena oczywiście) ze swoim mężem. I spotyka tam też znajome twarze wśród nich wspomnianą już Meitner, która teraz pracuje w Berlinie ze swym mężem Otto Hahnem.

Czternaście lat przed wybuchem II wojny światowej Maria wygłosi wykład na Uniwersytecie Warszawskim. Będzie gościnią także w Instytucie Francuskim w tym mieście, opowiadała o paryskim instytucie Radowym chciała by taki powstał również w Warszawie. W jej starania zaangażowane były różne osoby od Meloney po Huberta C Hoovera. I tak na schodach Białego Domu, w obecności dygnitarzy (warto wyróżnić w tym miejscu Paula Claudela, o jego siostrze napisałam pierwszy artykuł zamieszczony na blogu) z rąk prezydenta otrzyma czek, który będzie kamieniem węgielnym instytutu, który zostanie wybudowany na warszawskiej Ochocie przy ulicy Wawelskiej 15 uczestniczyła tak w pracach projektowych, położenia kamienia węgielnego jak i otwarciu dzisiejszego Centrum Onkologii.

Podczas Wielkiej Wojny Maria z córką były na froncie, prześwietlały rannych żołnierzy za pomocą przenośnych aparatów rentgena. O czym także mało kto wie, tak naprawdę ryzykowały życie własne. Te pojazdy zyskały znamienny przydomek Małych Curie. Przebadano milion sto tysięcy wojaków, którzy inaczej musieli by umrzeć. A przecież mogły siedzieć wygodnie w swoich fotelach w instytucie zaliczanych do czołowych na świecie i prowadzić badania nad radioaktywnością. To ona uda się do francuskich ministrów proponując utworzenie specjalnego oddziału służby radiologicznej, to ona wyrusza wraz z nastoletnią Irką na front. Na pierwszą linię ognia. Ale takie posunięcie wymaga poparcia, które Maria, a jakżeby inaczej uzyskuje, auta renault i limuzyny zostają przemodelowane godnie z jej projektem. I takich samochodów za jej sprawą i sprawnym zaangażowaniem powstało ponad dwieście. Och, to taki gest cudzoziemki… Biednej guwernantki, która się chroni w ramionach męża, i grzeje

w jego sławie. Tyle, że prawie każda osoba mądra jest po tym jak ktoś/ia jednak przezwycięży trudności, wtedy usta i kieszenie ma wypchane frazesami w stylu:” jesteś dzielna”, „ja to zawsze w ciebie wierzyłem/ wierzyłam” etc. Marne pocieszenie, a właśnie jeśli już o Marnę chodzi to Maria i Irena pojechały w pełni wyposażonymi małymi Curie, na front podczas bitwy nad Marną jeszcze jedno warto zauważyć ów projekt, jak można było tyle ważnego sprzętu ważącego od ok 250 do 300 kg umieścić w jednym samochodzie o niewielkich rozmiarach. Jeśli komuś przychodzą na myśl podróże fiatem 126p to niech daruje sobie porównania. Trzeba było zmieścić nie tylko urządzenia, które wytwarzały wysokie napięcie, zawory, trzy lampy i statywy, stolik, zapas płyt i innych materiałów fotograficznych, a także ekran służący do prześwietleń.kasety, zasłony do przyciemniania, aparaty ochronne dla operatora, narzędzia medyczne,kable, części zapasowe, apteczki, zespoły prądnicowe, i komplet narzędzi do badania rannych i prowadzenia operacji, personel liczący trzy osoby: kierowce, laboranta i medyka/ Montowanie aparatury trwa, uśredniając, kwadranse dwa. Warto pamiętać, że szpitale były prowizoryczne, najlepszym sprzętem dysponowały panie Curie. I to wszystko mknie pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Nie dziwi więc spostrzeżenie, że w Belgii i Stanach Zjednoczonych Maria postrzegana jest (a przynajmniej była jeszcze nie dawno) jako lekarz. Tak, jako medyk. Po powrocie z Wielkiej Wojny, opublikuje swe raporty, które spisuje w wolnych chwilach. Nie, nie zabezpieczały się ołowianymi garniturami, chociaż wiedziano o zgubnym wpływie promieni X już wówczas. Bo jakże by inaczej tłumaczyć powstałe kursy zastrzeżenia, że aparaturę mają prawo obsługiwać wyłącznie technicy i lekarze przeszkoleni w tym zakresie nosząc odzież ochronną specjalnie przeznaczoną w tym celu? To mit, że Maria nie wiedziała o zgubnych skutkach promieniowania. To przecież ona angażuje się osobiście w kształcenie przyszłych laborantów, j i laborantki (dwadzieścia kobiet)ej zdolności pedagogiczne i andragogiczne często się pomija, jako nieważne. To ją na tym stanowisku zastąpi córka, Irena. Oboje wykształcą sto pięćdziesiąt kobiet w ciągu czterech lat wojennych jak i po zakończeniu działań zbrojnych. Punktów stałych i tymczasowych było 500, a mobilnych Curie 300. A personel jednego autka wykonuje przez dwa lata dziesięć tysięcy badań na siedmiu tysiącach rannych. To tak jak ratować miasta od nieuchronnej zagłady.

