Przewietrzyć treść.

Nie było mnie. Byłam, wszak nie tu, ależ się zjawiłam. Wychynęłam. Jakoś rozpanoszyło się tutaj moje niebycie. Tak, że muszę odtajać i przedzierać się przez chaszcze. Muszę je wyjąć spomiędzy wierszy, liter, które nieco zaczęły rdzewieć, nie mylić z litrami nie wiadomo jakiego płynu… Płynie to czas. Przelewając się przez drętwe palce.

***

A trawa rośnie sama- i to w milczeniu, a i czasami— cóż, i ironii bluszcz, zapłaczę za pnącze się w pnączem w pnącze znaczące, czy nie znaczące, i tu i tam, i uroni i unosi się kłębek kurzu. I tu, i tu, i na podwórzu… Czy na ósmym zielonym czy już całkiem nie wzgórzu.

Niemniej wracam. Składam puzzle horyzontów.

Odrdzewiam swoje myśli. Odkręcam zapiekłe śrrrubki.

W chaszcze. Deszcze, i absurdu surdut wpycham dreszcze nie wiem, czy da walium absurd_da_walium jeszcze, nie wiadomo, ale wali raz z prawej, raz z lewem, raz na półce, dwa nad zlewem, absurdem. Raz z przodu raz z tyłu, raz z góry, raz z dołu, przewraca się to co nie ma prawa do grawit_alkcji, Grafitem pnącza się drogi. Gwint jasny całkiem pociemniał. Zdumiał się i skręcił. Tak tu sobie w takt gadammmer, aż fenomenologia ducha, wyziewa, w absurdach kropek kresek i przestrzeni. To spada a tamto się mieni.

Postrzeżenie, czyli rzecz i złudzenie.

Psyt. Drży. Powietrze. Po wietrze jest ślad.

Pstryk.

Słyszysz?

Proszę słysz.

To zdumnienie współbrzmienie cisz.

***

Pewnego razu Izaak Newton (który był również alchemikiem- co nie dziwne zwarzywszy na czasy, w których żył, a i zawojowały go takie tematy jak byśmy dzisiaj to mogli ująć- parapsychologiczne….) miał zaprosić na obiad przyjaciela, ale ponoć miał zapomnieć uprzedzić o tym fakcie służbę. Gdy gość się zjawił, zobaczył na stole jedno nakrycie, a stwierdziwszy, że Newton akurat dokonuje obliczeń, zjadł obiad i – nie chcąc przeszkadzać – wyszedł. Dziwne to dla mnie, jak można zjeść w samotności, w samotności mogą nadgryzać kogoś wyrzuty sumienia, a nie przyczyny trawienia.
– To dziwne – miał rzec uczony skończywszy pracę. – Gdyby nie dowody rzeczowe, które stoją na stole, mógłbym sądzić, że nie jadłem dziś obiadu… Nie wiadomo, czy to tylko owa sytuacja miała miejsce, czy jednak miejsce, miejsce przy stole. Jakkolwiek było taka dykteryjka się przypomniała, wiadomo, że uczony ten od jabłka, nie wiadomo, czy nadgryzionego (przez ząb czasu- na pewno- przez szczękę uczonego nie wiadomo).

Uprzątnę tu trochę, i kubek, i stół, co pewnie trochę zajmie. Miejsca.

Niemniej wracam. Dajcie mi jeszcze trochę czasu… Tak, z kęsy trzy.

2 myśli na temat “Przewietrzyć treść.

    1. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci, że rację masz. I nie chłodzi o rację żywnościową. Miło Cię widzieć, i czytać. :)A taka mi się przyplątawszy została. I nie chciała sobie pójść, więc przygarnęłam. Pozdrawiam.

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s