Top gun (maverick). Tak, Cruise biega (również w tym filmie)…

Na świeżutko, chociaż film jest wyświetlany od czerwca. Gdybyś jednak chciała Droga Osobo poczytać sobie co sądzę, i jak mi się widzi druga część filmu. Zapraszam…

Zanim jednak słowo występne. Przez lata nie widziałam pierwszej części filmu, niemniej, kupiła mnie ścieżka dźwiękowa do tegoż. I nie, nie wcale kawałek grupy Berlin, za który dostali bodajże Oscara. Muzyka do jedynki jest przegenialna, to znak czasów, ale także oddziaływania na widza, bądź widzkę, relatywnie tanim kosztem, jeśli chodzi o efekty, które chcemy osiągnąć. Potem jak zobaczyłam jednak to o ile sceny w powietrzu (trochę naciągane odpięte maski przez które można podawać tlen na dużych wysokościach i za pomocą których odbywa się łączność) dają radę, zwłaszcza biorąc pod wzgląd lata osiemdziesiąte, w których był kręcony ten film jest dobrze.

Tak, wiem, znajdą się znawczynie i znawcy, którzy/ które jednak napiszą, że nie. To w jaki sposób są zbudowane dialogi, jak bardzo uprzedmiatawiający kobiety, jest ten film, można by było elaboraty pisać. Stereotyp, goni stereotyp, i zwracam uwagę na to dlatego, że to właśnie popkultura nas kształtuje bardziej niż byśmy tego chciały i chcieli. I może czasami, przyznali/ przyznały same przed sobą. Za ścieżka dźwiękowa wynagradza wszystko, i właśnie dlatego nie przebrzmiała i jest nadal w historii kina (zespół Berlin rozpadł się po otrzymaniu Oscara po latach wznowili działalność. Powodem niezgody była rozbieżność wizji twórczej, czy powinni tworzyć własne kawałki, czy jednak, tak jak pokazał sukces Top Gun – zdać się na urzeczywistnienie wizji innych). To bardzo powszechny chwyt, budowanie napięcia, i historii za pomocą ścieżki dźwiękowej. Tak, także i tu znajdziemy odbicie i jawne nawiązania, i już dźwięki otwierające film kierują naszą uwagę ku pierwszej części, nie tylko akordy, ale i kadry. W jedynce jest jeszcze coś, budowanie nastroju za pomocą barw kolorów co nosi fachową nazwę: color gradingu. (Czego przykładem jest  Amelia reżyserii Jean-Pierre Jeuneta. Tutaj mamy z kolei zabawy w odcienie sepii, żółci i pomarańczowy. Historia ma być taka by chłopcom, a i dziewczynom chciało się wybrać ba, by pożądali i podążali ścieżką zawodowej żołnierki. Po nieudanej wojnie w Wietnamie to doskonała reklama armii, tak jak na plakacie w szatni (Armia to nie tylko Twoja praca, ale przygoda). I tak, za mundurem panny sznurem, i jeszcze do tego koktajl z adrenaliny i dopaminy.

Co oferuje nam część druga.

Toma Cruisa, bardziej wysportowanego, z prostymi już zębami, dalej w świetnej fizycznej formie, chociaż wieść głosi, że za sterami w pierwszym filmie wytrzymał więcej niż pół minuty potem tylko haftował, nie, nie na szydełku. A w drugiej części, nie dość, że wziął aktorów i aktorkę na przeszkolenie militarne, to jeszcze sami kręcili swe ujęcia w samolotach, tak leciał z nimi pilot, ale kamery mieli swoje i samodzielnie się nagrywali, nie, nie wiedzieli, czy ujęcie trzeba powtórzyć, czy nie ma takiej konieczności, natomiast można dzięki temu zaobserwować jak przeciążenia działały na twarze ludzi, którzy wcielali się w pilotów. Twarze, i to w jaki sposób przeciążenia działają na nie, fantastycznie jest to obserwować. Aktorka i aktorzy musieli nauczyć się sama/ sami reżyserować.

Ale od początku… A na początku był… ha… hałas i huk startujących maszyn, zupełnie jak w jedynce. Z drugiej strony, a raczej, ze strony dźwiękowej mamy nawiązanie do muzyki, do ścieżki dźwiękowej znanej z pierwszej części i jest to fantastyczny zabieg.