Jako pięćdziesięcioletnia kobieta w 1914 roku wyrusza w podróż za ocean po cenny gram radu. Zawojować Stany niemniej Zjednoczone pomoże jej Missy. Finał już znamy.

Nikomu nie zwierza się ze swojego cierpienia, można dostrzec symptomy, jeśli się o nich wie, ciągle pociera ręce tak jakby marzła wystawiając dłonie na mróz. Piszę na tablicy ogromniaste cyfry, litery nieskładnie, ale nikomu nie powie, że nie widzi.Bez powodzenia przechodzi operację katarakty, widzi od tej pory podwójnie, ćwiczy się w pisaniu i czytaniu, bez powodzenia. Dalej jest zwierzchniczką laboratorium najlepszego na świecie. Dalej nie jest przyjęta do grona Akademii Nauk, dalej nad tym ubolewa. Dalej, skrycie. Zostanie zaproszona do grona osób, które mają zasiadać w Komisji Współpracy Intelektualnej znanej jako CICI pod przewodnictwem Henri Bergsona. Maria zawsze zabiegać będzie o pokój, chociaż mit, pielęgnowany będzie inny, pieśń o oderwanej od spraw doczesnych idealistki, marzycielki, kobiety dzielnej, kobiety odzianej w surową czerń. To ona przyjmuje do pracy w swym laboratorium ludzi, którzy staną się wielcy tak jak Bernard Goldschmidt, który będzie w przyszłości szefem Komisji Energii Atomowej.

Historia Marii Skłodowskiej, którą świat zna jako Madame Curie, kobietę, która promieniowała sławą. W jednym ze swoich listów adresowanych do Herthy Ayrton napisała:

Jedynie za pomocą pokojowych powiązań będziemy w stanie stworzyć pokojowe społeczeństwo(…) Aż trudno sobie wyobrazić , że po tylu stuleciach rozwoju ludzka rasa ciągle nie wie, jak rozwiązywać problemy bez uciekania się do przemocy.

Szkoda, że te słowa te, w odróżnieniu do jej dziedzictwa,  nadal pozostają aktualne. Maria za życia została legendą, po części sama dorzuciła do niej kila zdań. Niemniej, niestety, nie zmienia to faktu, że jej życie nadal pozostaje nieznane, poza oczywiście faktem, że jest jedyną osobą odznaczoną dwukrotnie Nagrodą Nobla, pierwszą kobietą, i obcokrajowczynią, która została pochowana na francuskim Panteonie. A szkoda. To biorąc pod wzgląd fakt, że jej życiorysem można obdzielić spokojnie jeszcze jedną osobę, to niewiele. Oczywiście, z jednej strony jej imię i nazwisko wymieniane jest jednym tchem wśród kobiet, które zmieniły świat, wśród Ważnych Polek, Francuzek, czy np. Sufrażystek, ale na tym wiedza często się kończy. A może warto by się zaczynała, by poznać Marię jako kobietę pełną namiętności, która uczyła i nauczyła się walczyć nie tylko o słuszne sprawy narodowe, ale i o własne, o to by zapisać się w historii z aptekarską precyzją. Romans z naukowcem francuskim  nie dodał jej legendzie rumieńców, jak to niektórzy pisarze niejako w obronie ówczesnych przytaczają pisarze, ale pozwala nakreślić klimat ówczesnej epoki.

