[715]. Szeptośpiewanie.

Jest taki wiersz, zapewne nie jeden, który nieustająco mi się podoba, a im bardziej cień mój zostaje zgrbuony (nie zgubiony, choć i to się zderza) poprzez czas tym bardziej, mam nadzieję, że powodem nie są utarte ścieżki neuronaliów. I porusza refleksje, w postaci czystej, bądź mozaikowej bądź zupełnie jeszcze nowej. I teraz wróciłam doń (a w zasadzie do dwóch). Do tego co napisał Jan Brzechwa osoba zawodów trzech, jeśli przyjąć tylko te wykonywane dla zarobków, a nie miłosnych, ostatnich było nieporównywalnie więcej, cóż tu dużo strzępić czcionkę człek był kochliwy. Dość wspomnieć, nie w temacie drugich lecz pierwszych, że zręby prawa autorskiego zawdzięczamy niejakiemu prawnikowi, a pisać zaczął dlatego (i nie chłodzi o akty prawne- ale wiersze, nie wierszówki) by podrywać panny, a nawet jedną konkretną, nauczycielkę nauczania początkowego, ale nie będzie to wiersz dla dzieci. Panny, które niekoniecznie się smucą, chociaż inne być może zanucą można z nim, wierszem, nie Brzechwą, iść przez życie:

Dwadzieścia cztery smutki, Sł. Jan Brzechwa, muzyka i wykonanie Grzegorz Turnau.




Nieustanny deszcz, szeleszczeniem przechodzi w drżenie być może, a morze pewności, albo przynajmniej wysepką- gdzieś na oceanie nie tak spokojnym, nie mydlić z wysypką. Czasami i mierzenie i marznięcie nie z bez- czynności, ale czynności nadmiaru. I nie chłodzi o picie bądź jedzenie bezmiary. Jednakże powyższy tekst [Brzechwy] mnie zatrzymuje w tej aurze, czy żyjemy nasiąknięci i nasiąknięte dziewiętnastowiecznej melancholią? Wyjęci z obrazów van Gogha, albo jednej z wedut autorstwa Francesco Lazzaro Guardiego (żeby zadaleko nie szukać). No cóż, że Wenecja, a w zasadzie, dlaczego nie? Francesco nie uprawiał popularnego malarstwa religijnego. Nie wiadomo, czy czuł powołanie, jednakże odnajdował się w czymś, co śmiało można nazwać prowadzeniem, utrwalaniem kronik. Dlaczego nie mielibyśmy, bądź miały, wyjęte być z takich dekoracji? I nie, nie chodzi mi o jakieś konkretne, ważkie, i ważne wydarzenia jak chociażby Holenderskie spotkanie dyplomatyczne. Książę Finocchiatti zlecił Gauardiemu namalowanie obrazu, a jakżeby inaczej, który byłby wspomnieniem dla potomnych podpisania w tysiąc siedemset pięćdziesiątym roku w Hadze ugody handlowej przez osoby piastujące wysokie stanowiska urzędnicze Neapolitańczyków i Holendrów lecz całkiem zwykłe pejzaże miejskie… Nasze obrazy mogą być zmoknięte krokami, myślami… Albo -bliżej chronologii przynajmniej- takie o których wspomina Tytus Czyżewski: Lasem zjeżone ciemne wzgórze/rzędami kolumn wiatr kołysze/ las wyśpiewawszy hymn naturze/ zapada znowu w sen i ciszę. Zgubić się albo znaleźć stąpając po takich pagórkach… Czyż nie możemy patrzeć, jeżeli już nie na to samą pięciolinię terenu, to na inne, może z podobnymi, albo całkiem nie myślami? Stojąc lub siedząc, sądząc lub swędząc nieopodal głaszcząc czas uzbierany w godziny, albo chociaż minuty? Nieopodal głaszcząc czy mierzwiąc nie jedną dal?