Po stronie plusów należy zapisać moim zdaniem:

+ zręczne budowanie nastroju tak po przez operowanie kolorami jak i użycie muzyki (chociaż nie pobije ta jedynki, ale przyjemnie z nią koresponduje) jak również odwoływanie się do stylistyki końcówki lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Ogólnie narracja jest fantastycznie poprowadzona, nawet nie znając Top Gun można iść na kontynuację Top Gun Maverick. Jest nie tylko prędkość, motocykle, ale i przejazdy pod wieżą się przydadzą! No i są mrugnięcia okiem, do tych z nas, którzy i które jednak widzieli pierwszą część, jak chociażby to, jak jeden z pilotów pyta czy Panu Generałowi ktoś zaproponował kawę? Tak, to ten sam człowiek, który w pierwszym filmie plamił i parzył się tym napojem, gdy Pete bez zezwolenia na niski przelot jednak zdecydował się tak wylądować. I dużo będzie tu miękkich lądowań. Maverick tak samo niepokorny jak kilka dekad wcześniej. A wszystko spowite żółto- złotą paletą barw z domieszką, dość sporą nowoczesnej technologii.

+to, że Tom Cruise i spółka zdecydowali się na to by sceny dziejące się w myśliwcach rzeczywiście były kręcone w kokpitach, to, by najpierw zgrać aktorkę i aktorów w jedną drużynę, zaprosić do siłowni, co zrobił Tom, ale i na morderczy trening, dla osób, które przecież nigdy pilotami nie będą. A i wcześniej nie była. Nie byli. Trening ten trwał kwartał i inspirowany był prawdziwymi ćwiczeniami, takie, który przechodzą pilotki i piloci wojskowi pierwsza z nich odbywała się pod wodą, gdzie uczono się jak zachowywać się podczas awaryjnego opuszczania maszyny, czy symulowanie przeciążeń, i przyzwyczajenie doń organizmów, zamykano człowieka w maszynie, która się kręciła to zanurzając to wynurzając z wody. Druga część to już loty, zaczynając od Cessny kończąc na f-18, a dokładniej rzecz ujmując w FA-18. To przede wszystkim przyzwyczajenie się do panujących przeciążeń, nie tylko zaznajomienie z maszynami, kokpitami i innymi zabawkami. A dopiero z zewnątrz fotografowano, czy utrwalano na filmie F-y 18. Reszta to magia montażu. Chociaż aktorzy w zasiadając w kokpitach musieli się sami reżyserować, w dobrym czasie wypowiadać swoje kwestie, co jest trudne, jeśli podróżujesz myśliwcem, a tło się szybko zmienia, albo patrzysz nie w tę stronę, co przed chwilą i szlag trafił scenę, którą trzeba powtarzać, bo magia montażu nie zadziała. No i ta pogoda… Zmienną jest.

+Niewiele tu jest udawane. I to widać, czuć i słychać. I się udało. Chociaż od początku wiadomo, kto jest gwiazdą super-hiper-fantastyczno-fenomenalną gwiazdą. I nie może tu być wątpliwości. Żadnych wątpliwości.

+Fajnym zabiegiem jest też to, że od początku filmu wiemy, co ma się wydarzyć, to znaczy, akcja jest ujawniona, i drogę jej realizacji przemierzamy wraz z innymi osobami uczestniczącymi weń.

+Rola chorego Vala Kilmera, który chociaż w terminalnym stadium raka krtani, i nie potrafiący latać jest zaangażowany do roli, a mówi przy pomocy sztucznej inteligencji, tak, tak drodzy Państwo to nie jego naturalny głos. A stworzony na potrzeby filmu, a jeszcze fantastyczny zabieg, że przez osiemdziesiąt procent seansu aktorzy ze sobą smsują.

przesunięcie konfliktu, który rozgrywa się między Maverickiem, a Roosterem, nie z powodu, tego, że ten ostatni ma pretensję, iż ojciec zginął, a Pete się do jego śmierci przyczynił – nie przyczynił jak dobrze wiemy, a z powodu nadopiekuńczości Maverick’a.

