[555]. Mrugam (albo: nie widać metki).

[Oko jako osobliwy balon, Odion Redon, 1879 rysunek węglem, Nowy Jork, Museum of Modern Art].

Z jednej strony świat widziany od podeszewki, z drugiej wywrócony na jeszcze inną stronę… Może przewertowany, a może jeszcze nie wpisany, opisany stworzony i niedoznany. Czy może jednak na wznak się zrodził w źrenicy Odilona. Czy można przymknąć oko na ten świat? Na świt na świst. Na mrugnięcie.

Zatrzymał mnie ten obraz. warstwy, warstwy, warstwy, i odwotność, głębia i przestrzeń, strach, i coś pod powietrznią wierzchnią warstwą, cały dziewiętnasty wiek, wiek pary- bynajmniej nie w gwizdek, a droga do gwiazd. I gwizd. I droga od realistów, impresjonistów do symbolistów i… Jedno życie. Z datami ważności do spożycia, do użycia. Data narodzin i śmierci, ciała i idei, doświadczeń i przeobrażeń.

Marzenie i przekształcenie. Zielnik świata. Zapach ziemi i ziół. I spojrzenie w trzewia gwiazd. Nadsłuchiwanie tętna. Braw i barw. W świecie do którego nas zaprasza Odion dziewiętnasty wiek rozsiadł się już na dobre, i na złe, z rozsiewaną przez Karola Darwina nową wówczas kiełkującą dopiero co, i z trudem wrastającą w materię rzeczywistości teorią ewolucji. Do tego spryskane jest dystansem który tworzy mgła melancholii… Owa nuta, która pozwala spojrzeć w przestrzeń. W rozgałęzienia i współbrzmienia, jedność i odwrotność. Chociażby tylko przez dziurkę od klucza.

Odilion zaczytywał się w uczonych pismach. I u niego rodził się Wszechświat. Przyłapany niejako na gorącym uczynku przeplatany wieloświatem, który nie ma końca ni początku. Spoglądając na ów rysunek węglem, nie spostrzegam technikaliów, li tylko warstwy, punkty które wzbierają możem i partytury światów,i które są, te które być może spostrzegł był malarz, ale również i te, które rodzą się we mnie, i wraz ze mną umrą. Kiedyś. I te, które zrodzą się i trwać będą w międzyczasie, przez chwilę, dwie, dwie i pół, może ćwierć ćwierci momentu. Momentum.

Różnorodność i godzenie się barw jednostajność. Intuicja i nauka, śpiew wyobraźni. Szczegół i ogół wokół, a może tylko taniec ulotność wrażeń, muśnięcie tego dnia, który oddycha zasychając już wieczornym gwarem. Opadając, opadając ciemności ciężarem, ponad miarę. Ponad miarę. Miara, tak i ponad \miara, Heraklit by się uśmiał, chociaż nie miał do tegoż inklinacji, chyba, że byłby to uśmiech politowania, nie mydlić z politurą, partyturą, i inną balangą, ale z balansowaniem na źrenicy świata już można. Można mnożyć, byle nie ponad miarę, a to z kolei inny pan, Pan od brzytwy, a nie jakiś cham, chociaż Heralit znalazłby pewnie z nim wspólny język, nie udawał by Greka, może upili by się (na smutno) jeśli nie winem to ideą.

Przypomniał mi się wiersz.

Obrastając w lata, i upychając życie po zeszytach, albumach, księgach przychodów i rozchodów, zwłaszcza rozchodów, zadajemy pytania Sobie o to, co upychamy po zakamarkach duszy, neuronaliach i kieszeniach. Co zabieramy pieczołowicie pakując w kufry i walizki, jakie zachowania i zdania mamy w bagażu podręcznym pod ręcznikiem, czy pomiędzy chusteczkami odświeżającymi, które podręczniki czytamy ze zrozumieniem, z wyrazem politowania, a może to wyraz obcy, a które zarastają kurzem?