Wpis ten ukazuje się jako trzeci artykuł, którego postacią główną jest Maria Salomea ze Skłodowskich Curie. Jak również w oznaczony tagiem #12 poniedziałków. A to dlatego, że poniżej znajduje się

Zadanie dla Osób chętnych:

Uzbrojon_y/a jesteś w magiczne przedmioty? (Papier i ołówek, pisak, pióro? ) i nieświęty spokój. Odpowiedz sobie na piśmie na pytanie:

Gdybym miał/a możliwość podróży w czasie i przestrzeni to dziesięć osób, które chciałbym/chciałabym poznać:

  1. ______________________
  2. ______________________
  3. ______________________
  4. ______________________
  5. ______________________
  6. ______________________
  7. ______________________
  8. ______________________
  9. ______________________
  10. _______________________

Gdy już wypiszesz, wybierz pięć, z tego grona. Następnie wypisz powody dlaczego właśnie te, a nie inne osoby? Jeśli są to członkinie, bądź członkowie Twojej Rodziny, którzy na przykład nie żyją, zapisz sobie refleksje, dlaczego właśnie te osoby chciałbyś, chciałabyś poznać? Co możesz teraz zrobić? Np zacząć poznawać historię Twojej Rodziny, pytać tych którzy żyją, albo samemu, samej/samemu zacząć np pisać dziennik? Jeśli wśród osób wymienionych są postaci historyczne, to zdecyduj, że w tym roku kalendarzowym sięgniesz po dwie książki np biograficzne. Jeśli chcesz, w wolności podziel się swoimi refleksjami poniżej, a może chcesz o kimś jeszcze przeczytać na tym blogu? Zapraszam do treści spisu, i do dyskusji poniżej. Ten artykuł jak i to zadanie może być przyczynkiem do poznania tak własnej historii, w perspektywie makro, poznanie losów wybitnej naukowczyni, a może przyczynkiem do poznania losów własnej rodziny. Jeśli ulica przy której mieszkasz nosi czyjeś nazwisko, może to okazja by się życiorysowi tej osoby przyjrzeć bliżej? Jeśli tak, to napisz w komentarzu poniżej.

Kończąc, ciekawe, czy Maria patrząc na niebo, albo spacerując swoimi ulubionymi alejkami już wiedziała, że to ostatnie chwile? Tego już się nie dowiemy. Doznanie czegoś po raz ostatni, może być równie silne, jak wykonywanie czegoś po raz pierwszy. Maria uwielbiała spacery, zarówno swój dom w Prowansji, zakupiony z drugiej nagrody noblowskiej, jak i alejki francuskiego laboratorium były specjalnie zaprojektowane tak, by znalazło się tam bardzo dużo zieleni.

 

[Sztuka zwycięstwa, Wspomnienia twórcy Nike, Shoe Dog: A Memoir by the Creator of Nike, Phil Knight, tłumacz: Maciej Szczepański, Rebis, 22 listopada 2016].

[(37+1),(327+1)]. Buty, buty i bunty? Nie sprzedawałem butów. Wierzyłem w bieganie.

[Sztuka zwycięstwa, Wspomnienia twórcy Nike, Shoe Dog: A Memoir by the Creator of Nike, Phil Knight, tłumacz: Maciej Szczepański, Rebis, 22 listopada 2016].
[Sztuka zwycięstwa, Wspomnienia twórcy Nike, Shoe Dog: A Memoir by the Creator of Nike, Phil Knight, tłumacz: Maciej Szczepański, Rebis, 22 listopada 2016, źródło zdjęcia].

Życie to wzrost, albo wzrastasz, albo umierasz.

[Phil Knight].

Już pisałam, że lektura żadnej książki nie jest w stanie zmienić naszego życia. I nadal jestem tego zdania. Zdania wielokrotnie złożonego. Po(d)partego doświadczeniem. Nie tylko moim. Co nie przeszkadza mi sięgnąć po następną porcję treści, co w pomiędzy czarnymi okładkami się mieści. Naturalną konsekwencją jest, że po biografii Jobsa, sięgnę po wspomnienia Phila Knight’a. Tak produkty Nike miałam na nogach dwu, albo nawet trzykrotnie. Pierwsze buty tej firmy wykonane były w Niemczech, super wytrzymałe i wygodne, co dla mnie jest ważniejsze niż, ośmielam się powiedzieć dla każdej innej osoby także tej, która zajmuje się bieganiem. Niestety, następne dwie pary były bardzo dużym rozczarowaniem. (Nie chcę myśleć, że to przez fakt, że kupione zostały w Polsce). Osobiście, zawiodłam się na produkcie, i na marce. Niemniej, jeszcze jej nie skreśliłam. Co jak widać nie przeszkodziło mi zapoznać się z opowieścią Knight’a. Opowieść jest prowadzona lekko, plastycznym językiem. Słucha się tego bardzo przyjemnie, bez wysiłku dzięki temu, że Wojciech Żołądkiewicz zna się na tym co robi i robi to dobrze. Nawet bardzo dobrze, tak, że nie uwaga człowieka jest swobodnie prowadzona w odpowiednim kierunku. Tak, że nie widać szwów. Poza tym, rola lektora/ki jest na granicy widzialności. W tym przypadku czujesz się tak, jakby Phil Night siedział na przeciwko Ciebie z filiżanką czarnej kawy w ręce i popijając swobodnie ciepłym spokojnym głosem wiódł opowieść.Odpowiada mi spokojny sposób prowadzenia narracji.

