[564]. Oj, czyli o robieniu.

Każda osoba, którą znam, chce być kimś. Nie, nie każda, k a ż d a O s o b a, którą znam, chce być K i m ś. I zaczyna się matematyka, i godziny wytównawcze na korepetycjach życia, utyć można w lata, osiwieć i… I tak Ci powiedzą, że głupi, głupia umrzesz, bo to, że umrzesz to pewne. To pragnienie, pragnienie o wielkości rzecz jasna- podsycają media społecznościowe i przekazy wszelakie podlane sosem z endorfin i wyrzutem adrenaliny… Doświadcz iks, igrek, zet, najlepiej w pakiecie, i teraz, teraz bo taniej, lepiej, dobitniej. I wszelkie obietnice, spełnione zostaną, oczywiście, wiście oczy, tylko na właściwym banerze. Mit supermocy, superbohaterek/ bohaterów, mega, hiper– przeżyć, tak na maaaaxxxxaaaa, tak, że super już nie wystarcza, już nie wystarcza od pięciu lat. W takich bitach i sosach się taplamy. Sączymy, czy zasysamy z powietrza i przestrzeni. Taszcząc nasze tobołki, torebki, torby, bagaż podręczny i jeszcze taki, który, ktoś nam włożył na plecy, a z czego nie zdajemy sobie sprawy.

(I jeszcze coś, wpada nam się, że wszystko jest ważne, co tam ważne? Najważniejsze, i że nie daj losie by nas ominęło. Oj, wtedy bieda. Dwie biedy, stara i nowa. A to już tłum. O to Fomo. Co to fomo? Nie, nie ćwiczenie buzi i języka. Ani gramatyczna fidrygałka. Jaką ma formę? Oto fomo, taki akronim: A no Fear of Missing Out, lęk przed tym, że coś ważnego nas ominie, został opisany po raz pierwszy w dwa tysiące trzynastym roku przez profesora Andrew Przybylskiego, więc to nie wymysł. To chorobliwy lęk, nie tylko przed tym, że nie będziemy na bieżąco, ale także przed tym, że coś nas ominie w mediach społecznościowych, albo też i to, że inni, czyli wszyscy, albo wiele z tychże wszystkich osób ma o wiele bogatsze w doświadczenia życie ode mnie, nie tyle potrafi (i robi to) czerpać z życia garściami, ale także napchać sobie w kieszenie, a może i buty, tak by być wyższym/ wyższą! A Ty? A Ty, być może boisz się, że to wszystko (albo chociaż wiele, no może nie wiele ale to co może okazać się ważne) omija Cię omija, i to szerokim, nie triumfalnym łukiem. I nie chodzi o łuk brwiowy, który to nie raz, nie dwa się po prostu uniesie z chęci, też tak chcę. A może i w poczuciu, moje życie wyprawne jest z barw. (I przekonanie, że dotyczy ono tylko osób młodych, i to przyssanych do Internetu jest błędem). A i jeszcze to dyszenie datami, smagając się upływającym czasem, bo trzydziestka, czterdziestka, pięćdziesiątka, siedem… I nie wiadomo, która jeszcze dziesiątka, że za późno, i frustrując, że nie jesteśmy dostatecznie młodzi, przez cały czas. A zresztą, bycie wystarczająco dobrym/dobrą nie wystarcza, a co dopiero mówiąc o dostatecznie. To tak przecież blisko, muśniecie ledwie. Tylko przecież nieudaczników życiowych swędzą lędźwie… (ha, czyżby?, I kto niby tym, tą nieudaczniczką jest?) Takie przekonania często są pielęgnowane w nas: bardzo dobrze się przygotowałeś/aś siadaj dostateczny. Takie to mamy reminiscencje szkolne, pracowe, te i owe, stąd czy stamtąd przytargane, albo wrzucone na grzbiet, te które odbijają nam się czkawką jeszcze długo, długo potem i potem spływając po plecach, i tam, gdzie się one kończą też, a jeszcze podlewamy to refluksem bycia skutecznym/ą. I obowiązkowo rzygać wdzięcznością, byle często, przerywane dreszczami ekscytacji. Gdzieś tam pomiędzy pośpiesznie— koniecznie— pośpiesznie połkniętym śniadaniem, a może i nie, bo człek zapomniał, a może i tak, bo nie pamięta. —a drugim śniadaniem, skoczył sobie ze spadochronem, a po obiedzie (niekoniecznie z musztardą) ukończył pół, i nie chodzi o butelki pół dla (nie) zdrowotności, ale o półmaraton, i nie ważne, że z wielu stron słyszy mary ton. I nie chodzi o krwawą Mary, chociaż, tak te pięty odarte dają o sobie znać… Nawet najnowszy model butów nie pomógł… A z lektur baśni wiadomo, że na troski nic tak nie pomaga jak czerwony kapturek ewentualnie para pantofelków, i nie, nie mam na myśli Paramecium caudatum orzęska, o rzęska mi spadła, to pewnie na szczęście! Tymczasem rzućmy okiem, bez tej jednej rzęski, na ów cytat:

Starsi Panowie dwaj śpiewali o Średnich miastach: średnie miasta, są takie średnie miasta/gdzie żadnen dom nad inne nie wyrasta/ w średnich miastach, w średnich miastach, mężczyzna czy niewiasta/niezwykli są sąsiadów swych przerastać (…)

W średnich miastach pomniki bluszcz zarasta, niewielkie są pomniki w średnich miastach. Średnie miasta wyryły zamiast hasła nad bramą swą jedyne słowo: „Basta”. Gdy za tobą taka brama się zatrzasła, trudno będzie tobie wyjść z takiego miasta

I choć elektryfikacja i mobilność także cyfrowa zmieniła wiele, to kto chce żyć w średnich miastach, albo małych, czy jeszcze mniejszych wsiach i woseczkach? Chociaż niewątpliwy urok tkwi w tych miastach?/ Miast tych nie jestem entuzjasta. Oczywiście, jest taka pokusa tli się czasami z tyłu głowy, tyle, że po spełnieniu warunków x, y, z i jeszcze wyjęciu kilku(nastu) liter z alfabetów innych. Znam przynajmniej dwie osoby, które zaraz po studiach wyprowadziły się do średniego miasta, i jest im bardzo dobrze. A gdyby tak się jeszcze zastanowić, czy poszperać.. Na wszystkie strony świata mam rozbiegane butne sznurówki, aż do krańców agletów są rozedrgane. Wybiegają w przeszłość, taką mają cechę, taką mają zaszłość…Ość, auć, uff jak gorąco. Puf jak gorąco. Psyt. Jeśli mieszkać w średnich miastach, to tylko w nagrodę za wcześniejszy urobek. Gdy już osiągniemy x,y, z i jeszcze rozwiążemy kilka(naście) równań z (najlepiej) wieloma niewiadomymi. I jeszcze do tego jakiś fitness, albo crosfit. I będzie git. Do upadku (mięśniowego) rzecz jasna, ale to dopiero w nagrodę, radzę nie oblizywać się na myśl samą.

A póki co, byle zdążyć, przed deadlinem, przed zachodem/ wchodem słońca, przed przed przed po i w trakcie. A co: jeśli, a co: gdyby, a co: jakby? Na prawdziwo i na niby. Zdążyć. Tylko może nie przytyć zjeść śniadanie białkowe, najlepiej z owsianką, albo stosować IF, albo po prostu kawusia, ziarno prawy i luksusu. Wciągane duszkiem, by jeszcze zdążyć. Tych klika nadgodzin by usprawiedliwić, by udowodnić, by żyć…

A co jeśli żylibyśmy w małej zapomnianej przez los i ludzi mieścinie, i jeszcze spóźnić się na pociąg, który jednakowoż musiał się zatrzymać na naprawy? Nie, nie dorobiliśmy się ani stałego adresu, ani żony/męża, dzieci, nie mówiąc już o groszu na czarną, szarą, czy jakkolwiek, kolorową godzinę. Nie. Nic z tych nie-rzeczy. Jasnych, ciemnych, nieważne.

