[553]. Minuta wystarczy.

[źródło].

Miejsca. Miejsca. Miejsca wspólne. Miejsca własne. Przesuń się, odsuń się, nie przeszkadzaj nie przesadzaj. A jak najlepiej cię ułożyć…Logicznie zgodnie. Gdzie są miejsca, które znam? A gdzie zaczynają się te, z nich, do których przywykłam, nawykłam, z przyczajenia z przyzwyczajenia, z zaniechania? Z rzeczy zastania poukładania? Jak rozróżnić, pierwsze od drugich? I czy by wykonać działanie na tych ostatnich jeśli nie jest już za późno? I czy a jeśli tak, to co zrobić potem?

Z drugiej strony, całe życie, ktoś mi mówi z niezbitą pewnością w głosie,co więcej z kierowanym ku mnie nakazem, wiesz, jest za wcześnie, wiesz, musisz być wyrozumiała, wiesz, weź pod uwagę to tamto, to i widzisz to wpływ, a tu wypływ, a tu przepływ, i wiesz…wiesz… A tu okazuje się, że w mgnieniu oka, ktoś inny już przetransportował mnie przeteleportował do innej kategorii za późno… Tyle, i to łypiąc moim jednym okiem łykam. Rachunek się nie zgadza. Czas na drogę niezgody. Wyznaczenie granic. Może i wczoraj jest historią, może, ale to moja historia, albo i wspólna historia, więc także i należna i ta co należy, w części do mnie. Dlaczego dać się wymazać, przenosić, i układać, bez i ze znieczuleniem? Miejscowym? Być może jutro to tajemnica, ale jutra może nie być. A dzisiaj? Nie wiem, czy jest darem, dzisiaj to dzisiaj, teraz to teraz.

Bez filozofofiołkowania fikołkowiania. Zrobić przestrzeń na niezgodę w sobie. Nie, na szukanie narzędzi naprawienia swoich wad. Tylko tej wąskiej rachitycznej przestrzeni na niezgodę. Na co się nie zgodzić. Zbliż się ku tej przestrzeni. Tak to trudne, zwłaszcza gdy jest to miejsce sztywne, zasklepione. Tak to boli, co więcej to może być taki ból, z którego nie zdajemy sobie sprawy, to znaczy, że wżarł się już tak w ciało i w myślenie, że nie możemy się poznać, rozpoznać, że można się go pozbyć, że można sobie ulżyć, ale to trwa, tak długo, mozolnie. Tak, można to zrobić. Tak będzie to trwało. Tak można mieć ochoty inne. Odsuń pokusę krytykowania się, że za późno, że to, że tamto, że jeszcze jedno. Postój z tym, pobądź ze Sobą, najbliższą Ci osobą przez całe życie. Twoje życie. Pobądź ze Sobą w tej sytuacji przez minutę. Tak, piszę poważnie. Minuta wystarczy. Na początek. Oczywiście i jest, bardziej dla Siebie:

Czego o Sobie się dowiedziałaś? Dowiedziałeś?

Ile trzeba czasu, aby coś zobaczyć, aby kogoś poznać? Nie wiem, bo dla mnie pytanie to jest bez seansu (Kasziprowski: adin, dwa, tri- ktosia/kto pamięta?) i bez sensu. Nie, żeby film się u-rwał. Au. A ile trzeba czasu by poznać Siebie? Kiedyś pytała o to Natalia (Kukulska w jednej z piosenek dla dzieci tak, tak płyta fantastyczna…) Jest to pytanie niezasadne, tak jakbyśmy zakładały, że jesteśmy budowlą statyczną, i zupełnie nie zmieniamy się, nie przechodzimy odświeżenia fasady, czy gruntownego remontu, albo adaptacji. Nie. Po la­tach mamy szansę, pomyśleć jak niewiele pojmowaliśmy na początku- ale może to był początek inny, choć wydawało nam się, że wszystko już wiemy, albo wprost przeciwnie.

*obraz przypisywany Caravaggiemu (Narcyz).

Jedna odpowiedź na “[553]. Minuta wystarczy.

  1. Zdjęcie typowo impresjonistyczne, a do obrazka i melodii dopasowuje się tekst i to liczenie Kaszpirowskiego…
    Podobno wraca do nas, by nauczać, przeczytałam w internecie.
    Pozdrawiam

Zapraszam do dyskusji :):

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s