Jeśli już o dalach mowa, chciałabym zaproponować jeszcze jedną płytę, nie chodnikową. Tym razem, z dziedziny muzyki, która kiedyś była rozrywkową dzisiaj jeśli mówimy, bądź piszemy o niej mamy na myśli klasyczną jej odmianę. Niejednokrotnie wspomniałam ,że dla mnie dzielenie muzyki na gatunki im dłużej żyje tym bardziej sensu nie ma, albo bywa bardziej usprawiedliwieniem na przyklad do tego by nie rozwijać się muzycznie (choć nie sposób odmówić pewnego porządkowania, nadania, czy uwidocznienia chronologii…) Niemniej, ad rem! Album, o którym myślę ukazał się w tamtym roku jest inny niż trzy poprzednie krążki tegoż pianisty. Najnowsza płyta Piotra Andereszewskiego składa się fug i preludiów dobranych w pary pochodzących z II tomu cyklu Das Wohltemperierte Klavier, nie wszystkich tylko wybranych a tych jest dwanaście. Drugi tom jest mniej popularny od poprzedniego, co nie znaczy, że nie warto się nim zajmować. W dyskografii pianisty jest to czwarta propozycja wydawnicza jeśli chodzi o muzykę Jana Sebastiana Bacha.Zawartość krążka jest inna także z dwóch powodów: po pierwsze (w odróżnieniu od pierwszego zeszytu Bacha) drugi stanowi zbiór utworów z różnych okresów twórczości nie tylko nie są zaprezentowane według chronologii powstania, Bach namiętnie do nich wracał nieustannie coś zmieniał. Po wtóre zaginął autograf drugiego zeszytu, a co związku z tym? Muzycy dysponują różnymi kopiami, jednak te nie do końca nimi są bowiem różnią się między sobą. Pierwszy tom jest także bardziej popularny, częściej osoby zajmujące się muzyką po niego sięgają. Jeśli miałabym zaproponować osobie, która rzadko zaznajamia się z takim rodzajem muzyki coś na ząb, a raczej uszęta, to zabawa rozpoczęta. Panowie i Panie Piotr Andereszewski przy fortepianie:

Dla mnie jest to rodzaj szeptośpiewów. Wpuszczenia powietrza do muzyki jako takiej. Warstwami. I tak spróbuj się, a raczej nie spróbuj, zrób to, poczęstuj się nią, bez przygotowania. Oczywiście, że konstruując album przemyśliwa się to, co chce się na nim zawrzeć. Jednakże dla samego Piotra II tom zeszytów jest bardziej bliski, gdyż jako student zwykł właśnie po nie miał sięgać częściej, a jako słuchacz miały doń przemawiać bardziej. Dla mnie jest to muzyka która płynie sama, nie wymaga intelektualnego zagłębienia się w niej, jest pomiędzy dźwiękami wiele powietrza. Oczywiście fugi wymagają od muzyka prowadzenia odrębnych głosów, ale słuchając tej płyty odczuwam przyjemność i lekkość, oczywiście słyszę pewien rodzaj umiejętności matematycznej Bacha, czy dążenie do kontrapunktu pianisty, ale jest to rodzaj zaproponowania pewnego tańca, a nie stawiania pomnika. Oczywiście Bach swój już ma od wielu, wielu lat, rzecz inna, że dla pewnej części ludzkości bach to będzie tylko głuchy, mniej lub bardziej, odgłos towarzyszący upadaniu, i nie nie fortepianu Szopena. Andereszewski zrezygnował tu także z kolejności zaproponowanej przez Jana Sebastiana ten zaczał od C-dur następnie wędrował o pół tonu do góry, nie dość, że muzyk dokonał wyboru utworów to jeszcze skupił się na ich wzajemnej relacji. Dlaczego nie? Nie ma też konieczności słuchania (jeśli w ogóle taka jest! Czy była) w całości ponad godzinę trwającego albumu można tak warstwami… Przyjemności życzę! Nie trzeba trzymać się utartych ścieżek. Chociaż czasami zanużanie się w sztuce przypomina bardziej intelektualną rozgrywkę niż rozrywkę, częśtokroć przynajmniej dla mnie, jedno drugiego nie wyklucza. Czy dla Was, dla Ciebie wykształcenie formalne artysty jest przeszkodą dla sztuki, czy wręcz wymogiem sine qua non?

A może już słuchałaś, słuchałeś, zamierzasz, czy niekoniecznie?

2 myśli na temat “[715]. Szeptośpiewanie.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s