Do minusów zaliczam:

  • przedstawienie konfliktu wojennego jako czegoś atrkacyjnego, pociągającego i sexy. Zwłaszcza, gdy za progiem toczy się takowy w rzeczywistości, a my tu mamy coś na poły mieszanki adrenaliny z grą komputerowymi.
  • wiadomo od samego początku kto jest dobry, a kto jest zły, chociaż zły jest nienazwany wprost, zawsze jest określany mianem bandyty, niemniej jednak nie ma żadnych pęknięć, szczelin, wątpliwości.
  • Pominięcie roli Kelly McGillis, a to kobieta, która nie tylko wyautowała się w latach osiemdziesiątych, ale którą spotkała niewyobrażalna tragedia. W wyniku czego, omal nie straciła życia. Skutkiem traumatycznych przeżyć było to, że popadła w nałogi. Niewątpliwie wykonała ogrom pracy, by z nich wyjść, i tak dokonała tego. Pytana, czy zostanie zaproszona do obsady dwójki, powiedziała, że nie sądzi, by tak się stało, dla kobiet w jej wieku, z jej figurą nie ma miejsca w Hollywood. I tak, rzeczywiście się stało. Tom Cruise, który był osobiście odpowiedzialny za casting, nie zaproponował nawet epizodycznej rólki, McGillis, a przecież mógł, skoro pokonał tyle przeszkód by to samo zrobić dla Vala Kilmera, mało tego, sam swój udział w produkcji uzależniał od tego, czy Val będzie w nim grał. A dokonał wiele trafnych wyborów np. zaangażowanie Miles’a Teller’a do roli Bradleya Roostera Bradshawa. Czy chcemy tego, czy nie popkultura na nas oddziałuje bardziej i głębiej niż książki naukowe, to dzięki niej przejmujemy pewne wzorce, a jeśli się nie wpinamy w kombinezon białej, młodej, atrakcyjnej, sprawnej kobiety, albo takiej, która mimo swojego seksapellu jest – cytuję: „bardziej męska niż Ty” to kwestia jednej, a raczej jedynej, z pilotek w tym filmie, która nie jako obelgę przyjmuję fakt używania feminatywów.
  • Z jednej strony mamy piękne, seksowne, białe, młode kobiety, które są dodatkiem do ról męskich, a w zasadzie jednej, Toma Cruisa, czyli przez trzydzieści cztery lata nic się nie zmieniło… I można powiedzieć, że to taki film przecież dla pokrzepienia serc, ale czyż nie jest to chybiony argument, zawsze nadużywany, zużyty, moim zdaniem tak. To popkultura na nas oddziaływane, konstruuje, czy tego chcemy, czy nie, dlatego, tak ważne jest to jakimi wzorcami się karmimy i jakie przyswajamy. I na nic dla naszej podświadomości zda się argument, że to przecież taka bajka, że przecież w bajkach tak bywa… Nie, zgłaszam mój prywatny sprzeciw, to nic innego jak racjonalizowanie sobie pewnych wyborów. Tak, jest to trudne do przełknięcia, a do przyjęcia jeszcze trudniejsze. Przynajmniej, dla niektórych. Wiem, nie jest to popularne, co piszę, niemniej, nie pominę tego faktu milczeniem.

I tak Tom Cruise dalej biega, także w tym filmie.

Dla mnie film był w skali od jeden do jedenaście na sześć i pół. Z jednej strony mamy doskonałe nawiązania do jedynki, fantastyczne zdjęcia, grę kolorem, z drugiej to co już znamy, niestety. To nie chodzi, o to, że w każdym filmie musi być dydaktyczny wtręt, nie. Chodzi o pewną dozę świadomości, empatii, wrażliwości, której nie przejmiemy, jeśli dalej będziemy karmione i karmieni (tak, mężczyzn to także dotyczy) mitami, nierealnymi wzorcami, ideałami. A co się stanie gdy nie jesteśmy w tanie ich spełnić, i to nigdy? Czy jest dla nas miejsce? Chciałabym by było jeszcze więcej miejsca na drugi garnitur pilotów na ich relacje na przykład dodając kolejne kilka(naście) minut, bo tak, czas mija w kinie niepostrzeżenie.

A jakie jest Twoje zdanie? Widziałaś, widziałeś, zamierzasz iść na film?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s