Z czym chcemy wziąć rozwód? A nad czym zbytnio się rozwodzimy? Nie mogąc \nie chcąc\ się rozstać. Czy odkrywamy tak jak Odion Wszechświat, czy tworzymy własne? Jakie pisma są dla nas już obce? Czy książka przeczytana, gdy treść zapomniana jest jeszcze dla nas taką. Co w nosimy w Sobie, co przynośmy, odnosimy, a co wnosimy? Jak meblujemy przedpokój, salon i kuchnie. I nie jest to tych parę krzeseł i stół. Nie wiem, czy Albert miał rację twierdząc, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Czy jest to uprawomocnione, czy pocieszenie ledwie? Zdanie, które ładnie jest wykaligrafować w pamiętniku (jeśli ktoś jeszcze takowe prowadzi…) Wszak gdybyśmy nie karmili się wiedzą, to czym odżywiała by się nasza Wyobraźnia? I czym ona jest, jeśli jest? Czy można rozłożyć je na czynniki kolejne, jeśli nie pierwsze? Jakie pierwsze wrażenie robi? Jeśli robi? Pracuje, czy się leni? Nie wiem. Może tylko dryfuje. Pod pod powieką, którą od czasu do czasu podnosimy.

Pod powieką, spod której płyną łzy, może jedna uroniona w ukryciu, może nikła nitka pajęczynka, która chciałaby rosnąć pęcznieć zemrzeć ogromieć by stać się rzeką, dziką rzeką, może morze, które wzbiera, które ma chronić, która obmywa kości, tkanki, ścięgna, fala jest morzem, choćby zaczynała się od kropli. Muskając okolice oddechu, serce, wątrobę i nerki. Tak tę samotną wyspę oddechu ledwie widoczną, czy odczuwalną na horyzoncie zdarzeń, które opłakuje martwe morze łez.

Nie widziałam by płakał, chyba, że metaforycznie. On. On był. Chodzącym apoftegmatem. Ówcześni, i Ci, którzy przyszli po nim nazwali go płaczącym bądź ciemnym. Nie ze względu na dykcję, ale na styl. Zostały po nim wielokrotnie i błędnie powtarzane zdania (choć nie wszystkie, i nie przez wszystkich przytaczane błędnie) które skostniały, skurczyły się przybierając formę aforyzmów. A może to tylko wiatr pustyni, klimat, i geografia oddalająca go od wieku, w którym żyjemy? To co pewne to, to Kratylos, a nie Heraklit, mówił, że nie podobna jest wejść do tej samej rzeki, a przecież z dużym prawdopodobieństwem stwierdzę, że to właśnie Heraklitowi, a nie jego następcy (o których mało kto wie, a jeszcze mniej pamięta) przypisana jest maksyma, że nie wchodzi się do tej samej rzeki, nie ważne już czy dzikiej czy uregulowanej. To, że w świecie zachodzi zmiana, która jest pewną stałą składową stanu rzeczy, nie jest równoważne z tym, że nie można -wedle Heraklita- świata opisać, zrozumieć i że jest on tylko snem, złudzeniem, czy wyobrażeniem- jakim w swej twórczości posługiwał się, i które kreował chociażby Odion. Tak, oczywiście, że powiedział, Heraklit: złymi świadkami są oczy i uszy. Z tym, że i tu jest gradacja, bardziej ufał tym pierwszym, niż drugim. Chociaż stan to ważne słowo, stan jeśli odnieść to w rozumieniu pochodzenia. Po mądrość może sięgać człowiek, to, że nie każdy Heraklit wiedział wszak jest to wiadome, wiwat ustrój państwowy grecki. Sięgać po Mądrość zrozumienie i uwidocznienie Ładu mogą tylko niektórzy. Mądrość, synonim Logosu, czyli tak naprawdę możemy przypiąć tu wieloznaczności, ale Logos to przede wszystkim Miara, czyli to co jednoczy świat, który mimo zachodzących weń przemian i przeobrażeń, pozostaje w całości- czyli ład, który spaja. Możliwy dzięki przeobrażeniu trzech żywiołów, o których wspomniał filozof z Grecji, najbardziej pierwotna, wyrazista i czynna rzeczywistość ujawnia się pod postacią ognia, dwie kolejne to: ziemia i morze. Przemiana stwarza świat jaki znamy i w jakim żyjemy, którego możemy dotknąć. To co jest zaczynem spajającym trzy jakości: ogień, ziemię i wodę to równowaga i proporcja.