I jeszcze jedno. A co gdyby robić nić. Nić ma się rozumieć, prześniczki, łódź, ziemia obiecana, Kraków, Sukkiennice… Nie, nie nic z rych skojawrzeń. NIC znaczy. Co to znaczy robić nic, w czasach gdy wszystko jest po coś. Przeżycia, rzeczy, zabawa. No właśnie, co to znaczy? Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że panuje moda na bycie zajętym/ą, a jeszcze bardziej jeśli masz x rzeczy do zrobienia, i nie wyrabiasz na zakrętach. To bardzo często mylone jest z kompetencją. I jest gites, jesteś częścią machiny, która się toczy, dzień po dniu, ale żeby nie robić nic? Przecież to lenistwo! A krok za tym bida z nędzą nieźle przędzą… To porażka życiowa, dno dna, piwko, tv takie dnia dna. Nie zawsze tak było. To zasady kapitalizmu ucieleśnione zajęty człowiek, to człowiek produktywny. Wszak czas to pieniądz, nie? Powtarzamy jak naćpani przysłowiami, wszak przysłowia to mądrość narodów, nie? No nie, pisałam już o tym tak często, że nie chce mi się (nomen omen) szukać do tegoż odnośników… Chociaż… Zapominamy o tym, że to przysłowie powstawało w zupełnie innej kulturze, i czasach. Czasach, gdy wznoszono fabryki, a ono samo znaczyło, że czas to pieniądz, a i owszem, tylko osób pracujących fizycznie, który można, trzeba zmonetyzować, tyle, że monety te wpadały do kieszeni pracodawcy, a nie pracownicy, czy pracownika. Jeśli bracia Golec śpiewają, że kto się ceni ten się leni, i nie chodzi tu o łysienie, czy pozbywanie się owłosienia z innych części ciała, depilacja rozumu? Prostowanie szlaków, połączeń nerwowych, no nie. Dlaczego od razu wędrujemy ku drugiemu biegunowi. Dlaczego robienie nic to od razu lenistwo? Które nie jest atrakcyjne, i łączone z przywarami, skąpane w wywarze z przywar? A jeśli już to robienie nic, musi zyskać jakąś ponętną etykietkę np medytacji (!zaraz, zaraz, nie zrównuje jednego z drugim, i nie sądzę, że podczas medytacji nie dzieje się nic) niemniej odklejam warstwy. To jest taki kulturowy świąt, wysypka na skórze, wysypka w kulturze, i bieg na nie-orientację, gdzie poczekalnia do lekarza, a gdzie znajdziemy ubikację, taka biegunka myśli. Nie. Należy rozgraniczyć lenistwo, a robienie: nic. Odpoczynek, daj ać ja pobruszę, a ty poczywaj. Przecież mamy jeden z najstarszych tekstów kulturowych (tak, polskich).