Jest to książka zupełnie inna niż Jobs. Bo i Phil Knight jest z goła innym człowiekiem, nie będzie to odkryciem Ameryki, zarówno Steve jak i Phil są zupełnie innymi ludźmi. Dlatego też lektura książki jest wnosząca. Nie sposób uniknąć porównań (zwłaszcza jeśli czyta się dwie pozycje w krótkim czasie) zarówno w kwestiach marketingu, podejściu do życia, charakteru, prowadzenia biznesu w zupełności. Jednak pierwsze na co zwróciłam uwagę to oczytanie w pismach religijnych, podróżowanie i podejście do kwestii buntu, tak buntu. Bunt i but.

Tak książka może być motywująca, ale nie na melodię American dream, i nie przez całą narrację wystarczy wysłuchać jak Phil prowadzi wózek inwalidzki swojego przyjaciela (którego zatrudnił dlatego, że go znał, to nie jest akurat motywujące) wiwat bariery architektoniczne. Tyle, że to były lata sześćdziesiąte XX wieku… A u nas czas się zatrzymał… Czas, a i owszem, to portret Ameryki, no może szkic. Z oddali. To z jednej strony odczytywanie i porównywanie z biografią współtwórcy nadgryzionego Jabłuszka. Z drugiej, wyłuskiwanie informacji z drugiego planu. Phil nigdy nie wierzył w moc reklamy, jeśli odpowiadał na listy pracowników firmy, robił to dość rzadko, i lakonicznie. Gdy stworzył firmę Nike, tą którą teraz znamy, za logo stworzone przez twórczyni  Carolyn Davidson zapłacił za nie $35. Z drugiej strony to opowieść o tym, że przyjaźń w biznesie jednak istnieje, chociaż bardzo rzadko się to zdarza.  Ile nieśmiałych osób odnosi sukces w biznesie? Nie chodzi o odniesienie rzeczy na miejsce, odniesienie wrażenia.

Minusem książki jest to, że jej akcja kończy się w latach osiemdziesiątych XX wieku.

Oto garść cytatów:

 Wielozadaniowość nie zawsze jest dobra, można wyśmienicie radzić sobie wykonując zadanie jedno po drugim. Jednozadaniowość pomaga oczyścić umysł.

 

Nie przegrać to nie znaczy zwyciężyć.

 

(..) właśnie pomyślałem, pewność siebie, tego właśnie potrzeba człowiekowi bardziej niż kapitału i płynności. Żałowałem, że sam nie mam jej więcej, i nie mogę jej od kogoś pożyczyć. Z pewnością siebie jest jak z gotówką, trzeba mieć jej trochę by zyskać więcej, a ludzie nie chcą Cię wspierać.

„Niech nam pan sprzeda swoją firmę”— wypowiedział to zdanie bardzo cicho. Przemknęło mi przez myśl, że tak wypowiada się najtrudniejsze słowa w życiu.

Może i nie mamy prawa zwyciężyć, ale ja wiem tyko tyle, że jeśli wyjdę na bieżnię i będę wypruwał sobie flaki do utraty przytomności, a mimo to ktoś okaże się lepszy, i jeśli zmuszę go żeby sięgnął po ostatnie rezerwy sił i jeszcze dalej, a wtedy zwycięży, to będę wiedział jedno: Jest lepszy ode mnie. 

Jesteś jednym z nas, powiedziałem, jednym z nas. On dobrze wiedział co znaczą te słowa. Byliśmy ludźmi, którym nie w smak korporacyjne bzdury. Ludźmi, którzy pragnęli by praca była dla nich zabawą, ale zabawą, która coś znaczy (…) chcieliśmy stworzyć markę, ale też pewną kulturę, walczyliśmy z konformizmem, nudą i monotonią. Staraliśmy sprzedawać coś więcej niż produkt, idee, ducha. Nie wiem czy sam do końca pojmowałem kim byliśmy, i co tak naprawdę robiliśmy (…)

 

W końcu jednak zrozumiałem, że mam tylko jedno wyjście, grać w otwarte karty.

