[(15+2)+(334)]+1. Klamry (II).

Moment. Bez mięt. I ów skończyło się rumiankowanie. Bez. Podwyższonych pięt. Stóp znaczy. Nie procentowych, tych i owych ścięgien achillesowych. Temperatury utemperowane. Chmurlandia, i wino-wajca burza, grad znad myśli. Spal-onych. Bary ton ów takich już nie ma, odtaje czcionka. U…au. Upał. Uśmiecha się przez zielon-ość. Pomieszana, pomarszcz-ona hałasem. Trasa coraz to szybszego ruchu. Nawet w … Czytaj Dalej [(15+2)+(334)]+1. Klamry (II).

[33+1].[255+1].[256+1].[257+1].

1. (e [c]ho, ho,ooo) trzymaj się swoich dziur, swoich chmur swoich rozstań. I stań. Przybliżeń drżeń (odda)leń. bliżeń przy teraźnniejszych odpoczynków i uczynków muskanych palcami by kształt wyczuć krawędzie wszędzie 2. [geometria miękkich linii horyzontu wlewa się przez otwarte okna ciepłym powietrzem wraz z drażnieniem ucha wewnętrznego tętnienie miasta. Kurz osiada z ciężkim spokojem] 3. … Czytaj Dalej [33+1].[255+1].[256+1].[257+1].

223. Lekko.Cicho. Przyjemnie.

Przechodzę nie tyle od młodości do starości, bo mam takie przeczucie, że w tej ostatniej zagnieździłam się od jakiegoś czasu, ale przechodzę kryzys czytelniczy. Nie będę się tu wdawała w szczegóły, chociaż to podobno w nich siedzi diabeł, może właśnie dlatego?dobrze, że nie chodzi. Tylko nieruchomo tkwi, jakżeż można tkwić ruchomo? Ale nie o tym. … Czytaj Dalej 223. Lekko.Cicho. Przyjemnie.

[122+2][146+1]. Między i po.

[— Co pan sądzi o przemijaniu? — Jestem przeciw.] [Czesław Miłosz]. Zaznaczając na tym blogu muzykę minimalistyczną, wspomniałam Jeroena van Veena, a wpis zatytułowałam nie inaczej, jak: O bieganiu. Powód był prozaiczny i nie związany z muzyką. Obecnie im dłużej słucham tego nurtu coraz częściej nasuwa mi się metafora związana z nauką chodzenia. Jeden krok … Czytaj Dalej [122+2][146+1]. Między i po.

[95+].[SATURDAY JAZZ PIANIST]. Marcin Wasilewski/Spark of Life/ECM (2014).

 Dzisiejszy Bohater, którego albm prezentowany jest w ramach sobotniego cyklu nie rozpieszcza nas albumami, tym bardziej jeśli pomyślimy, że jest to muzyk, muzyk jazzowy,a ci jak wiadomo, nagrywają w różnych składach, z różnymi zespołami z zadziwiającą częstotliwością.Wystarczy rzucić okiem na dyskografię Jarreta,Lloyda, albo Coreii (dla przykładu) wspominając tylko niektórych, bo przecież nie wszystkich. A ten, … Czytaj Dalej [95+].[SATURDAY JAZZ PIANIST]. Marcin Wasilewski/Spark of Life/ECM (2014).

108. Jeśli nie wejdziesz do lasu.

Aż trudno uwierzyć, że największy pianista świata (albo jeden z trzech największych) żyjący(ch), w ten, o którego nazwisko wymawiamy myśląc jednocześnie improwizacja. Na jednym tchu, na jednym akordzie. Nie myślał nawet o jazzie.  Miłości do muzyki klasycznej nigdy się nie wyrzekł. Nie sięgał do niej w ramach li tylko urozmaicenia repertuaru. Puszczenia oka do publiczności. … Czytaj Dalej 108. Jeśli nie wejdziesz do lasu.

[95+4].(Saturday Pianist Jazz)./ Michel Petrucciani/Trio In Tokyo

Dla ludzi, którzy uczą się grać na pianinie (bądź fortepianie) od dzieciństwa ważnym momentem jest ten, kiedy to mogą palcami jednej ręki objąć oktawę. To otwiera przed nimi inne możliwości, daje asumpt do biegłości technicznej. Nie bez kozery mówi się o palcach pianist(k)i. Nie dlatego, polecam Trio in Tokio, że grał na nim facet, który … Czytaj Dalej [95+4].(Saturday Pianist Jazz)./ Michel Petrucciani/Trio In Tokyo

36. Pieśń o szczęściu czyli: „Jeszcze, ale było ładnie”!

Tak to jest, że blog się samodzielnie prowadzi, równo, prosto i grzecznie (podobno) i czcionka czytelna i czytana!Jeśli chodzi przynajmniej o tematy. Wystarczy zanurzyć oko, albo ucho. I zbierać słowa. No, napiszmy tak pokrótce. J. napisałeś, że nie znasz koncertu Jarreta, i tym sposobem rozwiałeś moje wątpliwości. Wczoraj, krótko pisaliśmy z autorem bloga Jazz you … Czytaj Dalej 36. Pieśń o szczęściu czyli: „Jeszcze, ale było ładnie”!

33. Zrobię to tylko dla Ciebie.

Ma sto, ba ma nawet więcej mieszkańców. M(i)a_sto, nie milknie. Pulsuje.Tętni. Pluszcze. Szemrze. I sepleni. Migocze. Peszy się- rzadko. Spieszy się—zawsze. Mamrocze. Szemrze. Przed gmachem opery kolońskiej schodzą się ludzie. Rozeszły się wieści pocztą w koturnach pantoflową, że koncert, że świetny, że premiera. A wiadomo, czas dla entuzjastek i entuzjastów jazzu, wychudły i zmizerniały. I … Czytaj Dalej 33. Zrobię to tylko dla Ciebie.

32. Czterdzieści dziewięć minut.

Mniej znaczy więcej. Wbiło mnie w fotel. Mniej więcej. Zadziwiam się,że mogę oderwać palce od klawiatury. Komputera. Bo uszu nie sposób wynurzyć. Noc. Gdy wszystko zasypia, oddycha miarowo i nachalnie mniej lepiej się skupić na dźwiękach. Chociaż uwaga sama podąża we właściwym kierunku. Jak po sznurku pięciolinii. Oto młody Szwed zasiada za parapetem pochyla glowę, … Czytaj Dalej 32. Czterdzieści dziewięć minut.

23. Smaki smutku.

Napisać, że Carla Bley (z domu Borg) jest postacią nietuzinkową, wyjątkową, wykraczającą poza wszelkie etykietki i nie mieszczącą się w żadnej kategorii, to nic nie napisać. Nie, nie jestem apologetką, a powyższe zdanie to nie apoteoza. Może  było by lepiej nie pisać nic. Zgrabniej. Skuteczniej. Słuchać. Zatonąć w dźwiękach nie przejmując się zgiełkiem światła i … Czytaj Dalej 23. Smaki smutku.