A jednak! Odpoczynek. I to zanim oddalimy się na spoczynek, wieczny, nie mydlić z wiecznymi rejonami kraju/ świata. I nie wiadomo, czy było to siódmego dnia, nic w księgach nie zapisano. Po śmierci się wyśpię, może i my tak mawiamy, tyle, że po prostu po czyjej? Traktujemy sen po macoszemu (nie lubię tego określenia, czkawką po Grimmach mi się odbija) a to wtedy mózg bardzo intensywnie pracuje i układa sobie neuronalia. Tak, tak następuje konsolidacja śladów pamięciowych. Podobnie jest z odpoczynkiem. I nie, nie chodzi renacjonalizację procesu, i ukazanie, że jednak po coś jest! (bo jest, nie dlatego, że tak, tylko rzeczywiście, ach ten zapach gombrowiczowski) tylko zapominamy o tym, tyle, że to co się wydarza podczas gdy sobie popijamy nicnierobienie łyk za łykiem, nie ma szansy się ponawydarzać wtedy gdy skrolujemy media społecznościowe, oglądamy, słuchamy wiadomości, czy hbo, albo kolejny sezon ulubionego albo jeszcze nie wiemy, że ulubionego serialu na Netflixie, ale skrypty, tak, one to już wiedzą. Wtedy ani nam się nic nie rozłoży, wraz z członkami naszego boleściwego ciała na szezlongu, albo chociaż na tapczanie, o nie, nie 5000lib– nie na tapczanie na tapczanie śmierdzi leń, nic nie robi cały dzień, a my, jeszcze nie zaczęłyśmy robić nic, nawet nie umościłyśmy się w fotelu…Jeśli coś tu śmierdzi, to smrodek dydaktyczny pana Brzechwy, które ten i inny wierszyk napisał, by… Nie po to by edukować nieświadome dzieci, ale po to by poderwać przedszkolankę, tak tak, po to się także odmłodził, o dwa lata, ale jednak. Co tam dwa lata powiecie, a no nie o dwa, ale o cały wiek, lepiej mieć wpisane w akcie urodzenia tysiąc dziewięćset, niż tysiąc osiemset. No dobrze, nie o wiek, no ale wróćmy do teraźniejszości… Zanim zanużymy się w fidrygałki matematyczne potyczki. A tak miałyśmy robić nic by nam się obróciło, ułożyło. I żeby nam się lepiej żyło. Żeby się zinegrowało to, co ma się połączyć. Popracować gdy by będziemy się wylegiwać… Aby połączyć kropki. I tak żeby grało. Niekoniecznie w kiszkach.

Nie o to biega, że sobie nie popracują przyśrodkowy obszar przedczołowy, przedklinek, brzuszno przyśrodkowa kora przedczołowa, tylnia kora zakrętu obręczy angażują się w proces nic nie robienia aż miło. Czacha dymi, mózg tak jakby się uczył. Gdy w jeszcze w ubiegłym wieku (dokładniej w latach dziewięćdziesiątych) prowadzono badania nad pamięcią zauważono, że przedklinek szczególnie się uaktywnia podczas wykonywania zadań, które polegają na na wyłuskiwaniu z odmętów pamięci materiału i porównywaniu go z nowymi treściami, czyli robiąc nic, i błądząc myślami to tu, to tam, po prostu porządkujemy to co mamy pomiędzy uszami. Tak jakby, bo przecież robimy nic. Odpoczywamy, na przekór bajkom, bajaniom i baśniom, że człek tylko wtedy jest produktywny jak urobi się po łokcie, ha, oby tylko po miał zanurzone w… Wiadomo co przedramiona. Tak jakby robienie czegoś (nie, nie jestem przeciwna pracy) miało nas uchronić od wszelkich niepowodzeń, plag, a i dać pomnik trwalszy niż ze wieliej płyty… Najlepiej pokrytej platyną. A nie, zaraz teraz to przyciski są w modzie, nie ważne, kto co komu nawciska, ważne by było wincej. Takie win win. Odkupienie win. i nie chodzi o kolejkę przed monopolowym. A co jeśli nasze życia, moje, Twoje, nie będą tak ekscytujące, jak niektórych w mediach społecznościowych, czy reklamach?

Tak, tak wiem, nie stawia się i na końcu linijki, a i podpis powinien być i niżej, będzie lżej, a N nieco odsunięte od akapitu. Wiem, niemniej, zostawiam to tak jak jest, Że, co, że niechlujnie? Nie, a przecież… Wiele razy mówiono mi, że nie ocenia się książki po okładce, i że ważniejsza jest treść, ważne, żeby zjeść treść. I idę odpocząć od zgiełku tego świata. Porobić nic. Wszak i… tak nie dzieje się nic… I nie zdarzy aż do końca… Czy jakoś tak? Ważne by nie bać się nic nie robić. Co za czasów dożyliśmy? Żeby umotywować, żeby sobie przypominać jak to jest… Zrobić bez zmącenia, bez znaczenia gest…

[Nie bój się nic nie robić, Agnieszka Chrzanowska, Michał Zabłocki, źródło].

A Ty kiedy ostatni raz robiłaś/ robiłeś nic?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s