Jest jeszcze jedno oddzielenie dzięki przeciwieństwom, które następują w świecie. Przeciwieństwa mogą stopniowo przechodzić i stawać się to jednym to drugim tak jak odczuwanie temperatury, albo stan skupienia, ale mogą być i jednym i drugim równocześnie- tak d z i e j e się przynajmniej wedle Heraklita, takim może być punkt tworzący kulę, czy też okrąg. Świat to coś więcej niż saloon czy Salon. Salon wrażeń audiowizualnych (choćby biernie-ach ci sąsiedzi!), wirtuozerskich zamyśleń (pojedyńczych i cichych nader-ach ten harmider) pachnących węglem albo farbą malarską, w czterech ścianach zdecydowanie więcej, gęściej i bardziej poukrywane, skryte, czy wręcz wnętrza niedostępne, nie chłodzi o zatłoczony duży pokój i oglądanie meczu hurmem i hurtem w jednym z xerowanych blogów wyciętych z drugiej połowy dwudziestowiecznej wielkiej płyty, to nie tylko wrażenia, wejrzenia, to rzeczywistość ani ścięta, ani ścienna, ani scena (nie tylko)we wnętrzach, to wnętrzności, didaskalia i skale świata. Jedna i ta sama jest droga i w górę i w dół. I nie chodziło Heraklitowi o windę, która zacięła się między piętrami tak ta sama która była wynalazkiem wieków ciemnych (a tfu, nieładnie) no… Chociaż mogę przypomnieć, że i jego samego nazywano CiemnymNie chodzi o karnację, ale o styl. styl… Wszak po tym poznaje się prawdziwego mężczyznę gdyby przywołać pewnego pana żyjącego w XX wieku.. Tylko, żeby wiedzieć, gdzie Heraklit zaczął a gdzie skończył… Niemniej zdania, zdania, zdania (mało ich), które przeszły (wcale nie tak) gładko do historii, przynajmniej filozofii.

Wszak gdyby spojrzeć na to, co o nim wiemy, to prawie nic, kilka zgrabnych zdań, a jeszcze ile z nich przekręciliśmy na lewą, bądź prawą stronę, a nie widać metki, więc nie wiadomo, czy nie skurczy, skruszy się w tłumaczeniu, nie wyschnie na słońcu historii. Tyle, że Heraklit zaszył nam odwoływanie się do Ładu, który namacalnie istnieje w Świecie jest i dzięki niemu istnienie jest możliwe. Mimo przeobrażeń, przyozdobień, zmian, zamian, czy to biologicznych, statystycznych, kulturowych.. Pierwotnych, stworzonych jak u Odiona Redona, który karmił swoją wyobraźnie pisami autorstwa Camille. Ładu możemy poszukiwać, niekoniecznie dostąpimy prawy o nim, jednakże zawsze możemy go doznać w skutkach niewidoczna harmonia jest mocniejsza niż widoczna, to co widać to ledwie zarys, obrys, część. I on nie nazywał świata prawami natury, to nastąpiło później. I u Camille Flammariona, to jasne, z racji zawodu i harmonii sfer, ale i u Odiona Redona i Heraklita jes:t Kosmos. Wszechświat zarazem może być w ładzie i w ciągłej przemianie może być głodem i nasyceniem, pięknem i brzydotą, punktem i prostą. W przeciwieństwach skąpany i w porządku przedstawiany. Piękny pojedynczy wieloświat heraklitejski na który spogląda i którego jest częścią Oko jako osobliwy balon, Odiona Redona.

Z czego jesteśmy? I z czego jesteś? Z czego byłaś, byłeś? Z czego Będziesz?

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s