I jeszcze jedno. Warto przeczytać tę książkę jako rzecz o introwertyzmie, rzecz o różnicach, o bucie (a raczej jej braku), butach i buncie, i łagodnym zarządzaniu sobą, ludźmi i firmą. I przede wszystkim o porażkach. Oczywiście nic się nie stanie jeśli tej książki nie przeczytasz. Zupełnie nic.

 

 

(Jeśli lekturę książki masz już za/przed sobą), zapraszam do dyskusji 🙂

Skrócony [od]noś[ni(c)k] do tekstu: http://wp.me/p59KuC-1dR

[(314)+1]. Dwanaście poniedziałków. /Ćwiczenie pierwsze/.

/… Bo żaden czas stracony nie jest, bo każda chwila drogę wskaże…/

[Krzysztof Cezary Buszman].

Chciałam się zapytać, czy robisz postanowienia? Czy tylko postanawiacie, że tym razem? Że już na pewno. Rzucisz palenie, a nie żonę, albo męża. Nie, nie będzie jednak, ani o jednym, ani o drugim. Wspominałam już o inicjatywie #12Poniedziałków.   Jeśli chcesz, przyłącz się. Proszę weź czystą kartkę papieru zapisz na górze:

Czynności, których wykonywanie mnie uszczęśliwia (jednocześnie takich, które respektują wolność drugiego człowieka— to wiadome, dla porządku zaznaczam):

i wypisz koniecznie d w a d z i e ś c i a  takich, może być więcej, ale nie mniej. Zagwarantuj sobie tyle czasu ile Ci potrzeba, bez telefonu, radia grającego gdzieś w tle. Wypisz, następnie wypisz na drugiej kartce dwadzieścia sposobów na p r a k t y k o w a n i e w codzienności. Teraz i tu gdzie właśnie jesteś. Teraz. Nie teraz-zaraz, albo zaraz-potem.

Jeśli np: czuję wdzięczność za to, że moje kubki smakowe doznają szczęścia za to, że wypijam spokojnie pierwszą  kawę, to zapisuję na kartce, że rano po śniadaniu, a przed wyjściem do pracy o godzinie___ szykuję sobie filiżankę świeżo zmielonej kawy, w ulubionym kubku i wypijam ją po woli i powoli. Z ulubioną muzyką w tle. Do każdej wypisanej czynności, wypisuje po dwadzieścia sposobów jej praktykowania. Wiem, wiem wydaje się dużo, na pierwszy rzut oka, a może i ucha, ale przecież po pierwsze dwadzieścia sposobów to na tyle wyGODNA liczba by poczuć swoją kreatywność, po wtóre jeśli robimy to co lubimy, to przecież mamy wiele możliwości ku temu, a jeśli zapomniałeś, albo zapomniałaś, to przecież to jest doprawdy doskonała okazja by sobie przypomnieć… 🙂  Zatem, i za tamten smacznego wykonywania ćwiczenia. 🙂 Daj proszę znać w komentarzu znać o efektach swojej pracy. Będzie mi miło gdy napiszesz. Następnie zdecyduj, co dziś zrobisz, i w jaki sposób. Chociaż to było by pięć minut spędzonych na spacerze.

A ode mnie jeszcze taki drobiazg, a w zasadzie to nie ode mnie, ale  od Doroty Osińskiej:

[Dorota Osińska,Biec w nadzieję,  z albumu Teraz, MJ, 2015 r, źródło nagrania].

 

***

Wczoraj zastała mnie wiadomość, że Danuta Szaflarska nie żyje. Po_wiem, a raczej napiszę, że zaskakuje mnie jej osobowość, nowoczesność, nie nachalność, skromność, prawda, i humor, a przecież nie powinno zaskakiwać.  Nie znałam Pani Danuty, chociaż oczywiście oglądałam i Zakazane Piosenki, i Pora Umierać. Z nostalgiczno- piękną, lekką, muzyką Włodka Pawlika. O tym ostatnim obrazie pisałam na blogu. Mam wrażenie, że Dorota Kędzierzawska na nowo odkryła nie tylko aktorstwo Pani Danuty, ale i ją samą. Gdziekolwiek Pani teraz jest mam nadzieję, że mówi do Pani strumyk, ogrzewa słońce i pachnie siano, nie daleko szepcze las. Jak się dotyka ziemi, to idzie się lekko. A wkoło jest Śleboda! Dziękuję za ten wywiad. Pozostawiam sznurek bo uważam, że warto wysłuchać, zapoznać się, i zapamiętać.

 

[Wywiad z Danutą Szaflarską, Narodowy Instytut Audiowizualny, źródło nagrania].